Archiwum

Archive for the ‘Boże Narodzenie’ Category

Święta Boża Rodzicielko- módl się za nami!

15822118_1574956289187507_1801946750_nWiększość z nas, zapytanych jaka uroczystość ma miejsce dziś, odpowiedzą „Nowy Rok, przecież!”. Tymczasem w kościele katolickim obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi. Huczne spędzanie sylwestra, popijanie każdej kolejnej godziny jeszcze większą ilością alkoholu, aż do momentu gdy zacznie się magiczne odliczanie i wzniesienie toastu, przyćmiewa ową uroczystość, która rozpoczęła się już o północy. Oczywiście opis jest uogólniony, skierowany do 80% świętujących tego dnia. Jednak idźmy dalej…

… Miejsca Maryi, również w kościele, nie poświęca się tak wiele jak w czytaniach liturgicznych np. z 15 sierpnia. Wspomina się ją trzy razy. Najpierw jako niewiastę, z której zostanie zrodzony Zbawiciel (por. Ga 4, 4-7) a następnie w Ewangelii razy dwa. Skupmy się na tym ostatnim wspomnieniu, a mianowicie na fragmencie „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). O czym to świadczy, że , jakby nie patrzeć wszystkie najważniejsze sprawy zachowała w cichości i skrytości serca? A mianowicie tym, że nie potrzebowała rozgłosu. I tak wystarczająco się nacierpiała przy ucieczce jeszcze jako kobieta brzemienna, a i sporo się nacierpi przez całe życie Jezusa, z rąk wszelakiej maści ludzi.

Maryja nie chce rozgłosu, nie chce być sławną celebrytką, katocelebrytką, Mother of the year czy gwiazdą Hollywood. Ona pragnie być dobrą matką w skrytości swego serca i w zaciszu rodzinnym.

Właśnie dlatego wielu z nas zapomina o Maryi, z racji tego, że sama nie chce się rozgłaszać na wszystkie strony.  Zapomina się o jej wielkich małych poczynaniach, o jej osobie, o tym, że w zasadzie gdyby nie została wybrana na Matkę Zbawiciela, to może losy całego człowieczeństwa wyglądały by inaczej (inaczej nie znaczy tylko lepiej ale być może i gorzej, kto wie). Oczywiście znów uogólniam, znów są to gdybania i scenariusze być może prawdopodobne..

Każdy jednak odpowiada za swe własne czyny i każdy odpowiada przed Panem. Starajmy się jednak nie zapominać o Świętej Bożej Rodzicielce. Darzmy ją wielką sympatią ale i pamięcią. Różańce w  dłoń!

Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych!

 

Święta (?) Rodzina

30 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Od pewnego czasu lubię czytać wpisy różnych znanych i mniej znanych osób na świecie na blogach czy stronach internetowych. Piszą tam jaki ten świat pełen jest dziwactw, opowiadają historie o wielkich krzywdach przydarzającym się innym. Często też piszą jaki Pan Kowalski ma portfel, jaki ma samochód, co robi w domu. W dzisiejszym świecie jesteśmy obserwowani 24 h na dobę przez 7 dni w tygodniu. Wiele z nas mówi „mój dom moje problemy”. Ukrywamy swoje problemy przed światem. I często są to słuszne powody. Bo może zdarzyć się tak, że nasz sekret, często wstydliwy pójdzie w świat lub zostaniemy wyśmiani wśród sąsiadów albo ktoś „miły” napisze o nas w gazecie.

Jak musiała się czuć Święta Rodzina? Bo przecież to co dzieje się teraz czyli zazdrość, pycha – to też działo się kiedyś…

Jak czuła się Maryja? Jak czuła się kobieta, która została poczęta z Ducha Świętego? Przecież wiele osób to wyśmiało? Co myślały o niej sąsiadki gdy dowiedziały się o ciąży?

Jak czuł się Józef? Jak czuł się mężczyzna gdy wiele razy musiał zmieniać miejsce zamieszkania od tak? Co myśleli znajomi i sąsiedzi gdy nagle bez słowa dom Józefa zostawał pusty? Może mieli coś do ukrycia? Może zabił człowieka?

Jak czuł się mały Jezus? Jak czuło się dziecko, które czuło w sobie Moc Bożą? Jak zachowywały się dzieci w stosunku do Jezusa gdy widziały Jego mądrość? Może myśleli, że jest dziwny?

Jak Oni się wtedy czuli? Ich uczucia opisuje doskonale Biblia. Oni jak parafrazują Ewangelię: „zachowywali wszystkie te znaki i cuda w sercu i rozważali je” Kogo mogli się poradzić? Kogo mogli zapytać o zdanie? Byli zdani tylko na siebie! Tak możemy sobie teraz pomyśleć! Przecież nie mieli się u kogo zatrzymać… Ale przecież Bóg nie pozostawiłby ich bez opieki!

No właśnie chyba wiele razy ich sprawdzał. Wiele razy posyłał swojego anioła. Wiele razy mówił Józefowi: „idź tam, idź tam” I on nie pytał czemu, nie zadawał zbędnych pytań ale brał żonę i dziecko i szedł. Może często w nieznane. Może czasem musieli prosić się o kawałek chleba. Ale zawsze ufali Bogu!

Tego uczy nas Święta Rodzina! Zaufać Bogu i na każde Jego wezwanie odpowiadać z chęcią TAK, TAK PANIE!

Ale Święta Rodzina daje nam jeszcze jedną lekcję. Oni uczą nas aby nie patrzeć na to co powiedzą inni. Oni patrzyli oczami Boga a nie ludzi. I każdy z nas powinien tak patrzeć. Powinniśmy nie zastanawiać się co powie sąsiad gdy wstanę wcześniej i pójdę do kościoła. Nie zastanawiaj się co pomyśli kolega gdy zobaczy na Twoim telefonie tapetę z Jezusem. Nie myśl o tym. Zawsze mów Bogu tak. A gdy pojawisz się w gazecie, gdy będziesz wyśmiewany, opluwany bo się wyróżniasz to ofiaruj to właśnie Świętej Rodzinie. A Święta Rodzina, która powinna być naszym wzorem będzie wspomagać nas, nasze rodziny. Bo rodzina jest po to by dawać miłość, by się wspierać. Mimo braku tematów przy stole, mimo złych myśli o swoim kuzynie. Zapomnij o tym i podziel się z nim nie tylko opłatkiem ale i Jezusem.

A jeśli będzie Ci trudno wykonywać polecenia Boga spójrz na Józefa i Maryję i pomyśl czy Oni nie są dla nas wzorem? Czy właśnie Oni nie powinni zostać naszymi idolami, gwiazdami z których chcemy brać przykład?

I dziś nie będzie lekcji o tym jak być dobrym rodzicem, jak być dobrym dzieckiem. Dziś będzie o tym jak po prostu być. A być to znaczy ufać…

Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez proroka: «Z Egiptu wezwałem Syna mego».
A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia». On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela.
Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaus w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w stronę Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: «Nazwany będzie Nazarejczykiem».

Oto słowo Pańskie…

swieta_rodzina_v

Jest taki dzień… – życzenia bożonarodzeniowe

25 grudnia 2016 Dodaj komentarz

the-nativity-icon

W owym czasie wyszło rozporządzenie Cezara Augusta, żeby przeprowadzić spis ludności w całym państwie. Pierwszy ten spis odbył się wówczas, gdy wielkorządcą Syrii był Kwiryniusz. Wybierali się więc wszyscy, aby się dać zapisać, każdy do swego miasta. Udał się także Józef z Galilei, z miasta Nazaret, do Judei, do miasta Dawidowego, zwanego Betlejem, ponieważ pochodził z domu i rodu Dawida, żeby się dać zapisać z poślubioną sobie Maryją, która była brzemienna. Kiedy tam przebywali, nadszedł dla Maryi czas rozwiązania. Porodziła swego pierworodnego Syna, owinęła Go w pieluszki i położyła w żłobie, gdyż nie było dla nich miejsca w gospodzie. W tej samej okolicy przebywali w polu pasterze i trzymali straż nocną nad swoim stadem. Naraz stanął przy nich anioł Pański i chwała Pańska zewsząd ich oświeciła, tak że bardzo się przestraszyli. Lecz anioł rzekł do nich: «Nie bójcie się! Oto zwiastuję wam radość wielką, która będzie udziałem całego narodu; dziś w mieście Dawida narodził się wam Zbawiciel, którym jest Mesjasz Pan. A to będzie znakiem dla was: Znajdziecie Niemowlę, owinięte w pieluszki i leżące w żłobie». I nagle przyłączyło się do anioła mnóstwo zastępów niebieskich, które wielbiły Boga słowami: «Chwała Bogu na wysokościach, a na ziemi pokój ludziom Jego upodobania».  (Łk 2, 1-14)

A Wam życzę:
-prawdziwego spotkania z Nowonarodzonym
-prawdziwej, Bożej radości i miłości
-pokoju w sercu
-pojednania w rodzinach
-radosnych spotkań z najbliższymi
-przemiany serc

Asia Hadzik
w imieniu całej Ekipy DDASZ

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 6 (ostatnia)

23 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Dzisiaj już ostatnia lekcja. Muszę przyznać, że z przyjemnością je pisałam. Mam nadzieję, że przeczytaliście chociaż jedną i to Boże Narodzenie będzie dla Was inne. Bardziej rodzinne. Bardziej ŚWIĘTE.

Są prezenty, które są przeznaczone tylko dla niektórych. Są takie, które służyć mają większej licznie osób. I są takie, które są przeznaczone dla WSZYSTKICH.

Podam przykład. Mojemu bratu i bratowej dam prezent, który będzie służył im obojgu. Dwóm znajomym klerykom dałam prezenty, które pomogą im, ale i, taką mam nadzieję, ich przyszłym parafianom. Tak to wygląda u mnie. A u Was? Czy prezenty, którymi obdarujecie swoich bliskich przydadzą się również Wam w jakimś stopniu? Czy dzięki tym prezentom Wasi bliscy przestaną Wam suszyć głowy? A może to Was jako pierwszych poproszą o wspólną grę w planszówkę, którą znajdą pod choinką?

A czy Wy podzielilibyście się swoim prezentem z innymi?

Może brzmi to trochę dziwnie, zdaję sobie z tego sprawę, ale zaraz wyjaśniam.

Jest prezent, który dostaliśmy wszyscy, i ma on służyć nam przez całe nasze życie, a docenimy go prędzej czy później (oby prędzej!). Jest to ZBAWIENIE. Nie byłoby Zbawienia bez Jezusa. A Jezusa nie byłoby na Ziemi bez Jego narodzin. Bo o to chodzi w Bożym Narodzeniu, nieprawdaż?

Wigilia i Boże Narodzenie to nie są chwile, które mają przeminąć jak najszybciej. One mają trwać i trwać. Mamy cieszyć się z narodzin Jezusa tak, jakby to był nasz mały braciszek. Kto nie marzył o małym braciszku? (ja o siostrze, ale braciszek też może być ;))

Jezus dał nam ZBAWIENIE. I nie przyszło Mu to łatwo, nawet jeśli tak moglibyśmy pomyśleć. W Ogrójcu cierpiał, bo nie był tylko Bogiem, ale też Człowiekiem. Jednak, jak wiemy, pozwolił przybić się do krzyża i umarł za nas. Ale najpierw się narodził…

To jest niewyobrażalnie piękny prezent, nigdy piękniejszego nie dostaniemy. I ten prezent powinniśmy pokochać. I dzielić się nim z innymi. Jak Buster z reklamy, którą za chwilkę obejrzycie. Prezent dziewczynki, wydawałoby się, nie był przeznaczony dla niego, a jednak cieszył się nim równie mocno jak jego właścicielka.

Tak samo jest ze Zbawieniem. Jest przeznaczone dla wszystkich: grzeszników, prawych, ludzi wszystkich wyznań i wierzeń. Trzeba tylko im pokazać jaka to frajda wierzyć w Jezusa i to, że kiedyś wszyscy możemy potkać się w Niebie.

Pokażmy innym, że prezent, który dostali od Jezusa jest tym najpiękniejszym. Podzielmy się z innymi tą radością. Jezus się narodził! Nie tylko dla nas!

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 5

17 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Mam sąsiadów. I to nie takich zwyczajnych – są dla mnie jak dziadkowie. Mam wrażenie jakby żyli wiecznie. Odkąd tylko pamiętam – zawsze byli obok, zawsze uśmiechnięci i pomocni. Gdy byłam małym szkrabem rodzice często powierzali mnie ich opiece – a pani Ewa i pan Stefan z radością przygarniali krnąbrne dziecko i pokazywali mu jaki ten świat jest cudowny. Rodzice w spokoju mogli wysprzątać dom, a ja za to zajadałam się sałatą ze śmietaną (przysmak mojego dzieciństwa!) – do dziś pamiętam jak siedziałam przy kuchennym stole i szczerzyłam ząbki w stronę pani Ewy, a ta wycierała mi umorusaną buzię.

W każdy lany poniedziałek pan Stefan podchodził do żywopłotu i spryskiwał moją mamę oraz mnie perfumami (czułam się wtedy taka dorosła, do tego dama!). Zawsze to lubiłam, bo zamiast ociekać wodą to przynajmniej ładnie pachniałam 😀

Nigdy nie umiałam sobie wyobrazić pani Ewy i pana Stefana oddzielnie. Zawsze byli razem. Nie ważne czy w ogrodzie, czy na tarasie, czy przed telewizorem, czy w kuchni – ZAWSZE RAZEM. Ale nadeszło jedno Boże Narodzenie, które pan Stefan miał spędzić sam…

Pani Ewa musiała wyjechać za granicę i nie było szans żeby wróciła na Święta. Zastanawialiśmy się co się stanie z panem Stefanem – czyżby sam miał spędzać Wigilię i Boże Narodzenie? Moja mama nie chciała do tego dopuścić. Razu pewnego, przez wysokie śniegi (wtedy jeszcze pokrywa śnieżna sięgała mi do połowy uda) udała się do sąsiada i zaprosiła na obchodzenie z nami tego pięknego wieczoru. Zgodził się, chociaż podejrzewam, że pomimo zażyłości jaka łączyła nasze rodziny (jak pisałam na początku – są dla mnie jak dziadkowie), musiał czuć się trochę niezręcznie. Tę pamiętną Wigilię spędziliśmy razem. I była to jedna z piękniejszych, ponieważ nie pozwoliliśmy, aby ktoś w ten wieczór był sam.

Reklama, którą za chwilkę obejrzycie (a mam przynajmniej taką nadzieję) przypomina mi o tamtej Wigilii. I za każdym razem się wzruszam (a tak naprawdę to płaczę jak małe dziecko). Bo nie umiem się pogodzić z faktem, że ktoś w Święta mógłby sam siedzieć przy choince i wyglądać przez okno, czy ktoś jednak się nie pojawi.

Już wspominałam w poprzednich lekcjach, że czasem znamy ludzi mieszkających samotnie – albo tych, których rodzina nie miała możliwości przyjechać. Albo tych, których rodzina zwyczajnie nie chciała się pojawić w Wigilijny wieczór. Dlaczego nie zaprosić ich do siebie? Posadzić przy stole i pokazać, że nie są sami. Może nie umiecie się przełamać i boicie się ich zaprosić. Ale skąd wiecie czy obecność tej osoby nie ubogaci tych Świąt, nie sprawi, że będą niezapomniane?…

Proszę, niech puste miejsce przy stole nie będzie tylko tradycją, ale prawdziwym znakiem otwarcia się na tych, którzy potrzebują towarzystwa w ten cudowny święty czas.

A teraz reklama. Wyobraźcie sobie, że to Wy jesteście tym człowiekiem na Księżycu. Chcielibyście, aby ktoś Was zauważył?…

 

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 3

5 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Są ludzie, którzy nie są szczęśliwi w Święta.

Każdy z nas chociaż raz w życiu widział człowieka, który Boże Narodzenie uważa za niepotrzebne, nudne i denerwujące, bo trzeba siedzieć z rodziną i słuchać ich paplaniny.

Tacy ludzie są jak niedźwiedzie, które przesypiają zimę. Tylko że oni „przesypiają” radość Świąt, umyka im ona i staje się nieuchwytna. Czasem też nie chcą się „obudzić”, bo mają złe wspomnienia i zwyczajnie łatwiej jest się wyłączyć i w trybie „stand by” przetrwać ten czas, a później wrócić do codzienności.

Wiem, że ci ludzie są smutni. Smutne jest ich życie pozbawione radości przeżywania jednego z piękniejszych chwil w roku. Nie każdemu to przeszkadza – wiadomo, nie każdy musi kochać Święta. Do niczego zmusić nie można. Ale co z ludźmi, którzy kiedyś w Święta zmieniali się w dzieci i nie mogli się doczekać wieczerzy albo rozpakowywania prezentów i wyprawy przez śniegi (teraz to już chyba tylko widzianych w wyobraźni) na pasterkę. Czy można zrobić dla nich coś, aby ujrzeli Święta takimi, jakimi były dla nich w przeszłości? Aby znów odczuli tę rodzinną atmosferę, miłość, przyjaźń, zadowolenie i RADOŚĆ?

Jeśli macie znajomego, który te Święta będzie spędzał samotnie, ponieważ nie ma już rodziny, albo ta wyjechała za chlebem i szybko nie wróci – zaproście go do przeżywania tego czasu z Wami.

Jeśli wiecie, że sąsiadka z dołu będzie znów czekała na swoje dorosłe dzieci, a one, jak co roku, nie przyjadą na Wigilię, zaproście ją do siebie i pokażcie, że warto było lepić te pierogi i uszka.

Jeśli znacie człowieka, dla którego te Święta miałyby być nie radością, a powodem do smutku, to dajcie mu prezent w formie Waszego czasu albo uśmiechu. Zaproszenia, albo propozycji. Nie chodzi tu o litość. Chodzi o dawanie radości.

Kolejna reklama, które natchnęła mnie do napisania tych lekcji, pochodzi z 2013 roku. Jest mi bliska chociażby dlatego, że jednym z głównych bohaterów jest… zając 🙂

Pamiętajmy w te Święta, że jesteśmy jedną wielką rodziną, i są w naszym otoczeniu osoby, dla których najpiękniejszym prezentem, którego nigdy nie zapomną, byłby czas spędzony z ludźmi, którym na nich zależy.

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 2

28 listopada 2016 Dodaj komentarz

Znowu skarpetki…

Prawdą jest to że czasem nie zastanawiamy się nad tym, jaki prezent chcemy kupić najbliższej osobie. W biegu, w drodze, bez zastanowienia. Ostatnio pisałam o tym, że powinniśmy nie umieć doczekać się DAWAĆ prezenty, jednak podarek powinien być ofiarowany z serca, a nie dlatego, że tak wypada.

Ile razy dostaliśmy prezenty, które okazały się nieprzydatne albo nietrafione? Ja kilka takich dostałam w życiu; wiem, że ludzie, którzy mi je ofiarowali mieli jak najlepsze intencje, ale… No właśnie, co? W tamtym czasie te właśnie rzeczy były mi nieprzydatne. Nie marzyłam o szaliku w momencie, w którym potrzebowałam paska do spodni, ponieważ miesiąc wcześniej zepsuł mi się ostatni. Nie chciałam słodyczy wtedy, kiedy dbałam o linię (teraz wyznaję zasadę, że linia musi być gruba i wyraźna – żart), ale za to pragnęłam książki, na którą polowałam od miesięcy… Jak wyjść z tej sytuacji?

W mojej rodzinie od dwóch lat mamy taką „tradycję” – jeśli nie wiemy co kupić drugiej osobie, po prostu się pytamy. Mamy nawet założoną konwersację na WhatsAppie! Wiadomo, czasem widzimy, albo wewnętrznie czujemy, że ktoś czegoś potrzebuje (zbił się ostatni kubek, podarła ulubiona poszewka na poduszkę, spruł się wysłużony szalik). Czasem zdarza się, że domyślilibyśmy się, czego pragnie druga osoba, gdybyśmy poświęcili im trochę więcej uwagi. W zeszłym roku wolałam się spytać, co wolą moi bliscy dostać i otrzymałam odpowiedź. Szaliki własnoręcznie przeze mnie wydziergane noszą z dumą 🙂 Za to w tym roku przyjaciółka powiedziała, że pragnie dostać pod choinkę wodę toaletową. Gdybym nie spędziła z nią tych pięciu minut więcej, nie wiedziałabym co jej sprawić na święta.

Miałam taki epizod, że każdego kogo tylko mogłam obdarowywałam prezentami. Czasami nie zastanawiałam się czym później zapłacę za bilet miesięczny (glinianym aniołkiem albo czarną włóczką się niestety nie udaje 😦 ), po prostu każdemu chciałam coś dać. Dziergałam szaliki (pierwsze dwa były OKROPNE, ale osoby, którym je dałam nie zwróciły mi ich, za to jestem pewna, że leżą one zapomniane – i się temu wcale nie dziwię), robiłam ocieplacze na kubeczki (te już były lepsze, do tego ładne). Mam tylko nadzieję, że wszystkim obdarowanym służą do dziś 🙂

Wiem na pewno o jednym prezencie, który służy już dość długo, a noszony jest z dumą i radością. Mój ksiądz proboszcz wiele lat nosił czarny szalik, taki wełniany, cienki. Łączył go z brązową kamizelką, taką puchatą jak owieczka. Czarni i brązowy? A fe! Pomyślałam, że skoro ksiądz ma urodziny kilkanaście dni przed Bożym Narodzeniem, to zrobię mu prezent łączony – szalik. Wydziergałam go z grubej, mocnej i ciepłej włóczki, dołączyłam fioletowo-brązowe pomponiki (!), zapakowałam w piękny papier i sercem na ramieniu poszłam go wręczyć. A musicie wiedzieć, że mój proboszcz jest bardzo, ale to bardzo wybredny! I nie wiecie nawet jak się ucieszyłam, gdy otwierając prezent NAPRAWDĘ się ucieszył! Później widywałam go całą zimę jak chodził z moim prezentem pod szyją. To było jakieś 6 lat temu. Ostatnio spotkałam go w Opolu, gdzie odpoczywa na emeryturze. Nie zgadniecie co miał pod szyją! MÓJ SZALIK! Myślałam, że z radości się popłaczę.

To mój cel w tegoroczne święta. Dać moim bliskim coś, co na 100% im się przyda. Nawet gdyby to miały być skarpetki, bo ostatnia para okazała się dziurawa.

Pokażmy w tym roku naszymi prezentami, że zależy nam na naszych bliskich i chcemy da nich jak najlepiej. I że nie pozwolimy marznąć ich stopom!

PS. Proszę, pomóżcie mi dotrzeć do większej rzeszy ludzi. W miarę możliwości drukujcie, udostępniajcie albo zwyczajnie pokażcie innym te lekcje. Sprawmy, że te święta będą jeszcze bardziej wyjątkowe!