Archive

Archive for the ‘cuda’ Category

Pokora

25 czerwca 2017 Dodaj komentarz

unsplash_52cd2d19237cd_1

„Szedł kiedyś Makary od bagna do celi niosąc liście i spotkał na drodze diabła, który trzymał sierp. Diabeł zamierzył się na niego sierpem, ale go nie mógł uderzyć. I powiedział: Wielką krzywdę mi wyrządzasz Makary, a nie mogę cię pokonać! Przecież wszystko, co ty robisz, ja także robię. Ty pościsz, a ja nigdy nie jadam; Ty czuwasz, a ja w ogóle nie sypiam. Jest tylko jedna rzecz, którą mnie przewyższasz” – „Jaka” – zapytał Ojciec Makary. A diabeł odrzekł: „Twoja pokora. To przez nią ja ciebie nie mogę pokonać”.

Zastanówmy się dziś czym jest pokora, co ona oznacza i czy potrafimy być pokorni.  Pokora, to umiejętność odniesienia zwycięstwa nie przez obalenie przeciwnika, lecz przez jego pozyskanie. Tysiące razy piękniejszym zwycięstwem jest przekonanie wroga, by w dalszej walce stanął w moim szeregu i walczył o wartości najwyższe, niż powalenie go na ziemię i tryumfalne postawienie swej stopy na jego głowie. Tam, gdzie jest zniszczenie, zwycięstwo jest połowiczne. Pełne ma miejsce jedynie wówczas, gdy przeciwnik staje się przyjacielem. Zamordowanie wroga, to tylko ocalenie siebie. Przemiana wroga w przyjaciela, to ocalenie siebie i ocalenie wroga. Sukces jest pełny. Takie zwycięstwo umie odnieść jedynie pokora. Ona zgodzi się na szereg sytuacji przegranych, na cierpienie, poniżenie, byle tylko przekonać przeciwników o ich niewłaściwej postawie.

I chciałbym aby taka właśnie pokora była w naszym życiu. Pokora, to nie kompleks niższości, to nie bojaźliwe zajmowanie ostatniego miejsca. Ale pokora to też umiejętność przyznania się do błędu, nie zakrywanie go, nie pokazywanie, że zawsze jestem najlepszy, ale ja też potrafię się pomylić, zgrzeszyć. Warto kształtować swoje sumienie pod tym kątem. Warto iść do konfesjonału z pokorą a nie z myślą „przecież to nie moja wina, ja nie zgrzeszyłem, to Kościół ma za wysokie wymagania”.

Szatan bardzo trafnie ocenił w czym tkwi siła Makarego. On sam potrafi naśladować wiele naszych cnót. Szatan jest odważny, potrafi być sprawiedliwy i umiarkowany. Potrafi stosować długomyślność, wdzięczność i usłużność. Nie potrafi jednak być pokornym. Brak zaś pokory uniemożliwia mu zdobycie mądrości. Prawdziwa mądrość jest zawsze pokorna. Konsekwencją tego jest fakt, że nie może kochać. Pokora stanowi istotny składnik mądrej miłości.

Kto nie wchodzi do owczarni przez bramę, ale wdziera się inną drogą, ten jest złodziejem i rozbójnikiem. To nie człowiek ustalił wielkość bramy do owczarni, to Bóg ustalił jej granice i pokazał człowiekowi jak się tam dostać – pokorą. Inne drogi może i prowadzą do owczarni ale nas do niej nie zaprowadzą.

Można całymi dniami wołać „Pan jest pasterzem moim nie brak mi niczego” ale wiara bez uczynków jest martwa! Wiara bez uczynków jest martwa! Ale aby zacząć spełniać uczynki musimy przyoblec się w pokorę. Czyli, zrozumieć, że mój wróg, który chce mnie pokonać ma stać się moim przyjacielem. To co złe ma stać się dobre! To co złe ma zrozumieć, że jest złe i chcieć stać się dobrym! Ale co zrobić aby pokazać komuś w sposób pokorny, że robi źle?

Pracowała w kuchni. Prawie codziennie wracała nie tylko zmęczona, ale i przybita. Gotuje dobrze i lubi swój zawód. Skąd zatem zniechęcenie na jej twarzy? Przyczynę ujawnia w jednym zdaniu: „Pracowałam w tym zakładzie pięć lat i nigdy nie zrobiłam nic dobrze. Przez tyle lat ani kierowniczka kuchni, ani dyrektor zakładu nie zdobyli się na jedno słowo pochwały czy uznania”. Zabrakło akceptacji. Czuła się obco. Zmieniła miejsce pracy. Dziś nadal stoi przy kuchennym piecu. Pracuje jeszcze więcej niż poprzednio. Wraca jednak do domu z uśmiechem na twarzy. Tak zwierzchnicy, jak i goście przy stolikach cieszą się jej pracą. Została zaakceptowana. Już się nie czuje obco. Z radością wyznaje: „To mój drugi dom”.

Aby pokazać komuś cokolwiek trzeba go zaakceptować, potrzeba akceptacji! Ale takiej, która da poczucie bezpieczeństwa i sprawi radość wewnętrzną, która będzie promieniować na zewnątrz. Akceptacja jest potrzebna człowiekowi do życia, tak jak świeże powietrze do oddychania. Bez akceptacji człowiek się dusi. Dotykamy tajemnicy dobroci ludzkiego serca. Nie ten jest dobry, kto dużo daje, lecz ten, kto potrafi akceptować innych. Dobroć to sztuka przyjmowania drugiego człowieka takim, jakim on jest.

Pamiętam doskonale  jak kilka lat temu próbowaliśmy „nawrócić kolegę” nie było to proste, nie akceptował tego wszystkiego, Kościoła. I po prostu go zaakceptowaliśmy, i wtedy wydarzyło się coś niezwykłego, gdy sam chciał chodzić z nami do kościoła. Poczuł się tam bezpiecznie i spojrzał na Boga naszymi oczami. Oczami otwartymi w sakramencie pokuty i oczyszczonymi przez Eucharystię, ale to nie dałoby rady, gdybyśmy bez pokory nie uklękli i się nie modlili!

Bywają ludzie, którzy w poświęceniu dla drugich spalają się aż do granic możliwości, a mimo to nie są mile widziani w otoczeniu i sami czują się w nim obco. Umieją dawać, ale nie umieją przyjmować. Ta druga sztuka jest ważniejsza. Przyjąć drugiego człowieka, to przyjąć stworzony przez Boga nowy, jedyny i niepowtarzalny świat. Taka akceptacja otwiera wielkie możliwości twórczego rozwoju tak dla akceptowanego, jak i akceptującego. To możliwość wzajemnego ubogacenia.

To jest sposób działania zostawiony przez Jezusa: czynem, słowem i modlitwą. Nie odwrotnie, najpierw czynem! Potem słowem i modlitwą! Jeśli potrafisz połączyć czyn, słowo i modlitwę to potrafisz z pokorą dawać innym miłość! Bo pokora to droga do Boga, innej drogi nie ma!

 

Proście, a będzie Wam dane

IMG_20170505_152531_179.jpg

To już było lata temu, w październiku, a raczej u jego końca. Młodzież z naszej parafii miała tej dość pochmurnej soboty uporządkować opuszczone groby na cmentarzu. Było ich wiele (tak grobów jak i młodzieży). Przygotowaliśmy się do tego bardzo – mieliśmy łopatki, grabki, worki na śmieci, wiadra i szmatki. Chcieliśmy, aby do wieczora wszystkie zaniedbane groby były ładnie uporządkowane.

Tylko po co ja piszę w maju o przygotowaniach do listopadowego święta Wszystkich Świętych? Mogłabym się wymówić tym, że pogoda podobna (u mnie mgły, deszcze i przenikające do kości zimno, czasem tylko słonko wyjrzy).

Piszę to wszystko, bo chodzi mi o PROŚBĘ. A raczej jak prosimy i jak otrzymujemy to, czego tak bardzo pragniemy.

Już kiedyś o tym pisałam przy okazji historii o małym kiwi i Panu Bogu. Tutaj jest LINK, jeśli nie czytaliście tego wpisu, a przyznaję, trochę popadając w pychę, że mi się udał.

Wracając do mojej opowieści: jesteśmy na cmentarzu, godziny przedpołudniowe, wszyscy gotowi do pracy, powoli zaczynamy. Jeden grób wystarczyło uwolnić od chwastów i delikatnie pograbić ziemię na nim – zrobione! Drugi trzeba było przemyć, ponieważ był cały zakurzony i piasek utworzył kupki naokoło niego – zrobione! Trzeci trzeba było całkiem wykarczować i… No właśnie. Po zeschniętych kwiatkach nie było śladu, ale została pustka – jasnobrązowa ziemia i tyle.

Wtedy pomyślałam, że brzydko wygląda taki pusty grób, byłoby cudownie, jakby się znalazło kilka gałązek jakiegoś iglaka, żeby przykryć ziemię.

– Dzień dobry! – Przywitała nas idąca alejką pani.

– Dzień dobry! – Odpowiedziałam i zauważyłam, że w dłoni kobieta trzyma reklamówkę (co wcale mnie nie zdziwiło, ale jest ważne).

– Nie potrzebujecie przypadkiem gałęzi świerku? Zabrałam z domu za dużo, a skończyłam pracę przy grobie. Szkoda, żeby się zmarnowały – wyjaśniła nam pani, a ja zamarłam.

GAŁĘZIE IGLAKA. No nie wierzę! Albo raczej wierzę i nie mogę wyjść z podziwu, jak szybko Pan zadziałał!

Jak możecie się domyślić, dar przyjęliśmy z radością i kilka chwil później ziemia została przykryta zielonymi gałązkami.

Podeszliśmy do kolejnego grobu, całego pokrytego wysoką trawą. Zabraliśmy się do wyrywania, jednak korzenie siedziały tak głęboko w ziemi, że ręce tylko ślizgały nam się po zielonych liściach i wyrywały zaledwie jedną piątą tego, co trzeba było.

– Wiecie co? – Zwróciłam się do moich towarzyszy. – Przydałby się jakiś nóż. Nikt z was żadnego nie wziął? – Zobaczyłam tylko, że potrząsają głowami w zaprzeczeniu i westchnęłam.

Złapałam kolejną kępę trawy i poczułam coś twardego. Nie zgadniecie.

NÓŻ!

Mały, wyglądający jak taki do obierania warzyw, z drewnianą rączką. No po prostu cud! Był trochę zardzewiały, ale jak zaczęłam nim ciąć trawę, to nie musiałam wkładać w to aż tyle wysiłku. Pomyślałam – Pan Bóg dzisiaj chce nam pomóc, i to bardzo.

Później, gdy już połowa grobów została wyczyszczona, umyta i przykryta gałęziami świerku, pomyślałam, że przydałyby się jeszcze osoby do pomocy. Od razu pomyślałam o znajomym, który mieszkał niedaleko, nazwijmy go Daniel – silny i pracowity, to wszystkie chwasty wyrywałby raz-dwa!

Nie minęło dziesięć minut jak usłyszałam za sobą:

– Daniel! Jednak jesteś!

Możecie sobie teraz wyobrazić moją minę! Odwróciłam się i zobaczyłam Daniela – ale nie mojego kolegę, tylko brata jednej z dziewczyn, które sprzątały z nami na cmentarzu.

Moja pierwsza myśl: mogłam sprecyzować mówiąc też nazwisko.

Moja druga myśl: PANIE BOŻE, ZADZIWIASZ MNIE!

Tego dnia wysprzątaliśmy wszystkie opuszczone groby na cmentarzu. Wróciliśmy do domu zmęczeni, ale szczęśliwi. I od tego dnia, a minęło już kilka lat, żyję w przekonaniu, że Pan Bóg spełnia każdą prośbę, którą do niego kierujemy. Niekiedy trzeba na to chwilkę poczekać, a czasem dzieje się to błyskawicznie.

Ave!

Święta (?) Rodzina

30 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Od pewnego czasu lubię czytać wpisy różnych znanych i mniej znanych osób na świecie na blogach czy stronach internetowych. Piszą tam jaki ten świat pełen jest dziwactw, opowiadają historie o wielkich krzywdach przydarzającym się innym. Często też piszą jaki Pan Kowalski ma portfel, jaki ma samochód, co robi w domu. W dzisiejszym świecie jesteśmy obserwowani 24 h na dobę przez 7 dni w tygodniu. Wiele z nas mówi „mój dom moje problemy”. Ukrywamy swoje problemy przed światem. I często są to słuszne powody. Bo może zdarzyć się tak, że nasz sekret, często wstydliwy pójdzie w świat lub zostaniemy wyśmiani wśród sąsiadów albo ktoś „miły” napisze o nas w gazecie.

Jak musiała się czuć Święta Rodzina? Bo przecież to co dzieje się teraz czyli zazdrość, pycha – to też działo się kiedyś…

Jak czuła się Maryja? Jak czuła się kobieta, która została poczęta z Ducha Świętego? Przecież wiele osób to wyśmiało? Co myślały o niej sąsiadki gdy dowiedziały się o ciąży?

Jak czuł się Józef? Jak czuł się mężczyzna gdy wiele razy musiał zmieniać miejsce zamieszkania od tak? Co myśleli znajomi i sąsiedzi gdy nagle bez słowa dom Józefa zostawał pusty? Może mieli coś do ukrycia? Może zabił człowieka?

Jak czuł się mały Jezus? Jak czuło się dziecko, które czuło w sobie Moc Bożą? Jak zachowywały się dzieci w stosunku do Jezusa gdy widziały Jego mądrość? Może myśleli, że jest dziwny?

Jak Oni się wtedy czuli? Ich uczucia opisuje doskonale Biblia. Oni jak parafrazują Ewangelię: „zachowywali wszystkie te znaki i cuda w sercu i rozważali je” Kogo mogli się poradzić? Kogo mogli zapytać o zdanie? Byli zdani tylko na siebie! Tak możemy sobie teraz pomyśleć! Przecież nie mieli się u kogo zatrzymać… Ale przecież Bóg nie pozostawiłby ich bez opieki!

No właśnie chyba wiele razy ich sprawdzał. Wiele razy posyłał swojego anioła. Wiele razy mówił Józefowi: „idź tam, idź tam” I on nie pytał czemu, nie zadawał zbędnych pytań ale brał żonę i dziecko i szedł. Może często w nieznane. Może czasem musieli prosić się o kawałek chleba. Ale zawsze ufali Bogu!

Tego uczy nas Święta Rodzina! Zaufać Bogu i na każde Jego wezwanie odpowiadać z chęcią TAK, TAK PANIE!

Ale Święta Rodzina daje nam jeszcze jedną lekcję. Oni uczą nas aby nie patrzeć na to co powiedzą inni. Oni patrzyli oczami Boga a nie ludzi. I każdy z nas powinien tak patrzeć. Powinniśmy nie zastanawiać się co powie sąsiad gdy wstanę wcześniej i pójdę do kościoła. Nie zastanawiaj się co pomyśli kolega gdy zobaczy na Twoim telefonie tapetę z Jezusem. Nie myśl o tym. Zawsze mów Bogu tak. A gdy pojawisz się w gazecie, gdy będziesz wyśmiewany, opluwany bo się wyróżniasz to ofiaruj to właśnie Świętej Rodzinie. A Święta Rodzina, która powinna być naszym wzorem będzie wspomagać nas, nasze rodziny. Bo rodzina jest po to by dawać miłość, by się wspierać. Mimo braku tematów przy stole, mimo złych myśli o swoim kuzynie. Zapomnij o tym i podziel się z nim nie tylko opłatkiem ale i Jezusem.

A jeśli będzie Ci trudno wykonywać polecenia Boga spójrz na Józefa i Maryję i pomyśl czy Oni nie są dla nas wzorem? Czy właśnie Oni nie powinni zostać naszymi idolami, gwiazdami z których chcemy brać przykład?

I dziś nie będzie lekcji o tym jak być dobrym rodzicem, jak być dobrym dzieckiem. Dziś będzie o tym jak po prostu być. A być to znaczy ufać…

Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez proroka: «Z Egiptu wezwałem Syna mego».
A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia». On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela.
Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaus w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w stronę Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: «Nazwany będzie Nazarejczykiem».

Oto słowo Pańskie…

swieta_rodzina_v

Wierzysz w to?

Adwent to nie tylko czas, w którym przygotowujemy się do Narodzenia naszego Pana. Adwent to czas by przyjrzeć się naszemu życiu i naszej wierze. Jezus był z nami ale obiecał nam, że ponownie wróci na ziemię a Dzieje Apostolskie mówią o tym tak:

Mężowie z Galilei, dlaczego stoicie i wpatrujecie się w niebo? Ten Jezus, wzięty od was do nieba, przyjdzie tak samo, jak widzicie Go wstępującego do nieba

A my wyznajemy to w każdą niedzielę:

I ponownie przyjdzie w chwale sądzić żywych i umarłych, a królestwo Jego nie będzie końca.

Nie wiemy kiedy to nastąpi, jedynie możemy się domyślać ale nie znamy konkretnego dnia ani konkretnej godziny. Jezus przyjdzie i to jest fakt. Ale co będzie przed tym przyjściem? Jak będzie wyglądać nasze życie przed Jego przyjściem? I jak już ono wygląda? Bo wielu z nas odejdzie z tego świata jeszcze przed Sądem Ostatecznym, niektórzy z nas będą oczekiwać tego Sądu w niebie.

Czy boimy się śmierci? Temat poruszany rzadko, temat nie lubiany przez dziennikarzy, pisarzy, artystów. Śmierć często kojarzy się z cierpieniem, z bólem. Ale czy tak serio jest? Czy będziemy cierpieć?

Możemy sobie tylko wyobrażać co będzie w niebie. Jedni mówią o wszystkich dobrach, które są na ziemi, a inni o tym, że będziemy nieustannie wielbić Boga. Ale nikt nie jest tego na 100% pewien. A czy Ty boisz się śmierci?

W książce NIEBO ISTNIEJE… NAPRAWDĘ! poznałem historię chłopca, który przeżył śmierć kliniczną. Miał on wtedy trzy lata. W wieku czterech lat zaczął opowiadać co widział. Czterolatek opowiadał o takich rzeczach jakich nawet wielu z nas nie słyszało. Wszystkie jego opowieści pokrywały się z Biblią. I pewnego razu jego ojciec zapytał go czy chce umrzeć, ponieważ przed chwilą potrącił by go samochód a on nie myśląc długo (czterolatek!) odpowiedział: No to dobrze! Będę mógł wrócić do nieba.

Opowiadał o wielu bliskich z rodziny, których nie znał a poznał w niebie. Opowiadał o tym jak wyglądał Jezus. Gdy to czytałem miałem łzy w oczach…

Śmierci nie trzeba się bać! Śmierć będzie jednym z najwspanialszych wydarzeń w naszym życiu! Wtedy spotkamy się z Panem, który, jak mówił Colton jest biały jak śnieg i nadal ma rany po gwoździach… Dlatego Adwent nie jest smutnym oczekiwaniem. Oczekujemy naszego Jezusa! Tego, którego przyjmujemy w Eucharystii, któremu spowiadamy się z naszych grzechów.

Jezus stale przy nas jest!

Stale nam pomaga!

Stale mówi: zaufaj mi!

Stale powtarza: zostaw to mi, ja to naprawię, poskładam!

Stale woła: pójdź za mną!

A Ty? Nadal się boisz z Nim spotkać?

6112

Czym jest miłosierdzie?

9 sierpnia 2016 Dodaj komentarz

logonapis15_sdm

Drodzy czytelnicy!

Hasłem tegorocznych ŚDM były słowa jednego z ośmiu Błogosławieństw wypowiedzianych przez Jezusa. BŁOGOSŁAWIENI MIŁOSIERNI ALBOWIEM ONI MIŁOSIERDZIA DOSTĄPIĄ. Piękne słowa ale jak dla mnie były one nie zrozumiałe…

Czym jest miłosierdzie? Jak miłować innych, osoby, których nie znam, które niezbyt lubię? Jak miłować innych w codzienności? Nie chciałem uczyć się na pamięć formułki z katechizmu na temat miłosierdzia ale chciałem aby Bóg mi to objawił.

I właśnie podczas tego wielkiego wydarzenia  zrozumiałem znaczenie tych słów. Dowiedziałem  się co to znaczy być miłosiernym. I objawił mi to jak myślę sam Bóg.

Święta S. Faustyna zapisała słowa Jezusa, który powiedział by miłować czynem, słowem i modlitwą.

Mógłbym podawać miliony przykładów, w których Bóg za pomocą bliźnich mi to ukazał ale podam tylko jeden najważniejszy, który rozjaśnił mi wszystko i wydarzył się podczas ŚDM.

Ostatniego dnia przed wyjazdem zmęczeni wróciliśmy na nasze pole namiotowe. Nagle zerwała się gwałtowna burza, wicher i nasze namioty po prostu latały. Wszystko zostało zalane. I właśnie wtedy ukazało mi się znaczenie tego hasła. Miłosierdzie to nie patrzenie na własne nieszczęście, niedolę ale pomimo tego wszystkiego pomoc innym. Gdy zamiast ratować swoje rzeczy przed zalaniem pomagaliśmy innym. Każdy z nas zostawił swoje rzeczy w kałuży i biegł ratować ubrania osób, którzy nie miały siły zanieść ich do schronienia. Pomimo bolących nóg biegaliśmy pomagając innym. Niektóre osoby przez taką pomoc spały w mokrych ubraniach, niektórzy oddawali swoje by im pomóc, by jakoś przetrwać tą noc.

To jest właśnie miłosierdzie. Taki prosty gest. Mogliśmy nie pomagać, martwić się o siebie. I patrzeć jak inni tracą swoje rzeczy. Ale jeśli nie okażemy miłosierdzia to jak go mamy dostąpić?

I jaką nagrodę otrzymaliśmy za taką pomoc? Największą nagrodę jaką ja mogłem otrzymać to uśmiech na twarzach osób, którym pomogłem, które pomimo zalanych rzeczy uśmiechały się i ze smutkiem oczekiwały powrotu do domu. Czemu ze smutkiem? Bo będzie brakować nam wspólnych śniadań, zapchanego autobusu, katechez biskupów, Mszy Świętych, spotkań z papieżem i po prostu bycia razem.

Światowe Dni Młodzieży ukazały nam jak ważne jest bycie miłosiernym. Pokazały, że zawsze mamy pomagać innym. Ukazały, że pomimo zmęczenia na modlitwę zawsze ma się siłę. Po 8 godzinach w pociągu mieliśmy tyle energii na Mszy Świętej o 22, że razem zatańczyliśmy taniec miłosierdzia i modliliśmy się za nasze parafialne wspólnoty, które od ponad roku wspierały nas modlitewnie.

Podczas tego krótkiego tygodnia wypełniliśmy polecenie Jezusa i miłowaliśmy czynem, słowem i modlitwą i idąc za radą Papieża Franciszka nie idziemy na przedwczesną emeryturę ale jesteśmy  i głosimy Wam Boga, którego lepiej poznaliśmy na ŚDM i będziemy Go głosić co Wam obiecuję zawsze i wszędzie!

ŚDM ukazało mi imię Boga, mój Bóg ma na imię MIŁOSIERDZIE!

Dziękuję za modlitwę i proszę o nią nadal szczególnie w intencji rozpoznania mojego życiowego powołania!

 

Cuda zdarzają się codziennie!

22 lutego 2014 Dodaj komentarz

Wskrzeszenie córki Jaira

Gdy On jeszcze mówił, przyszli ludzie od przełożonego synagogi i donieśli: «Twoja córka umarła, czemu jeszcze trudzisz Nauczyciela?» Lecz Jezus słysząc, co mówiono, rzekł przełożonemu synagogi: «Nie bój się, wierz tylko!». I nie pozwolił nikomu iść z sobą z wyjątkiem Piotra, Jakuba i Jana, brata Jakubowego. Tak przyszli do domu przełożonego synagogi. Wobec zamieszania, płaczu i głośnego zawodzenia, wszedł i rzekł do nich: «Czemu robicie zgiełk i płaczecie? Dziecko nie umarło, tylko śpi». I wyśmiewali Go. Lecz On odsunął wszystkich, wziął z sobą tylko ojca, matkę dziecka oraz tych, którzy z Nim byli, i wszedł tam, gdzie dziecko leżało. Ująwszy dziewczynkę za rękę, rzekł do niej: «Talitha kum», to znaczy: „Dziewczynko, mówię ci, wstań!” Dziewczynka natychmiast wstała i chodziła, miała bowiem dwanaście lat. I osłupieli wprost ze zdumienia. Przykazał im też z naciskiem, żeby nikt o tym nie wiedział, i polecił, aby jej dano jeść. Mk 5, 35 -43

 

W Piśmie Świętym znajdziemy całe mnóstwo opisów cudów jakich doświadczali ufający Panu z rąk Jezusa czy chociażby Apostołów, a wskrzeszenie córki Jaira jest jednym z nich. Czyż to nie jest zdumiewające? Odnoszę wrażenie, że dziś ludzie odczuwają wciąż czekają na takie spektakularne cuda, które wywołają sensację, a gazety o nich będą się rozpisywać. Chyba każdy z nas czeka na coś wielkiego, nadzwyczajnego i widowiskowego, cudu okraszonego oklaskami i fajerwerkami. Dlaczego tak trudno zauważyć te mniejsze, mniej sensacyjne i niezwykłe? A przecież cuda zdarzają się codziennie wokół nas, a nam tak trudno to zauważyć! Czyż nie jest cudem każdy kolejny nam dzień? Czyż nie jest cudem każde narodzenie dziecka? Czyż cudem nie jest miłość? A może przyjaciel? Czyż cudem nie jest to, że Bóg w każdej spowiedzi przebacza nam grzechy? Czyż nie jest cudem to, że nie wpadliśmy pod samochód po nieopatrznym wejściu na pasy? A może jest nim dobra ocena z testu, na który nie mogliśmy się nauczyć albo to, że udało się zdążyć na ostatni autobus do domu? A może to, że z kimś kogo nigdy nie lubiłeś zaczynasz się dogadywać? Tak, cuda zdarzają się codziennie, w każdej chwili, w każdym miejscu na Ziemi. Tylko w to uwierz i nie pozwól, aby wszystkie złe rzeczy i wydarzenia Ci zakrywały, to co dzieje się pięknego i cudownego! I zapamiętaj jednocześnie słowa Wilhelma Raabe: Największe cuda powstają w największej ciszy. Dostrzeż maleńkie cuda i przestań wzdychać za spektakularnymi cudami narzekając jak jest Ci źle! Dziewczynko, mówię ci, wstań!

Kategorie:cuda, refleksje