Trudne czasy…

To był trudny tydzień, chyba dla większości z nas. Zmagania z kolejnymi podwyżkami, zmagania z niepogodą, zmagania z sytuacją na wschodniej granicy i widmo wojny zaglądające nam do domu, po prawie 80 latach, od końca poprzedniej. W rozmowach zasłyszanych w moim zakładzie pracy przewijały się różne pomysły o tym, jak żyć? Jedni całkiem realistycznie opowiadali o zapasach żywności, jakie zamierzają zrobić na wojnę; inni mówili raczej o drożyźnie i swojej zapobiegliwości w kryzysie, by zyskać; jeszcze inni, wykazując się sprytem, byli już gotowi zmienić miejsce pobytu, uciec z paszportem gdzieś daleko, do lepszego świata, przed wojną.

A mnie przyszło na myśl, jak słabi jesteśmy w naszych zmaganiach z życiem? Jak bardzo jakakolwiek niekorzystna zmiana, niewygoda, potrafi wyzwalać w nas natychmiast zaskakujące i egoistyczne emocje i odruchy? Mówimy o wolności, a jednocześnie dajemy się bardzo szybko manipulować, słysząc o jakichkolwiek przeszkodach, nawet tych nierealnych. Bo czy ktoś z nas może zaopatrzyć się zapobiegawczo na czas całego kryzysu w żywność i benzynę? Czy może przewidzieć, że jego dom oprze się kolejnej wichurze? Czy może być pewny, że wielcy tego świata realistycznie będą podejmować decyzje, spełniając swoje nierealistyczne zachcianki? Kto jest w stanie przewidzieć wszystkie scenariusze?

Zaskakujące jest to, jak szybko schodzimy „do parteru” w takich sytuacjach, myśląc tylko o własnej skórze i ucieczce przed groźną rzeczywistością, przed zagrożeniem. Zachowujemy się instynktownie. Jak bardzo brakuje nam wiary i zaufania Bogu, ludzkich odruchów i miłości. Realnym światem stał się ten świat dyktowany a może raczej narzucany nam ze szklanego ekranu, z komputera. Ze zgrozą można zauważyć wśród większości z nas, to co jeszcze kilka lat temu było żartem wśród pokolenia rodziców wychowanych bez komputera: że dla naszych dzieci, to czego nie znajdą w internecie, nie istnieje! Czy ta znieczulica, o której jeszcze głośno mówiło się kilka pokoleń temu, ta niewiara w istnienie czegoś poza wirtualną rzeczywistością, zaczęła dotykać kolejno wszystkich?
Dziś przestają istnieć takie wartości jak: świętość, wiara, człowieczeństwo, honor, prawda, ojczyzna, rodzina, szacunek, życie, poświęcenie, solidna praca… Wierzymy tylko w to, co namacalne i posiadane, łatwo zdobyte. Z wolna tracimy w sobie wszystkie cechy ludzkie, wrzucając do tego samego worka: cwaniactwo, wygodę, przemoc, spryt, arogancję, egoizm, złodziejstwo i nazywamy to wszystko chlubnie rozwagą, dalekowzrocznością czy zapobiegliwością! Jednocześnie przesunęliśmy wiarę w Boga i nasze człowieczeństwo na dalsze miejsce, może nawet ostatnie i traktujemy Jego obecność w życiu tylko jak ostatnią deskę ratunku?

Kiedyś mówiło się często: Jak trwoga to do Boga. Ile zła musimy jeszcze dopuścić w nas, w naszym życiu, w świecie, byśmy zaczęli się realnie bać o swoje życie duchowe? Ile musi się wydarzyć, byśmy pokornie wrócili do wiary w Boga w Kościele, w modlitwie, na co dzień ? Jak bardzo trzeba upodlić człowieka, zezwierzęcić, by móc powtórnie go nazwać człowiekiem rozumnym? Co musi się stać, byśmy w następnej kolejności wzrokiem się nie pozabijali w tej walce: o ogień?, o kawałek chleba?, o prymat w korporacji?, o uwagę Boga? Co musi się stać, by świat nie zidiociał do reszty?

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: