Archiwum

Archive for the ‘kobieta’ Category

Krótka historia o …

Wakacje. Czas odpoczynku i ogólnego naładowania baterii na kolejny rok szkolny, bądź, w przypadku urlopowiczów, na kolejny czas ciężkiej pracy.

Aby czas wykorzystać w pełni, nie tylko kąpiąc się w przejrzystej wodzie Toskanii czy Bałtyku, a także przemierzając kolejne pasma górskie, pamiętajmy, że ponad tym wszystkim jest…On.

Każdy porządny katol wie, że niedzielna Msza Święta obowiązuje przez cały rok. Pan Bóg nie ma wakacji i od Niego też tych wakacji nie ma. Pamiętajmy o modlitwie a także o innych formach wyrażania katolicyzmu podczas tegorocznych wakacji.

Osobiście, przez miniony rok, byłam z Panem Bogiem na bakier i może dlatego wakacje są dobrym momentem by się ogarnąć, przecież nie mam pracy na dwa miesiące, czasu mam sporo.

Myślałam oczywiście, że skoro nie wysłuchuje moich modlitw, to powinnam się na niego obrazić. Robiłam to. Może w modlitwach nie ustawałam, ale robiłam sobie przerwę. Obiecywałam z każdą spowiedzią, że nigdy więcej, a przecież znów robię to samo i znów Go zawodzę. Ale wracam, więc teoretycznie powinien się cieszyć.

Stawiałam swój egoizm i swoją pychę ponad wszystko. Nie zauważając Jego drobnych próśb, drobnych znaków gdzieś pomiędzy czynnościami dnia codziennego.

Czekałam na spektakularny fajerwerk. Wiecie, takie coś co odmieni znów moje życie i stanie się cud nad cudami. To nie ta bajka…

Postawił mnie w innym miejscu. Nie spodziewałam się, że ono tak na mnie zadziała. Nie lubię tego klimatu, nie mój świat, ale cóż. Wyszłam do ludzi. A może zacznę od tego, że ogromnie lubię ciepło domowe, ciszę, koc, kubek kawy czy herbaty. Nie lubię wychodzić do ludzi (wbrew pozorom, przecież jestem nauczycielem!!!!). Nowe kontakty wzmagają we mnie bycie sztuczną i dopasowaniem się do danej osoby.  Całe szczęście nie tym razem i chwała Panu! Przyznaję się, że czegoś nie wiem, że nie rozumiem, że się czymś nie interesuję, a czymś innym już tak. Że jak nie mój klimat to nie mój klimat. I jest dobrze. Czuję swobodę w byciu sobą (paradoks prawda?). Zastanawiam się ile czasu zmarnowałam na graniu siebie., albo raczej graniu nie siebie. Przez to zapewne zmarnowałam kilka życiowych sytuacji, ważnych momentów w życiu. Stresowałam się i zamartwiałam jak to będzie i na siłę próbowałam albo nie próbowałam działać. Już teraz wiem dlaczego… bo chciałam po mojemu.

Motywem wydziergania tych powyższych słów były dla mnie słowa jednej z aktorek, która udzieliła wywiadu autorce książki, którą aktualnie zaczęłam czytać:

„Kiedyś bardzo się wszystkim przejmowałam, zamartwiałam każdym castingiem i każdym wywiadem. Dzisiaj nadal przygotowuję się rzetelnie do pracy, ale nie odczuwam już takiego stresu. Z czasem zrozumiałam, że to blokuje na jakąkolwiek pomoc Bożą. Kiedy się stresujemy, to tak, jakbyśmy odbierali Bogu moc działania w naszym życiu. Bo zamartwiając się, wychodzimy z założenia, że wszystko tylko od nas zależy, a tak nie jest”
(Katarzyna Olubińska, Bóg w wielkim mieście, wyd. WAM)

Skorzystaj z czasu na nowo. Przez dwa miesiące możesz wypracować w sobie jakiś fundament, zbudować go. Ale nie zmarnuj go… zbuduj na skale i nie rób tego sam. Zaufaj Mu.

Reklamy

Droga ku świętości

maxresdefault.jpg

Tekst powstał spontanicznie, skonstruowany na podstawie trzech postaci, ludzi żyjących prawdziwie. Joanna Beretta Molla, Hanna Chrzanowska i Alfie Evans. Te trzy osoby połączyła jedna data- 28 kwietnia.

Tego dnia wspominana jest w kościele katolickim św. Joanna Beretta Molla- matka i lekarka, która mimo choroby i przeciwności nie pozwoliła aby zabito jej dziecko. Jej mąż, Piotr Mola, po jej śmierci powiedział:

„(…) Aby zrozumieć jej decyzję, trzeba pamiętać o jej głębokim przeświadczeniu – jako matki i jako lekarza – że dziecko, które w sobie nosiła było istotą, która miała takie same prawa, jak pozostałe dzieci, chociaż od jego poczęcia upłynęły zaledwie dwa miesiące”

28 kwietnia tego roku to także chwila w której Polska zyskała nową błogosławioną, Hanna Chrzanowska- pielęgniarka, która troszczyła się o każdego, była prekursorką pielęgniarstwa domowego, rodzinnego i parafialnego. Metropolita krakowski, bp Marek Jędraszewski, tak mówił o nowo błogosławionej:

 „Hanna Chrzanowska wierzyła w Bożą moc i potrafiła ją przekazywać niejako tym wszystkim osobom, które razem z nią szły, szukając ludzi potrzebujących pomocy, okazując troskę, lecząc, a przede wszystkim będąc razem z człowiekiem cierpiącym, któremu trzeba nieść nadzieję.”

W nocy 28 kwietnia o 2:30 odszedł Alfie Evans. Jak powiedział o nim ojciec był to chłopiec gladiator. Odebranie rodzicom praw do decydowania o losie syna, zaniechanie aktów leczenia, wręcz pozbawienie leczenia, pozbawienia warunków godniejszych, które zaproponowali Włosi, etc., etc. Cały świat powierzał małego chłopca i jego rodzinę, a także sytuację w jakiej się znaleźli, nieskończonemu miłosierdziu Pana Jezusa. Prosili o jedną rzecz- o życie. Dostał je, dostał życie wieczne.

Osoby walczące o dobro drugiego człowieka i mały Alfie walczący o to, aby dobro do niego przyszło.  Teraz nie zrobimy już nic oprócz modlitwy. Niech św. Joanna i bł. Hanna wstawiają się za rodzicami Alfiego. Niech uzyskają choć trochę ukojenia, w tym, co ich spotkało.

My też nie bądźmy obojętni. Każde życie jest cenne i o każdego należy walczyć. Szczególnie tego najmniejszego. Walczmy. Warto!

Nie tylko róże

13 października 2017 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania róża różaniec

Październik to piękny miesiąc. Lato już odeszło, jesień w pełni, czuć zbliżającą się zimę.

Ale październik jest wyjątkowy też z innego powodu: różańca. Przecież to miesiąc maryjny – codziennie skupiamy się na najpiękniejszej modlitwie, jaką ofiarowała nam Maryja.

Ale mamy też Dzień Nauczyciela, który w tym roku przeżywam jako ta, której się dziękuje za naukę. I myślę, że należałoby podziękować też Jej, Maryi, ponieważ Ona jest naszą pierwszą nauczycielką.

Jezus uczył nas modlitwy „Ojcze nasz”, głosił Królestwo Boże i nas odkupił. Ale nie pojawiłby się w Betlejem te dwa tysiące lat temu, gdyby nie „tak” Maryi. Gdyby nie Jej zgoda, nie wiadomo kiedy przybyłby na świat Jezus.

A tak narodził się w Betlejem, dorastał w Nazarecie i stał się dla wszystkich wzorem.

Jezus był zwykłym dzieckiem i umiejętność pisania, chodzenia, czytania, jedzenia zawdzięczał swojej Mamusi. Jego Opiekun uczył Go męskich zajęć i fachu cieśli, ale podstawy otrzymał od swojej Rodzicielki, nikogo innego.

Podobnie jest z nami. Naszymi pierwszymi nauczycielami są nasi rodzice. Z duchowej strony pomagają im Maryja, Józef oraz Jezus. To od nich czerpią wzór wychowania. Od Świętej Rodziny.

Podziękujmy dzisiaj nie tylko naszym nauczycielom, ale także rodzicom. Bo oni pokazali nam wszystko.

Ave!

Zdjęcie użytkownika Catholic Memes.

Siła kobiet

3 października 2017 Dodaj komentarz

kobiecosc

Przez lata słyszałam, że mam być silna – jako starsza siostra mająca być wzorem, jako pierworodna córka, jako osoba chora na reumatoidalne zapalenie stawów, jako kobieta, której w pewnym momencie rozwaliło się życie… Przez lata wyrobiła mi się wizja silnej i niezależnej kobiety, takiej fest baby, niczym Horpyna z sienkiewiczowskiej powieści, która ze wszystkim da radę sama, która nie ma prawa się rozpłakać, a okazywanie uczuć, emocji, jest słabością. Przez lata myślałam, że płacz, czułość, proszenie o pomoc, okazywanie emocji – również (w zasadzie szczególnie tych negatywnych) jest czymś złym, jest realnym okazaniem słabości. Przez lata myślałam, że będę silną kobietą, wtedy kiedy sama będę nosić kilkunastokilogramowe worki z mięsem, spać po 4 godziny na dobę i robić wszystko sama. Kiedy będę na pograniczu chłopczycy… Jednak (na szczęście) uświadomiłam sobie, że to nie tak działa!

Jednak skończyłam 24 lat, chwilę wcześniej przerwałam studia i w zasadzie z dnia na dzień przestałam być uczennicą, zaczęłam pracę w fast foodzie. Sama praca – nic nowego, pracowałam już wcześniej w gastronomii. Jednak w tym momencie swojego życia, kiedy pracowałam jeszcze jako niania, po raz pierwszy zaczęłam myśleć o sobie jako kobiecie, a nie dziewczynie. I po raz pierwszy zobaczyłam, że poproszenie o pomoc – to nic złego, wręcz rzeczą konieczną czasami. Po raz pierwszy zobaczyłam, że mogę pokazać, że mnie coś mnie boli – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Po raz pierwszy zobaczyłam, że moją siłą, jako kobiety, jest cierpliwość, kiedy dziecko po raz kolejny pyta się „ciociu/mamo, a dlaczego?”, albo musisz to samo komuś tłumaczyć po raz kolejny, nie ważne jak to jest dla mnie łatwe. Że siłą jest pozwolenie sobie łzy, że siłą jest dotrzymanie obietnicy i wierność przyjaciołom. Że siłą jest okazywanie emocji, że w każdym bądź razie nie jest to słabość, to domena nas – kobiet! To pokazanie ciepła, wyjście z inicjatywą, ale w sposób delikatny, nienarzucający się. To pokazanie, kiedy jestem zdenerwowana, smutna, rozżalona, zmęczona czy szczęśliwa, a nie chowanie tego wszystkiego pod maską z czerwoną szminką na ustach. Nie bycie chłopczycą, a delikatność, czułość to nasza siła. Po raz pierwszy zobaczyłam, że mogę przy kimś się rozpłakać i nie skończy się świat. Nie płaczą tylko roboty… Siłą jest zapewnienie komuś bezpieczeństwa, przede wszystkim tego psychicznego – w moim domu, w mojej obecności. Siłą nie jest bycie na piedestale i robienie wszystkiego samemu – to bycie obok najbliższych, wspieranie, delikatność, niczym Maryja towarzysząca Jezusowi przy Jego pierwszym cudzie w Kanie Galilejskiej. Siła to umiejętność zejścia w cień i nie chodzi tu wcale o fałszywą, udawaną skromność. Siła to przede wszystkim także umiejętność przyznania się do błędu. Uświadomiłam sobie, że siłą nas ludzi niezależnie od płci czy narodowości, jest to, że się uzupełniamy i jeden drugiemu może pomóc i czegoś nauczyć. Tak, jestem tylko człowiekiem, wciąż lubię chodzić w glanach, zdarza mi się wypić piwo czy zapalić, ale mam świadomość, że to tylko otoczka… Siła kobiety tkwi w jej wnętrzu, a nie w tym, ile ma szminek i w jak wysokich obcasach chodzi.

Biblia pokazuje historie wielu kobiet silnych i świadomych swojej siły oraz piękna. Począwszy od Maryi – najpiękniejszej i najsilniejszej ze wszystkich kobiet, która stała się Matką Boga. Była Judyta, Rut Moabitka, Anna, żona Tobiasza, Samarytanka u studni czy Elżbieta – żona Zachariasza. Jednak u początku siły kobiet jest przebywanie z Bogiem w ciągłym kontakcie, przebywanie w Jego Obecności. Silna kobieta robi wszystko z Nim, a nie sama. 

Małe pożegnanie

18 lutego 2017 Dodaj komentarz

Bardzo bliska mi osoba, a raczej osoby, wczoraj przeżyły swój największy koszmar. Pomimo całego swojego cierpienia nie ustawali w pocieszaniu swojej rodziny i mnie.

Dwie najbliższe mi osoby wczoraj pożegnały swoją nienarodzoną jeszcze córeczkę. 

Miałam być ciocią, tak bardzo się cieszyłam, nie umieliśmy się doczekać, aż przywitamy maleństwo na świecie. Miało się urodzić w czerwcu, jego mamusia planowała jaki kocyk wydzierga na drutach, ja szukałam już ubranek.

Ale później wszystko się skomplikowało. Młoda mama trafiła do szpitala i kilka dni później lekarze rozłożyli ręce. Nie dało się uratować dzieciątka. Odeszła od nas w około 21 tygodniu ciąży. 

Psychicznie przygotowywaliśmy się na taką ewentualność. Jednak modliliśmy się o to, by mama mogła utrzymać ciążę na tyle długo, by udało się uratować maleństwo. Jednak, jak to sami powiedzieli młodzi rodzice, taki był plan. Nie musimy się z nim zgadzać, ale tak jest.

W czasie, kiedy młoda mama leżała w szpitalu, a jej mąż jeździł do niej codziennie i pomagał we wszystkim, zobaczyłam jak wielka miłość połączyła tych dwoje (wtedy jeszcze troje). On nie chciał jej zostawiać samej w obcej sali szpitalnej. Ona nie wyobrażała sobie przechodzić przez to samej, bez męża. 

Teraz razem trzymają się za ręce i planują pochówek swojej córeczki. Chcą ją pożegnać jak należy, ostatni raz zobaczyć jej jeszcze nie do końca wykształcone ciałko. Chcą powiedzieć swojej kruszynce „Do zobaczenia”.

Bo przecież kiedyś spotkają się w niebie.

Spoczywaj w pokoju, moja malutka.

Czekaj na nas w niebie, Zuzanno Mario. Kochamy Cię. 

Holy is the new sexy!

16 stycznia 2017 Dodaj komentarz

Mam taką torbę. Kiedy myślałam nad jej zakupem, rozważałam czy nie jest zbyt… Jak by to ująć… Wzywająca. Ale w końcu ją kupiłam. 

I w sumie nie myliłam się co do jej powierzchownego przekazu. Kiedy pierwszy raz wzięłam ją na wydział, to wszyscy patrzyli na mnie wilkiem. A jeden profesor z marsową miną stwierdził, czy na pewno powinnam coś takiego nosić na tak światłym wydziale.

Tylko że co złego jest w torbie, która mówi o tym, że świętość jest w modzie?

Znacie te powiedzenia? Jedno się pojawiło, kiedy w listopadzie Ameryka wybierała swojego nowego prezydenta. Mówiono wtedy, że „Orange is the new Black”. A tutaj, seksowna dziewczyns pin up mówi, że to świętość jest „nowym” sexy!

Ale dlaczego nowym? Przecież świętość zawsze była w modzie. Modę tworzyli święci – mogę zaryzykować stwierdzenie, że w historii było ich więcej niż projektantów mody!

Jaki stąd wniosek? Po pierwsze: nie oceniaj pochopnie. Po drugie: świętość nigdy nie wyjdzie z mody. I po trzecie: nawet wiarę trzeba czasem zareklamować w nieszablonowy sposób, aby inni zwrócili na nią uwagę 😉

Ave!

Święta (?) Rodzina

30 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Od pewnego czasu lubię czytać wpisy różnych znanych i mniej znanych osób na świecie na blogach czy stronach internetowych. Piszą tam jaki ten świat pełen jest dziwactw, opowiadają historie o wielkich krzywdach przydarzającym się innym. Często też piszą jaki Pan Kowalski ma portfel, jaki ma samochód, co robi w domu. W dzisiejszym świecie jesteśmy obserwowani 24 h na dobę przez 7 dni w tygodniu. Wiele z nas mówi „mój dom moje problemy”. Ukrywamy swoje problemy przed światem. I często są to słuszne powody. Bo może zdarzyć się tak, że nasz sekret, często wstydliwy pójdzie w świat lub zostaniemy wyśmiani wśród sąsiadów albo ktoś „miły” napisze o nas w gazecie.

Jak musiała się czuć Święta Rodzina? Bo przecież to co dzieje się teraz czyli zazdrość, pycha – to też działo się kiedyś…

Jak czuła się Maryja? Jak czuła się kobieta, która została poczęta z Ducha Świętego? Przecież wiele osób to wyśmiało? Co myślały o niej sąsiadki gdy dowiedziały się o ciąży?

Jak czuł się Józef? Jak czuł się mężczyzna gdy wiele razy musiał zmieniać miejsce zamieszkania od tak? Co myśleli znajomi i sąsiedzi gdy nagle bez słowa dom Józefa zostawał pusty? Może mieli coś do ukrycia? Może zabił człowieka?

Jak czuł się mały Jezus? Jak czuło się dziecko, które czuło w sobie Moc Bożą? Jak zachowywały się dzieci w stosunku do Jezusa gdy widziały Jego mądrość? Może myśleli, że jest dziwny?

Jak Oni się wtedy czuli? Ich uczucia opisuje doskonale Biblia. Oni jak parafrazują Ewangelię: „zachowywali wszystkie te znaki i cuda w sercu i rozważali je” Kogo mogli się poradzić? Kogo mogli zapytać o zdanie? Byli zdani tylko na siebie! Tak możemy sobie teraz pomyśleć! Przecież nie mieli się u kogo zatrzymać… Ale przecież Bóg nie pozostawiłby ich bez opieki!

No właśnie chyba wiele razy ich sprawdzał. Wiele razy posyłał swojego anioła. Wiele razy mówił Józefowi: „idź tam, idź tam” I on nie pytał czemu, nie zadawał zbędnych pytań ale brał żonę i dziecko i szedł. Może często w nieznane. Może czasem musieli prosić się o kawałek chleba. Ale zawsze ufali Bogu!

Tego uczy nas Święta Rodzina! Zaufać Bogu i na każde Jego wezwanie odpowiadać z chęcią TAK, TAK PANIE!

Ale Święta Rodzina daje nam jeszcze jedną lekcję. Oni uczą nas aby nie patrzeć na to co powiedzą inni. Oni patrzyli oczami Boga a nie ludzi. I każdy z nas powinien tak patrzeć. Powinniśmy nie zastanawiać się co powie sąsiad gdy wstanę wcześniej i pójdę do kościoła. Nie zastanawiaj się co pomyśli kolega gdy zobaczy na Twoim telefonie tapetę z Jezusem. Nie myśl o tym. Zawsze mów Bogu tak. A gdy pojawisz się w gazecie, gdy będziesz wyśmiewany, opluwany bo się wyróżniasz to ofiaruj to właśnie Świętej Rodzinie. A Święta Rodzina, która powinna być naszym wzorem będzie wspomagać nas, nasze rodziny. Bo rodzina jest po to by dawać miłość, by się wspierać. Mimo braku tematów przy stole, mimo złych myśli o swoim kuzynie. Zapomnij o tym i podziel się z nim nie tylko opłatkiem ale i Jezusem.

A jeśli będzie Ci trudno wykonywać polecenia Boga spójrz na Józefa i Maryję i pomyśl czy Oni nie są dla nas wzorem? Czy właśnie Oni nie powinni zostać naszymi idolami, gwiazdami z których chcemy brać przykład?

I dziś nie będzie lekcji o tym jak być dobrym rodzicem, jak być dobrym dzieckiem. Dziś będzie o tym jak po prostu być. A być to znaczy ufać…

Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez proroka: «Z Egiptu wezwałem Syna mego».
A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia». On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela.
Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaus w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w stronę Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: «Nazwany będzie Nazarejczykiem».

Oto słowo Pańskie…

swieta_rodzina_v