Archive

Archive for the ‘bliźni’ Category

Pokora

25 czerwca 2017 Dodaj komentarz

unsplash_52cd2d19237cd_1

„Szedł kiedyś Makary od bagna do celi niosąc liście i spotkał na drodze diabła, który trzymał sierp. Diabeł zamierzył się na niego sierpem, ale go nie mógł uderzyć. I powiedział: Wielką krzywdę mi wyrządzasz Makary, a nie mogę cię pokonać! Przecież wszystko, co ty robisz, ja także robię. Ty pościsz, a ja nigdy nie jadam; Ty czuwasz, a ja w ogóle nie sypiam. Jest tylko jedna rzecz, którą mnie przewyższasz” – „Jaka” – zapytał Ojciec Makary. A diabeł odrzekł: „Twoja pokora. To przez nią ja ciebie nie mogę pokonać”.

Zastanówmy się dziś czym jest pokora, co ona oznacza i czy potrafimy być pokorni.  Pokora, to umiejętność odniesienia zwycięstwa nie przez obalenie przeciwnika, lecz przez jego pozyskanie. Tysiące razy piękniejszym zwycięstwem jest przekonanie wroga, by w dalszej walce stanął w moim szeregu i walczył o wartości najwyższe, niż powalenie go na ziemię i tryumfalne postawienie swej stopy na jego głowie. Tam, gdzie jest zniszczenie, zwycięstwo jest połowiczne. Pełne ma miejsce jedynie wówczas, gdy przeciwnik staje się przyjacielem. Zamordowanie wroga, to tylko ocalenie siebie. Przemiana wroga w przyjaciela, to ocalenie siebie i ocalenie wroga. Sukces jest pełny. Takie zwycięstwo umie odnieść jedynie pokora. Ona zgodzi się na szereg sytuacji przegranych, na cierpienie, poniżenie, byle tylko przekonać przeciwników o ich niewłaściwej postawie.

I chciałbym aby taka właśnie pokora była w naszym życiu. Pokora, to nie kompleks niższości, to nie bojaźliwe zajmowanie ostatniego miejsca. Ale pokora to też umiejętność przyznania się do błędu, nie zakrywanie go, nie pokazywanie, że zawsze jestem najlepszy, ale ja też potrafię się pomylić, zgrzeszyć. Warto kształtować swoje sumienie pod tym kątem. Warto iść do konfesjonału z pokorą a nie z myślą „przecież to nie moja wina, ja nie zgrzeszyłem, to Kościół ma za wysokie wymagania”.

Szatan bardzo trafnie ocenił w czym tkwi siła Makarego. On sam potrafi naśladować wiele naszych cnót. Szatan jest odważny, potrafi być sprawiedliwy i umiarkowany. Potrafi stosować długomyślność, wdzięczność i usłużność. Nie potrafi jednak być pokornym. Brak zaś pokory uniemożliwia mu zdobycie mądrości. Prawdziwa mądrość jest zawsze pokorna. Konsekwencją tego jest fakt, że nie może kochać. Pokora stanowi istotny składnik mądrej miłości.

Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. To nie człowiek ustalił wielkość bramy do owczarni, to Bóg ustalił jej granice i pokazał człowiekowi jak się tam dostać – pokorą. Inne drogi może i prowadzą do owczarni ale nas do niej nie zaprowadzą.

Można całymi dniami wołać „Pan jest pasterzem moim nie brak mi niczego” ale wiara bez uczynków jest martwa! Wiara bez uczynków jest martwa! Ale aby zacząć spełniać uczynki musimy przyoblec się w pokorę. Czyli, zrozumieć, że mój wróg, który chce mnie pokonać ma stać się moim przyjacielem. To co złe ma stać się dobre! To co złe ma zrozumieć, że jest złe i chcieć stać się dobrym! Ale co zrobić aby pokazać komuś w sposób pokorny, że robi źle?

Pracowała w kuchni. Prawie codziennie wracała nie tylko zmęczona, ale i przybita. Gotuje dobrze i lubi swój zawód. Skąd zatem zniechęcenie na jej twarzy? Przyczynę ujawnia w jednym zdaniu: „Pracowałam w tym zakładzie pięć lat i nigdy nie zrobiłam nic dobrze. Przez tyle lat ani kierowniczka kuchni, ani dyrektor zakładu nie zdobyli się na jedno słowo pochwały czy uznania”. Zabrakło akceptacji. Czuła się obco. Zmieniła miejsce pracy. Dziś nadal stoi przy kuchennym piecu. Pracuje jeszcze więcej niż poprzednio. Wraca jednak do domu z uśmiechem na twarzy. Tak zwierzchnicy, jak i goście przy stolikach cieszą się jej pracą. Została zaakceptowana. Już się nie czuje obco. Z radością wyznaje: „To mój drugi dom”.

Aby pokazać komuś cokolwiek trzeba go zaakceptować, potrzeba akceptacji! Ale takiej, która da poczucie bezpieczeństwa i sprawi radość wewnętrzną, która będzie promieniować na zewnątrz. Akceptacja jest potrzebna człowiekowi do życia, tak jak świeże powietrze do oddychania. Bez akceptacji człowiek się dusi. Dotykamy tajemnicy dobroci ludzkiego serca. Nie ten jest dobry, kto dużo daje, lecz ten, kto potrafi akceptować innych. Dobroć to sztuka przyjmowania drugiego człowieka takim, jakim on jest.

Pamiętam doskonale  jak kilka lat temu próbowaliśmy „nawrócić kolegę” nie było to proste, nie akceptował tego wszystkiego, Kościoła. I po prostu go zaakceptowaliśmy, i wtedy wydarzyło się coś niezwykłego, gdy sam chciał chodzić z nami do kościoła. Poczuł się tam bezpiecznie i spojrzał na Boga naszymi oczami. Oczami otwartymi w sakramencie pokuty i oczyszczonymi przez Eucharystię, ale to nie dałoby rady, gdybyśmy bez pokory nie uklękli i się nie modlili!

Bywają ludzie, którzy w poświęceniu dla drugich spalają się aż do granic możliwości, a mimo to nie są mile widziani w otoczeniu i sami czują się w nim obco. Umieją dawać, ale nie umieją przyjmować. Ta druga sztuka jest ważniejsza. Przyjąć drugiego człowieka, to przyjąć stworzony przez Boga nowy, jedyny i niepowtarzalny świat. Taka akceptacja otwiera wielkie możliwości twórczego rozwoju tak dla akceptowanego, jak i akceptującego. To możliwość wzajemnego ubogacenia.

To jest sposób działania zostawiony przez Jezusa: czynem, słowem i modlitwą. Nie odwrotnie, najpierw czynem! Potem słowem i modlitwą! Jeśli potrafisz połączyć czyn, słowo i modlitwę to potrafisz z pokorą dawać innym miłość! Bo pokora to droga do Boga, innej drogi nie ma!

 

Zostałam mamą

17474725_1668388356510966_736198926_n.jpgKrótka historia o tym jak zostałam mamą.

Adoptowałam dziecko, nie wiem jak ma na imię, bo jego imię jest wypisane na dłoniach Pana Boga. Modlę się, by mi go nikt nie zabrał, by nie dopadły go ręce złych ludzi, by nikt go nie zabił. Chcę je chronić. Mogę zrobić tylko jedno -modlić się.

Czy jestem złą matką, sądząc, że modlitwa załatwi wszystko? Może i tak, może niejeden z was tak pomyśli, może powie, że kolejna katoliczka uzewnętrznia się swoim zamiłowaniem do dewocyjnych zachowań. Dla mnie to nie jest to takie zachowanie, a mój obowiązek bronienia słabszych. Mój brat też mnie bronił przed starszymi chłopakami, też stawał w mojej obronie nie raz i w tym nikt niczego złego nie widział. Bo to nie jest stricte katolicka sprawa, ale jakże podobna do obrony nienarodzonych.

Ale ja jestem z tego dumna. Z tego, że mogłam zostać mamą…duchową. Duchową adopcje podjąć można każdego dnia. Wymiar symboliczny ma ta podjęta 25 marca w uroczystość Zwiastowania, ponieważ od tego czasu równe dziewięć miesięcy kończy się 25 grudnia czyli w Boże Narodzenie.

A Ty co zrobiłeś w obronie nienarodzonych?

Być (nie)przyjacielem

serce-125937Ostatnimi czasy wiele było we mnie jadu, byłam zgorzkniała wobec innych, stanowczo ich odtrącałam, nawet kiedy wprost do nich nie mówiłam, grzeszyłam myślami wykazując tym samym jakieś braki. Doszłam do tego po przypomnieniu sobie pewnego fragmentu, który znając już dużo wcześniej, dopiero teraz wywarł na mnie piętno.

Mowa o fragmencie Ewangelii św. Mateusza pod sam koniec rozdziału piątego, w którym jest zawarte osiem błogosławieństw. Rozdział ten zwieńczają słowa:

„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”

(Biblia Jerozolimska, Poznań 2006)

Najbardziej trafiają do mnie słowa aby miłować tych którzy nas prześladują oraz, że celnicy robią podobnie miłując tylko tych, którzy są dla nich dobrzy. Faktycznie, to żadna zasługa. Nie ma co czekać na brawa z nieba i tekst Pana Boga: Tak Magdaleno, jesteś prawa i wejdziesz do mego królestwa. Kto na takie słowa liczył… może już teraz zacząć od nowa drogę ku chwale Ojca.

Być prześladowanym za wiarę. Odważysz się? Zacznij od najbliższego podwórka. Jesteś w stanie przyznać się kumplowi, ze odmawiasz codziennie modlitwę poranną, wieczorną, że masz różaniec w plecaku? Pochwalisz się swojej kumpeli, że nie pójdziesz w piątek na imprezę, bo jesteś katoliczką i piątek zawsze celebrujesz jako dzień śmierci Jezusa? Powiesz w pracy, że weekend spędzisz nie wylegując się w leżaku tylko na rekolekcjach, weekendzie skupienia? A odważysz się zaprosić kogokolwiek  twojego środowiska, by poszedł z tobą do kościoła na adorację, mszę, na chwilę modlitwy? Powiem szczerze – ja nie.

Nie sprawia mi już problemu mówienie o tym, że uczestniczę w tygodniu we mszy, że podoba mi się nabożeństwo do MB Nieustającej Pomocy w jednej z parafii mojego miasta, że odmawiam różaniec, że jeździłam na rekolekcje oazowe, że wiara jest dla mnie priorytetem, że nie zgadzam się z pewnymi, wbrew mojemu katolickiemu wychowaniu, rzeczami, które dzieją się we współczesnym świecie. Ale nie mam w sobie jeszcze chyba tyle odwagi, by zaprosić kogoś prosto w oczy do wspólnej modlitwy. A tym bardziej swojego wroga.

Może odbiegłam trochę od tematu, ale jednak ma to jakiś związek. Na pewno z byciem prześladowanym za wiarę. Boimy się przyznać do naszego Niebieskiego Ojca przed drugim człowiekiem. Boimy się jego słów, boimy się reakcji, boimy się zranienia, odrzucenia czy też niezrozumienia. Najczęściej przemilczymy wszystkie „wiarowe” kwestie.

Może zabrzmi to zbyt dosadnie, ale czyż takie argumenty nie przemawiają do nas najbardziej? W Ewangelii św. Łukasza jest wyraźnie powiedziane (przy scenie ukrzyżowania Jezusa): Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”(por. Łk 23,34), a w Dziejach apostolskich „Panie, nie licz im tego grzechu” (por. Dz 7,60). Możemy nasze czyny porównać do grzechu, w zasadzie nie przyznając się do naszego Boga, w pewien sposób łamiemy pierwsze przykazanie z Dekalogu. Zastępując Boga innymi rzeczami (kłamstwem, imprezami, brakiem wiary) zastępujemy go bożkami. Prosta kalkulacja.

Pan Bóg nawołuje nas wszystkich, zachęca choć w zasadzie i nakazuje „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” (por. Kpł 19,2+). A świętym można być spełniając proste „zobowiązania”. Przyznając się do wiary i żyjąc nią.

Już jutro usłyszymy słowa o nawracaniu się, o życiu Ewangelią, o głoszeniu jej. Tak, jutro zaczyna się okres około 40 dniowego postu. Wielkiego Postu. Czas, w którym kolejki do konfesjonału szczególnie się powiększają, w którym w kościele rozdawane są skarbonki na jałmużnę wielkopostną, króluje kolor fioletowy, popiół, nabożeństwa dróg krzyżowych czy gorzkich żali. To jednak wciąż za mało, by zyskać coraz bliższą drogę do zbawienia. Miłość nieprzyjaciół. Hasło roku brzmi „Idźcie i głoście”. Bardzo dobrze wpisuje się w czas wielkiego postu. Więc idźmy i głośmy miłość nieprzyjaciołom, dajmy się prześladować, dajmy się uświęcić, a przynajmniej starajmy się to robić. Jeżeli wierzymy w życie wieczne, to czemu by nie zacząć układać sobie właśnie tej drogi. Jest jedno „ale”… nie słuchać siebie ale słuchać głosu Boga. To On nas tam doprowadzi, to On da nam nowe życie, to On jest żywą wodą, to On zbawia. Nie Józek, Halinka czy Zenobiusz. On, Jezus Chrystus, Pan i Zbawca, Początek i Koniec, Alfa i Omega.

„Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali i bez zarzutów w niczym nie wykazując braków” (Jk 1,4)

Wolisz stać się przyjacielem czy nieprzyjacielem? Wszystko zależy od tego czy dasz się prowadzić Temu, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.

Małe pożegnanie

18 lutego 2017 Dodaj komentarz

Bardzo bliska mi osoba, a raczej osoby, wczoraj przeżyły swój największy koszmar. Pomimo całego swojego cierpienia nie ustawali w pocieszaniu swojej rodziny i mnie.

Dwie najbliższe mi osoby wczoraj pożegnały swoją nienarodzoną jeszcze córeczkę. 

Miałam być ciocią, tak bardzo się cieszyłam, nie umieliśmy się doczekać, aż przywitamy maleństwo na świecie. Miało się urodzić w czerwcu, jego mamusia planowała jaki kocyk wydzierga na drutach, ja szukałam już ubranek.

Ale później wszystko się skomplikowało. Młoda mama trafiła do szpitala i kilka dni później lekarze rozłożyli ręce. Nie dało się uratować dzieciątka. Odeszła od nas w około 21 tygodniu ciąży. 

Psychicznie przygotowywaliśmy się na taką ewentualność. Jednak modliliśmy się o to, by mama mogła utrzymać ciążę na tyle długo, by udało się uratować maleństwo. Jednak, jak to sami powiedzieli młodzi rodzice, taki był plan. Nie musimy się z nim zgadzać, ale tak jest.

W czasie, kiedy młoda mama leżała w szpitalu, a jej mąż jeździł do niej codziennie i pomagał we wszystkim, zobaczyłam jak wielka miłość połączyła tych dwoje (wtedy jeszcze troje). On nie chciał jej zostawiać samej w obcej sali szpitalnej. Ona nie wyobrażała sobie przechodzić przez to samej, bez męża. 

Teraz razem trzymają się za ręce i planują pochówek swojej córeczki. Chcą ją pożegnać jak należy, ostatni raz zobaczyć jej jeszcze nie do końca wykształcone ciałko. Chcą powiedzieć swojej kruszynce „Do zobaczenia”.

Bo przecież kiedyś spotkają się w niebie.

Spoczywaj w pokoju, moja malutka.

Czekaj na nas w niebie, Zuzanno Mario. Kochamy Cię. 

Miłosierna sprawiedliwość

29 stycznia 2017 Dodaj komentarz

jezus_rybacy4-400x0.jpg

„Pójdźcie za Mną, a sprawię, że będziecie łowić ludzi”

Ale jak łowić ludzi, jak głosić im, że Bóg jest miłosierny? Jak mówić o Bożym Miłosierdziu gdy dzieje się tyle zła, gdy na świecie jest tyle niesprawiedliwości, gdy często nie mamy co włożyć do garnka, gdy brakuje nam na ciuchy. Jak mówić o miłosierdziu?

Jezus nie przyszedł do sprawiedliwych, ale do grzeszników. Jezus nie przyszedł do zdrowych, ale do chorych. Jezus przyszedł dać nadzieję ta gdzie jej brakuje, dać światło tam gdzie jest ciemno. Jezus jest rybakiem, który zawsze wróci z pełną siecią. Jest rybakiem, który nakarmi nie tylko swój dom, ale sąsiadów, a nawet całą ludzkość. Jezus nie potrzebuje pieniędzy by być bogatym, On jest bogaty bez pieniędzy.

Ktoś może powiedzieć co to za bzdury…. Ale taka jest prawda. Jezus przyszedł do biedaka. I daje temu biedakowi nadzieję, przynosi mu pokój serca by nie martwił się o siebie a o innych. A martwiąc się o  innych nigdy nie zazna głodu. Jezus przyszedł do niesprawiedliwie osądzonego i mówi, że jego dom jest tam gdzie dom Ojca – w niebie. Jezus przyszedł do grzesznika i odpuszcza mu grzechy i daje mu nowe, czyste serce. A Jezus robił tylko to co mówi Ewangelia. A Ewangelia mówi:

„Głosił Ewangelię o królestwie i uzdrawiał ludzi ze wszystkich chorób i słabości”.

Ale Jezus nadal głosi i uzdrawia. Nadal jest z nami! Nadal przychodzi do biedaków, niesprawiedliwie sądzonych, grzeszników i do Ciebie. Przychodzi do Ciebie i odpuszcza Ci grzechy. Mówi kocham Cię. On Ci wyznaje miłość. Przychodzi ponownie i wyznaje Ci miłość w Kościele. Przychodzi ponownie i wyznaje Ci miłość w  sakramentach. Przychodzi ponownie i wyznaje Ci miłość w Ewangelii. Możemy cały czas być przy nim, cały czas otrzymywać wyznania miłości Ale czy tego chcemy?

Co daje nam najwięcej szczęścia? Co da nam spokój serca? Co potrzeba Ci do szczęścia? Każdy odpowie inaczej, każdy jest inny ale do szczęścia brakuje nam Jezusa. On, tylko On może dać nam szczęście. I przychodzi do Świętej Faustyny, mówi o swoim miłosierdziu, mówi jak ważna jest modlitwa o miłosierdzie, mówi, że mimo wszystkich naszych przewinień nam je odpuszcza i nadal nas kocha! Gdy ktoś czytał dzienniczek Świętej Faustyny to jestem tego pewien uronił łzę. Bo uświadamiając sobie swoją nicość i niezrównane miłosierdzie Boże wypełniała go nieznana moc. Niby szczęście, radość i smutek na raz.

W życiu nie zawsze będzie nam łatwo, nie zawsze będzie kolorowo. Nie zawsze będziemy mieli co jeść, w co się ubrać ale to nie oznacza, że Jezus przy nas nie ma. Święta siostra Faustyna miała chwile w swoim życiu, że nie czuła obecności Bożej, nie czuła, że Bóg z nią jest. I w takich chwilach nie przystępowała do komunii świętej. I Jezus objawiając się jej po dłuższym czasie mówi do niej: że jest przy niej zawsze i nigdy mamy się nie bać. Bo któż jak Bóg może nam dać szczęście?

A gdy już te szczęście osiągniesz nigdy nie poddawaj się w wchodzeniu na drabinę do nieba. Bo ta drabina jest długa i jest na niej pełno niebezpieczeństw, będziesz miał chwile, w których będziesz chciał zejść, nie iść dalej. I przyjdzie czas gdy będziesz miał dość, gdy będziesz miał chwilę smutku, gdy nie będziesz odczuwać obecności Boga. Wtedy módl się. Módl się mimo bólu i łez i spójrz Jezusowi prosto w oczy a wtedy wszystko zrozumiesz. Zrozumiesz to co mówi od wieków: „Pójdź za Mną, a sprawię, że będziesz łowić ludzi”.

Jezus potrafi uleczyć Twoje rany po grzechu, Twoje uzależnienia, bo On leczy wszystkie choroby. Ale najpierw leczy Twoją duszę. Bo możesz nie mieć ręki i nogi a z czystą duszą wejdziesz do nieba! Gdy patrzę na pontyfikat Papieża Franciszka to widzę wyraźnie, że jego nauczanie wyraża się w tym zdaniu: Nie ma takiego grzechu, którego Bóg nie odpuści! Papież wbija nam to do głowy! Bóg wszystko nam odpuści i chce by piekło było puste jak najdroższe sklepy! Ale aby piekło było puste to sam sobie wybacz te grzechy. Bóg robi to podczas spowiedzi. A Ty? Czy potrafisz wybaczyć siebie grzech? Czy potrafisz zrozumieć, że już go nie ma? Czy rozumiesz, że masz białą kartę, że zaczynasz wszystko od nowa? Nie zmarnuj tego! Pokaż Jezusowi, że tylko On jest Panem!

Wyobraź sobie ocean. Wszechpotężny bezmiar wód a na jego brzegu stojącego człowieka. Jak czuje się ten człowiek? Tak samo jest z Bożym Miłosierdziem. Miłosierdzie Boże jest jak taki ocean. Jak się czujesz przed takim oceanem? Ta woda w jedną sekundę potrafiłaby Cię pochłonąć. Miłosierdzie właśnie tak nas pochłania. Gdybyśmy sobie to uświadomili to umarlibyśmy!

Ale to nie jest ślepe miłosierdzie. Bo można całe życie grzeszyć i wejść do nieba a można też nie wejść. Bóg nie jest bezwzględnym sędzią, który ma własny kodeks karny. Bóg sam zbada Twoją duszę. Matka Teresa z Kalkuty mówiła:

 Nie liczy się wcale wspaniałość twego działania, ale miłość, jaką w nie włożyłeś; nie to, jak wiele uczyniliśmy, ale przede wszystkim to, jak wiele miłości włożyliśmy w swe czyny.

Ty gromadzisz rozproszonych, a zgromadzonych zachowujesz w jedności!

18 stycznia 2017 Dodaj komentarz

tydzie_

Z czym stanę przed Panem i pokłonię się Bogu wysokiemu? Czy stanę przed Nim z ofiarą całopalną, z cielętami rocznymi?

Czy Pan się zadowoli tysiącami baranów, miriadami potoków oliwy? Czy trzeba, bym wydał pierworodnego mego za mój występek, owoc łona mego za grzech mojej duszy?
Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czegoż żąda Pan od ciebie, jeśli nie pełnienia sprawiedliwości, umiłowania życzliwości i pokornego obcowania z Bogiem twoim?
Micheasza 6.6-8

Odpowiedzmy sobie na kilka pytań, które rodzą się na podstawie przeczytanego fragmentu Biblii, czyli Słowa Bożego. Przecież dla wszystkich chrześcijan to Słowa Boże są źródłem wiary i mają tak wpływać na nasze życie i kształtować normy moralne i wartości chrześcijańskie, aby były one zgodne z tym, czego Bóg od nas oczekuje. Pamiętajmy o tym, czego uczy Kościół Katolicki, że najwyższą normą moralności nie może być prawo ludzkie, bo każdy człowiek już od chwili narodzenia (z wyjątkiem Jezusa i Maryi), jest obciążony grzechem pierworodnym. Wprawdzie chrzestgładzi grzech pierworodny, ale skłonność człowieka do popełniania zła ciągle w nim pozostanie, gdyż ma wolną wolę. W historii świata nigdy nie będzie ludzi tak doskonałych, świętych i nieomylnych, jak Jezus Chrystus, bo Jego natura Boska połączyła się naturą ludzką i stał się dzięki temu Jezusem Chrystusem, Bogiem i człowiekiem. Prawo, które On ogłosił jest potwierdzeniem Prawa Bożego, czyli Dekalogu, ale jeszcze to prawo udoskonala prawem miłości bliźniego, w tym nawet wroga. To prawo jest zapisane nie tylko w Biblii, ale też w sumieniu każdego człowieka. A Kościół tylko na  uśpione czy źle uformowane sumienia  ma wpływać. Nie może natomiast deformować właściwie ukształtowanego sumienia, zakazując czegoś dobrego, np. wspólnej modlitwy ludzi wierzących z różnych Kościołów w „Tygodniu Modlitw o Jedność Chrześcijan”, jak to się niestety nieraz zdarza.

„Wszechmogący, wieczny Boże, Ty gromadzisz rozproszonych, a zgromadzonych zachowujesz w jedności, wejrzyj na owczarnię Twego Syna i spraw łaskawie, aby wszyscy, których uświęciłeś przez chrzest święty, dawali Ci wspólne świadectwo wiary i miłości.”
Fragment kolekty Mszy Świętej o jedność chrześcijan

Dziś w całym Kościele rozpoczęliśmy tydzień modlitw o jedność chrześcijan. I każdy może włączyć się w „walkę” o jedność! Nie tym razem nie pozostaje tylko modlitwa, tym razem sam wprowadź jedność w swoim domu, szkole, pracy, parafii!

Bo często my sami, katolicy jesteśmy skłóceni sami ze sobą. Często kłócimy się nawet w kościele o kolor ornatu! Takie kłótnie mogą wywoływać herezje, rozłamy! Dlatego módlmy się o jedność między nami katolikami i innymi wyznaniami! Bo wszyscy wierzymy w tego samego Chrystusa i na Jego przyjście czekamy!

Przyłącz się i Ty! Wprowadź jedność do swojego serca, domu, szkoły, pracy, parafii i wszędzie tam gdzie jesteś!

Papież Franciszek o prawdziwej rodzinie

26 września 2016 Dodaj komentarz

Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.

Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964

Papież Franciszek naucza od początku swojego pontyfikatu, że najważniejsza jest rodzina. Bez rodziny człowiek zamyka się w sobie, nie uczy się być dla innych. Podczas wielu katechez papież mówi, że  pierwszą rodziną jest rodzina z Nazaretu, z której powinniśmy brać przykład. To właśnie z tej świętej rodziny wypływa źródło miłości, które należy stawiać za wzór prawdziwie kochającej się rodziny. Nazaret ukazuje prawdziwe oblicze matki, ojca, dzieci i wspólnoty Kościoła i wartości na jakich powinna opierać się rodzina. Rodzina, którą poznajemy na kartach Pisma Świętego nie jest wypaczona przez różne poglądy ale zbudowana na Bogu. Papież Franciszek chce nam to przypomnieć, chce walczyć z tym wszystkim co może zaszkodzić rodzinie i przede wszystkim ukazać jej piękno – czystą miłość.

Narzeczeństwo

Podstawą każdej rodziny musi być Bóg – skała na, której żaden dom nie zdoła się zapaść. Papież mówił „Kościół nie jest organizacją kulturową ani nawet religijną czy społeczną – Kościół jest rodziną Chrystusa”. Papież prosi biskupów i kapłanów aby pomagali narzeczonym i rodziną w codzienności, aby byli dla nich wsparciem. By Kościół otwarty był na nowe rodziny. Ukazuje też, że aby zacząć budować rodzinę należy zbudować siebie. Najpierw pokochać siebie, potem Jezusa a Jezus (nasz brat) otworzy nam oczy, które tak często pokazują nam zniekształcony obraz świata i ukaże nam czystą miłość. Czysta miłość pozwoli człowiekowi na spełnienie się – ukaże szczęście i pozwoli się rozwijać. Okres narzeczeństwa według papieża to czas na poznanie siebie nawzajem. To czas, w którym możemy uczyć się siebie nawzajem.

Małżeństwo

To nie tylko papierek, który po pewnym czasie można porwać. To dar, dar, który daje Jezus  (nasz brat). Wielu jest powołanych lecz mało wybranych – według papieża te słowa oznaczają zachętę do wspólnej modlitwy narzeczonych by Bóg ukazał im drogę, którą mają kroczyć. Sakrament, który małżonkowie sobie udzielają wobec Jezusa jest wyznaniem miłości. Podwójnej miłości. Najpierw wyznaję miłość drugiej osobie potem Jezusowi. Prosząc Boga o pomoc w zbudowaniu rodziny wyznajemy Mu miłość zapraszając Go do swojej rodziny. Rodziny, która ma być nierozerwalna i posłuszna Bogu.

 

Rola matki w życiu rodzinnym

Społeczeństwo bez matek byłoby społeczeństwem nieludzkim, ponieważ potrafią one zawsze dawać świadectwo, nawet w najgorszych chwilach, świadectwo czułości, poświęcenia, siły moralnej. Matki często przekazują także najgłębszy sens praktyk religijnych: w pierwszych modlitwach, w pierwszych gestach pobożności, jakich uczy się dziecko, wpisana jest w życie człowieka wartość wiary. Jest to przesłanie, które matki wierzące potrafią przekazywać bez wielu wyjaśnień: na nie będzie miejsce później, ale zalążek wiary znajduje się w tych pierwszych niezwykle cennych chwilach. Bez matek nie tylko nie byłoby nowych wiernych, ale wiara straciłaby wiele ze swojego głębokiego i prostego ciepła. A Kościół jest matką, wraz z tym wszystkim, jest naszą matką. (…)

Rola ojca w życiu rodzinnym

„Ojciec” to słowo znane wszystkim, uniwersalne. Wskazuje ono na relację fundamentalną, która jest tak stara, jak historia ludzkości. Doszliśmy dziś jednak do stwierdzenia, że nasze społeczeństwo jest „społeczeństwem bez ojców”. Innymi słowy, szczególnie w kulturze zachodniej, postać ojca miała by być symbolicznie nieobecna, zanikła, usunięta. Początkowo było to postrzegane jako wyzwolenie: wyzwolenie od ojca-władcy, ojca, przedstawiciela prawa narzuconego z zewnątrz, od ojca jako cenzora szczęścia dzieci i przeszkody w emancypacji i niezależności ludzi młodych. (…) Zatem najbardziej konieczne jest to, aby ojciec był obecny w rodzinie. Aby był bliski małżonki, żeby dzielili wszystko – radości i smutki, nadzieje i trudy. Oraz aby był blisko dzieci w ich rozwoju: kiedy się bawią i kiedy się angażują, kiedy są beztroskie i kiedy przeżywają troski, kiedy mówią i kiedy milczą, kiedy mają odwagę i kiedy się boją, kiedy uczynią błędny krok i kiedy odnajdują drogę. Ojciec obecny zawsze. Kiedy mówimy obecny, nie znaczy to „kontroler”, bo ojcowie nazbyt kontrolujący przekreślają dzieci, nie pozwalają im wzrastać. (…)

Rola dzieci w rodzinie

Prawa więź między pokoleniami jest gwarancją przyszłości i jest gwarancją historii naprawdę ludzkiej. Społeczeństwo dzieci, które nie szanują rodziców jest społeczeństwem bez honoru: kiedy nie oddajcie się czci rodzicom, to traci się swoją własną cześć. Jest to wówczas społeczeństwo, które zmierza do tego, by pełno w nim było młodych nieczułych i chciwych. Jednakże z drugiej strony społeczeństwo, które nie chce rodzić dzieci, nie lubi być otoczone dziećmi, uważające je przede wszystkim za zmartwienie, ciężar, ryzyko, jest społeczeństwem przygnębionym. Pomyślmy o wielu społeczeństwach, jakie znamy tu w Europie, są pogrążone w depresji, bo nie chcą dzieci, nie mają dzieci. Poziom narodzin nie dochodzi do jednego procenta. Niech więc każdy z nas to przemyśli i odpowie. Jeśli rodzina wielodzietna jest postrzegana jak by była ciężarem, to coś jest nie w porządku!

 

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni.

 

Papież będąc w Polsce na obchodach Światowych Dni Młodzieży jadąc do Częstochowy, klęcząc przed obrazem Matki Bożej – naszej matki, ukazał, że każdy z nas powinien walczyć o prawdziwą rodzinę. Gdy rodzice się kłócą to dzieci powinny o nich walczyć, tak samo rodzice o dzieci. Walczyć i przede wszystkim kochać, tak jak Maryja Jezusa. Pozwoliła ze łzami oczach umrzeć na krzyżu. Czemu? Bo zaufała Bogu. I to jest przepis na udaną rodzinę. Zaufać Bogu i zawsze postępować według przykazań. Wtedy nasze rodziny będą szczęśliwe i otwarte na Bożą łaskę.


 

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n