Posypmy głowy popiołem…

Mija Środa Popielcowa. W tym roku jest szczególną bramą do Wielkiego Postu, naznaczoną wojną na Ukrainie, która od kilku dni zmienia realnie nasze spojrzenie na rzeczywistość. Jaki będzie ten Post? Z pewnością inny! Już zdajemy egzamin z jałmużny względem bliźniego, z naszej ludzkiej wrażliwości i miłości. Ta lawina dobrych i uczynnych serc, jaką obserwujemy w walce o życie każdego uchodźcy, nagle obudziła w wielu z nas uśpione pokłady dobroci, szacunku i miłości do bliźniego. Staliśmy się jako naród w tych dniach siłą napędową dla reszty świata w rozdawaniu szacunku, zainteresowania i pomocy dla Ukrainy.
Drugą rzeczywistością, którą obudziliśmy w sobie po pandemii, jest modlitwa. Ile w tych dniach próśb i deklaracji o niej, przewija się między nami? Ilu ludzi nagle przestało bać się, wejść do Kościoła? Przyszła mi myśl, że trzeba było wojny u progu państwa, by zacząć wracać do Boga, by zarazić tą swoją Wiarą, traktowaną w innych krajach często jak relikt, wielu na nowo. Czy będzie też nas stać na post w tym Poście? W jakim wymiarze? Czego sobie odmówię na tyle, by mi brakowało? Bo tylko w sytuacji niedostatku jestem zdolna zauważyć tę różnicę. Nie chodzi więc o rozdawanie tego co mi zbywa, o deklaracje bez pokrycia w miłości i o samo słowo post, dla pokazania, że przed wzrokiem innych jestem zdolna pościć. Chodzi o to, z czego jestem w stanie zrezygnować w obecności Boga, nie pokazując tego ludziom. Istotne jest nie tylko to, co zrobię, ale z również z jaką intencją. Intencji nie widać na zewnątrz, ale ona właśnie nadaje wartość i sens temu, co robimy. Czy jestem w stanie na tyle zapanować nad swoim ego, by zauważyć szerzej potrzeby duszy?
Dziś Kościół daje nam w LG specyficznie brzmiący tekst.
Pieśń (Jr 14, 17-21)
Skarga udręczonego ludu.

Kiedy rano rozważałam te słowa Jutrzni przyszło mi na myśl, jak bardzo wpisują się realnie w obecną sytuację świata. Bo przecież Słowo Boże jest żywe. Trzeba je tylko odczytać z sercem i duszą skorą do współpracy z Bogiem. Na ile będę współpracować przez 40 dni z Tym, którego pojąć nie jestem w stanie…

Moje oczy łzy wylewają *
bezustannie dniem i nocą,
Bo wielki upadek dosięgnie †
Dziewicę, Córę mego ludu, *
klęska przeogromna.
Gdy wyjdę na pole, *
oto mieczem zabici.
Jeśli pójdę do miasta, *
oto męki głodu.
Nawet prorok i kapłan *
niczego nie pojmując błąkają się po kraju.
Czyż nieodwołalnie odrzuciłeś Judę *
albo czy się brzydzisz Syjonem?
Dlaczego dotknąłeś nas klęską *
bez nadziei uleczenia?
Spodziewaliśmy się pokoju, †
lecz nic dobrego nie przyszło; *
czasu uzdrowienia, a nadeszła groza.
Uznajemy, Panie, nieprawość naszą †
i przewrotność naszych przodków, *
bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie.
Nie odrzucaj nas przez wzgląd na Twe imię, †
nie poniżaj tronu swojej chwały, *
pamiętaj, nie zrywaj swego przymierza z nami!
Chwała Ojcu i Synowi, *
i Duchowi Świętemu.
Jak była na początku, teraz i zawsze, *
i na wieki wieków. Amen.

  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: