Archive

Archiwum autora

Krótka historia o tym jak mój brat został…ojcem!

18582001_827677584048100_3475183200072670121_n.jpg

fot. o.Mateusz Stachowski OFMConv, Franciszkanie TV

Niedawno popełniłam tekst o duchowej adopcji, o tym jak ja zostałam ..mamą. Tą duchową. Dziś, już na spokojnie po wszystkim co się działo ostatnio moim życiu, chciałabym napisać o tym, jak mój brat został ojcem.

Dwa tematy , bardzo podobne. Rodzicielstwo. Jednak każde trochę w przenośni. Moje macierzyństwo wynika z podjęcia duchowej adopcji dziecka poczętego. A z czego wynika ojcostwo mojego brata?

Otóż, od 8 lat mój brat zagłębia się w duchowość franciszkańską, w pisma św. Franciszka z Asyżu. Bracia Mniejsi Konwentualni (łac. Ordo Fratrum Minorum Conventualium, skrót: OFMConv, pot. franciszkanie, franciszkanie konwentualni, franciszkanie czarni). Przebył roczny postulat, roczny nowicjat oraz 6 letnie studia teologiczne. Tydzień temu przyjął święcenia kapłańskie. U franciszkanów nie ma czegoś takiego jak pojęcie „ksiądz”, jest „ojciec”.. i takim sposobem mój brat został ojcem J

Niezwykła uroczystość, bardzo wzruszająca. Po sobotnich święceniach, otwierając torebkę znalazłam całe mnóstwo zużytych chusteczek. Moja wrażliwość tym razem przybrała miarę armagedonu- ale…chyba miałam powody, co nie? J

W każdym razie, widząc brata, który leżąc krzyżem oczekuje na najważniejsze święcenia, najważniejszy dar, do którego przygotowywał się już dość dług czas, jest uczuciem nie do opisania. A gdy już jego przyjaciel, współbrat w zakonie, ubrał go w ornat… Magdalena rozryczała się na dobre (uspokoiłam się mniej więcej do czasu udzielania Komunii). Ale przeżyliśmy, dumni z brata i syna.

Dzień później nie było lepiej, Msza prymicyjna. Panie Boże, nie pozwolisz mi chyba płakać przez najbliższe 3 lata! Błogosławieństwo w domu, procesja z domu do kościoła (jakieś 15 minut), przywitanie (no ok, to mogłoby trwać krócej) i Ona- Msza! Twój brat dotyka Chrystusa, rękoma, które wcześniej zostały pobłogosławione, wyświęcone a dziś, zwyczajem błogosławieństwa prymicyjnego- ucałowane. Po najważniejszej części czyli Mszy, czekała cześć rekreacyjna pryz stole i przy tańcach (jeżeli chcesz dobrze bawić się na weselu, prymicjach czy innej rodzinnej imprezie- zabierz ze sobą Białorusina! Albo przynajmniej zatańcz z nim. Nogi będą Cię boleć przez najbliższy tydzień 😀 )

The end…

…przy każdej możliwej okazji, kiedy widzę mojego brata powtarzam mu cztery słowa..

JESTEM Z CIEBIE DUMNA!

 

*na zdjęciu (od lewej):  dk. Daniel Śliwiński (już od wczoraj kapłan), o.Bartłomiej M. Ewertowski – mój brat i o.Robert Wołyniec (proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu w Ostródzie)

Zostałam mamą

17474725_1668388356510966_736198926_n.jpgKrótka historia o tym jak zostałam mamą.

Adoptowałam dziecko, nie wiem jak ma na imię, bo jego imię jest wypisane na dłoniach Pana Boga. Modlę się, by mi go nikt nie zabrał, by nie dopadły go ręce złych ludzi, by nikt go nie zabił. Chcę je chronić. Mogę zrobić tylko jedno -modlić się.

Czy jestem złą matką, sądząc, że modlitwa załatwi wszystko? Może i tak, może niejeden z was tak pomyśli, może powie, że kolejna katoliczka uzewnętrznia się swoim zamiłowaniem do dewocyjnych zachowań. Dla mnie to nie jest to takie zachowanie, a mój obowiązek bronienia słabszych. Mój brat też mnie bronił przed starszymi chłopakami, też stawał w mojej obronie nie raz i w tym nikt niczego złego nie widział. Bo to nie jest stricte katolicka sprawa, ale jakże podobna do obrony nienarodzonych.

Ale ja jestem z tego dumna. Z tego, że mogłam zostać mamą…duchową. Duchową adopcje podjąć można każdego dnia. Wymiar symboliczny ma ta podjęta 25 marca w uroczystość Zwiastowania, ponieważ od tego czasu równe dziewięć miesięcy kończy się 25 grudnia czyli w Boże Narodzenie.

A Ty co zrobiłeś w obronie nienarodzonych?

Św. Józefie- módl się za nami!

1920475_674238962639916_493209490_n

za: Katolickie Memy

Choć uroczystość Świętego Józefa, obchodzona jest 19 marca, to jednak, z racji, iż na ten dzień przypadła niedziela, uroczystość została przeniesiona na poniedziałek. Tak więc dziś trochę, nawet bardzo krótko o św. Józefie.

Znany jako oblubieniec Maryi, opiekun i towarzysz w Jej życiu, opiekun Jezusa a także jako stolarz i cieśla. Człowiek zwykły a jednak jaśniejący wewnętrznym [przepychem, bogactwem. Świecący, mówiąc najprościej, przykładem.

Wzór dla mężczyzn, mężów i ojców. Najprawdziwszy i jedyny w swoim rodzaju. Chciał usunąć się w cień, gdy dowiedział się, że Maryja oczekuje potomka jednak został wprowadzony w tajemnicę tego dziewiczego poczęcia i od tej pory opiekował się matką i dzieckiem. Nie dożył prawdopodobnie śmierci Jezusa. Zapiski mówią, że ostatnim faktem w życiu Jezusa, z jakim miał do czynienia Józef, była pielgrzymka z dwunastoletnim jeszcze wtedy chłopcem do Jerozolimy.

Mimo wszystko jest on poprzez cichość i pokorę, wzorem do naśladowania. Każdy mężczyzna, znając historię Józefa, myślę, że w jakiś sposób chciałby w swoim przyszłym życiu czerpać z tego źródła męskości i prawdziwości. Święty Józef został również wprowadzony do Kanonu Mszy Świętej, obok wspomnienia Najświętszej Maryi Panny („i ze czcią wspominamy, * najpierw pełną chwały Maryję, zawsze Dziewicę, * Matkę Boga i naszego Pana Jezusa Chrystusa, * a także świętego Józefa, * Oblubieńca Najświętszej Dziewicy, * ”) *

Dziś modlimy się za ojców, mężów i mężczyzn. Ale jak wiadomo św. Józef jest również bardzo dobrym orędownikiem dla kobiet właśnie w znalezieniu tego jedynego (no dobrze, dla mężczyzn również J ). Jest również patronem dobrej śmierci (tak też o nim się mówi).

Poniżej, kończąc krótki, ale konkretny wywód n temat św. Józefa, podaję trzy modlitwy do wykorzystania nie tylko dziś ale i na każdy inny dzień.

P.S. Pamiętajcie, że dziś uroczystość- można świętować 😉

Modlitwa o dobrą żonę
Święty Józefie, przeczysty Oblubieńcze Bogarodzicy Maryi! Bóg uczynił Cię najszczęśliwszym małżonkiem, dając Ci za towarzyszkę życia Najświętszą i Niepokalaną Dziewicę, Matkę samego Boga. Przez piękno i świętość Twojego życia stałeś się Patronem wszystkich małżonków. Proszę Cię o szczęśliwy wybór i łaskę dobrej, wiernej, roztropnej i świętej żony, której mógłbym powierzyć moje serce i złączyć się z nią mocą łaski sakramentu małżeństwa. Uproś jej mądrość życia, szerokość serca, pobożność, aby promieniowała dobrocią i kształtowała życie rodziny według zamysłów Przedwiecznego. Amen.
Modlitwa o dobrego męża
Święty Józefie, Oblubieńcze Bogarodzicy! Na progu dojrzałego i samodzielnego życia zwracam się do Ciebie o pomoc w podjęciu trudnej decyzji małżeństwa i wyboru odpowiedniego męża. Świadomość, że sama Najświętsza Maryja Panna – Matka Boża, znalazła w Tobie najlepszego towarzysza życia i wiernego Oblubieńca, sprowadza mnie dziś w tej sprawie do Ciebie. Proszę Cię o łaskę dobrego męża, wiernego towarzysza życia, z którym mogłabym związać się węzłami sakramentalnej łaski, założyć rodzinę Bogiem silną, dzielić losy w powodzeniu i niedoli, we wzajemnym zrozumieniu, szacunku, miłości i poświęceniu się oraz budować szczęście życia rodzinnego na zasadach Ewangelii. Amen.

Modlitwa męża i ojca do św. Józefa

Święty Józefie, którego troskliwej opiece Bóg powierzył swego Syna Jednorodzonego i Jego przeczystą Matkę, Maryję, Tobie zawierzam swoje powołanie jako męża i ojca rodziny. Bądź moim przewodnikiem na trudnych ścieżkach życia i prowadź mnie oraz tych, za których jest odpowiedzialny, prostą drogą do Jezusa i Maryi. Uproś mi łaskę czystej, bezinteresownej miłości do tych, których Bóg powierzył mojej pieczy i do wszystkich, których stawia na mych życiowych drogach, abym – zapatrzony w przykład Twego świętego życia – zawsze był szlachetny, prawy i zdolny do poświęceń. Wyproś mi łaskę silnej, niezachwianej wiary, abym we wszystkim pełnił świętą wolę Ojca Niebieskiego i był przykładem wierności i służby dla moich najbliższych. Pomóż mi walczyć z pokusami, jakie podsuwa mi świat, i znosić cierpliwie każdy krzyż, jaki mnie w życiu spotyka. Naucz mnie pokory i posłuszeństwa. Czuwaj nade mną i nad całą moją rodziną, tak jak czuwałeś wiernie nad Jezusem i Maryją. I wybłagaj dla nas zbawienie wieczne, abyśmy wszyscy mogli kiedyś spotkać się w chwale wiekuistej. Amen.

 

*Kanon Rzymski na Wielki Czwartek

Kategorie:Uncategorized

Być (nie)przyjacielem

serce-125937Ostatnimi czasy wiele było we mnie jadu, byłam zgorzkniała wobec innych, stanowczo ich odtrącałam, nawet kiedy wprost do nich nie mówiłam, grzeszyłam myślami wykazując tym samym jakieś braki. Doszłam do tego po przypomnieniu sobie pewnego fragmentu, który znając już dużo wcześniej, dopiero teraz wywarł na mnie piętno.

Mowa o fragmencie Ewangelii św. Mateusza pod sam koniec rozdziału piątego, w którym jest zawarte osiem błogosławieństw. Rozdział ten zwieńczają słowa:

„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”

(Biblia Jerozolimska, Poznań 2006)

Najbardziej trafiają do mnie słowa aby miłować tych którzy nas prześladują oraz, że celnicy robią podobnie miłując tylko tych, którzy są dla nich dobrzy. Faktycznie, to żadna zasługa. Nie ma co czekać na brawa z nieba i tekst Pana Boga: Tak Magdaleno, jesteś prawa i wejdziesz do mego królestwa. Kto na takie słowa liczył… może już teraz zacząć od nowa drogę ku chwale Ojca.

Być prześladowanym za wiarę. Odważysz się? Zacznij od najbliższego podwórka. Jesteś w stanie przyznać się kumplowi, ze odmawiasz codziennie modlitwę poranną, wieczorną, że masz różaniec w plecaku? Pochwalisz się swojej kumpeli, że nie pójdziesz w piątek na imprezę, bo jesteś katoliczką i piątek zawsze celebrujesz jako dzień śmierci Jezusa? Powiesz w pracy, że weekend spędzisz nie wylegując się w leżaku tylko na rekolekcjach, weekendzie skupienia? A odważysz się zaprosić kogokolwiek  twojego środowiska, by poszedł z tobą do kościoła na adorację, mszę, na chwilę modlitwy? Powiem szczerze – ja nie.

Nie sprawia mi już problemu mówienie o tym, że uczestniczę w tygodniu we mszy, że podoba mi się nabożeństwo do MB Nieustającej Pomocy w jednej z parafii mojego miasta, że odmawiam różaniec, że jeździłam na rekolekcje oazowe, że wiara jest dla mnie priorytetem, że nie zgadzam się z pewnymi, wbrew mojemu katolickiemu wychowaniu, rzeczami, które dzieją się we współczesnym świecie. Ale nie mam w sobie jeszcze chyba tyle odwagi, by zaprosić kogoś prosto w oczy do wspólnej modlitwy. A tym bardziej swojego wroga.

Może odbiegłam trochę od tematu, ale jednak ma to jakiś związek. Na pewno z byciem prześladowanym za wiarę. Boimy się przyznać do naszego Niebieskiego Ojca przed drugim człowiekiem. Boimy się jego słów, boimy się reakcji, boimy się zranienia, odrzucenia czy też niezrozumienia. Najczęściej przemilczymy wszystkie „wiarowe” kwestie.

Może zabrzmi to zbyt dosadnie, ale czyż takie argumenty nie przemawiają do nas najbardziej? W Ewangelii św. Łukasza jest wyraźnie powiedziane (przy scenie ukrzyżowania Jezusa): Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”(por. Łk 23,34), a w Dziejach apostolskich „Panie, nie licz im tego grzechu” (por. Dz 7,60). Możemy nasze czyny porównać do grzechu, w zasadzie nie przyznając się do naszego Boga, w pewien sposób łamiemy pierwsze przykazanie z Dekalogu. Zastępując Boga innymi rzeczami (kłamstwem, imprezami, brakiem wiary) zastępujemy go bożkami. Prosta kalkulacja.

Pan Bóg nawołuje nas wszystkich, zachęca choć w zasadzie i nakazuje „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” (por. Kpł 19,2+). A świętym można być spełniając proste „zobowiązania”. Przyznając się do wiary i żyjąc nią.

Już jutro usłyszymy słowa o nawracaniu się, o życiu Ewangelią, o głoszeniu jej. Tak, jutro zaczyna się okres około 40 dniowego postu. Wielkiego Postu. Czas, w którym kolejki do konfesjonału szczególnie się powiększają, w którym w kościele rozdawane są skarbonki na jałmużnę wielkopostną, króluje kolor fioletowy, popiół, nabożeństwa dróg krzyżowych czy gorzkich żali. To jednak wciąż za mało, by zyskać coraz bliższą drogę do zbawienia. Miłość nieprzyjaciół. Hasło roku brzmi „Idźcie i głoście”. Bardzo dobrze wpisuje się w czas wielkiego postu. Więc idźmy i głośmy miłość nieprzyjaciołom, dajmy się prześladować, dajmy się uświęcić, a przynajmniej starajmy się to robić. Jeżeli wierzymy w życie wieczne, to czemu by nie zacząć układać sobie właśnie tej drogi. Jest jedno „ale”… nie słuchać siebie ale słuchać głosu Boga. To On nas tam doprowadzi, to On da nam nowe życie, to On jest żywą wodą, to On zbawia. Nie Józek, Halinka czy Zenobiusz. On, Jezus Chrystus, Pan i Zbawca, Początek i Koniec, Alfa i Omega.

„Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali i bez zarzutów w niczym nie wykazując braków” (Jk 1,4)

Wolisz stać się przyjacielem czy nieprzyjacielem? Wszystko zależy od tego czy dasz się prowadzić Temu, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.

„Ty natomiast poszedłeś śladem mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości, prześladowań, cierpień” (2TM 3, 10-11a)

16443403_1607917819224687_643711830_n

W Święto Ofiarowania Pańskiego obchodzony jest Dzień Życia Konsekrowanego. Osoby oddające się takiemu życiu, nie są nastawione na powodzenie, bogactwo, sukces życiowy, choć w pewnym stopniu na ten ostatni składnik owszem. Wszystko jednak w duchu Bożej pokory.

Ich życie nie jest usłane różami, z fortuną na lokatach w pięćdziesięciu bankach, z domem z basenem na Hawajach. Mają jednak pełne kieszenie. Nie bójmy się określać ich mianem ludzi bogatych. Bo tacy niewątpliwie są. Ich bogactwo polega na życiu pełnym prostoty, pokory, miłości, dobroci, zaufania Panu Bogu, życiu pełnym pracy, na służbie, na odwadze i na wielu innych, dla nas, goniących za sukcesem, nieznaczących rzeczy.

Najłatwiej jest nam znajdować minusy takiego życia, wręcz kierujemy obelgi i zniewagi względem takich osób. Nie każdy z ans ma w sobie tyle odwagi i miłości by podejść do człowieka schorowanego, biednego, trędowatego, ubogiego, zaniedbanego. Oni mają. Oni posiadają w sobie wielką moc a jednocześnie są małymi narzędziami w rękach Pana Boga. Każdy z nich wkłada wiele a jednocześnie cały czas( dla nas!!) za mało. Czekamy, aż udowodnią jak to bardzo poświęcili się Panu Bogu. Ale oni nei muszą niczego nam udowadniać. Przede wszystkim muszą stanąć przed Panem Bogiem w tej prostocie serca i w pełnym zaufaniu. Dla nas, ludzi niezwiązanych z ich codzienną służba, to cały czas będzie za mało. My i tak zajmiemy się wszystkimi innymi problemami „niedzielnych katolików”, nowym samochodem sąsiada, nowym partnerem sąsiadki. Dlaczego? Dlaczego nie poświęcimy choć chwili uwagi właśnie tym, którzy dla Pana Boga poświęcili wszystko?

Na ten czas odejdźmy od naszego egoizmu. Zastanówmy się wspólnie, co można zrobić by świat otrzymał więcej takich osób, które właśnie poświęciły wszystko dla Pana Boga. Jeden sposób znam. MODLITWA. Ofiaruj 5 minut swojego czasu w ciągu dnia (to zaledwie 0,35% czasu w ciągu 24 godzin!!! ) aby pomodlić się za osoby konsekrowane.

Zachęcam także, w ramach dzieła Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych aby adoptować modlitewnie siostry, które potrzebują naszej modlitwy. Zwracamy się szczególnie z prośbą, by modlitwą objąć te siostry, które wpisane są na listę oczekujących. zachęcamy ale nie nakazujemy J

Niech Pan błogosławi wszystkim, którzy poświęcili swoje życie w ramach życia konsekrowanego a wszystkim, którzy mają odwagę szanować takich ludzi niech Niepokalana uprasza u swego Syna niezliczoną ilość łask.

„W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.” (Hbr 2,18)

Święta Boża Rodzicielko- módl się za nami!

15822118_1574956289187507_1801946750_nWiększość z nas, zapytanych jaka uroczystość ma miejsce dziś, odpowiedzą „Nowy Rok, przecież!”. Tymczasem w kościele katolickim obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi. Huczne spędzanie sylwestra, popijanie każdej kolejnej godziny jeszcze większą ilością alkoholu, aż do momentu gdy zacznie się magiczne odliczanie i wzniesienie toastu, przyćmiewa ową uroczystość, która rozpoczęła się już o północy. Oczywiście opis jest uogólniony, skierowany do 80% świętujących tego dnia. Jednak idźmy dalej…

… Miejsca Maryi, również w kościele, nie poświęca się tak wiele jak w czytaniach liturgicznych np. z 15 sierpnia. Wspomina się ją trzy razy. Najpierw jako niewiastę, z której zostanie zrodzony Zbawiciel (por. Ga 4, 4-7) a następnie w Ewangelii razy dwa. Skupmy się na tym ostatnim wspomnieniu, a mianowicie na fragmencie „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). O czym to świadczy, że , jakby nie patrzeć wszystkie najważniejsze sprawy zachowała w cichości i skrytości serca? A mianowicie tym, że nie potrzebowała rozgłosu. I tak wystarczająco się nacierpiała przy ucieczce jeszcze jako kobieta brzemienna, a i sporo się nacierpi przez całe życie Jezusa, z rąk wszelakiej maści ludzi.

Maryja nie chce rozgłosu, nie chce być sławną celebrytką, katocelebrytką, Mother of the year czy gwiazdą Hollywood. Ona pragnie być dobrą matką w skrytości swego serca i w zaciszu rodzinnym.

Właśnie dlatego wielu z nas zapomina o Maryi, z racji tego, że sama nie chce się rozgłaszać na wszystkie strony.  Zapomina się o jej wielkich małych poczynaniach, o jej osobie, o tym, że w zasadzie gdyby nie została wybrana na Matkę Zbawiciela, to może losy całego człowieczeństwa wyglądały by inaczej (inaczej nie znaczy tylko lepiej ale być może i gorzej, kto wie). Oczywiście znów uogólniam, znów są to gdybania i scenariusze być może prawdopodobne..

Każdy jednak odpowiada za swe własne czyny i każdy odpowiada przed Panem. Starajmy się jednak nie zapominać o Świętej Bożej Rodzicielce. Darzmy ją wielką sympatią ale i pamięcią. Różańce w  dłoń!

Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych!

 

„Odwagi! Nie bójcie się!” Iz 35, 4bc

       gaudeteNiedziela Gaudete zwana niedzielą różową (ze względu na kolor szat, jakich tego dnia się używa)  ale przede wszystkim niedzielą radości. Półmetek Adwentu oznacza zbliżające się Święta Bożego Narodzenia a co za tym idzie ogłasza nadchodzącą radość.

       Każdy z na lubi owe ciepełko rodzinne, atmosferę, zapach mandarynek, żywej choinki, potraw czekających na świątecznie ozdobionym stole, wspólne śpiewanie kolęd, pasterkę itd. itd. itd.

       Ale żeby tego doczekać trzeba przede wszystkim przygotować się duchowo. I o takich duchowym przygotowaniu czytamy w czytaniu z dzisiejszej jutrzni.

„Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła.”

Rz 13,11-12

             Przyoblec się w zbroję światła- jak?  Jak to zrobić w czasie Adwentu? Sprawa prosta lecz wymagająca od nas niemałego wysiłku. Pierwsze- roraty. Choć jest już połowa Adwentu i połowa rorat za nami, to mimo wszystko warto się obudzić i usłyszeć ten ostatni dzwonek, by rano wstać mimo zmęczenia i ruszyć z lampionem do kościoła. Sama postawiłam sobie wymaganie by, gdy mam na późniejsza godziną do pracy, wstać na roraty- póki co się udaje, więc polecam. Rzecz druga- adwentowe rekolekcje. W każdej parafii możemy owe przygotowanie zastać. Do wyboru do koloru. Gdzie chce, z kim chce, dlaczego tam a nie tu. Co do tej kwestii szczęścia nie miałam, wybrałam rekolekcje parafialne, by przy okazji towarzyszyć mamie w owym wysiłku. Po zakończonych rekolekcjach usłyszałam od przyjaciela słowa, że choć nie ubogaciłam się słowem, to ofiara tego czasu na rzecz czegoś, również ma swój konkretny cel. I dlatego rekolekcje potraktowałam jako ofiarę.  Sprawa trzecia- spowiedź. Kwestia chyba najbardziej wymagająca. Wymagająca wysiłku ale i odwagi. To nie jest takie hop siup, czary-mary, hokus-pokus i abrakadabra i nie mam grzechu. No, nie. Nie tak. To przede wszystkim stanięcie w prawdzie, w prawdzie o sobie i w prawdzie przed Panem Bogiem. Przyznaję się do WSZYSTKICH win, grzechów, złych uczynków. Przyznaję się, że zrobiłem/ zrobiłam to JA, a nie bo Maciek mnie sprowokował. Mamy wolną wolę wiec to MY decydujemy i wybieramy dobro albo zło. SZCZERZE się spowiadam, a nie ‘wyznam tylko te grzechy, które są najlżejsze ze wszystkich, a o reszcie wspomnę w regułce <<Więcej grzechów nie pamiętam>’ Error! Tam jest Chrystus, tam w konfesjonale. On brzydzi się GRZECHEM a nie CZŁOWIEKIEM. Więc… no właśnie! Po co się bać? Pamiętać trzeba o porzuceniu WSZELKIEGO PRZYWIĄZANIA DO GRZECHU a więc ŻAŁOWAĆ i ZADOŚĆUCZYNIĆ.

         Owe praktyki nie są jedynymi, które przygotują nas na ponowne Boże Narodzenie, na ponowny czas radości by się prawdziwie radować, zaczynając od dzisiejszej niedzieli, niedzieli GAUDETE. Skorzystajcie z podpowiedzi. Dbajcie o swój rozwój duchowy, dbajcie o swoje dobre imię i dbajcie o dobry kontakt z tym, który już niedługo przyjdzie ponownie na świat i od nowa przeżywać będziemy historię Bożego Narodzenia.