Strona główna > czytanie z dnia, refleksje > Jezus w Tyrze i Sydonie – Mk 7, 24- 30

Jezus w Tyrze i Sydonie – Mk 7, 24- 30

Jezus udał się w okolice Tyru i Sydonu. Wstąpił do pewnego domu i chciał, żeby nikt o tym nie wiedział, lecz nie mógł pozostać w ukryciu. Wnet bowiem usłyszała o Nim kobieta, której córeczka była opętana przez ducha nieczystego. Przyszła, upadła Mu do nóg, a była to poganka, Syrofenicjanka rodem, i prosiła Go, żeby złego ducha wyrzucił z jej córki. Odrzekł jej: «Pozwól wpierw nasycić się dzieciom; bo niedobrze jest wziąć chleb dzieciom i rzucić psom». Ona Mu odparła: «Tak, Panie, lecz i szczenięta pod stołem jadają z okruszyn dzieci». On jej rzekł: «Przez wzgląd na te słowa idź, zły duch opuścił twoją córkę». Gdy wróciła do domu, zastała dziecko leżące na łóżku, a zły duch wyszedł. Mk 7, 24- 30

Tyr i Sydon. Na te dwa miasta trzeba zwrócić uwagę, czytając dzisiejszą Ewangelię. W Starym Testamencie wiele jest opisów ich bogactwa, świetności. Wspaniałości tego świata, są niejako furtką dla pychy, wyniosłości, zarozumiałości, wyzysku, żądzy władzy. Ubolewał nad tym Eechiel pisząc: „Stałeś się więc bogaty i wielce sławnym w sercu mórz. Wioślarze twoi wprowadzili cię na pełne morze, ale wiatr wschodni złamał Cię w sercu mórz.” (por. Ez 27, 1-36). Idzie więc Jezus do miejsca, gdzie na pierwszym miejscu nie jest Bóg lecz bogactwa tego świat. Można powiedzieć, że idzie do ludzkiej pychy, zarozumiałości, grzechu. Idzie by uleczyć to co zranione. Schodzi w slumsy ludzkiej duszy, nie brzydząc się tego, co w nas słabe, grzeszne. Przenieśmy wzrok na Syrofenicjankę. Jest poganką, a więc i grzesznicą w rozumieniu ówczesnych ludzi, osobą nieczystą. A mimo to szuka Boga. Widzi, że sama już nic nie zdziała, że potrzebna jest interwencja Kogoś większego. Nie czeka biernie, aż „Bóg coś zrobi”. Jezus też nie pozostaje w miejscu. Można powiedzieć, że spotkanie z kobietą było „skutkiem ubocznym”, podążał bowiem w stronę Tyru i Sydonu nauczać. U Boga jednak nie ma przypadków. Dla Niego 7 miliardów ludzi na ziemi nie jest jednolitą, niezydentyfikową masą. Jest człowiek, każdy z osobna. Każdy tak samo ważny a zarazem najważniejszy. I ten Bóg stawia nam dzisiaj pytanie: czy przyjdziesz by zostać uzdrowionym? Czy zrobisz pierwszy krok w kierunku Boga? Tej decyzji nikt za Ciebie nie podejmie. Nawet Bóg, gdyż pozostawił nam wolną wolę. Ale wciąż czeka, z otwartymi ramionami jak ojciec na syna marnotrawnego. Syna marnotrawnego, którym jestem i ja i Ty. Nie zależnie od tego, jak zaangażowani jesteśmy w życie parafii, na ilu nabożeństwach byliśmy i ile godzin tygodniowo spędzamy w kościele. Wszyscy jesteśmy grzesznikami.

Tekst by Agata Dąbrowska

Advertisements
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: