Archive

Archive for the ‘kobieta’ Category

Małe pożegnanie

18 lutego 2017 Dodaj komentarz

Bardzo bliska mi osoba, a raczej osoby, wczoraj przeżyły swój największy koszmar. Pomimo całego swojego cierpienia nie ustawali w pocieszaniu swojej rodziny i mnie.

Dwie najbliższe mi osoby wczoraj pożegnały swoją nienarodzoną jeszcze córeczkę. 

Miałam być ciocią, tak bardzo się cieszyłam, nie umieliśmy się doczekać, aż przywitamy maleństwo na świecie. Miało się urodzić w czerwcu, jego mamusia planowała jaki kocyk wydzierga na drutach, ja szukałam już ubranek.

Ale później wszystko się skomplikowało. Młoda mama trafiła do szpitala i kilka dni później lekarze rozłożyli ręce. Nie dało się uratować dzieciątka. Odeszła od nas w około 21 tygodniu ciąży. 

Psychicznie przygotowywaliśmy się na taką ewentualność. Jednak modliliśmy się o to, by mama mogła utrzymać ciążę na tyle długo, by udało się uratować maleństwo. Jednak, jak to sami powiedzieli młodzi rodzice, taki był plan. Nie musimy się z nim zgadzać, ale tak jest.

W czasie, kiedy młoda mama leżała w szpitalu, a jej mąż jeździł do niej codziennie i pomagał we wszystkim, zobaczyłam jak wielka miłość połączyła tych dwoje (wtedy jeszcze troje). On nie chciał jej zostawiać samej w obcej sali szpitalnej. Ona nie wyobrażała sobie przechodzić przez to samej, bez męża. 

Teraz razem trzymają się za ręce i planują pochówek swojej córeczki. Chcą ją pożegnać jak należy, ostatni raz zobaczyć jej jeszcze nie do końca wykształcone ciałko. Chcą powiedzieć swojej kruszynce „Do zobaczenia”.

Bo przecież kiedyś spotkają się w niebie.

Spoczywaj w pokoju, moja malutka.

Czekaj na nas w niebie, Zuzanno Mario. Kochamy Cię. 

Holy is the new sexy!

16 stycznia 2017 Dodaj komentarz

Mam taką torbę. Kiedy myślałam nad jej zakupem, rozważałam czy nie jest zbyt… Jak by to ująć… Wzywająca. Ale w końcu ją kupiłam. 

I w sumie nie myliłam się co do jej powierzchownego przekazu. Kiedy pierwszy raz wzięłam ją na wydział, to wszyscy patrzyli na mnie wilkiem. A jeden profesor z marsową miną stwierdził, czy na pewno powinnam coś takiego nosić na tak światłym wydziale.

Tylko że co złego jest w torbie, która mówi o tym, że świętość jest w modzie?

Znacie te powiedzenia? Jedno się pojawiło, kiedy w listopadzie Ameryka wybierała swojego nowego prezydenta. Mówiono wtedy, że „Orange is the new Black”. A tutaj, seksowna dziewczyns pin up mówi, że to świętość jest „nowym” sexy!

Ale dlaczego nowym? Przecież świętość zawsze była w modzie. Modę tworzyli święci – mogę zaryzykować stwierdzenie, że w historii było ich więcej niż projektantów mody!

Jaki stąd wniosek? Po pierwsze: nie oceniaj pochopnie. Po drugie: świętość nigdy nie wyjdzie z mody. I po trzecie: nawet wiarę trzeba czasem zareklamować w nieszablonowy sposób, aby inni zwrócili na nią uwagę 😉

Ave!

Święta (?) Rodzina

30 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Od pewnego czasu lubię czytać wpisy różnych znanych i mniej znanych osób na świecie na blogach czy stronach internetowych. Piszą tam jaki ten świat pełen jest dziwactw, opowiadają historie o wielkich krzywdach przydarzającym się innym. Często też piszą jaki Pan Kowalski ma portfel, jaki ma samochód, co robi w domu. W dzisiejszym świecie jesteśmy obserwowani 24 h na dobę przez 7 dni w tygodniu. Wiele z nas mówi „mój dom moje problemy”. Ukrywamy swoje problemy przed światem. I często są to słuszne powody. Bo może zdarzyć się tak, że nasz sekret, często wstydliwy pójdzie w świat lub zostaniemy wyśmiani wśród sąsiadów albo ktoś „miły” napisze o nas w gazecie.

Jak musiała się czuć Święta Rodzina? Bo przecież to co dzieje się teraz czyli zazdrość, pycha – to też działo się kiedyś…

Jak czuła się Maryja? Jak czuła się kobieta, która została poczęta z Ducha Świętego? Przecież wiele osób to wyśmiało? Co myślały o niej sąsiadki gdy dowiedziały się o ciąży?

Jak czuł się Józef? Jak czuł się mężczyzna gdy wiele razy musiał zmieniać miejsce zamieszkania od tak? Co myśleli znajomi i sąsiedzi gdy nagle bez słowa dom Józefa zostawał pusty? Może mieli coś do ukrycia? Może zabił człowieka?

Jak czuł się mały Jezus? Jak czuło się dziecko, które czuło w sobie Moc Bożą? Jak zachowywały się dzieci w stosunku do Jezusa gdy widziały Jego mądrość? Może myśleli, że jest dziwny?

Jak Oni się wtedy czuli? Ich uczucia opisuje doskonale Biblia. Oni jak parafrazują Ewangelię: „zachowywali wszystkie te znaki i cuda w sercu i rozważali je” Kogo mogli się poradzić? Kogo mogli zapytać o zdanie? Byli zdani tylko na siebie! Tak możemy sobie teraz pomyśleć! Przecież nie mieli się u kogo zatrzymać… Ale przecież Bóg nie pozostawiłby ich bez opieki!

No właśnie chyba wiele razy ich sprawdzał. Wiele razy posyłał swojego anioła. Wiele razy mówił Józefowi: „idź tam, idź tam” I on nie pytał czemu, nie zadawał zbędnych pytań ale brał żonę i dziecko i szedł. Może często w nieznane. Może czasem musieli prosić się o kawałek chleba. Ale zawsze ufali Bogu!

Tego uczy nas Święta Rodzina! Zaufać Bogu i na każde Jego wezwanie odpowiadać z chęcią TAK, TAK PANIE!

Ale Święta Rodzina daje nam jeszcze jedną lekcję. Oni uczą nas aby nie patrzeć na to co powiedzą inni. Oni patrzyli oczami Boga a nie ludzi. I każdy z nas powinien tak patrzeć. Powinniśmy nie zastanawiać się co powie sąsiad gdy wstanę wcześniej i pójdę do kościoła. Nie zastanawiaj się co pomyśli kolega gdy zobaczy na Twoim telefonie tapetę z Jezusem. Nie myśl o tym. Zawsze mów Bogu tak. A gdy pojawisz się w gazecie, gdy będziesz wyśmiewany, opluwany bo się wyróżniasz to ofiaruj to właśnie Świętej Rodzinie. A Święta Rodzina, która powinna być naszym wzorem będzie wspomagać nas, nasze rodziny. Bo rodzina jest po to by dawać miłość, by się wspierać. Mimo braku tematów przy stole, mimo złych myśli o swoim kuzynie. Zapomnij o tym i podziel się z nim nie tylko opłatkiem ale i Jezusem.

A jeśli będzie Ci trudno wykonywać polecenia Boga spójrz na Józefa i Maryję i pomyśl czy Oni nie są dla nas wzorem? Czy właśnie Oni nie powinni zostać naszymi idolami, gwiazdami z których chcemy brać przykład?

I dziś nie będzie lekcji o tym jak być dobrym rodzicem, jak być dobrym dzieckiem. Dziś będzie o tym jak po prostu być. A być to znaczy ufać…

Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez proroka: «Z Egiptu wezwałem Syna mego».
A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia». On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela.
Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaus w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w stronę Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: «Nazwany będzie Nazarejczykiem».

Oto słowo Pańskie…

swieta_rodzina_v

Papież Franciszek o prawdziwej rodzinie

26 września 2016 Dodaj komentarz

Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.

Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964

Papież Franciszek naucza od początku swojego pontyfikatu, że najważniejsza jest rodzina. Bez rodziny człowiek zamyka się w sobie, nie uczy się być dla innych. Podczas wielu katechez papież mówi, że  pierwszą rodziną jest rodzina z Nazaretu, z której powinniśmy brać przykład. To właśnie z tej świętej rodziny wypływa źródło miłości, które należy stawiać za wzór prawdziwie kochającej się rodziny. Nazaret ukazuje prawdziwe oblicze matki, ojca, dzieci i wspólnoty Kościoła i wartości na jakich powinna opierać się rodzina. Rodzina, którą poznajemy na kartach Pisma Świętego nie jest wypaczona przez różne poglądy ale zbudowana na Bogu. Papież Franciszek chce nam to przypomnieć, chce walczyć z tym wszystkim co może zaszkodzić rodzinie i przede wszystkim ukazać jej piękno – czystą miłość.

Narzeczeństwo

Podstawą każdej rodziny musi być Bóg – skała na, której żaden dom nie zdoła się zapaść. Papież mówił „Kościół nie jest organizacją kulturową ani nawet religijną czy społeczną – Kościół jest rodziną Chrystusa”. Papież prosi biskupów i kapłanów aby pomagali narzeczonym i rodziną w codzienności, aby byli dla nich wsparciem. By Kościół otwarty był na nowe rodziny. Ukazuje też, że aby zacząć budować rodzinę należy zbudować siebie. Najpierw pokochać siebie, potem Jezusa a Jezus (nasz brat) otworzy nam oczy, które tak często pokazują nam zniekształcony obraz świata i ukaże nam czystą miłość. Czysta miłość pozwoli człowiekowi na spełnienie się – ukaże szczęście i pozwoli się rozwijać. Okres narzeczeństwa według papieża to czas na poznanie siebie nawzajem. To czas, w którym możemy uczyć się siebie nawzajem.

Małżeństwo

To nie tylko papierek, który po pewnym czasie można porwać. To dar, dar, który daje Jezus  (nasz brat). Wielu jest powołanych lecz mało wybranych – według papieża te słowa oznaczają zachętę do wspólnej modlitwy narzeczonych by Bóg ukazał im drogę, którą mają kroczyć. Sakrament, który małżonkowie sobie udzielają wobec Jezusa jest wyznaniem miłości. Podwójnej miłości. Najpierw wyznaję miłość drugiej osobie potem Jezusowi. Prosząc Boga o pomoc w zbudowaniu rodziny wyznajemy Mu miłość zapraszając Go do swojej rodziny. Rodziny, która ma być nierozerwalna i posłuszna Bogu.

 

Rola matki w życiu rodzinnym

Społeczeństwo bez matek byłoby społeczeństwem nieludzkim, ponieważ potrafią one zawsze dawać świadectwo, nawet w najgorszych chwilach, świadectwo czułości, poświęcenia, siły moralnej. Matki często przekazują także najgłębszy sens praktyk religijnych: w pierwszych modlitwach, w pierwszych gestach pobożności, jakich uczy się dziecko, wpisana jest w życie człowieka wartość wiary. Jest to przesłanie, które matki wierzące potrafią przekazywać bez wielu wyjaśnień: na nie będzie miejsce później, ale zalążek wiary znajduje się w tych pierwszych niezwykle cennych chwilach. Bez matek nie tylko nie byłoby nowych wiernych, ale wiara straciłaby wiele ze swojego głębokiego i prostego ciepła. A Kościół jest matką, wraz z tym wszystkim, jest naszą matką. (…)

Rola ojca w życiu rodzinnym

„Ojciec” to słowo znane wszystkim, uniwersalne. Wskazuje ono na relację fundamentalną, która jest tak stara, jak historia ludzkości. Doszliśmy dziś jednak do stwierdzenia, że nasze społeczeństwo jest „społeczeństwem bez ojców”. Innymi słowy, szczególnie w kulturze zachodniej, postać ojca miała by być symbolicznie nieobecna, zanikła, usunięta. Początkowo było to postrzegane jako wyzwolenie: wyzwolenie od ojca-władcy, ojca, przedstawiciela prawa narzuconego z zewnątrz, od ojca jako cenzora szczęścia dzieci i przeszkody w emancypacji i niezależności ludzi młodych. (…) Zatem najbardziej konieczne jest to, aby ojciec był obecny w rodzinie. Aby był bliski małżonki, żeby dzielili wszystko – radości i smutki, nadzieje i trudy. Oraz aby był blisko dzieci w ich rozwoju: kiedy się bawią i kiedy się angażują, kiedy są beztroskie i kiedy przeżywają troski, kiedy mówią i kiedy milczą, kiedy mają odwagę i kiedy się boją, kiedy uczynią błędny krok i kiedy odnajdują drogę. Ojciec obecny zawsze. Kiedy mówimy obecny, nie znaczy to „kontroler”, bo ojcowie nazbyt kontrolujący przekreślają dzieci, nie pozwalają im wzrastać. (…)

Rola dzieci w rodzinie

Prawa więź między pokoleniami jest gwarancją przyszłości i jest gwarancją historii naprawdę ludzkiej. Społeczeństwo dzieci, które nie szanują rodziców jest społeczeństwem bez honoru: kiedy nie oddajcie się czci rodzicom, to traci się swoją własną cześć. Jest to wówczas społeczeństwo, które zmierza do tego, by pełno w nim było młodych nieczułych i chciwych. Jednakże z drugiej strony społeczeństwo, które nie chce rodzić dzieci, nie lubi być otoczone dziećmi, uważające je przede wszystkim za zmartwienie, ciężar, ryzyko, jest społeczeństwem przygnębionym. Pomyślmy o wielu społeczeństwach, jakie znamy tu w Europie, są pogrążone w depresji, bo nie chcą dzieci, nie mają dzieci. Poziom narodzin nie dochodzi do jednego procenta. Niech więc każdy z nas to przemyśli i odpowie. Jeśli rodzina wielodzietna jest postrzegana jak by była ciężarem, to coś jest nie w porządku!

 

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni.

 

Papież będąc w Polsce na obchodach Światowych Dni Młodzieży jadąc do Częstochowy, klęcząc przed obrazem Matki Bożej – naszej matki, ukazał, że każdy z nas powinien walczyć o prawdziwą rodzinę. Gdy rodzice się kłócą to dzieci powinny o nich walczyć, tak samo rodzice o dzieci. Walczyć i przede wszystkim kochać, tak jak Maryja Jezusa. Pozwoliła ze łzami oczach umrzeć na krzyżu. Czemu? Bo zaufała Bogu. I to jest przepis na udaną rodzinę. Zaufać Bogu i zawsze postępować według przykazań. Wtedy nasze rodziny będą szczęśliwe i otwarte na Bożą łaskę.


 

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n

 

Dlaczego?

5 września 2016 Dodaj komentarz

wp-1473110302808.jpg

Dzisiaj uraczę Was krótkim świadectwem – moim świadectwem.

Otóż od dnia dzisiejszego aż do 30 września prowadzić będę katechezę w jednym z opolskich liceów. Jest to liceum, które ja sama ukończyłam ponad cztery lata temu, stąd możecie sobie wyobrazić jaki stres mi się udzielił kiedy stanęłam przed poszczególnymi klasami.

Obrałam sobie taką taktykę (wojenną): przedstawię się, poproszę by wyciągnęli karteczki (wtedy najczęściej na ich twarzach pojawiało się niedowierzanie – no bo jak to, kartkówka w drugi dzień szkoły?), a później będzie „suprise, suprise”. Moim celem było to, aby a tychże kartkach zapisali swoje imię i nazwisko oraz klasę (mam ambitny plan nauczyć się ich wszystkich i do końca września zacząć im mówić po imieniu), a później, w trakcie lekcji, pytania jakie im się nasuną (a których woleliby nie wypowiadać na forum), uwagi co do prowadzenia przeze mnie zajęć, plusy i minusy. (żeby przełamać lody prosiłam, aby dali mi szansę i przynajmniej do końca lekcji nie wychodzili z klasy – zostali wszyscy aż do dzwonka!)

W domu przejrzałam wszystkie kartki, które od nich zebrałam, i przy niektórych łzy stawały mi w oczach. Ponieważ uczniowie, który pierwszy raz widzieli mnie na oczy chcieli, abym została w szkole i uczyła ich dłużej niż miesiąc (szkoda że nie mogę). Niektóre zaś były zabawne: padły pytania o znak zodiaku (?!); o to, czy gram w Wiedźmina 3 (nie wiem czemu ich tak to ciekawi, ale jutro się dowiedzą); czy miałam kiedyś kryzys wiary; czy podobają mi się studia. No i pojawiło się, nawet kilka razy, pytanie: dlaczego zdecydowałam się na studia teologiczne?

Licealistom trudno wytłumaczyć coś, czego nie próbowaliby podważyć. O tym wie każdy z nas, kto uczęszczał na lekcje religii w szkole średniej. Więc jak im wytłumaczyć to, że zwyczajnie poczułam powołanie do zostania teologiem? Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – po prostu Palec Boży popchnął mnie w kierunku Wydziału Teologicznego. I już. Nie było fanfar, tortu i gości, którzy gratulowali mi wyboru. Zamiast tego była rodzina, która martwiła się o to, jak znajdę pracę po studiach, czy wyżyję; znajomi, którzy ostrzegali mnie przed straceniem wiary; przyjaciele, którzy stukali się w głowę i pytali się, czy na pewno wszystko ze mną OK.

Ale tak. Ze mną wszystko OK. Studiuję dzielnie od lat czterech, teraz czeka mnie ostatnia walka, bitwa trwająca rok. I wiem, że gdyby Bóg nie chciał bym studiowała teologię, nie pozwoliłby mi wkuć wszystkiego i zdać egzaminów. Dlatego przez ostatni rok przejdę jak burza (albo malutki grzmocik).

Odpowiedź na pytanie zadane mi przez jedną z licealistek? Ponieważ wiem, że tą drogą dojdę do zbawienia.

Amen!

Czy zapominamy?

16 sierpnia 2016 Dodaj komentarz

wniebowzięcie

Przyznajcie się – czasem też tak macie? Zapominacie o najważniejszych rzeczach, a o błahych nawet we śnie myślicie? Ja tak mam, ale do jakiegoś stopnia (i walczę z tym, w końcu nie mam zamiaru zapomnieć kiedyś o Tym Najważniejszym). Czasem już tak jest, nasza pamięć płata nam figle.

Ale czy zdolni jesteśmy zapomnieć o naszej Mamie?

Artykuł miał ukazać się wczoraj, niestety – nie każdy uważa ten dzień za ważny i godny odpoczynku. Moi pracodawcy wyszli z założenia, że pracować ktoś musi, więc nawet w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pojawiłam się w pracy. I żeby jeszcze był spokój, w końcu kto tego dnia chciałby cokolwiek kupować? Otóż bardzo zasmucił mnie fakt, że ludzi w sklepie było mnóstwo. Czasem był przestój, jednak co chwila drzwi się otwierały i do środka wchodził klient. Na około siedemdziesięciu ludzi tylko jedna pani przeprosiła i powiedziała, że w taki dzień to aż wstyd iść do sklepu.

Według mnie – tak, to wstyd.

Ale jeszcze większym wstydem jest zapomnieć o uroczystości związanej z naszą Mamą. Przyszedł do sklepu mój znajomy. Rozmawiamy, wypytujemy się jak się mamy i tak dalej. Mniej więcej tak wyglądała rozmowa.

Ja: U mnie wszystko dobrze, tylko wolałabym mieć dzisiaj wolne. W końcu święto…

Kolega: No tak, ktoś mi mówił. Dzisiaj jest Wojska Polskiego?

Ja: (cisza i konsternacja) Też. Ale wolne jest, ponieważ dzisiaj jest Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Kolega: No dobra, ale przez to wojsko też chyba. Widziałem dzisiaj jak jechali. A chciałem sobie załatwić coś w urzędzie, przychodzę, a tu zamknięte. Do sklepu chciałem iść, zamknięte. Chociaż dobrze, że tu otwarte.

Konkluzja moja była taka: skoro nawet w niedzielę sklepy są otwarte, to dlaczego ludzie odmawiają nam tych kilku dni wolnych w tygodniu? Nikt nie buntuje się kiedy wszystko jest pozamykane 1 i 3 maja. Ale kiedy sklepy zamykają swoje drzwi 15 sierpnia, wszyscy są przerażeni i nie wiedzą co ze sobą zrobić.

Dlaczego? Czy już zapominamy że Bóg też potrzebował jednego dnia wolnego? Dlaczego wszyscy zapominają, że my, ludzie, też musimy odpoczywać?

Maryja całe życia pracowała. Podejrzewam że bycie Matką Jezusa było najcięższą pracą, a punkt kulminacyjny był pod krzyżem. Jednak i Ona zaznała spokoju i odpoczęła. W końcu „uciekła” do swojego Syna 😉 (patrz: obrazek).

Pamiętajcie o tym, by odpoczywać. I dać innym odpocząć. Chociażby takiego pięknego dnia 15 sierpnia.

Ave!

II Niedziela Zwykła

Obraz 174

„Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana , królewskim diademem w dłoni twego Boga.(…) Albowiem spodobałaś się Panu.” (Iz 62, 3.4b)

Fragment ten przyświeca mi od jakiegoś czasu jako fakt przynależenia do Jedynego Pana Jezusa Chrystusa ale przede wszystkim jako kobiecie. Jestem Jego! Czyż to nie piękne zjawisko? Czyż to nie na Jego obraz i podobieństwo zostałam stworzona?

W Księdze Jeremiasza jest także powiedziane:

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki , znałem cię”(Jr 1, 5a)

Znał nas od samego początku, bo jesteśmy jego dziełem. On nas „utkał”, On nas „stworzył”, „On nas ulepił”. Pytanie jednak czy my te piękno takim jakie jest przyjmujemy.

„Czyż nie wiecie , żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was ? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga , tego zniszczy Bóg . Świątynia Boga jest świętą , a wy nią jesteście” (1 Kor 3, 16-17).

Czy szanujemy to dzieło jakiego dokonał Bóg? Czy mam do siebie szacunek?

 

„Będziesz PRZEŚLICZNĄ KORONĄ(…), KRÓLEWSKIM DIADEMEM”

 

Będę traktowana z godnością, wielką miłością i prawdą. Tak jak KRÓLOWI należy się szacunek tak i każdemu z nas (już odchodząc od samego wątku kobiety).

KRÓL-> w tej sytuacji Jezus Chrystus, sam Bóg, któremu należy się największa chwała, sława i to co najlepsze, najczcigodniejsze.

A co my JEMU właściwie przynosimy? Czy daję Panu Bogu to, co najlepsze czy myślę, że zadowoli go byle co? Tak, żeby nie było, że o Nim zapomniałem…

Jak w tej sytuacji traktuję Pana Boga? Z godnością jako Króla i czy jestem mu całkowicie poddany?

„«Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe
od posłuszeństwa głosowi Pana?
Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary,
uległość – od tłuszczu baranów.
Bo opór jest jak grzech wróżbiarstwa,
a krnąbrność jak złość bałwochwalstwa.
Ponieważ wzgardziłeś nakazem Pana,
odrzucił cię On jako króla». ” (1 Sm 15, 22-23)

Posłuszeństwo jest drogą do miłości.

Zachowując a przede wszystkim przyjmując to, co niesie i daje nam Pan możemy przez to osiągnąć królestwo jakie On nam obiecuje. Wszyscy będziemy sądzeni, ale czy będziemy sądzeni z prawdy czy z tego, że robię tak jak inni? Jako umiłowane dziecko Boga, jako korona w Jego dłoniach masz prawo, musisz mówić prawdę, nawet gdy inni nie chcą iść pod prąd razem z Tobą.

„Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.”(Mt 5, 11-12)

Fakt, każdy z nas będzie sądzony ze swoich dobrych i złych uczynków, każdy osobno, ale czy nie jest wielką zasługą gdy możesz przyczynić się do zbawienia innych? Czyż nie taka jest rola króla- pociągnąć za sobą lud ku dobremu? Stań się godną córką, godnym synem Pana Boga. Stań na wysokości zadania, idź wbrew wszystkiemu, podnieś głowę i zawołaj „Oto ja poślij mnie”.

„Ty zaś przepasz swoje biodra,
wstań i mów wszystko, co ci rozkażę.
Nie lękaj się ich,
bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi.
A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną,
kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi,
przeciw królom judzkim i ich przywódcom,
ich kapłanom i ludowi tej ziemi.
Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię [zwyciężyć],
gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać»”
(Jr 1,17-19)

Zakończenie

Nie chcę z nikim toczyć walki, nie chcę nikomu urągać, nikomu mówić złego słowa, upominajcie ale nie sądźcie. Nie sądzę. Upominam wtedy gdy mogę. Gdy wiem, że to prawda i racja leży po stronie Boga. Chcę być prześliczną koroną, królewskim diademem, chcę się podobać Panu. Myślę, że nie tylko ja.