Strona główna > Bóg, bliźni, czytanie z dnia > Być (nie)przyjacielem

Być (nie)przyjacielem

serce-125937Ostatnimi czasy wiele było we mnie jadu, byłam zgorzkniała wobec innych, stanowczo ich odtrącałam, nawet kiedy wprost do nich nie mówiłam, grzeszyłam myślami wykazując tym samym jakieś braki. Doszłam do tego po przypomnieniu sobie pewnego fragmentu, który znając już dużo wcześniej, dopiero teraz wywarł na mnie piętno.

Mowa o fragmencie Ewangelii św. Mateusza pod sam koniec rozdziału piątego, w którym jest zawarte osiem błogosławieństw. Rozdział ten zwieńczają słowa:

„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”

(Biblia Jerozolimska, Poznań 2006)

Najbardziej trafiają do mnie słowa aby miłować tych którzy nas prześladują oraz, że celnicy robią podobnie miłując tylko tych, którzy są dla nich dobrzy. Faktycznie, to żadna zasługa. Nie ma co czekać na brawa z nieba i tekst Pana Boga: Tak Magdaleno, jesteś prawa i wejdziesz do mego królestwa. Kto na takie słowa liczył… może już teraz zacząć od nowa drogę ku chwale Ojca.

Być prześladowanym za wiarę. Odważysz się? Zacznij od najbliższego podwórka. Jesteś w stanie przyznać się kumplowi, ze odmawiasz codziennie modlitwę poranną, wieczorną, że masz różaniec w plecaku? Pochwalisz się swojej kumpeli, że nie pójdziesz w piątek na imprezę, bo jesteś katoliczką i piątek zawsze celebrujesz jako dzień śmierci Jezusa? Powiesz w pracy, że weekend spędzisz nie wylegując się w leżaku tylko na rekolekcjach, weekendzie skupienia? A odważysz się zaprosić kogokolwiek  twojego środowiska, by poszedł z tobą do kościoła na adorację, mszę, na chwilę modlitwy? Powiem szczerze – ja nie.

Nie sprawia mi już problemu mówienie o tym, że uczestniczę w tygodniu we mszy, że podoba mi się nabożeństwo do MB Nieustającej Pomocy w jednej z parafii mojego miasta, że odmawiam różaniec, że jeździłam na rekolekcje oazowe, że wiara jest dla mnie priorytetem, że nie zgadzam się z pewnymi, wbrew mojemu katolickiemu wychowaniu, rzeczami, które dzieją się we współczesnym świecie. Ale nie mam w sobie jeszcze chyba tyle odwagi, by zaprosić kogoś prosto w oczy do wspólnej modlitwy. A tym bardziej swojego wroga.

Może odbiegłam trochę od tematu, ale jednak ma to jakiś związek. Na pewno z byciem prześladowanym za wiarę. Boimy się przyznać do naszego Niebieskiego Ojca przed drugim człowiekiem. Boimy się jego słów, boimy się reakcji, boimy się zranienia, odrzucenia czy też niezrozumienia. Najczęściej przemilczymy wszystkie „wiarowe” kwestie.

Może zabrzmi to zbyt dosadnie, ale czyż takie argumenty nie przemawiają do nas najbardziej? W Ewangelii św. Łukasza jest wyraźnie powiedziane (przy scenie ukrzyżowania Jezusa): Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”(por. Łk 23,34), a w Dziejach apostolskich „Panie, nie licz im tego grzechu” (por. Dz 7,60). Możemy nasze czyny porównać do grzechu, w zasadzie nie przyznając się do naszego Boga, w pewien sposób łamiemy pierwsze przykazanie z Dekalogu. Zastępując Boga innymi rzeczami (kłamstwem, imprezami, brakiem wiary) zastępujemy go bożkami. Prosta kalkulacja.

Pan Bóg nawołuje nas wszystkich, zachęca choć w zasadzie i nakazuje „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” (por. Kpł 19,2+). A świętym można być spełniając proste „zobowiązania”. Przyznając się do wiary i żyjąc nią.

Już jutro usłyszymy słowa o nawracaniu się, o życiu Ewangelią, o głoszeniu jej. Tak, jutro zaczyna się okres około 40 dniowego postu. Wielkiego Postu. Czas, w którym kolejki do konfesjonału szczególnie się powiększają, w którym w kościele rozdawane są skarbonki na jałmużnę wielkopostną, króluje kolor fioletowy, popiół, nabożeństwa dróg krzyżowych czy gorzkich żali. To jednak wciąż za mało, by zyskać coraz bliższą drogę do zbawienia. Miłość nieprzyjaciół. Hasło roku brzmi „Idźcie i głoście”. Bardzo dobrze wpisuje się w czas wielkiego postu. Więc idźmy i głośmy miłość nieprzyjaciołom, dajmy się prześladować, dajmy się uświęcić, a przynajmniej starajmy się to robić. Jeżeli wierzymy w życie wieczne, to czemu by nie zacząć układać sobie właśnie tej drogi. Jest jedno „ale”… nie słuchać siebie ale słuchać głosu Boga. To On nas tam doprowadzi, to On da nam nowe życie, to On jest żywą wodą, to On zbawia. Nie Józek, Halinka czy Zenobiusz. On, Jezus Chrystus, Pan i Zbawca, Początek i Koniec, Alfa i Omega.

„Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali i bez zarzutów w niczym nie wykazując braków” (Jk 1,4)

Wolisz stać się przyjacielem czy nieprzyjacielem? Wszystko zależy od tego czy dasz się prowadzić Temu, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Reklamy
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: