Archiwum

Archiwum autora

Droga ku świętości

maxresdefault.jpg

Tekst powstał spontanicznie, skonstruowany na podstawie trzech postaci, ludzi żyjących prawdziwie. Joanna Beretta Molla, Hanna Chrzanowska i Alfie Evans. Te trzy osoby połączyła jedna data- 28 kwietnia.

Tego dnia wspominana jest w kościele katolickim św. Joanna Beretta Molla- matka i lekarka, która mimo choroby i przeciwności nie pozwoliła aby zabito jej dziecko. Jej mąż, Piotr Mola, po jej śmierci powiedział:

„(…) Aby zrozumieć jej decyzję, trzeba pamiętać o jej głębokim przeświadczeniu – jako matki i jako lekarza – że dziecko, które w sobie nosiła było istotą, która miała takie same prawa, jak pozostałe dzieci, chociaż od jego poczęcia upłynęły zaledwie dwa miesiące”

28 kwietnia tego roku to także chwila w której Polska zyskała nową błogosławioną, Hanna Chrzanowska- pielęgniarka, która troszczyła się o każdego, była prekursorką pielęgniarstwa domowego, rodzinnego i parafialnego. Metropolita krakowski, bp Marek Jędraszewski, tak mówił o nowo błogosławionej:

 „Hanna Chrzanowska wierzyła w Bożą moc i potrafiła ją przekazywać niejako tym wszystkim osobom, które razem z nią szły, szukając ludzi potrzebujących pomocy, okazując troskę, lecząc, a przede wszystkim będąc razem z człowiekiem cierpiącym, któremu trzeba nieść nadzieję.”

W nocy 28 kwietnia o 2:30 odszedł Alfie Evans. Jak powiedział o nim ojciec był to chłopiec gladiator. Odebranie rodzicom praw do decydowania o losie syna, zaniechanie aktów leczenia, wręcz pozbawienie leczenia, pozbawienia warunków godniejszych, które zaproponowali Włosi, etc., etc. Cały świat powierzał małego chłopca i jego rodzinę, a także sytuację w jakiej się znaleźli, nieskończonemu miłosierdziu Pana Jezusa. Prosili o jedną rzecz- o życie. Dostał je, dostał życie wieczne.

Osoby walczące o dobro drugiego człowieka i mały Alfie walczący o to, aby dobro do niego przyszło.  Teraz nie zrobimy już nic oprócz modlitwy. Niech św. Joanna i bł. Hanna wstawiają się za rodzicami Alfiego. Niech uzyskają choć trochę ukojenia, w tym, co ich spotkało.

My też nie bądźmy obojętni. Każde życie jest cenne i o każdego należy walczyć. Szczególnie tego najmniejszego. Walczmy. Warto!

Reklamy

Jestem jak Judasz

MekaKażdego roku podczas Triduum Paschalnego w Wielki Piątek uczestniczymy w Liturgii Męki Pańskiej. W ciągu dnia można również adorować Pana Jezusa w kaplicy przechowania, ciemnicy. W niektórych parafiach tego dnia przeżywana jest Droga Krzyżowa. Cały ten piątkowy czas jest skupiony wokół męki, śmierci i cierpienia.

Zastanawiając się nad Tajemnicą śmierci Pana Jezusa, przyszło mi na myśl, że tak samo jak każdy jest grzesznikiem, tak i każdy z nas jest Judaszem. Nasze trzydzieści srebrników za wydanie Jezusa przychodzi w chwilach zwątpienia, kryzysu czy ogólnie rzecz biorąc gorszego a czasem i lepszego czasu. Naszymi srebrnikami jest komputer, telefon, impreza, zabawa a przede wszystkim lenistwo. Wszystko to staje się ważniejsze, bardziej opłacalne niż spotkanie z Chrystusem podczas Mszy Świętej, adoracji, nabożeństwa czy zwykłego nawiedzenia kościoła na dosłownie 5 minut. Wszystko to przysłania nam Pana Jezusa.

Wydajemy go za rzeczy nabyte, dobra materialne – dobra doczesne. A przecież „Vanitas vanitatum et omnia vanitas”*. Każdy z nas nazywając się Judaszem, przyznaje się do bycia owładniętym marnością dóbr materialnych. Jeżeli w porę przyznamy, że zbłądziliśmy, jest dla nas ratunek. Jeżeli posłuchamy głosu, który nam mówi, aby wrócić do Jezusa, bo przecież on nam wybacz w ogromie swego miłosierdzia- jest dla nas ratunek.

Może właśnie porównanie do Judasza jest nam w stanie bardziej uzmysłowić Prawdę z jaką musimy stanąć twarzą w twarz. Prawdą jest Chrystus. Wracając do niego odzyskujesz swoją wartość, godność. Stajesz się jak Jan, który nie pozostał obojętny i stał pod krzyżem, był wierny. Uczmy się wierności nie tylko w ostatniej godzinie, w godzinie krzyża, śmierci, ale każdego dnia…
…a tymczasem…Dobranoc, Głowo Święta…


*Marność nad marnościami i wszystko marność (Koh)

Wielki Czwartek

5abbd28b7a86b_o,size,969x565,q,71,h,452c0cNie odkryłam Ameryki a także nie przekaże niczego nowego ale uwierzcie – wszyscy jesteśmy grzesznikami!

Doszłam do tego podczas 2 godzinnej adoracji z przerwą na spowiedź.
Gdy wchodzisz do kościoła i już w kruchcie widzisz długie kolejki ludzi do konfesjonałów, a następnie idziesz dalej i kolejna fala ludzi zalewa ławki osobami które się modlą, dochodzisz do wniosku, że coś jest nie tak. Przecież jest już po 21:00 !

Klękasz i modlisz  się razem z nimi, tzn. bardziej sam. A wszystko w całkowitej ciszy. Ludzie wchodzą i wychodzą ale z klasą i szacunkiem nie przeszkadzając innym.
Twarzy nie kojarzysz. Czasem przewinie się ktoś z osiedla, koledzy z pracy, uczniowie.
Większości ludzi nie znasz. I zaczynasz się zastanawiać dlaczego.  Gdy po dłuższej adoracji dochodzisz do wniosku, że nie bez przyczyny spotkały się tu akurat te osoby, idziesz do spowiedzi i już wiesz co ich wszystkich łączy : Bóg oraz bycie grzesznikiem. Tadam.

Rozmyślanie.

Wiem, że to jest oczywiste, ale nie dla kogoś, kto uważa, że już wszystko wie, że jest najmądrzejszy, że jego prawda/racja jest najlepsza. Tak, to ja.

Wielki Post przyniósł sporo trudności
(pisałam o tym tutaj: https://ddasz.wordpress.com/2018/03/25/oto-czlowiek/ ) a Wielki Tydzień przyniósł ich jeszcze więcej. I nie dzięki sobie, a dzięki innym i wielkiej łasce Pana Boga, uświadomiłam sobie, jak trudno jest być katolikiem, a łatwo za to stać się oskarżycielem. Do tej pory dziwię się dlaczego jeszcze nikt nie strzelił mi w twarz, a przecież mógł…

Wielki Czwartek…

….to okazja do uświadomienia sobie dwóch rzeczy: wartości sakramentu Eucharystii i wartości kapłaństwa (oraz poniekąd powołania). Do pierwszego sakramentu przystąpić mogą ci, którzy pojednali się z Panem Bogiem, którzy szczerze uświadomili sobie a następnie wyznali podczas spowiedzi swoje przewinienia. Do drugiego natomiast ci, którzy wybrali drogę służby na wyłączność Panu Bogu i przecież nam, ludziom. Dzięki nim, możemy przystąpić do sakramentu pierwszego. I koło się zamyka.

Uświadommy sobie wartość obu sakramentów i zatrzymajmy się nad każdym z nich już prywatnie.

Kończąc…

Środek Wielkiego Tygodnia przyniósł mi prawdziwy pokój serca. Ale gdyby nie pierwsze jego dni, to kto wie, może dalej tkwiłabym w przekonaniu, że ja jestem najważniejsza na świecie. Dziękuję Joannie, za słowa pełne wiary, podczas wtorkowej rozmowy telefonicznej. Jednocześnie korzę się i przepraszam. Myślę, że przyjęcie na siebie części winy, dodając do tego złośliwość rzeczy martwych, jest najbardziej właściwą rzeczą, jaką mogę zrobić.
Ale nie tylko Asię przepraszam, a każdego, kto mógł poczuć się, kto czuł się lub kto dalej czuje się przeze mnie urażony. Pamiętam o Was w modlitwie.

Oto człowiek!

maxresdefault.jpg

Wielu ludzi nauczyło mnie miłości bliźniego, ale też wielu pokazało mi jak go zgnoić. Wielu ludzi, którzy kiedykolwiek stanęli na mojej drodze było czy są dla mnie wzorem, wielu też okazuje mi najgorszą stronę człowieczeństwa. Wiele razy szłam dobrą drogą, a także wiele razy tą złą. Zastanawiając się nad swoim człowieczeństwem naprawę nie jestem w stanie określić, w jakim miejscu się teraz znajduje.

Może to jest ten czas, aby zdać sobie sprawę z faktu, że już niewiele czasu nam zostaje. Nie chodzi o czasy ostateczne, bo tego przewidzieć się nie da, ale o przestrzeni w jakiej aktualnie się znajdujemy. Mam dokładnie na myśli Wielki Tydzień, który zaczyna się już dziś. Wielki, bo dzieją się rzeczy wielkie i najbardziej istotne dla każdego, porządnego katolika. Nie tak jak to bywa w zwyczaju wielu, najważniejsze święta w roku to Boże Narodzenie, choinka i prezenty, dwanaście potraw czy spotkania rodzinne, ale TRIDUUM SACRUM, śmierć i zmartwychwstanie, śmierć i życie.

Zaczyna się piękny tydzień. Po pięknej, trudnej i bolesnej walce Wielkiego Postu, zastanawiam się czy jestem gotowa na to, co przede mną, co przed nami.

Zacznijmy od wjazdu Jezusa do Jerozolimy. W radości i radosnych okrzykach. Ten, Król chwały, Książę pokoju, dziś witany przez tłumy, a za nim podążający tłum, który go wyda. Ileż w każdym z nas radosnego katolika, który chwali Pana, jest z Nim w zgodzie, przestrzega przykazań, aby zaraz później wyśmiewać i wyszydzać, oskarżać i nienawidzić.

Zajrzyj w swoje serce, napraw to, co udało ci się zepsuć. Czy jesteś gotowy na przyjęcie zranionej Miłości, Miłości tryskającej z krzyża, Miłości już nie tej maleńkiej, ukołysanej, nowonarodzonej, ale prawdziwie żyjącej, działającej cuda, która wykrzyczała „Wykonało się” ?

To On, nasz Pan- Ecce Homo!

Dzień Życia Konsekrowanego

PrymicjeBartka-332.jpgDziś przypada Dzień Życia Konsekrowanego, niezmiennie 2 lutego w święto Ofiarowania Pańskiego. Jest to też dzień poświęcony Maryi jako dzień Matki Boskiej Gromnicznej.

„Światło na oświecenie pogan” to słowo całkowicie wypełnia się w życiu każdej osoby konsekrowanej, a na pewno powinno się wypełniać. Każda z tych osób stara się być prawdziwym apostołem wyznawanej wiary, apostołem-uczniem Chrystusa. Ofiara z własnego życia na rzecz innych, staje się niejako odniesieniem do ofiary Jezusa na krzyżu.

Bez zbędnych słów, lecz za papieżem Benedyktem XVI, życzmy wszystkim osobom, które odkryły swoje powołanie poprzez życie konsekrowane, aby właśnie ten najpiękniejszy czas „miał smak ewangelicznej paruzji”.

„Drodzy bracia i siostry, radość życia konsekrowanego wiąże się nieuchronnie z udziałem w krzyżu Chrystusa. Tak było w przypadku Najświętszej Maryi Panny. Jej cierpienie jest cierpieniem serca, stanowiącego jedno z Sercem Syna Bożego, przebitego z miłości. Z tej rany wypływa światło Boga. Także z cierpienia, ofiary, daru z samego siebie, którym osoby konsekrowane żyją ze względu na umiłowanie Boga i bliźnich, promieniuje to samo światło, które ewangelizuje ludzi. Z okazji tego święta życzę szczególnie wam, konsekrowanym, aby wasze życie zawsze miało smak ewangelicznej paruzji, aby Dobra Nowina była w was przeżywana, świadczona, głoszona i jaśniała jako Słowo prawdy (por. List apostolski. Porta fidei, 6). Amen.”

(Benedykt XVI, Watykan – Homilia podczas Mszy Świętej w Bazylice św. Piotra z okazji XVII Dnia Życia Konsekrowanego, 2.02.2013)


Fot. Marcin Śliwiński- Lux Anima

Chrzest Pański

chrzest_jezusa

Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą.

II czytanie z liturgii niedzieli Chrztu Pańskiego

Chciałbym abyśmy dziś przyjrzeli się wodzie, zwykłej wodzie, która staje się czymś co włącza Nas nie tylko do wspólnoty jaką jest Kościół, ale do Chrystusa. Dzięki tej zwykłej wodzie mamy udział w uczcie, śmierci, zmartwychwstaniu i wstąpieniu do nieba Chrystusa!

Woda to podstawa życia na ziemi. Bez niej ryby nie miałby życia, zwierzęta nie mógłby funkcjonować, rośliny nie wydawałby owoców a człowiek w ciągu kilku dni bez niej zginąłby…

Podczas prymicji pewnego kapłana, w trakcie obiadu, babcia powiedziała do zebranych, że jej wnuczek jest takim wspaniałym kapłanem, takim dobrym człowiekiem, bo ochrzciła go podczas wojny w mleku…

Nie mleko, nie cola, nie oranżada, nie whisky, nie piwo, lecz WODA da nam Zbawienie!

Kiedy oglądamy filmy czy seriale o wróżkach i wróżbitach, to widzimy, że aby stworzyć jakąś miksturę, aby np. dać człowiekowi urodę, inteligencję to potrzeba jest wiele składników (jad węża, łza żaby itp.). Ale aby uczynić świat lepszym, aby wypędzić szatana i aby zbawić człowieka wystarczy zwykła woda, pobłogosławiona przez kapłana.

Dziś w Święto Chrztu Pańskiego chcemy naszą uwagę zwrócić na chrzest.  Mam do Was trzy pytania. Pierwsze bardzo łatwe. Czy pamiętasz KTO JEST Twoim rodzicem chrzestnym? Drugie może trudniejsze, gdzie udzielono Ci chrztu? Pamiętasz ten kościół, szpital, dom? A teraz trzecie najtrudniejsze i najważniejsze pytanie. Pamiętasz datę swojego chrztu?

W życiu człowieka jest wiele ważnych wydarzeń: narodziny, pierwszy dzień w szkole, matura, pierwsza praca i pogrzeb. Ale myślę, że te wydarzenia nic nie znaczą! Nic nie znaczą, bo nie byłoby ich, gdyby nie Bóg!

Gdyby nie Bóg i jego miłosierdzie nie urodziłbyś się;
Gdyby nie dar mądrości, który otrzymałeś od Boga nie poszedłbyś do szkoły i nie zdał matury;
Gdyby nie dar umiejętności i męstwa nie znalazłbyś pracy;
Gdyby nie miłość jaką Cię Bóg obdarzył nie mógłbyś znaleźć miłości swojego życia;

A gdyby nie te wydarzenia, te dary, gdyby nie Bóg nie miałbyś pogrzebu i tego co dzieje się po nim!

Wydarzenia, które dają Ci życie, siłę często są zapomniane. Zapominamy, kiedy przyjęliśmy chrzest, a suknia ślubna leży pięknie w szafie, w dogodnym miejscu, a Pismo Święte z pierwszej komunii gnije gdzieś na strych, a krzyż z Bierzmowania już dawno został wyrzucony…

Zastanów się jakie w Twoim życiu wydarzenia są najważniejsze?! Często ważne wydarzenia dla nas mają ładną oprawę, przygotowujemy się do nich miesiącami itd. A chrzest? Niczego nieświadomie go przyjmujemy I dziś mamy to docenić!

Dziś mamy docenić chrzest!

Mamy podziękować rodzicom! Za to, że wyrazili zgodę abyś przynależał do Kościoła;
Mamy podziękować rodzicom chrzestnym. Za to, że powiedzieli, że wychowają Cię w wierze Katolickiej (choć bywało różnie);
Mamy podziękować kapłanowi. Za to, że udzielił Ci ten sakrament;
Mamy podziękować babciom i dziadkom. Za to, że nauczyli Cię modlitw;
Mamy podziękować katechetom. Za to, że nauczali Cię o Bogu, o tym jaki jest;
I wreszcie mamy podziękować Bogu! Który stale wyciąga do Ciebie ręce (w żłobie, na krzyżu, w grobie i wstępując do nieba)!

Chrzest to ziarno, które zostało w nas zasiane, I teraz pytam Cię! Co z tego ziarna wyrosło? Co nadal z tego ziarna rośnie! Bo wszystko zależy od gleby – Twojego serca! Co z niego wyrosło…

 

 

Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz,

Dotrzymać pragnę szczerze.

Kościoła słuchać w każdy czas

I w świętej wytrwać wierze.

O, Panie, Boże, dzięki Ci,

Żeś mi Kościoła otwarł drzwi.

W nim żyć, umierać pragnę.

 

Michał Perek

 

 

 

Kategorie:Uncategorized

Nic się tak właściwie nie kończy…

Koniec-zapisow.jpg

Kończąc rok kalendarzowy każdy podsumowuje swoje dokonania oraz minione dni, co zrobił a czego nie, czego dokonał a czego nie, co się udało a co nie itd. Zazwyczaj chwalimy się tym, co nam się udaje a to co legło w gruzach zachowujemy dla siebie. Człowiek już tak  został stworzony, że chce się pokazać w jak najlepszym świetle.

Miniony rok był dla mnie dobry. Od jakiegoś czasu planowałam przeprowadzkę, zmianę życia i zmianę pracy. To były trzy priorytetowe postanowienia noworoczne. Przeszkodą w ich wcielenie w życie nie był brak możliwości. Przeszkodą był fakt, że za mało w siebie wierzyłam i…zawsze chciałam być fair wobec osób które dawały mi możliwość się rozwijać w różnoraki sposób.  Przeszkodą było wieczne myślenie o kimś drugim a nie o sobie. O sobie całkiem zapomniałam i mając 25 lat człowiek dochodzi do jakiegoś momentu w którym mówi „koniec”. Nie oznacza to tego, że teraz egoistyczne będę brnąc  przez życie i nie będę szanowała swoich znajomości czy przyjaźni.  Ale czas ulokować gdzieś swoje uczucia, natchnienia, aspiracje. Wielkim krokiem naprzód była także większa wiara, oddanie się Niepokalanej, oddanie swoich wątpliwości, nie na zasadzie „Jezu Ty się tym zajmij” ale na zasadzie „Jak taka jest Twoja wola, to działaj”.
Pierwszą taką decyzją była zmiana pracy. Poszukiwałam w Gdańsku i ogólnie w Trójmieście.  Pojawiło się kilka ofert pracy ale nie zawsze to współgrało z moimi oczekiwaniami.  Jak już coś się udało to albo praca według tych samych warunków albo już mogli mnie zatrudniać ale brakuje mi kursu który kosztuje 6000 zł.  Odpuściłam, choć pragnienie mieszkania właśnie w Trójmieście były ogromne, spowodowane różnymi powódkami.
Odczekałam jakieś pół roku. Złożyłam CV do jednej ze szkół podstawowych wpływem namowy przyjaciela. Bo przecież nic to nie kosztuje. A można zyskać.  8 maja rozmowa. Profesjonalna. Udało się. To był ten dzień kiedy czułam, że na prawdę zrobiłam coś sama. Nikt mi nie pomagał, nikt nie polecał, nikt nie naciskał.
Przeprowadzki i zmiany stanu cywilnego jeszcze się nie doczekałam ale…
…to nie jest historia, która ma swój koniec. Cały czas wierzę, że dzięki własnym możliwościom można dokonać rzeczy niemożliwych ale i bez prawdziwej wiary też bym niczego nie dokonała. Uwierzyłam, że z Nimi się uda. Dlatego nie kończę swoich postanowień na tym roku. Wierzę, że modlitwa o dobrego męża zostanie wysłuchana a miejsce zamieszkania zmieni się gdy znajdzie się mąż 🙂
Dobrego przeżywania nowego roku. Wierzcie w siebie i wyznawajcie prawdziwa wiarę.  Ona przenosi góry a  na pewno przenosi nasze wątpliwości i niewiarę w miejsce, do którego już nie będziemy mieli dostępu.

Kategorie:Uncategorized