Archiwum

Archive for the ‘bliźni’ Category

Małżeństwo i rodzina w Biblii

18 września 2017 Dodaj komentarz

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

  • STARY TESTAMENT

Bóg stwarzając mężczyznę i kobietę stał się równocześnie twórcą małżeństwa. Zamiarem Boga od samego początku było, aby małżeństwo było święte, monogamiczne i nierozerwalne. Jeden mężczyzna łącząc się z jedną kobietą stanowią jedno ciało. Bóg nie dał mężczyźnie kilku kobiet, czy odwrotnie. Małżeństwo jest jedyną formą zjednoczenia między kobietą i mężczyzną gwarantującą pełną trwałość. Sama natura ludzka by czuć się bezpiecznie domaga się małżeństwa monogamicznego i nierozerwalnego, gdyż tylko takie małżeństwo jest doskonałe i w pełni może realizować swoje ziemskie cele. Związek małżeński więc od samego początku jest nierozerwalny i monogamiczny. Nierozerwalność ta jest przypisana małżeństwu poprzez prawo wieczne , naturalne i ludzkie. Tylko takie małżeństwo cieszy się błogosławieństwem Boga i wielokrotnie w księgach ST przez proroków małżeństwo jest przedstawiane jako obraz przymierza pomiędzy Bogiem a ludem Izraela.

Mąż prawy zmierza do życia, kto zaś goni za grzechem – do śmierci. (Prz 11,19)

Ojciec był głową i panem rodziny. Dysponował mocą błogosławieństwa i przekleństwa. Decydował o sprawach swoich dzieci, wybierał mężów swoim córkom, czy żony synom. Miał władzę nad żonatymi synami i ich rodzinami, czyli mieszkali pod jednym dachem. Był też głową rodziny jeżeli chodzi o sprawy religijne. Raz w roku prowadził rodzinę do Świątyni Jerozolimskiej na pielgrzymkę. W każdą sobotę wieczorem przewodniczył Świętu Paschy. Był stróżem tradycji religijnych, moralnych, obyczajowych i miał decydujące słowo.

Czym dla nóg starca wspinanie się po zboczu piaszczystym, tym żona gadatliwa dla spokojnego męża. (Syr 25,20)

Rola kobiety była zdecydowanie drugorzędna. Było i jest nader powszechne w krajach ludów Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Posłannictwo kobiety sprowadzało się do pomocy mężczyźnie. Głównym zadaniem kobiety było urodzenie i wychowanie potomstwa. Za niewierność kobieta skazywana była na śmierć poprzez ukamienowanie. Godne politowania było położenie kobiety bezpłodnej. Były one uważane za największe grzesznice, skoro Bóg dotknął je tak straszliwą dolegliwością. Sytuacja niewolnic stawała się lepszą, kiedy była konkubiną. Kobiety niewolnice były wykorzystywane do najprostszych i podstawowych posług w domu pana. Najkorzystniejsza wśród kobiet była sytuacja matek. Szanowano je ze względu na macierzyństwo. Same matki były świadome swojej wielkiej macierzyńskiej godności. Matki były szanowane nie tylko za macierzyństwo, ale i za wartości, które wprowadzały: dobroć, miłość, delikatność, życzliwość.

Kto ojca znieważa, a matkę wypędza, jest synem bezecnym, zhańbionym. (Prz 19,26)

Ze względu na rozpowszechniony kult płodności w krajach wschodu, bardzo ceniono sobie potomstwo, widząc w nim fizyczne przedłużenie egzystencji narodu. W ustawodawstwie ST dziecko było podmiotem ogromnej troski. Szczególnymi względami cieszył się pierworodny syn, który miał prawo dziedziczenia po śmierci ojca. Po śmierci ojca głową rodziny stawał się pierworodny syn, któremu przysługiwał przywilej błogosławieństwa przy śmierci ojca, cenniejsze od wszystkich dóbr świata. Pierwszym przejawem troski rodziców o dziecko było poddanie syna obrzezaniu i nadanie imienia ósmego dnia po narodzeniu. Poprzez obrzezanie każdy izraelita przynależał do narodu wybranego.

  • NOWY TESTAMENT

Nowy Testament dosyć często porusza problematykę małżeństwa i rodziny. Faryzeusze wystawiają Pana Jezusa na próbę pytając, czy mężczyzna może dać list rozwodowy żonie. Chrystus cofa się w wypowiedzi do Księgi Rodzaju, że na początku tak nie było. Autorem listu rozwodowego był Mojżesz, który napisał go ze względu na zatwardziałość, słabość i grzeszność ludzkiego serca. Jednak nie jest on po myśli Stwórcy. Chrystus przypomina to co było pierwszym zamysłem Boga wobec małżeństwa:

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

Kulminacyjnym momentem odpowiedzi Jezusa faryzeuszom jest danie kościołowi Sakramentu Małżeństwa:

Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela

 W tym wierszu Jezus kładzie fundamenty pod sakramentalność małżeństwa. Małżeństwo, mówi Chrystus, pochodzi z ustanowienia Bożego. Tak więc żaden człowiek nie ma władzy rozdzielać tego co Bóg złączył. Małżonków może rozdzielić tylko śmierć jednego z nich. Chrystus podkreśla, że małżonkowie, którzy się rozwodzą, albo żyją w separacji, nadal są małżonkami i nie maja prawa zawierać ślub z inną osobą. Jeżeli to popełnią, dokonują grzechu cudzołóstwa.

Ewangelia, która pojawiła się 2 tys. lat temu w basenie Morza Śródziemnego dokonała rewolucji dziejach ludzkości. Wprowadziła takie prawdy jak: miłość bliźniego, sprawiedliwość, pokój, zbawienie dla wszystkich niezależnie od rasy, pochodzenia czy stanowiska. To wstrząsnęło tamtymi cywilizacjami; szczególnie helleńską i rzymską.

Jednym z najważniejszych punktów w rewolucji, którą wprowadził Chrystus, była rewolucja w dziedzinie pojmowania rodziny. Wprawdzie świat antyczny; grecki, rzymski i egipski szanował rodzinę, ale jedynie jak instytucję, która zabezpieczała dobra materialne; szczególnie mężów i żon. Według praw tych społeczności żona i dzieci były własnością męża, który był absolutnym panem i sędzią. Wyroki męża nie podlegały w wątpliwość i kontroli. Także w aspekcie religijnym rodzina przedchrześcijańska miała wprawdzie swoją wewnętrzną organizację opartą głównie na kulcie przodków, ale rodzinom tym brakowało zdecydowanie sakralności i świętości życia poszczególnych członków rodziny. Rodzina przedchrześcijańska nie miała wewnętrznej dynamiki zbawczej. Bożej iskry, którą daje sakrament małżeństwa. Brak poczucia sakralności w rodzinach przedchrześcijańskich oraz degradacji życia seksualnego (aborcja, zrzucanie dzieci i chorych ze skał, związki homoseksualne, rozwody) powodowały rozpad starożytnych małżeństw i rodziny, a co za tym idzie prowadziły do rozpadu starożytnych cywilizacji. W takiej sytuacji upadku moralnego wśród małżeństw i rodzin starożytnych pojawia się chrześcijaństwo, które na te tereny wprowadza nowe wartości, nowe sposoby życia.

Chrześcijaństwo podkreśla, co w tamtych czasach było rewolucją, równość mężczyzny i kobiety co do godności, równość rodziców i dzieci i wezwanie wszystkich do zbawienia. Małżeństwo z woli Chrystusa nie jest już instytucją, ale sakramentem – miejscem spotkania człowieka z Bogiem. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa rodziny spełniały funkcję kościołów. Przed prześladowaniem, przed zejściem do katakumb, w domach rodzinnych odprawiano msze, czytano Pismo święte, głoszono Słowo Boże i się modlono. Dopiero ok. V wieku, gdy włączono do Kościoła Chrystusowego plemiona germańskie, celtyckie i słowiańskie, życie religijne przeniesiono z domów rodzinnych chrześcijan do budowli zwanych kościołami, w których mogło się pomieścić kilkaset lub kilka tysięcy ludzi.

  • RODZINA DZISIAJ

W XXI w. Kościół szczególnie walczy o rodzinę. Jest ona atakowana z każdej strony, dzisiejszy świat chce zniszczyć rodzinę i postawić na niej nową, „nowoczesną” rodzinę, opartą na kłamstwie, alkoholu, seksie, narkotykach, braku miłości i poszanowania. Dzisiejszy świat nie stawia na rodzinę lecz na „wolne związki”. Jedynie Kościół, któremu Jezus zostawił najpiękniejszy Sakrament – Małżeństwo da człowiekowi szczęście. W tym sakramencie, w odpowiednim przygotowaniu można znaleźć prawdziwą miłość. Miłość zbudowana na mocnym fundamencie – Jezusie przetrwa każdą burzę, każdy sztorm! Oczywiście jest to trudne, dziś nie ma czasu na rozmowę, na wspólne pójście do Kościoła ale jeśli miłość narzeczonych jest prawdziwa to musi znaleźć się czas i na miłość, na złość ale też dla Jezusa. Dla Jezusa, który chce tylko aby człowiek każdą decyzje (małżeństwo, kapłaństwo, rodzicielstwo) opierał na Nim a wtedy wszystko będzie łatwiejsze!

„Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.”( Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964)

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni, aż do momentu wybaczenia….

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n

Reklamy

Szukałem Was, teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję

1 września 2017 Dodaj komentarz

Wyobraźmy sobie wszyscy przybyli na przyjęcie i czekają tylko na ciebie, a Ty nie przybywasz. Gospodarz przygotował miejsce i liczę na ciebie, liczy że się pojawisz. Tak naprawdę zależy mu tylko na tym abyś przybył, a Ty nie przychodzisz. I gospodarz myśli sobie czekać czy nie. I sam wyruszam. wyrusza w drogę by cię znaleźć. Idzie tam gdzie Ty przebywasz, gdzie możecie cię spotkać bo chce przyprowadzić Cię na miejsce świętowania i nie spocznie dopóki cię nie spotka. A kiedy już cię zobaczy, kiedy z daleka dostrzeże twoją sylwetkę biegnij, prosi abyś przybył na miejsce świętowania. A Ty będziesz upierał się że w sumie to nie jest Ci źle, że tak naprawdę dobrze Ci z tym towarzystwem w którym teraz się znajdujesz. A gospodarz będzie nadal czekam nadal prosiłaś aż wykonasz jakiś ruch ale nie będzie cię do niczego zmuszał. Zrobisz jak zechcesz, on liczy się z tym, wie, że możesz go zlekceważyć, odejść, już nie wrócić. Ale ten gospodarz pójdzie za tobą i będzie czekał tak długo aż ty przyjdziesz bo bez ciebie nie rozpoczną świętowania.

Ta historia świetnie ukazuje relację Boga z człowiekiem. Relację Boga z Tobą, mną i każdym z nas, ludzi.

Bóg nieustannie walczy o człowieka pokazuje to wyraźnie historia zbawienia. Na początku Bóg zawarł przymierze z Izraelem, wyprowadził go z niewoli egipskiej, gdy zbłądził posyłał proroków, wreszcie posłał swojego syna. Dziś Jezus działa przez swój Kościół, posługuje się ludźmi w sakramentach, w czynieniu znaków i głoszeniu słowa. I mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Jezus – Bóg nie przestaje cię szukać. A gdy się znajduje umacnia w chorobie i opatruje rany jeśli trzeba i myślę że te rany trzeba opatrywać szczególnie w dzisiejszych czasach gdzie młodzi ludzie tak często są uwikłani w różne uzależnienia, gdzie rodzice nie mają z czego nakarmić swoich dzieci. Jezus pragnie abyśmy pozwolili się wziąć w jego ramiona i przyprowadzić do domu do domu Ojca Niebieskiego. Nie do takiego domu w którym może matka lub ojciec są uzależnieni od alkoholu, w którym nie ma szczęścia ale chcę przeprowadzić się do domu w którym Wszyscy czekają na ciebie, aby wspólnie świętować.

Szukałem Was teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję.

Czy te słowa nie są piękne? Wypowiedział je Jan Paweł II, właściwie  wyszeptał je w dniu swojej śmierci. Spójrzcie jak autentyczne są te słowa. Jezus szuka nas od ponad dwóch tysięcy lat. Gdy tak nas szukamy przychodzimy do niego, przychodzimy do niego w każdej Mszy Świętej,  w każdej modlitwie. Każdy przychodzi do niego inaczej, ma swoją drogę do zbawienia. Czasem wybiera to łatwiejszą czasem może trudniejszą.

I za to wam dziękuję. Jak dziękuję nam Jezus? To proste On daje nam siebie, pomaga nam na tej trudnej drodze. Jezus nie oczekuje niczego w zamian, ale chce byśmy przychodzili do niego. Chce byśmy karmili się Jego ciałem i  Jego krwią. Nie chce pieniędzy, bo przecież to on nam je dał, to wszystko co chce otrzymać od nas to miłość. Chce abyśmy go kochali.

Te słowa początkowe Świętego Jana Pawła II zostały wypowiedziane do młodzieży, która na placu Świętego Piotra czuwała przy nim w dniu jego śmierci, i myślę że słowa Jana Pawła to dziś słowa Jezusa który wypowiada je do każdego z nas. Szukałem Was a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję.

Drodzy bracia i siostry! Jezus dziękuję Ci gdy ty przychodzisz do niego. Dlatego zastanów się teraz jak często Jezus może te słowa w Twoim życiu wypowiadać…

4-Bó-szuka

Czwarte przykazanie

26 lipca 2017 Dodaj komentarz

FB_IMG_1500244203503

Wszyscy z Was wiedzą, jak brzmi czwarte przykazanie Dekalogu: Czcij ojca swego i matkę swoją. Jednak czy uczczenie ich zawsze wiąże się bezwzględnym posłuszeństwem? I czy w to przykazanie włączają się również dziadkowie?

Najpierw mały przykład. Wyobraźcie sobie, że rodzice są alkoholikami – zdarza się w niejednej rodzinie. Mają oni dorosłą już córkę, której nakazują iść do sklepu kupić im kolejną butelkę alkoholu. Czy w takim wypadku córka powinna okazać się posłuszna i uczynić to, o co ją proszą?

Albo młody chłopak czuje powołanie do kapłaństwa. Jest przekonany, że to jest jego droga, że to jest plan, jaki wyznaczył mu Bóg. Mówi o tym swoim rodzicom. A ci wpadają w szał i zakazują mu iść do seminarium, bo jest jedynakiem, a oni chcą w przyszłości mieć wnuki. (Co bardziej cyniczni pewnie pomyślą, że w dzisiejszych czasach nie byłoby to czymś dziwnym, gdyby ksiądz miał dzieci, ale taką sytuację wykluczamy na wstępie.) Czy taki młody chłopak powinien posłuchać rodziców i porzucić swoje powołanie?

Ostatni przykład, już całkiem z życia. Dziewczyna już od dawna pełnoletnia decyduje się na tatuaż. Wzór bliski jej sercu, wiąże się z ważnymi w jej życiu osobami i wydarzeniami. Po fakcie zostaje oskarżona o urażenie uczuć własnej babci, o bunt i brak szacunku dla rodziny, a ponadto o głupotę, wyrachowanie i niespełnienie pokładanych w niej nadziei. Babcia życzy wnuczce tego, co najgorsze i urywa kontakt, oskarżając wszystkich o współudział. Dodajmy, że bohaterka tej historii wcześniej konsultowała się z rodzicami, którzy nie byli zbyt szczęśliwi, ale zostawili decyzję córce, która od sześciu lat może stanowić o sobie. Jedyną osobą, która widziała w jej postępowaniu grzech, była babcia…

Co powinni uczynić bohaterowie tych krótkich historii? Powinni poddać się woli rodziców/dziadków i uczynić to, czego oczekiwali od nich inni?

Otóż nie. Czczenie rodziców objawia się tym, że opiekujemy się nimi, spełniamy ich prośby, ale w granicach rozsądku. Jeśli coś jest z gruntu złe (kupowanie alkoholu uzależnionym), nie powinniśmy do tego przykładać ręki, nawet kosztem nieposłuszeństwa. Jeśli rodzice wymagają od nas czegoś, co może sprawić, że nasze życie będzie niepełne, albo nawet nieszczęśliwe!, nie powinniśmy tego robić. Jeśli ktoś wkłada nas w ramy przez siebie stworzone, w które nie mieścimy się, nie powinniśmy robić wszystkiego, by się dostosować.

Nie jesteśmy głupimi baranami, ale Boskimi dziećmi, lwami wszego stworzenia! Każdy z nas ma swój rozum i wie, co jest dobre a co złe. Wie, co czuje wewnątrz i co jest dla niego ważne.

Nie poddawajmy się i nie rezygnujmy z marzeń tylko dlatego, że ktoś oczekuje od nas posłuszeństwa bezwarunkowego. Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Grzesznikami i świętymi. Idealnym tego przykładem jest stworzenie człowieka i to, że Bóg zawsze nad nami czuwa, nawet jeśli nie jesteśmy zawsze Mu posłuszni.

Czwarte przykazanie działa w obie strony. Czcijmy naszych rodziców i dziadków, ale pamiętajmy, że to nasze życie i to nie oni nas z niego rozliczą, ale Bóg. Nie czyńmy zła, także dla siebie, tylko dlatego, że ktoś ma oczekiwania wobec nas.

I pamiętajmy, że to czwarte, a nie pierwsze przykazanie. I że istnieją również dwa przykazania miłości.

Ave!

Na żyznej ziemi ziarno wyda plony

W języku polskim wyróżniamy trzy czasy. Czas przeszły, teraźniejszy i przyszyły. Podczas dzisiejszej niedzieli chciałbym się właśnie na nich skupić. Chciałbym abyśmy spojrzeli na Jezusa, na Jego nauczanie pod kątem tych oto czasów.

We wtorek w liturgii słowa usłyszeliśmy takie słowa wypowiedziane przez uczniów do Jezusa: „Oto my zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Co za to otrzymamy?” Słowa zostawiliśmy, poszliśmy wskazują, że to wszystko się już wydarzyło. Już zostawiliśmy wszystko, wszystkie rzeczy, wszystkie spawy przyziemne, i poszliśmy za Jezusem, za Jego słowem. Czy możemy tak powiedzieć? Czy możesz powiedzieć tak jak uczniowie kiedyś do Jezusa? Czy zostawiłeś wszystko i poszedłeś za Jezusem? Ostatnio oglądając film padło tam takie stwierdzenie: „Nie trzeba być na wojnie by czuć się jak na wojnie” myślę, że te słowa pięknie pasują do życia Twojego, mojego i każdego z nas. Nie musimy być w strefie walk, w strefie ostrzału by stale martwić się o życie, by stale uważać by nie dostać „kulką w głowę” I Jezus doskonale o tym wie, doskonale nas rozumie. Sam był na ziemi i widział ludzi, którzy ciężko pracowali by mieć chleb, by mieć pozycję, władzę na tym świecie, sam przeżył wiele cierpienia ze strony uczniów, ale też ludzi, którzy dla innych chcieli „dobrze”. Ale Jezus nie zabrania nam mieć tego wszystkiego, Jezus chce być w tym wszystkim. Chce byś pokazał swoim życiem, że on jest przy Tobie na Twoim stanowisku, w Twojej pracy. Jezus chce być z Tobą w szkole, w trakcie wypoczynku. I mówi byś kierował się Jego przykazaniami, a wtedy…

A wtedy jak mówi Jezus: „stokroć więcej otrzyma i będzie miał udział w życiu wiecznym”. Jak widzimy po słowach otrzyma, będzie miał mówimy już o przyszłości. Czy ciężko jest przestrzegać przykazań? Myślę, że każdy odpowie inaczej.  Ale zwróćmy uwagę, ze każda osoba na świecie ma problem z jednym przykazaniem. Młodzież ma często problem z przykazaniem „Czcij ojca swego i matkę swoją”, „nie cudzołóż” „pamiętaj abyś dzień święty święcił”. Dorośli często borykają się z brakiem poszanowania do przykazań takich jak „nie pożądaj żony (męża) bliźniego swego”, „czcij ojca swego i matkę swoją” jak również „nie kradnij”. Myślę, że każdy, podkreślam każdy z nas boryka się z chociaż jednym przykazaniem, które jest dla nas trudne do wypełnienia. Jezus aby pomóc człowiekowi by wypełniał przykazania stawia kościół, stawia go w Warszawie, Płocku, Moskwie, Brukseli, Waszyngtonie i w każdym mieście, posyła tam kapłanów, którzy sprawują w Jego imieniu sakramenty. I robi to wszystko by pomóc człowiekowi w wypełnieniu przykazań. Kapłan w sakramencie pokuty i eucharystii ma dodać Ci otuchy, odpuścić Ci grzechy, dać moc przez Najświętszą Ofiarę byś walczył dalej i na nowo starał się wypełniać przykazania. Wiele osób jest uzależnionych od alkoholu, narkotyków, masturbacji, i Jezus nie postawił na ich drodze psychologów, bożków i wróżbitów ale właśnie Kościół, nie tylko jako budynek ale żywą wspólnotę. Każdy z nas może coś dla nich zrobić, może ofiarować swoją modlitwę w ich intencji, różne wyrzeczenia, możesz ofiarować swoją abstynencję, czystość duszy jak i ciała w ich intencji. Cały Kościół, cała wspólnota, może zdziałać cuda! Bo Jezus nikogo nie zostawia bez opieki i wychodzi…

Jezus wychodzi do ludzi i mówi: „Oto siewca wyszedł siać” słowo wyszedł wskazuje, że siewca w tym wypadku Jezus właśnie w tym momencie, właśnie teraz  wychodzi, wychodzi i sieje w nas słowo. Czy gdy dotrzesz do domu będziesz potrafił opowiedzieć Ewangelie usłyszaną dzisiaj podczas liturgii słowa? Czy gdy wyjdziesz z Kościoła będziesz potrafić czynić to co Jezus pragnie byś czynił?

potega_slowa-622x451

Jezus mówi dziś piękne słowa: „Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, co wy widzicie a nie zobaczyli”. Pokazuje nam jak wielki dar otrzymaliśmy i jak wielkie mamy zadanie. Słowa Jezusa są bardzo prawdziwe, kiedy spojrzymy na świętych, na błogosławionych kościoła ujrzymy, że Jezus daje wielkie dary, obdarza swoimi łaskami, ukazuje wiele ważnych spraw ludziom prostym, ludziom ubogim, ludziom, którzy mają problemy, którzy są uzależnieni. Czemu? Bo Bóg jest kochającym Ojcem i wie czego nam potrzeba. Jezus rzuca swoimi łaskami w nas. Tylko na jaki grunt padnie Jego słowo, Jego łaski, Jego miłosierdzie?

Jak mówi dzisiejszy psalm responsoryjny: „Na żyznej ziemi ziarno wyda plony” Każdy z nas ma w domu kwiaty doniczkowe. I jedne kwiaty potrzebują dużo wody, inne mniej, jeszcze inne muszą stać na słońcu, inne w cieniu. Jedne muszą mieć często zmienianą ziemię…. Tak jest z ludźmi. Każdy jest inny, każdy przeżywa wiarę inaczej. Ale każdy jest wyjątkowy! I tworzy coś niezwykłego! Jeden potrzebuje spowiedzi co tydzień a inny co rok! Jeden i drugi osiągną zbawienie! Czemu? Bo jeśli będzie choć odrobinę ziemi, która ma w sobie wiarę wtedy tam wykiełkuje coś, co da nam „klucz” do nieba!

 

„Bóg nas nie opuści”

gorettiTymi słowami pocieszała matkę po śmierci ojca, Maria Goretti- święta dziewica i męczennica Kościoła Katolickiego. To dziś obchodzimy jej wspomnienie, dlatego tez tekst poświęcony je osobie. Choć powody są też inne.

17 maja, kilka lat temu przyjmowałam sakrament bierzmowania, określany przez wielu sakramentem pożegnania z kościołem. Dla mnie był to początek, niewątpliwie pięknej katolickiej drogi. Jak to się stało, ze akurat Maria Goretti miała stać się moją patronką i to jej imię miałam przybrać przy sakramencie? Prosto. Wymyśliłam sobie, że skoro mam na imię Magdalena to fajnie iść za swoją pierwszą patronką i również mieć gdzieś w zanadrzu imię Maria. A po za tym na jednych z rekolekcji oazowych padł temat imion na bierzmowanie i tak po konsultacjach z Martą (pozdrawiam ją serdecznie!) miałyśmy obie przyjąć imię Maria, tylko ja jeszcze nie miałam na myśli konkretnej Marii. Ona miała i to dzięki niej poznałam bliżej Marię Goretti- świętą Marię Goretti.

„Maria urodziła się w Corinaldo koło Ankony 16 października 1890 r. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny. Jako sześcioletnie dziecko otrzymała sakrament bierzmowania z rąk kardynała Juliusza Boschi (1896), a 29 maja 1902 r. przystąpiła do Pierwszej Komunii św. Kiedy miała 10 lat, umarł jej ojciec. Marysia pocieszała mamę: „Odwagi, mamusiu! Bóg nas nie opuści!” Pobożne dziewczę brało często różaniec do rąk, modląc się o spokój duszy ojca. Maria pomagała matce i opiekowała się rodzeństwem.
Dom Gorettich zajmowała także rodzina Serenellich – ojciec z synem. Chłopiec Aleksander Serenelli miał 18 lat, kiedy zapłonął ku Marii przewrotną żądzą. Zaczął ją też coraz mocniej napastować, grożąc jej nawet śmiercią. Dziewczę umiało się zawsze skutecznie uwolnić od napastnika, ratując się ucieczką i omijając go. Nie mówiła jednak o tym nikomu w rodzinie, by nie pogłębiać przepaści niechęci Serenellich do Gorettich.
5 lipca 1902 r. rodzina Gorettich i Serenellich była zajęta zbieraniem bobu. Maria została w domu i obserwowała pracowników. Zauważył ją Aleksander. Pod pretekstem, że musi wyjść na chwilę, udał się do domu i siłą wciągnął dziewczę do kuchni, która była przy drzwiach. Usiłował ją zmusić do grzechu. Kiedy zaś Maria stawiła mu gwałtowny opór, rozjuszony wyrostek chwycił nóż i zaczął nim atakować dziewczynę. Szczegóły te podał sam morderca przed sądem. Powracająca z pracy rodzina znalazła Marię już w stanie agonii. Natychmiast odwieziono ją do szpitala, gdzie zaopatrzona świętymi Sakramentami zmarła 6 lipca. Przed śmiercią darowała winę swojemu zabójcy. Lekarze stwierdzili, że miała na ciele 14 ran.”
(za: brewiarz.pl)

Czego uczy mnie historia Marii?

Dopiero teraz, po latach widzę, jak wielki wpływ na moje życie ma Maria. Jestem pewna (w zasadzie doszłam do tego wniosku dzisiaj), że przez ostatnie 3 lata miała swój wielki wpływ na kształtowanie mojej osobowości i mojego charakteru. A przede wszystkim na budowaniu fundamentów wartości na skale a nie na piachu. Ówczesny świat, pełen rządz, przedmiotowego traktowania, pogonią za szczęściem cielesnym, potrzebuje takich obrońców godności i wartości. Obrońców takich jak Maria Goretti. Ona miała zaledwie 11 lat kiedy postanowiła sprzeciwić się swemu napastnikowi, tym samym sprzeciwiła się szatanowi, a co bardziej go rozjuszyć może jak tylko życie zgodnie z przykazaniami Bożymi? Jest bardzo dobrym wzorem nie tylko w obronie czystości ale także w obronie wielu wartości, których niestety coraz mniej młodych ludzi posiada. Są zagubieni w świecie materialnych dóbr, których chcą chełpić się coraz bardziej, a to prowadzi do zguby:

„Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” (por Mt 6,24; Biblia Tysiąclecia)

A wiec czego uczy mnie jej historia? Walki o czystość, bycia pokorną, dobrą, szlachetną, bezinteresowną, stanowczą. Uczy mnie wybaczenia KAŻDEMU bez względu na czyn, jakim zawinił mi czy mojemu najbliższemu środowisku. Uczy mnie bycia sobą i bycia wiernym swoim wartościom.

Zachęcam do poznania historii Marii, chociażby oglądając film „Maria Goretti ( reż. Giulio Base rok 2003 )

 

Pokora

25 czerwca 2017 Dodaj komentarz

unsplash_52cd2d19237cd_1

„Szedł kiedyś Makary od bagna do celi niosąc liście i spotkał na drodze diabła, który trzymał sierp. Diabeł zamierzył się na niego sierpem, ale go nie mógł uderzyć. I powiedział: Wielką krzywdę mi wyrządzasz Makary, a nie mogę cię pokonać! Przecież wszystko, co ty robisz, ja także robię. Ty pościsz, a ja nigdy nie jadam; Ty czuwasz, a ja w ogóle nie sypiam. Jest tylko jedna rzecz, którą mnie przewyższasz” – „Jaka” – zapytał Ojciec Makary. A diabeł odrzekł: „Twoja pokora. To przez nią ja ciebie nie mogę pokonać”.

Zastanówmy się dziś czym jest pokora, co ona oznacza i czy potrafimy być pokorni.  Pokora, to umiejętność odniesienia zwycięstwa nie przez obalenie przeciwnika, lecz przez jego pozyskanie. Tysiące razy piękniejszym zwycięstwem jest przekonanie wroga, by w dalszej walce stanął w moim szeregu i walczył o wartości najwyższe, niż powalenie go na ziemię i tryumfalne postawienie swej stopy na jego głowie. Tam, gdzie jest zniszczenie, zwycięstwo jest połowiczne. Pełne ma miejsce jedynie wówczas, gdy przeciwnik staje się przyjacielem. Zamordowanie wroga, to tylko ocalenie siebie. Przemiana wroga w przyjaciela, to ocalenie siebie i ocalenie wroga. Sukces jest pełny. Takie zwycięstwo umie odnieść jedynie pokora. Ona zgodzi się na szereg sytuacji przegranych, na cierpienie, poniżenie, byle tylko przekonać przeciwników o ich niewłaściwej postawie.

I chciałbym aby taka właśnie pokora była w naszym życiu. Pokora, to nie kompleks niższości, to nie bojaźliwe zajmowanie ostatniego miejsca. Ale pokora to też umiejętność przyznania się do błędu, nie zakrywanie go, nie pokazywanie, że zawsze jestem najlepszy, ale ja też potrafię się pomylić, zgrzeszyć. Warto kształtować swoje sumienie pod tym kątem. Warto iść do konfesjonału z pokorą a nie z myślą „przecież to nie moja wina, ja nie zgrzeszyłem, to Kościół ma za wysokie wymagania”.

Szatan bardzo trafnie ocenił w czym tkwi siła Makarego. On sam potrafi naśladować wiele naszych cnót. Szatan jest odważny, potrafi być sprawiedliwy i umiarkowany. Potrafi stosować długomyślność, wdzięczność i usłużność. Nie potrafi jednak być pokornym. Brak zaś pokory uniemożliwia mu zdobycie mądrości. Prawdziwa mądrość jest zawsze pokorna. Konsekwencją tego jest fakt, że nie może kochać. Pokora stanowi istotny składnik mądrej miłości.

Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. To nie człowiek ustalił wielkość bramy do owczarni, to Bóg ustalił jej granice i pokazał człowiekowi jak się tam dostać – pokorą. Inne drogi może i prowadzą do owczarni ale nas do niej nie zaprowadzą.

Można całymi dniami wołać „Pan jest pasterzem moim nie brak mi niczego” ale wiara bez uczynków jest martwa! Wiara bez uczynków jest martwa! Ale aby zacząć spełniać uczynki musimy przyoblec się w pokorę. Czyli, zrozumieć, że mój wróg, który chce mnie pokonać ma stać się moim przyjacielem. To co złe ma stać się dobre! To co złe ma zrozumieć, że jest złe i chcieć stać się dobrym! Ale co zrobić aby pokazać komuś w sposób pokorny, że robi źle?

Pracowała w kuchni. Prawie codziennie wracała nie tylko zmęczona, ale i przybita. Gotuje dobrze i lubi swój zawód. Skąd zatem zniechęcenie na jej twarzy? Przyczynę ujawnia w jednym zdaniu: „Pracowałam w tym zakładzie pięć lat i nigdy nie zrobiłam nic dobrze. Przez tyle lat ani kierowniczka kuchni, ani dyrektor zakładu nie zdobyli się na jedno słowo pochwały czy uznania”. Zabrakło akceptacji. Czuła się obco. Zmieniła miejsce pracy. Dziś nadal stoi przy kuchennym piecu. Pracuje jeszcze więcej niż poprzednio. Wraca jednak do domu z uśmiechem na twarzy. Tak zwierzchnicy, jak i goście przy stolikach cieszą się jej pracą. Została zaakceptowana. Już się nie czuje obco. Z radością wyznaje: „To mój drugi dom”.

Aby pokazać komuś cokolwiek trzeba go zaakceptować, potrzeba akceptacji! Ale takiej, która da poczucie bezpieczeństwa i sprawi radość wewnętrzną, która będzie promieniować na zewnątrz. Akceptacja jest potrzebna człowiekowi do życia, tak jak świeże powietrze do oddychania. Bez akceptacji człowiek się dusi. Dotykamy tajemnicy dobroci ludzkiego serca. Nie ten jest dobry, kto dużo daje, lecz ten, kto potrafi akceptować innych. Dobroć to sztuka przyjmowania drugiego człowieka takim, jakim on jest.

Pamiętam doskonale  jak kilka lat temu próbowaliśmy „nawrócić kolegę” nie było to proste, nie akceptował tego wszystkiego, Kościoła. I po prostu go zaakceptowaliśmy, i wtedy wydarzyło się coś niezwykłego, gdy sam chciał chodzić z nami do kościoła. Poczuł się tam bezpiecznie i spojrzał na Boga naszymi oczami. Oczami otwartymi w sakramencie pokuty i oczyszczonymi przez Eucharystię, ale to nie dałoby rady, gdybyśmy bez pokory nie uklękli i się nie modlili!

Bywają ludzie, którzy w poświęceniu dla drugich spalają się aż do granic możliwości, a mimo to nie są mile widziani w otoczeniu i sami czują się w nim obco. Umieją dawać, ale nie umieją przyjmować. Ta druga sztuka jest ważniejsza. Przyjąć drugiego człowieka, to przyjąć stworzony przez Boga nowy, jedyny i niepowtarzalny świat. Taka akceptacja otwiera wielkie możliwości twórczego rozwoju tak dla akceptowanego, jak i akceptującego. To możliwość wzajemnego ubogacenia.

To jest sposób działania zostawiony przez Jezusa: czynem, słowem i modlitwą. Nie odwrotnie, najpierw czynem! Potem słowem i modlitwą! Jeśli potrafisz połączyć czyn, słowo i modlitwę to potrafisz z pokorą dawać innym miłość! Bo pokora to droga do Boga, innej drogi nie ma!

 

Zostałam mamą

17474725_1668388356510966_736198926_n.jpgKrótka historia o tym jak zostałam mamą.

Adoptowałam dziecko, nie wiem jak ma na imię, bo jego imię jest wypisane na dłoniach Pana Boga. Modlę się, by mi go nikt nie zabrał, by nie dopadły go ręce złych ludzi, by nikt go nie zabił. Chcę je chronić. Mogę zrobić tylko jedno -modlić się.

Czy jestem złą matką, sądząc, że modlitwa załatwi wszystko? Może i tak, może niejeden z was tak pomyśli, może powie, że kolejna katoliczka uzewnętrznia się swoim zamiłowaniem do dewocyjnych zachowań. Dla mnie to nie jest to takie zachowanie, a mój obowiązek bronienia słabszych. Mój brat też mnie bronił przed starszymi chłopakami, też stawał w mojej obronie nie raz i w tym nikt niczego złego nie widział. Bo to nie jest stricte katolicka sprawa, ale jakże podobna do obrony nienarodzonych.

Ale ja jestem z tego dumna. Z tego, że mogłam zostać mamą…duchową. Duchową adopcje podjąć można każdego dnia. Wymiar symboliczny ma ta podjęta 25 marca w uroczystość Zwiastowania, ponieważ od tego czasu równe dziewięć miesięcy kończy się 25 grudnia czyli w Boże Narodzenie.

A Ty co zrobiłeś w obronie nienarodzonych?