Archiwum

Archive for the ‘bliźni’ Category

Droga ku świętości

maxresdefault.jpg

Tekst powstał spontanicznie, skonstruowany na podstawie trzech postaci, ludzi żyjących prawdziwie. Joanna Beretta Molla, Hanna Chrzanowska i Alfie Evans. Te trzy osoby połączyła jedna data- 28 kwietnia.

Tego dnia wspominana jest w kościele katolickim św. Joanna Beretta Molla- matka i lekarka, która mimo choroby i przeciwności nie pozwoliła aby zabito jej dziecko. Jej mąż, Piotr Mola, po jej śmierci powiedział:

„(…) Aby zrozumieć jej decyzję, trzeba pamiętać o jej głębokim przeświadczeniu – jako matki i jako lekarza – że dziecko, które w sobie nosiła było istotą, która miała takie same prawa, jak pozostałe dzieci, chociaż od jego poczęcia upłynęły zaledwie dwa miesiące”

28 kwietnia tego roku to także chwila w której Polska zyskała nową błogosławioną, Hanna Chrzanowska- pielęgniarka, która troszczyła się o każdego, była prekursorką pielęgniarstwa domowego, rodzinnego i parafialnego. Metropolita krakowski, bp Marek Jędraszewski, tak mówił o nowo błogosławionej:

 „Hanna Chrzanowska wierzyła w Bożą moc i potrafiła ją przekazywać niejako tym wszystkim osobom, które razem z nią szły, szukając ludzi potrzebujących pomocy, okazując troskę, lecząc, a przede wszystkim będąc razem z człowiekiem cierpiącym, któremu trzeba nieść nadzieję.”

W nocy 28 kwietnia o 2:30 odszedł Alfie Evans. Jak powiedział o nim ojciec był to chłopiec gladiator. Odebranie rodzicom praw do decydowania o losie syna, zaniechanie aktów leczenia, wręcz pozbawienie leczenia, pozbawienia warunków godniejszych, które zaproponowali Włosi, etc., etc. Cały świat powierzał małego chłopca i jego rodzinę, a także sytuację w jakiej się znaleźli, nieskończonemu miłosierdziu Pana Jezusa. Prosili o jedną rzecz- o życie. Dostał je, dostał życie wieczne.

Osoby walczące o dobro drugiego człowieka i mały Alfie walczący o to, aby dobro do niego przyszło.  Teraz nie zrobimy już nic oprócz modlitwy. Niech św. Joanna i bł. Hanna wstawiają się za rodzicami Alfiego. Niech uzyskają choć trochę ukojenia, w tym, co ich spotkało.

My też nie bądźmy obojętni. Każde życie jest cenne i o każdego należy walczyć. Szczególnie tego najmniejszego. Walczmy. Warto!

Reklamy

Jestem jak Judasz

MekaKażdego roku podczas Triduum Paschalnego w Wielki Piątek uczestniczymy w Liturgii Męki Pańskiej. W ciągu dnia można również adorować Pana Jezusa w kaplicy przechowania, ciemnicy. W niektórych parafiach tego dnia przeżywana jest Droga Krzyżowa. Cały ten piątkowy czas jest skupiony wokół męki, śmierci i cierpienia.

Zastanawiając się nad Tajemnicą śmierci Pana Jezusa, przyszło mi na myśl, że tak samo jak każdy jest grzesznikiem, tak i każdy z nas jest Judaszem. Nasze trzydzieści srebrników za wydanie Jezusa przychodzi w chwilach zwątpienia, kryzysu czy ogólnie rzecz biorąc gorszego a czasem i lepszego czasu. Naszymi srebrnikami jest komputer, telefon, impreza, zabawa a przede wszystkim lenistwo. Wszystko to staje się ważniejsze, bardziej opłacalne niż spotkanie z Chrystusem podczas Mszy Świętej, adoracji, nabożeństwa czy zwykłego nawiedzenia kościoła na dosłownie 5 minut. Wszystko to przysłania nam Pana Jezusa.

Wydajemy go za rzeczy nabyte, dobra materialne – dobra doczesne. A przecież „Vanitas vanitatum et omnia vanitas”*. Każdy z nas nazywając się Judaszem, przyznaje się do bycia owładniętym marnością dóbr materialnych. Jeżeli w porę przyznamy, że zbłądziliśmy, jest dla nas ratunek. Jeżeli posłuchamy głosu, który nam mówi, aby wrócić do Jezusa, bo przecież on nam wybacz w ogromie swego miłosierdzia- jest dla nas ratunek.

Może właśnie porównanie do Judasza jest nam w stanie bardziej uzmysłowić Prawdę z jaką musimy stanąć twarzą w twarz. Prawdą jest Chrystus. Wracając do niego odzyskujesz swoją wartość, godność. Stajesz się jak Jan, który nie pozostał obojętny i stał pod krzyżem, był wierny. Uczmy się wierności nie tylko w ostatniej godzinie, w godzinie krzyża, śmierci, ale każdego dnia…
…a tymczasem…Dobranoc, Głowo Święta…


*Marność nad marnościami i wszystko marność (Koh)

Wielki Czwartek

5abbd28b7a86b_o,size,969x565,q,71,h,452c0cNie odkryłam Ameryki a także nie przekaże niczego nowego ale uwierzcie – wszyscy jesteśmy grzesznikami!

Doszłam do tego podczas 2 godzinnej adoracji z przerwą na spowiedź.
Gdy wchodzisz do kościoła i już w kruchcie widzisz długie kolejki ludzi do konfesjonałów, a następnie idziesz dalej i kolejna fala ludzi zalewa ławki osobami które się modlą, dochodzisz do wniosku, że coś jest nie tak. Przecież jest już po 21:00 !

Klękasz i modlisz  się razem z nimi, tzn. bardziej sam. A wszystko w całkowitej ciszy. Ludzie wchodzą i wychodzą ale z klasą i szacunkiem nie przeszkadzając innym.
Twarzy nie kojarzysz. Czasem przewinie się ktoś z osiedla, koledzy z pracy, uczniowie.
Większości ludzi nie znasz. I zaczynasz się zastanawiać dlaczego.  Gdy po dłuższej adoracji dochodzisz do wniosku, że nie bez przyczyny spotkały się tu akurat te osoby, idziesz do spowiedzi i już wiesz co ich wszystkich łączy : Bóg oraz bycie grzesznikiem. Tadam.

Rozmyślanie.

Wiem, że to jest oczywiste, ale nie dla kogoś, kto uważa, że już wszystko wie, że jest najmądrzejszy, że jego prawda/racja jest najlepsza. Tak, to ja.

Wielki Post przyniósł sporo trudności
(pisałam o tym tutaj: https://ddasz.wordpress.com/2018/03/25/oto-czlowiek/ ) a Wielki Tydzień przyniósł ich jeszcze więcej. I nie dzięki sobie, a dzięki innym i wielkiej łasce Pana Boga, uświadomiłam sobie, jak trudno jest być katolikiem, a łatwo za to stać się oskarżycielem. Do tej pory dziwię się dlaczego jeszcze nikt nie strzelił mi w twarz, a przecież mógł…

Wielki Czwartek…

….to okazja do uświadomienia sobie dwóch rzeczy: wartości sakramentu Eucharystii i wartości kapłaństwa (oraz poniekąd powołania). Do pierwszego sakramentu przystąpić mogą ci, którzy pojednali się z Panem Bogiem, którzy szczerze uświadomili sobie a następnie wyznali podczas spowiedzi swoje przewinienia. Do drugiego natomiast ci, którzy wybrali drogę służby na wyłączność Panu Bogu i przecież nam, ludziom. Dzięki nim, możemy przystąpić do sakramentu pierwszego. I koło się zamyka.

Uświadommy sobie wartość obu sakramentów i zatrzymajmy się nad każdym z nich już prywatnie.

Kończąc…

Środek Wielkiego Tygodnia przyniósł mi prawdziwy pokój serca. Ale gdyby nie pierwsze jego dni, to kto wie, może dalej tkwiłabym w przekonaniu, że ja jestem najważniejsza na świecie. Dziękuję Joannie, za słowa pełne wiary, podczas wtorkowej rozmowy telefonicznej. Jednocześnie korzę się i przepraszam. Myślę, że przyjęcie na siebie części winy, dodając do tego złośliwość rzeczy martwych, jest najbardziej właściwą rzeczą, jaką mogę zrobić.
Ale nie tylko Asię przepraszam, a każdego, kto mógł poczuć się, kto czuł się lub kto dalej czuje się przeze mnie urażony. Pamiętam o Was w modlitwie.

Oto człowiek!

maxresdefault.jpg

Wielu ludzi nauczyło mnie miłości bliźniego, ale też wielu pokazało mi jak go zgnoić. Wielu ludzi, którzy kiedykolwiek stanęli na mojej drodze było czy są dla mnie wzorem, wielu też okazuje mi najgorszą stronę człowieczeństwa. Wiele razy szłam dobrą drogą, a także wiele razy tą złą. Zastanawiając się nad swoim człowieczeństwem naprawę nie jestem w stanie określić, w jakim miejscu się teraz znajduje.

Może to jest ten czas, aby zdać sobie sprawę z faktu, że już niewiele czasu nam zostaje. Nie chodzi o czasy ostateczne, bo tego przewidzieć się nie da, ale o przestrzeni w jakiej aktualnie się znajdujemy. Mam dokładnie na myśli Wielki Tydzień, który zaczyna się już dziś. Wielki, bo dzieją się rzeczy wielkie i najbardziej istotne dla każdego, porządnego katolika. Nie tak jak to bywa w zwyczaju wielu, najważniejsze święta w roku to Boże Narodzenie, choinka i prezenty, dwanaście potraw czy spotkania rodzinne, ale TRIDUUM SACRUM, śmierć i zmartwychwstanie, śmierć i życie.

Zaczyna się piękny tydzień. Po pięknej, trudnej i bolesnej walce Wielkiego Postu, zastanawiam się czy jestem gotowa na to, co przede mną, co przed nami.

Zacznijmy od wjazdu Jezusa do Jerozolimy. W radości i radosnych okrzykach. Ten, Król chwały, Książę pokoju, dziś witany przez tłumy, a za nim podążający tłum, który go wyda. Ileż w każdym z nas radosnego katolika, który chwali Pana, jest z Nim w zgodzie, przestrzega przykazań, aby zaraz później wyśmiewać i wyszydzać, oskarżać i nienawidzić.

Zajrzyj w swoje serce, napraw to, co udało ci się zepsuć. Czy jesteś gotowy na przyjęcie zranionej Miłości, Miłości tryskającej z krzyża, Miłości już nie tej maleńkiej, ukołysanej, nowonarodzonej, ale prawdziwie żyjącej, działającej cuda, która wykrzyczała „Wykonało się” ?

To On, nasz Pan- Ecce Homo!

Jak dziecko

19 lutego 2018 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania great lent child

Zaczął się piękny czas Wielkiego Postu. Jednakże nie każdy rozumie, co tak naprawdę w trakcie tego okresu należy robić ze swoim życiem. Nie zliczę ile razy odpowiadałam dzisiaj w szkole swoim uczniom na pytanie: „A co to jest Wielki Post?”. No właśnie, co to jest?

Dorośli niejeden już przeżyli, więc teoretycznie wiedzą, co on oznacza i czym się różni od innych okresów roku liturgicznego. Mali ludzie (czyt. dzieci) jednak nie wiedzą, dlatego trzeba umieć dobrze im to wytłumaczyć, by pielęgnowali Wielki Post w sercu już od maleńkości.

Uwielbiam małe dzieci, ale już takie chodzące, na Mszach Świętych. Najczęściej rozpraszają moją uwagę, z czego dumna nie jestem, ale sam Jezus chciał, by przyprowadzać do Niego dziatwę, więc ja tylko podziwiam zaangażowanie tych dzieciaczków w szukanie Pana Jezusa po całej świątyni i w każdym kącie. W niedzielę świadkiem byłam sytuacji, która, według mnie, jest jednym z lepszych obrazów, jak wygląda życie człowieka i jak powinno się zmienić w Wielkim Poście.

Otóż obecna w kościele była dziewczynka, maksymalnie półtoraroczna, śliczna, bledziutka z rudą czupryną rozwianą na wszystkie strony. Dzieciątko widać bardzo było przywiązane do dziadków i swojej mamy, bo całą uwagę skupiało na nich, a wyglądało to w taki oto sposób.

Dzieciątko wyrywa się z matczynych rąk domagając się głośnym „Opa! Opa!” (na Śląsku i w Niemczech tak się nazywa dziadków, gwoli wyjaśnienia) obecności przy dziadku. Jako że stoją przy drzwiach wyjściowych, to mama na początku nie chciała pozwolić dziecku chodzić po kościele, ale w końcu dała za wygraną. Za pierwszym razem podeszła do dziadków, którzy siedzieli w ławce i podała im dziecko, usuwając się na swoje miejsce bez zawracania innym głowy. Sytuacja nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie dwa fakty: 1. Sama mówiłam na mojego dziadka „opa”, więc mam sentyment do tej nazwy i ktokolwiek, gdziekolwiek by jej nie używał, zawsze zwraca to moją uwagę; 2. Dziewczynka po chwili zaczęła wołać „Mama! Mama!”. I tu właśnie zaczęłam dzielić swoją uwagę między głoszącego kazanie księdza a dziecko.

Dziewczynka została oddana mamie, szczęśliwa wtuliła się w jej ramiona, jednak nie minęło pięć minut, a znowu domagała się dziadka. Więc została postawiona na ziemi i swoimi drobnymi nóżkami przemierzała od ławki do ławki z tym uroczym „Opa?” na ustach. Opę w końcu znalazła, została przez niego wzięta w ramiona i… nie minęło kilka minut, jak znowu zaczęła wołać o mamę.

I tak przynajmniej pięć razy. Co nam to mówi o nas, ludziach?

Otóż w tej sytuacji ja zobaczyłam obraz każdego człowieka. Opa to w tej „przypowieści” Bóg. Mama to rzeczy, do których jesteśmy bardzo przywiązani, ale nie zawsze są one dla nas dobre (nie ubliżając żadnej mamie, to tylko na cele opowieści). Całe nasze życie kursujemy między Bogiem a tymi rzeczami: pracą, pieniędzmi, przyjaciółmi, grzechem. Na tym ostatnim się chcę skupić, bo akurat pasuje idealnie na czas Wielkiego Postu. Wyrywamy się grzechowi wołając „Boże!” i trafiamy po spowiedzi w Jego ramiona. Nasza niezwykła przyjaźń z Nim znów jest odbudowana, jest cudownie, aż do czasu, gdy przypomnimy sobie o przyjemności, jaka wiąże się z niektórymi grzechami. Uciekamy z rąk Boga w ręce grzechu, aż do czasu, gdy znowu zatęsknimy za Ojcowskimi ramionami pełnymi miłości. I tak w kółko…

W przypadku dziewczynki z mojej opowieści, wystarczyłoby, że mama stanęłaby przy ławce dziadków. Mała widziałaby ukochanego opę i być może nie wyrywałaby się mamie. Albo odwrotnie, byłaby na kolanach dziadka i widziała ukochaną mamusię.

A co to oznacza dla nas? Wystarczy żyć (przebywać) bliżej Boga i w chwilach zwątpienia uciekać się do Niego o pomoc, której z pewnością udzieli. I na tym też, według mnie i mojej duszy, polega Wielki Post. Na ciągłym szukaniu Boga i wracaniu do Niego, na robieniu tego, co nas do Nieba przybliża.

Ave!

Dzień Życia Konsekrowanego

PrymicjeBartka-332.jpgDziś przypada Dzień Życia Konsekrowanego, niezmiennie 2 lutego w święto Ofiarowania Pańskiego. Jest to też dzień poświęcony Maryi jako dzień Matki Boskiej Gromnicznej.

„Światło na oświecenie pogan” to słowo całkowicie wypełnia się w życiu każdej osoby konsekrowanej, a na pewno powinno się wypełniać. Każda z tych osób stara się być prawdziwym apostołem wyznawanej wiary, apostołem-uczniem Chrystusa. Ofiara z własnego życia na rzecz innych, staje się niejako odniesieniem do ofiary Jezusa na krzyżu.

Bez zbędnych słów, lecz za papieżem Benedyktem XVI, życzmy wszystkim osobom, które odkryły swoje powołanie poprzez życie konsekrowane, aby właśnie ten najpiękniejszy czas „miał smak ewangelicznej paruzji”.

„Drodzy bracia i siostry, radość życia konsekrowanego wiąże się nieuchronnie z udziałem w krzyżu Chrystusa. Tak było w przypadku Najświętszej Maryi Panny. Jej cierpienie jest cierpieniem serca, stanowiącego jedno z Sercem Syna Bożego, przebitego z miłości. Z tej rany wypływa światło Boga. Także z cierpienia, ofiary, daru z samego siebie, którym osoby konsekrowane żyją ze względu na umiłowanie Boga i bliźnich, promieniuje to samo światło, które ewangelizuje ludzi. Z okazji tego święta życzę szczególnie wam, konsekrowanym, aby wasze życie zawsze miało smak ewangelicznej paruzji, aby Dobra Nowina była w was przeżywana, świadczona, głoszona i jaśniała jako Słowo prawdy (por. List apostolski. Porta fidei, 6). Amen.”

(Benedykt XVI, Watykan – Homilia podczas Mszy Świętej w Bazylice św. Piotra z okazji XVII Dnia Życia Konsekrowanego, 2.02.2013)


Fot. Marcin Śliwiński- Lux Anima

Małżeństwo i rodzina w Biblii

18 września 2017 Dodaj komentarz

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

  • STARY TESTAMENT

Bóg stwarzając mężczyznę i kobietę stał się równocześnie twórcą małżeństwa. Zamiarem Boga od samego początku było, aby małżeństwo było święte, monogamiczne i nierozerwalne. Jeden mężczyzna łącząc się z jedną kobietą stanowią jedno ciało. Bóg nie dał mężczyźnie kilku kobiet, czy odwrotnie. Małżeństwo jest jedyną formą zjednoczenia między kobietą i mężczyzną gwarantującą pełną trwałość. Sama natura ludzka by czuć się bezpiecznie domaga się małżeństwa monogamicznego i nierozerwalnego, gdyż tylko takie małżeństwo jest doskonałe i w pełni może realizować swoje ziemskie cele. Związek małżeński więc od samego początku jest nierozerwalny i monogamiczny. Nierozerwalność ta jest przypisana małżeństwu poprzez prawo wieczne , naturalne i ludzkie. Tylko takie małżeństwo cieszy się błogosławieństwem Boga i wielokrotnie w księgach ST przez proroków małżeństwo jest przedstawiane jako obraz przymierza pomiędzy Bogiem a ludem Izraela.

Mąż prawy zmierza do życia, kto zaś goni za grzechem – do śmierci. (Prz 11,19)

Ojciec był głową i panem rodziny. Dysponował mocą błogosławieństwa i przekleństwa. Decydował o sprawach swoich dzieci, wybierał mężów swoim córkom, czy żony synom. Miał władzę nad żonatymi synami i ich rodzinami, czyli mieszkali pod jednym dachem. Był też głową rodziny jeżeli chodzi o sprawy religijne. Raz w roku prowadził rodzinę do Świątyni Jerozolimskiej na pielgrzymkę. W każdą sobotę wieczorem przewodniczył Świętu Paschy. Był stróżem tradycji religijnych, moralnych, obyczajowych i miał decydujące słowo.

Czym dla nóg starca wspinanie się po zboczu piaszczystym, tym żona gadatliwa dla spokojnego męża. (Syr 25,20)

Rola kobiety była zdecydowanie drugorzędna. Było i jest nader powszechne w krajach ludów Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Posłannictwo kobiety sprowadzało się do pomocy mężczyźnie. Głównym zadaniem kobiety było urodzenie i wychowanie potomstwa. Za niewierność kobieta skazywana była na śmierć poprzez ukamienowanie. Godne politowania było położenie kobiety bezpłodnej. Były one uważane za największe grzesznice, skoro Bóg dotknął je tak straszliwą dolegliwością. Sytuacja niewolnic stawała się lepszą, kiedy była konkubiną. Kobiety niewolnice były wykorzystywane do najprostszych i podstawowych posług w domu pana. Najkorzystniejsza wśród kobiet była sytuacja matek. Szanowano je ze względu na macierzyństwo. Same matki były świadome swojej wielkiej macierzyńskiej godności. Matki były szanowane nie tylko za macierzyństwo, ale i za wartości, które wprowadzały: dobroć, miłość, delikatność, życzliwość.

Kto ojca znieważa, a matkę wypędza, jest synem bezecnym, zhańbionym. (Prz 19,26)

Ze względu na rozpowszechniony kult płodności w krajach wschodu, bardzo ceniono sobie potomstwo, widząc w nim fizyczne przedłużenie egzystencji narodu. W ustawodawstwie ST dziecko było podmiotem ogromnej troski. Szczególnymi względami cieszył się pierworodny syn, który miał prawo dziedziczenia po śmierci ojca. Po śmierci ojca głową rodziny stawał się pierworodny syn, któremu przysługiwał przywilej błogosławieństwa przy śmierci ojca, cenniejsze od wszystkich dóbr świata. Pierwszym przejawem troski rodziców o dziecko było poddanie syna obrzezaniu i nadanie imienia ósmego dnia po narodzeniu. Poprzez obrzezanie każdy izraelita przynależał do narodu wybranego.

  • NOWY TESTAMENT

Nowy Testament dosyć często porusza problematykę małżeństwa i rodziny. Faryzeusze wystawiają Pana Jezusa na próbę pytając, czy mężczyzna może dać list rozwodowy żonie. Chrystus cofa się w wypowiedzi do Księgi Rodzaju, że na początku tak nie było. Autorem listu rozwodowego był Mojżesz, który napisał go ze względu na zatwardziałość, słabość i grzeszność ludzkiego serca. Jednak nie jest on po myśli Stwórcy. Chrystus przypomina to co było pierwszym zamysłem Boga wobec małżeństwa:

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

Kulminacyjnym momentem odpowiedzi Jezusa faryzeuszom jest danie kościołowi Sakramentu Małżeństwa:

Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela

 W tym wierszu Jezus kładzie fundamenty pod sakramentalność małżeństwa. Małżeństwo, mówi Chrystus, pochodzi z ustanowienia Bożego. Tak więc żaden człowiek nie ma władzy rozdzielać tego co Bóg złączył. Małżonków może rozdzielić tylko śmierć jednego z nich. Chrystus podkreśla, że małżonkowie, którzy się rozwodzą, albo żyją w separacji, nadal są małżonkami i nie maja prawa zawierać ślub z inną osobą. Jeżeli to popełnią, dokonują grzechu cudzołóstwa.

Ewangelia, która pojawiła się 2 tys. lat temu w basenie Morza Śródziemnego dokonała rewolucji dziejach ludzkości. Wprowadziła takie prawdy jak: miłość bliźniego, sprawiedliwość, pokój, zbawienie dla wszystkich niezależnie od rasy, pochodzenia czy stanowiska. To wstrząsnęło tamtymi cywilizacjami; szczególnie helleńską i rzymską.

Jednym z najważniejszych punktów w rewolucji, którą wprowadził Chrystus, była rewolucja w dziedzinie pojmowania rodziny. Wprawdzie świat antyczny; grecki, rzymski i egipski szanował rodzinę, ale jedynie jak instytucję, która zabezpieczała dobra materialne; szczególnie mężów i żon. Według praw tych społeczności żona i dzieci były własnością męża, który był absolutnym panem i sędzią. Wyroki męża nie podlegały w wątpliwość i kontroli. Także w aspekcie religijnym rodzina przedchrześcijańska miała wprawdzie swoją wewnętrzną organizację opartą głównie na kulcie przodków, ale rodzinom tym brakowało zdecydowanie sakralności i świętości życia poszczególnych członków rodziny. Rodzina przedchrześcijańska nie miała wewnętrznej dynamiki zbawczej. Bożej iskry, którą daje sakrament małżeństwa. Brak poczucia sakralności w rodzinach przedchrześcijańskich oraz degradacji życia seksualnego (aborcja, zrzucanie dzieci i chorych ze skał, związki homoseksualne, rozwody) powodowały rozpad starożytnych małżeństw i rodziny, a co za tym idzie prowadziły do rozpadu starożytnych cywilizacji. W takiej sytuacji upadku moralnego wśród małżeństw i rodzin starożytnych pojawia się chrześcijaństwo, które na te tereny wprowadza nowe wartości, nowe sposoby życia.

Chrześcijaństwo podkreśla, co w tamtych czasach było rewolucją, równość mężczyzny i kobiety co do godności, równość rodziców i dzieci i wezwanie wszystkich do zbawienia. Małżeństwo z woli Chrystusa nie jest już instytucją, ale sakramentem – miejscem spotkania człowieka z Bogiem. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa rodziny spełniały funkcję kościołów. Przed prześladowaniem, przed zejściem do katakumb, w domach rodzinnych odprawiano msze, czytano Pismo święte, głoszono Słowo Boże i się modlono. Dopiero ok. V wieku, gdy włączono do Kościoła Chrystusowego plemiona germańskie, celtyckie i słowiańskie, życie religijne przeniesiono z domów rodzinnych chrześcijan do budowli zwanych kościołami, w których mogło się pomieścić kilkaset lub kilka tysięcy ludzi.

  • RODZINA DZISIAJ

W XXI w. Kościół szczególnie walczy o rodzinę. Jest ona atakowana z każdej strony, dzisiejszy świat chce zniszczyć rodzinę i postawić na niej nową, „nowoczesną” rodzinę, opartą na kłamstwie, alkoholu, seksie, narkotykach, braku miłości i poszanowania. Dzisiejszy świat nie stawia na rodzinę lecz na „wolne związki”. Jedynie Kościół, któremu Jezus zostawił najpiękniejszy Sakrament – Małżeństwo da człowiekowi szczęście. W tym sakramencie, w odpowiednim przygotowaniu można znaleźć prawdziwą miłość. Miłość zbudowana na mocnym fundamencie – Jezusie przetrwa każdą burzę, każdy sztorm! Oczywiście jest to trudne, dziś nie ma czasu na rozmowę, na wspólne pójście do Kościoła ale jeśli miłość narzeczonych jest prawdziwa to musi znaleźć się czas i na miłość, na złość ale też dla Jezusa. Dla Jezusa, który chce tylko aby człowiek każdą decyzje (małżeństwo, kapłaństwo, rodzicielstwo) opierał na Nim a wtedy wszystko będzie łatwiejsze!

„Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.”( Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964)

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni, aż do momentu wybaczenia….

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n