Archiwum

Archive for the ‘modlitwy’ Category

Schody do nieba#3

ODPUSTY ZYSKIWANE ZA NAWIEDZENIE KOŚCIOŁA LUB KAPLICY

Podczas nawiedzenia kościoła lub kaplicy w każdym wypadku należy pobożnie odmówić „Ojcze nasz” i „Wierzę w Boga”. Jeżeli nawiedzenie przepisane jest w określonym dniu, wówczas można to uczynić od południa dnia poprzedniego do północy oznaczonego dnia.

* Za nawiedzenie kościoła parafialnego:
a) w uroczystość tytułu kościoła parafialnego
b) 2 sierpnia (odpust Porcjunkuli)

* Za nawiedzenie kościoła lub kaplicy w dniu Wspomnienia Wszystkich Wiernych Zmarłych (2 listopada). Za zgodą Ordynariusza odpust ten może być przeniesiony na niedzielę poprzednią lub następną, lub na uroczystość Wszystkich Świętych. Odpust ten można ofiarować tylko za zmarłych!

* Za pobożne nawiedzenie cmentarza w dniach 1-8 listopada połączone z modlitwą choćby myślą za zmarłych. Odpust ten można ofiarować tylko za zmarłych!

* Za pobożne nawiedzenie kościoła lub ołtarza w dniu jego poświęcenia (dedykacji).

* Za nawiedzenie kościoła lub kaplicy Instytutów życia konsekrowanego i Stowarzyszeń życia apostolskiego w dniu poświęconym ich założycielowi.

* Za pobożne nawiedzenie kościołów lub kaplic, w których obchodzone są uroczystości ku czci nowych Świętych lub Błogosławionych w ciągu roku, celem pogłębienia czci i pobożności wobec nich, wierny uzyskuje jednorazowo odpust zupełny.

* Za pobożne nawiedzenie kościoła, w którym odbywa się synod diecezjalny, można uzyskać jednorazowo odpust zupełny.

* Za nawiedzenie kościoła katedralnego:
a) w uroczystość ŚŚ. Apostołów Piotra i Pawła (29 czerwca)
b) w uroczystość tytułu kościoła katedralnego
c) w święto Katedry św. Piotra Ap. (22 lutego)
d) w dniu poświęcenia archibazyliki Najświętszego Zbawiciela (czyli bazyliki na Lateranie; 9 listopada)
e) w dniu 2 sierpnia (odpust Porcjunkuli)

*Za nawiedzenie sanktuarium diecezjalnego lub narodowego lub międzynarodowego ustanowionego przez kompetentną władzę:
a) w uroczystość tytułu tego sanktuarium
b) raz w roku w dniu wybranym przez wiernego
c) ilekroć wierny bierze udział w zbiorowej pielgrzymce

* Za nawiedzenie bazyliki mniejszej:
a) w uroczystość ŚŚ. Apostołów Piotra i Pawła (29 czerwca)
b) w uroczystość tytułu bazyliki mniejszej
c) 2 sierpnia (odpust Porcjunkuli)
d) raz w roku w dniu wybranym przez wiernego

* Za nawiedzenie jednej z czterech bazylik patriarchalnych w Rzymie w czasie pielgrzymki zbiorowej, lub jeśli indywidualnie to ze wzbudzeniem aktu synowskiego poddania papieżowi.

* Za nawiedzenie kościoła stacyjnego w Rzymie połączonego z pobożnym udziałem w nabożeństwie stacyjnym.

ODPUSTY, KTÓRE MOŻNA ZYSKIWAĆ W ROCZNICE

* W rocznicę swojego chrztu: za odmówienie przyrzeczeń chrzcielnych według formuły zatwierdzonej przez Kościół.

* W jubileusz 25-lecia, 50-lecia, 60-lecia i 70-lecia kapłaństwa: za odnowienie wobec Boga postanowienia wiernego wypełniania obowiązków swego powołania oraz wierni za pobożny udział w uroczystej Mszy świętej jubileuszowej.

* W jubileusz 25-lecia, 40-lecia i 50-lecia święceń biskupich: za odnowienie wobec Boga postanowienia wiernego wypełniania obowiązków swego stanu oraz wierni za pobożny udział w uroczystej Mszy świętej jubileuszowej.

ODPUSTY POŁĄCZONE Z BŁOGOSŁAWIEŃSTWEM

* Za pobożne przyjęcie błogosławieństwa papieskiego udzielonego przez Ojca Świętego „urbi et orbi” choćby przez radio lub telewizję, byleby wierny uważnie śledził sam ryt błogosławieństwa.

* Za pobożne przyjęcie błogosławieństwa pasterskiego udzielonego przez biskupa diecezjalnego swoim wiernym. Biskup diecezjalny ma władzę udzielania błogosławieństwa papieskiego z odpustem zupełnym, według przepisanej formuły, trzy razy w roku, w święta uroczyste przez siebie określone.

* Kapłan, który udziela sakramentów świętych wiernemu zagrożonemu śmiercią, powinien mu udzielić błogosławieństwa apostolskiego z odpustem zupełnym.
Jeżeli nie ma kapłana, który by w godzinę śmierci udzielił sakramentów i błogosławieństwa papieskiego obdarzonego odpustem zupełnym, Kościół udziela wiernemu należycie usposobionemu odpustu zupełnego „o ile wierny za życia miał zwyczaj stale odmawiania jakichkolwiek modlitw”. W tym wypadku Kościół uzupełnia trzy warunki uzyskania odpustu zupełnego. Przy uzyskaniu tego odpustu chwalebną rzeczą jest posłużenie się krucyfiksem lub krzyżem. Odpust w godzinę śmierci wierny może uzyskać, chociażby w tym dniu już zyskał odpust zupełny.

Nauka o odpustach łączy się z tajemnicą Bożego Miłosierdzia. W sakramencie pojednania grzesznik otrzymuje przebaczenie wyznanych grzechów, za które szczerze żałuje. Dzięki temu może on osiągnąć wieczne zbawienie.
Uzyskane przebaczenie nie uwalnia jednak od kar doczesnych (czasowych), które spotykają nas za życia lub po śmierci w czyśćcu. Uwolnieniu od tych kar służy właśnie obfity skarbiec odpustów Kościoła.

Rozróżnia się odpusty cząstkowe i zupełne (zależnie od tego, w jakim stopniu uwalniają nas od kary doczesnej). Odpusty te może zyskiwać każdy ochrzczony po spełnieniu odpowiednich warunków dla siebie lub ofiarowywać je za zmarłych.
Odpust jest to darowanie przez Boga kary doczesnej za grzechy odpuszczone już co do winy.

ODPUSTY CZĄSTKOWE.

Oprócz odpustów zupełnych istnieją odpusty cząstkowe.
Chcąc uzyskać odpust cząstkowy należy pamiętać o trzech warunkach ogólnych:
1. Wierny dostępuje odpustu cząstkowego, jeśli w czasie spełniania swoich obowiązków i w trudach życia wznosi myśli do Boga z pokorą i ufnością, dodając w myśli jakiś akt strzelisty, np. „Jezu Chryste, zmiłuj się nad nami”.
2. Jeśli wierny powodowany motywem wiary przyjdzie z pomocą potrzebującym współbraciom, pomagając im osobiście lub dzieląc się z nimi swoimi dobrami, uzyskuje odpust cząstkowy.
3. Gdy wierny w intencji umartwiania się, odmówi sobie czegoś godziwego, a przyjemnego dla siebie, uzyskuje odpust cząstkowy. Warunek ten ma zachęcić wiernych do praktykowania dobrowolnych umartwień.
Przykłady bardziej znanych modlitw, do których odmawiania przywiązane są odpusty cząstkowe:
*Anioł Pański,
*Duszo Chrystusowa,
*Wierzę w Boga,
*Psalm 129,
*Litanie zatwierdzone dla całego Kościoła (obecnie 6)

Litanie zatwierdzone przez Kościół do publicznego odmawiania:
Litania do Najświętszego Imienia Jezus (1886, Leon XIII)
Litania do Najświętszego Serca Pana Jezusa (1889, Leon XIII)
Litania do Najdroższej Krwi Chrystusa Pana
Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny (Francja – XII w., Loreto – XVI w.)
Litania do św. Józefa
Litania do Wszystkich Świętych

*Pomnij o Najdobrotliwsza Panno Maryjo,
*Wieczny odpoczynek,
*Witaj Królowo,
*Pod Twoją obronę,
*Ciebie Boga wysławiamy,
*Stworzycielu Duchu przyjdź,
*Magnificat,
*odmawianie Różańca Św.,
*odprawienie Drogi Krzyżowej,
*nawiedzenie Najświętszego Sakramentu,
*odwiedzenie kościoła lub cmentarza z modlitwą za Ojca św. i zmarłych
*oraz za samo uczynienie znaku Krzyża Św.

Kategorie:modlitwy, Odpusty

Absurdalność piekła

31 października 2021 Dodaj komentarz

Zbliżają się uroczystości Wszystkich Świętych i Zaduszki… Większość z nas ma wśród bliskich, zmarłych, którzy odeszli w tym roku. Żałoba to czas zadumy i smutku, czas rozłąki i opuszczenia, czas żalu i osamotnienia. Nadchodzące dni będą szczególnym czasem nawiedzenia grobów zmarłych i odkrywania wspomnień o nich na nowo. Może jednak powinniśmy spojrzeć na te dwa dni nieco inaczej… z perspektywy radości. Bo mamy przecież obietnicę Boga, że kiedyś się spotkamy! A jeśli nie jesteśmy pewni perspektywy tego spotkania, z jakiegoś powodu, to mamy jeszcze możliwość to nadrobić, upewnić się tu na ziemi, dopóki żyjemy. Mamy możliwość podarowania odpustów za dusze zmarłych. Bo oni tam niczego sami już nie mogą naprawić. Mogą liczyć jedynie na naszą wiarę, pamięć i miłość. Faustyna opisała wizję piekła w swoim Dzienniczku. Warto zajrzeć do tego tekstu (Dz. 741). Bo innych przekazów z tamtej strony nie mamy, jak wizje świętych, którym dana była taka łaska. Warto pamiętać, że Jezus też umarł, dziś powiedzielibyśmy został skatowany, zabity, poniósł śmierć, w bardzo wymyślny i makabryczny sposób. Warto też pamiętać, że cierpiał i odczuwał ból jak normalny człowiek, choć był również Synem Bożym. Tego bóstwa i człowieczeństwa nie mieszał w sobie, nie wykorzystywał dla wygody.
„JEZUS NIE TYLKO DOŚWIADCZYŁ ŚMIERCI, ALE I OPUSZCZENIA, SAMOTNOŚCI, ABSURDALNOŚCI PIEKŁA, KTÓRE ZAGRAŻA CZŁOWIEKOWI. W TYM SAMYM SENSIE CO CZŁOWIEK”.

Co to jest ta ABSURDALNOŚĆ PIEKŁA?
By to zrozumieć, warto pamiętać, że dla Boga, który jest Miłością, jedynie miłość jest zawsze możliwa. Nie można jednak być pewnym, nie zaprzeczając samej miłości, że miłość rzeczywiście ofiarowana nie stanie się miłością odrzuconą, w imię wolności, jaką dał nam Bóg. On szanuje ludzką wolność, dał nam wolną wolę, nie jest tyranem jak sądzą mało zorientowani, dlatego człowiek ma możliwość wyboru, może ją przyjąć lub, nie przyjąć Bożej miłości. Człowiek jest wolny a Pan Bóg wierny w swojej Miłości. On nigdy nie przestaje kochać, nawet jeśli sam nie jest kochany. „BÓG KOCHA TAK SAMO PRZED, W TRAKCIE I PO GRZECHU. JEST NIEZWYKLE SUBTELNY I DELIKATNY”. On ciągle kocha i czeka na naszą odpowiedź. Może się więc zdarzyć, że człowiek odmówi Bogu wierności w miłości. Dlatego Bóg nie może wykluczyć tego, że ta miłość stanie się miłością odrzuconą. On ryzykuje. W tym jest zawarta absurdalność piekła, że korzystając z wolności sami odrzucamy miłość Boga, sprzeciwiamy się największemu przykazaniu i skazujemy siebie na potępienie, grzesząc. Piekło jest niepojęte i absurdalne, zachowuje jednak w Ewangelii rysy możliwości – odrażającej i możliwej. Mowa o piekle wskazuje na realną możliwość potępienia. Ani z piekła, ani z grzechu nie można nic zrozumieć, jeżeli nie bierze się pod uwagę odmowy miłości. Mówiąc jednak o odmowie, nigdy nie ma się na myśli Boga, który odmawia swej miłości. Nie ma bowiem i nigdy nie będzie niekochanych przez Boga. Jest on przecież samą Miłością. Jeżeli zatem jakaś istota może się potępić, odrzucając najwyższą Miłość, nie dzieje się to i nigdy nie będzie się dziać z powodu niedostatków otrzymywanej miłości, ale jedynie z powodu niepojętego, chociaż realnego faktu, że nieskończona Miłość, oddająca się bez żadnych ograniczeń, została bezwzględnie odrzuconą przez człowieka. Tego rodzaju absolutna odmowa, stanowiąca piekło i określająca istotę grzechu, nie mieszka w sercu Boga.
Miłość Boga jest dla chrześcijanina faktem tak pewnym, że nigdy nie można poddać go w wątpliwość. Dlatego piekło
„TO JEST TAKA SAMOTNOŚĆ, DO KTÓREJ NIE PRZENIKA ŻADNE SŁOWO. TO JEST TAK GŁĘBOKIE OPUSZCZENIE”. Z tej ciszy pozbawionej słów może zrodzić się tylko ROZPACZ — która — jest najwyższą formą miłości własnej. Człowiek osiąga ją wtedy, kiedy z własnej woli odrzuca każdą pomoc, aby delektować się zgniłą rozkoszą świadomości własnej zguby. Rozpacz jest najwyższą formą pychy, tak wielkiej i zatwardziałej, że woli wybrać nędzę potępienia, niż zaakceptować szczęście z ręki Boga i w ten sposób uznać Jego wyższość nad sobą, oraz to, że nie jest w stanie wypełnić swojego przeznaczenia o własnych siłach.

Więcej o odpustach można dowiedzieć się na tej stronie.

W tekście użyto fragmentów tekstu ”Piekło — odrzucona miłość Boża” autorstwa Ks. Szymona Drzyżdżyka oraz fragmentów tekstu ”Piękno pustyni” T. Mertona.

Tajemnicza moc modlitwy

Św. Jan Paweł II powiedział kiedyś: „Takich będziecie mieli kapłanów, jakich sobie wymodlicie”. Można te słowa również analogicznie, przełożyć na wszystkie osoby konsekrowane. Jak często modlimy się za kapłanów, siostry, braci zakonnych i inne osoby konsekrowane w Kościele?

Jak często zamawiamy za nich Mszę świętą? Za tych zmarłych, chorych czy pogubionych przychodzi nam to zdecydowanie łatwiej. Czasem opierając się o własne emocje i sympatie, czynimy to przy okazji jubileuszu czy imienin… i na tym koniec. Ale sami chcielibyśmy aby nasze zdrowie, życie, potrzeby i nasze troski były omadlane codziennie. Traktujemy czasem tę powinność trochę jak cudowne zaklęcie, dobrą wróżkę, magiczną formułkę, po której bezwzględnie nasze prośby i życzenia powinny się spełnić. A jeśli tak nie jest, to często zawiedzeni odwracamy się plecami, odchodzimy z Kościoła, na jakiś czas, na stałe, zrzucając winę na Pana Boga i/lub księdza. Patrzymy na kapłana, siostrę czy brata zakonnego trochę jak na pół-boga-pół-człowieka i żądamy Świętości, narzucając ją już za życia, już przy wejściu do budynku seminarium, czy domu zakonnego,w czasie gdy jednocześnie wybryki naszych dzieci — ich rówieśników, traktowane są z przymrużeniem oka i tłumaczone okresem buntu czy młodzieńczą chęcią smakowania życia. Zapominamy, że kleryk, postulant(ka), nowicjusz(ka) czy kapłan to też, tylko człowiek. Bo „swoje brudy pierzemy przecież we własnym domu.” Nas to nie dotyczy. My mamy prawo do błędu, do tolerancji, do słabości, do mijania się z prawdą, do wybielania… Nauczyliśmy się widzieć w tym młodym człowieku, który w rzeczywistości dopiero uczy się rozeznawać, jest kandydatem(-tką) czyli osobą, która może potencjalnie zająć określone stanowisko, już uformowanego, silnego kapłana, brata czy siostrę zakonną, nieskazitelnego człowieka, pół-boga, herosa. Często jesteśmy jeszcze niejako utwierdzani w swoim przekonaniu, w oparciu o wygłaszane z wielką pompą informacje z ambony, dzień po złożeniu dokumentów, że mamy w parafii powołaną osobę do kapłaństwa czy życia zakonnego. Nie zastanawiamy się, że to dopiero początek drogi. Jesteśmy nastawieni na sukces, na idealizm, na schemat, na życie w pędzie. A co, jeśli po kilku miesiącach okazuje się, że to było tylko chwilowe zachłyśnięcie się jakąś formą religijności, że to jednak nie powołanie do kapłaństwa czy życia zakonnego? Jeśli ten młody człowiek znajdzie w sobie, w swoim otoczeniu i środowisku z którego wyszedł, dość siły i oparcia, będzie mógł żyć normalnie i realizować inne swoje powołanie i marzenia. Ale jeśli nie, jeśli ten pęd do sukcesu i żądza środowiska, przygniecie go do ziemi… Ile można znieść plotek, pomówień, niedorzeczności, domysłów, niespełnionych oczekiwań, zawiedzionych nadziei środowiska? Sytuacja ma się podobnie w późniejszym życiu codziennym kapłana, siostry czy brata zakonnego. Nauczyliśmy się działać na pokaz, oczekując koniecznie konkretnych form wdzięczności, publicznych hołdów, żądając wszystkiego szybko i natychmiast, z góry zamierzonym skutkiem. To znak naszych przesyconych chciwością czasów. Modlitwa zaś, ma to do siebie, że jest zupełnym przeciwieństwem takiej postawy. Największą wartość ma ta szeptana systematycznie, latami, często anonimowo, w ciszy i prostocie serca, przed Najświętszym Sakramentem, bez żadnych narzucanych sobie i Bogu planów, celów i zamierzeń. Trzeba ciągle uczyć się być bezinteresownym przed Bogiem w modlitwie. Biorąc do serca te papieskie słowa i ogromne zapotrzebowanie, wiele osób przez lata zaangażowało się w modlitwę w intencji kleryków, kapłanów, braci i sióstr zakonnych. Ta modlitwa przyjmuje różne formy: indywidualne i zbiorowe, bardziej lub mniej znane szerszemu ogółowi wiernych. Są to różne dzieła powstające na terenie poszczególnych parafii, diecezji, w kraju i za granicą. Duża część z nich wywodzi się bezpośrednio z Kościoła, ale są też takie, które zostały zainicjowane przez osoby świeckie. Najbardziej znaną formą takiej modlitwy za kapłanów jest Apostolat Margaretki. Jest to ruch modlitewny w Kościele katolickim, którego istotą jest wieczysta modlitwa za jednego kapłana. Ruch powstał w Kanadzie w 1981 roku, a dziś obecny jest w wielu krajach, na całym świecie. W Polsce pierwsze grupy Margaretek powstały w roku 1998. Do intensywnego rozwoju ruchu przyczynił się ogłoszony w 2009 roku przez papieża Benedykta XVI, rok kapłański. Margaretkę tworzy siedem osób znanych z imienia i nazwiska, które modlą się za jednego kapłana, każda w innym, wyznaczonym dniu tygodnia. Nieco później powstałymi dziełami w Polsce są Dzieło Duchowej Adopcji Kapłanów, Dzieło Duchowej Adopcji Braci Zakonnych, Dzieło Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych i Dzieło Duchowej Adopcji Kleryków. Choć zostały w większości założone przez osoby świeckie, są objęte patronatem Kościoła. Obecnie obejmują swoim zasięgiem modlitewnym tysiące adoptowanych osób konsekrowanych. W tych dziełach zasady adopcji i modlitwy są nieco inne. Uogólniając: każdy chętny może adoptować konkretnego kleryka, kapłana, siostrę lub brata na pewien dowolny okres, np. okres formacji seminaryjnej, postulatu, diakonatu lub na stałe, czyli do swojej(!) śmierci, w przypadku prezbiterów czy braci i sióstr po złożonych wieczystych ślubach zakonnych. Podobnie jak w apostolacie Margaretek, może to uczynić albo informując wybraną osobę o adopcji osobiście, lub poprzez moderatorów poszczególnych stron, ujawniając swoje personalia, albo czyniąc to w sposób zupełnie anonimowy i ta forma adopcji zdecydowanie przeważa. Adoptowana osoba zostaje poinformowana o podjętej adopcji: e-mailem i otrzymuje niekiedy tzw. Pamiątkową Kartę Adopcji, w przypadku adopcji stałej kapłana lub siostry zakonnej. Adoptujący sam wybiera formę i rodzaj modlitwy, którą otacza wybraną osobę każdego dnia podjętej adopcji. Coraz więcej ludzi włącza się w tę modlitewną opiekę w różnej formie i to jest najważniejsze. Najważniejsza w tym wszystkim jest modlitwa, za konkretną osobę konsekrowaną. Te lubiane, znane i te, którym się wiele zawdzięcza, omadla się łatwo i przyjemnie. Ale są również i te mówiąc delikatnie — nielubiane, wskazywane mocno i wyraźnie przez Boga, wołające w milczeniu lub w ciemności nocy o pomoc, o modlitwę, zupełnie obce, w pewien sposób anonimowe — objęte klauzurą, chore, nadużywające alkoholu, zmarłe w różnych okolicznościach, samobójcy, suspendowani, osoby przejęte wraz z adopcją, bo ktoś inny nie miał siły, bo rozmyślił się po kilku tygodniach i zostawił… Niektóre z tych zobowiązań pozostaną z założenia zawsze anonimowe. Nie chodzi przecież o wchodzenie w czyjeś życie konsekrowane z butami, o narzucanie swoich racji i o przymus imiennej wdzięczności… Chodzi w tym tylko o wsparcie, o opiekę modlitewną, o zaufanie, o pewność ze strony kapłana, siostry, brata, kleryka, że gdzieś jest ktoś, kto czuwa w modlitwie przed Bogiem. Chodzi o nasze kształtowanie postawy i umiejętności dzielenia się. O wskazanie komuś innemu drogi, do nauki systematycznej modlitwy wstawienniczej, do poświęcenia części swojego życia i czasu na wsparcie innych! Czy umiemy się dzielić z innymi swoim czasem? Ile jest w nas bezinteresownej miłości i troski o drugiego człowieka? Ile możemy dać z siebie? Najłatwiej oddaje się to co zbywa! Może wakacje staną się takim błogosławionym czasem nauki podejmowania decyzji i ofiarowania swojego wolnego czasu i zaangażowania? Zwłaszcza teraz, gdy wielu młodych ludzi po maturze podejmuje swoje najważniejsze w życiu decyzje. Zwłaszcza teraz, gdy stają przed trudnymi wyborami. Możliwe, że ta jedna „Zdrowaśka” dziennie wypowiedziana przez Ciebie, choćby przez krótki czas, uratuje lub ugruntuje czyjeś powołanie? To jest Twoja decyzja, Twoje zaangażowanie w naśladowanie miłości Chrystusa i moc Twojej modlitwy przed Bogiem w Twojej „izdebce serca”…

Pustynia serca #8

Podsumowanie

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Mt 6, 5-6

Jak rozumieć te słowa w odniesieniu do własnej modlitwy?

To oznacza, że nie należy się chełpić i pokazywać ludziom, że się jest pobożnym. O naszej modlitwie powinien wiedzieć tylko Bóg. To wystarczy. Modlitwa powinna bowiem służyć tylko do przemiany serca, które jest właśnie „izdebką”, a nie do budowania pozytywnego wizerunku siebie samego w oczach innych, bo wówczas przestaje być bezinteresowna i nie wypływa z potrzeby serca, i z miłości bliźniego. 

Modlitwa tradycyjna

Zapewne swojej pierwszej modlitwy większość z nas uczyła się od rodziców czy dziadków. Warto uświadomić sobie, że były to nasze pierwsze słowa, zdania, uczucia wypowiadane przez dziecko do Boga Ojca. Potem przyszedł czas na dłuższe, trudniejsze, bardziej złożone. Jak w mowie tak i tu, istnieje język, którego można się biegle nauczyć przez słuchanie, używanie i regularne ćwiczenie oraz dzięki wskazówkom bardziej zaawansowanych. Język modlitwy ma również swoje słownictwo, gramatykę, idiomy. Spotykamy więc na tej drodze modlitwy klasyczne, tradycyjne, modlitwę z Pismem Świętym, inne lektury duchowe, psalmy, Liturgię Godzin, modlitwę wstawienniczą, Różaniec, litanie, koronki, nabożeństwa, godzinki, medytację, kontemplację, Modlitwę Jezusową, modlitwę liturgiczną. W Kościele istnieje bardzo wielka różnorodność sposobów modlitwy. Każdy może więc znaleźć coś dla siebie, wybrać z tej różnorodności według upodobania, temperamentu, czy innych charakterystycznych cech. Ważne jest w tym wszystkim, by znaleźć czas na stałą łączność z Bogiem i nie zaniedbywać jej. Gdy te tradycyjne modlitwy duchowo wejdą nam w krew, staną się pożywką dla umysłu i serca, a wtedy pomogą nam zrozumieć nasze życie w komunii z wiarą, jaką wyrażają. Można karmić nimi język naszej modlitwy, ubogacać go, poszerzać, co będzie trochę przypominało naukę obcojęzycznych słówek. 

Modlitwa z Pismem Świętym

Jeśli chcemy pozwolić na rozwój tej modlitwy pierwszą rzeczą jakiej musimy się nauczyć jest słuchanie. W tym miejscu koniecznie przytoczę słowa Boga do człowieka, które wypowiada by skierować nasze zainteresowanie na milczenie, skupienie i uważność. By wskazać nam dyskretnie początek i kierunek wspólnej drogi od przykazań, rozpoczynając pierwsze z nich słowami:

Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym.

Pp 6,4

Dla chrześcijan takim słowem, wciąż żywym jest Pismo Święte. Czytając je jednocześnie uczymy się słuchać Boga, który wciąż mówi do nas. Bo sam tekst choć spisany tysiące lat temu, żyje również tu i teraz, współczesnym nam życiem i odnosi się ponadczasowo również do nas. Można je studiować na różne sposoby, opierając się o gotowe komentarze, spoglądać na wybrane fragmenty lub całe księgi. Można szukać wśród całości, tematycznie wybranych zagadnień. Można również czytać je bardzo powoli, tak jak w czasie medytacji, oddzielając chwilą milczenia każdą frazę, myśl, słowo; zastanawiając się nad ich sensem, odnosząc je do własnego życia i koncentrując umysł na Bogu.

Modlitwa litaniami

Miesiące maj i czerwiec są szczególnymi w ciągu roku, w czasie których bardzo łatwo można posmakować regularnie, tego rodzaju modlitwy. Są niejako najlepszym sposobem na naukę tej właśnie. Codzienne nabożeństwa majowe i czerwcowe pomogą zauważyć nam, że kolejne aklamacje tworzą tutaj zwięzłą medytację na kanwie litanii. Każde wezwanie stanowi pochwałę i uwielbienie. To najlepsza atmosfera do nauki adoracji i wysławiania przymiotów Boga, Maryi, świętych.

Modlitwa godzinkami

Godzinki stanowią jedną z modlitw paraliturgicznych, mającą najczęściej charakter wstawienniczy. Ułożone są według poszczególnych godzin brewiarzowych, ale nie stanowią elementu samej Liturgii Godzin. Najczęściej odmawiane są ciągiem i wykonywane powinny być jako śpiewany chóralny kanon w postaci dialogu, ale mogą być również modlitwą indywidualną, recytowaną. W Kościele na przestrzeni wieków ukształtowały się i do dziś znane są różne rodzaje godzinek: ku czci Boga, Maryi, świętych, a także odnoszące się do poszczególnych okresów liturgicznych w Kościele i świąt, za zmarłych i do Miłosierdzia Bożego.

Modlitwa liturgiczna

Gdy modlitwa osobista osiągnie w naszym życiu pewien stały poziom, pojawia się chęć włączenia się coraz bardziej w modlitwę liturgiczną Kościoła. Może to oznaczać częstszy udział w Eucharystii, również w ciągu tygodnia albo zobowiązanie się do udziału w modlitwie Kościoła zwanej Liturgią Godzin, mającej postać rytmicznie powtarzanego Oficjum w ciągu całego dnia. Modlitwa liturgiczna jest najpiękniejszą szkołą modlitwy, ponieważ jest to modlitwa Kościoła, zakorzeniona we wspólnocie wiary poprzez wieki. Uświadamia nam, że nigdy nie jesteśmy sami, iż zawsze należymy do wspólnoty, która wykracza poza określenia ilościowe. Jesteśmy przecież członkami Kościoła, członkami Ciała Chrystusa. Wielką zaletą Liturgii Godzin, zwanej inaczej Brewiarzem, jest prosta struktura. Wykorzystuje ona również rytm roku liturgicznego oraz świąt. Psalmy zawarte w Oficjum, otwierają szeroką paletę ludzkich emocji i odniesień do Boga. Mogą pomóc nam nauczyć się wyrażać całe swoje „ja” przed Bogiem. Psalmy nazywamy „lustrem duszy”, bo jak żadne inne teksty, mogą nam pomóc zaakceptować siebie albo przynajmniej stanąć przed sobą w prawdzie, na modlitwie. Kluczem do tego, aby Brewiarz stał się naszą modlitwą osobistą, jest sprawienie, by oficjalne teksty oddychały razem z naszym duchem. Powinniśmy je uczynić tak osobistymi, jak to tylko możliwe i przygotować się na to, że wymagają od nas poświęcenia pewnego czasu. Warto tu przypomnieć, że tylko osoby duchowne są zobowiązane odmawiać Brewiarz w całości. W przypadku świeckich nie jest istotne, by odmawiać wszystkie godziny, co ze względu na różne zajęcia, pracę i życie rodzinne byłoby ogromną trudnością. Wystarczy skupić się tylko na wybranych np. porannych i wieczornych: Wezwaniu, Jutrzni, Nieszporach i Komplecie.

Jaki człowiek, taka i jego modlitwa. To, czym jesteśmy, wynika ze sposobu naszego odnoszenia się do Boga. Człowiek, który się wcale nie modli, to ktoś, kto próbował uciec od samego siebie, ponieważ uciekł od swego Stwórcy. (…) Modlitwa rodzi się za natchnieniem Bożym z głębin naszej nicości. Jest to poruszenie uczuć ufności, wdzięczności, uwielbienia lub żalu, które stawia nas w obliczu Boga, każąc nam oglądać Jego i siebie w świetle prawdy. (…) Każda prawdziwa modlitwa głosi w jakiś sposób naszą zależność od Pana życia i śmierci. Stwarza więc również głęboki, żywotny kontakt z Tym, którego znamy nie tylko jako Pana, ale jako Ojca. (…) Jeżeli nie będziemy stale dążyć do czegoś wyższego, rzadko będziemy prawdziwie się modlić. Bo jeśli zadowolimy się modlitwą, w której nie myślimy o niej, ani o Bogu, to znaczy, że nie mamy jasnego pojęcia, kim jest Bóg, i nie oceniamy należycie łaski i przywileju zwracania się wprost do Niego

T. Merton – Nikt nie jest samotną wyspą

Komunikacja to coś więcej niż język. Odwołuje się do naszej najgłębszej zdolności ludzkiego rozumienia, uczucia i empatii: dotyczy umysłu, duszy i serca. Dużo łatwiej jest zrozumieć jak ludzie porozumiewają się, jak słuchają się nawzajem, niż to, jak porozumiewamy się z Bogiem. Trudność pojawia się wtedy, gdy próbujemy zrozumieć wyjątkową relację Boga do nas, relację naszego Stwórcy, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Słuchanie Boga, we właściwym rozumieniu tego słowa oznacza, że musimy dostroić swoje serce i nasze istnienie do ciszy, w której On przemawia. Musimy nauczyć się odnajdywać Go w swoim sercu jako samo źródło swojego istnienia. Modlitwa jest tym samym, co każdy inny rodzaj słuchania: należy tylko zwolnić przestrzeń potrzebną Bogu przy słuchaniu wszystkich innych rzeczy, pozwolić, by wpłynęły one na powierzchnię naszej świadomości i znaleźć osobiste miejsce, które moglibyśmy oddać Bogu. Błędem jest myślenie, że modlitwa wiąże się z ucieczką od tego całego wewnętrznego bałaganu i hałasu, jaki nosimy w sobie. Bo nie trzeba wcale przenosić się gdzie indziej, aby odnaleźć Boga. Oznaczałoby to tylko ucieczkę od siebie, żeby odnaleźć Jego, a to jest przecież niemożliwe. Właśnie poprzez uświadomienie sobie, że mamy siebie, nawet jeśli jest to świadomość małostkowa i podła, jest jedyną świadomością, jaka pozwala nam uświadomić sobie istnienie Boga. Nie powinniśmy zniechęcać się tym wszystkim, co w jakikolwiek sposób jest w nas przeszkodą. Modlitwa jest początkiem czegoś wyjątkowo pięknego: ciszy, której zaczynamy słuchać i przestrzeni gdzie możemy odnaleźć siebie. To, że możemy być tam dla Boga, jest Jego darem dla nas. W milczeniu Bóg przejmuje prowadzenie w naszej modlitwie. To Jego sposób, by nauczyć nas tego, kim jesteśmy, by oczyścić nasze serce, by dać nam czas na pojednanie i uzdrowienie, by pomóc odzyskać nam integralność i szczerość. To Jego dar z danego nam czasu, którego bardzo nam potrzeba, by dorosnąć do pełnej miary w Chrystusie.

Późno Cię umiłowałem

Późno Cię umiłowałem,
Piękności tak dawna, a tak nowa, 
późno Cię umiłowałem.

W głębi duszy byłaś,
a ja się po świecie błąkałem i tam szukałem Ciebie,
bezładnie chwytając rzeczy piękne, które stworzyłaś.
Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą.

One mnie więziły z dala od Ciebie
– rzeczy, które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były.

Zawołałaś, krzyknęłaś,
rozdarłaś głuchotę moją.
Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica,
rozświetliłaś ślepotę moją.

Rozlałaś woń, odetchnąłem nią
– i oto dyszę pragnieniem Ciebie.
Skosztowałem – i oto głodny jestem, i łaknę. 
Dotknęłaś mnie – i zapłonąłem tęsknotą za pokojem Twoim.

(…)

Jakże wielki jesteś, Panie. Jakże godzien, by Cię sławić.
Wspaniała Twoja moc. Mądrości Twojej nikt nie zmierzy.
Pragnie Cię sławić człowiek, cząsteczka tego, co stworzyłeś (…).

Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie.
I niespokojne jest serce nasze, 
dopóki w Tobie nie spocznie.

Któż mi da spoczynek w Tobie?
Kto sprawi, że wnikniesz w serce moje, że je upoisz?
Niechbym zapomniał o niedolach moich
i tak przycisnął do piersi jedyne moje dobro, Ciebie…

Czymże Ty jesteś dla mnie?
O, sprawić racz, żebym to umiał wyrazić.
Ach, Panie Boże mój, ulituj się nade mną
i objaw mi, czym jesteś dla mnie.

Powiedz duszy mojej: „Zbawieniem twoim jestem”.
Tak powiedz, abym usłyszał.
Czeka na Twój głos dusza moja, przemów do niej,
powiedz duszy mojej: „Zbawieniem twoim jestem”.

Pobiegnę za tym głosem,
pochwycę Ciebie, Panie!

Święty Augustyn, Wyznania, przeł. Z. Kubiak, Warszawa 1982. Księga I i X.

Pustynia serca #7

Pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię.

Antoine de Saint-Exupéry — Mały Książe

Modlitwa Jezusowa jest łatwiejsza niż różaniec.” Jej prostota polega na tym, że pojedyncza modlitwa wyrażona jest w postaci zdania: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną.” Wielu rzeczywiście uważa tę modlitwę za łatwiejszą, bo skierowaną bezpośrednio do Chrystusa. Istnieje elastyczność polegająca na możliwości rozwinięcia tego podstawowego wezwania. Może mieć zastosowanie również w konkretnych medytacjach nad życiem Jezusa.

Są różne stopnie modlitwy Jezusowej. Można je pogłębiać odkrywając w Imieniu nowe tajemnice. Powinna rozpoczynać się jako forma podobna do adoracji i poczucia obecności, która następnie stanie się po prostu obecnością Zbawiciela (to w istocie oznacza Imię Jezusa). Przyzywanie Imienia jest tajemnicą zbawienia i przynosi wyzwolenie. Wymawiając Imię jednocześnie otrzymujemy to, czego potrzebujemy. Otrzymujemy to wszystko w Jezusie i przez Niego; On jest nie tylko Darem, ale i Tym, który obdarowuje. Jego Imię udziela pokoju kuszonym. Czy zamiast toczyć dyskusje z pokusą, przyglądać się szalejącej wokół „burzy”, odwracając wzrok od Jezusa (na tym polegał błąd Piotra, choć swoje pierwsze kroki krocząc po jeziorze postawił dobrze), nie lepiej utkwić wzrok w Jezusie i iść do Niego po rozszalałych falach, chroniąc się w Jego Imieniu?

Charakterystyczną zaletą tej modlitwy jest to, że łatwo staje się tłem naszej rozmowy z Bogiem, osiągając poziom serca. Jest narzędziem, które pomaga nam modlić się, stając się kotwicą w świecie pełnym hałasu, nieporządku, która utrzyma nas przy modlitwie i w zadaniu wytrwania w niej. Trudnością będzie pewnie dłuższe wytrwanie w ciszy modlitwy, w kompletnym bezruchu. Bo nasze myśli będą z pewnością ulegać rozproszeniu, odlatywać, powracać do spraw z przeszłości, zajmować się przyszłymi planami i powracać do obecnych trosk. Będzie w nas pojawiał się niepokój, rozproszenie. Nasze ciało może omdlewać i usilnie szukać odpoczynku, oparcia. Gdy tylko spróbujemy milczeć, odkryjemy istnienie wszelkich innych hałasów w sobie, które drażnią. Jedyne co można w takiej chwili zrobić, to ściągać swoje myśli do „tu i teraz”, cierpliwie i łagodnie wracać ciagle do siebie i sprowadzać nasze myśli do tej modlitwy. Na początku może to stanowić trudność, ale z czasem ćwiczenie kierowania uważności na Chrystusa nabierze realnego kształtu. Nie chodzi tu o ćwiczenie intensywnego skupienia, bo problem polega na tym, że nie ma w niej nic, na czym można by się skupić. A ten stan rzeczy powoduje, że wszystko inne dochodzi do głosu, przekrzykując modlitewne trwanie i bezruch. Raczej chodzi o świadomość obecności Jezusa, o zauważenie Jego obecności poprzez zwolnienie tempa i wyciszenie, skupienie myśli na tym spotkaniu, na dostrzeganiu elementów Jego obecności, na zdaniu sobie sprawy, że jestem tu i teraz przed Zbawicielem i staję taki jaki jestem, autentyczny z wszystkim co jest we mnie. Nasze przyzwolenie na narodziny Bożego słowa w naszym sercu, będą jednocześnie naszą zgodą na wkroczenie w ciszę serca, w ciszę Bożej łaski i Jego miłości.

Wierne praktykowanie modlitwy Jezusowej ma doprowadzić do modlitwy serca. Co to znaczy? Serce oznacza totalność człowieka i to, co decyduje o tym, kim on jest.

Szymon Hiżycki OSB, opat klasztoru Ojców Benedyktynów w Tyńcu

Pustynia serca #5

Oaza, Pustynia, Drzwi, Jezus, Open, Szkło, Ciepła

Wydmy zmieniają swój kształt na wietrze, jednak pustynia zawsze pozostaje taka sama. I tak będzie z naszą Miłością.

Paulo Coelho, Alchemik

Dziś chcę przybliżyć nieco i wprowadzić Ciebie drogi czytelniku w temat medytacji chrześcijańskiej. „Medytować znaczy ćwiczyć umysł w poważnej refleksji. Jest to możliwie najszersze znaczenie słowa medytacja.” Tak opisuje znaczenie tej modlitwy Thomas Merton w swojej książeczce „Kierownictwo duchowe i medytacja.” Medytacja, jak każda modlitwa, jest spotkaniem dwóch osób. Jeśli się zaangażuję, wejdę w nią z postawą otwartości, oczekiwania, czuwania, uważności; Bóg odpowie na moje pytania, wcześniej czy później, a ja usłyszę Jego głos w sercu. Trudność tkwi w tym, że usłyszeć to jeszcze nie jest równoznaczne z rozpoznać. Dopiero kiedy oddam Mu swoje życie i powierzę się prowadzeniu, będę w stanie powiedzieć, że rozpoznaję głos Boga w sobie. „Boga bardzo trudno przyłapać na gorącym uczynku, ale poznaje się Go później, po owocach.” Gdy zacznę zauważać owoce, mogę zaryzykować stwierdzenie, że wewnętrzny radar mojej duszy zaczął działać prawidłowo. Jest jak GPS, jak mapa pisana sympatycznym atramentem, podgrzana Jego miłością. Wtedy wszystko zaczynamy widzieć w innym świetle i nic już nie wygląda tak samo. Medytacja przypomina opalanie się na słońcu. Muszę podjąć decyzję, używając swojej wolności, wyjść z cienia, wystawić się na ciepło Jego promieni, wystawić swoje ciało na ekspozycję, regularnie, co jakiś czas. Muszę stanąć przed Bogiem na bosaka i czekać cierpliwie na efekty tego opalania. Opalanie to przecież proces. Modlitwa też dzieje się w czasie – ma swoje etapy, w przestrzeni mojej wiary czy niewiary.

Jeśli modlę się mając swój pomysł na życie i gotową receptę, a brak mi tylko środków i chcę je znaleźć prosząc o pomoc Boga, by użył swej mocy; to znaczy, że chcę posłużyć się Bogiem, by wykorzystać interesownie jego moc. Czy wtedy rzeczywiście się modlę, czy tylko wyliczam przed Nim swoje pragnienia, żądam i nakazuję ich realizację?

Modlitwa wiary odbywa się w przestrzeni, w której uznaję Boga za stwórcę, autora mojego życia, ufam Jego mądrości, wiem, że On chce mojego dobra, dlatego pragnę Go lepiej poznać, zrozumieć, słuchać, iść Jego śladami, opierając się o Jego wskazówki, jakie zostawia na mojej drodze. Chcę się zadziwić Jego cichą obecnością w moim życiu.

Medytacja nie jest ograniczona wyłącznie do refleksji religijnej, ale pociąga za sobą poważną umysłową aktywność, zaabsorbowanie i koncentrację, która nie pozwala naszym myślom błąkać się bez celu lub pozostawać ospałym, bez kontroli. Nie odwołuje się jednak tylko do intelektualnej aktywności czy samego rozumowania. Refleksja ta angażuje nie tylko umysł, ale również serce i całą naszą istotę.

Medytacja jest również źródłem wiedzy o życiu i Bogu. Jest wejściem w intymny kontakt z Bogiem, w najgłębsze aspekty życia i rzeczywistości, przeżywając je w Jego obecności. Jest środkiem prowadzącym do tego celu, jest nazwą procesu, w którym nasze serce i umysł ćwiczą się w ciągu wewnętrznych działań przygotowujących nas do zjednoczenia z Bogiem. Cechą charakterystyczną wyróżniającą religijną medytację jest fakt, iż jest ona poszukiwaniem prawdy, która wypływa z miłości. Medytacja jest również nazywana modlitwą myślną. Sposób w jaki każdy może medytować, zależy w dużej mierze od jego temperamentu i naturalnych darów. Jasność, która płynie z duchowej intuicji tego co prawdziwe, jest tym światłem, które urzeka całą duszę. Ważnym elementem w modlitwie myślnej jest ćwiczenie, które święty Ignacy Loyola nazywa zastosowaniem zmysłów.

Innymi słowy: musimy wybrać konkretny religijny przedmiot – scenę z Ewangelii i uzmysłowić sobie, wszystkie widzialne elementy tak, by stały się wyraźne i rzeczywiste w naszej wyobraźni. Umiejscawiamy siebie, w tej scenie, na ile potrafimy, w obecności Chrystusa, i wewnętrznie zachowujemy się tak, jakbyśmy rozmawiali osobiście z Nim. To co Jezus powiedział dwadzieścia wieków temu jest również w tym momencie skierowane do nas. W ten sposób może On być fizycznie obecny, tu i teraz, żywy pośród nas. Bóg patrzy zawsze z życzliwością i zatroskaniem, a w konsekwencji Chrystus, który żyje i mówi, staje się dla nas o wiele bardziej prawdziwie realny, niż osoby wokół nas, z którymi rozmawiamy w życiu codziennym. Dlatego też w żadnym przypadku, nie jest tylko grą wyobraźni, stawanie w obecności Chrystusa w wybranej scenie z Nowego Testamentu. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że funkcją tego sposobu modlitwy jest rozbudzenie w nas aktów cnót teologicznych: wiary, nadziei i miłości, które są oznaką nadprzyrodzonej obecności Chrystusa w naszych duszach. Dlatego prawdziwa kulminacja chrześcijańskiej medytacji jest identyczna z kulminacją Modlitwy Liturgicznej i sakramentów: jest nią głębsze zjednoczenie przez łaskę i miłość ze słowem wcielonym, Jezusem Chrystusem, który jest jedynym pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem. O wiele łatwiej jest odczuć i docenić miłość Boga, kiedy widzimy ją skonkretyzowaną w ludzkiej miłości Jezusa Chrystusa do nas. Funkcją medytacji jest przede wszystkim umożliwić spojrzenie na doświadczenie tajemnic życia Chrystusa jako realnych momentów obecnych w naszej, duchowej egzystencji. By uczynić to doświadczenie głębszym i bardziej osobistym, medytacja zmierza do odczytania wewnętrznego znaczenia znaków ukrytych pod powierzchnią, a także do tego, by odnieść historyczne wydarzenie Ewangelii do naszego własnego życia duchowego, umiejscawiając je tu i teraz.


W oparciu o Thomas Merton „Kierownictwo duchowe i medytacja”

Pustynia serca #4

Afryka, Namibia, Krajobraz, Pustynia Namib, Pustynia

Rozgrzane, suche jak pieprz, smagane wiatrem… Te wydmy są tak nieprzyjazne, że tylko wystarczająco sprytni, i wystarczająco mali, mają szansę na przetrwanie. To jeden z najbardziej niegościnnych terenów na naszej planecie.

Wydmy na pustyni Namib, są największe i najstarsze na ziemi. Najwyższe z nich znajdują się w jej środkowej części i sięgają ponad 300 m wysokości. W ciągu dnia temperatura piasku może osiągnąć nawet 80°C. Wiatr wciąż i nieustannie kształtuje je a w ciągu zaledwie pół roku cały krajobraz ulega zmianie. 

To po części fragmenty narracji z przyrodniczego serialu „Mały świat” (Tiny World) dokumentu, który ukazuje różne oblicza otaczającej nas przyrody i jej małych bohaterów, tego złożonego, obfitego bogactwem i niezwykle pięknego świata stworzonego przez Boga. W każdym, wypełnionym imponującymi i zawierającym bardzo efektowne zdjęcia odcinku, narrator opowiada zaskakujące historie i przedstawia niezwykłe sposoby na przetrwanie tych najmniejszych ze stworzeń, opisuje złożone działanie różnych ekosystemów na ziemi, czyhające zagrożenia i piękno otaczającego nas świata. 

Dodając więc ten zachwyt nad niezwykłym pięknem przyrody do opisu z Księgi Rodzaju z rozdziału pierwszego nie pozostaje nic innego jak powiedzieć: „Świat stworzony przez Boga jest śliczny, przepiękny, zachwycający, zjawiskowy, zadziwiający, kolorowy i niezwykle płodny” nawet na wydmach pustyni.

Dziś chcę Ciebie drogi czytelniku zabrać w krótką podróż, w głąb świata modlitwy chrześcijańskiej, która na pierwszy rzut oka kojarzy się z przypatrywaniem się, zamyśleniem, podziwianiem: medytacji i kontemplacji ignacjańskiej. Medytacja i kontemplacja są rodzajami pogłębionej modlitwy, posiadają właściwą sobie elastyczną formę i nie bardzo da się ją ująć w schemat „krok po kroku”. Taka schematyczność na dłuższą metę, jest początkiem śmierci każdej modlitwy.

Św. Ignacy w swojej książeczce Ćwiczeń proponuje dość ścisły schemat modlitwy medytacji i kontemplacji, ale po pierwsze schemat ten odnosi się do samego procesu Ćwiczeń, a niekoniecznie do modlitwy praktykowanej codziennie, a po drugie, jest on wtedy elastycznie dostosowywany do odprawiającego rekolekcje, przez osobę duchowną dającą Ćwiczenia. Innymi słowy chodzi z jednej strony o nauczenie metody medytacji i kontemplacji (temu służy początkowy schemat), a z drugiej o elastyczne i twórcze poszukiwanie takiej formy modlitwy, która przynosi indywidualnie najlepszy owoc. Nie w tym więc rzecz by zatrzymywać się na schemacie modlitwy, lecz na szukaniu jej istoty. Na odnajdywaniu tropów Boga w swoim życiu.

Podstawowa i bardzo ogólna różnica między medytacją a kontemplacją polega na roli i aktywności rozumu i naszych zmysłów. W medytacji rozum jest aktywny: rozważa, rozmyśla, przypomina sobie, odtwarza, stara się zrozumieć i odnosi to wszystko do własnego życia. W kontemplacji zaś pozostaje możliwie bierny. Szuka nade wszystko ciszy, nie mąci jej, nie rozważa, nie rozmyśla, nie knuje, nie kombinuje – zachowuje się pasywnie. Do głosu dochodzą raczej same zmysły wzroku, słuchu, powonienia, smaku, dotyku. Pozostaje tylko świadomość uczestniczenia i doświadczanie, chłonięcie całym sobą odczuć i bodźców. To jest oczywiście proces, nie działa więc jak za pstryknięciem palca, bo rozum wycisza się powoli, stopniowo. Uczy się odczuwania wszystkich doznań, poszukiwania ich czystego i wyrazistego smaku i nie da się tego wymusić, ani osiągnąć natychmiast. Doświadczenie takiej ciszy wewnętrznej jest z jednej strony łaską, a z drugiej wymaga cierpliwego praktykowania takiej formy modlitwy… latami.

W samych Ćwiczeniach wg św. Ignacego medytacja i kontemplacja mają swoją dodatkową specyfikę. Chodzi o stopniowe wprowadzenie rekolektanta w metodę rozmyślania (medytacji), którą św. Ignacy proponuje na Fundamencie i w I tygodniu Ćwiczeń. Przedmiotem tych rozmyślań jest najogólniej mówiąc, doświadczenie własnego życia i rzeczywistej obecności w nim grzechu. Chodzi więc o wyeliminowanie nieprawdziwych obrazów Boga i samego siebie, które nosimy ze sobą jako bagaż różnych doświadczeń, często latami. Spoglądam więc na samego siebie, konfrontuję i dążę do pogłębienia świadomości tego kim rzeczywiście jestem, jakim widzi mnie Bóg, jak traktuję samego siebie, dokąd zmierzam. Ja jestem przedmiotem rozmyślania i moje życie. Rozmyślanie to prowadzi mnie do stopniowego nazwania wszystkiego, co jest w moim życiu i do przeżywania tego w sposób bardziej świadomy, do przemiany wewnętrznej i pojednania z Bogiem, do uporządkowania własnych uczuć i przywiązań. Stąd potrzebna jest praca umysłu.

W II tygodniu św. Ignacy proponuje odwrócenie wzroku od samego siebie i skierowanie go na Jezusa, na skupieniu się nad zagospodarowaniem daru wolności. I tu pojawia się kontemplacja. Tu już nie chodzi o rozmyślanie nad sobą i o rozumienie samego siebie. Tu chodzi o świadome przeżywanie obecności Jezusa w moim życiu. Medytacja nad samym sobą uczy mnie kontaktu ze samym sobą, rozpoznawania stanów jakie są we mnie, uczuć, myśli, postaw. Te umiejętności pozwolą mi pełniej i z prostotą uczestniczyć w życiu Jezusa odczuwając, widząc, słysząc, smakując i przeżywając relację z Nim.

Najogólniej mówiąc, medytacja czyni mnie więc obserwatorem i św. Ignacy proponuje przede wszystkim obserwację samego siebie po to, by móc żyć bardziej świadomie. Kontemplacja zaś czyni mnie uczestnikiem życia Jezusa. I tu już nie chodzi o obserwowanie, analizowanie, ocenę i rozumowanie. Tu chodzi o proste i delikatne doświadczanie relacji z Bogiem, przyjęcie Jego obecności w moim życiu jako niezwykły dar. Odwracam wzrok od samego siebie i kieruję go na Jezusa. Z prostotą patrzę na Niego, słucham Jego słów, oddycham tym samym, co On powietrzem, widzę te same obrazy, podziwiam te same kolory, słyszę te same odgłosy, smakuję tymi samymi odczuciami, sycę się tym samym zapachem i smakiem, przeżywam całym sobą ogromne spektrum emocji, jakie w tym spotkaniu się rodzą, bez analizowania, cenzurowania, oceniania.

Istota różnicy nie polega więc na schemacie modlitwy. On może się zmieniać. Istota różnicy polega na stopniu oddania kontroli Panu Bogu nad sobą. W medytacji ignacjańskiej rozum w pewnym sensie kontroluje modlitwę w poszukiwaniu lepszego poznania samego siebie w świetle Ewangelii, w kontemplacji rozum szuka bierności, by nie zakłócać prostoty doświadczenia zjednoczenia człowieka z Bogiem.

Medytować znaczy ćwiczyć umysł w poważnej refleksji. (…) Refleksja ta angażuje nie tylko sam umysł, ale również serce, całą naszą istotę. (…) W medytacji dążymy do wchłonięcia tego, co już przyjęliśmy. Rozważamy zasady, których się już nauczyliśmy, i które stosujemy w naszym życiu. (…) Jednoczące i miłosne poznanie zaczyna się w medytacji, lecz osiąga swój pełny rozwój tylko w modlitwie kontemplacyjnej. (…) Medytacja ma cel praktyczny, ponieważ musi oświecać nasze działania i sprawiać, że będą przynosiły owoc w komunii z Bogiem.

Thomas Merton, Kierownictwo duchowe i medytacja, Wydawnictwo M, Niepokalanów 1995

Uroczystość św. Stanisława, Biskupa i Męczennika, Głównego Patrona Polski

święty Stanisław ze Szczepanowa - Imiona świętych i błogosławionych

Święty Stanisław urodził się w Szczepanowie (dzisiejsza diecezja tarnowska) w roku 1030. Po studiach w Gnieźnie i Paryżu został kapłanem i kanonikiem diecezji krakowskiej. W roku 1071 został nominowany biskupem Krakowa. Jako gorliwy pasterz wypominał nadużycia, nawet królowi Bolesławowi Śmiałemu. Gdy napomnienia nie przyniosły efektu św. Stanisław wyłączył króla ze społeczności kościelnej, a ten oburzony kazał zabić biskupa. Rozkaz wykonano 11 kwietnia 1079 roku w czasie odprawiania Mszy świętej w kościele św. Michała na Skałce. Św. Stanisław został kanonizowany w Asyżu 8 września 1253 roku. Jego relikwie spoczywają w katedrze na Wawelu. Św. Stanisław jest jednym z trojga głównych patronów Polski (obok Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski i św. Wojciecha BM). Ponosząc śmierć w obronie moralności katolickiej św. Stanisław stał się naśladowcą Dobrego Pasterza – Jezusa Chrystusa, który oddaje swoje życie za owce.

Modlitwa za Ojczyznę o. Piotra Skargi

Boże, Rządco i Panie narodów,
z ręki i karności Twojej racz nas nie wypuszczać,
a za przyczyną Najświętszej Maryi Panny, Królowej naszej,
błogosław Ojczyźnie naszej, by Tobie zawsze wierna,
chwałę przynosiła imieniowi Twemu,
a syny swe wiodła ku szczęśliwości.
Wszechmogący, wieczny Boże,
wzbudź w nas szeroką i głęboką miłość ku braciom
i najmilszej matce, Ojczyźnie naszej,
byśmy jej i ludowi Twemu, swoich pożytków zapomniawszy, mogli służyć uczciwie.
Ześlij Ducha Świętego na sługi Twoje, rządy naszego kraju sprawujące,
by wedle woli Twojej ludem sobie powierzonym mądrze i sprawiedliwie zdołali kierować.
Przez Chrystusa, Pana naszego. Amen

Pustynia serca #3

Pustynia, Burza Piaskowa, Piasek, Suchej, Wydmy, Wydma

Pustynia – „Wśród huku i wycia wichru słychać było dziwne głosy podobne do szlochania, to do śmiechu, to do wołania o pomoc. Lecz to były złudy.” Tak pisze H. Sienkiewicz o tym miejscu na kartach „W pustyni i w puszczy”.

Jakie głosy przeważają w Twojej pustyni serca?

Dziś chcę porozmawiać o modlitwie ustnej. Nie mam na myśli tylko zwykłego pacierza, który dla każdego wierzącego jest i powinien być codziennym, najprostszym potwierdzeniem wyznania wiary, takim „dzień dobry” wypowiedzianym przed Panem Bogiem. Bo przecież Twój pacierz to nic innego, jak świadome przyznanie się do tej znajomości i zażyłości z Bogiem. Czy nadal pamiętasz, by wygospodarować choć chwilę w ciągu dnia, by Go zapewnić o Twojej pamięci? Czy robisz to regularnie, w oparciu o wyznaczone pory dnia, dopasowując je indywidualnie do Twojego trybu życia? Czy w tej modlitwie pamiętasz i obejmujesz troską wszystko, co leży Ci na duszy? Nikt nie każe przecież wstawać Ci przed świtem i spędzać wielu godzin na tej modlitwie. A z drugiej strony warto ułożyć sobie swój indywidualny plan dnia z Bogiem, obejmujący Twoje preferencje. Wszyscy lubimy mieć swoje przyzwyczajenia i ulubione schematy, rytuały… Dlaczego nie mieć ulubionych modlitw rano czy wieczorem, lub o innej dogodnej porze dnia? To może być coś niewielkiego po porannej herbacie: akt osobistego ofiarowania: Jezusowi, Maryi czy ulubionemu świętemu. Mamy wiec taki kompas na cały dzień. Dołóżmy standardową modlitwę: Ojcze Nasz, Zdrowaś Maryjo…, Wyznanie wiary, modlitwę do Anioła Stróża, Egzorcyzm prosty (Święty Michale Archaniele…), może Litanię do Wszystkich Świętych (z uwzględnieniem ulubionych patronów i świętych) i tak wyposażeni możemy ruszać na podbój świata, ufni w Ich obecność i pomoc. To może być również w miarę możliwości Brewiarz. Nie trzeba być tylko i wyłącznie osobą konsekrowaną, by z niego korzystać.

Popołudnie to również dobry czas na modlitwę. Szczególnie w Polsce, bo tu mamy okazję, do tego by codziennie uzyskać pod zwykłymi warunkami odpust zupełny. Tylko na terenie Polski od 12 stycznia 2002 r. za pobożne odmówienie Koronki do Miłosierdzia Bożego, przed wystawionym Najświętszym Sakramentem lub tabernakulum, co oznacza wizytę w kościele lub kaplicy, mamy taką możliwość. Przyjęło się odmawiać tę modlitwę o 15:00, ale przecież jeśli o 15:00 jesteśmy w ferworze pracy, można ją odmówić o każdej innej porze, a o 15:00 wystarczy westchnąć krótko do Jezusa Miłosiernego okazując Mu w ten sposób pamięć i wdzięczność.

To może być różaniec w ciągu dnia. Ile razy stojąc w kolejce, jadąc środkiem komunikacji miejskiej nudzisz się i psioczysz na korki czy opieszałość ekspedientki w sklepie. Można to zamienić na dziesiątkę różańca; będzie mniej stresująco i z pożytkiem. To może być dziesiątka „żywego różańca”, za adoptowane dziecko poczęte, za proboszcza, który znów Cię wkurzył, za bezdomnego, od którego śmierdzi w całej okolicy, za sąsiada, który wczoraj świętował imieniny i dziś śpi słodko, a Ty niewyspany(-a) gnasz o 6:00 do pracy. To może być każda intencja! W krótce zauważysz, że konkretne pory dnia i konkretne miejsca zaczniesz kojarzyć i przeliczać na „Zdrowaśki”. I dotrze do Ciebie, że droga do pracy to nie beznadziejny dojazd i stanie w korku przez godzinę, a różaniec odmówiony spokojnie w tym czasie. Jeśli masz taką możliwość, to może być codzienna Msza Święta. Jeśli wybierzesz się chwilę wcześniej, to możesz wykorzystać ten czas na osobistą modlitwę przed tabernakulum np. wspomnianą wcześniej Koronką do Miłosierdzia Bożego. Przy odrobinie wytrwałości i chęci to jest to dla Ciebie możliwość ofiarowania za czyjąś, jedną duszę odpustu zupełnego – codziennie. Zamiast kręcić głową nad kolejnym raportem o ofiarach CoViD-19, możesz im osobiście pomóc wyjść z czyśćca, natychmiast. Możesz wysłać SMSa do pogotowia dla konających, by ktoś razem z Tobą pomodlił się za umierającego znajomego i zgłosić jego imię w postaci krótkiej wiadomości. Wieczorem, warto skupić się na codziennym rachunku sumienia i nie mówię tu o przygotowaniu się do spowiedzi a o modlitwie Ignacjańskim Rachunkiem Sumienia (zwanym inaczej kwadransem szczerości czy modlitwą miłującej uwagi).

Kwadrans szczerości. Wprowadzenie do modlitwy codziennego rachunku sumienia  (247061) - Józef Augustyn SJ - Książka, recenzja, streszczenie

Ignacjański Rachunek Sumienia

To podstawowa modlitwa codzienna dla wszystkich idących drogą duchowości ignacjańskiej. Czym różni się od zwykłego rachunku sumienia?

Zatrzymajmy się dziś na chwilę nad tą modlitwą, by wyjaśnić jej sens tym, którzy spotykają się z nią pierwszy raz w życiu. Święty Ignacy wierzył w to, że możemy odnaleźć Boga we wszystkim, w każdej chwili życia, nawet tej najbardziej po­spolitej. By tak się stało, musimy jedynie poświęcić trochę czasu na refleksję nad tym, czego doświadczamy, przyjrzeć się wydarzeniom minionego dnia i rozeznać ich znaczenie. Ignacy zachęca nas, byśmy spojrzeli retrospektywnie na wybrany odcinek czasu i zwrócili uwagę na to, co działo się wówczas w nas i wokół nas. Następnie zaprasza nas, byśmy spojrzeli w nadchodzący czas, ku temu, co nas czeka, tak by w tym czasie działać w sposób godny naszego powołania chrześcijańskiego. Codzienna praktyka modlitwy rachunkiem sumienia (przez kwa­drans) pomaga nam rozeznać, jak Bóg wzywa nas na wiele różnych sposobów. Boga znaleźć można w tym, co rzeczywi­ste i dlatego od tego, co rzeczywiste, powinniśmy wychodzić w naszej modlitwie. Jest podzielony na pięć kroków. Nie oznacza to jednak konieczności uwzględniania każdego z nich lub trzymania się dokładnie tych samych sformułowań. Nie chodzi tu bowiem o to, by wypełnić jakieś zadanie, lecz by budować więź z Bogiem. Poniżej przedsta­wiam zarys tych pięciu kroków.

1. Podziękuj Bogu za dary dnia

Pierwszym i najważniejszym krokiem na drodze duchowej wędrówki jest dla Ignacego wdzięczność. Często praktykowana postawa wdzięczności pomaga nam odnaleźć Boga we wszystkim i potrafi przemienić sposób, w jaki patrzymy na nasze życie i innych ludzi. Dlatego przejdź myślą przez cały dzień i nazwij konkretnie otrzymane od Boga dary i błogosławieństwa, poczynając od tych najbardziej znaczących, kończąc na bardziej powsze­dnich i zwyczajnych. Bóg (nie diabeł!) tkwi w szczegółach i dlatego dziękowanie Bogu powinno być bardzo konkretne! Dokonując takiego bilansu, pamiętaj o darach innych ludzi w twoim życiu, nie zapominaj jednak także o darach istniejących w Tobie, gdyż i one pochodzą od Boga. Niech jednak nie kieruje Tobą przymus rozliczenia każdej godziny dnia lub sporządzenia listy wszystkich darów. Zamiast tego smakuj dary pokazywane Ci przez Boga, jakiekolwiek by one były. Prowadzony łagodnie przez Boga pozwól, by cały dzień przepłynął jeszcze raz przed Twoimi oczyma.

2. Pomódl się o Bożą pomoc do Ducha Świętego

Modlitwa nie ma w sobie nic z magii. Modlitwa to rozmowa z Bogiem. Dlatego zaproś Boga, by był z Tobą podczas tego uświęconego czasu dnia. Proś Boga, by pomógł Ci z wdzięcz­nością i szczerością spojrzeć na miniony dzień. Staraj się dostrzec, z pomocą Boga, jak Duch Święty działał w Tobie, w innych ludziach i w całym stworzeniu. Spróbuj zobaczyć ten dzień tak, jak go widzi Bóg.

3. Przemódl ważne emocje ujawniające się podczas rachunku sumienia

Ignacy wierzył w to, że Bóg komunikuje się z nami nie tylko przez nasze intuicje mentalne, lecz także przez nasze „wewnętrzne poruszenia”: uczucia, emocje, pragnienia, nastro­je, przez to, co nas pociąga i co nas odpycha. Poddając re­fleksji miniony dzień, dostrzeżesz być może, jak rodzą się w Tobie silne emocje. Mogą być one bolesne lub przyjemne: na przykład radość, pokój wewnętrzny, smutek, niepokój, niepewność, nadzieja, współczucie, żal, że się coś zrobiło lub powiedziało lub że się czegoś nie zrobiło lub nie powie­działo, gniew, ufność, zazdrość, zwątpienie, znudzenie lub podekscytowanie. Uczucia same w sobie nie są moralnie dobre ani złe, do­piero to, co z nimi robimy, zyskuje kwalifikację moralną. Takie wewnętrzne poruszenia mogą być dla nas informacją, w którą stronę zmierzało tego dnia nasze życie. A wydoby­cie ich na powierzchnię może pomóc osłabić destrukcyjny uścisk, w którym niektóre z nich nas trzymają.

Wybierz takie jedno lub dwa najsilniejsze uczucia lub poruszenia wewnętrzne i uczyń je punktem wyjścia modlitwy. Proś Boga, by pomógł Ci zrozumieć, co je wzbudziło i dokąd cię zapro­wadziły:

  • Czy doprowadziły Cię bliżej Boga?
  • Czy pomogły wzrosnąć w wierze, nadziei i miłości?
  • Czy dzięki nim z większą hojnością i wielkodusznością dzieliłeś(-aś) się swo­im czasem i zdolnościami?
  • Czy zrodziły w Tobie większe poczucie pełni, tego, że bardziej żyjesz i jesteś bardziej człowiekiem?
  • Czy dzięki nim wzrosło Twoje poczucie wię­zi z innymi ludźmi i czy były podnietą do życiodajnego wzrostu?
  • A może przeciwnie, uczucia te oddaliły Cię od Boga, spra­wiły, że było w Tobie mniej wiary, mniej nadziei i mniej miłości?
  • Czy spowodowały, że pojawił się w Tobie większy niepokój i większe skupienie na sobie?
  • Czy wciągnęły Cię w zwątpienie i niepewność?
  • Czy doprowadziły do zerwa­nia więzi z innymi?

4. Poproś o przebaczenie

Raduj się chwilami, które przybliżyły Cię do Boga, i proś o przebaczenie za te chwile minionego dnia, gdy stawiałeś(-aś) opór obecności Boga w Twoim życiu. Wychwalaj Boga za łaskę świadomości daną Ci podczas tego czasu mo­dlitwy, nawet jeśli uświadomiła Ci coś, co nie jest dla Ciebie powodem do dumy. Ta świadomość jest początkiem procesu uzdrowienia i nawrócenia.

5. Popatrz na kolejny dzień

Bóg, który towarzyszył Ci dzisiaj, będzie z Tobą podczas snu, a także jutrzejszego ranka, kiedy się zbudzisz. Zaproś Go, by stał się częścią Twej przyszłości. W czym potrzebujesz pomocy Boga? Podejdź do tego pytania konkretnie i praktycz­nie. Jeśli okaże się to przydatne, spójrz na swój jutrzejszy plan dnia. Bóg chce być z Tobą w najbardziej wzniosłych i najbardziej prozaicznych chwilach Twojego życia. Poproś Go o potrzebną łaskę, na przykład o odwagę, pewność siebie, mądrość, cierpliwość, determinację lub pokój wewnętrzny. A może jest jakaś inna osoba, którą chcesz przywołać imien­nie w modlitwie i modlić się za nią?

Zakończ rachunek sumienia kierując do Boga słowa pły­nące prosto z serca lub odmawiając jakąś ulubioną modlitwę, na przykład: Ojcze Nasz.

Pewien jezuita dołączył do siedmiu błogosławieństw w kazaniu na górze jeszcze jedno:

Błogosławieni dojeżdżający środkami komunikacji miejskiej…

Pomyśl o rytmie swojej indywidualnej modlitwy przed Bogiem. Co możesz zmienić, poprawić, poszerzyć o ten błogosławiony czas spędzony w autobusie, metrze, sklepie, by móc wieczorem powiedzieć: spędziłem(-am) dzień z Tobą Boże i czułem(-am) Twoją obecność i dziękuję za nią!

Majowy początek…

Wspomnienie dowolne św. Józefa, rzemieślnika

Obrazek ze św. Józefem - Św. Józef - WOF Niepokalanów

Dziś czcimy św. Józefa rzemieślnika, męża Maryi, jako patrona wszystkich ludzi pracujących, aby od Niego uczyli się pracować z pożytkiem materialnym i duchowym. 1. maja 1955 zwracając się do Katolickiego Stowarzyszenia Robotników Włoskich Papież Pius XII proklamował ten dzień świętem Józefa rzemieślnika nakazując obchodzenie go w Kościele. W ten sposób Kościół akcentuje szczególną godność i znaczenie pracy, wyraża zrozumienie i poszanowanie jej roli w duchowym rozwoju człowieka, a także składa hołd tym jej wartościom, które pozwalają stosunki międzyludzkie opierać na zasadach pokoju społecznego.

Św. Józef chętnie poddawał się obowiązkowi pracy, oddając w ten sposób chwałę Bogu i zasługując na nagrodę wieczną.

Na to zaś wszystko [przyobleczcie] miłość, która jest więzią doskonałości. A sercami waszymi niech rządzi pokój Chrystusowy, do którego też zostaliście wezwani w jednym Ciele. I bądźcie wdzięczni! I wszystko, cokolwiek działacie słowem lub czynem, wszystko [czyńcie] w imię Pana Jezusa, dziękując Bogu Ojcu przez Niego. Cokolwiek czynicie, z serca wykonujcie jak dla Pana, a nie dla ludzi, świadomi, że od Pana otrzymacie dziedzictwo [wiekuiste] jako zapłatę. Służycie Chrystusowi jako Panu!

Kol 3,14-15.17.23-24

Maj – miesiąc poświęcony Maryi

Z miesiącem poświęconym Maryi kojarzy się nieodłącznie nabożeństwo majowe. Za największego apostoła nabożeństw majowych uważa się o. Muzzarelli SJ. W roku 1787 wydał broszurkę, w której propagował nabożeństwo majowe. Rozesłał ją do wszystkich biskupów Italii. Pius VII nabożeństwo majowe obdarzył odpustami. Dalsze odpusty, na które składa się Litania Loretańska do Najświętszej Maryi Panny, nauka kapłana oraz błogosławieństwo Najświętszym Sakramentem przypisał w 1859 roku papież bł. Pius IX.

Warto zwrócić uwagę, że od 28 sierpnia 2020 r. do Litanii Loretańskiej zostały dodane trzy nowe wezwania. Szczegółowe informacje poniżej.