Strona główna > Boże Narodzenie, Uncategorized > Święta inne niż wszystkie – Lekcja 5

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 5

Mam sąsiadów. I to nie takich zwyczajnych – są dla mnie jak dziadkowie. Mam wrażenie jakby żyli wiecznie. Odkąd tylko pamiętam – zawsze byli obok, zawsze uśmiechnięci i pomocni. Gdy byłam małym szkrabem rodzice często powierzali mnie ich opiece – a pani Ewa i pan Stefan z radością przygarniali krnąbrne dziecko i pokazywali mu jaki ten świat jest cudowny. Rodzice w spokoju mogli wysprzątać dom, a ja za to zajadałam się sałatą ze śmietaną (przysmak mojego dzieciństwa!) – do dziś pamiętam jak siedziałam przy kuchennym stole i szczerzyłam ząbki w stronę pani Ewy, a ta wycierała mi umorusaną buzię.

W każdy lany poniedziałek pan Stefan podchodził do żywopłotu i spryskiwał moją mamę oraz mnie perfumami (czułam się wtedy taka dorosła, do tego dama!). Zawsze to lubiłam, bo zamiast ociekać wodą to przynajmniej ładnie pachniałam 😀

Nigdy nie umiałam sobie wyobrazić pani Ewy i pana Stefana oddzielnie. Zawsze byli razem. Nie ważne czy w ogrodzie, czy na tarasie, czy przed telewizorem, czy w kuchni – ZAWSZE RAZEM. Ale nadeszło jedno Boże Narodzenie, które pan Stefan miał spędzić sam…

Pani Ewa musiała wyjechać za granicę i nie było szans żeby wróciła na Święta. Zastanawialiśmy się co się stanie z panem Stefanem – czyżby sam miał spędzać Wigilię i Boże Narodzenie? Moja mama nie chciała do tego dopuścić. Razu pewnego, przez wysokie śniegi (wtedy jeszcze pokrywa śnieżna sięgała mi do połowy uda) udała się do sąsiada i zaprosiła na obchodzenie z nami tego pięknego wieczoru. Zgodził się, chociaż podejrzewam, że pomimo zażyłości jaka łączyła nasze rodziny (jak pisałam na początku – są dla mnie jak dziadkowie), musiał czuć się trochę niezręcznie. Tę pamiętną Wigilię spędziliśmy razem. I była to jedna z piękniejszych, ponieważ nie pozwoliliśmy, aby ktoś w ten wieczór był sam.

Reklama, którą za chwilkę obejrzycie (a mam przynajmniej taką nadzieję) przypomina mi o tamtej Wigilii. I za każdym razem się wzruszam (a tak naprawdę to płaczę jak małe dziecko). Bo nie umiem się pogodzić z faktem, że ktoś w Święta mógłby sam siedzieć przy choince i wyglądać przez okno, czy ktoś jednak się nie pojawi.

Już wspominałam w poprzednich lekcjach, że czasem znamy ludzi mieszkających samotnie – albo tych, których rodzina nie miała możliwości przyjechać. Albo tych, których rodzina zwyczajnie nie chciała się pojawić w Wigilijny wieczór. Dlaczego nie zaprosić ich do siebie? Posadzić przy stole i pokazać, że nie są sami. Może nie umiecie się przełamać i boicie się ich zaprosić. Ale skąd wiecie czy obecność tej osoby nie ubogaci tych Świąt, nie sprawi, że będą niezapomniane?…

Proszę, niech puste miejsce przy stole nie będzie tylko tradycją, ale prawdziwym znakiem otwarcia się na tych, którzy potrzebują towarzystwa w ten cudowny święty czas.

A teraz reklama. Wyobraźcie sobie, że to Wy jesteście tym człowiekiem na Księżycu. Chcielibyście, aby ktoś Was zauważył?…

 

Advertisements
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: