Strona główna > powołanie, siostry zakonne, świadectwa > Kiedy siostra w końcu dostanie habit?

Kiedy siostra w końcu dostanie habit?

Kiedy siostra w końcu dostanie habit?  Takie pytanie słyszała siostra Elżbieta przyjeżdżając na urlop do Krajenki.  Habitu nie ma do dziś, choć w zakonie jest już ponad trzydzieści lat.
O swoim powołaniu i służbie zakonnej opowiada siostra Elżbieta Terlikowska (Służka NMP).

– Od ponad trzydziestu lat służy Siostra w Zgromadzeniu Sióstr Służek Najświętszej Maryi Panny Niepokalanej.  Co zdecydowało, że wybrała Siostra właśnie tę wspólnotę zakonną?
      Mam rodzinną skłonność do długich opowieści, więc proszę o cierpliwość… Oczywiście pierwsza odpowiedź na takie pytanie, w którą głęboko wierzę to – Bóg. On sprawił, że właśnie ta wspólnota stała się dla mnie miejscem, gdzie próbuję się zbawić.
Ale są jeszcze pewne zainteresowania, zdolności, uwarunkowania. Wychowywałam się w domu, gdzie obok zwykłej przyzwoitości i uczciwości uczono mnie, czym jest Ojczyzna. Tata robił to pięknie, choć oprócz podstawówki rozpoczętej niedaleko Lwowa a skończonej w Krajence, nie chodził do żadnej szkoły. Nie zapomnę jego lekcji historii, tak różnych od tych w szkole, czasem przerywanych upomnieniami mamy „ojciec przestań, bo dzieciom się w szkole pomyli”, czasem przerywanych niezrozumiałą ciszą. Skąd mogłam wiedzieć, gdzie ucieka wtedy jego tęskny wzrok…, jak mogłam pojąć ogrom bólu szarpiącego serce wyrwane z kresowych przestrzeni…, jak miałam odgadnąć dojmujące uczucie straty tego, co najdroższe…, jak miałam zrozumieć troskę o właściwy przekaz dzieciom dramatu nieobecnej w polskiej szkole jego Ojczyzny… Nie zapomnę lekcji, na które znajdował czas, mimo ciężkiej pracy.
Kiedy więc usłyszałam o Zgromadzeniu założonym dla ratowania ojczyzny w czasach rozbiorów, na terenie zaboru rosyjskiego, nie wahałam się ani chwili. To było coś dla mnie!

–  Kiedy podjęła Siostra decyzję o wyborze takiej drogi życiowej?
     Takie pytanie zawsze wywołuje u mnie śmiech. Jak sobie to wszystko przypomnę! Są w Krajence ludzie, którzy mnie pamiętają z lat szkolnych. Końcówka liceum – odpowiedzi na nieuniknione pytania, „co dalej?” zamieniałam na dyskotekowe rytmy. Miejski Dom Kultury bardzo był mi w tym pomocny, ach jak my wtedy tańczyliśmy! Walc, tango, rock and roll….! A koledzy? No cóż, był taki jeden, który uparcie, zamiast tańczyć i rozmawiać o głupotach, wyśmiewał się z religii, z Boga. Z mojej religii! Zabierałam więc do pociągu, wiozącego mnie do szkoły, Pismo św. i zamiast uczyć się na sprawdzian, czytałam Ewangelie. Chciałam udowodnić całemu światu, że to ja mam racje! Ale stało się coś dziwnego, odkryłam Jezusa, takiego prawdziwego, żyjącego, takiego „dla mnie”, byłam zafascynowana! Odpowiedź na pytanie: „co dalej?” stała się prosta, chcę robić w życiu coś pięknego, wyjątkowego. Wiem….. o tym marzy każdy młody człowiek. Ale dla mnie to znaczyło – żyć tylko dla Jezusa, a więc – idę do klasztoru!
Na drogę dostałam od mojej kochanej mamy bardzo mądrą radę, którą zapamiętałam na całe życie, choć zrozumiałam dopiero po wielu latach „nie jest wielką sztuką zostać zakonnicą, sztuką jest zostać świętą zakonnicą, a tylko to ma sens”.

–  Czym zajmuje się Siostra w swoim zgromadzeniu?
Najogólniej można by rzec, pracuję z dziećmi i młodzieżą. Ale specyfika naszego Zgromadzenia jest taka, że najważniejsza jest obecność i świadectwo. Moje Zgromadzenie, zakładane w ukryciu przed rosyjskim zaborcą, zrezygnowało z widocznych, choć nienależących do istoty życia zakonnego oznak, np. z habitu. Nie ubiorem, a życiem, mam pokazać, że dla mnie najważniejszy jest Jezus. W środowiskach, w których żyjemy, modlimy się i pracujemy, ludzie nie zawsze wiedzą, że jesteśmy siostrami, ale zawsze powinni widzieć, dla kogo żyjemy i pracujemy.
Właściwie ani Maryja ani Jezus, nie odróżniali się strojem od otoczenia…
To trudne powołanie, nawet znajomi z Krajenki, gdy przyjeżdżałam na urlop, pytali zniecierpliwieni, kiedy w końcu dostanę habit. Przyznam, że były takie sytuacje w moim życiu, kiedy habit bardzo by mi się przydał! To tylko nauczyło mnie pokory.

–  Jak podsumowałaby Siostra lata służby? Co przynosiło najwięcej zadowolenia?
     Gdybym mogła odpowiedzieć żartem, opowiedziałabym anegdotkę o pewnym kapłanie: pełna podziwu kobieta pragnęła wyrazić księdzu swój zachwyt nad jego osobą całując go w rękę, ale ten zmieszany, schował szybko ręce za siebie mówiąc z niewinną miną: „różnie to w życiu bywało”.
Jednak rozumiem, że mam odpowiedzieć poważnie?
Ks. Twardowski napisał: „W życiu musi być dobrze i niedobrze. Bo jak jest tylko dobrze to  jest niedobrze”.
Piękne jest moje życie. Wiem, że nad tym „bezmiarem” a czasem „bezładem” (czyli nad moim życiem) „unosi się Duch Boży”, jak mówi Księga Rodzaju. A doświadczam tego i w szkole, i w parafii, i na organizowanych rekolekcjach, warsztatach, kursach, pielgrzymkach, różnego rodzaju spotkaniach…
Wszystko, co robię, ma pomóc innym i mnie samej odkrywać Miłującego Boga. No i jeśli to się czasem udaje, jeśli zobaczę „ten” błysk w czyichś oczach, jestem szczęśliwa.

     Dziękujemy za rozmowę i życzymy, aby jak najczęściej udawało się ujrzeć „ten” błysk w oczach ludzi, z którymi się Siostra spotyka.

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: