Strona główna > życiowe > In vitro – dobre czy złe?

In vitro – dobre czy złe?

Temat in vitro jest ostatnio dość częsty. Zwłaszcza po opublikowanej niedawno informacji, że premier zamierza ów proceder refundować. Wśród zalewu informacji można się zgubić, zagmatwać, i nierzadko nie wiadomo co o tym wszystkim myśleć. Zwłaszcza, że mass media ciągle mówią, że in vitro jest takie wspaniałe i dobre, a Kościół wręcz przeciwnie. Więc jak jest? Która strona ma rację?

Argumentem zwolenników metody zapłodnienia in vitro jest to, że bezpłodna para dzięki temu może mieć dziecko. Tak, to prawda, ale… No właśnie i w tym momencie zaczyna się długa lista pod tytułem „ale”. Po pierwsze, in vitro jest metodą, która likwiduje objawy, a nie przyczyny bezpłodności i to w dodatku drogą metodą (zapłodnienie z nasieniem dawcy prawie 6000 zł, nie licząc opłat za wizyty itp.). To tak jak z tabletkami na ból głowy- likwidują objaw, czyli ból, nie likwidując przyczyny tego bólu. No i tu rodzi się pytanie. Jak pomóc takim parom, które chcą mieć dzieci, a nie mogą? Pierwsza odpowiedź jest banalna – adopcja. Druga mniej banalna – naprotechnologia. A czym ona jest? Jest to technika tańsza od in vitro, która po przeprowadzeniu badań, likwiduje przyczyny bezpłodności. I co ważne jest dużo skuteczniejsza od in vitro, no i po terapii naprotechnologicznej, para już później może płodzić kolejne dzieci, w przeciwieństwie do in vitro, które jest jednorazowe.

Ale co jeszcze? Jakie są jeszcze wady?
Do in vitro jest potrzebnych kilka komórek jajowych (najczęściej 8), a w ciągu jednego cyklu menstruacyjnego jest produkowana jedna taka komórka. Jak więc się pozyskuje tyle komórek za jednym razem? Otóż rozhuśtuje się układ hormonalny kobiety podając jej różne leki hormonalne. Później każdą z tych komórek zapładnia się w próbówce albo plemnikami partnera albo plemnikami z banku spermy. Więc w tym momencie z każdej z tych komórek powstaje człowiek, a te 2-3 najlepiej rozwijające się zarodki są wszczepiane do macicy matki. Później albo wygrywa najlepszy albo dokonuje się aborcji selektywnej, czyli zabija się jedno z rozwijających się dzieci w łonie matki. A co robi się z resztą zarodków? Wyrzuca się lub mrozi. Lepsze niby jest mrożenie, ale to jest tak jak z zamrożonym jedzeniem – po rozmrożeniu to nie jest to samo, spada jakość. Tak samo z tymi zarodkami – po rozmrożeniu zmniejsza się prawdopodobieństwo przyjęcia się tego zarodka w łonie matki. Ale na tym nie koniec. Gdy zapładnia się wiele komórek jajowych różnych kobiet plemnikami tego samego dawcy z banku spermy, w czasach późniejszych może dochodzić do nieświadomego kaziroctwa pomiędzy dziećmi z jednego ojca. Przez co nie występuje wymiana materiału genetycznego i ich dzieci rodzą się z wadami, które wynikają ze spokrewnienia. Co więcej, dziecko takie pierwsze dni swojego życia zamiast w łonie matki spędza w próbówce, co wpływa na ich późniejszy rozwój z racji tego, że są to najważniejsze dni w rozwoju dziecka. I właśnie przez to u dzieci powstałych z in vitro dużo częściej występują m.in. bezpłodność, wrodzone wady serca itp. Dzieci te rodzą się często dużo słabsze, niż ich rówieśnicy poczęci w naturalny sposób, ale też rodzi się w nich pytanie „skąd się wziąłem? Gdzie jest mój początek?” Tak więc mówienie Kościoła, że in vitro jest złe jest takie bezpodstawne?

A tak na koniec. Według irlandzkich specjalistów wskaźnik ciąż powstałych po terapii naprotechnologii wynosi 52%, a po zapłodnieniu in vitro 27%. Ale też przy pierwszej metodzie uzyskuje się prawie 100% diagnozy niepłodności, w przeciwieństwie do in vitro.
W Internecie na temat obu metod można przeczytać bardzo dużo, ale do wszystkiego należy podejść z rozwagą. Jedni będą uważać in vitro za samo zło, inni zaś naprotechnologię. I jedni i drudzy będą opluwać przeciwników i przekonywać do swoich racji, ale mi się wydaje, że zasadnicza walka o to co jest dobre, a co złe powinna się odegrać w sumieniu każdego człowieka i nie moją rolą jest narzucać komuś moje własne zdanie. Ja ten artykuł piszę z perspektywy 19-latki, która nigdy nie borykała się z takim problemem i ma nadzieję, że borykać się nie będzie. Jeżeli kogoś to dotknęło czy zabolało to przepraszam, ale moim zamiarem było tylko przedstawić obecny w dzisiejszym świecie problem.

Asia Hadzik „Hadzia”

Advertisements
Kategorie:życiowe
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: