Archiwum

Archiwum autora

Wspomożycielka Wiernych

Mimo, iż Kościół dziś obchodzi uroczystość Wniebowstąpienia Pańskiego, nie warto zapominać, iż dziś także wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Wspomożycielki Wiernych.

Pracując w szkole prowadzonej przez Salezjanów, poznałam ją nieco bliżej. Obrałam ją sobie także jako patronkę mojej pracy zawodowej właśnie w tym miejscu.

Św. Jan Bosko w swoim testamencie wielokrotnie mówił o Matce Boskiej. Oto jeden z fragmentów:

Oczekuję was w niebie. Tam rozmawiać będziemy o Bogu, i Maryi Najświętszej, Matce ostoi naszego Zgromadzenia… Litościwy Bóg i Jego Najświętsza Matka przychodzili nam z pomocą w naszych potrzebach. Sprawdzało się to szczególnie, ilekroć znajdowaliśmy się w konieczności zaopatrzenia naszych biednych i opuszczonych chłopców, a jeszcze bardziej, gdy ci znajdowali się w niebezpieczeństwie duszy. Najświętsza Maryja Panna na pewno będzie się nadal opiekować naszym Zgromadzeniem i dziełami salezjańskimi, jeżeli my będziemy stale pokładali w Niej swoją ufność i szerzyli Jej cześć…”

Zwraca się do niej każdy, kto potrzebuje Jej orędownictwa, kto potrzebuje Jej wsparcia, opieki. Ona, jako Matka najlepsza, łagodna, łaskawa, Przybytek Ducha Świętego, a także jako każdy inny przymiot zawarty w Litanii Loretańskiej- jest dla nas. Warto wspomnieć, że „wielu świętych miało szczególne nabożeństwo do Matki Bożej Wspomożycielki Wiernych. Jej słynny wizerunek w Turynie został namalowany na zamówienie św. Jana Bosko, który oprócz salezjanów założył także zgromadzenie sióstr Córek Matki Bożej Wspomożenia Wiernych.
Wielkim czcicielem Matki Bożej Wspomożycielki był salezjanin, prymas Polski, kardynał August Hlond. Nie mniej żarliwym apostołem Maryi Wspomożycielki był jego następca, kardynał Stefan Wyszyński. 5 września 1958 roku dzięki jego staraniom Episkopat Polski wniósł do Stolicy Apostolskiej prośbę o wprowadzenie święta Maryi Wspomożycielki Wiernych w liturgicznym kalendarzu polskim. Episkopat Polski chciał w ten sposób podkreślić, że naród polski nie tylko wyróżniał się wśród innych narodów wielkim nabożeństwem do Najświętszej Maryi Panny, ale że może wymienić wiele dat, kiedy doznał Jej szczególniejszej opieki. Polskie sanktuarium Matki Bożej Wspomożenia Wiernych zostało ustanowione w 2013 r. w salezjańskiej parafii w Rumi na Kaszubach. „

Jak połączyć owe dwa elementy dziś? Cytatem z św. Urszuli Ledóchowskiej („Medytacje biblijne”, wyd. Promic, Warszawa 2015)

„Pozwólmy Jezusowi, by nas często, jak najczęściej wyprowadzał z hałasu naszych myśli, pragnień, trosk do niebiańskiego spokoju u stóp Jego. (…) Maryjo, jaka musiała być Twa radość na widok Jezusa wstępującego do nieba. Tyle wycierpiał, a teraz w chwale wraca do nieba jako zwycięzca szatana. Cieszy się Maryja, ale i tęsknota napełnia Jej duszę. Kiedy i Ona pójdzie śladami Boskiego Syna do nieba? Odtąd żyje Maryja ciałem na ziemi, tu spełnia swe obowiązki względem powstającego Kościoła, ale myślą, sercem, pragnieniem, duszą jest w niebie. Maryjo, i mnie pozwól sercem żyć przy Tobie w niebie.”

http://marylawitkowska.blogspot.com/2012/03/litania-do-matki-bozej-wspomozycielki.html

Kategorie:Uncategorized

„Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament” (Jl 2,12b)

4621f030d74c5b594ca0a2d65bed6bed3c89e218

Wielki Post skłania nas do wielu refleksji. Wielki Post daje nam możliwość ponownego spojrzenia na swoje życie, swoiste rekolekcje życiowe. Są różne drogi podążania do Zmartwychwstania. Przed nami ostatnia prosta ale…jeszcze nie jest za późno!

Jedno muszę zaznaczyć na początku. Nawrócenie nie trwa chwili, ono trwa tak naprawdę całe życie. To nie jest moment, w którym Anioł trzepnie ciebie swoim skrzydłem i powie: Ej! To już!

Nie jest to takie hop siup albo jakby niektórzy powiedzieli hip hop 😉

Każdy z nas wie, że w życiu przechodzimy wzloty i upadki, przez swoistą sinusoidę naszych wyborów. Jedne są dobre, drugie słabsze a trzecie całkowicie złe. Najczęściej dopiero po pewnym czasie okazuje się, które nasze wybory znajdują się w jednej z tych grup. Sama nie raz wybierałam źle, sama gdzieś zakopywałam się w takie miłe i przyjemne ale jednak bagienko. W moją wygodę, bo przecież życie wygodne, to życie najlepsze. Nasze nawrócenie zaczyna się na etapie, kiedy dostrzegamy złe strony tej wygody. I chcemy coś zmienić. Najlepiej by było, jakbyśmy chcieli z niego powstać całkowicie i znaleźć się na żyznej glebie. Niestety w naszych poszukiwaniach trafiamy na tę glebę skalistą, na drogę usłaną cierniami. To nie błąd, tylko nasze poszukiwania. Jednak konsekwencje trwania w tych „glebach” sprawiają, że z czasem zaczynamy wątpić. Zależy ile czasu spędzamy w tych cierniach i skałach. Czasem potrzeba się porządnie potłuc by zrozumieć, że robimy coś nie tak.

Dlatego zwabię ją i wyprowadzę na pustynię i przemówię do jej serca” (Oz 2)

Pustynia, miejsce, gdzie cisza wydaje się za głośna a pragnienie wody większe niż po biegu w maratonie. Naszą pustynią jest codzienność. Tyle tylko, że my pragniemy Słowa, a jest ono niestety bardzo trudno osiągalne w zgiełku i hałasie, którego doświadczamy. Dzięki trudnej sytuacji, w jakiej aktualnie się znajdujemy, osobiście znalazłam więcej czasu dla Pana Boga. Codzienne czytanie i chłonięcie Pisma Świętego rozdziałami. Słowo proroka Ozeasza w moim życiu już się objawiło. Kolejny ważny krok na drodze nawrócenia.

Teraz zaś oto uwalniam cię z więzów, jakie masz na swych rękach” (Jr 40)

Na czym polega owo uwolnienie? Może to jakieś nasze postanowienia wielkopostne, typu: mniej komputera, mniej słodyczy, a może przede wszystkim mniej złości, zgryźliwości, chamstwa, zła?

Wyzbycie się tego, co nas najbardziej trzyma z dala od Pana Boga. Może są to nasze zniewolenia, nasze własne więzienia? Pomyśl nad tym.

Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czego żąda od ciebie Pan.” (Mi 6)

Skoro mamy wyzbyć się tego, co w nas nieodpowiednie to należy zastąpić to dobrem. Może warto pomyśleć jakie dobro wobec innych jest dla nas najtrudniejsze do wykonania. W tym musi się ukazać nasza odwaga i pełne zaufanie Panu Bogu. On poprowadzi. Przecież powiedziane jest „(…) bo swoim aniołom nakazał w twej sprawie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rekach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień.” (Ps 91)

Ja zaś bardzo chętnie poniosę wydatki i nawet siebie samego wydam za dusze wasze” (2 Kor 12)

…ale my to już wiemy, że Jezus na krzyżu wydał samego siebie za nas. Wziął te grzechy. Nic już z tym nie zrobisz, bo…ON to zrobił!

Oto ja po raz trzeci zamierzam do was przybyć, a nie będę was obciążał. Nie szukam bowiem tego, co wasze, ale WAS SAMYCH” (2 Kor 12)

Czyż nie jest to piękna obietnica? Szukałam was a nie naszych rzeczy, spraw, przymiotów. On szukał nas. Ciebie i mnie, mamę, tatę, ciocię, szwagra, sąsiadkę spod dwunastki, księdza z parafii obok, polityka partii XYZ. Każdą osobę, która odpowie na głos Chrystusa. Odpowiedz, nie bój się!

<<Ciesz się i raduj, Córo Syjonu, bo już idę i zamieszkam pośród ciebie>>- wyrocznia Pana. Wówczas liczne narody przyznają się do Pana i będą ludem Jego, i zamieszkają pośród ciebie, a ty poznasz, że Pan Zastępów mnie posłał do ciebie.” (Za 2)

Widzisz do czego prowadzi odpowiedź na wołanie Pana Boga, na fakt, że On ciebie pragnie, chce ciebie i ciebie przygarnia? On cie ukochał miłością odwieczną!

Ty natomiast poszedłeś śladami mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości, prześladowań, cierpień” (2 Tm 3)

Pamiętaj, że jeżeli upadniesz na którymś z powyższych etapów, zawsze możesz wejść na te drogę z powrotem. Pan ciebie nie odrzuci. On cię przygarnie z jeszcze większą miłością, bo sam jest Miłością. Jest tylko jedno ale … To ty musisz znów chcieć Chrystusa w swoim życiu! Najprostszą drogą jest ta poprzez spowiedź.

https://www.youtube.com/watch?v=nhj4aGA7u0o

Dobrze sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” (Mt 25)

św. Gemma Galgani

IMG_20190704_173914

Idąc tropem włoskich patronek, świętych, dzięki dziełu jakim jest Serce Kobiety (portal dla kobiet, dzieło, platforma, którą stworzyła Katarzyna Marcinkowska), poznałam bliżej św. Gemmę Galgani.

Znalazła ona swoje miejsce w Kalendarzu Kobiety 2019 „uBogacOna na drodze do świętości” w kwietniu, dokładnie we wspomnienie 11 kwietnia. Krótka notka biograficzna i już wiedziałam, że będzie mi ona bliska, choć już słyszałam o niej trochę od swojego kierownika duchowego. W notatce jedna ważna informacja: „jest wzywana w obronie przed pokusami”.

Na tej informacji się nie zakończyło, chciałam więcej i więcej. Dlatego, pierwszy krok jaki podjęłam to przeszukanie Internetu ale…tam też niewiele informacji. Kolejny krok, to zasięgnięcie opinii o świętej od kierownika (skoro się nią fascynuje to na pewno ma jakieś materiały na jej temat). Owszem, ma, ale po włosku (ach ten brak talentu do nauki języków…). Zostałam odesłana to innego kapłana, który posługuje w mojej parafii. BINGO! Otrzymałam najpierw książkę „Autobiografia. Dziennik. św.  Gemma Galgani”, którą później nabyłam do prywatnej biblioteczki. Wraz z nią otrzymałam mały modlitewnik z kilkoma nabożeństwami (drogi krzyżowe, litanie, nowenny). Aktualnie czytam „Głębie duszy” napisaną przez jej przewodnika duchowego o. Germano Ruoppolo, czcigodnego Sługę Bożego.

Święta Gemma to wzór godny naśladowania. Przede wszystkim poprzez swoją prostotę, pokorę i skromność. Wzór dla współczesnych niewiast ale wydaje mi się, że tylko takich, które rzeczywiście wartość własnej osoby widzą tylko w swoim wnętrzu. Św. Gemma była bardzo ładną dziewczyną, mówi się o niej, że jest najpiękniejszą ze wszystkich świętych. A mimo tego, nie oddała się materializmowi, pustym słowom, czy sposobom życia ani nawet innemu mężczyźnie. Nigdy nie chciała męża. Zawsze chciała być w zakonie. Przyjąć serię ślubów. Zmarła w wieku 25 lat.img_20190704_173938.jpg

By nie zdradzać za wiele z jej życiorysu posłużę się cytatem, który niewątpliwie jest wielką pociechą:

„Uklękłam przed Jezusem i z płaczem mówiłam: Ale jak to, mój Jezu, nie jesteś jeszcze zmęczony znoszeniem mojej oziębłości?, <<Córko- odpowiedział- postępuj tak, żeby odtąd ani jeden dzień nie upłynął bez odwiedzenia mnie, dbaj o to, by mieć serce czyste i przyozdobione najstaranniej jak potrafisz. Oddal od siebie wszelką miłość własną i wszystko, co nie jest całkowicie moje, a potem przyjdź i nie bój się>>.”

Kategorie:Uncategorized

„Tylko w Twoim Miłosierdziu…”

pobrany plikJakże znane są nam słowa Koronki do Miłosierdzia Bożego. Kilkukrotnie wymawiane „Ojcze Przedwieczny…” oraz kilkunastokrotne wymawianie „Dla Jego bolesnej męki…”.

Przez ostatnie dziewięć dni, mogliśmy uczestniczyć i odmawiać nowennę przed Niedzielą Miłosierdzia, która przygotowywała nas do tego dnia. Kto tę modlitwę odmawiał z pełną wiarą może dostąpić niezliczonych łask, jakie wyleje się z miłosiernego serca Jezusa.

Sam dzień został ustanowiony i wprowadzony w dniu kanonizacji św. Faustyny Kowalskiej. Był to rok 2000, a dokonał tego ówczesny Papież, teraz już święty Jan Paweł II. Uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu Papież dokonał 17 sierpnia 2002 roku w Bazylice Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach.

„299    + Tajemnica duszy.

Kiedy raz spowiednik kazał mi się zapytać Pana Jezusa, co oznaczają te dwa promienie, które są w tym obrazie*, odpowiedziałam, że dobrze, zapytam się Pana.

W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie:

Te dwa promienie oznaczają krew i wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz…

Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu.

Te promienie osłaniają dusze przez zagniewaniem Ojca Mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, ażeby

pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia.

300      + Proś wiernego sługę Mojego**, żeby w dniu tym powiedział światu całemu o tym wielkim miłosierdziu Moim, że kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar.

+ Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Mojego.

+ O, jak bardzo Mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem miłosierdziem, nie dowierza dobroci Mojej. I szatani wielbią sprawiedliwość Moją, ale nie wierzą w dobroć Moją.

301      Raduje się serce Moje tym tytułem miłosierdzia. Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk Moich są ukoronowane miłosierdziem. „

(św. Siostra Faustyna Kowalska ZMBM, Dzienniczek)

*chodzi o obraz namalowany w Wilnie przez Eugeniusza Kazimirowskiego
** „Wierny sługa”- tu: ks. Michał Sopoćko

Czego nauczyłam się od innych przez minione wakacje?

bar3To nie jest poradnik. To tylko moje spojrzenie na minione dwa miesiące wakacji (tak, jestem nauczycielem, i tak wiem, nie należą mi się dwa miesiące odpoczynku, tak wiem za to, ile zarabiam mogę wyjechać gdzie bądź, a na Seszelach było naprawdę cudownie). Prawda jest taka, że się zresetowałam a najdalej gdzie byłam w te wakacje to Wielkopolska.

Wracając do tematu… Oto, co pokazali mi inni i czego mnie nauczyli:

  1. Pełnego zaufania

…bo przecież co złego może mnie spotkać, skoro jestem wierząca. Pytanie tylko czy ufam tak bardzo, że będąc prześladowanym jestem w stanie wykrzyknąć wiarę w Chrystusa. Nauczyli mnie albo nawet pokazali świadectwo życia, ale takiego prawdziwego i pełnego wiary i ufności. Nie bać się mówić o tym, że wierzę, że odmawiam pacierz czy inne modlitwy. O tym, że chodzę do kościoła nie tylko w niedzielę.
„Choćby mnie zabił Wszechmocny-ufam” (Hi 13,15)

  1. Nie negowania spraw, rzeczy i kwestii, z którymi nie miałam osobiście styczności

…bo jakim prawem nie zgadzam się z tym co dzieje się w Neokatechumenacie, dlaczego jeden zakon lubię bardziej od drugiego, dlaczego księża kojarzą mi się z zachłannością i dlaczego twierdzę, że istnieje jeden papież (ten emerytowany!) i że Msza Trydencka to jedyna forma mszy przez którą się uświęcam.
Przecież nie mogę negować czegoś, czy coś wywyższać nie znając motywów i wiary innych ludzi, którzy uświęcają się właśnie w taki a nie inny sposób. Jeżeli coś przybliża kogoś do Chrystusa to być może jest to dla niego jedyna forma zbawienia.

Ksiądz Kaczkowski, świętej pamięci, podczas jednych z warsztatów Ars Celebrandi, powiedział, że on na co dzień uświęca się poprzez zwyczajną formę. Mówił to na warsztatach liturgii tradycyjnej… i nikt go tam nie zlinczował 😉

  1. Odwagi i podejmowania decyzji

…przy ostatnim spotkaniu z przyjacielem jeszcze z czasów LO uświadomiliśmy sobie, że podejmowanie decyzji, takich mądrych i słusznych- procentuje dobrem .Nie bać się, nie kryć się np. z uczuciami. Bo przecież, skoro coś do kogoś czuję, to czemu ma o tym nie wiedzieć? Nic do stracenia nie mam a można zyskać bratnią i dobrą duszę.

  1. Oddania siebie innym

…ta myśl zrodziła się w miniony weekend a wczoraj się potwierdziła podczas pogrzebu Szymona. On, 20 latek oddany innym, zawsze chętny do pomocy, dobro innych ponad własnym. Wierny przykazaniom i oddany Panu Bogu. Zawsze przy ołtarzu a teraz przy ołtarzu niebieskim. To nic nie kosztuje a często najpierw myślimy o sobie, tak aby jak najmniej ucierpieć. On pomyślał o innych, odpowiedział na wołanie o pomoc i pomagając zginął tragicznie. Czyż to nie piękne świadectwo?

  1. Żyć tak, abym w chwili śmierci mogła powiedzieć, że żyłam dobrze

…i niczego nie musieć żałować!

 

Kategorie:Uncategorized

WARSZTATY LITURGICZNE ARS CELEBRANDI 2018

          Niespełna dwa dni temu, 19 lipca zakończyła się piąta już edycja warsztatów liturgicznych Ars Celebrandi. Skupiają one wokół siebie ludzi przywiązanych do liturgii w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego. Od kapłanów, kleryków po ministrantów, śpiewaków i osoby czy całe rodziny chcące spędzić ten czas jako rekolekcje uczestnicząc w otwartych dla wszystkich celebracjach. W tym roku dało się uzyskać rekordową ilość uczestników w liczbie ponad 220 osób. Aczkolwiek, to nie o ilość a jakość chodzi, a ta jest coraz lepsza.

           Gościem tegorocznych warsztatów był abp Guido Pozzo, ściśle związany z Papieską Komisją „Ecclesia Dei”, która to wspiera i umacnia wszystkich przywiązanych do liturgii w nadzwyczajnej formie. Wygłosił on konferencję pt. „Starożytna liturgia rzymska i współczesny kryzys wiary”, a następnie uczestniczyliśmy we Mszy Pontyfikalnej, którą abp osobiście odprawił.

Forma warsztatów i spotkania w Licheniu jest niezmienna. Zmieniają się tylko ewentualne dodatkowe punkty programu, z roku na rok większa liczba uczestników, a także fakt, że przez minione lata na warsztatach pojawiały i pojawiły się i tym razem nowe twarze. Liturgia przyciąga zatem coraz to nowe osoby, chcące udoskonalić bądź od zera nauczyć się służenia oraz odprawiania tej mszy. W tym roku organizatorzy mogą się pochwalić dwunastoma prymicjami.

Wyjątkowo w tym roku nie zorganizowano warsztatów w zakresie muzyki polifonicznej. Został na tę okazję zaproszony słynny zespół Linnamuusikud z Estonii.

Warsztaty chorału gregoriańskiego odbywały się w dwóch grupach: męskiej i żeńskiej. Ministrancki również szkolili się w kilku grupach, a nowością jest grupa, której wykładowym jest język angielski. To udogodnienie szczególnie dla tych uczestników, którzy przybyli zza granicy (a tych też było sporo).

Warsztaty dobiegły końca, ale już wiadomo o wstępnej dacie kolejnej edycji. Kto może, niech rezerwuje sobie czas 4-11 lipca 2019 roku.

Z moich obserwacji…

Sama zapisałam się po raz kolejny na warsztat chorału. Zdezerterowałam po trzech dniach. Doszłam do wniosku, że bardziej potrzebowałam Bożego odpoczynku niż nauki czegokolwiek. Oczywiście uczestnicząc w celebracjach gdzieś ten chorał w głowie został, a na pewno nie porzucę jego nauki. W swoim środowisku też działać trzeba.

Organizacja tego typu przedsięwzięć, wiąże się z wieloma wyrzeczeniami, poświęceniem czasu wolnego, dbaniem o każdy szczegół, załatwieniem wielu spraw, elementów potrzebnych do sprawowania liturgii i przede wszystkim Bożej przychylności. Udało się, a organizatorzy mogą być z siebie dumni.

Zastanawiam się, czy organizatorzy mogli by uświetnić jeszcze jakoś owe warsztaty. Czy można by było jeszcze coś wprowadzić. Zaintrygowała mnie pani Maria, która dzielnie naprawiała komże, manipularze i stuły. Może właśnie warsztat koronkarstwa? Trzeba pomyśleć i przemodlić.

Zapraszam do obejrzenia fotorelacji na stronie Ars Celebrandi na facebooku oraz na stronie www.arscelebrandi.pl

Szanuję prawa autorskie fotografów, dlatego wpis nie zawiera żadnych zdjęć. Po te można sięgnąć wyżej 🙂

Zapraszam także do odsłuchania kazań rekolekcyjnych ks. dr. Franciszka Gomułczaka, który dbał o strawę duchową podczas warsztatów. Wszystkie kazania dostępne są na kanale Ars Celebrandi na YT.

Krótka historia o …

Wakacje. Czas odpoczynku i ogólnego naładowania baterii na kolejny rok szkolny, bądź, w przypadku urlopowiczów, na kolejny czas ciężkiej pracy.

Aby czas wykorzystać w pełni, nie tylko kąpiąc się w przejrzystej wodzie Toskanii czy Bałtyku, a także przemierzając kolejne pasma górskie, pamiętajmy, że ponad tym wszystkim jest…On.

Każdy porządny katol wie, że niedzielna Msza Święta obowiązuje przez cały rok. Pan Bóg nie ma wakacji i od Niego też tych wakacji nie ma. Pamiętajmy o modlitwie a także o innych formach wyrażania katolicyzmu podczas tegorocznych wakacji.

Osobiście, przez miniony rok, byłam z Panem Bogiem na bakier i może dlatego wakacje są dobrym momentem by się ogarnąć, przecież nie mam pracy na dwa miesiące, czasu mam sporo.

Myślałam oczywiście, że skoro nie wysłuchuje moich modlitw, to powinnam się na niego obrazić. Robiłam to. Może w modlitwach nie ustawałam, ale robiłam sobie przerwę. Obiecywałam z każdą spowiedzią, że nigdy więcej, a przecież znów robię to samo i znów Go zawodzę. Ale wracam, więc teoretycznie powinien się cieszyć.

Stawiałam swój egoizm i swoją pychę ponad wszystko. Nie zauważając Jego drobnych próśb, drobnych znaków gdzieś pomiędzy czynnościami dnia codziennego.

Czekałam na spektakularny fajerwerk. Wiecie, takie coś co odmieni znów moje życie i stanie się cud nad cudami. To nie ta bajka…

Postawił mnie w innym miejscu. Nie spodziewałam się, że ono tak na mnie zadziała. Nie lubię tego klimatu, nie mój świat, ale cóż. Wyszłam do ludzi. A może zacznę od tego, że ogromnie lubię ciepło domowe, ciszę, koc, kubek kawy czy herbaty. Nie lubię wychodzić do ludzi (wbrew pozorom, przecież jestem nauczycielem!!!!). Nowe kontakty wzmagają we mnie bycie sztuczną i dopasowaniem się do danej osoby.  Całe szczęście nie tym razem i chwała Panu! Przyznaję się, że czegoś nie wiem, że nie rozumiem, że się czymś nie interesuję, a czymś innym już tak. Że jak nie mój klimat to nie mój klimat. I jest dobrze. Czuję swobodę w byciu sobą (paradoks prawda?). Zastanawiam się ile czasu zmarnowałam na graniu siebie., albo raczej graniu nie siebie. Przez to zapewne zmarnowałam kilka życiowych sytuacji, ważnych momentów w życiu. Stresowałam się i zamartwiałam jak to będzie i na siłę próbowałam albo nie próbowałam działać. Już teraz wiem dlaczego… bo chciałam po mojemu.

Motywem wydziergania tych powyższych słów były dla mnie słowa jednej z aktorek, która udzieliła wywiadu autorce książki, którą aktualnie zaczęłam czytać:

„Kiedyś bardzo się wszystkim przejmowałam, zamartwiałam każdym castingiem i każdym wywiadem. Dzisiaj nadal przygotowuję się rzetelnie do pracy, ale nie odczuwam już takiego stresu. Z czasem zrozumiałam, że to blokuje na jakąkolwiek pomoc Bożą. Kiedy się stresujemy, to tak, jakbyśmy odbierali Bogu moc działania w naszym życiu. Bo zamartwiając się, wychodzimy z założenia, że wszystko tylko od nas zależy, a tak nie jest”
(Katarzyna Olubińska, Bóg w wielkim mieście, wyd. WAM)

Skorzystaj z czasu na nowo. Przez dwa miesiące możesz wypracować w sobie jakiś fundament, zbudować go. Ale nie zmarnuj go… zbuduj na skale i nie rób tego sam. Zaufaj Mu.

Droga ku świętości

maxresdefault.jpg

Tekst powstał spontanicznie, skonstruowany na podstawie trzech postaci, ludzi żyjących prawdziwie. Joanna Beretta Molla, Hanna Chrzanowska i Alfie Evans. Te trzy osoby połączyła jedna data- 28 kwietnia.

Tego dnia wspominana jest w kościele katolickim św. Joanna Beretta Molla- matka i lekarka, która mimo choroby i przeciwności nie pozwoliła aby zabito jej dziecko. Jej mąż, Piotr Mola, po jej śmierci powiedział:

„(…) Aby zrozumieć jej decyzję, trzeba pamiętać o jej głębokim przeświadczeniu – jako matki i jako lekarza – że dziecko, które w sobie nosiła było istotą, która miała takie same prawa, jak pozostałe dzieci, chociaż od jego poczęcia upłynęły zaledwie dwa miesiące”

28 kwietnia tego roku to także chwila w której Polska zyskała nową błogosławioną, Hanna Chrzanowska- pielęgniarka, która troszczyła się o każdego, była prekursorką pielęgniarstwa domowego, rodzinnego i parafialnego. Metropolita krakowski, bp Marek Jędraszewski, tak mówił o nowo błogosławionej:

 „Hanna Chrzanowska wierzyła w Bożą moc i potrafiła ją przekazywać niejako tym wszystkim osobom, które razem z nią szły, szukając ludzi potrzebujących pomocy, okazując troskę, lecząc, a przede wszystkim będąc razem z człowiekiem cierpiącym, któremu trzeba nieść nadzieję.”

W nocy 28 kwietnia o 2:30 odszedł Alfie Evans. Jak powiedział o nim ojciec był to chłopiec gladiator. Odebranie rodzicom praw do decydowania o losie syna, zaniechanie aktów leczenia, wręcz pozbawienie leczenia, pozbawienia warunków godniejszych, które zaproponowali Włosi, etc., etc. Cały świat powierzał małego chłopca i jego rodzinę, a także sytuację w jakiej się znaleźli, nieskończonemu miłosierdziu Pana Jezusa. Prosili o jedną rzecz- o życie. Dostał je, dostał życie wieczne.

Osoby walczące o dobro drugiego człowieka i mały Alfie walczący o to, aby dobro do niego przyszło.  Teraz nie zrobimy już nic oprócz modlitwy. Niech św. Joanna i bł. Hanna wstawiają się za rodzicami Alfiego. Niech uzyskają choć trochę ukojenia, w tym, co ich spotkało.

My też nie bądźmy obojętni. Każde życie jest cenne i o każdego należy walczyć. Szczególnie tego najmniejszego. Walczmy. Warto!

Jestem jak Judasz

MekaKażdego roku podczas Triduum Paschalnego w Wielki Piątek uczestniczymy w Liturgii Męki Pańskiej. W ciągu dnia można również adorować Pana Jezusa w kaplicy przechowania, ciemnicy. W niektórych parafiach tego dnia przeżywana jest Droga Krzyżowa. Cały ten piątkowy czas jest skupiony wokół męki, śmierci i cierpienia.

Zastanawiając się nad Tajemnicą śmierci Pana Jezusa, przyszło mi na myśl, że tak samo jak każdy jest grzesznikiem, tak i każdy z nas jest Judaszem. Nasze trzydzieści srebrników za wydanie Jezusa przychodzi w chwilach zwątpienia, kryzysu czy ogólnie rzecz biorąc gorszego a czasem i lepszego czasu. Naszymi srebrnikami jest komputer, telefon, impreza, zabawa a przede wszystkim lenistwo. Wszystko to staje się ważniejsze, bardziej opłacalne niż spotkanie z Chrystusem podczas Mszy Świętej, adoracji, nabożeństwa czy zwykłego nawiedzenia kościoła na dosłownie 5 minut. Wszystko to przysłania nam Pana Jezusa.

Wydajemy go za rzeczy nabyte, dobra materialne – dobra doczesne. A przecież „Vanitas vanitatum et omnia vanitas”*. Każdy z nas nazywając się Judaszem, przyznaje się do bycia owładniętym marnością dóbr materialnych. Jeżeli w porę przyznamy, że zbłądziliśmy, jest dla nas ratunek. Jeżeli posłuchamy głosu, który nam mówi, aby wrócić do Jezusa, bo przecież on nam wybacz w ogromie swego miłosierdzia- jest dla nas ratunek.

Może właśnie porównanie do Judasza jest nam w stanie bardziej uzmysłowić Prawdę z jaką musimy stanąć twarzą w twarz. Prawdą jest Chrystus. Wracając do niego odzyskujesz swoją wartość, godność. Stajesz się jak Jan, który nie pozostał obojętny i stał pod krzyżem, był wierny. Uczmy się wierności nie tylko w ostatniej godzinie, w godzinie krzyża, śmierci, ale każdego dnia…
…a tymczasem…Dobranoc, Głowo Święta…


*Marność nad marnościami i wszystko marność (Koh)

Wielki Czwartek

5abbd28b7a86b_o,size,969x565,q,71,h,452c0cNie odkryłam Ameryki a także nie przekaże niczego nowego ale uwierzcie – wszyscy jesteśmy grzesznikami!

Doszłam do tego podczas 2 godzinnej adoracji z przerwą na spowiedź.
Gdy wchodzisz do kościoła i już w kruchcie widzisz długie kolejki ludzi do konfesjonałów, a następnie idziesz dalej i kolejna fala ludzi zalewa ławki osobami które się modlą, dochodzisz do wniosku, że coś jest nie tak. Przecież jest już po 21:00 !

Klękasz i modlisz  się razem z nimi, tzn. bardziej sam. A wszystko w całkowitej ciszy. Ludzie wchodzą i wychodzą ale z klasą i szacunkiem nie przeszkadzając innym.
Twarzy nie kojarzysz. Czasem przewinie się ktoś z osiedla, koledzy z pracy, uczniowie.
Większości ludzi nie znasz. I zaczynasz się zastanawiać dlaczego.  Gdy po dłuższej adoracji dochodzisz do wniosku, że nie bez przyczyny spotkały się tu akurat te osoby, idziesz do spowiedzi i już wiesz co ich wszystkich łączy : Bóg oraz bycie grzesznikiem. Tadam.

Rozmyślanie.

Wiem, że to jest oczywiste, ale nie dla kogoś, kto uważa, że już wszystko wie, że jest najmądrzejszy, że jego prawda/racja jest najlepsza. Tak, to ja.

Wielki Post przyniósł sporo trudności
(pisałam o tym tutaj: https://ddasz.wordpress.com/2018/03/25/oto-czlowiek/ ) a Wielki Tydzień przyniósł ich jeszcze więcej. I nie dzięki sobie, a dzięki innym i wielkiej łasce Pana Boga, uświadomiłam sobie, jak trudno jest być katolikiem, a łatwo za to stać się oskarżycielem. Do tej pory dziwię się dlaczego jeszcze nikt nie strzelił mi w twarz, a przecież mógł…

Wielki Czwartek…

….to okazja do uświadomienia sobie dwóch rzeczy: wartości sakramentu Eucharystii i wartości kapłaństwa (oraz poniekąd powołania). Do pierwszego sakramentu przystąpić mogą ci, którzy pojednali się z Panem Bogiem, którzy szczerze uświadomili sobie a następnie wyznali podczas spowiedzi swoje przewinienia. Do drugiego natomiast ci, którzy wybrali drogę służby na wyłączność Panu Bogu i przecież nam, ludziom. Dzięki nim, możemy przystąpić do sakramentu pierwszego. I koło się zamyka.

Uświadommy sobie wartość obu sakramentów i zatrzymajmy się nad każdym z nich już prywatnie.

Kończąc…

Środek Wielkiego Tygodnia przyniósł mi prawdziwy pokój serca. Ale gdyby nie pierwsze jego dni, to kto wie, może dalej tkwiłabym w przekonaniu, że ja jestem najważniejsza na świecie. Dziękuję Joannie, za słowa pełne wiary, podczas wtorkowej rozmowy telefonicznej. Jednocześnie korzę się i przepraszam. Myślę, że przyjęcie na siebie części winy, dodając do tego złośliwość rzeczy martwych, jest najbardziej właściwą rzeczą, jaką mogę zrobić.
Ale nie tylko Asię przepraszam, a każdego, kto mógł poczuć się, kto czuł się lub kto dalej czuje się przeze mnie urażony. Pamiętam o Was w modlitwie.