Archiwum

Archive for the ‘miłość’ Category

Małżeństwo i rodzina w Biblii

18 września 2017 Dodaj komentarz

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

  • STARY TESTAMENT

Bóg stwarzając mężczyznę i kobietę stał się równocześnie twórcą małżeństwa. Zamiarem Boga od samego początku było, aby małżeństwo było święte, monogamiczne i nierozerwalne. Jeden mężczyzna łącząc się z jedną kobietą stanowią jedno ciało. Bóg nie dał mężczyźnie kilku kobiet, czy odwrotnie. Małżeństwo jest jedyną formą zjednoczenia między kobietą i mężczyzną gwarantującą pełną trwałość. Sama natura ludzka by czuć się bezpiecznie domaga się małżeństwa monogamicznego i nierozerwalnego, gdyż tylko takie małżeństwo jest doskonałe i w pełni może realizować swoje ziemskie cele. Związek małżeński więc od samego początku jest nierozerwalny i monogamiczny. Nierozerwalność ta jest przypisana małżeństwu poprzez prawo wieczne , naturalne i ludzkie. Tylko takie małżeństwo cieszy się błogosławieństwem Boga i wielokrotnie w księgach ST przez proroków małżeństwo jest przedstawiane jako obraz przymierza pomiędzy Bogiem a ludem Izraela.

Mąż prawy zmierza do życia, kto zaś goni za grzechem – do śmierci. (Prz 11,19)

Ojciec był głową i panem rodziny. Dysponował mocą błogosławieństwa i przekleństwa. Decydował o sprawach swoich dzieci, wybierał mężów swoim córkom, czy żony synom. Miał władzę nad żonatymi synami i ich rodzinami, czyli mieszkali pod jednym dachem. Był też głową rodziny jeżeli chodzi o sprawy religijne. Raz w roku prowadził rodzinę do Świątyni Jerozolimskiej na pielgrzymkę. W każdą sobotę wieczorem przewodniczył Świętu Paschy. Był stróżem tradycji religijnych, moralnych, obyczajowych i miał decydujące słowo.

Czym dla nóg starca wspinanie się po zboczu piaszczystym, tym żona gadatliwa dla spokojnego męża. (Syr 25,20)

Rola kobiety była zdecydowanie drugorzędna. Było i jest nader powszechne w krajach ludów Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Posłannictwo kobiety sprowadzało się do pomocy mężczyźnie. Głównym zadaniem kobiety było urodzenie i wychowanie potomstwa. Za niewierność kobieta skazywana była na śmierć poprzez ukamienowanie. Godne politowania było położenie kobiety bezpłodnej. Były one uważane za największe grzesznice, skoro Bóg dotknął je tak straszliwą dolegliwością. Sytuacja niewolnic stawała się lepszą, kiedy była konkubiną. Kobiety niewolnice były wykorzystywane do najprostszych i podstawowych posług w domu pana. Najkorzystniejsza wśród kobiet była sytuacja matek. Szanowano je ze względu na macierzyństwo. Same matki były świadome swojej wielkiej macierzyńskiej godności. Matki były szanowane nie tylko za macierzyństwo, ale i za wartości, które wprowadzały: dobroć, miłość, delikatność, życzliwość.

Kto ojca znieważa, a matkę wypędza, jest synem bezecnym, zhańbionym. (Prz 19,26)

Ze względu na rozpowszechniony kult płodności w krajach wschodu, bardzo ceniono sobie potomstwo, widząc w nim fizyczne przedłużenie egzystencji narodu. W ustawodawstwie ST dziecko było podmiotem ogromnej troski. Szczególnymi względami cieszył się pierworodny syn, który miał prawo dziedziczenia po śmierci ojca. Po śmierci ojca głową rodziny stawał się pierworodny syn, któremu przysługiwał przywilej błogosławieństwa przy śmierci ojca, cenniejsze od wszystkich dóbr świata. Pierwszym przejawem troski rodziców o dziecko było poddanie syna obrzezaniu i nadanie imienia ósmego dnia po narodzeniu. Poprzez obrzezanie każdy izraelita przynależał do narodu wybranego.

  • NOWY TESTAMENT

Nowy Testament dosyć często porusza problematykę małżeństwa i rodziny. Faryzeusze wystawiają Pana Jezusa na próbę pytając, czy mężczyzna może dać list rozwodowy żonie. Chrystus cofa się w wypowiedzi do Księgi Rodzaju, że na początku tak nie było. Autorem listu rozwodowego był Mojżesz, który napisał go ze względu na zatwardziałość, słabość i grzeszność ludzkiego serca. Jednak nie jest on po myśli Stwórcy. Chrystus przypomina to co było pierwszym zamysłem Boga wobec małżeństwa:

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

Kulminacyjnym momentem odpowiedzi Jezusa faryzeuszom jest danie kościołowi Sakramentu Małżeństwa:

Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela

 W tym wierszu Jezus kładzie fundamenty pod sakramentalność małżeństwa. Małżeństwo, mówi Chrystus, pochodzi z ustanowienia Bożego. Tak więc żaden człowiek nie ma władzy rozdzielać tego co Bóg złączył. Małżonków może rozdzielić tylko śmierć jednego z nich. Chrystus podkreśla, że małżonkowie, którzy się rozwodzą, albo żyją w separacji, nadal są małżonkami i nie maja prawa zawierać ślub z inną osobą. Jeżeli to popełnią, dokonują grzechu cudzołóstwa.

Ewangelia, która pojawiła się 2 tys. lat temu w basenie Morza Śródziemnego dokonała rewolucji dziejach ludzkości. Wprowadziła takie prawdy jak: miłość bliźniego, sprawiedliwość, pokój, zbawienie dla wszystkich niezależnie od rasy, pochodzenia czy stanowiska. To wstrząsnęło tamtymi cywilizacjami; szczególnie helleńską i rzymską.

Jednym z najważniejszych punktów w rewolucji, którą wprowadził Chrystus, była rewolucja w dziedzinie pojmowania rodziny. Wprawdzie świat antyczny; grecki, rzymski i egipski szanował rodzinę, ale jedynie jak instytucję, która zabezpieczała dobra materialne; szczególnie mężów i żon. Według praw tych społeczności żona i dzieci były własnością męża, który był absolutnym panem i sędzią. Wyroki męża nie podlegały w wątpliwość i kontroli. Także w aspekcie religijnym rodzina przedchrześcijańska miała wprawdzie swoją wewnętrzną organizację opartą głównie na kulcie przodków, ale rodzinom tym brakowało zdecydowanie sakralności i świętości życia poszczególnych członków rodziny. Rodzina przedchrześcijańska nie miała wewnętrznej dynamiki zbawczej. Bożej iskry, którą daje sakrament małżeństwa. Brak poczucia sakralności w rodzinach przedchrześcijańskich oraz degradacji życia seksualnego (aborcja, zrzucanie dzieci i chorych ze skał, związki homoseksualne, rozwody) powodowały rozpad starożytnych małżeństw i rodziny, a co za tym idzie prowadziły do rozpadu starożytnych cywilizacji. W takiej sytuacji upadku moralnego wśród małżeństw i rodzin starożytnych pojawia się chrześcijaństwo, które na te tereny wprowadza nowe wartości, nowe sposoby życia.

Chrześcijaństwo podkreśla, co w tamtych czasach było rewolucją, równość mężczyzny i kobiety co do godności, równość rodziców i dzieci i wezwanie wszystkich do zbawienia. Małżeństwo z woli Chrystusa nie jest już instytucją, ale sakramentem – miejscem spotkania człowieka z Bogiem. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa rodziny spełniały funkcję kościołów. Przed prześladowaniem, przed zejściem do katakumb, w domach rodzinnych odprawiano msze, czytano Pismo święte, głoszono Słowo Boże i się modlono. Dopiero ok. V wieku, gdy włączono do Kościoła Chrystusowego plemiona germańskie, celtyckie i słowiańskie, życie religijne przeniesiono z domów rodzinnych chrześcijan do budowli zwanych kościołami, w których mogło się pomieścić kilkaset lub kilka tysięcy ludzi.

  • RODZINA DZISIAJ

W XXI w. Kościół szczególnie walczy o rodzinę. Jest ona atakowana z każdej strony, dzisiejszy świat chce zniszczyć rodzinę i postawić na niej nową, „nowoczesną” rodzinę, opartą na kłamstwie, alkoholu, seksie, narkotykach, braku miłości i poszanowania. Dzisiejszy świat nie stawia na rodzinę lecz na „wolne związki”. Jedynie Kościół, któremu Jezus zostawił najpiękniejszy Sakrament – Małżeństwo da człowiekowi szczęście. W tym sakramencie, w odpowiednim przygotowaniu można znaleźć prawdziwą miłość. Miłość zbudowana na mocnym fundamencie – Jezusie przetrwa każdą burzę, każdy sztorm! Oczywiście jest to trudne, dziś nie ma czasu na rozmowę, na wspólne pójście do Kościoła ale jeśli miłość narzeczonych jest prawdziwa to musi znaleźć się czas i na miłość, na złość ale też dla Jezusa. Dla Jezusa, który chce tylko aby człowiek każdą decyzje (małżeństwo, kapłaństwo, rodzicielstwo) opierał na Nim a wtedy wszystko będzie łatwiejsze!

„Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.”( Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964)

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni, aż do momentu wybaczenia….

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n

Reklamy

Jak bronić się przed Złym?

Zwycięstwo-modlitwy-różańcowej-na-Filipinach

Każdy ma zapewne własne sposoby czy motywy które dominują w jego katolickim życiu, służące obronie przed złem, grzechem.  Przede wszystkim jest to przyjmowanie Sakramentów. Nie zawsze jednak potrafimy ustrzec się przed upadkiem i grzeszymy. Jak jednak po ludzku, prostymi sposobami poradzić sobie zapobiegając przewinieniom? Osiem przymiotów, cech, do wykorzystania w codziennym życiu.

  1. Uśmiech, pogodna twarz, radość

„ Pan zapytał Kaina: <<Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież, gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować>>.”
(Rdz 4,6-7)

  1. Bycie dzielnym, odważnym, bez lęku

„ Nie lękaj się więc, moja córko; wszystko , co powiedziałaś, uczynię dla ciebie, gdyż wie każdy mieszkaniec mego miasta, że jesteś dzielną kobietą.”
(Rt 3,11)

„Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bo Ja jestem twoim Bogiem. Umacniam cię, a także wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.”
(Iz 41, 10)

„Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję. (…) Nie lękaj się, bo jestem z tobą”
(Iz 43, 4ab;5a)

  1. Wierność

„Ustanowię sobie kapłana wiernego, który będzie postępował według mego serca i pragnienia. Zbuduję mu dom trwały, a on będzie chodził przed obliczem mego pomazańca po wszystkie dni”
(1Sm 2,35)

„ Bo Pan się brzydzi przewrotnym, a z wiernymi obiecuje przyjaźnie”
(Prz 3, 32)

„Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego Pana”
(Mt 25,21)

  1. Czystość myśli i serca

„ Z całą pilnością strzeż swego serca, bo życie tam ma swoje źródło”
(Prz 4, 23)

  1. Zaufanie

„Z całego serca Panu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku. Poznawaj Go na każdej swej drodze, a On twe ścieżki wyrówna”
(Prz 3,5-6)

  1. Ostrożność

„ Uważaj, gdzie krok masz postawić, wszystkie swe drogi uważaj za pewne. Nie zbaczaj na lewo ni w prawo, odwróć swą nogę od złego”
(Prz 4, 26-27)

  1. Miłość

„ Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali, łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.”
(Mdr 3, 9)

  1. Wiara

„Przeto tak mówi Pan Bóg:
<<Oto Ja kładę na Syjonie kamień, kamień dobrany, węgielny, cenny, położony jako fundament. Kto wierzy nie potknie się. I wezmę sobie prawo za miarę, a sprawiedliwość za pion>> Ale grad zmiecie schronisko kłamstwa, a wody zaleją kryjówkę. Wasze przymierze ze Śmiercią zostanie zerwane.”
(Iz 28, 16-18a)

 

 

Szukałem Was, teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję

1 września 2017 Dodaj komentarz

Wyobraźmy sobie wszyscy przybyli na przyjęcie i czekają tylko na ciebie, a Ty nie przybywasz. Gospodarz przygotował miejsce i liczę na ciebie, liczy że się pojawisz. Tak naprawdę zależy mu tylko na tym abyś przybył, a Ty nie przychodzisz. I gospodarz myśli sobie czekać czy nie. I sam wyruszam. wyrusza w drogę by cię znaleźć. Idzie tam gdzie Ty przebywasz, gdzie możecie cię spotkać bo chce przyprowadzić Cię na miejsce świętowania i nie spocznie dopóki cię nie spotka. A kiedy już cię zobaczy, kiedy z daleka dostrzeże twoją sylwetkę biegnij, prosi abyś przybył na miejsce świętowania. A Ty będziesz upierał się że w sumie to nie jest Ci źle, że tak naprawdę dobrze Ci z tym towarzystwem w którym teraz się znajdujesz. A gospodarz będzie nadal czekam nadal prosiłaś aż wykonasz jakiś ruch ale nie będzie cię do niczego zmuszał. Zrobisz jak zechcesz, on liczy się z tym, wie, że możesz go zlekceważyć, odejść, już nie wrócić. Ale ten gospodarz pójdzie za tobą i będzie czekał tak długo aż ty przyjdziesz bo bez ciebie nie rozpoczną świętowania.

Ta historia świetnie ukazuje relację Boga z człowiekiem. Relację Boga z Tobą, mną i każdym z nas, ludzi.

Bóg nieustannie walczy o człowieka pokazuje to wyraźnie historia zbawienia. Na początku Bóg zawarł przymierze z Izraelem, wyprowadził go z niewoli egipskiej, gdy zbłądził posyłał proroków, wreszcie posłał swojego syna. Dziś Jezus działa przez swój Kościół, posługuje się ludźmi w sakramentach, w czynieniu znaków i głoszeniu słowa. I mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Jezus – Bóg nie przestaje cię szukać. A gdy się znajduje umacnia w chorobie i opatruje rany jeśli trzeba i myślę że te rany trzeba opatrywać szczególnie w dzisiejszych czasach gdzie młodzi ludzie tak często są uwikłani w różne uzależnienia, gdzie rodzice nie mają z czego nakarmić swoich dzieci. Jezus pragnie abyśmy pozwolili się wziąć w jego ramiona i przyprowadzić do domu do domu Ojca Niebieskiego. Nie do takiego domu w którym może matka lub ojciec są uzależnieni od alkoholu, w którym nie ma szczęścia ale chcę przeprowadzić się do domu w którym Wszyscy czekają na ciebie, aby wspólnie świętować.

Szukałem Was teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję.

Czy te słowa nie są piękne? Wypowiedział je Jan Paweł II, właściwie  wyszeptał je w dniu swojej śmierci. Spójrzcie jak autentyczne są te słowa. Jezus szuka nas od ponad dwóch tysięcy lat. Gdy tak nas szukamy przychodzimy do niego, przychodzimy do niego w każdej Mszy Świętej,  w każdej modlitwie. Każdy przychodzi do niego inaczej, ma swoją drogę do zbawienia. Czasem wybiera to łatwiejszą czasem może trudniejszą.

I za to wam dziękuję. Jak dziękuję nam Jezus? To proste On daje nam siebie, pomaga nam na tej trudnej drodze. Jezus nie oczekuje niczego w zamian, ale chce byśmy przychodzili do niego. Chce byśmy karmili się Jego ciałem i  Jego krwią. Nie chce pieniędzy, bo przecież to on nam je dał, to wszystko co chce otrzymać od nas to miłość. Chce abyśmy go kochali.

Te słowa początkowe Świętego Jana Pawła II zostały wypowiedziane do młodzieży, która na placu Świętego Piotra czuwała przy nim w dniu jego śmierci, i myślę że słowa Jana Pawła to dziś słowa Jezusa który wypowiada je do każdego z nas. Szukałem Was a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję.

Drodzy bracia i siostry! Jezus dziękuję Ci gdy ty przychodzisz do niego. Dlatego zastanów się teraz jak często Jezus może te słowa w Twoim życiu wypowiadać…

4-Bó-szuka

Czwarte przykazanie

26 lipca 2017 Dodaj komentarz

FB_IMG_1500244203503

Wszyscy z Was wiedzą, jak brzmi czwarte przykazanie Dekalogu: Czcij ojca swego i matkę swoją. Jednak czy uczczenie ich zawsze wiąże się bezwzględnym posłuszeństwem? I czy w to przykazanie włączają się również dziadkowie?

Najpierw mały przykład. Wyobraźcie sobie, że rodzice są alkoholikami – zdarza się w niejednej rodzinie. Mają oni dorosłą już córkę, której nakazują iść do sklepu kupić im kolejną butelkę alkoholu. Czy w takim wypadku córka powinna okazać się posłuszna i uczynić to, o co ją proszą?

Albo młody chłopak czuje powołanie do kapłaństwa. Jest przekonany, że to jest jego droga, że to jest plan, jaki wyznaczył mu Bóg. Mówi o tym swoim rodzicom. A ci wpadają w szał i zakazują mu iść do seminarium, bo jest jedynakiem, a oni chcą w przyszłości mieć wnuki. (Co bardziej cyniczni pewnie pomyślą, że w dzisiejszych czasach nie byłoby to czymś dziwnym, gdyby ksiądz miał dzieci, ale taką sytuację wykluczamy na wstępie.) Czy taki młody chłopak powinien posłuchać rodziców i porzucić swoje powołanie?

Ostatni przykład, już całkiem z życia. Dziewczyna już od dawna pełnoletnia decyduje się na tatuaż. Wzór bliski jej sercu, wiąże się z ważnymi w jej życiu osobami i wydarzeniami. Po fakcie zostaje oskarżona o urażenie uczuć własnej babci, o bunt i brak szacunku dla rodziny, a ponadto o głupotę, wyrachowanie i niespełnienie pokładanych w niej nadziei. Babcia życzy wnuczce tego, co najgorsze i urywa kontakt, oskarżając wszystkich o współudział. Dodajmy, że bohaterka tej historii wcześniej konsultowała się z rodzicami, którzy nie byli zbyt szczęśliwi, ale zostawili decyzję córce, która od sześciu lat może stanowić o sobie. Jedyną osobą, która widziała w jej postępowaniu grzech, była babcia…

Co powinni uczynić bohaterowie tych krótkich historii? Powinni poddać się woli rodziców/dziadków i uczynić to, czego oczekiwali od nich inni?

Otóż nie. Czczenie rodziców objawia się tym, że opiekujemy się nimi, spełniamy ich prośby, ale w granicach rozsądku. Jeśli coś jest z gruntu złe (kupowanie alkoholu uzależnionym), nie powinniśmy do tego przykładać ręki, nawet kosztem nieposłuszeństwa. Jeśli rodzice wymagają od nas czegoś, co może sprawić, że nasze życie będzie niepełne, albo nawet nieszczęśliwe!, nie powinniśmy tego robić. Jeśli ktoś wkłada nas w ramy przez siebie stworzone, w które nie mieścimy się, nie powinniśmy robić wszystkiego, by się dostosować.

Nie jesteśmy głupimi baranami, ale Boskimi dziećmi, lwami wszego stworzenia! Każdy z nas ma swój rozum i wie, co jest dobre a co złe. Wie, co czuje wewnątrz i co jest dla niego ważne.

Nie poddawajmy się i nie rezygnujmy z marzeń tylko dlatego, że ktoś oczekuje od nas posłuszeństwa bezwarunkowego. Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Grzesznikami i świętymi. Idealnym tego przykładem jest stworzenie człowieka i to, że Bóg zawsze nad nami czuwa, nawet jeśli nie jesteśmy zawsze Mu posłuszni.

Czwarte przykazanie działa w obie strony. Czcijmy naszych rodziców i dziadków, ale pamiętajmy, że to nasze życie i to nie oni nas z niego rozliczą, ale Bóg. Nie czyńmy zła, także dla siebie, tylko dlatego, że ktoś ma oczekiwania wobec nas.

I pamiętajmy, że to czwarte, a nie pierwsze przykazanie. I że istnieją również dwa przykazania miłości.

Ave!

Drogą, prawdą i życiem – MIŁOSIERDZIEM

23 kwietnia 2017 Dodaj komentarz

Wielu rodziców mówi do swoich dzieci wchodzących w dorosłość „abyś nigdy nie cierpiał(a) z miłości, znajdź sobie takiego/taką, która Cię nie zrani”… Piękne słowa i pokazują troskę o swoje dzieci. No właśnie. I teraz pytanie czy można cierpieć z miłości? Czy warto cierpieć dla miłości? Czy warto cierpieć bo kogoś się kocha?

Jezus pokazał, że z miłości można cierpieć, pokazał, że warto cierpieć dla miłości i, że warto cierpieć jeśli się kogoś kocha. Jezus na krzyżu wycierpiał wiele (rozważaliśmy to w Wielki Piątek) Jego ból był tak wielki, że aż trudno to sobie wyobrazić. Ale Jezus cierpiał do końca, do końca czyli aż do śmierci cierpiał dla miłości… Miłość cierpi dla miłości, Bóg cierpi za ludzi, za ludzi, których kocha. Powinny teraz pojawić się uśmiechy na naszej twarzy! Bo żadne stworzenie, żadne bóstwa tego nie zrobiły dla swego ludu, zrobił to natomiast Bóg, Miłość.

Żaden człowiek nie chce cierpieć, nikt nie chce wydać się na cierpienie za kogoś kogo nie lubi, nie ufa mu. Nie chce cierpieć za kogoś kto źle nam życzy… Jezus potrafił… Cierpiał za nas. I dalej cierpi… 22 lutego 1931 roku Jezus przyszedł do siostry Faustyny Kowalskiej, do prostej zakonnicy, która gdy ktoś czytał jej dzienniczek wie, że spowiadała się z nawet nie swoich przewinień! Tak kochała Jezusa, że przepraszała Go za grzechy innych! Jezus przyszedł do niej i zostawił jej Swój testament… A właściwie przypomniał go… Testament Bożej miłości, napisany krwią na krzyżu! Bo Jezus umierając na krzyżu nadal nas kocha, nadal pragnie nas i nadal cierpi za nas…

1111117660

Każdy mój, Twój, nasz grzech mówi Jezus rani Jego serce. Ale mimo największych grzechów zapisał w testamencie, że odpuści je nam! Jezus odpuści nam grzechy! To jest coś nie ludzkiego! Jak można zabójcy swojej rodziny odpuścić grzechy? Jak można uzależnionemu od alkoholu odpuścić przewinienia? Jak można odpuścić grzech aborcji kobiecie? To nie jest ludzkie! Tak, to prawda bo Jezus jest Bogiem! Jezus jest Bogiem, który mówi Ja jestem drogą, prawdą i życiem!

  1. Drogą, która prowadzi do oczyszczenia duszy
  2. Prawdą, która prowadzi po bezpiecznej ścieżce
  3. I życiem, które daje moje miłosierdzie!

Czy jest coś piękniejszego? I Jezus mówi dalej, że „Tym, którym odpuścicie grzechy są im odpuszczone” daje ludziom sakrament, który pozwala zanurzyć się w oceanie miłosierdzia! Można w to nie wierzyć i być jak Apostoł Tomasz, można uwierzyć dopiero przy bezpośredniej interwencji Boga! Ale „Błogosławieni, którzy nie widzieli a uwierzyli”

Biczowanie, cierniem ukoronowanie, droga krzyżowa, obnażenie z szat, przybicie do krzyża, śmierć na krzyżu…. To zrobili żołnierze… A Ty jak zraniłeś Jezusa? Jakie grzechy ranią Jezusa?

I powiem Ci coś Jezus uśmiecha się do Ciebie, błogosławi Ci i mówi idź do spowiedzi i przyjmij mnie do swego serca. I żeby tego było mało mówi:

Sprowadź do serca mego wszystkich grzeszników, dusze kapłańskie i zakonne, dusze pobożne i wierne, pogan i tych, którzy mnie jeszcze nie znają, dusze braci odłączonych od Kościoła, dusze ciche i pokorne, dusze małych dzieci, dusze, które wysławiają moje miłosierdzie, dusze, które są w więzieniu czyśćcowym, dusze oziębłe i całą ludzkość. A gdy już te dusze sprowadzi do swego serca przez koronkę do Mego Miłosierdzia zanurz je w oceanie Mej nieogarnionej miłości!


Hebrajskie słowo, które tłumaczymy jako miłosierdzie (rachamim), ma swój źródłosłów w czasownikowym rdzeniu racham, oznaczającym w pierwszym rzędzie poruszenie spowodowane miłością. Od czasownika racham pochodzi rzeczownik rechem, oznaczający łono matki. Z tego powodu również racham zaczęto wiązać z macierzyństwem. Od słowa rechem wywodzi się zaś rzeczownik rachamim, który w Starym Testamencie występował tylko w liczbie mnogiej, wyrażając dosłownie… wnętrzności. Chodziło o obrazowe pokazanie, że pewne uczucia wywołują niejako poruszenie w człowieku całego jego wnętrza.

Czasem mówi się, że kiedy ktoś się zakocha, to czuje motyle w brzuchu. W tym wypadku chodziłoby o coś znacznie zwielokrotnionego, podniesionego do n-tej potęgi.

Nam może wydawać się dziwne, że słowo, które tłumaczymy w przekładach jako miłosierdzie po hebrajsku ma tak naturalistyczne znaczenie, ale w językach semickich bardzo często pojęcia abstrakcyjne wyrażane są rzeczownikami odnoszącymi się do konkretnego przedmiotu lub części ciała. Na przykład słowo jad oznacza rękę, ale też opiekę, pośrednictwo lub kierownictwo (Wj 2,19; 35,29; 38,21; Rdz 42,37); Słowo af odnosi się zarówno do nozdrzy, jak i do gniewu (Rdz 24,47; 27,45). Gniew Boga to dosłownie nos Boga. Jaki tu można widzieć związek, czyli co ma piernik do wiatraka? Wytłumaczenie jest bardzo proste – kiedy ktoś się gniewa, to jego nozdrza się rozszerzają. Centralnym rysem miłosierdzia Boga jest natomiast fakt, iż wypływa ono z Jego wnętrzności. Pierwszym elementem miłosierdzia jest głębokie współczucie płynące z ludzkiego lub Bożego wnętrza, jako reakcja na ludzką nędzę, nieszczęście. Podobne zjawisko obserwujemy w języku greckim, w którym czasownik splanchnidzesthai oznacza wzruszyć się, zlitować się, a rzeczownik splanchna (dosłownie wnętrzności), występujący niekiedy z dopełniaczem eleous lub oiktirmón; oznacza wnętrzności miłosierdzia, czyli serdeczną litość, serdeczne miłosierdzie.

 

Nowy Testament, zachowując dawne, ogólne pojęcie miłosierdzia, nadał mu treść o wiele bogatszą, rozszerzającą jego zakres. Miłosierdzie w Nowym Testamencie wyraża się bowiem w osobie i działaniu Jezusa Chrystusa. On podejmuje się realizacji zbawczego planu Ojca i całkowicie go wypełnia. Miłosierdzie nowotestamentalne jest rozumiane uniwersalnie, nikt nie jest z niego wyłączony, chyba że sam sprzeciwia się łasce pochodzącej od Boga. To miłosierdzie jest okazywane przede wszystkim w przebaczaniu przez Boga grzechów, chociaż Jego opatrzność dotyczy wszystkich spraw ludzi, a nawet całego świata.

Miłosierdzie czynione przez Chrystusa zawsze prowadzi do ocalenia człowieka, a także do jego wewnętrznej przemiany. Jezus najpierw wybawia od zła fizycznego, następnie uzdrawia ducha. Nowy Testament podkreśla znaczenie miłosierdzia jako przymiotu, któremu ludzkość zawdzięcza zbawienie i uświęcenie dokonane przez śmierć i zmartwychwstanie Jezusa Chrystusa.

Typowym przykładem zbawczego charakteru miłosierdzia Jezusa jest przypowieść o synu marnotrawnym. Obraz miłosierdzia znany ze Starego Testamentu zostaje tutaj pogłębiony. Chociaż słowo „miłosierdzie” nie występuje bezpośrednio w tekście paraboli, to jednak jego istota zostaje wyrażona przez wskazanie przyczyny skłaniającej ojca do przebaczenia synowi. Zostaje to podkreślone przez użycie wyrażenia „poruszenie wnętrzności”, będącego odpowiednikiem hebrajskiego racham. W tej przypowieści miłosierdzie przybiera kształt miłości doskonałej – agape, która jest zdolna do pochylenia się nad każdym człowiekiem.

Zostałam mamą

17474725_1668388356510966_736198926_n.jpgKrótka historia o tym jak zostałam mamą.

Adoptowałam dziecko, nie wiem jak ma na imię, bo jego imię jest wypisane na dłoniach Pana Boga. Modlę się, by mi go nikt nie zabrał, by nie dopadły go ręce złych ludzi, by nikt go nie zabił. Chcę je chronić. Mogę zrobić tylko jedno -modlić się.

Czy jestem złą matką, sądząc, że modlitwa załatwi wszystko? Może i tak, może niejeden z was tak pomyśli, może powie, że kolejna katoliczka uzewnętrznia się swoim zamiłowaniem do dewocyjnych zachowań. Dla mnie to nie jest to takie zachowanie, a mój obowiązek bronienia słabszych. Mój brat też mnie bronił przed starszymi chłopakami, też stawał w mojej obronie nie raz i w tym nikt niczego złego nie widział. Bo to nie jest stricte katolicka sprawa, ale jakże podobna do obrony nienarodzonych.

Ale ja jestem z tego dumna. Z tego, że mogłam zostać mamą…duchową. Duchową adopcje podjąć można każdego dnia. Wymiar symboliczny ma ta podjęta 25 marca w uroczystość Zwiastowania, ponieważ od tego czasu równe dziewięć miesięcy kończy się 25 grudnia czyli w Boże Narodzenie.

A Ty co zrobiłeś w obronie nienarodzonych?

Miłosierna sprawiedliwość

29 stycznia 2017 Dodaj komentarz

jezus_rybacy4-400x0.jpg

„Pójdźcie za Mną, a sprawię, że będziecie łowić ludzi”

Ale jak łowić ludzi, jak głosić im, że Bóg jest miłosierny? Jak mówić o Bożym Miłosierdziu gdy dzieje się tyle zła, gdy na świecie jest tyle niesprawiedliwości, gdy często nie mamy co włożyć do garnka, gdy brakuje nam na ciuchy. Jak mówić o miłosierdziu?

Jezus nie przyszedł do sprawiedliwych, ale do grzeszników. Jezus nie przyszedł do zdrowych, ale do chorych. Jezus przyszedł dać nadzieję ta gdzie jej brakuje, dać światło tam gdzie jest ciemno. Jezus jest rybakiem, który zawsze wróci z pełną siecią. Jest rybakiem, który nakarmi nie tylko swój dom, ale sąsiadów, a nawet całą ludzkość. Jezus nie potrzebuje pieniędzy by być bogatym, On jest bogaty bez pieniędzy.

Ktoś może powiedzieć co to za bzdury…. Ale taka jest prawda. Jezus przyszedł do biedaka. I daje temu biedakowi nadzieję, przynosi mu pokój serca by nie martwił się o siebie a o innych. A martwiąc się o  innych nigdy nie zazna głodu. Jezus przyszedł do niesprawiedliwie osądzonego i mówi, że jego dom jest tam gdzie dom Ojca – w niebie. Jezus przyszedł do grzesznika i odpuszcza mu grzechy i daje mu nowe, czyste serce. A Jezus robił tylko to co mówi Ewangelia. A Ewangelia mówi:

„Głosił Ewangelię o królestwie i uzdrawiał ludzi ze wszystkich chorób i słabości”.

Ale Jezus nadal głosi i uzdrawia. Nadal jest z nami! Nadal przychodzi do biedaków, niesprawiedliwie sądzonych, grzeszników i do Ciebie. Przychodzi do Ciebie i odpuszcza Ci grzechy. Mówi kocham Cię. On Ci wyznaje miłość. Przychodzi ponownie i wyznaje Ci miłość w Kościele. Przychodzi ponownie i wyznaje Ci miłość w  sakramentach. Przychodzi ponownie i wyznaje Ci miłość w Ewangelii. Możemy cały czas być przy nim, cały czas otrzymywać wyznania miłości Ale czy tego chcemy?

Co daje nam najwięcej szczęścia? Co da nam spokój serca? Co potrzeba Ci do szczęścia? Każdy odpowie inaczej, każdy jest inny ale do szczęścia brakuje nam Jezusa. On, tylko On może dać nam szczęście. I przychodzi do Świętej Faustyny, mówi o swoim miłosierdziu, mówi jak ważna jest modlitwa o miłosierdzie, mówi, że mimo wszystkich naszych przewinień nam je odpuszcza i nadal nas kocha! Gdy ktoś czytał dzienniczek Świętej Faustyny to jestem tego pewien uronił łzę. Bo uświadamiając sobie swoją nicość i niezrównane miłosierdzie Boże wypełniała go nieznana moc. Niby szczęście, radość i smutek na raz.

W życiu nie zawsze będzie nam łatwo, nie zawsze będzie kolorowo. Nie zawsze będziemy mieli co jeść, w co się ubrać ale to nie oznacza, że Jezus przy nas nie ma. Święta siostra Faustyna miała chwile w swoim życiu, że nie czuła obecności Bożej, nie czuła, że Bóg z nią jest. I w takich chwilach nie przystępowała do komunii świętej. I Jezus objawiając się jej po dłuższym czasie mówi do niej: że jest przy niej zawsze i nigdy mamy się nie bać. Bo któż jak Bóg może nam dać szczęście?

A gdy już te szczęście osiągniesz nigdy nie poddawaj się w wchodzeniu na drabinę do nieba. Bo ta drabina jest długa i jest na niej pełno niebezpieczeństw, będziesz miał chwile, w których będziesz chciał zejść, nie iść dalej. I przyjdzie czas gdy będziesz miał dość, gdy będziesz miał chwilę smutku, gdy nie będziesz odczuwać obecności Boga. Wtedy módl się. Módl się mimo bólu i łez i spójrz Jezusowi prosto w oczy a wtedy wszystko zrozumiesz. Zrozumiesz to co mówi od wieków: „Pójdź za Mną, a sprawię, że będziesz łowić ludzi”.

Jezus potrafi uleczyć Twoje rany po grzechu, Twoje uzależnienia, bo On leczy wszystkie choroby. Ale najpierw leczy Twoją duszę. Bo możesz nie mieć ręki i nogi a z czystą duszą wejdziesz do nieba! Gdy patrzę na pontyfikat Papieża Franciszka to widzę wyraźnie, że jego nauczanie wyraża się w tym zdaniu: Nie ma takiego grzechu, którego Bóg nie odpuści! Papież wbija nam to do głowy! Bóg wszystko nam odpuści i chce by piekło było puste jak najdroższe sklepy! Ale aby piekło było puste to sam sobie wybacz te grzechy. Bóg robi to podczas spowiedzi. A Ty? Czy potrafisz wybaczyć siebie grzech? Czy potrafisz zrozumieć, że już go nie ma? Czy rozumiesz, że masz białą kartę, że zaczynasz wszystko od nowa? Nie zmarnuj tego! Pokaż Jezusowi, że tylko On jest Panem!

Wyobraź sobie ocean. Wszechpotężny bezmiar wód a na jego brzegu stojącego człowieka. Jak czuje się ten człowiek? Tak samo jest z Bożym Miłosierdziem. Miłosierdzie Boże jest jak taki ocean. Jak się czujesz przed takim oceanem? Ta woda w jedną sekundę potrafiłaby Cię pochłonąć. Miłosierdzie właśnie tak nas pochłania. Gdybyśmy sobie to uświadomili to umarlibyśmy!

Ale to nie jest ślepe miłosierdzie. Bo można całe życie grzeszyć i wejść do nieba a można też nie wejść. Bóg nie jest bezwzględnym sędzią, który ma własny kodeks karny. Bóg sam zbada Twoją duszę. Matka Teresa z Kalkuty mówiła:

 Nie liczy się wcale wspaniałość twego działania, ale miłość, jaką w nie włożyłeś; nie to, jak wiele uczyniliśmy, ale przede wszystkim to, jak wiele miłości włożyliśmy w swe czyny.