Strona główna > ddasz, Duch Św., modlitwy, Przemyślenia, świadectwa > Duchowa adopcja- korzyść tylko dla adoptowanych?

Duchowa adopcja- korzyść tylko dla adoptowanych?

siostra

fot. Małgorzata Kozicka

 

„Podobnie także Duch przychodzi z pomocą naszej słabości . Gdy bowiem nie umiemy się modlić tak,  jak trzeba, sam Duch przyczynia się za nami w błaganiach, których nie można wyrazić słowami. Ten zaś, który przenika serca, zna zamiar Ducha, [ wie ], że przyczynia się za świętymi zgodnie z wolą Bożą .” (Rz 8, 26-27)

Wielu mogłoby zapytać jak ma się słabość na modlitwie do dzieł Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych czy też Duchowej Adopcji Kapłanów. Otóż się ma, a ja nawet wiem jak bardzo.

 

O samej adopcji…

Na dzieła natknęłam się dzięki moim znajomym. Nigdy nie pomyślałabym, że mogę przyczynić się do, w pewien sposób, publicznej pamięci modlitewnej za osoby, które całe swoje życie poświęciły Jedynemu i Prawdziwemu Bogu. Pierwszą adopcję podjęłam w 2011 roku i była to adopcja roczna przypadkowo wybranego kapłana z „Listy rezerwowej”. Był to pewien sposób sprawdzenia siebie w modlitwie, czy podołam, czy wytrzymam. Wytrzymałam. Zrezygnowałam jednak z kontynuacji tej adopcji (dziś dzięki Bogu ten kapłan jest objęty adopcją przez jakąś dobrą duszyczkę : ). Wybrałam teraz konkretnego, znajomego mi kapłana, a wtedy nawet neoprezbitera. Zdecydowałam się na adopcję stałą i póki co z wszelkim błogosławieństwem w niej trwam. Kolejną adopcją, jeszcze nawet w tym samym roku, była adopcja siostry zakonnej. Również stała i również znanej mi osoby, a nawet mojej animatorki na letnich rekolekcjach Ruchu Światło- Życie. Pięć miesięcy temu podjęłam się trzeciej adopcji, jak można się domyślić również stałej i również znanej mi osoby, a nawet więcej- mojego kierownika duchowego.
Wszystkie adopcje stały się częścią mojego życia. Mając wkład w formację tych trzech osób, mam świadomość, że moje modlitwa nie jest czymś pustym, czymś bezsensownym i czymś byle jakim. Przyczyniam się choć trochę do ich drogi, do ich wyboru i do ich doskonałości.

… o słabości na modlitwie i wyciąganiu korzyści.

Nigdy nie umiałam się modlić, albo raczej nigdy nie potrafiłam ubrać jej w słowa. Nie chciałam odklepywać regułek, było to dla mnie za „suche”. Chciałam rozmowy, tak jak Mojżesz wchodzący do Namiotu Spotkania: „A Pan rozmawiał z Mojżeszem twarzą w twarz , jak się rozmawia z przyjacielem.” (Wj 33, 11a). Na modlitwie zasypiałam, a nawet zaniedbywałam ją przez kilka dni z rzędu.  Mogłoby się wydawać, że skoro odczuwam słabość na modlitwie to „branie się” za wszystkie modlitewne, adopcyjne zobowiązania jest rzutem kulą w płot. A to dzięki moim duchowym „dzieciom” jestem spokojniejsza. Regularna modlitwa była dla mnie w pewien sposób odklepaniem modlitwy „bo tak trzeba”. Dopiero niedawno doszło do mnie, że właśnie ta regularność jest nie tylko wypełnianiem zobowiązania ale przede wszystkim spotkaniem z Bogiem. Jeżeli codziennie poświęcałam Jemu mniej czasu, tak teraz z każdą modlitwą poświęcam mu o minutę, dwie, trzy tego czasu więcej.

Korzyści są przeogromne. Obfitość łask- jak błogosławieństwo.  Decyzje są zobowiązujące, ale jeżeli ma to działać na adoptowanych i adoptujących, to naprawdę warto!

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: