Strona główna > Przemyślenia, życiowe > Ból – błogosławieństwo czy przekleństwo?

Ból – błogosławieństwo czy przekleństwo?

Opisthotonus – Charles Bell
(obraz przedstawiający cierpienia osoby chorej na tężec)

Każdy człowiek miał w swoim życiu kontakt z bólem. Mniej lub bardziej dokuczliwym czy długotrwałym.  Sama nie raz go doświadczałam, kiedy kolejny dzień z rzędu budziłam się np. z bolącą kostką, albo kolejny tydzień bolało kolano. W końcu przyszedł dzień, w którym zrodziło się pytanie: ból jest błogosławieństwem czy przekleństwem?

Są momenty kiedy ma się dość bólu. Kiedy chce się płakać z bólu, kiedy tabletki nie pomagają, kiedy ma się ochotę od niego uciec. Mimo tego ból jednak jest błogosławieństwem. Bo spróbujmy wyobrazić sobie życie bez bólu… Początkowa myśl: idylla. Ale jest także druga strona medalu… Ból jest dla nas sygnalizatorem, czerwonym światłem, znakiem „STOP”. Ból jest darem, z którego my jako ludzie nie potrafimy korzystać. Kiedy po długim biegu coś mnie boli, to znaczy, że chyba przegięłam z dystansem albo po prostu zrobiłam coś nie tak. Jeżeli po wysiłku odczuwam ból to znaczy, że coś robię źle, że muszę coś zmienić… Albo jest też wysyłanym komunikatem: zwolnij, uszanuj swój organizm. Jeżeli kobietę boli brzuch (okres i te sprawy), wcale nie oznacza, że dzieje się coś złego, czyż nie? Czasem ból jest także konsekwencją naszych złych wyborów, naszych grzechów, ale wtedy tez jest sygnałem, że coś trzeba zmienić… Więc gdyby nie ból, nie wiedzielibyśmy co tak naprawdę dzieje się z naszym organizmem, to właśnie on jest nieraz jedyną informacją o zmianach jakie w nas zachodzą. Gdyby nie zaczął mnie boleć ząb, nie wiedziałabym, że mam zapalenie okostnej zęba i mam coś z tym zrobić. Gdyby mnie nie bolało kolano czy kostka to biegałabym bez opamiętania i zniszczyła doszczętnie stawy czy ścięgna, nawet o tym nie widząc. Więc jak taki sygnalizator można nazwać przekleństwem? To tak jakby nazwać czerwone światło na przejściu dla pieszych przekleństwem tylko dlatego, że musimy chwilę poczekać. Ale gdyby go tam nie było skutki mogłyby być tragiczne. Tak samo jest właśnie z bólem…

Nawet własny ból nie jest tak ciężki jak ból z kimś współodczuwany, ból za kogoś, dla kogoś, zwielokrotniony przez wyobraźnię. (Milan Kundera, Nieznośna lekkość bytu)

Wiem po sobie, że czasem trudno jest mi przyjąć ból jako błogosławieństwo. Czasem rodzi się we mnie bunt, bo przecież schudłam 20 kg to kolano już powinno przestać mnie boleć. Czasem rodzą się myśli, że to przekleństwo… Ale czy Chrystusa nie bolało jak go przybijali do krzyża, jak go niósł na Golgotę? Przecież tez był człowiekiem i tak jak my odczuwał ból, też go mogła boleć głowa, ząb, kolano, ale to i tak nic w porównaniu z bólem krzyża i grzechu człowieka Ale to tylko z Nim można przetrwać ból, tylko On może pomóc nam go przezwyciężyć. Ale jest jeden warunek. My musimy chcieć i musimy go oddać Jezusowi, poświęcić go… To takie trudne? On może wszystko…

Reklamy
Kategorie:Przemyślenia, życiowe
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: