Archiwum

Archive for the ‘Dzienniczek s.Faustyny’ Category

Czyściec, moja gotowość na…

Weszliśmy w kolejny Adwent. Czy jesteś już gotowy(-a) na przyjście? O jakim przyjściu myślisz? Tym pierwszym, a może tym ostatnim? Bo jeśli okaże się, że to ostatni Adwent w Twoim życiu?

Chcę dziś, u progu Adwentu połączyć pewną klamrą koniec listopada…

Z Koronki do Miłosierdzia Bożego…


„Dziś sprowadź mi dusze, które są w więzieniu czyśćcowym i zanurz je w przepaści miłosierdzia mojego, niechaj strumienie krwi mojej ochłodzą ich upalenie. Wszystkie te dusze są bardzo przeze mnie umiłowane, odpłacają się mojej sprawiedliwości; w twojej mocy jest im przynieść ulgę. Bierz ze skarbca mojego Kościoła wszystkie odpusty i ofiaruj za nie…
O, gdybyś znała ich mękę, ustawicznie byś ofiarowała za nie jałmużnę ducha
i spłacała ich długi mojej sprawiedliwości”.

Dla chrześcijan śmierć jest chwilą przejścia z tego świata do Nieba. Dlaczego więc tak często boimy się śmierci? Bo jest początkiem czegoś nowego, nieznanego, zaskakującego, wykraczającego poza nasze wyobrażenia? Bo lękamy się Miłosierdzia? Bo nie ma w nas bezgranicznej ufności Bogu?

W tradycji Kościoła znane są tzw. Ćwiczenia Jerozolimskie, które polegają na codziennej Medytacji nad spotkaniem Boga żywego, w Niebie. Śmierć człowieka jest powszechnie uznawana za smutną i nieprzyjemną okoliczność, przede wszystkim dlatego, że jej przyczyną jest zerwanie więzi towarzyskiej i rodzinnej ze zmarłym. Pierwszym zjawiskiem zachodzącym w czasie śmierci jest oddzielenie duszy od ciała (tymczasowe) na czas, w którym dusza zachowuje tajemniczą więź z ciałem, pragnąc ponownego złączenia się z nim, w dniu powstania z martwych. Kościół daje do wierzenia, że pomiędzy śmiercią osobistą, sądem szczegółowym i powrotem Pana Jezusa jest czas pośredni. Papież Benedykt XVI mówił, że… „Na sądzie szczegółowym będziemy sądzeni z tego, w jaki sposób odrzucaliśmy i przyjmowaliśmy darmową miłość Boga w naszym życiu. Według Benedykta XVI czyściec jest raczej „przedsionkiem nieba”, choć wielu z nas kojarzy się z cierpieniem. „W nim już nadzieja zbawienia staje się pewnością, a czyściec jest drogą do pełnej szczęśliwości dla tych, którzy są w sytuacji otwarcia się na Boga, lecz w sposób niedoskonały.” Według niego: „Jest to jednak błogosławione cierpienie, w którym święta moc Bożej miłości przenika nas jak ogień, abyśmy w końcu całkowicie należeli do siebie, a przez to całkowicie do Boga.”
Czyściec to nie jest obóz karny jak sądził Tertulian, w którym człowiek musi pokutować, to jest przemiana, proces, w którym człowiek staje się zdolny do wspólnoty z Bogiem, Jezusem Chrystusem i wspólnotą Świętych. Tym, co ratuje człowieka przed piekłem i wiecznym potępieniem, jest jego „tak” na Bożą Miłość. Jest to czas dojrzewania do tej Miłości. Wg wizji św. Katarzyny z Genui dusze czyśćcowe nie mogą oglądać Boga twarzą w twarz, ale mają one pewność zbawienia. W czyśćcu dusza ma pośredni kontakt z Bogiem poprzez Świętych obcowanie i modlitwę. Nie może sama już niczego naprawić, może jedynie gorliwie pokutować, widząc teraz wyraźnie swoje winy. Bo nie może ich już po ludzku usprawiedliwić, zataić, umniejszyć, nie zauważyć. Jest to więc bolesne dochodzenie duszy do absolutnie doskonałej miłości, koniecznej do osiągnięcia szczęścia w Niebie razem z Bogiem. Osoby pielgrzymujące na tej ziemi mogą ofiarowywać w intencji dusz zmarłych, pokutujących, swe umartwienia i dobre uczynki. W Kościołach katolickich praktykowana jest także modlitwa wiernych za zmarłych, w formie wypominek. „Po śmierci życie Twoich wiernych, Panie, zmienia się, ale się nie kończy” – jak głosi pierwsza prefacja za zmarłych z Mszału rzymskiego. Modlitwa tych, którzy pielgrzymują jeszcze na ziemi potrzebna jest tym, którzy przeszli przez śmierć. Dlatego wiara Kościoła odnosi zbawienne skutki Ofiary Mszy świętej także do zmarłych – gdy zamawiamy Msze za zmarłych. I odwrotnie – zmarli, którzy weszli już do odpoczynku Królestwa, mogą się wstawiać za zmarłych poddanych oczyszczeniu w czyśćcu, oraz za wiernych na ziemi. Można też prosić Świętych bezpośrednio o modlitwę, np. w Litanii do wszystkich Świętych.

W Rzymie, nieopodal Watykanu, w położonym nad Tybrem małym kościele Sacro Cuore del Suffragio (Wstawiennictwa Najświętszego Serca) znajduje się Muzeum Dusz Czyśćcowych. Jego kolekcji nie tworzą dzieła sztuki sakralnej, ale fizyczne dowody na istnienie czyśćca, „pozostawione” przez dusze w czyśćcu cierpiące, które miały się upominać u swoich bliskich o modlitwę w ich intencji.
Historia powstania samego kościoła i muzeum rozpoczęła się w 1897 roku, kiedy w małej kaplicy, która kiedyś stała w tym samym miejscu, wybuchł pożar. Pośród płomieni ks. Victor Jouët, który szczególnie ukochał modlitwę za zmarłych, zauważył na ścianie obraz smutnej, cierpiącej twarzy. Zakonnik był przekonany, że to jakaś dusza woła o pomoc, więc nie tylko zachował ten wizerunek, ale także postanowił odbudować kościół i zadedykować go właśnie duszom w czyśćcu cierpiącym.
Co można zobaczyć w zakrystii kościoła Sacro Cuore del Suffragio, bo to właśnie w niej znajduje się Muzeum Dusz Czyśćcowych?

  • Wypalony w drewnie ślad dłoni.
    Na tym fragmencie drewna z biurka należącego do Sługi Bożej matki Isabelli Fornari, która była przeoryszą klarysek w Todi, widać wyraźny odcisk dłoni. Według przekazów 1 listopada 1731 r. zostawił go zmarły opat benedyktynów z Mantui, o. Panzini. Miał w ten sposób dać znać, że cierpi w czyśćcu i potrzebuje modlitwy.
  • W tym samym czasie matka Isabella poinformowała swojego spowiednika, o. Isidoro, że udręczona dusza położyła jej rękę na rękawie, wypalając w nim dziurę. I fragment biurka, i spalonego ubrania znajdują się w kolekcji muzeum.
  • Odcisk dłoni na koszuli nocnej.
    W 1789 r. Joseph Leleux, który zdecydowanie nie prowadził świątobliwego życia, przez 11 kolejnych nocy słyszał jakieś dziwne odgłosy. Potem, 21 czerwca 1789 r., zobaczył swoją zmarłą matkę, która nawoływała go do nawrócenia i modlitwy za bliskich zmarłych. Następnie położyła dłoń na jego koszuli nocnej, wypalając na niej odcisk. Leleux później rzeczywiście diametralnie zmienił swoje życie, a nawet założył stowarzyszenie dla świeckich katolików.
  • Wypalone odciski palców na szlafmycy.
    W 1875 roku Luisa Le Sénèchal, która zmarła dwa lata wcześniej, ukazała się swojemu mężowi Luigiemu. Prosząc go o modlitwę i mszę w jej intencji, zostawiła wypalone ślady pięciu palców na jego szlafmycy.

W tych historiach powtarza się motyw wypalonych śladów. Bo: „Zwęglone obrazy, które przechowujemy w muzeum, są symbolem ognia, który płonie, ale jednocześnie oczyszcza. Stopniowo wypala i oczyszcza dusze przebywające w czyśćcu. Choć my widzimy fizyczną manifestację tego ognia, to dla dusz czyśćcowych jest to ogień wewnętrzny” jak mówi kustosz muzeum.

O duszach czyśćcowych wspomina wielu świętych Kościoła, choćby ś. Faustyna Kowalska.


„Ujrzałam Anioła Stróża, który mi kazał pójść za sobą. W jednej chwili znalazłam się w miejscu mglistym, napełnionym ogniem, a w nim całe mnóstwo dusz cierpiących. Te dusze modlą się bardzo gorąco, ale bez skutku dla siebie, my tylko możemy im przyjść z pomocą. Płomienie, które paliły je, nie dotykały się mnie. Mój Anioł Stróż nie odstępował mnie ani na chwilę. I zapytałam się tych dusz, jakie ich jest największe cierpienie? I odpowiedziały mi jednozgodnie, że największe dla nich cierpienie to jest tęsknota za Bogiem. Widziałam Matkę Bożą odwiedzającą dusze w czyśćcu. Dusze nazywają Maryję „Gwiazdą Morza”. Ona im przynosi ochłodę. Chciałam więcej z nimi porozmawiać, ale mój Anioł Stróż dał mi znak do wyjścia. Wyszliśmy za drzwi tego więzienia cierpiącego. [Usłyszałam głos wewnętrzny], który powiedział: Miłosierdzie moje nie chce tego, ale sprawiedliwość każe.” (Dz. 20)

Także o. Pio z Pietrelciny przez całe życie był gorliwie oddany duszom czyśćcowym. Na co dzień doświadczał zjawisk nadprzyrodzonych, był świadkiem manifestacji pokutujących dusz, rozmawiał z nimi i potrafił im pomóc. To, co innych napawało trwogą, dla niego było częścią powołania. Dusze czyśćcowe w sposób sobie wiadomy przychodziły do o. Pio najczęściej, wtedy gdy przebywał on samotnie zatopiony w modlitwie lub gdy klęczał w chórze zakonnym. Cel tych wizyt był prawie zawsze ten sam: dusze czyśćcowe szukały pomocy i ratunku w modlitwach, cierpieniach i Mszach ofiarowanych za nie przez umiłowanego ich orędownika u Boga — o. Pio.

Dusze zmarłych mogą jedynie liczyć na naszą pomoc w postaci modlitw, wypominek, odpustów i Mszy świętych. Może więc, zamiast narzekać na to, co nieuniknione, użalać się nad sobą i pustką po niechcianym odejściu, psioczyć na tych, którzy nam kiedyś zawinili, w swojej zaciekłości gniewać się na nieobecnych, wracać z lubością do ich wad i przewinień za życia, spróbujmy pogodzić się, zdążyć przebaczyć im będąc tu na ziemi, jeszcze w trakcie naszego życia, byśmy mogli kiedyś razem, cieszyć się obcowaniem ze Świętymi i Bogiem w Niebie!

Swego czasu na obrazku prymicyjnym młodziutkiego kapłana przeczytałam takie słowa:

„Dziękując Panu Bogu i Matce Najświętszej za dar powołania, Rodzicom za dar życia, a wam wszystkim, których Bóg postawił na mojej drodze, za to, że jesteście, jednocześnie ośmielam się prosić o modlitwę za mnie, niegodnego sługę Pańskiego, za mojego życia i po mojej śmierci. Zawierzam Ci Panie także tych, do których mnie poślesz.” A.D. 2015.


Ten obrazek znalazłam przypadkiem kilka lat później, w kaplicy szpitalnej, gdzie w okresie lata 2015 r., wspomniany ksiądz posługiwał. Nie znałam go zbyt dobrze. Pamiętam, nasze spotkanie na jednym z oddziałów i Komunię, której mi wtedy udzielił. Na wspomnienie tego spotkania i jego słów z obrazka przeszły mnie ciarki, bo ten młody człowiek mający przed sobą całe życie, w zapobiegliwości a może w świetle łaski Bożej, pomyślał o modlitwie po jego śmierci. Nie spodziewał się pisząc te słowa, że ta śmierć nadejdzie tak niespodziewanie i szybko, tragicznie, 11.03.2016 r., niecały rok po święceniach kapłańskich… Uznałam ten obrazek za taką właśnie prośbę o modlitwę z czyśćca. Spełniam tę jego prośbę, codziennie…

Absurdalność piekła

31 października 2021 Dodaj komentarz

Zbliżają się uroczystości Wszystkich Świętych i Zaduszki… Większość z nas ma wśród bliskich, zmarłych, którzy odeszli w tym roku. Żałoba to czas zadumy i smutku, czas rozłąki i opuszczenia, czas żalu i osamotnienia. Nadchodzące dni będą szczególnym czasem nawiedzenia grobów zmarłych i odkrywania wspomnień o nich na nowo. Może jednak powinniśmy spojrzeć na te dwa dni nieco inaczej… z perspektywy radości. Bo mamy przecież obietnicę Boga, że kiedyś się spotkamy! A jeśli nie jesteśmy pewni perspektywy tego spotkania, z jakiegoś powodu, to mamy jeszcze możliwość to nadrobić, upewnić się tu na ziemi, dopóki żyjemy. Mamy możliwość podarowania odpustów za dusze zmarłych. Bo oni tam niczego sami już nie mogą naprawić. Mogą liczyć jedynie na naszą wiarę, pamięć i miłość. Faustyna opisała wizję piekła w swoim Dzienniczku. Warto zajrzeć do tego tekstu (Dz. 741). Bo innych przekazów z tamtej strony nie mamy, jak wizje świętych, którym dana była taka łaska. Warto pamiętać, że Jezus też umarł, dziś powiedzielibyśmy został skatowany, zabity, poniósł śmierć, w bardzo wymyślny i makabryczny sposób. Warto też pamiętać, że cierpiał i odczuwał ból jak normalny człowiek, choć był również Synem Bożym. Tego bóstwa i człowieczeństwa nie mieszał w sobie, nie wykorzystywał dla wygody.
„JEZUS NIE TYLKO DOŚWIADCZYŁ ŚMIERCI, ALE I OPUSZCZENIA, SAMOTNOŚCI, ABSURDALNOŚCI PIEKŁA, KTÓRE ZAGRAŻA CZŁOWIEKOWI. W TYM SAMYM SENSIE CO CZŁOWIEK”.

Co to jest ta ABSURDALNOŚĆ PIEKŁA?
By to zrozumieć, warto pamiętać, że dla Boga, który jest Miłością, jedynie miłość jest zawsze możliwa. Nie można jednak być pewnym, nie zaprzeczając samej miłości, że miłość rzeczywiście ofiarowana nie stanie się miłością odrzuconą, w imię wolności, jaką dał nam Bóg. On szanuje ludzką wolność, dał nam wolną wolę, nie jest tyranem jak sądzą mało zorientowani, dlatego człowiek ma możliwość wyboru, może ją przyjąć lub, nie przyjąć Bożej miłości. Człowiek jest wolny a Pan Bóg wierny w swojej Miłości. On nigdy nie przestaje kochać, nawet jeśli sam nie jest kochany. „BÓG KOCHA TAK SAMO PRZED, W TRAKCIE I PO GRZECHU. JEST NIEZWYKLE SUBTELNY I DELIKATNY”. On ciągle kocha i czeka na naszą odpowiedź. Może się więc zdarzyć, że człowiek odmówi Bogu wierności w miłości. Dlatego Bóg nie może wykluczyć tego, że ta miłość stanie się miłością odrzuconą. On ryzykuje. W tym jest zawarta absurdalność piekła, że korzystając z wolności sami odrzucamy miłość Boga, sprzeciwiamy się największemu przykazaniu i skazujemy siebie na potępienie, grzesząc. Piekło jest niepojęte i absurdalne, zachowuje jednak w Ewangelii rysy możliwości – odrażającej i możliwej. Mowa o piekle wskazuje na realną możliwość potępienia. Ani z piekła, ani z grzechu nie można nic zrozumieć, jeżeli nie bierze się pod uwagę odmowy miłości. Mówiąc jednak o odmowie, nigdy nie ma się na myśli Boga, który odmawia swej miłości. Nie ma bowiem i nigdy nie będzie niekochanych przez Boga. Jest on przecież samą Miłością. Jeżeli zatem jakaś istota może się potępić, odrzucając najwyższą Miłość, nie dzieje się to i nigdy nie będzie się dziać z powodu niedostatków otrzymywanej miłości, ale jedynie z powodu niepojętego, chociaż realnego faktu, że nieskończona Miłość, oddająca się bez żadnych ograniczeń, została bezwzględnie odrzuconą przez człowieka. Tego rodzaju absolutna odmowa, stanowiąca piekło i określająca istotę grzechu, nie mieszka w sercu Boga.
Miłość Boga jest dla chrześcijanina faktem tak pewnym, że nigdy nie można poddać go w wątpliwość. Dlatego piekło
„TO JEST TAKA SAMOTNOŚĆ, DO KTÓREJ NIE PRZENIKA ŻADNE SŁOWO. TO JEST TAK GŁĘBOKIE OPUSZCZENIE”. Z tej ciszy pozbawionej słów może zrodzić się tylko ROZPACZ — która — jest najwyższą formą miłości własnej. Człowiek osiąga ją wtedy, kiedy z własnej woli odrzuca każdą pomoc, aby delektować się zgniłą rozkoszą świadomości własnej zguby. Rozpacz jest najwyższą formą pychy, tak wielkiej i zatwardziałej, że woli wybrać nędzę potępienia, niż zaakceptować szczęście z ręki Boga i w ten sposób uznać Jego wyższość nad sobą, oraz to, że nie jest w stanie wypełnić swojego przeznaczenia o własnych siłach.

Więcej o odpustach można dowiedzieć się na tej stronie.

W tekście użyto fragmentów tekstu ”Piekło — odrzucona miłość Boża” autorstwa Ks. Szymona Drzyżdżyka oraz fragmentów tekstu ”Piękno pustyni” T. Mertona.

O Miłosierdziu słów kilka

17 października 2021 Dodaj komentarz

Na początku października obchodziliśmy wspomnienie św.s.Faustyny Kowalskiej – patronki DDASZ. W końcu przyszedł czas na kilka zdań ode mnie jako założycielki Dzieła.

Siostra Faustyna… Pamiętam, jak kilkanaście lat temu miałam bierzmowanie – sporo dziewczyn wybierało sobie na patronkę właśnie nią. Ja wybrałam sobie mało znaną świętą – Małgorzatę z Cortony, którą na ów czas się zafascynowałam. Siostrą Faustyną zafascynowałam się dopiero ze 2 lata później – przy początkach Dzieła. Aż wstyd się przyznać – jeszcze nie przeczytałam Dzienniczka w całości, ale niebawem muszę to nadrobić.

Misję s. Faustyny można opisać w trzech punktach:

1.przybliżenie i głoszenie światu prawdy objawionej w Piśmie Świętym o miłości miłosiernej Boga do każdego człowieka
2.wypraszanie miłosierdzia Bożego dla całego świata m. in. przez praktykę podanych przez Pana Jezusa nowych form kultu Miłosierdzia Bożego, którymi są: obraz Miłosierdzia Bożego z podpisem: Jezu, ufam Tobie, święto Miłosierdzia Bożego w pierwszą niedzielę po Wielkanocy, koronka do Miłosierdzia Bożego i modlitwa w godzinie Miłosierdzia (Dz. 1500)
3.zainspirowanie apostolskiego ruchu Miłosierdzia Bożego, który podejmuje zadanie głoszenia i wypraszania miłosierdzia Bożego dla świata oraz dąży do doskonałości drogą wskazaną przez św. Siostrę Faustynę. Jest to droga polegająca na postawie dziecięcej ufności wobec Boga, która wyraża się w pełnieniu Jego woli oraz postawie miłosierdzia wobec bliźnich.

Sam obraz Jezu, ufam Tobie, jest jednym z najbardziej rozpowszechnionych wizerunków Chrystusa ukrzyżowanego i zmartwychwstałego, a jest na tyle wyjątkowy, że jego współautorem jest sam Syn Boży, który dyktował siostrze Faustynie w wizjach, jak ów obraz ma wyglądać.

Źródło

O spowiedzi słów kilka…

Dziwna rzecz, że jest tak mało takich kapłanów, którzy umieją w duszę wlać moc i odwagę, i siłę, że dusza, nie męcząc się, idzie zawsze naprzód. Pod takim kierownictwem dusza, nawet przy słabych siłach, wiele może dla chwały Bożej uczynić. I poznałam w tym jedną tajemnicę, to jest, że spowiednik, czyli kierownik, nie lekceważy drobnych rzeczy, które mu dusza przedstawia.
A kiedy dusza spostrzeże, że jest w tym kontrolowana, zaczyna się ćwiczyć i nie opuszcza najdrobniejszej sposobności do cnoty i także unika najdrobniejszych błędów…
I przeciwnie: jeżeli dusza spostrzeże, że spowiednik lekceważy te drobne rzeczy, więc i ona zaczyna je lekceważyć, przestanie z nich zdawać sprawę spowiednikowi, co gorsza, zacznie się zaniedbywać w drobnych rzeczach – i tak, zamiast naprzód, idzie się pomału wstecz. I dusza się dopiero spostrzeże, jak już wpadnie w rzeczy poważniejsze…

Dz. 937

Chcę podzielić się dzisiaj z tobą czytelniku(-czko), kilkoma spostrzeżeniami, jakie nasunęły mi się w czasie kilku lat własnych, regularnych spowiedzi. Być może zmagasz się właśnie z niezrozumieniem, niechęcią czy celowością częstych spowiedzi, czy w ogóle spowiedzi, bo znajomi sugerują, że to nie modne, że przecież nikogo nie zabiłem, do kościoła chodzę (czasem), pacierz mówię (ten sam od Pierwszej Komunii, bo tak mnie wtedy nauczono), więcej grzechów nie pamiętam! No i już… kolejny raz „odbębnione” na święta. A właściwie to, po co będę księdzu gadał do ucha o tym czego się wstydzę, nadwyrężał Swój wizerunek?!

W jaki sposób pojmujemy sakrament pokuty? Co tak naprawdę o nim wiemy? Czy jest dla mnie tylko wymuszoną, wstydliwą powinnością, kilka razy do roku? Czy po drugiej stronie konfesjonału widzę tylko człowieka, który tam siedzi fizycznie? Może podejrzewam go o niegodziwe intencje, o wścibstwo? Czy jestem pewny, że skoro to sakrament, to kapłan jest tylko szafarzem, tym który z mocy święceń pośredniczy w tym darze, a dawcą jest Bóg? Co otrzymuję?

A co z regularnością, bo dwa razy do roku z przyzwyczajenia na święta, to stanowczo zbyt minimalistycznie! Przesada w jedną i w drugą stronę jest zdecydowanie niewskazana. Przyjmuje się, że raz w miesiącu (najlepiej w okolicy pierwszego piątku miesiąca), to zdroworozsądkowe podejście do tematu. Nie mówię tu o osobach konsekrowanych, kapłanach czy rozeznających powołanie, bo ich obowiązują inne reguły: zakonne lub zwyczajowe. Skupmy się na osobach żyjących w normalnym otoczeniu. Więc raz w miesiącu oraz w czasie ważnych uroczystości, sakramentów przyjmowanych przez najbliższe nam osoby, czy w momencie, gdy nagle nasze sumienie zaczyna powracać co chwilę, do czegoś i solidnie wyrzuca nam, że trzeba trochę wyczyścić duszę z tego, co nam się przytrafiło przypadkowo, czy w związku ze słabością, by świadomie nie brnąć dalej i nie udawać, że nic się nie stało. By nie oszukiwać samych siebie a przede wszystkim Boga. To jest właśnie ta podstawowa granica, bo jeśli zaczynam siebie usprawiedliwiać to znaczy, że uświadomiwszy sobie swoje zaniedbanie, przewinienie, szukam wymówki, bronię się porównując z innymi, wybielam siebie i świadomie zaczynam popadać w kolejne grzechy. Uruchamiam kaskadę błędów. Nie będę skupiać się na ciężarze gatunkowym, bo rodzaj grzechu, tzw. materia jest wyraźnie oznaczona w dobrych rachunkach sumienia. Wystarczy wiec poszukać, by nie mieć wątpliwości. Dość wiedzieć, że grzesząc świadomie i dobrowolnie odwracam się od Boga i pozbawiam się łaski uświęcającej. Sam wprowadzam swoje sumienie w stan odrętwienia i obojętności, w którym kolejne grzechy przestają mieć znaczenie i ciężar, bo jeden w tą czy w tamtą, to przecież już żaden ciężar. Zaczynam wchodzić świadomie w coraz większe bagno i czas zacząć uważać, by się nie utopić, czas najwyższy zawrócić, bo chodzenie po śliskiej krawędzi bez asekuracji, zawsze kończy się dotkliwym upadkiem. Pozostaje tylko kwestia czasu, kiedy poczujemy nagle zdarte kolana i łokcie, a może i twarz, o ile przeżyjemy sam upadek? Warto wspomnieć też ważną kwestię, że grzechy świadomie zatajone lub wyspowiadane bez należytej dbałości co do wyjaśnienia przyczyny, ilości i okoliczności (mowa tu o grzechach ciężkich) czynią spowiedź nieważną(!) i każda przyjęta Komunia po takiej spowiedzi jest świętokradztwem(!).

Spowiedź może być uznana za nieważną z trzech powodów:
1) ze względu na brak uprawnień kapłana do spowiadania i rozgrzeszania
2) ze względu na popełnione przez penitenta świętokradztwo
3) ze względu na jego brak dyspozycji.

W Kościele katolickim wyłącznie kapłan jest szafarzem sakramentu pokuty. Same święcenia nie dają mu jednak prawa do odpuszczania grzechów. Kapłan, aby zostać spowiednikiem, potrzebuje jeszcze dodatkowego upoważnienia. Warto tu jednak wspomnieć, że to upoważnienie w dużej mierze dotyczy konkretnego terytorium, np. każdy biskup ma prawo do spowiadania ludzi na całym świecie, o ile nie spotka się ze sprzeciwem biskupa diecezjalnego.
Ponadto każdy kapłan ma prawo do odpuszczenia win osobie czy grupie osób, (w czasie katastrofy czy kataklizmu), znajdującej się w bezpośrednim niebezpieczeństwie śmierci, niezależnie od tego, czy posiada wymagane upoważnienia. Tu przypomnę o takiej wyjątkowej sytuacji, w czasie szalejącej burzy nad Giewontem ponad rok temu, gdy życie 5 osób zostało nagle tragicznie przerwane. Mówimy wtedy o absolucji zbiorowej. Nigdy jednak takie prawo nie przysługuje osobie świeckiej!

Spowiedź może być też nieważna, w znaczeniu świętokradzka, jeżeli penitent świadomie zataił przed spowiednikiem grzech ciężki bądź celowo umniejszył swoją winę (np. nie podając wszystkich okoliczności, w czasie których doszło do popełnienia grzechu, lub w taki sposób mówił o winie, by zmylić czy dezinformować spowiednika, co do istoty popełnionego grzechu np. z powodu strachu, nieufności w tajemnicę spowiedzi czy wstydu). Przy czym trzeba zaznaczyć, że świętokradztwo jako takie, również stanowi grzech ciężki, z którego trzeba się wyspowiadać. Najlepiej wrócić do wyjaśnienia zaistniałej sytuacji jak najszybciej, nie czekając na następną spowiedź wg grafiku. Takie przyznanie się do winy jest dużo lepsze niż notoryczne przeciąganie, kamuflowanie, tworzenie tajemnicy przed szafarzem i usiłowanie mataczenia przed Bogiem. Bo z czasem nabierzemy przekonania, że jesteśmy tajemnicą dla samych siebie, a wina i grzech zaczną przybierać w naszym mniemaniu odcienie dobra i szacunku dla własnej intymności? Czy dobrem i szacunkiem jest zabijanie własnej duszy i utrata możliwości życia wiecznego? Tu dochodzimy do absurdu jak w głodzeniu się anorektyka, obżeraniu bulimika, czy upijaniu alkoholika itd. Bo często o sakramentach myślimy wyłącznie po ludzku, zupełnie zapominając, że to również albo przede wszystkim, materia duchowa. Błędem jest myślenie, że przecież to tylko jakiś mały grzeszek, nic nieznacząca błahostka, może nawet przyjemność, jakieś niewyjaśnione od lat spory, urazy, wojny rodzinne… bo przecież wszyscy je mają. Gromadzone latami, zabijają w nas poczucie dziecka Bożego (…jak często wmawiasz sobie potem, że Bóg mnie nie kocha i ciągle zsyła na mnie gromy i dlatego nic mi w życiu nie wychodzi…), pomniejszają naszą samoocenę, każą myśleć i narzucają, że jesteśmy jakimś wybrakowanym produktem ubocznym, niszczą naszą psychikę, stają się ciężarem nie do zniesienia, monotonią i szarzyzną życia, krzyżem, poniżeniem i już tylko śmierć na końcu drogi ulży naszym cierpieniom, wiec może skrócić te męki samemu i jakiś sznur, rzeka albo pociąg…!!! Jak łatwo można od błahostki przejść do targnięcia się na własne życie?!

Osoba, która popełniła świętokradzką spowiedź, powinna przystąpić do sakramentu pokuty i pojednania ponownie jak najszybciej i wyspowiadać się zarówno z faktu zatajenia grzechu, jak i z samego zatajonego grzechu, oraz ze wszystkich innych grzechów (pojedynczych, lekkich, nagminnych i ciężkich), które popełniła od poprzedniej ważnej spowiedzi. Bo w przypadku spowiedzi świętokradzkiej żadne(!) grzechy nie zostają odpuszczone!

Jeśli więc sytuacja trwała miesiącami bądź latami, z pełną naszą świadomością, to należałoby przystąpić do tzw. spowiedzi generalnej obejmującej cały ten okres. Trzeba znaleźć kapłana, który zgodzi się na taką spowiedź i podpowie jak się do niej przygotować. Rachunek sumienia w tym przypadku powinien być bardzo solidny i dokładny. Bo mamy przypomnieć sobie wszystkie(!) przewinienia, nawet te najmniejsze, szukając w pamięci również okoliczności i ilości, co do grzechów ciężkich. Po co taka skrupulatność? Bo trzeba sobie uświadomić, że żaden z grzechów popełnionych w tym okresie nie został odpuszczony(!) Wszystkie nasze spowiedzi przypadające na ten okres były nieważne(!).

Natomiast w sytuacji, gdy nie wyjawiliśmy grzechu ciężkiego, bo o nim zwyczajnie zapomnieliśmy przez roztargnienie, pośpiech, spowiedź świętokradzka nie ma miejsca. Należy wtedy przy następnej spowiedzi powiedzieć o tym fakcie w pierwszej kolejności.

O co chodzi z tym brakiem dyspozycji? Chodzi o nasze przygotowanie się do sakramentu i o naszą postawę przed Bogiem, o dbałość i należyte pamiętanie o wszystkich warunkach spowiedzi! Bo o nieważnej spowiedzi mówi się również w przypadku, kiedy penitent nie żałuje szczerze za grzechy i nie postanawia poprawy, bagatelizuje rachunek sumienia, robiąc go niedbale, naprędce, w drodze, między drzwiami wejściowymi kościoła a konfesjonałem. Wówczas – nawet jeśli kapłan wypowie formułę rozgrzeszenia – wierny nie otrzymuje odpuszczenia win(!). Bez właściwej dyspozycji (wewnętrznego przygotowania) niemożliwe jest bowiem przyjęcie sakramentu świętego, rozumianego jako widzialny znak i sposób przekazania łaski Bożej, ustanowiony, zgodnie z wiarą, przez samego Chrystusa.

Jeśli trudno jest Ci się zdecydować na wypełnienie wszystkich tych zasad i czujesz się słaby, masz trudności, masz wątpliwości, czujesz się zaskoczony tyloma warunkami do spełnienia, to warto poszukać dla siebie patrona dobrej spowiedzi, by w codziennej modlitwie prosić go o wstawiennictwo i pomoc w trudnościach. Może masz takiego ulubionego świętego? A może nie wiesz kogo wybrać? To powinien być ktoś szczególny, już za życia znany jako dobry pasterz, wyśmienity spowiednik, troskliwy kierownik duchowy jak choćby św. Jan Maria Vianney proboszcz z Ars, św. o. Pio, bł. ks. Michał Sopoćko, św. Leopold Mandić, czy sługa Boży ks. Dolindo Ruotolo. Warto mieć swojego osobistego orędownika przed Bogiem i nauczyciela spowiedzi świętej, by powierzać mu codziennie w modlitwie swoje trudności ze spowiedzią i prosić o należyte kształtowanie sumienia.

Dla mnie właściwe odkrycie i zrozumienie wszystkich warunków dobrej spowiedzi i materii grzechów było swego czasu niezłym szokiem. Wydawało mi się, że wszystko już wiem, po szkolnych lekcjach religii i regularnym chodzeniu do kościoła, ze spowiedzią było trochę gorzej, coraz gorzej. Ciągle powtarzałam, że „wiem”!, kwitując czyjeś wypowiedzi. W rzeczywistości nie wiedziałam prawie nic, a większość słów, określeń, związanych z sakramentem spowiedzi była dla mnie symboliczna czy zupełnie pusta, albo wręcz mylnie rozumiana. Podjęłam pewnego dnia walkę i nadal ją prowadzę, pod okiem kolejnego, towarzyszącego mi od kilku lat stałego spowiednika. Bo warto mieć takiego zaufanego kapłana, który zna Twoją duszę na wylot. Wtedy, wychodząc od spowiedzi nie ma się poczucia, że byłem kolejnym anonimowym penitentem, którego nie zrozumiano, którego nie wysłuchano, który zajął kolejne 2 minuty. Nie ma się wrażenia, że wyszedłem i niczego nie rozumiem z nauki, którą kapłan każdemu anonimowemu penitentowi powtarza jak wyklepaną na blachę regułkę. Warto poszukać, popytać i zasięgnąć informacji, poobserwować, szczególnie stałe konfesjonały czy zakonników. Sprawdzić, czy potencjalny stały spowiednik mówi zrozumiałym dla mnie językiem, czy nie jest to tylko maska niedostępnego erudyty, który nigdy się nie myli. Warto zastanowić się kogo szukam i na jakim spowiedniku mi zależy. Może początki będą trudne, może okaże się, że będzie trzeba zacząć wymagać od siebie więcej, może trzeba będzie powalczyć i poszukać siebie w ukryciu, bardziej skupić się na własnych myślach, czynach czy doznaniach, albo poszperać w historii życia, czasem bolesnej, by znaleźć przyczyny pewnych swoich zachowań, naleciałości, konsekwencje zranień, by dotrzeć do miejsc w duszy najbardziej ciemnych i schorowanych, ukrytych przed światem i Bogiem, zrobić to razem z Jezusem Miłosiernym codziennie, by nauczyć się zauważać pokusy i podjąć walkę z nimi. Warto zawalczyć o siebie, póki jest jeszcze czas(!), by sakrament pokuty stał się sakramentem pojednania i radości, a nie kolejną kpiną i parodią w życiu duchowym, której konsekwencje będą śmiertelnie poważne i tragiczne.

Ważne jest nie tylko to, co życie zrobiło z tobą; równie ważne jest to, co Ty zrobisz z tym, co życie zrobiło z tobą.

W drogę razem z synem marnotrawnym…

Niedziela Miłosierdzia Bożego

Ludomir Sleńdziński, Obraz Jezusa miłosiernego (1954)

„Wiedz, ile razy przychodzisz do Mnie uniżając się i prosisz o przebaczenie, tyle razy wylewam cały ogrom łask na twą duszę, a niedoskonałość twoja niknie przede Mną, a widzę tylko twą miłość i pokorę; nic nie tracisz, a wiele zyskujesz…”

Dz. 1293

Jak rozumiesz Miłosierdzie Boże? Czy jest to dla Ciebie tylko wypowiadanie magicznej formułki, a kiedy nie zadziała, obrażasz się i odchodzisz? Czy nadużywanie Twojej wolności, bo przecież Bóg jest miłosierny, i tak mi przebaczy? Czy może puste, bezmyślnie wypowiadane słowa, wyuczone na lekcji religii, dziesiątki lat temu? By zrozumieć lepiej Miłosierdzie Boże spróbujmy prześledzić przypowieść o miłosiernym ojcu i synu marnotrawnym (Łk 15, 11-32). Znasz pewnie mniej więcej treść tej przypowieści, więc nie będę jej przytaczać. Skupię się na wyjaśnieniach.

Nawet nie zdajesz sobie sprawy jak bardzo młodszy syn zawinił wobec ojca i brata… bo nie znasz realiów tamtych czasów. Otóż nie do pomyślenia i wbrew zwyczajowi żydowskiemu było dzielić majątek za życia ojca. To znaczy, że młodszy syn miał tyle poważania i szacunku dla ojca, co mrówka wagi. Stał się buntownikiem. Popełnił straszną niegodziwość moralną, równoznaczną z pozbawieniem wszelkiej godności i uśmierceniem ojca. To starszy syn miał za zadanie dzielić ten majątek, dopiero po fizycznej śmierci ojca. Więc jemu też dołożył zniewagę. Zlekceważony ojciec spienięża część należną młodszemu synowi, która stanowiła ⅓ całego majątku. Reszta przypadnie starszemu. Kiedy młodszy wyjechawszy roztrwonił wszystko i zaczął cierpieć głód, pomyślał o powrocie do domu. Dopiero wtedy, gdy wszystko stracił i doświadczony przez udręki chciał nawet żywić się odpadkami z paszy dla świń, które przecież były zwierzętami nieczystymi. Postaw się w jego sytuacji… Wszystko przegrane, nie masz nic: domu, pracy, pieniędzy, przyjaciół, załapujesz się do najbardziej parszywej roboty, a głód jest tak dokuczliwy, że pragniesz jeść ze śmietnika, ale Twoje wychowanie, Twoja duma nie pozwala Ci na to. Chciałbyś(-ałabyś), żeby ktoś zaproponował Ci coś do jedzenia, nawet przysłowiowy „chleb dla konia”, ale tu nic się takiego nie wydarza. Możesz umrzeć z głodu i nędzy albo wrócić do domu, do Ojca, może się zlituje nad Tobą i przygarnie? To ostatnia szansa, ostatnia deska ratunku. Młodszy syn też tak pomyślał. Chciał nawet przyznać się do winy, wyrazić prawdziwą skruchę, mówić o swoim grzechu, chciał wrócić na prawach sługi, najemnika. Przygotował nawet mowę. Niespodziewanie, ojciec zauważa go z daleka i wybiegając naprzeciw łamie konwenanse, bo starszemu człowiekowi nie przystawało biegać z podkasaną tuniką. Rzuca się na szyję synowi, obejmuje go i całuje. Syn zaskoczony reakcją ojca pragnie natychmiast usprawiedliwić się, czuje się niezręcznie, bo to ojciec przejmuje inicjatywę, przerywa mu przygotowaną mowę i przyjmuje go po królewsku do domu. Niezwłocznie przynoszą mu najlepszą szatę, wkładają pierścień na rękę i sandały na nogi. Najlepsza szata oznacza przywrócenie godności, pierścień jest własnością rodową, a sandały oznaką domownika. Tak więc w jednej chwili otrzymuje ponownie wszystko, czym wzgardził odchodząc z domu z majątkiem. To nic, że ręce i stopy, i cała sylwetka w łachmanach, umorusana błotem i kurzem z drogi… Ten brud zawsze można zmyć później. Tu najważniejsze jest zrozumienie swojego grzechu, błędu i godności dziecka, które jest wciąż kochane. Tu istotą jest odkrycie miłości i godności własnej w oczach Boga. Ten syn powrócił do domu, aby dać wyraz skrusze, bo na tym polega różnica między wyrzutami sumienia a skruchą. Wyrzuty sumienia są monologiem, a on postanowił porozmawiać, wejść w dialog z ojcem.

Czy wychodząc z domu wziąłeś(-aś) pod uwagę taki powrót? Straciłeś(-aś) dobre imię, ale Twoje pragnienie powrotu może stać się silnym bodźcem do „pokuszenia się” o jeszcze jeden „start”. Czy masz odwagę w sobie, by jak młodszy syn, poznawszy własne przewinienia i grzechy, zawrócić z drogi, do domu Ojca? Tu spotkaniem na drodze będzie konfesjonał. Dziś jest na to spotkanie, najlepszy dzień na świecie! Czy jest w Tobie tyle uczciwości, śmiałości i autentyczności, by szczerze żałować przed Nim wypowiadając słowami swoją winę? Bo jeśli tak, to bądź przygotowany(-a) na Jego przywitanie Ciebie, jak w przypowieści. Wszystko, co otrzymasz (najlepsza szata, pierścień i sandały) teraz będzie darem, za który można tylko dziękować! Bóg przebacza łatwo i chętnie, tylko nam niełatwo przychodzi przyjąć to przebaczenie. Nierzadko lubimy, pomimo wybaczenia, wracać do myśli o odpuszczonym grzechu i rozdrapywać przyschnięte rany. To taka nasza ludzka przypadłość, by być przekornym, zawsze mieć coś w zanadrzu, co będzie nieposłuszeństwem… A Bóg kocha tak samo przed, w trakcie i po grzechu. Jest niezwykle subtelny i delikatny. Stopniowo niekiedy przywraca wzrok duszy. Potrzebuje dyskrecji i czasu oddalenia, od ciekawskich oczu wielu… potrzebuje znaleźć Cię na drodze…

Miłosierdzie zawsze łączy się z Miłością, bo same bez siebie istnieć nie potrafią!

„Miłość i Miłosierdzie Moje nie zna granic.”

Dz. 718

Ofiarowanie Pańskie

Matki Bożej Gromnicznej

Światowy Dzień Życia Konsekrowanego

Teraz, o Panie, pozwól odejść swemu słudze w pokoju,

według słowa Twojego,

Bo moje oczy ujrzały Twoje zbawienie,

któreś przygotował wobec wszystkich narodów:

Światło na oświecenie pogan

i chwałę ludu Twego, Izraela.

Chwała Ojcu i Synowi,

i Duchowi Świętemu.

Jak była na początku, teraz i zawsze,

i na wieki wieków. Amen.

Kantyk Symeona

(…) Płyną tony nabożne

Jak za zamieć nad gajem, poprzez pola, przez śnieżne.

Ciągną ludzie przełajem. Brną do kolan w śnieżycy

Jak w mokradli nadrzecznej. Oj, ustałoż, ustałoż!

W dzień Maryi Gromnicznej!

Hula wicher po polu, szumi zamieć po borze:

Stary kościół z modrzewia dziwnie płonie i gorze. (…)

A ludziska wzdychają, że aż ściany się trzęsą

Do tej Pani w ołtarzu w pozłocistej robronie

Do tej Matki Gromnicznej o śmierć lekką przy zgonie (…)

Idą ludzie z kościoła bez obawy i lęku,

Ten się śmierci nie boi, co gromnicę ma w ręku!

Kazimierz Laskowski

Fot. Wiesław Ochotny

(…) Są i w klasztorach dusze takie, które radością napełniają serce Moje, w nich są wyciśnięte rysy Moje i dlatego Ojciec Niebieski spogląda na nie ze szczególnym upodobaniem. Oni będą dziwowiskiem aniołów i ludzi; liczba ich jest bardzo mała, one są na obronę przed sprawiedliwością Ojca Niebieskiego i na wypraszanie miłosierdzia dla świata. Miłość tych dusz i ofiara podtrzymują istnienie świata. (…)

Dz. 367

Gdy rozmodloną myślą wgłębimy się w ten cudowny system dzieł Pańskich, łatwo zrozumiemy, że życie zakonne jest jedną z forum koniecznych wśród rozmaitych sposobów oddawania hołdu Królowi Miłosierdzia, że jest to jedna z najbliższych komnat prześwietnej sali tronowej, że tam powołani są ulubieni syna Bożego, oblubienice Króla Miłosierdzia, do którego biegną z radością wielką, przyodziane szatą czystości anielskiej, pokory w posłuszeństwie i wyrzeczenia w ubóstwie.

bł. Michał Sopoćko, List I „Przygotujcie grunt pod moc z wysokości” z Listów z Czarnego Boru

W Światowym Dniu Życia Konsekrowanego składamy wszystkim Osobom Konsekrowanym najserdeczniejsze życzenia obfitego błogosławieństwa, nieustannej troskliwości i wszelkich potrzebnych łask od Wszechmocnego Boga.
Ekipa DDASZ

Patron roku

Patron to religijny opiekun kraju, miasta, diecezji, przedsięwzięcia, profesji, obiektu budowlanego, konkretnych osób, grup ludzi czy zawodów. W ciągu całego swojego życia obieramy, bądź mamy wybieranych, kilku patronów. W ten sposób otrzymujemy przecież imię lub imiona, nadawane przez rodziców po urodzeniu. W Kościele katolickim i innych Kościołach chrześcijańskich, takie imię ma często związek z postaciami świętych lub błogosławionych, którzy stają się opiekunami poszczególnych ludzi, noszących ich imię (wezwanie). Każdy ochrzczony ma lub powinien mieć choć jednego świętego patrona, którego imię otrzymał na Chrzcie Świętym i jest to ściśle regulowane w przepisach kościelnych. Ponadto, jako osoba dorosła w rozumieniu przepisów Katechizmu Kościoła Katolickiego, każdy wybiera już sam, patrona od bierzmowania. Dobór takich patronów zależy z reguły od ich charakterystyki, popularności czy losów biograficznych. Każdy katolik powinien znać przynajmniej w jakimś stopniu, życie i drogę powołania do świętości, swojego patrona czy patronów.

Czasem zdarza się też, że ktoś wiedziony pragnieniem, zachętą i zachwycony życiem czy wiarą jakiegoś konkretnego świętego lub świętej, obiera go sobie prywatnie: za patrona, opiekuna, nauczyciela, kierownika duchowego, by postępując jego drogą, podążać przez życie do świętości. Można też wykorzystać fakt, że ten czy inny święty gdzieś, kiedyś zafascynował mnie, przemówił do mnie swoją postawą, słowem, modlitwą, z którą dane mi było się zetknąć w życiu. Moim „dodatkowym świętym od spraw nadzwyczajnych”, poza św. Michałem Archaniołem, którego szkaplerz przywdziałam pięć lat temu, jest św. o. Pio. W 2017 r. obrałam go w prywatnym akcie zawierzenia, za swojego patrona Sakramentu Pojednania. Chciałam by był moim osobistym nauczycielem i mentorem, opiekunem rachunku sumienia i spowiedzi. By był wspomożycielem dla mnie oraz spowiednika i kierownika duszy, ktokolwiek nim będzie. By udzielał swojego błogosławieństwa, pomagał, wskazywał i prowadził. Tak więc można mieć swojego patrona: od modlitwy, spowiedzi, drogi zawodowej czy życiowej, … i w dalszym życiu kierować się jego nauką, mieć wzór do naśladowania.

Tak jak ludzie z Dalekiego Wschodu przywiązują dużą uwagę do corocznego odczytywania horoskopu chińskiego, a astrologowie próbują na podstawie układu gwiazd i planet wywnioskować przyszłość znaków zodiaku, tak z dużo większą pewnością i precyzją, katolik korzystając z naturalnej zmiany w trakcie nowego roku kalendarzowego i chęci podejmowania na nowo postanowień, może poszukać wśród świętych i błogosławionych swojego patrona.

Można również wykorzystać możliwość losowania swojego patrona na dany rok. Jak to zrobić… Tradycja wyboru patrona na dany rok od dawna pielęgnowana jest we wszystkich klasztorach Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia. Do tego wydarzenia wielką wagę przywiązywała św. Siostra Faustyna, spodziewając się wielkiej pomocy z nieba, udzielanej jej na prośbę Patrona Roku. Tak opisuje to wydarzenie w swoim „Dzienniczku”:

U nas jest zwyczaj w Nowy Rok wyciągać sobie patronów szczególnych na cały rok. Rano, w czasie medytacji, obudziło mi się jedno z takich tajnych pragnień: żeby Jezus Eucharystyczny był mi szczególnym patronem i na ten rok – jak dawniej. Jednak tając się przed swym Umiłowanym z tym pragnieniem, mówiłam z Nim o wszystkim z wyjątkiem tego, że Go chcę mieć za patrona. Kiedy przyszłyśmy do refektarza na śniadanie, po przeżegnaniu zaczęło się ciągnienie patronów. Kiedy się zbliżyłam do obrazeczków, na których są napisani patroni, wzięłam bez namysłu, jednak nie czytając zaraz, chciałam się przez parę minut umartwić. – Wtem słyszę głos w duszy: Jestem twoim patronem, czytaj. W tej chwili spojrzałam na napis i przeczytałam: „Patron na rok 1935 – Najświętsza Eucharystia”. Serce mi zadrgało z radości i wysunęłam się potajemnie z grona sióstr i poszłam przed Najświętszy Sakrament, chociaż na krótką chwilę, i tam dałam uczuciom serca swego folgę.

Dz. 360

Od kilku lat siostry dzielą się swym zwyczajem również z internautami. Umożliwia to specjalny formularz na stronie faustyna.pl. – Akcja cieszy się dużym zainteresowaniem. Co roku patrona wylosowuje ponad 100 tyś. osób, przede wszystkim z Polski, ale również z Hiszpanii, Anglii, Niemiec, Włoch, Rosji, Francji… Wraz z Patronem otrzymujemy roczną intencję do modlitwy, którą możemy podejmować na różne sposoby, nawet krótkim aktem strzelistym, oraz przesłanie, które najczęściej pochodzi z „Dzienniczka” św. Siostry Faustyny. Święci to nie tylko wzory chrześcijańskiego życia, od których wiele się można nauczyć, ale także możni orędownicy u Boga, którzy wstawiają się za nami i są pomocą w stawaniu się lepszym. Akcji i losowania nie należy traktować jako zabawy. Udział może stać się wyzwaniem, ale również cenną nauką. Do wyboru orędownika, który ma nam towarzyszyć każdego dnia, a jego przykład będzie dla nas drogowskazem, trzeba podchodzić z wiarą. Święci mają ogromne możliwości działania, ale my możemy doświadczyć ich wsparcia wtedy, gdy o nie poprosimy. Bo święci, tak jak Pan Bóg, nie narzucają się ze swoją obecnością, szanują naszą wolność, czekają na prośbę, którą wyrażamy właśnie w modlitwie. Bóg przychodzi nam z pomocą bardzo często przez drugiego człowieka, dlatego warto mieć patrona, bo to jest ktoś, kto ma większe możliwości działania niż my, może nam wiele rzeczy uprosić, pokazać, pomóc znaleźć rozwiązania naszych problemów… I tak się dzieje, co potwierdzają liczne świadectwa. Chodzi też o to, by poprzez takie praktyki spełniać akty miłosierdzia, bo to największe bogactwo, jakie możemy gromadzić na ziemi. Wystarczy dobre słowo, czyn, modlitwa za innych, a świat staje się bogatszy o kolejne uczynki miłosierdzia, a my piękniejsi przed Bogiem.

Przytoczę kilka Świadectw…

  • Wojtek nie potrafił przebaczyć tym, którzy moralnie go skrzywdzili. Bardzo dręczyło to jego duszę. Wszystko zmieniło się, kiedy przyjechał do Łagiewnik i wziął udział w losowaniu. Jego patronem została św. Agata. Praktyka natomiast brzmiała: modlę się za tych, którzy mnie skrzywdzili lub od których doznałem przykrości. I tego dnia otrzymał łaskę przebaczenia tym, którym dotąd nie był w stanie wybaczyć – cytuje fragment świadectwa s. Elżbieta.
  • Kobieta w dziewiątym miesiącu ciąży, która bardzo bała się porodu, wylosowała św. Łukasza Ewangelistę, patrona lekarzy, pielęgniarek oraz służby zdrowia, który – jak zapewnia – pomógł jej uporać się z lękiem i towarzyszył podczas rozwiązania.
  • Pewien mężczyzna wylosował bł. Jana Beyzyma i modlitwę za ludzi przewlekle oraz nieuleczalnie chorych, by doświadczali miłości przez ofiarną posługę. „Byłem uszczęśliwiony wyborem, gdyż w najbliższej rodzinie mam chorego. Mogłem się w ten sposób za niego modlić i duchowo mu towarzyszyć.”

Zgromadzenie otrzymuje wiele takich świadectw pokazujących, jak wstawiennictwo wylosowanego patrona odmienia życie ludzi. Może warto poszukać więc dobrego przyjaciela na dłużej, a może i na całe życie, zaznajomić się, zaprzyjaźnić i posłuchać co ma mi do powiedzenia, poprosić go o pomoc, wstawiennictwo w ważnej sprawie, poczuć jego obecność w życiu codziennym, w dziwnych zbiegach okoliczności, które po ludzku, nie mają często racjonalnego wyjaśnienia, a zbliżają nas wyraźnie do Boga. Niech święci Patronowie wspierają nas, niech pomagają coraz pełniej uczestniczyć w życiu i misji Jezusa objawiającego światu miłosierną miłość Boga!

Bądź więc zawsze wierna Bogu w dotrzymaniu złożonych Mu obietnic i nie przejmuj się szyderstwami głupich. Wiedz, że święci są zawsze pośmiewiskiem świata i ludzi światowych, bo pod swymi stopami położyli świat i jego hasła.

św. o. Pio

Wspomnienie św.s.Faustyny

5 października 2020 Dodaj komentarz

Powiedz zbolałej ludzkości, niech się przytuli do miłosiernego Serca mojego, a Ja ją napełnię pokojem.


Faustyna… Faustyna Kowalska. Nasza Patronka – Patronka Dzieła. Choć moją osobistą nigdy nie była – przy sakramencie bierzmowania wybrałam sobie kogoś zupełnie innego (św. Małgorzata z Kortony) – wciąż jednak mnie fascynuje. Jako święta, jako siostra zakonna, jako kobieta, jako człowiek. Od zawsze wyjątkowo lubiłam modlić się Koronką do Bożego Miłosierdzia.


O samej świętej i pokornej zakonnicy napisano już wiele, sama zostawiła po sobie i swoich objawieniach sławetny Dzienniczek – ja nic nowego już nie wymyślę. Jedynie mogę polecić wizytę w Sanktuarium Bożego Miłosierdzia w Krakowie Łagiewnikach. Dzisiaj, w wspomnienie dziełowej Patronki chciałabym się podzielić kilkoma cytatami.

Kiedy weszłam do swej separatki, pogrążyłam się w modlitwie dziękczynnej za wszystko, co mi Pan zsyłał przez życie całe, poddając się zupełnie Jego najświętszej woli. Głębia radości i pokoju zalała mi duszę. Czułam głęboki spokój, że gdyby śmierć w tej chwili nastąpiła, nie powiedziałabym jej – poczekaj, bo mam jeszcze sprawy do załatwienia. Nie, ale z radością powitałabym ją, bo jestem gotowa na spotkanie się z Panem nie tylko dziś, ale od chwili, w której całkowicie zaufałam miłosierdziu Bożemu, zdając się zupełnie na Jego najświętszą wolę, pełną miłosierdzia i litości. Wiem, czym jestem sama z siebie…
Z „Dzienniczka”

Modlitwa św.s.Faustyny
Dopomóż mi do tego, o Panie, aby oczy moje były miłosierne, bym nigdy nie podejrzewała i nie sądziła według zewnętrznych pozorów, ale upatrywała to, co piękne w duszach bliźnich, i przychodziła im z pomocą. Dopomóż mi, aby słuch mój był miłosierny, bym skłaniała się do potrzeb bliźnich, by uszy moje nie były obojętne na bóle i jęki bliźnich. Dopomóż mi, Panie, aby język mój był miłosierny, bym nigdy nie mówiła ujemnie o bliźnich, ale dla każdego miała słowo pociechy i przebaczenia.

Miłosierdzie Boże

Jezusa_Chrystusa_Jezu_Ufam_Tobbie_Eugeniusz_Kazimirowski_1934

Eugeniusz Kazimirowski, Obraz Jezusa Miłosiernego, 1934 (HistoryIsResearch na warunkach CC BY-SA 4.0)

Trzecia po południu, godzina śmierci Pana Jezusa, jest czasem uprzywilejowanym w nabożeństwie do Miłosierdzia Bożego. W tej godzinie stajemy duchowo pod krzyżem Chrystusa, by poprzez zasługi Jego męki błagać o miłosierdzie dla siebie i świata. 

„O trzeciej godzinie” – mówił Pan Jezus do Siostry Faustyny – „błagaj Mojego miłosierdzia, szczególnie dla grzeszników, i choć przez krótki moment zagłębiaj się w Mojej męce, szczególnie w Moim opuszczeniu w chwili konania. Jest to godzina wielkiego miłosierdzia dla świata całego. Pozwolę ci wniknąć w Mój śmiertelny smutek. W tej godzinie nie odmówię duszy niczego, która Mnie prosi przez mękę Moją…”
Dz. 1320

Dla wyjaśnienia, nie chodzi o godzinę zegarową (60 minut), ale o moment konania Jezusa na krzyżu.

„Przypominam ci, córko Moja, że ile razy usłyszysz, jak zegar bije trzecią godzinę, zanurzaj się cała w miłosierdziu Moim, uwielbiając i wysławiając je; wzywaj Jego wszechmocy dla świata całego, a szczególnie dla biednych grzeszników, bo w tej chwili zostało na oścież otwarte dla wszelkiej duszy. W godzinie tej uprosisz wszystko dla siebie i dla innych; …”
Dz. 1572

Pan Jezus nie podał gotowej formuły modlitwy o 15:00, ale powiedział:

„Córko Moja, staraj się w tej godzinie odprawiać drogę krzyżową, o ile ci na to obowiązki pozwolą; a jeżeli nie możesz odprawić drogi krzyżowej, to przynajmniej wstąp na chwilę do kaplicy i uczcij Moje serce, które jest pełne miłosierdzia w Najświętszym Sakramencie; a jeżeli nie możesz wstąpić do kaplicy, pogrąż się w modlitwie tam, gdzie jesteś, chociaż przez krótką chwilę…”
Dz.1572

Przedmiotem tej modlitwy jest tajemnica męki Pańskiej. Modlitwa w Godzinie Miłosierdzia powinna spełniać określone warunki:

  • należy ją odprawiać o godzinie trzeciej po południu (gdy zegar wybija tę godzinę), niekiedy mówi się również o godzinie trzeciej rano,
  • winna być skierowana wprost do Jezusa,
  • w błaganiach należy się odwołać do wartości i zasług Jego bolesnej męki.

Często w różnych publikacjach powielana jest opinia, że o trzeciej po południu trzeba odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego i że Koronka odmawiana o tej porze ma szczególną moc. Takie myślenie (nieco magiczne) wynika z nieznajomości formuły nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego w formie przekazanej przez Siostrę Faustynę oraz prawdopodobnie z potrzeby korzystania z gotowej formuły modlitewnej.

Modlitwa w Godzinie Miłosierdzia jest osobną formą kultu Miłosierdzia Bożego, z którą Jezus związał określoną obietnicę i sposoby jej praktykowania.

Nigdzie Pan Jezus nie powiedział, że w Godzinie Miłosierdzia trzeba koniecznie odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

Oczywiście, możemy odmawiać Koronkę również o godzinie trzeciej (rano lub po południu) tak jak o każdej innej godzinie dnia i nocy, ale wtedy nie praktykujemy modlitwy w Godzinie Miłosierdzia (tylko odmawiamy Koronkę). Koronka do Miłosierdzia Bożego nie jest i nie może być modlitwą w Godzinie Miłosierdzia, gdyż jest skierowana do Boga Ojca (Ojcze Przedwieczny, ofiaruję Ci…), a modlitwa w Godzinie Miłosierdzia ma być skierowana wprost do Jezusa.

„Dziś powiedział mi Pan: Zapisz córko Moja, te słowa: Wszystkim duszom, które uwielbiać będą to Moje miłosierdzie i szerzyć jego cześć, zachęcając inne dusze do ufności w Moje miłosierdzie – dusze te w godzinę śmierci nie doznają przerażenia. Miłosierdzie Moje osłoni je w tej ostatniej walce…”
Dz. 1540

Od nas zależy, czy o trzeciej po południu chcemy praktykować modlitwę w Godzinie Miłosierdzia, czy odmawiać Koronkę do Miłosierdzia Bożego.

W praktyce nabożeństwa do Miłosierdzia Bożego trzeba jasno określać i nie należy mieszać Koronki z Godziną Miłosierdzia. To dwie odrębne praktyki modlitewne.

Pan Jezus wyjaśnił słowa Koronki do Miłosierdzia Bożego, siostrze Faustynie 14.09.1935 roku. Wyjaśnił też cel modlitwy.

„Ile razy wejdziesz do kaplicy, odmów zaraz tę modlitwę, której cię nauczyłem wczoraj. (…) Modlitwa ta jest na uśmierzenie gniewu Mojego. Odmawiać ją będziesz przez dziewięć dni na zwykłej cząstce różańca w sposób następujący:”
Dz. 476

(i tu wymienia Pan Jezus całość formuły)

„Przez nią uprosisz wszystko, jeżeli to, o co prosisz, będzie zgodne z wolą Moją.”
Dz. 1731

Obietnice związane z odmawianiem koronki są następujące:

„W pewnej chwili, gdy przechodziłam korytarzem do kuchni, usłyszałam w duszy te słowa: Odmawiaj nieustannie tę koronkę, której cię nauczyłem. Ktokolwiek będzie ją odmawiał, dostąpi wielkiego miłosierdzia w godzinę śmierci. Kapłani będą podawać grzesznikom, jako ostatnią deskę ratunku; chociażby był grzesznik najzatwardzialszy, jeżeli raz tylko zmówi tę koronkę, dostąpi łaski z nieskończonego miłosierdzia Mojego. Pragnę, aby poznał świat cały miłosierdzie Moje. Niepojętych łask pragnę udzielać duszom, które ufają Mojemu miłosierdziu.”
Dz. 687

Jezus dał też obietnice:

„Dusze, które odmawiać będą tę koronkę, miłosierdzie Moje ogarnie je w życiu, a szczególnie w śmierci godzinie.”
Dz. 754

„Każdą duszę bronię w godzinie śmierci, jako swej chwały, która odmawiać będzie tę koronkę albo przy konającym inni odmówią – jednak odpustu tego samego dostępują. Kiedy przy konającym odmawiają tę koronkę, uśmierza się gniew Boży, a miłosierdzie niezgłębione ogarnia duszę i poruszą się wnętrzności miłosierdzia Mojego, dla Bolesnej Męki Syna Mojego.”
Dz. 811

„Córko Moja, zachęcaj dusze do odmawiania tej koronki, którą ci podałem. Przez odmawianie tej koronki podoba Mi się dać wszystko, o co Mnie prosić będą. Zatwardziali grzesznicy, gdy ją odmawiać będą, napełnię dusze ich spokojem a godzina śmierci ich będzie szczęśliwa. Napisz to dla dusz strapionych: Gdy dusza ujrzy i pozna ciężkość swych grzechów gdy się odsłoni przed jej oczyma duszy cała przepaść nędzy, w jakiej się pogrążyła, niech nie rozpacza, ale z ufnością niech się rzuci w ramiona Mojego miłosierdzia, jak dziecko w objęcia ukochanej matki. Dusze te mają pierwszeństwo do Mojego litościwego serca, one na mają pierwszeństwo do Mojego miłosierdzia. Powiedz, że żadna dusza, która wzywała miłosierdzia Mojego, nie zawiodła się, ani nie doznała zawstydzenia. Mam szczególne upodobanie w duszy, która zaufała dobroci Mojej. Napisz: Gdy tę koronkę przy konających odmawiać będą, stanę pomiędzy Ojcem, a duszą konającą nie jako Sędzia sprawiedliwy, ale jako Zbawiciel miłosierny.”
Dz.1541


PENITENCJARIA APOSTOLSKA

Dekret
o związaniu odpustów z Koronką do Miłosierdzia Bożego
12 stycznia 2002

Penitencjaria Apostolska na mocy uprawnień specjalnie udzielonych jej przez Papieża chętnie przyjmuje przedstawioną prośbę i postanawia, co następuje:

Odpustu zupełnego pod zwykłymi warunkami (mianowicie sakramentalna spowiedź, Komunia eucharystyczna i modlitwa w intencjach Ojca Świętego) udziela się w granicach Polski wiernemu, który z duszą całkowicie wolną od przywiązania do jakiegokolwiek grzechu pobożnie odmówi Koronkę do Miłosierdzia Bożego w kościele lub kaplicy wobec Najświętszego Sakramentu Eucharystii, publicznie wystawionego lub też przechowywanego w tabernakulum.

Jeżeli zaś ci wierni z powodu choroby (lub innej słusznej racji) nie będą mogli wyjść z domu, ale odmówią Koronkę do Miłosierdzia Bożego z ufnością i z pragnieniem miłosierdzia dla siebie oraz gotowością okazania go innym, to pod zwykłymi warunkami również zyskują odpust zupełny, z zachowaniem przepisów co do „mających przeszkodę”, zawartych w normach 24 i 25 „Wykazu odpustów” („Enchiridii Indulgentiarum”).

W innych zaś okolicznościach odpust będzie cząstkowy. Niniejsze zezwolenie zachowa wieczystą ważność, bez względu na jakiekolwiek przeciwne zarządzenia.

+ Alojzy de Magostris
Arcybiskup tyt. Novenris
Pro-Penitencjarz Większy

Imprimatur:
kard. Franciszek Macharski
metropolita krakowski

Kraków, 16 lutego 1980

Impreza u Faustyny

Jezu_ufam_Tobie

Od lewej: Eugeniusz Kazimirowski, Obraz Jezusa Miłosiernego, 1934 (HistoryIsResearch na warunkach CC BY-SA 4.0); Ludomir Sleńdziński, Obraz Jezusa Miłosiernego, 1954

„Kapłan nie należy do siebie” – to tytuł książki abpa Fultona J. Sheena. To również prawda, która nieodłącznie kojarzy się z funkcją kapłana w Kościele. Jest wybrany, posłany, ale jest również wędrowcem jak Jezus i apostołowie. Takiego zadania się podjął – by iść i pokazywać ludziom Boga, by być żertwą na wzór Chrystusa. To „najcenniejszy dar, niezrównany honor i największe szczęście” – napisano we wstępie książki.

Pan Jezus mówił do św. s. Faustyny:

„Dusze wybrane są w Moim ręku światłami, które rzucam w ciemność świata i oświecam go. Jak gwiazdy oświecają noc, tak dusze wybrane oświecają ziemię, a im dusza doskonalsza, tym większe światło roztacza wokoło siebie i dalej sięga; może być ukryta i nie znana nawet najbliższym, a jednak jej świętość odbija się w duszach na najodleglejszych krańcach świata.” – Dz. 1601

Jeśli prześledzić historię Kościoła to można zaryzykować stwierdzenie, że Pan Bóg zasiał na Niebie całe mnóstwo iskierek. Z Polski również wyszło wiele z nich. Nie tylko spośród kapłanów, również spośród osób konsekrowanych, żyjących zakonnym rytmem życia.
Dzień 15. lutego, wydaje się być takim szczególnym dniem kumulacji iskierek w świetle Bożego Miłosierdzia i Serca Jezusa Miłosiernego.

W tym dniu Faustyna Kowalska obchodziła swoje imieniny. Maria Faustyna Kowalska, zakonnica ze Zgromadzenia Sióstr Matki Bożej Miłosierdzia, dała się poznać światu jako mistyczka, wizjonerka, głosicielka kultu i apostołka Bożego Miłosierdzia. Jest autorką Dzienniczka, w którym opisała swoje duchowe i mistyczne doświadczenia. Warto dodać, że Dzienniczek św. s. Faustyny znalazł się na 20 lat w indeksie ksiąg zakazanych.

Jest to również dzień narodzin dla Nieba jej spowiednika i kierownika duchowego. 15.02.1975 r. zmarł w Białymstoku ks. Michał Sopoćko. Jest to jednocześnie jego wspomnienie liturgiczne. W 1933 r. spotkał się jako spowiednik z s. Faustyną. Dzięki niemu, prawda o Miłosierdziu Bożym wyszła poza mury celi i zgromadzenia. Po tym spotkaniu, całe życie ks. Michała skoncentrowało się na tajemnicy Miłosierdzia. Został beatyfikowany 28.10.2008 r. w Białymstoku. W rocznicę beatyfikacji rokrocznie o godzinie 15:00, szczególnie na terenie Polski, na ulicach miast, miasteczek i wsi ma miejsce jedno z najbardziej zadziwiających i wymownych spotkań ludzkich, z różańcem w ręku i Koronką do Miłosierdzia Bożego na ustach – „Koronka na ulicach miast”. To z polecenia ks. Sopoćki powstał w latach 1934-38 Dzienniczek, określany perłą literatury mistycznej. Z pomocą kapłana został namalowany pierwszy obraz Jezusa Miłosiernego, który wykonał Eugeniusz Kazimirowski w 1934 r. według wskazówek s. Faustyny. Obraz obecnie znajduje się w Wilnie. To ks. Sopoćko już po śmierci s. Faustyny założył Zgromadzenie Sióstr Jezusa Miłosiernego. To również dzięki niemu i pod jego dyktando został namalowany przez Ludomira Slędzińskiego, drugi pierwowzór obrazu Jezusa Miłosiernego. Obecnie wizerunek ten znajduje się w Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego w Kaliszu.

15. lutego obchodzimy również w Kościele wspomnienie Klaudiusza de la Colombiere SJ, prezbitera. To kolejny znamienity spowiednik i kierownik duchowy wielkiej Świętej Kościoła, Małgorzaty Marii Alacoque, francuskiej mistyczki, znanej przede wszystkim z krzewienia nabożeństwa ku czci Najświętszego Serca Jezusowego, objawionego jej w widzeniach przez samego Jezusa. Ogromne znaczenie miały objawienia poświęcone nabożeństwu do Najświętszego Serca Jezusowego, którego rozsławienie zostało wyznaczone jako zadanie św. Małgorzacie. W widzeniach Pan Jezus powiedział jej o Swoim nieskończonym Miłosierdziu dla ludzi i o potrzebie zwrócenia się wszystkich do Jego Serca poprzez specjalne nabożeństwo rozpowszechnione jako „Nabożeństwo pierwszych dziewięciu piątków miesiąca”.

Do tej znamienitej drużyny rok temu dołączył śp. o. Zdzisław Pałubicki SJ wielki czciciel Miłosierdzia Bożego, misjonarz, wspaniały kaznodzieja, gorliwy spowiednik i kierownik duchowy o fenomenalnej intuicji. Poczciwie nazywany był również Rumcajsem z racji postury i wyglądu zewnętrznego. To dzięki niemu kaliski kościół oo. Jezuitów może szczycić się drugim pierwowzorem obrazu Jezusa Miłosiernego, namalowanego przez Ludomira Slędzińskiego. Kilka lat później przepiękna pobernardyńska, barokowa świątynia zyskała rangę Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego, pierwszego takiego na świecie. Jako spuścizna po śp. o. Zdzisławie Pałubickim SJ pozostały m.in. Godzinki o Miłosierdziu Bożym i owoce ponad tysiąca Misji Miłosierdzia Bożego jakie niestrudzenie głosił przez wiele lat w diecezji, Polsce i na świecie. Zmarł 15.02.2019 r.

Nie pozostaje nic innego jak ufać, że wszyscy spotykają się na imieninach u s. Faustyny. Wszak mają wspólny temat do rozmów i dyskusji.