Archive

Archive for the ‘czytanie z dnia’ Category

Być (nie)przyjacielem

serce-125937Ostatnimi czasy wiele było we mnie jadu, byłam zgorzkniała wobec innych, stanowczo ich odtrącałam, nawet kiedy wprost do nich nie mówiłam, grzeszyłam myślami wykazując tym samym jakieś braki. Doszłam do tego po przypomnieniu sobie pewnego fragmentu, który znając już dużo wcześniej, dopiero teraz wywarł na mnie piętno.

Mowa o fragmencie Ewangelii św. Mateusza pod sam koniec rozdziału piątego, w którym jest zawarte osiem błogosławieństw. Rozdział ten zwieńczają słowa:

„Słyszeliście, że powiedziano: Będziesz miłował swego bliźniego, a nieprzyjaciela swego będziesz nienawidził. A ja wam powiadam: Miłujcie waszych nieprzyjaciół i módlcie się za tych, którzy was prześladują, abyście się stali synami Ojca waszego, który jest w niebie; ponieważ On sprawia, że słońce Jego wschodzi nad złymi i nad dobrymi, i On zsyła deszcz na sprawiedliwych i niesprawiedliwych. Jeśli bowiem miłujecie tych, którzy was miłują, cóż za nagrodę mieć będziecie? Czyż i celnicy tego nie czynią? I jeśli pozdrawiacie tylko swych braci, cóż szczególnego czynicie? Czyż i poganie tego nie czynią? Bądźcie więc wy doskonali, jak doskonały jest Ojciec wasz niebieski”

(Biblia Jerozolimska, Poznań 2006)

Najbardziej trafiają do mnie słowa aby miłować tych którzy nas prześladują oraz, że celnicy robią podobnie miłując tylko tych, którzy są dla nich dobrzy. Faktycznie, to żadna zasługa. Nie ma co czekać na brawa z nieba i tekst Pana Boga: Tak Magdaleno, jesteś prawa i wejdziesz do mego królestwa. Kto na takie słowa liczył… może już teraz zacząć od nowa drogę ku chwale Ojca.

Być prześladowanym za wiarę. Odważysz się? Zacznij od najbliższego podwórka. Jesteś w stanie przyznać się kumplowi, ze odmawiasz codziennie modlitwę poranną, wieczorną, że masz różaniec w plecaku? Pochwalisz się swojej kumpeli, że nie pójdziesz w piątek na imprezę, bo jesteś katoliczką i piątek zawsze celebrujesz jako dzień śmierci Jezusa? Powiesz w pracy, że weekend spędzisz nie wylegując się w leżaku tylko na rekolekcjach, weekendzie skupienia? A odważysz się zaprosić kogokolwiek  twojego środowiska, by poszedł z tobą do kościoła na adorację, mszę, na chwilę modlitwy? Powiem szczerze – ja nie.

Nie sprawia mi już problemu mówienie o tym, że uczestniczę w tygodniu we mszy, że podoba mi się nabożeństwo do MB Nieustającej Pomocy w jednej z parafii mojego miasta, że odmawiam różaniec, że jeździłam na rekolekcje oazowe, że wiara jest dla mnie priorytetem, że nie zgadzam się z pewnymi, wbrew mojemu katolickiemu wychowaniu, rzeczami, które dzieją się we współczesnym świecie. Ale nie mam w sobie jeszcze chyba tyle odwagi, by zaprosić kogoś prosto w oczy do wspólnej modlitwy. A tym bardziej swojego wroga.

Może odbiegłam trochę od tematu, ale jednak ma to jakiś związek. Na pewno z byciem prześladowanym za wiarę. Boimy się przyznać do naszego Niebieskiego Ojca przed drugim człowiekiem. Boimy się jego słów, boimy się reakcji, boimy się zranienia, odrzucenia czy też niezrozumienia. Najczęściej przemilczymy wszystkie „wiarowe” kwestie.

Może zabrzmi to zbyt dosadnie, ale czyż takie argumenty nie przemawiają do nas najbardziej? W Ewangelii św. Łukasza jest wyraźnie powiedziane (przy scenie ukrzyżowania Jezusa): Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”(por. Łk 23,34), a w Dziejach apostolskich „Panie, nie licz im tego grzechu” (por. Dz 7,60). Możemy nasze czyny porównać do grzechu, w zasadzie nie przyznając się do naszego Boga, w pewien sposób łamiemy pierwsze przykazanie z Dekalogu. Zastępując Boga innymi rzeczami (kłamstwem, imprezami, brakiem wiary) zastępujemy go bożkami. Prosta kalkulacja.

Pan Bóg nawołuje nas wszystkich, zachęca choć w zasadzie i nakazuje „Bądźcie świętymi, bo Ja jestem święty, Pan, Bóg wasz” (por. Kpł 19,2+). A świętym można być spełniając proste „zobowiązania”. Przyznając się do wiary i żyjąc nią.

Już jutro usłyszymy słowa o nawracaniu się, o życiu Ewangelią, o głoszeniu jej. Tak, jutro zaczyna się okres około 40 dniowego postu. Wielkiego Postu. Czas, w którym kolejki do konfesjonału szczególnie się powiększają, w którym w kościele rozdawane są skarbonki na jałmużnę wielkopostną, króluje kolor fioletowy, popiół, nabożeństwa dróg krzyżowych czy gorzkich żali. To jednak wciąż za mało, by zyskać coraz bliższą drogę do zbawienia. Miłość nieprzyjaciół. Hasło roku brzmi „Idźcie i głoście”. Bardzo dobrze wpisuje się w czas wielkiego postu. Więc idźmy i głośmy miłość nieprzyjaciołom, dajmy się prześladować, dajmy się uświęcić, a przynajmniej starajmy się to robić. Jeżeli wierzymy w życie wieczne, to czemu by nie zacząć układać sobie właśnie tej drogi. Jest jedno „ale”… nie słuchać siebie ale słuchać głosu Boga. To On nas tam doprowadzi, to On da nam nowe życie, to On jest żywą wodą, to On zbawia. Nie Józek, Halinka czy Zenobiusz. On, Jezus Chrystus, Pan i Zbawca, Początek i Koniec, Alfa i Omega.

„Wytrwałość zaś winna być dziełem doskonałym, abyście byli doskonali i bez zarzutów w niczym nie wykazując braków” (Jk 1,4)

Wolisz stać się przyjacielem czy nieprzyjacielem? Wszystko zależy od tego czy dasz się prowadzić Temu, który jest Drogą, Prawdą i Życiem.

„Ty natomiast poszedłeś śladem mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości, prześladowań, cierpień” (2TM 3, 10-11a)

16443403_1607917819224687_643711830_n

W Święto Ofiarowania Pańskiego obchodzony jest Dzień Życia Konsekrowanego. Osoby oddające się takiemu życiu, nie są nastawione na powodzenie, bogactwo, sukces życiowy, choć w pewnym stopniu na ten ostatni składnik owszem. Wszystko jednak w duchu Bożej pokory.

Ich życie nie jest usłane różami, z fortuną na lokatach w pięćdziesięciu bankach, z domem z basenem na Hawajach. Mają jednak pełne kieszenie. Nie bójmy się określać ich mianem ludzi bogatych. Bo tacy niewątpliwie są. Ich bogactwo polega na życiu pełnym prostoty, pokory, miłości, dobroci, zaufania Panu Bogu, życiu pełnym pracy, na służbie, na odwadze i na wielu innych, dla nas, goniących za sukcesem, nieznaczących rzeczy.

Najłatwiej jest nam znajdować minusy takiego życia, wręcz kierujemy obelgi i zniewagi względem takich osób. Nie każdy z ans ma w sobie tyle odwagi i miłości by podejść do człowieka schorowanego, biednego, trędowatego, ubogiego, zaniedbanego. Oni mają. Oni posiadają w sobie wielką moc a jednocześnie są małymi narzędziami w rękach Pana Boga. Każdy z nich wkłada wiele a jednocześnie cały czas( dla nas!!) za mało. Czekamy, aż udowodnią jak to bardzo poświęcili się Panu Bogu. Ale oni nei muszą niczego nam udowadniać. Przede wszystkim muszą stanąć przed Panem Bogiem w tej prostocie serca i w pełnym zaufaniu. Dla nas, ludzi niezwiązanych z ich codzienną służba, to cały czas będzie za mało. My i tak zajmiemy się wszystkimi innymi problemami „niedzielnych katolików”, nowym samochodem sąsiada, nowym partnerem sąsiadki. Dlaczego? Dlaczego nie poświęcimy choć chwili uwagi właśnie tym, którzy dla Pana Boga poświęcili wszystko?

Na ten czas odejdźmy od naszego egoizmu. Zastanówmy się wspólnie, co można zrobić by świat otrzymał więcej takich osób, które właśnie poświęciły wszystko dla Pana Boga. Jeden sposób znam. MODLITWA. Ofiaruj 5 minut swojego czasu w ciągu dnia (to zaledwie 0,35% czasu w ciągu 24 godzin!!! ) aby pomodlić się za osoby konsekrowane.

Zachęcam także, w ramach dzieła Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych aby adoptować modlitewnie siostry, które potrzebują naszej modlitwy. Zwracamy się szczególnie z prośbą, by modlitwą objąć te siostry, które wpisane są na listę oczekujących. zachęcamy ale nie nakazujemy J

Niech Pan błogosławi wszystkim, którzy poświęcili swoje życie w ramach życia konsekrowanego a wszystkim, którzy mają odwagę szanować takich ludzi niech Niepokalana uprasza u swego Syna niezliczoną ilość łask.

„W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.” (Hbr 2,18)

Ofiaruję Tobie Panie mój…

6 stycznia 2017 Dodaj komentarz

Dziś obchodzimy święto, w którym Jezus ukazuje, objawia się światu. W osobach Mędrców są reprezentowane ludy całego świata, wszystkich języków i krajów, które wezwane przez Pana wyruszają w drogę, by adorować Nowo Narodzonego w Betlejem.

Kapłani i uczeni w Piśmie, którzy przebywają blisko groty, nie robią ani kroku w jej kierunku. Mędrców wiedzie gwiazda, która zachęca ich do wyruszenia i oświetla im drogę wiodącą do tego szczególnego celu. Kapłani i uczeni w Piśmie znają dobrze Biblię. Stąd wiedzą, gdzie przepowiednie wskazywały miejsce narodzenia króla izraelskiego. Nie potrafią jednak powiedzieć Herodowi niczego ponad zwykłą prorocką informację. Mamy więc do czynienia ze swoistym paradoksem. Z jednej strony widzimy więc tajemniczą gwiazdę, która jest przewodniczką spotkania trzech pogan ze Zbawcą. Z drugiej zaś mamy Biblię, odczytywaną i nauczaną przez starotestamentalnych kapłanów i uczonych w Piśmie w taki sposób, iż nie można podać Herodowi niczego poza niewyraźną informacją.

Czy tak nie jest też z nami? Widzimy dokładne znaki, dokładnie widzimy drogę, którą mamy kroczyć jednak nie chcemy iść tą drogą, nie chcemy iść trzymając się tych znaków. Znamy Biblię, nauczanie Kościoła ale nie chcemy „oddać się” Bogu. Czemu?

Mędrcy dotarli jednak do Betlejem. Ujrzeli Zbawiciela, pokłonili się Mu i ofiarowali to co mieli najcenniejsze! Jednak My często nie idziemy za tą gwiazdą.  To może być trudne i na pewno jest trudne. Ale czy nie warto to zrobić? Mędrcom się udało bo gdy wracali do domu poszli inną drogą – czyli nawrócili się gdy spotkali Jezusa. Oczywiście nadal pewnie nie byli doskonali, nikt nie jest, ale byli szczęśliwi bo spotkali Jezusa. Zaczął się nowy rok. Może zrezygnuj z czegoś, zacznij czytać Pismo Święte, zrób coś w kierunku Jezusa, idź za gwiazdą.

Ale gdy już spotkasz Jezusa to wtedy będzie ciężko. Bo Twoje szczęście będzie próbował zniszczyć Herod. Bo on jest symbolem szatana, który czyha na życie Jezusa. Ale nie udało mu się zabić Jezusa. Bo Bóg czuwał i czuwa nad nami!

Jak zauważył św. Leon Wielki, z darów wynika, iż mędrcy wiedzieli, kim jest odwiedzany przez nich mały Chłopiec: kadzidło ofiarują Bogu, mirrę – poddanemu śmierci Człowiekowi, a złoto Królowi. Św. Ireneusz również dostrzega w darach uznanie prawdy o nowo narodzonym Dziecięciu: przez złoto mędrcy uznają w nim Króla, przez kadzidło – Boga, a poprzez mirrę – Cierpiącego Odkupiciela.

A Ty co dziś ofiarujesz Jezusowi? Złoto, kadzidło i mirrę już ma….

Jedyne co możesz Mu ofiarować to swój czas… Ofiaruj Mu swój czas i zostań w tym ubogim żłobie trochę dłużej. Oddaj mu siebie!

Nativity Scene, Adoration of the Magi

Ewangelia wg. Św. Mateusza

Gdy Jezus narodził się w Betlejem w Judei za panowania króla Heroda, oto Mędrcy ze Wschodu przybyli do Jerozolimy i pytali: «Gdzie jest nowo narodzony król żydowski? Ujrzeliśmy bowiem Jego gwiazdę na Wschodzie i przybyliśmy oddać mu pokłon».

Skoro usłyszał to król Herod, przeraził się, a z nim cała Jerozolima. Zebrał więc wszystkich arcykapłanów i uczonych ludu i wypytywał ich, gdzie ma się narodzić Mesjasz.
Ci mu odpowiedzieli: «W Betlejem judzkim, bo tak napisał prorok:
A ty, Betlejem, ziemio Judy,
nie jesteś zgoła najlichsze spośród głównych miast Judy,
albowiem z ciebie wyjdzie władca,
który będzie pasterzem ludu mego, Izraela».
Wtedy Herod przywołał potajemnie Mędrców i wypytał ich dokładnie o czas ukazania się gwiazdy. A kierując ich do Betlejem, rzekł: «Udajcie się tam i wypytujcie starannie o Dziecię, a gdy Je znajdziecie donieście mi, abym i ja mógł pójść i oddać Mu pokłon». Oni zaś wysłuchawszy króla, ruszyli w drogę.
A oto gwiazda, którą widzieli na Wschodzie, szła przed nimi, aż przyszła i zatrzymała się nad miejscem, gdzie było Dziecię. Gdy ujrzeli gwiazdę, bardzo się uradowali. Weszli do domu i zobaczyli Dziecię z Matką Jego, Maryją; upadli na twarz i oddali Mu pokłon. I otworzywszy swe skarby, ofiarowali Mu dary: złoto, kadzidło i mirrę.
A otrzymawszy we śnie nakaz, żeby nie wracali do Heroda, inną drogą udali się do ojczyzny.

Oto słowo Pańskie…

Święta Boża Rodzicielko- módl się za nami!

15822118_1574956289187507_1801946750_nWiększość z nas, zapytanych jaka uroczystość ma miejsce dziś, odpowiedzą „Nowy Rok, przecież!”. Tymczasem w kościele katolickim obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi. Huczne spędzanie sylwestra, popijanie każdej kolejnej godziny jeszcze większą ilością alkoholu, aż do momentu gdy zacznie się magiczne odliczanie i wzniesienie toastu, przyćmiewa ową uroczystość, która rozpoczęła się już o północy. Oczywiście opis jest uogólniony, skierowany do 80% świętujących tego dnia. Jednak idźmy dalej…

… Miejsca Maryi, również w kościele, nie poświęca się tak wiele jak w czytaniach liturgicznych np. z 15 sierpnia. Wspomina się ją trzy razy. Najpierw jako niewiastę, z której zostanie zrodzony Zbawiciel (por. Ga 4, 4-7) a następnie w Ewangelii razy dwa. Skupmy się na tym ostatnim wspomnieniu, a mianowicie na fragmencie „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). O czym to świadczy, że , jakby nie patrzeć wszystkie najważniejsze sprawy zachowała w cichości i skrytości serca? A mianowicie tym, że nie potrzebowała rozgłosu. I tak wystarczająco się nacierpiała przy ucieczce jeszcze jako kobieta brzemienna, a i sporo się nacierpi przez całe życie Jezusa, z rąk wszelakiej maści ludzi.

Maryja nie chce rozgłosu, nie chce być sławną celebrytką, katocelebrytką, Mother of the year czy gwiazdą Hollywood. Ona pragnie być dobrą matką w skrytości swego serca i w zaciszu rodzinnym.

Właśnie dlatego wielu z nas zapomina o Maryi, z racji tego, że sama nie chce się rozgłaszać na wszystkie strony.  Zapomina się o jej wielkich małych poczynaniach, o jej osobie, o tym, że w zasadzie gdyby nie została wybrana na Matkę Zbawiciela, to może losy całego człowieczeństwa wyglądały by inaczej (inaczej nie znaczy tylko lepiej ale być może i gorzej, kto wie). Oczywiście znów uogólniam, znów są to gdybania i scenariusze być może prawdopodobne..

Każdy jednak odpowiada za swe własne czyny i każdy odpowiada przed Panem. Starajmy się jednak nie zapominać o Świętej Bożej Rodzicielce. Darzmy ją wielką sympatią ale i pamięcią. Różańce w  dłoń!

Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych!

 

„Odwagi! Nie bójcie się!” Iz 35, 4bc

       gaudeteNiedziela Gaudete zwana niedzielą różową (ze względu na kolor szat, jakich tego dnia się używa)  ale przede wszystkim niedzielą radości. Półmetek Adwentu oznacza zbliżające się Święta Bożego Narodzenia a co za tym idzie ogłasza nadchodzącą radość.

       Każdy z na lubi owe ciepełko rodzinne, atmosferę, zapach mandarynek, żywej choinki, potraw czekających na świątecznie ozdobionym stole, wspólne śpiewanie kolęd, pasterkę itd. itd. itd.

       Ale żeby tego doczekać trzeba przede wszystkim przygotować się duchowo. I o takich duchowym przygotowaniu czytamy w czytaniu z dzisiejszej jutrzni.

„Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła.”

Rz 13,11-12

             Przyoblec się w zbroję światła- jak?  Jak to zrobić w czasie Adwentu? Sprawa prosta lecz wymagająca od nas niemałego wysiłku. Pierwsze- roraty. Choć jest już połowa Adwentu i połowa rorat za nami, to mimo wszystko warto się obudzić i usłyszeć ten ostatni dzwonek, by rano wstać mimo zmęczenia i ruszyć z lampionem do kościoła. Sama postawiłam sobie wymaganie by, gdy mam na późniejsza godziną do pracy, wstać na roraty- póki co się udaje, więc polecam. Rzecz druga- adwentowe rekolekcje. W każdej parafii możemy owe przygotowanie zastać. Do wyboru do koloru. Gdzie chce, z kim chce, dlaczego tam a nie tu. Co do tej kwestii szczęścia nie miałam, wybrałam rekolekcje parafialne, by przy okazji towarzyszyć mamie w owym wysiłku. Po zakończonych rekolekcjach usłyszałam od przyjaciela słowa, że choć nie ubogaciłam się słowem, to ofiara tego czasu na rzecz czegoś, również ma swój konkretny cel. I dlatego rekolekcje potraktowałam jako ofiarę.  Sprawa trzecia- spowiedź. Kwestia chyba najbardziej wymagająca. Wymagająca wysiłku ale i odwagi. To nie jest takie hop siup, czary-mary, hokus-pokus i abrakadabra i nie mam grzechu. No, nie. Nie tak. To przede wszystkim stanięcie w prawdzie, w prawdzie o sobie i w prawdzie przed Panem Bogiem. Przyznaję się do WSZYSTKICH win, grzechów, złych uczynków. Przyznaję się, że zrobiłem/ zrobiłam to JA, a nie bo Maciek mnie sprowokował. Mamy wolną wolę wiec to MY decydujemy i wybieramy dobro albo zło. SZCZERZE się spowiadam, a nie ‘wyznam tylko te grzechy, które są najlżejsze ze wszystkich, a o reszcie wspomnę w regułce <<Więcej grzechów nie pamiętam>’ Error! Tam jest Chrystus, tam w konfesjonale. On brzydzi się GRZECHEM a nie CZŁOWIEKIEM. Więc… no właśnie! Po co się bać? Pamiętać trzeba o porzuceniu WSZELKIEGO PRZYWIĄZANIA DO GRZECHU a więc ŻAŁOWAĆ i ZADOŚĆUCZYNIĆ.

         Owe praktyki nie są jedynymi, które przygotują nas na ponowne Boże Narodzenie, na ponowny czas radości by się prawdziwie radować, zaczynając od dzisiejszej niedzieli, niedzieli GAUDETE. Skorzystajcie z podpowiedzi. Dbajcie o swój rozwój duchowy, dbajcie o swoje dobre imię i dbajcie o dobry kontakt z tym, który już niedługo przyjdzie ponownie na świat i od nowa przeżywać będziemy historię Bożego Narodzenia.

On wie lepiej…

17 listopada 2016 Dodaj komentarz

 

apokalipsa-sw-jana

Ja, Jan, ujrzałem oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby mówiącej ze mną, powiedział: Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać. Doznałem natychmiast zachwycenia: A oto w niebie stał tron i na tronie [ktoś] zasiadał. A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu – podobna z wyglądu do szmaragdu. Dokoła tronu – dwadzieścia cztery trony, a na tronach dwudziestu czterech siedzących Starców, odzianych w białe szaty, a na ich głowach złote wieńce. A z tronu wychodzą błyskawice i głosy, i gromy, i płonie przed tronem siedem lamp ognistych, które są siedmiu Duchami Boga. Przed tronem – niby szklane morze podobne do kryształu, a w środku tronu i dokoła tronu cztery Zwierzęta pełne oczu z przodu i z tyłu: Zwierzę pierwsze podobne do lwa, Zwierzę drugie podobne do wołu, Zwierzę trzecie mające twarz jak gdyby ludzką i Zwierzę czwarte podobne do orła w locie. Cztery Zwierzęta – a każde z nich ma po sześć skrzydeł – dokoła i wewnątrz są pełne oczu, i spoczynku nie mają, mówiąc dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi. A ilekroć Zwierzęta oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddaje pokłon żyjącemu na wieki wieków, i rzuca przed tronem wieńce swe, mówiąc: Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone. (Ap 4,1-11)

Zazwyczaj czytania z Apokalipsy św. Jana są kojarzone są często z mrocznymi i strasznymi wizjami, jednak tak naprawdę są napełnione dużą nadziei oraz przeświadczenie, że śmierć nie jest końcem. Kiedy słuchałam tego czytania podczas Eucharystii moją szczególną uwagę przykuło jego ostatnie zdanie – Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone.

Dlaczego ono mnie tak poruszyło? Dlaczego tak bardzo przykuło moją uwagę? Poszłam na Eucharystię z pewną dozą żalu i smutku (ich przyczynę zostawię tylko dla siebie). Siadłam w ławce mniej więcej w połowie kościoła w tym swoim smutku i żalu, no i w czytaniu słyszę to zdanie. Zdanie, które pokazało mi, że ten cały smutek i żal (a w szczególności ich przyczyny) jest Jego zamiarem, że On ma w tym jakiś swój plan, choć ja go jeszcze go nie widzę. Bóg widzi dalej, głębiej, On wie lepiej, dlatego należy Go za to uwielbiać. Wiem, że jest ciężko dziękując Niewidzialnemu widząc tylko ciemność, komplikacje, smutek i żal… Ale tak naprawdę to popłaci. O dziękowaniu pisał także św. Paweł w 1 Liście do Tesaloniczan: W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. (1 Tes 5,18)

Pamiętaj, On jest większy niż nasz umysł, większy niż nasze pomysły i plany. On wie lepiej. On ma wiele lepszy pomysł na nasze życie niż może nam się wydawać, bo stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone.

XXII Niedziela Zwykła

Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie,
bo jestem cichy i pokorny sercem. ”(Mt 11,29ab)

dr3czb

Weźcie, uczcie się. Owe polecenia daje nam Pan Jezus w jutrzejszej Liturgii Słowa. Nie od kogo innego mamy się uczyć się od samego Boga, który jest:

  • cichy- a to nie znaczy, że nic nie mówi, że jego życie jest milczeniem. Owszem, wiele w jego trwaniu przy Ojcu było milczenia, nawet napisane jest, że szedł na zabicie jak owca nie ma, jako milczący Baranek. Jednak bycie cichym, nie oznacza milczenia. Oznacza trwanie w cichości serca, ku Bożym sprawom. Tak jak Maryja, która „(…) zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu”

  • pokorny- tak często się mówi, ze komuś brak pokory, ze się wywyższa. Bycie pokornym to uniżenie ale nie zgnębienie czy trwanie w ucisku. Uniżenie, które pięknie jest ujęte w hymnie Magnificat „[Pan] strącił władców z tronu a wywyższył pokornych”. Pokorny czyli ufający. Trwający w wielkiej łasce, którą daje Pan Bóg. Pokora to także przyznanie się do własnych słabości „Domine, non sum dignus, ut intres sub tectum meum: sed tanto dic verbo, et sanabitur anima mea”

Pozbyć się pychy i uniżyć się przed Panem Niebieskim możemy szczególnie podczas Mszy Świętej. Cisza, którą tak trudno odnaleźć a tak łatwo zgubić. To ona kształtuje Twoje wnętrze. Przypatrz się nieskończonemu Majestatowi chwały Jezusa, który uniżył się na krzyżu i został na nim wywyższony. O ileż owa tajemnica Ciała i Krwi naszego Pana jest czymś wielkim, pięknym i nieskończonym o tyleż śmierć każdego grzesznika jest wołaniem o ulitowanie się nad nim. Jeszcze nie jest za późno aby wziąć na siebie jarzmo i nieść krzyż każdego dnia, z coraz większym trudem.