Archiwum

Archiwum autora

Zmartwychwstał Pan i żyje dziś!

1 kwietnia 2018 Dodaj komentarz

passion-3111303_1920

Zmartwychwstał Pan i żyje dziś!

Dziękuję Ci Jezusie, że po raz kolejny pokazałeś mi swoją Miłość, za to, że po raz kolejny pokonałeś moje słabości, a przede wszystkim Śmierć i Szatana. Dziękuję Ci za to, że wciąż i wciąż zwyciężasz nad złym, że przez swoje zwycięstwem nad Śmiercią nadałeś sens wszystkiemu na nowo. Dziękuję Ci, za to, że przez swój Krzyż i Zmartwychwstanie zbawiłeś każdego z nas.

Dziękuję Ci za Wielką Noc, za Twoją wielką Miłość i jej zwycięstwo nad Śmiercią i Szatanem.

Życzę radości ze Zmartwychwstania i ciągłego doświadczania Miłości!

W imieniu Ekipy DDASZ
Asia Hadzik

Alleluja!

 

Reklamy
Kategorie:Uncategorized

Pamiątki Adopcyjne – kilka spraw

1606946_740784452599266_87736678_n

Bardzo często dostajemy pytania odnośnie wysyłki Pamiątek Adopcyjnych. Podstawowe z nich brzmi „Kiedy” lub w innej wersji „Jak szybko? Ja chcę już”…

Dzisiaj chciałabym wyjaśnić kilka spraw…

Po pierwsze prowadzenie Dzieła dla całej Ekipy jest wolontariatem, na który poświęcamy tyle czasu ile możemy wyłuskując go spomiędzy codziennych obowiązków, a jak wiadomo – doba nie jest z gumy, ma tylko 24 godziny… A my poza Dziełem mamy… codzienność – pracę, studia, rodziny. Na Dzieło poświęcamy czasu tyle ile możemy, ale jednak nie mamy ani siły, ani możliwości siedzieć przy komputerze, nad Dziełem i Pamiątkami całymi dniami…

Po drugie (co można zobaczyć w zakładce Ekipa DDASZ) – za wysyłkę Pamiątek jest odpowiedzialna jedna osoba, a mianowicie ja. Ja, która mam w Dziele do ogarnięcia o wiele więcej niż tylko wysyłkę Pamiątek. Jest morze e-maili, fanpage na Facebooku, aktualizacja księgi, pisanie artykułów i szukanie nowych członków Ekipy.  A jak pisałam we wcześniejszym akapicie – jest jeszcze życie poza Dziełem. W moim przypadku praca na praktycznie pełen etat plus do tego zaoczne studia, na które także trzeba się przygotować…

Ja rozumiem, że nieraz od rozpoczęcia adopcji do wysłania pamiątki minie 2-3 lata… Jednak na tę chwilę nie jestem w stanie częściej… Ale tak naprawdę czy w tej stałe adopcji  chodzi o modlitwę czy o kawałek papieru?

Jedyne o co prosimy to wyrozumiałość…
Czy to tak wiele?

 

W imieniu Ekipy DDASZ

Asia Hadzik

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię…

15 lutego 2018 Dodaj komentarz

gify-środa-popielcowa-620x300

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. (Mt 6, 1-6. 16-18)

Kościół zaleca chrześcijanom trzy wielkopostne praktyki — modlitwę, post i jałmużnę. O tym wszystkim mówił Jezus podczas Kazania na Górze i bardzo jasno, nawet ostro mówi o tym, jak owe praktyki powinny wyglądać – przede wszystkim wskazuje, na to żeby nie robić nic na pokaz, a przeżywać wszystko w sobie, w środku, w ukryciu… Iluż ja widziałam takich katolików, którzy w kościele klęczą godzinami, na Jasną Górę kilka razy w roku, a przychodziło to konkretnej pomocy, chociażby w formie dobrego słowa czy rady – to nie. Bo zajęty modlitwą. Albo lepiej zwyzywać i pogrozić palcem. Chodzi o to, żeby post, środę popielcową, Wielki Post, przygotowanie do Zmartwychwstania przeżyć najpierw i przede wszystkim w swoim sercu. Pomodlić się – jasne, ale po co chwalić się wszystkim ile czasu spędzam na modlitwie? Wielki Post ma zmienić nasze serca, a nie pokazywać jacy jesteśmy fajni, bo jesteśmy na chlebie i wodzie. W Księdze Joela jest napisane: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. (Jl 2,12-13).

A Ty jak przygotujesz swoje serce na Zmartwychwstanie?

 

POST

Mineło Boże Narodzenie…

29 grudnia 2017 Dodaj komentarz

50c8079d-e2f1-49df-b39d-1f21f3f66f33

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył. (J 1,1-18)

Minęło Boże Narodzenie. Minęła Wigilia w gronie rodziny (już nieważne czy biologicznej, klasztornej czy rodziny przyjaciół). Minęła być może Pasterka, minęła świąteczna spowiedź, Eucharystia, dzielenie się opłatkiem, całe morze przygotowań – sprzątania, pieczenia, gotowania, mycia okien… Jednak co z tego zostało? Poza mnóstwa jedzenia i papierów po odpakowywaniu prezentów? Co to Boże Narodzenie zmieniło w Twoim życiu? Z kim się pogodziłeś? Komu po raz pierwszy powiedziałeś, że kochasz? Czy tak prawdziwie spotkałeś się ze Słowem, które przyszło? Czy może byłeś tym, który Go nie przyjął?

Może zamiast przebaczenia i miłości niosłeś kłótnie i prowokacje? Może skupiłeś się na przygotowaniu własnego domu, a nie serca? Na sprzątaniu i myciu okien a nie na przyjęciu Chrystusa?

Minęło Boże Narodzenie… Co Nowonarodzony zmienił w Twoim życiu?

26170385_215381895672041_269263934832720039_o.jpg

7 urodziny DDASZ – DZIĘKUJĘ!

27 listopada 2017 Dodaj komentarz

picture of 7

 

Dziś DDASZ obchodzi swoje 7 urodziny. Dla mnie to, aż niewiargodne, że to trwa tyle lat. Kiedy powstawało Dzieło nie miałam żadnej konkretnej wizji, jak to ma wyglądać, nie wyobrażałam sobie, że rozrośnie się aż na taką skalę.

Po tych latach, z okazji urodzin DDASZ przyszedł czas na podziękowania.

Dziękuję przede wszystkim Bogu.
Za Jego opiekę, pomoc, działanie, za to, że ma swoją wizję i cały czas czuwa.

Dziękuję aktualnej ekipie – Magdzie, Agacie, Gosi, Idzie.
Za pomoc, wsparcie i obecność.

Dziękuję duchowemu opiekunowi – ks. Andrzejowi.

Dziękuję wszystkim, którzy przewinęli się przez te 7 lat w Ekipie, wszystkim siostrom oraz wszystkim adoptującym. A tych osób przewinęło się naprawdę sporo…

Dziękuję tym, którzy cały czas byli obok mnie i mnie wspierali podczaas istnienia Dzieła i niejednokronie miałam ochotę tym wszystkim rzucić… Moim Rodzicom, którzy od samego początku mnie wspierają, moim przyjaciołom.

Dziękuję. Bez Was Dzieło by nie istniało.

Pamiętam o Was w modlitwie i proszę Was o to samo, o modlitwę za mnie, za całą Ekipę oraz za całe Dzieło.

Przez ten czas nie za bardzo dałam się poznać. Dlatego chcę, żebyście mnie poznali. Kto jest Hadzią – Asią Hadzik, więc przedstawiam Wam mój autoportret.

Jestem kobietą. Już nie dziewczyną, lecz kobietą. Kobietą, która na ten moment ze wszystkich sił stara się być szczęśliwa i jej to wychodzi. Jestem członkiem swojej cudownej biologicznej rodziny – rodziców, młodszego brata, dziadków (cała czwórka wciąż żyje i ma się nieźle, choć są w okolicach osiemdziesiątki), wujków, ciotek, kuzynów. Jestem członkiem rodziny, którą sama sobie stworzyłam, wybrałam – moich cudownych przyjaciół, którzy na dobrą sprawę są rozsiani po połowie Polski.

22519592_1882361785125194_208233874385015043_n

Jestem tą dziewczyną, która mając 16 lat zdecydowała się na pójście do katolickiej szkoły z internatem i przez połowę swojego życia marzyła o medycynie. Kiedy się na nią nie dostała, po maturze spędziła rok w domu przygotowując się do poprawy matury. Jestem tą dziewczyną, której jednak się nie udało dostać na medycynę, wtedy wylądowała na Technologii żywności. Jednak przyszedł czas na kurs o nazwie biochemia i po trzykrotnym zrobieniu go, wciąż nie udało się go zaliczyć. W końcu przyszedł czas na jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu – przerwać studia i pójść inną drogą. Posłuchać serca. Wybrałam psychologię zaoczną w Krakowie, jednocześnie pracując i mieszkając we Wrocławiu, a pochodząc z Kluczborka na Opolszczyźnie. A teraz jestem kobietą pracująco – studiującą, a podjęcie decyzji o pracy w fast-foodzie pod złotymi łukami było jedną z lepszych w moim życiu.

Jestem kobietą, u której w wieku 18 lat stwierdzono wrodzoną (!) wadę serca, aczkolwiek nie przeszkadzającą w czymkolwiek. Jestem kobietą, która mając 20 lat zachorowała na reumatoidalne zapalenie stawów (tzw. reumatyzm), w wieku 22 lat na depresję, a 24 na insuliooporność. Dziś walka z depresją jest już walką wygraną, wszystko pozostałe zostało, a ja wciąż żyję pełną parą – pracuję, studiuję, spotykam się z przyjaciółmi, piszę blogi, poznaję nowych ludzi, mam mnóstwo szalonych pomysłów i uważam, że doba jest stanowczo za krótka. Jestem także tą osobą, która doskonale uczucie, kiedy nie masz psychicznej siły wyjść z łóżka po herbatę, kiedy stawy bolą Cię tak, że problemem jest związanie włosów czy umycie zębów.

Jestem kobietą, która nienawidziła okresu swojej podstawówki, bo była gnębiona przez rówieśników za swoją nadwagę. To wtedy po raz pierwszy pojawiły się myśli o okaleczaniu się (i nie tylko). To wtedy zaczęła zajadać wszystkie problemy… Jestem tą dziewczynką, która wstydziła się jeść w szkole drugiego śniadania i przebierać się na wf-ie. Jestem tą dziewczyną, która przez lata w siebie nie wierzyła i była tak zakompleksiona, jak się tylko dało. Jestem kobietą, która ma za sobą toksyczne związki, lecz wciąż wierzącą w moc przyjaźni, a najdłuższa z nich na ten moment trwa już ponad 15 lat. Jestem tą osobą, która uważa, że szczęście to relacje z ludźmi, że każdy człowiek jest po to, żeby mnie czegoś nauczyć. Jestem kobietą wierzącą w Boga i ufającą Mu, aczkolwiek na swój własny sposób. Jestem kobietą, która w życiu podjęła wiele różnych, niełatwych decyzji, nie zawsze trafnych według otoczenia. Niektóre z nich zaowocowały czymś, co uznawałam kiedyś za porażki życiowe. Teraz wiem, że gdyby nie tamte decyzje i wydarzenia – nie byłabym kim jestem i nie poznałabym wielu wspaniałych ludzi.

Jestem kobietą uwielbiającą wszelakiego rodzaju herbaty (szczególnie zieloną i białą), gorzką i mocną kawę z mlekiem. Jestem kobietą, która lubi pichcić i eksperymentować w kuchni, a wychodzi mi to całkiem nieźle. Jestem pasjonatką książek, właścicielką biblioteczki liczącej około 650 książek, miłośniczką rękodzieła wszelakiego – kartki, druty, szydełko, decoupage. Uwielbiam noc, zapach wieczornego powietrza, pisać piórem i zasypiać w świeżo zmienionej pościeli. Jestem kobietą, która umie obsłużyć młotek, śrubokręt i piłę, a także naprawić maszynę do szycia, zapleść 3 rodzaje warkoczy. Jestem człowiekiem, który mógłby zostać uznany za humanistę czasów renesansu. Nie straszne mi całki, matura z fizyki czy skomplikowane wzory chemiczne, ale możemy porozmawiać o sensie życia i wyższości kryminałów nad romansami. O gotowaniu czy grze na fortepianie też możemy porozmawiać. Możemy nawet zrobić to razem. Jestem kobietą, która w wieku 24 lat uczy się płakać i zmniejsza w swojej szafie ilość spodni, na rzecz zwiększenia ilości spódnic i sukienek.

Jestem kobietą, która od 16 roku życia żyje w pewnym sensie na walizkach. Jestem kobietą, która wierzy, że wszystko jest z jakiegoś powodu, która dziś potrafi spojrzeć na swoje rozstępy i blizny i stwierdzić „jak fajnie, że jesteście, że jesteście moją historią”. Jestem kobietą szczęśliwą.

 

DZIĘKUJĘ

 

Siła kobiet

3 października 2017 Dodaj komentarz

kobiecosc

Przez lata słyszałam, że mam być silna – jako starsza siostra mająca być wzorem, jako pierworodna córka, jako osoba chora na reumatoidalne zapalenie stawów, jako kobieta, której w pewnym momencie rozwaliło się życie… Przez lata wyrobiła mi się wizja silnej i niezależnej kobiety, takiej fest baby, niczym Horpyna z sienkiewiczowskiej powieści, która ze wszystkim da radę sama, która nie ma prawa się rozpłakać, a okazywanie uczuć, emocji, jest słabością. Przez lata myślałam, że płacz, czułość, proszenie o pomoc, okazywanie emocji – również (w zasadzie szczególnie tych negatywnych) jest czymś złym, jest realnym okazaniem słabości. Przez lata myślałam, że będę silną kobietą, wtedy kiedy sama będę nosić kilkunastokilogramowe worki z mięsem, spać po 4 godziny na dobę i robić wszystko sama. Kiedy będę na pograniczu chłopczycy… Jednak (na szczęście) uświadomiłam sobie, że to nie tak działa!

Jednak skończyłam 24 lat, chwilę wcześniej przerwałam studia i w zasadzie z dnia na dzień przestałam być uczennicą, zaczęłam pracę w fast foodzie. Sama praca – nic nowego, pracowałam już wcześniej w gastronomii. Jednak w tym momencie swojego życia, kiedy pracowałam jeszcze jako niania, po raz pierwszy zaczęłam myśleć o sobie jako kobiecie, a nie dziewczynie. I po raz pierwszy zobaczyłam, że poproszenie o pomoc – to nic złego, wręcz rzeczą konieczną czasami. Po raz pierwszy zobaczyłam, że mogę pokazać, że mnie coś mnie boli – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Po raz pierwszy zobaczyłam, że moją siłą, jako kobiety, jest cierpliwość, kiedy dziecko po raz kolejny pyta się „ciociu/mamo, a dlaczego?”, albo musisz to samo komuś tłumaczyć po raz kolejny, nie ważne jak to jest dla mnie łatwe. Że siłą jest pozwolenie sobie łzy, że siłą jest dotrzymanie obietnicy i wierność przyjaciołom. Że siłą jest okazywanie emocji, że w każdym bądź razie nie jest to słabość, to domena nas – kobiet! To pokazanie ciepła, wyjście z inicjatywą, ale w sposób delikatny, nienarzucający się. To pokazanie, kiedy jestem zdenerwowana, smutna, rozżalona, zmęczona czy szczęśliwa, a nie chowanie tego wszystkiego pod maską z czerwoną szminką na ustach. Nie bycie chłopczycą, a delikatność, czułość to nasza siła. Po raz pierwszy zobaczyłam, że mogę przy kimś się rozpłakać i nie skończy się świat. Nie płaczą tylko roboty… Siłą jest zapewnienie komuś bezpieczeństwa, przede wszystkim tego psychicznego – w moim domu, w mojej obecności. Siłą nie jest bycie na piedestale i robienie wszystkiego samemu – to bycie obok najbliższych, wspieranie, delikatność, niczym Maryja towarzysząca Jezusowi przy Jego pierwszym cudzie w Kanie Galilejskiej. Siła to umiejętność zejścia w cień i nie chodzi tu wcale o fałszywą, udawaną skromność. Siła to przede wszystkim także umiejętność przyznania się do błędu. Uświadomiłam sobie, że siłą nas ludzi niezależnie od płci czy narodowości, jest to, że się uzupełniamy i jeden drugiemu może pomóc i czegoś nauczyć. Tak, jestem tylko człowiekiem, wciąż lubię chodzić w glanach, zdarza mi się wypić piwo czy zapalić, ale mam świadomość, że to tylko otoczka… Siła kobiety tkwi w jej wnętrzu, a nie w tym, ile ma szminek i w jak wysokich obcasach chodzi.

Biblia pokazuje historie wielu kobiet silnych i świadomych swojej siły oraz piękna. Począwszy od Maryi – najpiękniejszej i najsilniejszej ze wszystkich kobiet, która stała się Matką Boga. Była Judyta, Rut Moabitka, Anna, żona Tobiasza, Samarytanka u studni czy Elżbieta – żona Zachariasza. Jednak u początku siły kobiet jest przebywanie z Bogiem w ciągłym kontakcie, przebywanie w Jego Obecności. Silna kobieta robi wszystko z Nim, a nie sama. 

Dziękuję Ci, Jezu, za zmartwychwstanie

17 kwietnia 2017 Komentarze wyłączone

10299058_56998860644_3G_big

Dziękuję Ci, Jezu, za Wielki Czwartek i Ostatnią Wieczerzę, w trakcie której ustanowiłeś sakrament kapłaństwa oraz eucharystii. Za to, że nazwałeś mnie przyjacielem. Za to, że pokazałeś mi, czym jest prawdziwa służba i pokora. Dziękuję za to, że dziś dzięki owej Wieczerzy istnieją kapłani, że sprawują Eucharystię oraz w Twoje imię spowiadają w konfesjonałach rozgrzeszając z moich upadków. Za to, że Ty wybaczasz i oczyszczasz.

Dziękuję Ci za Wielki Piątek i Twoją drogę krzyżową. Za to, że nauczyłeś mnie przyjmować cierpienie i godzić się z wolą Ojca. Dziękuję Ci, że umarłeś za moje grzechy, sam będąc bez grzechu. Za to, że nawet wiszącemu obok łotrowi otworzyłeś drogę do nieba i zbawienia, za to, że pocieszasz plączące niewiasty i na każdego patrzysz z miłością, bo sam jesteś Miłością.

Dziękuję Ci za Wielką Sobotę i ciszę grobu. Za to, że pokazujesz jak ważna jest cisza. Za to, że w ciszy jak ta, mogę na nowo ułożyć swoje życie. Za to, że zszedłeś do Otchłani, zbawić ludzi, żyjących przed Tobą.

Dziękuję Ci, Jezu, za Wielką Noc i Twoje zmartwychwstanie. Dziękuję Ci, za to, że przez Twoje powstanie z grobu nadałeś wszystkiemu sens na nowo. Nadałeś sens cierpieniu, sprawiłeś, że krzyż jest symbolem zwycięstwa, a nie porażki. Dziękuję Ci, za to, że zmartwychwstając dałeś nadzieję i pokazałeś, że jest coś poza krzyżem i udręczeniem, za to, że uświęciłeś owo cierpienie. Za to, że podczas mojej śmierci, wyciągniesz z niebios do mnie rękę. Za to, że dajesz nadzieję na zbawienie tak jak Dobremu Łotrowi. Za to, że przez zmartwychwstanie wypełniłeś wszystkie pisma. Za to, że odkupiłeś mnie, swoją owieczkę. Za to, że pokonałeś śmierć i nawet jej nadałeś sens. Dziękuję Ci, za to, że pokonałeś śmierć, słabość i mrok. Dziękuję za Miłość.

Kategorie:Uncategorized