Archiwum

Archive for the ‘Kartka z kalendarza’ Category

Posypmy głowy popiołem…

Mija Środa Popielcowa. W tym roku jest szczególną bramą do Wielkiego Postu, naznaczoną wojną na Ukrainie, która od kilku dni zmienia realnie nasze spojrzenie na rzeczywistość. Jaki będzie ten Post? Z pewnością inny! Już zdajemy egzamin z jałmużny względem bliźniego, z naszej ludzkiej wrażliwości i miłości. Ta lawina dobrych i uczynnych serc, jaką obserwujemy w walce o życie każdego uchodźcy, nagle obudziła w wielu z nas uśpione pokłady dobroci, szacunku i miłości do bliźniego. Staliśmy się jako naród w tych dniach siłą napędową dla reszty świata w rozdawaniu szacunku, zainteresowania i pomocy dla Ukrainy.
Drugą rzeczywistością, którą obudziliśmy w sobie po pandemii, jest modlitwa. Ile w tych dniach próśb i deklaracji o niej, przewija się między nami? Ilu ludzi nagle przestało bać się, wejść do Kościoła? Przyszła mi myśl, że trzeba było wojny u progu państwa, by zacząć wracać do Boga, by zarazić tą swoją Wiarą, traktowaną w innych krajach często jak relikt, wielu na nowo. Czy będzie też nas stać na post w tym Poście? W jakim wymiarze? Czego sobie odmówię na tyle, by mi brakowało? Bo tylko w sytuacji niedostatku jestem zdolna zauważyć tę różnicę. Nie chodzi więc o rozdawanie tego co mi zbywa, o deklaracje bez pokrycia w miłości i o samo słowo post, dla pokazania, że przed wzrokiem innych jestem zdolna pościć. Chodzi o to, z czego jestem w stanie zrezygnować w obecności Boga, nie pokazując tego ludziom. Istotne jest nie tylko to, co zrobię, ale z również z jaką intencją. Intencji nie widać na zewnątrz, ale ona właśnie nadaje wartość i sens temu, co robimy. Czy jestem w stanie na tyle zapanować nad swoim ego, by zauważyć szerzej potrzeby duszy?
Dziś Kościół daje nam w LG specyficznie brzmiący tekst.
Pieśń (Jr 14, 17-21)
Skarga udręczonego ludu.

Kiedy rano rozważałam te słowa Jutrzni przyszło mi na myśl, jak bardzo wpisują się realnie w obecną sytuację świata. Bo przecież Słowo Boże jest żywe. Trzeba je tylko odczytać z sercem i duszą skorą do współpracy z Bogiem. Na ile będę współpracować przez 40 dni z Tym, którego pojąć nie jestem w stanie…

Moje oczy łzy wylewają *
bezustannie dniem i nocą,
Bo wielki upadek dosięgnie †
Dziewicę, Córę mego ludu, *
klęska przeogromna.
Gdy wyjdę na pole, *
oto mieczem zabici.
Jeśli pójdę do miasta, *
oto męki głodu.
Nawet prorok i kapłan *
niczego nie pojmując błąkają się po kraju.
Czyż nieodwołalnie odrzuciłeś Judę *
albo czy się brzydzisz Syjonem?
Dlaczego dotknąłeś nas klęską *
bez nadziei uleczenia?
Spodziewaliśmy się pokoju, †
lecz nic dobrego nie przyszło; *
czasu uzdrowienia, a nadeszła groza.
Uznajemy, Panie, nieprawość naszą †
i przewrotność naszych przodków, *
bo zgrzeszyliśmy przeciw Tobie.
Nie odrzucaj nas przez wzgląd na Twe imię, †
nie poniżaj tronu swojej chwały, *
pamiętaj, nie zrywaj swego przymierza z nami!
Chwała Ojcu i Synowi, *
i Duchowi Świętemu.
Jak była na początku, teraz i zawsze, *
i na wieki wieków. Amen.

Zmiana

Dziś obchodzone jest w Kościele święto nawrócenia św. Pawła. To wyjątkowy święty, bo jak żaden inny żyjący za czasów Chrystusa, może być dla nas dziś żyjących, świadkiem własnego nawrócenia. Paweł z początku zagorzały przeciwnik chrześcijaństwa, gorliwy Żyd, prześladowca wyznawców i samego Chrystusa, nagle radykalnie się zmienia.

Co się takiego stało? Spotkał osobiście Chrystusa!

Jakie to musiało być spotkanie? Ile było w nim mocy Bożej? Jak bardzo dotkliwie musiał odczuć i usłyszeć w duszy głos Jezusa, żeby natychmiast stracić swoją moc, potęgę nienawiści, żeby upaść, on młody, silny, kondycyjnie sprawny mężczyzna, oślepnąć, potem pościć fizycznie, zamilknąć, poświecić całą swoją energię, wolę, jaźń, myśli, chęci, na modlitwę, rozmowę z Bogiem! Odnalazł nagle dystans do samego siebie i swoich żądz, które nim kierowały.

Paweł podkreślał i akcentował mocno to, że wszystko to, co mu się przydarzyło, jest efektem zjawiska nadprzyrodzonego, cudu, czegoś niezwykłego. On, pobożny i gorliwy faryzeusz, który nie miał bezpośredniego kontaktu z Jezusem, nawet chyba specjalnie tego kontaktu nie szukał, żyjący z dala od „sprawy Jezusa”, wiedzący o niej tylko tyle, ile dowiedział się od przesłuchiwanych przez siebie wyznawców Jezusa, których prześladował okrutnie; nagle, niespodziewanie, spotkał się z Tym, którego miał w nienawiści. Nie ma w Dziejach Apostolskich mowy, że Paweł miał jakieś wątpliwości prześladując wyznawców Jezusa, wtedy jeszcze nie chrześcijan, ale żydów, którzy zaczęli głosić dziwne poglądy, zaczęli sprzeciwiać się prawu. Ówczesny judaizm nie był dzisiejszym judaizmem rabinicznym, nie miał Talmudu, nie cytował komentarzy, egzegezy i wykładni. To było wiele judaizmów, plątanina szkół, sekt, grup, które łączyło to, że miały wspólny fundament, na który składały się:
– wiara w Jednego Boga
– przyjęcie Biblii jako Objawionego Słowa Bożego, ze szczególnym akcentem na Pięcioksiąg
– świadomość wspólnej przynależności do Narodu Wybranego, z którym (a nie z żadnym innym!) Bóg Jedyny zawarł przymierze. Znakiem widocznym tego było obrzezanie, czyli brak napletka u mężczyzn tego Narodu, któremu Bóg dał specjalne prawa, ale i nałożył obowiązki inne niż dla innych ludów,
– obecność na Ziemi Obiecanej, wyrażająca się istnieniem Świątyni w Jerozolimie.

Patrząc z tej perspektywy, to pierwsi wyznawcy Jezusa spełniali te wszystkie kryteria przynależności do judaizmu, a dodatkowo twierdzili tylko, że Jezus był Mesjaszem. Nie jest jasnym (Dzieje Apostolskie o tym milczą), dlaczego akurat judaizm faryzejski uparł się na prześladowanie tej drobnej ilościowo, młodej grupy wyznawców, której przywódca już nie żył i w zasadzie, według wszelkich praw socjologii, powinna ona rozsypać się i odejść w zapomnienie. Nie wiadomo dlaczego Szaweł z Tarsu akurat się tak bardzo uwziął na nich.

I nagle stał się cud. Zjawisko nieracjonalne, niewytłumaczalne, bo nic nie wskazywało na to, że będzie miało ono miejsce. Zjawisko, po którym już nic nie było tak samo, jak przed nim. Punkt zwrotny i to zwrotny całkowicie, nie do pojęcia, zawrócenie w przeciwnym kierunku, nawrócenie
na drodze do Damaszku! Szaweł przemienia się w Pawła. Już sama radykalna zmiana imienia wskazująca na zmianę duchową, spotykana i w naszej literaturze: Kmicic-Babinicz, Gustaw-Konrad, była znamienna. Słowo „paulos” po grecku oznacza: mały, lichy, mikry, drobny. A w rzeczywistości Paweł to największy znany Boży atleta, ten, który chrześcijaństwu nadał kształt obowiązujący do dziś, wielki architekt Kościoła, wizjoner i tytan pracy, ten który podkreślał nieustannie swoją bezradność wobec tego, co go spotkało. On jest tylko „płodem poronionym”, „niewolnikiem”, „mikrym paulosem”, sam z siebie nic niemogącym wykrzesać. Gdyby nie cud, nie spotkanie, jakiego zaszczyt miał doznać, to pewnie do końca swojego życia ćwiczyłyby się w pogłębianiu nienawiści do Chrystusa i Jego wyznawców a swoich braci Żydów, jeżdżąc po Judei, Galilei, Samarii, Syrii, Dekapolu, Arabii i okolicach. Zapewne robiłby to solidnie, systematycznie i z całą gorliwością, z całym przekonaniem. Bo taki był. Solidny, systematyczny, przekonany, zorganizowany, sprawny i umiejący posługiwać się różnymi technikami. To nie był Piotr, zmieniający bez przerwy zdanie, wahający się, stojący na uboczu, na wszelki wypadek oglądający się za siebie.

Paweł miał również odwagę, żeby przyznać się: że to tak naprawdę nie ja jestem sprawcą tej przemiany, ja jestem tylko narzędziem, wybranym przez Kogoś innego. Mówił: to nie ja, to Ten, który stanął na Drodze do Damaszku i powalił mnie na kolana. Jakże wiele w tym wyznaniu skruchy, bo ten który dobrze jeździł konno, był kimś mocno uprzywilejowanym. Nauczyciel z Nazaretu i Jego uczniowie chodzi pieszo. Jezus tylko raz pozwolił sobie na osiołka, gdy wjeżdżał do Jerozolimy. Rzymscy legioniści, panowie Ziemi Obiecanej chodzili piechotą. Tylko wybrani mieli przywilej jazdy konnej.

Kojarzy mi się mocno dzisiejszy dzień z Psalmem 116 nazywanym Dziękczynieniem uratowanego od śmierci.
Bo czy ten fizyczny upadek Szawła nie był zbawienny dla Pawła?! Czy nie uchronił jego duszy od śmierci?! Czasem trzeba nam przewrócić się na kolana, zakrztusić się piachem na drodze, zamilknąć, oślepnąć, by przejrzeć i zobaczyć to, czego usilnie szukamy a nie znajdujemy.

Wróć, duszo moja, do swego spokoju, *
bo Pan dobro ci wyświadczył.
Uchronił bowiem moją duszę od śmierci, *
oczy od łez, nogi od upadku.
Będę chodził w obecności Pana *
w krainie żyjących.

Godzina łaski?

8 grudnia Kościół będzie obchodził uroczystość Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny. W Polsce jest to zwykły dzień pracy. Mimo to, w wielu parafiach odprawiane są dodatkowe Msze święte. W niektórych kościołach, dokładnie w południe, wierni gromadzą się jeszcze na dodatkowym godzinnym nabożeństwie. W ogłoszeniach parafialnych zapowiadane jest jako „Godzina łaski”!

W folderku kolportowanym przez propagatorów tego nabożeństwa przeczytamy: „Jest taka jedna godzina w roku, gdy Niebo pochyla się tak nisko nad ziemią, że Bóg jest na wyciągnięcie ręki i Jego odwieczne skarby miłości. Jest taka jedna godzina w roku, gdy wszystko jest możliwe”.

„Godzina łaski” ma swoje źródło w nieuznanych przez Kościół objawieniach i propagowanie jej wśród wiernych jest nadużyciem. Chodzi o rzekome objawienia Matki Boskiej Róży Duchownej włoskiej pielęgniarce, trwające od 24.11.1946 r. do śmierci wizjonerki 12.01.1991 r.

Objawienia Pieriny Gilli mają formułę „non constat de supernaturalitate” – co oznacza, że Kościół nie uznał nadprzyrodzonego pochodzenia jej przesłania.

Z drugiej strony intencje modlących się wtedy ludzi z pewnością są autentyczne i towarzyszy im niewątpliwie szczerość, zaufanie płynące z wiary oraz prawdziwa miłość do Boga i Matki Najświętszej. Jak zatem podchodzić do tego fenomenu?

Kościół styka się od wieków z różnego rodzaju prywatnymi objawieniami, proroctwami i przepowiedniami. Obecnie również żyje wielu proroków, prorokiń czy tzw. widzących, którzy twierdzą, że są wysłannikami Boga czy Matki Najświętszej. Tak jak kiedyś, za czasów Chrystusa na Ziemi! Reprezentują oni różne religie, kultury, wierzenia i światopoglądy. Niestety, znakomita większość tych przekazów religijnych to czysta iluzja, zwykły fałsz, następstwo choroby psychicznej czy chęć zaistnienia, sławy…
W tym kontekście „Godzina łaski” jest jednym z nowych zjawisk na przestrzeni ostatnich dziesięcioleci. Wymaga więc pogłębionej oceny ze strony religii, filozofii, antropologii czy etyki.

W 2013 roku biskup diecezji Brescia, Luciano Monari zakazał promowania w sanktuarium maryjnym w Fontanelle di Montichiari rzekomych objawień Pieriny Gilli.
Obecnie, nie wolno w tej świątyni nawiązywać w żaden sposób do jakichkolwiek objawień, orędzi i innych zjawisk o charakterze rzekomo nadprzyrodzonym, związanych z osobą mistyczki Pieriny Gilli. W konsekwencji z sanktuarium usunięto jej zdjęcia, foldery i książki promujące jej rzekome objawienia. Dotyczy to również kultu „Godziny łaski” w tym miejscu i na całym świecie.
Biskup Brescii podkreśla, że wydał swój dokument na polecenie Kongregacji Nauki Wiary z 13 listopada 2012 roku. Dodaje, że wcześniej w tej sprawie interweniowała także Kongregacja Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów.

Zdaniem ks. dr. hab. Roberta Skrzypczaka z Papieskiego Wydziału Teologicznego w Warszawie „Godzina łaski” związana z Niepokalanym Poczęciem, ma dzisiaj co najmniej potrójny kontekst. Wskazał na to w jednym z wywiadów.

„Pierwszy dotyczy objawień Matki Bożej w Lourdes i modlitwy do Maryi Niepokalanie Poczętej, będącej szczególną prośbą o uratowanie świata przed zalewem grzechu i siebie samego przed zgorszeniem.
Drugi to tradycja przywoływania Maryi w trudnych momentach jako tej, która chroni Kościół przed „zabrudzeniem wiary”.
Trzeci kontekst dotyczy ochrony życia dzieci poczętych.”

Modlitwa i uroczyste nawiązywanie do Niepokalanego Poczęcia Najświętszej Maryi Panny powinny dotyczyć całego dnia a nie tylko „Godziny łaski”. Bo w ten sposób dwuznacznie przerzuca się uwagę wierzących, z samej uroczystości Niepokalanego Poczęcia, z osoby Najświętszej Maryi Panny jako Pośredniczki Łask i z Adopcji dzieci poczętych, na niezwykłe skupienie się na samym nabożeństwie. Zamiast dogmatu, który w 1854 r. ogłosił papież Pius IX o Niepokalanym Poczęciu Najświętszej Maryi Panny, propagatorzy przyciągają naszą uwagę jedynie do tej jednej godziny w ciągu całego dnia, w której „wszystko jest możliwe” jak piszą, czyniąc z niej w domyśle, magiczną godzinę spełniania marzeń czy życzeń.
Niektórzy, w zaufaniu idąc za tą wskazówką, czekają często z najtrudniejszymi problemami, z najbardziej bolesnymi formami cierpienia – chorobą nowotworową, rozpadającym się małżeństwem, alkoholizmem czy narkomanią własnych dzieci – właśnie na „Godzinę łaski”, aby mieć większą pewność(!), że Bóg wysłucha ich modlitw zanoszonych 8 grudnia każdego roku między godz. 12.00 a 13.00.

Św. Jan Paweł II w Liście apostolskim „Tertio Millennio Adveniente” napisał, że „w chrześcijaństwie czas ma podstawowe znaczenie”. A ze związku Boga z czasem rodzi się obowiązek jego uświęcania. „To uświęcenie czasu dokonuje się na przykład poprzez świętowanie poszczególnych okresów, dni czy tygodni, co miało miejsce już w religii Starego Przymierza, a także, chociaż w nowy sposób, praktykowane jest w chrześcijaństwie”.

Ludzie od zawsze czuli potrzebę zaistnienia szczególnych chwil w swoim życiu, w których zbliżają się do Boga i intensyfikują swoją z Nim relację. Kościół ma świadomość tej potrzeby. Dlatego wyznacza różne, szczególne momenty i okresy, w których chrześcijanie kierują całe swoje życie ku Bogu, pragnąc doświadczyć Jego bliskości, czułości, hojności i miłosierdzia. Bóg działa w czasie, w całym czasie! bo jest Duchem. On żyje w wiecznym(!) ‚teraz’, nie przemija, gdyż wtedy musiałby mieć początek i koniec.

W czasie zostaje stworzony świat, w czasie dokonuje się historia zbawienia, która osiąga swój szczyt w «pełni czasu» Wcielenia i swój kres w chwalebnym powrocie Syna Bożego na końcu czasów. Czas staje się, w Jezusie Chrystusie Słowie Wcielonym, wymiarem Boga, który jest wieczny sam w sobie. Z przyjściem Chrystusa rozpoczynają się «ostateczne dni», «ostatnia godzina», zaczyna się czas Kościoła, który trwać będzie do Paruzji”– przypominał Jan Paweł II.

To jest kontekst, w którym warto spoglądać na „Godzinę łaski”.
Godzina łaski u Boga jest zawsze, ilekroć jej potrzebujemy, 365 dni w roku, 24 godziny na dobę. Nie skupiajmy się jedynie na tej jednej, wyznaczonej w roku przez wizjonerkę budzącą wątpliwości i nieznanych propagatorów plakatów bez podpisu. Bo ksiądz proboszcz, tylko je kopiuje. Nie zawężajmy naszego spotkania z Panem tylko do sześćdziesięciu minut w roku, bo może się okazać, że się z Nim rozminiemy w całym życiu.

Absurdalność piekła

31 października 2021 Dodaj komentarz

Zbliżają się uroczystości Wszystkich Świętych i Zaduszki… Większość z nas ma wśród bliskich, zmarłych, którzy odeszli w tym roku. Żałoba to czas zadumy i smutku, czas rozłąki i opuszczenia, czas żalu i osamotnienia. Nadchodzące dni będą szczególnym czasem nawiedzenia grobów zmarłych i odkrywania wspomnień o nich na nowo. Może jednak powinniśmy spojrzeć na te dwa dni nieco inaczej… z perspektywy radości. Bo mamy przecież obietnicę Boga, że kiedyś się spotkamy! A jeśli nie jesteśmy pewni perspektywy tego spotkania, z jakiegoś powodu, to mamy jeszcze możliwość to nadrobić, upewnić się tu na ziemi, dopóki żyjemy. Mamy możliwość podarowania odpustów za dusze zmarłych. Bo oni tam niczego sami już nie mogą naprawić. Mogą liczyć jedynie na naszą wiarę, pamięć i miłość. Faustyna opisała wizję piekła w swoim Dzienniczku. Warto zajrzeć do tego tekstu (Dz. 741). Bo innych przekazów z tamtej strony nie mamy, jak wizje świętych, którym dana była taka łaska. Warto pamiętać, że Jezus też umarł, dziś powiedzielibyśmy został skatowany, zabity, poniósł śmierć, w bardzo wymyślny i makabryczny sposób. Warto też pamiętać, że cierpiał i odczuwał ból jak normalny człowiek, choć był również Synem Bożym. Tego bóstwa i człowieczeństwa nie mieszał w sobie, nie wykorzystywał dla wygody.
„JEZUS NIE TYLKO DOŚWIADCZYŁ ŚMIERCI, ALE I OPUSZCZENIA, SAMOTNOŚCI, ABSURDALNOŚCI PIEKŁA, KTÓRE ZAGRAŻA CZŁOWIEKOWI. W TYM SAMYM SENSIE CO CZŁOWIEK”.

Co to jest ta ABSURDALNOŚĆ PIEKŁA?
By to zrozumieć, warto pamiętać, że dla Boga, który jest Miłością, jedynie miłość jest zawsze możliwa. Nie można jednak być pewnym, nie zaprzeczając samej miłości, że miłość rzeczywiście ofiarowana nie stanie się miłością odrzuconą, w imię wolności, jaką dał nam Bóg. On szanuje ludzką wolność, dał nam wolną wolę, nie jest tyranem jak sądzą mało zorientowani, dlatego człowiek ma możliwość wyboru, może ją przyjąć lub, nie przyjąć Bożej miłości. Człowiek jest wolny a Pan Bóg wierny w swojej Miłości. On nigdy nie przestaje kochać, nawet jeśli sam nie jest kochany. „BÓG KOCHA TAK SAMO PRZED, W TRAKCIE I PO GRZECHU. JEST NIEZWYKLE SUBTELNY I DELIKATNY”. On ciągle kocha i czeka na naszą odpowiedź. Może się więc zdarzyć, że człowiek odmówi Bogu wierności w miłości. Dlatego Bóg nie może wykluczyć tego, że ta miłość stanie się miłością odrzuconą. On ryzykuje. W tym jest zawarta absurdalność piekła, że korzystając z wolności sami odrzucamy miłość Boga, sprzeciwiamy się największemu przykazaniu i skazujemy siebie na potępienie, grzesząc. Piekło jest niepojęte i absurdalne, zachowuje jednak w Ewangelii rysy możliwości – odrażającej i możliwej. Mowa o piekle wskazuje na realną możliwość potępienia. Ani z piekła, ani z grzechu nie można nic zrozumieć, jeżeli nie bierze się pod uwagę odmowy miłości. Mówiąc jednak o odmowie, nigdy nie ma się na myśli Boga, który odmawia swej miłości. Nie ma bowiem i nigdy nie będzie niekochanych przez Boga. Jest on przecież samą Miłością. Jeżeli zatem jakaś istota może się potępić, odrzucając najwyższą Miłość, nie dzieje się to i nigdy nie będzie się dziać z powodu niedostatków otrzymywanej miłości, ale jedynie z powodu niepojętego, chociaż realnego faktu, że nieskończona Miłość, oddająca się bez żadnych ograniczeń, została bezwzględnie odrzuconą przez człowieka. Tego rodzaju absolutna odmowa, stanowiąca piekło i określająca istotę grzechu, nie mieszka w sercu Boga.
Miłość Boga jest dla chrześcijanina faktem tak pewnym, że nigdy nie można poddać go w wątpliwość. Dlatego piekło
„TO JEST TAKA SAMOTNOŚĆ, DO KTÓREJ NIE PRZENIKA ŻADNE SŁOWO. TO JEST TAK GŁĘBOKIE OPUSZCZENIE”. Z tej ciszy pozbawionej słów może zrodzić się tylko ROZPACZ — która — jest najwyższą formą miłości własnej. Człowiek osiąga ją wtedy, kiedy z własnej woli odrzuca każdą pomoc, aby delektować się zgniłą rozkoszą świadomości własnej zguby. Rozpacz jest najwyższą formą pychy, tak wielkiej i zatwardziałej, że woli wybrać nędzę potępienia, niż zaakceptować szczęście z ręki Boga i w ten sposób uznać Jego wyższość nad sobą, oraz to, że nie jest w stanie wypełnić swojego przeznaczenia o własnych siłach.

Więcej o odpustach można dowiedzieć się na tej stronie.

W tekście użyto fragmentów tekstu ”Piekło — odrzucona miłość Boża” autorstwa Ks. Szymona Drzyżdżyka oraz fragmentów tekstu ”Piękno pustyni” T. Mertona.

Z Józefem i Maryją za rękę…

3 października 2021 Dodaj komentarz

Dziś rozpoczęły się w Narodowym Sanktuarium św. Józefa w Kaliszu Narodowe Rekolekcje przed Aktem Zawierzenia św. Józefowi Narodu i Kościoła w Polsce. Wyjątkowo splata się więc w tym roku początek października razem z Maryją Różańcową i Józefem Jej Oblubieńcem. Zarówno zawierzenie jak i najważniejszy dzień w kalendarzu wspomnień maryjnych października, przypadną 7. dnia miesiąca. To szczególny czas i szczególne miejsce, jakie Kościół wybrał na te uroczystość. Kiedy przypatrzeć się cudownemu obrazowi Świętej Rodziny czczonemu w tym Sanktuarium, można zauważyć scenę powrotu do domu, po odnalezieniu małego Jezusa w świątyni jerozolimskiej. To, co charakterystyczne i rzuca się na pierwszy plan, to trzy postaci Maryi, Jezusa i św. Józefa, kroczący razem i trzymający się za ręce. Gdy przyjrzeć się bliżej to jednak nie rodzice prowadzą małego Jezusa, ale sam Jezus prowadzi małżonków, bo ich wzrok jest skupiony w całości na synu. Kiedy spojrzeć na obraz uważniej, to widać na nim jeszcze jedną Trójcę: postaci Boga Ojca, Jezusa syna Bożego i Ducha świętego widoczne w pionie, w centralnej części obrazu. Ta wymowa, zbieżność i splecione ze sobą dłonie małżonków połączone przez osobę Chrystusa, to przesłanie dla wszystkich, by swą ufność pokładali w Trójcy Świętej a także w rodzinie, najbliższych kochanych osobach, współmałżonkach, i niezaniedbywali troski o wychowanie i dopilnowanie dzieci, którymi Bóg ich obdarza, by bronili najcenniejszych wartości w życiu rodziny i swojego potomstwa.

Drzewo przenajszlachetniejsze…

Święto dzisiejsze ustanowiono na pamiątkę znalezienia Krzyża świętego przez cesarzową Helenę i konsekracji bazyliki wzniesionej na Golgocie 14 września 335 roku. Później wspominano w tym dniu odzyskanie Krzyża świętego zrabowanego przez Persów. 3 maja 630 roku w uroczystej procesji cesarz Herakliusz osobiście wniósł odzyskany Krzyż do bazyliki Grobu Chrystusowego. Krzyż święty jest najdostojniejszą pamiątką Męki Pańskiej, dlatego zajmuje poczesne miejsce w świątyniach i domach katolickich.

Mszał Rzymski, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1963

Był człowiek, który narzekał na swoje życie. Skarżył się, że jest mu ciężko, bo mieszkanie niewygodne, za ciemne, za ciasne, że dochody za małe, że jego rówieśnicy, którzy podobne szkoły ukończyli, zarabiają daleko więcej niż on. Mówił, że innym jest łatwiej żyć, że lepiej dają sobie radę ze złymi ludźmi, z trudnymi okolicznościami, że im wszystko układa się korzystnie, a jemu jest źle i to z roku na rok coraz gorzej. Twierdził, że gdyby się urodził kilkadziesiąt lat wcześniej albo kilkadziesiąt lat później, to wtedy na pewno byłoby wszystko inaczej. Chodził wciąż smutny, skwaszony, zniechęcony.

     Razu pewnego, gdy spał, śniło mu się, że ktoś go budzi. Otworzył oczy i zobaczył postać stojącą koło jego łóżka. Chociaż nigdy Anioła nie spotkał, wiedział, że to jest Anioł. Nie czuł w sobie żadnego lęku. Anioł stał nad nim, jakby czekając na jego przebudzenie. A gdy spostrzegł, że on już nie śpi, łagodnym zapraszającym ruchem dał mu znak, aby wstał.

     – Wstań, proszę – powiedział.

     Człowiek ów, wcale tym niezdziwiony, podniósł się z łóżka. Stanął obok tajemniczego gościa. Popatrzył pytająco na niego. A wtedy Anioł z uśmiechem powiedział:

     – Pójdź, proszę, ze mną.

     Człowiek spytał go nieśmiało:

     – Dokąd chcesz, żebyśmy poszli?

     – Zaraz zobaczysz – odpowiedział Anioł.

     Podążył więc za nim. Anioł wiódł go przez jego mieszkanie, wyprowadził go na klatkę schodową i zaczął wstępować po schodach na górę. Człowiek wciąż nie wiedział, dokąd idą i co to ma wszystko znaczyć, ale nie śmiał pytać. Był tylko pewny, że to chodzi o jakąś bardzo ważną sprawę, która go bezpośrednio dotyczy. Postępował w milczeniu za Aniołem coraz bardziej ciekawy, dokąd wiedzie go ten wysłannik Boga. Szli długo po schodach, aż stanęli przed drzwiami. W pierwszej chwili nie mógł zorientować się, dokąd drzwi prowadzą, ale za moment poznał, że to drzwi wiodące na jego strych. Anioł otworzył drzwi i weszli do wnętrza. Wtedy człowiek zobaczył, że to wcale nie jest strych jego domu. To była wielka sala, pod której ścianami stały nagromadzone krzyże – tysiące, dziesiątki tysięcy, nieprzeliczona ilość; krzyże były różne, dziwne: ogromne, małe i całkiem maleńkie, proste i ozdobne, ze złota i z drewna, malowane, heblowane, wysadzane drogimi kamieniami i całkiem zwyczajne, cięte z brzozy. Przyglądał się uważnie tym krzyżom. Każdy z nich był inny. Czasem zdawało mu się, że znalazł dwa identyczne, ale później zauważał, że tak nie jest, że różnią się pomiędzy sobą przynajmniej jakimś szczegółem.

     Po chwili człowiek, przełamując nieśmiałość, spytał Anioła:

     – Skąd tu tyle krzyży? Po co tu stoją? Do kogo należą?

     Usłyszał jego głos:

     – To są ludzkie krzyże.

     – Ludzkie krzyże? – powtórzył człowiek, niewiele z tego rozumiejąc.

     – Każdy musi jakiś nieść – mówił dalej Anioł.

     – Ach tak. Teraz rozumiem, dlaczego tyle tych krzyży i dlaczego każdy z nich jest inny. Ale po co przyszliśmy tutaj?

     Anioł odpowiedział:

     – Pan Bóg polecił mi, abym ciebie tu przyprowadził.

     – Pan Bóg? – zdziwił się ów człowiek. – Dlaczego?

     – Narzekasz na swój krzyż. Mówisz, że ci bardzo ciężko z nim iść. Bóg zezwolił, abyś tu przyszedł i wybrał sobie inny krzyż, jaki tylko zechcesz i żebyś z tym nowym krzyżem szedł dalej przez życie, nie narzekając.

     Człowiek słuchał tego, co Anioł mówił, prawie nie wierząc swoim uszom. W końcu powiedział:

     – Czyż to jest możliwe, żeby Wielki Bóg chciał się zajmować takim człowiekiem jak ja?

     – Pan Bóg naprawdę przysłał mnie do ciebie – potwierdził Anioł.

     – Będę mógł wybrać krzyż taki, jaki tylko zechcę? – spytał wciąż jeszcze nieufny.

     – Tak. Naprawdę – powtórzył Anioł jego słowa. – Możesz wybrać taki krzyż, jaki tylko zechcesz.

     – I będę mógł z nim iść przez całe życie? – pytał człowiek, chcąc się upewnić.

     – Tak. Będziesz mógł iść z nim, jeżeli tylko zechcesz, przez całe twoje życie – odpowiedział mu Anioł.

     Człowiek wiedział już, który krzyż wybierze. Piękny, złoty krzyż przyciągał jego wzrok od pierwszej chwili. Pomyślał: „Wreszcie będę miał wspaniałe życie”. Spytał nieśmiało Anioła, wskazując na ten krzyż:

     – Czy mogę go wziąć?

     Anioł skinął głową:

     – Tak.

     Uradowany człowiek podbiegł do upatrzonego krzyża, objął go mocno, aby go włożyć na swoje ramiona, ale nadaremnie. Nie potrafił go nawet ruszyć. Krzyż był bardzo ciężki. Mimo to człowiek nie chciał z niego zrezygnować. Wytężył wszystkie siły. Nic nie pomogło. Krzyż nawet nie drgnął. Zaskoczony tym i rozczarowany powiedział do Anioła:

     – Za ciężki.

     – Spróbuj znaleźć inny, który będzie lepszy dla ciebie – powiedział spokojnie Anioł.

     Człowiek rozejrzał się po sali i skierował w stronę innego krzyża, również złotego, choć nie tak dużego, który też wcześniej już spostrzegł. Krzyż ten był wysadzany wspaniałymi kamieniami, ozdobiony wyszukanym ornamentem. Podszedł do niego, z trudem położył go sobie na ramiona. Zrobił z nim parę kroków i przekonał się, że niestety ten też jest za ciężki, a poza tym dokuczliwie gniotą go w ramiona te wspaniałe ozdoby i drogie kamienie, które go tak zachwycały. Odezwał się trochę do siebie, trochę do Anioła:

     – Jest niemożliwe, żebym mógł z nim iść dłuższy czas.

     – Znajdziesz na pewno krzyż bardziej dla ciebie odpowiedni. Tylko nie zniechęcaj się – pocieszył go Anioł.

     Człowiek rozglądnął się w poszukiwaniu i po chwili podszedł do krzyża też złotego, który był o wiele mniejszy. Faktycznie, był on również o wiele lżejszy, ale za krótki. Gdy ułożył go sobie na ramionach i zaczął z nim iść, krzyż ten tłukł go po nogach i plątał mu krok. Odłożył go na miejsce. Wziął inny krzyż, ale ten mu też nie odpowiadał. Potem spróbował nieść inny i znowu inny. Coraz bardziej nerwowo, już nie chodził, ale biegał po tej ogromnej sali, szukając krzyża dla siebie. Czas płynął, a on wybierał i wybierał bez końca. Wciąż nie mógł znaleźć krzyża, z którego byłby zadowolony. Bo były za długie albo za krótkie, za ciężkie, albo zbyt uciskały go ozdoby, albo po prostu nie podobały mu się w kształcie lub kolorze. Już zdawało mu się, że nie zdecyduje się na żaden, że nie znajdzie dla siebie odpowiedniego. Przyszło mu nawet do głowy, że może przez zapomnienie czy przeoczenie nie zrobiono stosownego krzyża dla niego. I gdy był na skraju rozpaczy, że będzie musiał wziąć jaki bądź, pierwszy lepszy, wtedy wreszcie znalazł taki, który był odpowiedni dla niego. Wszystko mu się w nim podobało: i ciężar, i długość, kolor, ozdoby. Wszystko było takie, jak chciał. Był świetny, najlepszy. Uszczęśliwiony podszedł z tym krzyżem do Anioła i powiedział:

     – Znalazłem.

     – Cieszę się, że znalazłeś – odrzekł Anioł.

     Człowiek ów, jakby z obawy, by mu tego krzyża nie odebrano, powtórzył:

     – Tak, ten mi odpowiada. Proszę cię, pozwól mi z tym krzyżem iść przez całe życie.

     Anioł uśmiechnął się tajemniczo:

     – Dobrze. – A potem dodał: – A czy ty wiesz, że to jest twój krzyż?

     Człowiek patrzył z niepokojem na Anioła, nie rozumiejąc, o co chodzi. Wreszcie zapytał:

     – Nie wiem, o czym mówisz?

     Wtedy Anioł powiedział mu wyraźnie:

     – Ten krzyż, który znalazłeś, to jest twój krzyż. To jest ten sam, który od początku życia niesiesz na swoich ramionach.

ks. M. Maliński, Ludzkie krzyże
Tekst oryginalnyPrzekład polski
Crux fidelis, inter omnes
Arbor una nobilis,
Nulla talem silva profert,
Fronde, flore, germine. 

Dulce lignum, dulces clavos,
Dulce pondus sustinet. 

Pange, lingua, gloriosi,
Proelium certaminis,
Et super Crucis trophaeo,
Dic triumphum nobilem,
Qualiter Redemptor orbis,
Immolatus vicerit. 

Crux fidelis, inter omnes
Arbor una nobilis:
Nulla talem silva profert,
Fronde, flore, germine. 

De parentis protoplasti,
Fraude Factor condolens,
Quando pomi noxialis,
Morte morsu corruit,
Ipse lignum tunc notavit,
Damna ligni ut solveret. 

Dulce lignum, dulces clavos,
Dulce pondus sustinet. 

Hoc opus nostrae salutis,
Ordo depoposcerat,
Multiformis proditoris,
Ars ut artem falleret,
Et medelam ferret inde,
Hostis unde laeserat. 

Crux fidelis, inter omnes
Arbor una nobilis:
Nulla talem silva profert,
Fronde, flore, germine. 

Aequa Patri Filioque,
Inclito Paraclito,
Sempiterna sit beatae
Trinitati gloria,
Cuius alma nos redemit,
Atque servat gratia.

Amen.
Krzyżu święty, nadewszystko,
Drzewo przenajszlachetniejsze,
W żadnym lesie takie nie jest,
Jedno na którém sam Bóg jest:

Słodkie drzewo, słodkie gwoździe,
Rozkoszny owoc nosiło.

Skłoń gałązki, drzewo święte,
Ulżyj członkom tak rozpiętym;
Odmień teraz onę srogość,
Którąś miało z przyrodzenia:
Spuść lekuchno i cichuchno
Ciało Króla niebieskiego.

Tyś samo było dostojne
Nosić światowe zbawienie,
Przez cię przewóz jest naprawion
Światu, który był zagubion:
Który święta krew polała,
Co z Baranka wypłynęła.

W jasłkach leżąc, gdy tam płakał,
Już tam był wszystko oglądał:
Iż tak haniebnie umrzeć miał,
Gdy wszystek świat odkupić miał;
W on czas między zwierzętami,
A teraz między łotrami.

Niesłychanać to jest dobroć,
Za kogo na krzyżu umrzeć:
Któż to może dziś wykonać,
Za kogo swoją duszę dać?
Sam to Pan Jezus wykonał,
Bo nas wiernie umiłował.

Nędzneby to serce było,
Coby dziś nie zapłakało:
Widząc Stworzyciela swego,
Na krzyżu zawieszonego,
Na słońcu upieczonego
Baranka wielkanocnego.

Marya Matka patrzała
Na członki, które powiła:
A powiwszy całowała,
Z tego wielką radość miała;
Teraz je widzi zczerniałe,
Żyły, stawy w Nim porwane.

Nie był taki, ani będzie
Żadnemu smutek na świecie,
Jaki czysta Panna miała
W on czas, kiedy narzekała:
Nędzna ja sierota dzisiaj,
Do kogoż się ja skłonić mam?

Jednegom Synaczka miała,
Com Go z nieba być poznała:
I tegom już postradała,
Jednom się sama została;
Ciężki  ból cierpi me serce,
Od żalu mi się rozsieść chce.

W radościm go porodziła,
Smutku żadnegom nie miała;
A teraz wszytkie boleści
Dręczą mnie dziś bez litości:
Obymże ja to mogła mieć,
Żebym mogła zaraz umrzeć.

Byś mi Synu nisko wisiał,
Wzdybyś z mnie jaką pomoc miał:
Głowębym Twoję podparła,
Krew zsiadłą z lica otarła;
Ale Cię nie mogę dosiądz,
Tobie, Synu, nic dopomódz.

Anielskie się słowa mienią,
Symeonowe się pełnią;
On mówił: pełnaś miłości,
A jam dziś pełna gorzkości;
Symeon mi to powiedział,
Iż me serce miecz przebóść miał.

Ni ja ojca, matki, brata,
Ni żadnego przyjaciela;
Skądże pocieszenie mam mieć?
Wolałabym stokroć umrzeć
Niż widzieć żołnierza złego,
Co przebił bok Syna mego.

Matki, co synaczki macie,
Jako się w nich wy kochacie:
Kiedy wam z nich jeden umrze,
Ciężki ból ma wasze serce;
Cóż ja, com miała jednego,
Już nie będę mieć inszego.

O, niestetyż, miły Panie!
Toć niemałe rozłączenie;
Przedtém było miłowanie,
A teraz ciężkie wzdychanie:
Czemuż, Boże Ojcze, nie dbasz,
O Synaczku pieczy nie masz.

Którzy téj Pannie służycie,
Smutki jéj rozmyśliwajcie:
Jako często omdlewała,
Często na ziemię padała;
Przez te smutki któreś miała,
Uprośże nam wieczną chwałę.

Amen.

Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny

Peter Paul RubensAssumption of the Virgin Mary

Maryja jest zapowiedzianą w Raju Niewiastą, która całe życie pozostawała w nieprzyjaźni z szatanem. Dzięki przywilejowi Niepokalanego Poczęcia odniosła zwycięstwo nad grzechem i dlatego została wyjęta spod powszechnego prawa rozkładu grobowego. Nie musiała, jak my, czekać aż do końca świata na wskrzeszenie i uwielbienie swojego ciała, lecz została od razu wzięta do nieba z duszą i ciałem. Wniebowzięcie Matki Bożej, to Jej ostateczny tryumf nad szatanem, grzechem i śmiercią, i spełnienie się proroctwa, które wyśpiewała, w kantyku Magnificat.

Święto Wniebowzięcia jest najważniejszym i najstarszym świętem Matki Bożej. Na Wschodzie obchodzono je już w VI wieku. Od IX wieku poświęca się w tym dniu kłosy i owoce. Są one symbolem dojrzałości duchowej Najświętszej Dziewicy.

Mszał Rzymski, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1963

Dogmat o Wniebowzięciu Najświętszej Maryi Panny znajduje potwierdzenie w macierzyńskiej opiece jakiej nam udziela nieustannie. Bo Maryja wyprasza nam łaski nieustannie orędując do Swojego Syna. Jest gwarantką pełni zbawienia. Jest przewodniczką do Nieba. Jest wreszcie nauczycielką cierpliwości w działaniu i pokory. Ktoś może powie to przecież nie te realia, nie te czasy… Czasy i realia są zawsze nie w porę. Jeśli ktoś koniecznie chce znaleźć przeszkodę, zawsze ją znajdzie. Jeśli ktoś nie zważa na przeszkody i zawsze chce kroczyć za Maryją, również znajdzie drogę i czas, by to robić. Mamy wśród wielkich Polaków co najmniej kilka postaci, które w czasach nie tak bardzo odległych pokazywały nam jak iść za Maryją by dojść do Nieba. Wspomnę tylko św. Maksymiliana Marię Kolbego, św. Jana Pawła II czy Sługę Bożego kardynała Stefana Wyszyńskiego, którego beatyfikacja odbędzie się za kilka tygodni. Pierwszy założył „Rycerstwo Niepokalanej”. Drugi obejmując na ziemi najwyższy urząd kościelny zawierzył siebie i Kościół Maryi „Totus Tuus” (z łac. „Cały Twój”) to była Jego dewiza na cały pontyfikat. Trzeci przez całe życie kapłańskie dziwnie złączony losem z osobą Maryi, dokonał Aktu Osobistego Oddania się Matce Bożej, by następnie uwięziony w Komańczy, w łączności z pielgrzymami zebranymi na Jasnej Górze złożyć Jasnogórskie Śluby Narodu Polskiego. To wzorce z których możemy śmiało czerpać by nie zatracić kierunku.

Ciebie na wieki wychwalać będziemy,
Królowa nieba Maryja;
W twojej opiece niechaj zostajemy,
Śliczna bez zmazy lilika;
Wdzięczna Estero o Panienko święta!
Tyś przez Aniołów jest do nieba wzięta,
 Niepokalanie poczęta!

Dwa serca, jeden rytm #2

Sokółka: rocznica przeniesienia Cząstki Ciała Pańskiego do kaplicy MB  Różańcowej
Komunikant przemieniony w cząstkę Ciała Pańskiego w Sokółce

Wiesz już drogi czytelniku, że Eleusa jest Maryją pasyjną. To jest to wyjątkowe znaczenie słowa „czuła”. Mająca realny współudział w Pasji – Męce i Śmierci Jezusa. Jej głębia wzroku, wyraz oczu i przytulenie policzka nabierają tu nowego znaczenia. To nie tylko wtulenie się Jezusa i kurczowe trzymanie Matki za szyję, jakby szukanie schronienia w ramionach najczulszej z Matek, przed nadchodzącym strachem i cierpieniem, ale i przytulenie serca do serca, serc które za chwilę będą współodczuwały mękę i śmierć. Maryja jako pierwsza zrozumiała też Zmartwychwstanie. Nie było jej przecież wśród kobiet idących do grobu w niedzielę rano, by namaścić ciało Syna. Nie było jej w Wieczerniku, razem z przerażonymi uczniami, niepewnymi jutra, zawiedzionymi w swoich nadziejach na stanowisko w Królestwie Bożym. Ona nie czekała na niewiadome. Ona wiedziała! Spotkała Zmartwychwstałego Jezusa najwcześniej, jako ta pierwsza, wybrana. W tej miłosnej jedności dwóch serc, od początku można zauważyć, że Maryja i Jezus pokornie zgadzają się na wszystko, przyjmują plan Boga, ufają Mu bezgranicznie. Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi są zjednoczone w tej ufności aż po Pasję i Zmartwychwstanie. Męka rozpoczyna się ustanowieniem Najświętszego Sakramentu, którego pamiątkę Kościół obchodzi w Wielki Czwartek. Bo Wielki Czwartek to przede wszystkim celebracja Ciała i Krwi Chrystusa, i aby mogło się to dokonać Jezus sam ustanawia sakrament Kapłaństwa i Eucharystię, stając się Kapłanem i Ołtarzem, rozdając Siebie jako sługa, który umywa nogi innym. Potem wchodzi już w Mękę i nie ma tu miejsca na uroczystą adorację Ciała i Krwi.

Dlatego od XIII wieku Kościół obchodzi osobną uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (zwaną potocznie Bożym Ciałem). Uroczystość ta ma na celu podziękowanie za ten niezwykły dar Chrystusowi. Kościół od początku wierzył w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i dlatego Eucharystię uczynił centrum. Na czym ta obecność polega? Opłatek, który jest wypieczonym chlebem pszennym, po wypowiedzeniu przez kapłana słów Przeistoczenia, mocą Ducha Świętego, staje się Ciałem Pana Jezusa, a wino – Jego Krwią. O co więc tak naprawdę chodzi w Przeistoczeniu? Jako wyjaśnienie przytoczę tu słowa o. Jana P. Strumiłowskiego OCist, który na łamach PCh24 pisał:

„W języku metafizyki substancja oznacza istotę rzeczy, samo jej sedno, to czym sam byt jest. W takim znaczeniu substancja jest czymś różnym od przypadłości (czyli od tego, jakie coś jest)”, zaś „podczas konsekracji przypadłości nie zmieniają się, natomiast zmienia się sama substancja”. „Jeśli konsekracja powoduje przemianę samej istoty, a nie przypadłości, to znaczy, że nawet właściwości chleba nie zostają przez konsekrację zmienione. Stąd też gluten w konsekrowanej hostii nadal szkodzi osobom uczulonym na gluten” – dodaje.

Sekwencja na Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

Taką doniosłą i odpowiedzialną władzę powierzył kapłanom sam Chrystus, kiedy powiedział przy Ostatniej Wieczerzy: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19). Tymi słowami polecił Apostołom i ich następcom przeistaczanie (przemienianie) chleba w Ciało Pańskie, a wina w Krew Pańską. Spełniła się w ten sposób obietnica: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). W Najświętszym Sakramencie jest obecne Ciało i Krew Pana Jezusa, Jego Osoba, jest On cały. Nie ma bowiem ciała Pana Jezusa osobno poza Jego Osobą.

Według nauki Kościoła Pan Jezus jest obecny w Eucharystii pod każdą widzialną cząstką konsekrowanej Hostii. Dlatego z taką troskliwością kapłan uważa, aby najmniejsze okruchy zebrać do kielicha, obmyć wodą i spożyć. Ta czynność nazywana jest puryfikacją.

Pan Jezus jest cały i żywy tak pod postacią chleba, jak i pod postacią wina. Gdzie jest bowiem prawdziwe Ciało Chrystusa, tam jest i Jego Krew, i cała Jego osoba. Podobnie, gdzie jest Krew Pana Jezusa, tam jest i Jego Ciało.


Ciąg dalszy nastąpi…

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Andriej Rublow, Trójca Święta

Prawda o Bogu w Trójcy jedynym jest podstawą religii chrześcijańskiej. Prawda ta jest tajemnicą wiary, która została objawiona w zaraniu Nowego Przymierza między Bogiem a ludzkością. Odsłania nam ona tajemnicze życie Boże, którego uczestnikami stajemy się przez Chrzest święty. Cały kult Kościoła dąży do uwielbienia Boga w Trójcy Jedynego. Odrębne święto zostało wprowadzone w IX w., a w wieku XIV rozciągnięte na cały Kościół. We Mszy św. wielbimy niezgłębioną tajemnicę i dziękujemy za miłosierdzie okazane nam w dziele Odkupienia.

Mszał Rzymski, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1963

Zesłanie Ducha Świętego

File:La Pentecôte.jpg
Jehan Fouquet, La Pentecôte, XV w.

W dniu Pięćdziesiątnicy około godziny 9 przed południem Duch Święty zstąpił pod postacią wichru i ognia na uczniów zgromadzonych w wieczerniku. Msza świąteczna odprawiana dziś jest uroczystym obchodem rocznicy tego wydarzenia i świadomi swojej słabości prosimy Ducha Świętego, aby umocnił to, czego dokonał w nas przez sakramenty Chrztu i bierzmowania, i nieustannie obdarzał nas swoimi natchnieniami.

Mszał Rzymski, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1963

Chrystus wstąpiwszy ponad wszystkie niebiosa i siedząc na prawicy Bożej zesłał w dniu dzisiejszym obiecanego Ducha Świętego na przybrane dzieci. Dlatego cały okrąg ziemi tonie w nadmiarze radości.

z prefacji o Duchu Świętym

O Duchu Święty, Duszo mej duszy, uwielbiam Cię. Oświecaj, kieruj, wzmacniaj i pocieszaj mnie. Powiedz mi co mam robić i rozkaż mi co wykonać. Obiecuję Ci uległość we wszystkim, co z woli Twojej mnie spotka, tylko okaż mi Twoją wolę.

Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Przenajświętszy,

  1. racz mi udzielić daru mądrości, abym zawsze umiejętnie rozróżniał dobro od zła i nigdy dóbr tego świata nie przedkładał nad dobro wieczne;
  2. daj mi dar rozumu, abym poznał prawdy objawione na ile tylko jest to możliwe dla nieudolności ludzkiej;
  3. daj mi dar umiejętności, abym wszystko odnosił do Boga, a gardził marnościami tego świata;
  4. daj mi dar rady, abym ostrożnie postępował wśród niebezpieczeństw życia doczesnego i spełniał wolę Bożą;
  5. daj mi dar męstwa, abym przezwyciężał pokusy nieprzyjaciela i znosił prześladowania, na które mógłbym być wystawiony;
  6. daj mi dar pobożności, abym się rozmiłował w rozmyślaniu, w modlitwie i w tym wszystkim, co się odnosi do służby Bożej;
  7. daj mi dar bojaźni bożej, abym bał się Ciebie obrazić jedynie dla miłości Twojej.

Do tych wszystkich darów, o Duchu Święty dodaj mi dar pokuty, abym grzechy swoje opłakiwał i dar umartwienia, abym zadośćuczynił Boskiej sprawiedliwości.

Napełnij Duchu Święty serce moje Boską Miłością i łaską wytrwania, abym żył po chrześcijańsku i umarł śmiercią świątobliwą. Amen.