Strona główna > refleksje > „Kto zgubi wielkość swą, ten ją odnajdzie”

„Kto zgubi wielkość swą, ten ją odnajdzie”

Edith Zirer po wyzwoleniu Auschwitz znalazła się na stacji kolejowej w Krakowie. Nie mając już sił ani nadziei, położyła się na ziemi. W tym samym momencie podszedł do niej mężczyzna, który podał jej herbatę i kanapkę. Dziewczynka ostatkiem sił bezskutecznie próbowała podnieść się z ziemi. Młody człowiek wziął dziewczynkę na ręce i niosąc ją na plecach opowiedział jej o śmierci swoich rodziców i brata, o tym, żeby nigdy nie wolno tracić wiary i trzeba zawsze do końca walczyć o życie. Tym człowiekiem był Karol Wojtyła.

Spoglądając na życie i pontyfikat Jana Pawła II, można się zastanawiać, gdzie tkwiło źródło ogromnej siły tego człowieka, Jego tajemnica świętości. „Kwiatki Jana Pawła II” dają nam możliwość poznania nie Papieża, ale Karola Wojtyły – człowieka. Uchylają nam „drzwi do tajemnicy” ukazując osobę skromną, pracowitą, koleżeńską, cierpliwą, głęboko religijną, z dystansem do siebie i obdarzoną niezwykłym poczuciem humoru, które nie opuściło Go nawet w najtrudniejszych dla Niego momentach życiowych.

Karol Wojtyła był bezinteresowny, gotowy nieść pomoc innym i dzielić się tym, czym mógł z najbiedniejszymi. Józef Dudek pamięta jak Karol Wojtyła przyszedł któregoś dnia do pracy cały zmarznięty. Wojtyła spotkał na ulicy lekko pijanego człowieka, bliskiego zamarznięcia, więc oddał mu swoje okrycie. Ksiądz Franciszek Konieczny wspomina jak Jan Paweł II oddał biedakowi swój nowy sweter. Podobny los spotkał nowe buty Wojtyły, które przekazał potrzebującemu robotnikowi w Krakowie, sam chodząc w swym mocno zniszczonym obuwiu. Tak o spotkaniu z przyszłym Papieżem wspomina Stanisław Substelny: „Jechałem koniem po mleko w stronę Gdowa. Spotkałem się na drodze z takim oto gościem… „Szedł od Gdowa. Miał cajgowe spodnie, kamizelkę, trzewiki bardzo kiepskie i taką teczkę, że ja bym się na jarmark wstydził z taką iść”. Ubóstwo Karola Wojtyły było znane wśród wszystkich mieszkańców Niegowici, gdzie Karol Wojtyła był wikarym. Stanisław Wyporek: „Nie miał nawet poduszki pod głowę. Nosił wtedy na sutannie taki wełniany „kubrak”, który służył mu także, jako poduszka”.

Ludzie kochali Karola Wojtyłę, ponieważ ten nigdy nie okazywał wyższości nad innymi, był jednym z nich. Jak sam mówił: „zadaniem duszpasterza jest żyć razem z ludźmi wszędzie, gdziekolwiek oni się znajdują, być z nimi we wszystkim „prócz grzechu”. Tadeusz Turakiewicz wspomina: „z każdym potrafił rozmawiać, choć już był po studiach rzymskich! Była w nim „modlitwa, pokora i ubóstwo”. Zofia Lubertowicz: „zafascynowało nas nie tylko to, co emanowało z jego postaci, ale coś prostszego, coś, co kontrastowało w wyglądzie zewnętrznym z sylwetką innych »świeżo upieczonych« księży. Ich wypielęgnowany wygląd, nienaganna fryzura, sutanna »spod igły« i nieskazitelnie, nawet od spodu wyczyszczone buty budziły wątpliwość, czy w takich butach można dotrzeć przez często brudne lub zabłocone ulice do tych, którzy najbardziej potrzebują pomocy. Tymczasem idący przez kościół ksiądz miał mocno sfatygowaną sutannę, nawet z dyskretną łatą od dołu, i jeszcze bardziej sfatygowane buty… Te buty powiedziały nam więcej o młodym wikarym niż jego starannie przygotowane kazanie, którego wysłuchałyśmy w najbliższą niedzielę”. Jerzy Gałkowski o Karolu Wojtyle: „pamiętał o naszych kłopotach. Mam jego kartki, w których pisze o swojej modlitwie o zdrowie, a później o spokój duszy moich rodziców. Miał czas dla wszystkich – kosztem swojego”. Będąc już Papieżem, często narzekał na odgradzanie Go od pielgrzymów kuloodporną szybą w papamobile. Starano się to Papieżowy wytłumaczyć względami bezpieczeństwa: „Niepokoimy się o Waszą Świątobliwość”. Na co Jan Paweł II odpowiedział: „Ja też niepokoję się o swoją świątobliwość”.

Karol Wojtyła uwielbiał żartować. Jedna z zabawniejszych anegdot opowiada jak ksiądz Karol Wojtyła, ówczesny wykładowca KUL-u, spóźnia się na zajęcia. Czekający na egzamin studenci rozchodzą się i pozostaje tylko jeden ksiądz, który nie znał Wojtyły, ponieważ nie chodził na jego wykłady. Po jakimś czasie do sali wbiega zdyszany Wojtyła. Ksiądz – student, pyta: „Stary, ty też na egzamin? „Na egzamin” – przytaknął ksiądz Wojtyła. „Facet się spóźnia, wszyscy się rozeszli, a ja czekam, bo muszę zdawać dzisiaj” – wyjaśnia student. „A co, nie znasz Wojtyły?” – pyta Wojtyła. „Nie, to podobno nudny facet, nie chodziłem na jego wykłady, mówili, że abstrakcyjne i bardzo trudne” – odpowiedział student. Od słowa do słowa dyskusja przekształciła się w powtórkę materiału. Student w końcu mówi: „Stary, jaki ty jesteś obkuty! Proszę cię, kiedy przyjdzie ksiądz profesor, nie wchodź przede mną na egzamin, bo po tobie na pewno obleję”. Na co usłyszał: „Daj indeks, jestem Wojtyła”. Student dostał czwórkę z plusem. Kiedyś Karol Wojtyła przyjechał z wizytacją do jednej z podhalańskich parafii. W progu kościoła przywitała go jakaś góralka: „Eminencyjo, najprzystojniejszy Księże Kardynale”. A on na to: „No, coś w tym jest”. Na pytania o samopoczucie, Jan Paweł II odpowiedział: „”Nie wiem, nie czytałem jeszcze dzisiejszej prasy”. Inna zabawna anegdota mówi o spóźnionej siostrze zakonnej, która pomagała Kardynałowi przepisywać na maszynie teksty. Kiedy weszła do gabinetu ten zaczął śpiewać: „Umówiłem się z nią na dziewiątą, tak mi do niej tęskno już”. Jan Paweł II uwielbiał też żartować z ludźmi. Pielgrzymi zgromadzeni w Elblągu przerywali Ojcu Świętemu okrzykami radości. Jan Paweł to skomentował: „Ktoś się raz pomylił i zamiast wołać: »niech żyje papież«, zaczął wołać: »niech żyje łupież«. Ja was do tego nie zachęcam”. Kiedy krzyczano: „Witaj w Licheniu”, stwierdził: „Myślałem, że mówicie: » Witaj, ty leniu «”.

Wojtyła zawsze szanował zdanie innych i nie obrażał się, kiedy mieli inne niż on zdanie na jakiś temat. Razu pewnego Ks. Tadeusz Pieronek spierał się o coś z kardynałem Wojtyłą. Ten zdjął swój krzyż biskupi, podał go ks. Pieronkowi i rzekł: „Masz, teraz ty rządź”.

Był człowiekiem niezwykle skromnym. Kiedy w roku 1958 lotem rozeszła się plotka, że Wojtyła już wkrótce zostanie biskupem powiedział: „Ja nic nie wiem! Wariata z człowieka robią”. Cechą charakterystyczną Karola Wojtyły było zmniejszanie dystansu do ludzi. Po święceniach biskupich Jego wychowankowie byli przekonani, że biskupstwo oznacza kres „Wujkowego” duszpasterstwa. Jaka była ich radość, kiedy zakrzyknął „Wujek jestem!” na powitanie swoich podopiecznych z duszpasterstwa, kiedy po raz pierwszy spotkał ich, jako biskup. Kiedyś kardynał Wojtyła będąc w górach, poprosił pewną kobietę o herbatę. Powiedziała: „Ej, żeście się najedli, aj najedli, kozdy by herbatkę fcioł pić, ale wody to mi ni mo fto przynieść”. Na te słowa Kardynał wziął dwa wiadra i poszedł do źródła po wodę. Inna anegdota mówi, że Biskup Wojtyła poprosił w trakcie jednej z wizytacji, aby witający Go chłopiec mówił głośniej, ponieważ nic nie słyszy. Chłopak miał odpowiedzieć: „Jak nie słyszysz, to się nachyl!” i Wojtyła posłuchał. W trakcie homilii powiedział: „Jeden z najmłodszych przedstawicieli waszej wspólnoty parafialnej przypomniał mi, że mam się nachylić, aby usłyszeć to, co chcecie mi powiedzieć. Otóż ja moim posługiwaniem pasterskim właśnie pochylam się nad Wami”.

Wojtyła był osobą przełamującą rozmaite kościelne stereotypy, która nie uległa presji etykiety. W żaden sposób nie celebrował swojej godności ani nie zmienił podejścia do siebie ani innych ludzi po święceniach biskupich ani kiedy został Papieżem. Opowiada ksiądz Adam Boniecki: „Na salę wpadł wysoki, postawny ksiądz, który szukał czegoś nerwowo w kieszeniach. Wreszcie – cały czas pędząc przez aulę – wyciągnął z jednej kieszeni łańcuch z krzyżem, który zarzucił sobie na szyję, z drugiej piuskę, którą wcisnął na głowę i po chwili, w pełnym biskupim splendorze, zasiadł przy stole prezydialnym”. „A co, nie wolno mi?”- zapytał ojca Leona Knabita, kiedy kardynał Wojtyła powtórzył jego gest przyklęknięcia i ucałowania dłoni. Innym razem zadziwił wszystkich, kiedy siadł w pełnej kardynalskiej gali na poręczy schodów i zjechał. A uroczystość inauguracji pontyfikatu Papież zakończył słowami: „Kończymy. Czas na obiad”. Papież miał wewnętrzną siłę, która umożliwiła mu żartować nawet z własnej słabości i cierpienia. Podczas obrad Synodu Biskupów, Papież z trudem poruszając się podszedł do stołu i powiedział: „Eppur si muove” („A jednak się porusza.”). Zdanie to powiedział Galileusz, po wymuszonym wyrzeczeniu się swoich poglądów astronomicznych dotyczących Ziemi.

Jan Paweł II był człowiekiem obowiązku, człowiekiem, który narzucił sobie wewnętrzny rygor i wziął na swe barki olbrzymią odpowiedzialność za losy Kościoła i świata. Wewnątrz był jednak człowiekiem targanym smutkiem, tęsknotą i cierpieniem. W trakcie oficjalnego obiadu pewne dziecko zaczęło wspinać się na krzesło, na którym siedział Papież. Mama chłopca chciała uspokoić synka i usłyszała: „Zostawić, zostawić. Tu cały rok jest tak smutno”. Kiedy ińdziej, odwiedzając wioskę trędowatych, Papież powiedział: „Czasem chciałbym zapłakać jak dziecko, ale na co komu płaczący papież? Ja muszę natchnąć ich siłą”.

W powyższym artykule wykorzystano fragmenty „Kwiatków Jana Pawła II” autorstwa Jana Turnaua i Janusza Poniewierskiego.

Reklamy
Kategorie:refleksje
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: