Archiwum

Archive for the ‘adwent’ Category

Koloryt świąt

Jeszcze jedna świeca adwentowa i koniec. Z wolna zbliżamy się do Świąt Bożego Narodzenia. Zastanawiamy się, jakie będą? Czy zdążymy ze wszystkimi przygotowaniami, czy nic ich nie pokrzyżuje? Obyśmy w zdrowiu dotarli do Nowego Roku…


Chcę dziś przystanąć na chwilę przy tej świecy, różowej. Dlaczego właśnie tej, bo jest dla mnie wyrazem prawdziwej radości oczekiwania. Nie myli się z fioletem pozostałych świec i fioletem ornatów używanych podczas ceremonii pogrzebowych. Czarnych niestety już się nie używa. A szkoda.

Dla mnie ten czas jest zupełnie inny. W zeszłym roku mogłam cieszyć się codziennymi Roratami, mrokiem pięknego barokowego kościoła, nikłym płomieniem świec w lampionach. Roraty były wyznacznikiem oczekiwania na każdy dzień Adwentu. W tym, nie dane jest mi w nich uczestniczyć. Niestety — praca! Czekam na Boże Narodzenie inaczej, ale też z radością. To nie musi być właśnie tak wzorcowo. Bo inaczej, to już nie jest czekanie? Każda tęsknota ma coś w sobie z oczekiwania. To od nas zależy, od naszego nastawienia, jak będziemy oczekiwać. Czy będzie to oczekiwanie niecierpliwe, pełne troski o stół i prezenty, o wystrój? Nie ma w tym nic złego, ono też ma swoją wartość. Jednak czy powinno być na pierwszym miejscu? Może bardziej zrozumiałe było jeszcze kilka dekad temu, gdy w sklepach półki świeciły pustkami. Gdy każdą rzecz, każdy drobiazg trzeba było wystać, wyszarpać własnymi rękoma. Teraz, wszystkiego jest pod dostatkiem. Dlaczego więc nadal żyjemy jak zafiksowani, w pędzie, hałasie, nerwach? Daliśmy się wytresować mediom i reklamie! Czy kupno najmodniejszej kreacji i najnowszego sprzętu, to szczyt naszych marzeń? A może spłycenie ich do pożądania i zaspokojenia tej konkretnej zachcianki… Zgubiliśmy w tej tresurze poczucie smaku i sytości! Pragniemy, a może tylko zazdrościmy, pożądamy, osiągamy i na tym się kończy? Kiedyś, człowiek potrafił docenić to co ma, przez trudność z jaką na to zapracował i zdobył. Skupiał się przede wszystkim na potrzebnych rzeczach w codzienności.
Dziś, często wiedziony kolejną reklamą wymuszającą na nim kupno, bezmyślnie poddaje się manipulacji, która ma na imię „moda”. Przykład: w tamtym roku ozdoby choinkowe musiały być w kolorze złota a w tym koniecznie musi być na niebiesko. A czy przy zeszłorocznej choince Święta się nie odbędą? Karp będzie smakował inaczej? Prezenty będą do kitu, tylko dlatego, że oświeci je blask złotych światełek, a nie niebieskich? Może warto przystanąć, odetchnąć głęboko i zastanowić się, jak bardzo daliśmy się wmanipulować, by zaspokajać czyjeś wymyślone naprędce pomysły czy nabijać kieszeń pośrednikom. Bo przecież większość produkcji jest wytwarzana zupełnie w innej części świata i przez ludzi, którzy nie wiedzą, co to Święta Bożego Narodzenia. Może warto przystanąć, otrząsnąć się i poszukać właściwej perspektywy Świąt! czego i Wam życzę 😉

Czyściec, moja gotowość na…

Weszliśmy w kolejny Adwent. Czy jesteś już gotowy(-a) na przyjście? O jakim przyjściu myślisz? Tym pierwszym, a może tym ostatnim? Bo jeśli okaże się, że to ostatni Adwent w Twoim życiu?

Chcę dziś, u progu Adwentu połączyć pewną klamrą koniec listopada…

Z Koronki do Miłosierdzia Bożego…


„Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie krwi mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie…
O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha
i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości”.

Dla chrześcijan śmierć jest chwilą przejścia z tego świata do Nieba. Dlaczego więc tak często boimy się śmierci? Bo jest początkiem czegoś nowego, nieznanego, zaskakującego, wykraczającego poza nasze wyobrażenia? Bo lękamy się Miłosierdzia? Bo nie ma w nas bezgranicznej ufności Bogu?

W tradycji Kościoła znane są tzw. Ćwiczenia Jerozolimskie, które polegają na codziennej Medytacji nad spotkaniem Boga żywego, w Niebie. Śmierć człowieka jest powszechnie uznawana za smutną i nieprzyjemną okoliczność, przede wszystkim dlatego, że jej przyczyną jest zerwanie więzi towarzyskiej i rodzinnej ze zmarłym. Pierwszym zjawiskiem zachodzącym w czasie śmierci jest oddzielenie duszy od ciała (tymczasowe) na czas, w którym dusza zachowuje tajemniczą więź z ciałem, pragnąc ponownego złączenia się z nim, w dniu powstania z martwych. Kościół daje do wierzenia, że pomiędzy śmiercią osobistą, sądem szczegółowym i powrotem Pana Jezusa jest czas pośredni. Papież Benedykt XVI mówił, że… „Na sądzie szczegółowym będziemy sądzeni z tego, w jaki sposób odrzucaliśmy i przyjmowaliśmy darmową miłość Boga w naszym życiu. Według Benedykta XVI czyściec jest raczej „przedsionkiem nieba”, choć wielu z nas kojarzy się z cierpieniem. „W nim już nadzieja zbawienia staje się pewnością, a czyściec jest drogą do pełnej szczęśliwości dla tych, którzy są w sytuacji otwarcia się na Boga, lecz w sposób niedoskonały.” Według niego: „Jest to jednak błogosławione cierpienie, w którym święta moc Bożej miłości przenika nas jak ogień, abyśmy w końcu całkowicie należeli do siebie, a przez to całkowicie do Boga.”
Czyściec to nie jest obóz karny jak sądził Tertulian, w którym człowiek musi pokutować, to jest przemiana, proces, w którym człowiek staje się zdolny do wspólnoty z Bogiem, Jezusem Chrystusem i wspólnotą Świętych. Tym, co ratuje człowieka przed piekłem i wiecznym potępieniem, jest jego „tak” na Bożą Miłość. Jest to czas dojrzewania do tej Miłości. Wg wizji św. Katarzyny z Genui dusze czyśćcowe nie mogą oglądać Boga twarzą w twarz, ale mają one pewność zbawienia. W czyśćcu dusza ma pośredni kontakt z Bogiem poprzez Świętych obcowanie i modlitwę. Nie może sama już niczego naprawić, może jedynie gorliwie pokutować, widząc teraz wyraźnie swoje winy. Bo nie może ich już po ludzku usprawiedliwić, zataić, umniejszyć, nie zauważyć. Jest to więc bolesne dochodzenie duszy do absolutnie doskonałej miłości, koniecznej do osiągnięcia szczęścia w Niebie razem z Bogiem. Osoby pielgrzymujące na tej ziemi mogą ofiarowywać w intencji dusz zmarłych, pokutujących, swe umartwienia i dobre uczynki. W Kościołach katolickich praktykowana jest także modlitwa wiernych za zmarłych, w formie wypominek. „Po śmierci życie Twoich wiernych, Panie, zmienia się, ale się nie kończy” – jak głosi pierwsza prefacja za zmarłych z Mszału rzymskiego. Modlitwa tych, którzy pielgrzymują jeszcze na ziemi potrzebna jest tym, którzy przeszli przez śmierć. Dlatego wiara Kościoła odnosi zbawienne skutki Ofiary Mszy świętej także do zmarłych – gdy zamawiamy Msze za zmarłych. I odwrotnie – zmarli, którzy weszli już do odpoczynku Królestwa, mogą się wstawiać za zmarłych poddanych oczyszczeniu w czyśćcu, oraz za wiernych na ziemi. Można też prosić Świętych bezpośrednio o modlitwę, np. w Litanii do wszystkich Świętych.

W Rzymie, nieopodal Watykanu, w położonym nad Tybrem małym kościele Sacro Cuore del Suffragio (Wstawiennictwa Najświętszego Serca) znajduje się Muzeum Dusz Czyśćcowych. Jego kolekcji nie tworzą dzieła sztuki sakralnej, ale fizyczne dowody na istnienie czyśćca, „pozostawione” przez dusze w czyśćcu cierpiące, które miały się upominać u swoich bliskich o modlitwę w ich intencji.
Historia powstania samego kościoła i muzeum rozpoczęła się w 1897 roku, kiedy w małej kaplicy, która kiedyś stała w tym samym miejscu, wybuchł pożar. Pośród płomieni ks. Victor Jouët, który szczególnie ukochał modlitwę za zmarłych, zauważył na ścianie obraz smutnej, cierpiącej twarzy. Zakonnik był przekonany, że to jakaś dusza woła o pomoc, więc nie tylko zachował ten wizerunek, ale także postanowił odbudować kościół i zadedykować go właśnie duszom w czyśćcu cierpiącym.
Co można zobaczyć w zakrystii kościoła Sacro Cuore del Suffragio, bo to właśnie w niej znajduje się Muzeum Dusz Czyśćcowych?

  • Wypalony w drewnie ślad dłoni.
    Na tym fragmencie drewna z biurka należącego do Sługi Bożej matki Isabelli Fornari, która była przeoryszą klarysek w Todi, widać wyraźny odcisk dłoni. Według przekazów 1 listopada 1731 r. zostawił go zmarły opat benedyktynów z Mantui, o. Panzini. Miał w ten sposób dać znać, że cierpi w czyśćcu i potrzebuje modlitwy.
  • W tym samym czasie matka Isabella poinformowała swojego spowiednika, o. Isidoro, że udręczona dusza położyła jej rękę na rękawie, wypalając w nim dziurę. I fragment biurka, i spalonego ubrania znajdują się w kolekcji muzeum.
  • Odcisk dłoni na koszuli nocnej.
    W 1789 r. Joseph Leleux, który zdecydowanie nie prowadził świątobliwego życia, przez 11 kolejnych nocy słyszał jakieś dziwne odgłosy. Potem, 21 czerwca 1789 r., zobaczył swoją zmarłą matkę, która nawoływała go do nawrócenia i modlitwy za bliskich zmarłych. Następnie położyła dłoń na jego koszuli nocnej, wypalając na niej odcisk. Leleux później rzeczywiście diametralnie zmienił swoje życie, a nawet założył stowarzyszenie dla świeckich katolików.
  • Wypalone odciski palców na szlafmycy.
    W 1875 roku Luisa Le Sénèchal, która zmarła dwa lata wcześniej, ukazała się swojemu mężowi Luigiemu. Prosząc go o modlitwę i mszę w jej intencji, zostawiła wypalone ślady pięciu palców na jego szlafmycy.

W tych historiach powtarza się motyw wypalonych śladów. Bo: „Zwęglone obrazy, które przechowujemy w muzeum, są symbolem ognia, który płonie, ale jednocześnie oczyszcza. Stopniowo wypala i oczyszcza dusze przebywające w czyśćcu. Choć my widzimy fizyczną manifestację tego ognia, to dla dusz czyśćcowych jest to ogień wewnętrzny” jak mówi kustosz muzeum.

O duszach czyśćcowych wspomina wielu świętych Kościoła, choćby ś. Faustyna Kowalska.


„Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe.” (Dz. 20)

Także o. Pio z Pietrelciny przez całe życie był gorliwie oddany duszom czyśćcowym. Na co dzień doświadczał zjawisk nadprzyrodzonych, był świadkiem manifestacji pokutujących dusz, rozmawiał z nimi i potrafił im pomóc. To, co innych napawało trwogą, dla niego było częścią powołania. Dusze czyśćcowe w sposób sobie wiadomy przychodziły do o. Pio najczęściej, wtedy gdy przebywał on samotnie zatopiony w modlitwie lub gdy klęczał w chórze zakonnym. Cel tych wizyt był prawie zawsze ten sam: dusze czyśćcowe szukały pomocy i ratunku w modlitwach, cierpieniach i Mszach ofiarowanych za nie przez umiłowanego ich orędownika u Boga — o. Pio.

Dusze zmarłych mogą jedynie liczyć na naszą pomoc w postaci modlitw, wypominek, odpustów i Mszy świętych. Może więc, zamiast narzekać na to, co nieuniknione, użalać się nad sobą i pustką po niechcianym odejściu, psioczyć na tych, którzy nam kiedyś zawinili, w swojej zaciekłości gniewać się na nieobecnych, wracać z lubością do ich wad i przewinień za życia, spróbujmy pogodzić się, zdążyć przebaczyć im będąc tu na ziemi, jeszcze w trakcie naszego życia, byśmy mogli kiedyś razem, cieszyć się obcowaniem ze Świętymi i Bogiem w Niebie!

Swego czasu na obrazku prymicyjnym młodziutkiego kapłana przeczytałam takie słowa:

„Dziękując Panu Bogu i Matce Najświętszej za dar powołania, Rodzicom za dar życia, a wam wszystkim, których Bóg postawił na mojej drodze, za to, że jesteście, jednocześnie ośmielam się prosić o modlitwę za mnie, niegodnego sługę Pańskiego, za mojego życia i po mojej śmierci. Zawierzam Ci Panie także tych, do których mnie poślesz.” A.D. 2015.


Ten obrazek znalazłam przypadkiem kilka lat później, w kaplicy szpitalnej, gdzie w okresie lata 2015 r., wspomniany ksiądz posługiwał. Nie znałam go zbyt dobrze. Pamiętam, nasze spotkanie na jednym z oddziałów i Komunię, której mi wtedy udzielił. Na wspomnienie tego spotkania i jego słów z obrazka przeszły mnie ciarki, bo ten młody człowiek mający przed sobą całe życie, w zapobiegliwości a może w świetle łaski Bożej, pomyślał o modlitwie po jego śmierci. Nie spodziewał się pisząc te słowa, że ta śmierć nadejdzie tak niespodziewanie i szybko, tragicznie, 11.03.2016 r., niecały rok po święceniach kapłańskich… Uznałam ten obrazek za taką właśnie prośbę o modlitwę z czyśćca. Spełniam tę jego prośbę, codziennie…

Czuj, czuj, czuwaj!

Dziś rozpoczyna się Adwent - czas oczekiwania na przyjście Zbawiciela - www. gosc.pl

Czuwać to iść za Panem, wybierać to, co wybrał Chrystus, kochać to, co On ukochał, upodabniać swoje życie do Jego życia; czuwać to przeżywać każdą chwilę w cieniu Jego miłości, nie dając się pokonać nieuniknionym trudnościom i problemom codziennego życia.

Benedykt XVI, Homilia z 30.11.2008 r.

Stajemy u progu rozpoczynającego się nowego roku liturgicznego. Dziś rozpoczyna się Adwent, radosny czas oczekiwania na przyjście Chrystusa. Jak wykorzystać ten czas, który pozostał? Na jakie przyjście czekamy? Jak się przygotować? Co wydaje się być najważniejsze?

Od jakiegoś czasu w Ewangelii przewija się nagminnie słowo CZUWAJCIE, odbijając się jakby echem każdego dnia na nowo. Można je przyrównać do pozdrowienia CZUWAJ! wprowadzonego wiele lat temu do polskiego harcerstwa. Zawołanie to znane było już i używane w średniowiecznej Polsce, ponieważ strażnicy murów miejskich i bram, w czasie, gdy nocą pełnili swoją służbę, nawoływali się przeciągłym CZU – WAJ! Miało to za zadanie, zapobiec zasypianiu strażników. To samo: CZUWAJCIE wielokrotnie można znaleźć na kartach Nowego Testamentu, jak choćby w Ewangelii św. Mateusza w rozdziałach 24.-26. a także u św. Marka w rozdziale 13. i 14., oraz u Łukasza Ewangelisty w rozdziale 21. Znajdziemy je również w Dziejach Apostolskich i kilku Listach. Papież Benedykt XVI bardzo dobrze ujął w słowa to kluczowe „CZUWAJCIE” przewijające się przez czas Adwentu. Ten Adwent nie będzie taki sam jak wcześniejsze, czy to się komuś podoba czy nie. Od jakiegoś czasu, zmienia się świat realny wokół nas. Może nie wszyscy zechcą zauważyć, że wokół szaleje wirus?, że w dobrym tonie stało się łamać wszelkie prawa?, że dobry gust to dobra okazja do nadużycia wszystkiego co się da, bez hamulców… Może będziemy się zachowywać, jakby nic się nie stało? Tylko czy nasz upór zdoła zatrzymać śmierć? Może ten Adwent jest moim i Twoim, ostatnim w życiu?

Adwentowe przygotowanie - Portal Szydłowiecki

Może nagle tuż przed bajecznymi świętami, wymarzonymi w odległym zakątku świata, okaże się, że pozostało kilka dni, kilka godzin tchu?, że naćpany lub pijany gość postanowił przejechać kogoś na przejściu, bo pomylił go z króliczkiem? Czy zdążysz w ostatniej chwili? Nie pomylisz z rozpędu wakacyjnej oferty last minute z przejazdem na tamtą stronę życia? Czy zdołasz swoim sprytem i przebiegłością załatwić wszystkie sprawy? Czy zastawiony stół, choinka, kilka kolęd, stos kolorowych prezentów, jedna spowiedź w roku, to wszystko, na co Cię stać przed Chrystusem? A co z duszą, z poczuciem winy, z wyrzutami sumienia, z brakiem przebaczenia, z niespełnionymi obietnicami, przysięgami bez pokrycia, grzechem ciężkim schowanym na dno sumienia? Czy jeśli nagle okaże się, że dziś staniemy przed Bogiem, będziemy mieć przy sobie na tyle mocne argumenty, by usprawiedliwić się przez Stwórcą? Czy jesteśmy na to gotowi? Tam będziemy sądzeni tylko z miłości, z czynów przepełnionych tą miłością. Tam nie będzie transparentów, haseł, ideologii, tytułów, konta bankowego, znajomości, popleczników, kumpli, czy wymówek… Co weźmiemy tam ze sobą w rękach? Może warto więc wykorzystać te dni, by czuwając przypomnieć sobie o rodzinie czy znajomych, dawnych przyjaciołach, z którymi nie rozmawiamy od lat, bo… już nawet nie pamiętasz dlaczego? Wykorzystaj telefon czy laptop na długą serdeczną rozmowę, na wyjaśnienie spraw, które kiedyś się zagmatwały! Może warto spędzić kilka dni z najbliższymi, bez pośpiechu, szukania kolejnych promocji przedświątecznych w sklepach? Czasem jedna partyjka Scrabbli czy Szachów, jedna rozmowa, jedno przytulenie do serca, więcej znaczy niż najnowszy, najbardziej wyszukany gadżet. Może warto zajrzeć do Kościoła na Roraty wcześnie rano, przed pracą? Zdziwisz się ilu ludzi potrafi tak wcześnie wstać, by przyjść na spotkanie z Chrystusem? Myślisz, że oni nie potrzebują tyle snu? On-line to nie to samo co w realu. Spróbuj pojechać na narty do Szwajcarii on-line albo na Karaiby? Tapeta z palmą, konfetti zamiast śniegu i aerozol o zapachu morza… Teraz rozumiesz lepiej różnicę? CZUWAĆ, to tracić czas dla Niego. Tracić czas realnie: na dbałość o czystość duszy, na gotowość posługi, na przezwyciężanie trudności, na zmagania z własną słabością, trudem życia, na zatrzymanie się w biegu i wyciszenie, na uważność dla drugiego człowieka, na rozmowę bez liczenia czasu, na modlitwę we wszystkich tych intencjach i sytuacjach, co do których mamy pewność, że nie mamy żadnej pewności. Co pozostanie? Właśnie to, co weźmiemy tam ze sobą. Tracenie czasu dla Jezusa jest zyskiwaniem czasu na wieczność… Bo „czuwać to przeżywać każdą chwilę w cieniu Jego miłości…” Nie śpij, szkoda czasu. Zbudź się. Adwent to radosny czas oczekiwania. Poszukaj tej radości w sobie i wokół siebie, póki masz jeszcze czas…

Rorate caeli desuper

14 grudnia 2016 Dodaj komentarz

W czasie adwentu katolicy chodzą do kościoła na roraty. Roraty – co to za msza? Skąd się wzięła nazwa mszy roratniej? Jakie znaczenie mają roraty dla osób wierzących? Jakie są zwyczaje związane z mszą roratnią?

Tradycyjną mszą świętą odprawianą w okresie adwentu są tzw. roraty. To msza odprawiana ku czci Marii Panny, na pamiątkę tego, że przyjęła nowinę zwiastującą fakt, że zostanie matką Jezusa. Roraty odprawiane są bardzo rano, zwykle o godzinie 6.00 lub 7.00 – co oczywiście zależy od parafii. W wielu kościołach, by ułatwić wiernym uczestnictwo w tej adwentowej mszy, przenosi się ją na popołudnie – dotyczy to szczególnie parafii w miastach. Msza roratnia jest niezwykle nastrojowa, dlatego chętnie uczestniczą w niej dzieci i liczni wierni. Rozpoczyna się przy wyłączonych światłach, mrok kościoła rozpraszają jedynie świece i lampiony przyniesione przez wiernych. Dzieci zazwyczaj na początku Mszy świętej idą w procesji z kruchty do ołtarza z lampionami w ręku. Dopiero na śpiew „Chwała na wysokości Bogu” zapala się wszystkie światła w świątyni.

Skąd wzięła się nazwa roraty?
W Polsce, według zachowanych dokumentów, najstarsze ślady Mszy św. roratniej pojawiają się w XIII w. Mówią o rzeszach wiernych gromadzących się na roratach w katedrze wawelskiej. Brali w tych mszach udział król, duchowieństwo, senatorowie, szlachta, rycerze, mieszczanie i chłopi. Nazwa „roraty” pochodzi od pierwszych słów pieśni towarzyszącej rozpoczęciu Mszy św. w okresie adwentu: „Rorate coeli de super… (niebiosa rosę spuśćcie nam z góry…)”. Uczestnicy roratów kolejno zapalali jedną świecę siedmioramiennego świecznika wypowiadając słowa: „jestem gotowy na sąd boski”. W nawiązaniu do tej tradycji symbolem gotowości wiernych na przyjście Jezusa są dziś cztery świece zapalane w kościele i w domach, w wieńcach adwentowych, w kolejne tygodnie adwentu.

Dlaczego świece nazywamy świecami roratnimi?
Podczas roratów ma miejsce rytuał zwyczaj zapalania specjalnej świecy na ołtarzu. To od niej właśnie wierni zapalali kiedyś woje świece. Świeca roratnia (zwana też roratką) zazwyczaj jest ozdobiona mirtem, a często też niebieską wstążką, symbolizującej Maryję, która jako jutrzenka zapowiada przyjście pełnego światła – Chrystusa. Na mszę roratnią wierni przychodzą często ze świecami – ozdobionymi lub umieszczonymi w specjalnych lampionach na roraty. Świece i lampiony wyrażają czuwanie, światło jest też wyrazem radości z bliskiego już przyjścia Chrystusa.

1. Czekam na Ciebie, Jezu mój mały,
Ciche błagania ku niebu ślę.
Twojego przyjścia czeka świat cały.
Sercem gorącym przyzywa Cię.

Ref.: Spójrz, tęskniony na tej ziemi,
Przybądź, Jezu, pociesz nas!
Szczerze kochać Cię będziemy.
Przyjdź, o Jezu, bo już czas!

2. Usłysz Maryjo głos Twoich dzieci,
Tyś naszą Matką na każdy dzień.
O daj nam Słońce, które rozświeci
Grzechu i błędu straszliwy cień.

Ref.: Spójrz, tęskniony na tej ziemi,
Daj nam Zbawcę, Dziecię twe,
My dla Niego żyć pragniemy,
Jemu damy serca swe.


A czy Ty masz jakieś wspomnienia związane z roratami? 

Zdjęcia pochodzą z Fb parafii pw. Św. Maksymiliana Kolbego w Sierpcu

„Odwagi! Nie bójcie się!” Iz 35, 4bc

       gaudeteNiedziela Gaudete zwana niedzielą różową (ze względu na kolor szat, jakich tego dnia się używa)  ale przede wszystkim niedzielą radości. Półmetek Adwentu oznacza zbliżające się Święta Bożego Narodzenia a co za tym idzie ogłasza nadchodzącą radość.

       Każdy z na lubi owe ciepełko rodzinne, atmosferę, zapach mandarynek, żywej choinki, potraw czekających na świątecznie ozdobionym stole, wspólne śpiewanie kolęd, pasterkę itd. itd. itd.

       Ale żeby tego doczekać trzeba przede wszystkim przygotować się duchowo. I o takich duchowym przygotowaniu czytamy w czytaniu z dzisiejszej jutrzni.

„Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła.”

Rz 13,11-12

             Przyoblec się w zbroję światła- jak?  Jak to zrobić w czasie Adwentu? Sprawa prosta lecz wymagająca od nas niemałego wysiłku. Pierwsze- roraty. Choć jest już połowa Adwentu i połowa rorat za nami, to mimo wszystko warto się obudzić i usłyszeć ten ostatni dzwonek, by rano wstać mimo zmęczenia i ruszyć z lampionem do kościoła. Sama postawiłam sobie wymaganie by, gdy mam na późniejsza godziną do pracy, wstać na roraty- póki co się udaje, więc polecam. Rzecz druga- adwentowe rekolekcje. W każdej parafii możemy owe przygotowanie zastać. Do wyboru do koloru. Gdzie chce, z kim chce, dlaczego tam a nie tu. Co do tej kwestii szczęścia nie miałam, wybrałam rekolekcje parafialne, by przy okazji towarzyszyć mamie w owym wysiłku. Po zakończonych rekolekcjach usłyszałam od przyjaciela słowa, że choć nie ubogaciłam się słowem, to ofiara tego czasu na rzecz czegoś, również ma swój konkretny cel. I dlatego rekolekcje potraktowałam jako ofiarę.  Sprawa trzecia- spowiedź. Kwestia chyba najbardziej wymagająca. Wymagająca wysiłku ale i odwagi. To nie jest takie hop siup, czary-mary, hokus-pokus i abrakadabra i nie mam grzechu. No, nie. Nie tak. To przede wszystkim stanięcie w prawdzie, w prawdzie o sobie i w prawdzie przed Panem Bogiem. Przyznaję się do WSZYSTKICH win, grzechów, złych uczynków. Przyznaję się, że zrobiłem/ zrobiłam to JA, a nie bo Maciek mnie sprowokował. Mamy wolną wolę wiec to MY decydujemy i wybieramy dobro albo zło. SZCZERZE się spowiadam, a nie ‘wyznam tylko te grzechy, które są najlżejsze ze wszystkich, a o reszcie wspomnę w regułce <<Więcej grzechów nie pamiętam>’ Error! Tam jest Chrystus, tam w konfesjonale. On brzydzi się GRZECHEM a nie CZŁOWIEKIEM. Więc… no właśnie! Po co się bać? Pamiętać trzeba o porzuceniu WSZELKIEGO PRZYWIĄZANIA DO GRZECHU a więc ŻAŁOWAĆ i ZADOŚĆUCZYNIĆ.

         Owe praktyki nie są jedynymi, które przygotują nas na ponowne Boże Narodzenie, na ponowny czas radości by się prawdziwie radować, zaczynając od dzisiejszej niedzieli, niedzieli GAUDETE. Skorzystajcie z podpowiedzi. Dbajcie o swój rozwój duchowy, dbajcie o swoje dobre imię i dbajcie o dobry kontakt z tym, który już niedługo przyjdzie ponownie na świat i od nowa przeżywać będziemy historię Bożego Narodzenia.

Wierzysz w to?

4 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Adwent to nie tylko czas, w którym przygotowujemy się do Narodzenia naszego Pana. Adwent to czas by przyjrzeć się naszemu życiu i naszej wierze. Jezus był z nami ale obiecał nam, że ponownie wróci na ziemię a Dzieje Apostolskie mówią o tym tak:

Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzicie Go wstępującego do nieba

A my wyznajemy to w każdą niedzielę:

I ponownie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a królestwo Jego nie będzie końca.

Nie wiemy kiedy to nastąpi, jedynie możemy się domyślać ale nie znamy konkretnego dnia ani konkretnej godziny. Jezus przyjdzie i to jest fakt. Ale co będzie przed tym przyjściem? Jak będzie wyglądać nasze życie przed Jego przyjściem? I jak już ono wygląda? Bo wielu z nas odejdzie z tego świata jeszcze przed Sądem Ostatecznym, niektórzy z nas będą oczekiwać tego Sądu w niebie.

Czy boimy się śmierci? Temat poruszany rzadko, temat nie lubiany przez dziennikarzy, pisarzy, artystów. Śmierć często kojarzy się z cierpieniem, z bólem. Ale czy tak serio jest? Czy będziemy cierpieć?

Możemy sobie tylko wyobrażać co będzie w niebie. Jedni mówią o wszystkich dobrach, które są na ziemi, a inni o tym, że będziemy nieustannie wielbić Boga. Ale nikt nie jest tego na 100% pewien. A czy Ty boisz się śmierci?

W książce NIEBO ISTNIEJE… NAPRAWDĘ! poznałem historię chłopca, który przeżył śmierć kliniczną. Miał on wtedy trzy lata. W wieku czterech lat zaczął opowiadać co widział. Czterolatek opowiadał o takich rzeczach jakich nawet wielu z nas nie słyszało. Wszystkie jego opowieści pokrywały się z Biblią. I pewnego razu jego ojciec zapytał go czy chce umrzeć, ponieważ przed chwilą potrącił by go samochód a on nie myśląc długo (czterolatek!) odpowiedział: No to dobrze! Będę mógł wrócić do nieba.

Opowiadał o wielu bliskich z rodziny, których nie znał a poznał w niebie. Opowiadał o tym jak wyglądał Jezus. Gdy to czytałem miałem łzy w oczach…

Śmierci nie trzeba się bać! Śmierć będzie jednym z najwspanialszych wydarzeń w naszym życiu! Wtedy spotkamy się z Panem, który, jak mówił Colton jest biały jak śnieg i nadal ma rany po gwoździach… Dlatego Adwent nie jest smutnym oczekiwaniem. Oczekujemy naszego Jezusa! Tego, którego przyjmujemy w Eucharystii, któremu spowiadamy się z naszych grzechów.

Jezus stale przy nas jest!

Stale nam pomaga!

Stale mówi: zaufaj mi!

Stale powtarza: zostaw to mi, ja to naprawię, poskładam!

Stale woła: pójdź za mną!

A Ty? Nadal się boisz z Nim spotkać?

6112

I niedziela adwentu

30 listopada 2014 Dodaj komentarz

Jezus powiedział do swoich uczniów: Uważajcie, czuwajcie, bo nie wiecie, kiedy czas ten nadejdzie. Bo rzecz ma się podobnie jak z człowiekiem, który udał się w podróż. Zostawił swój dom, powierzył swoim sługom staranie o wszystko, każdemu wyznaczył zajęcie, a odźwiernemu przykazał, żeby czuwał. Czuwajcie więc, bo nie wiecie, kiedy pan domu przyjdzie: z wieczora czy o północy, czy o pianiu kogutów, czy rankiem. By niespodzianie przyszedłszy, nie zastał was śpiących. Lecz co wam mówię, mówię wszystkim: Czuwajcie! (Mk 13,33-37)

Na początku Adwentu Jezus przypomina nam o swojej obietnicy: On wróci! Przyjdzie i zobaczymy Go – tak samo jak kiedyś ujrzeli Go mędrcy, żydzi i faryzeusze, dobrzy i źli, mali i duzi… Przyjdzie i zobaczysz Go, Ty i ja.

Adwent jest czekaniem. Inaczej jednak czeka przestępca na sędziego, inaczej uczciwy pracownik na sprawiedliwego pracodawcę, jeszcze inaczej dziecko na wracającego z daleka ojca, a zakochana dziewczyna na tego, który jest miłością jej życia…

Jezus zachęca nas do czujnego oczekiwania, aby móc dostrzec znaki Jego bliskiego nadejścia. W przypowieści o synu marnotrawnym kochający ojciec, chociaż musi doglądać swojego majątku, wychodzi poza rozległe posiadłości i wypatruje syna. Nie wątpi w jego powrót i kiedy tylko dostrzega go z daleka, biegnie i bierze go w ramiona.

Czuwać to kochać. A ten, kto kocha, pragnie być z umiłowanym. Ten, kto kocha, czeka i tęskni. Ten, kto ma obietnicę spotkania, przygotowuje się do niego z największą starannością. Zostawia „swoje” sprawy, niekończące się prace i zobowiązania… i wybiega na spotkanie z Tym, który kocha do szaleństwa.

A Ty? Jak czekasz na zakochanego w Tobie Boga? Czy tęsknisz za Nim czasem? Czy wychodzisz Mu naprzeciw? Zaryzykujesz zmianę tempa napotykając adwentowy znak „STOP!” na drodze Twego biegu codzienności? Czy chciałbyś się wreszcie znaleźć w Jego ramionach?
Wiedz, że Bóg jako pierwszy przeżywa ten Adwent (łac. adventus – przyjście). Jezus czeka na Ciebie. Na Twoje przyjście. I dopiero wtedy, gdy Adwent Boga spotka się z Adwentem człowieka, naprawdę dzieje się Boże Narodzenie.

Bóg ma słabość do swego stworzenia, dlatego przyszedł jako słabe Dzieciątko. A Ty, na jakiego Boga czekasz?

s. Maria Magdalena OSU

Czwarta niedziela adwentu

22 grudnia 2013 Dodaj komentarz

Dziś ostatnia niedziela adwentu… W naszych domach zapewne pachnie już piernikami, ciastami, a w tych dniach jest coraz więcej krzątaniny, pośpiechu i świątecznych przygotowań, ale jedank to wciąż adwent, choć o Bożym Narodzeniu sklepy przypominają nam już od listooada, a księża cały adwent nawołują do nawrócenia. Czy poza przygotowaniem domu, przygotowałeś także swoje serce? Czy wypełniłeś polecenie Pana: Przygotujcie drogę Panu, dla Niego prostujcie ścieżki! (Mk 1,3)? Czy Twoje serce jest tak samo czyste jak Twój dom? Czy przeżyłeś prawdziwe nawrócenie? Czy zmieniłeś swoje życie w tym błogosławionym czasie? Czy przygotowałeś się do na przyjście Pana? Czy jesteś gotowy na Jego powtórne przyjście? Czy ważniejsze są dla Ciebie prezenty, świateczne zakupy, porządku w domu oraz góry jedzenia, z którego część wyląduje w śmieciach?

Kategorie:adwent, Przemyślenia

Oto on! Oto nadchodzi!

21 grudnia 2013 Dodaj komentarz

Cicho! Ukochany mój!
Oto on! Oto nadchodzi!
Biegnie przez góry,
skacze po pagórkach.
Umiłowany mój podobny do gazeli,
do młodego jelenia.
Oto stoi za naszym murem,
patrzy przez okno,
zagląda przez kraty.
Miły mój odzywa się
i mówi do mnie:
«Powstań, przyjaciółko moja,
piękna moja, i pójdź!
Bo oto minęła już zima,
deszcz ustał i przeszedł.
Na ziemi widać już kwiaty,
nadszedł czas przycinania winnic,
i głos synogarlicy już słychać
w naszej krainie.
Drzewo figowe wydało zawiązki owoców
i winne krzewy kwitnące już pachną.
Powstań, przyjaciółko moja,
piękna moja, i pójdź!
Gołąbko moja, ukryta w zagłębieniach skały,
w szczelinach przepaści,
ukaż mi swą twarz,
daj mi usłyszeć swój głos!
Bo słodki jest głos twój
i twarz pełna wdzięku».
Pnp 2, 8-14

W domach świąteczne przygotowania w pełni. Choinki zapewne już poubierane, ciasta w piekarnikach, sprzątanie wre. Wszystko po to, żeby dom był gotowy na przyjęcie gości. A Czy Twoje serce jest gotowe na przyjęcie Najważniejszego Gościa – Jezusa?

Kategorie:adwent, czytanie z dnia

Niepokalane Poczęcie NMP

8 grudnia 2013 Dodaj komentarz

20060221_maryja

Bądź pozdrowiona, Pani, Święta Królowo!

Bądź pozdrowiona, Pani, święta Królowo, święta Boża Rodzicielko, Maryjo, która jesteś Dziewicą, uczynioną Kościołem

i wybraną przez najświętszego Ojca z nieba, Ciebie On uświęcił z najświętszym, umiłowanym Synem swoim i Duchem Świętym, Pocieszycielem,

w Tobie była i jest wszelka pełnia łaski i wszelkie dobro.

Bądź pozdrowiona, Pałacu Jego, Bądź pozdrowiona, Przybytku Jego, Bądź pozdrowiona, Domu Jego.

Bądź pozdrowiona, Szato Jego, Bądź pozdrowiona, Służebnico Jego, Bądź pozdrowiona, Matko Jego.

I wy wszystkie święte cnoty, które Duch Święty swą łaską i oświeceniem wlewa w serca wiernych, abyście z niewiernych uczyniły wiernych Bogu.

(św. Franciszek z Asyżu)

Dogmat o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny ogłosił  uroczyście 8 grudnia 1854 r. bullą „Ineffabilis Deus” Pius IX. Uczynił to w Bazylice św. Piotra w Rzymie w obecności 54 kardynałów i 140 arcybiskupów i biskupów.

Pisał  tak: „Ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć. Tym samym kto by tej prawdzie zaprzeczał, sam wyłączyłby się ze społeczności Kościoła, stałby się odstępcą i winnym herezji. Maryja od momentu swojego poczęcia została zachowana nie tylko od wszelkiego grzechu, którego mogłaby się dopuścić, ale również od dziedziczonego przez nas wszystkich grzechu pierworodnego. Stało się tak, chociaż jeszcze nie była wtedy Matką Boga. Bóg jednak, ze względu na przyszłe zbawcze wydarzenie Zwiastowania, uchronił Maryję przed grzesznością. Maryja była więc poczęta w łasce uświęcającej, wolna od wszelkich konsekwencji wynikających z grzechu pierworodnego (np. śmierci – stąd w Kościele obchodzimy uroczystość Jej Wniebowzięcia, a nie śmierci). Przywilej ten nie miał tylko charakteru negatywnego – braku grzechu pierworodnego;posiadał również charakter pozytywny, który wyrażał się pełnią łaski w życiu Maryii.”

Modlitwa do Niepokalanej o życie w świętości.

Dziewico Niepokalana, Matko Boga prawdziwego i Matko Kościoła! Ty, która objawiasz Twoją łaskawość i współczucie dla wszystkich, którzy pod Twoją uciekają się opiekę, wysłuchaj modlitwy wznoszonej do Ciebie z synowską ufnością i przedstaw ją Twemu Synowi, Jezusowi, naszemu jedynemu Odkupicielowi. Matko miłosierdzia, Nauczycielko ukrytej i cichej ofiary, Tobie, wychodzącej na spotkanie nam, grzesznikom, oddajemy w tym dniu całą naszą istotę i całą naszą miłość. Oddajemy Ci także nasze życie, naszą pracę, nasze radości, nasze słabości i nasze cierpienia. Udziel pokoju, sprawiedliwości i pomyślności naszym dniom, gdyż wszystko, co mamy i czym jesteśmy, powierzamy Twojej pieczy, Pani i Matko nasza. Chcemy całkowicie należeć do Ciebie, z Tobą iść drogą pełnej wierności Chrystusowi w Jego Kościele: prowadź nas zawsze swoją miłościwą ręką. Daj naszym ogniskom rodzinnym łaski, by szanowały i kochały poczynające się życie tą samą miłością, z jaką Ty w Twoim łonie poczęłaś życie Syna Bożego. Święta Dziewico, Maryjo, Matko pięknej miłości, strzeż nasze rodziny, by zawsze trwały w zgodzie, i błogosław wychowaniu naszych dzieci. Nadziejo nasza, spójrz na nas z litością, naucz nas nieustannie iść do Jezusa, a jeśli upadniemy, pomóż nam podźwignąć się i wrócić do Niego przez wyznanie naszych win i naszych grzechów w sakramencie pokuty przynoszącym spokój duszy. Błagamy Cię, udziel daru umiłowania wszystkich świętych sakramentów, które jako znaki pozostawił dla nas Twój Syn na ziemi. Wtedy, Matko Najświętsza, z pokojem Bożym w sumieniu, z sercem wolnym od złości i nienawiści, będziemy mogli nieść wszystkim prawdziwą radość i prawdziwy pokój, których źródłem jest Twój Syn, Pan nasz Jezus Chrystus, który z Ojcem i Duchem Świętym żyje i króluje na wieki wieków. Amen.