Archiwum

Archive for the ‘powołanie’ Category

Czwarte przykazanie

FB_IMG_1500244203503

Wszyscy z Was wiedzą, jak brzmi czwarte przykazanie Dekalogu: Czcij ojca swego i matkę swoją. Jednak czy uczczenie ich zawsze wiąże się bezwzględnym posłuszeństwem? I czy w to przykazanie włączają się również dziadkowie?

Najpierw mały przykład. Wyobraźcie sobie, że rodzice są alkoholikami – zdarza się w niejednej rodzinie. Mają oni dorosłą już córkę, której nakazują iść do sklepu kupić im kolejną butelkę alkoholu. Czy w takim wypadku córka powinna okazać się posłuszna i uczynić to, o co ją proszą?

Albo młody chłopak czuje powołanie do kapłaństwa. Jest przekonany, że to jest jego droga, że to jest plan, jaki wyznaczył mu Bóg. Mówi o tym swoim rodzicom. A ci wpadają w szał i zakazują mu iść do seminarium, bo jest jedynakiem, a oni chcą w przyszłości mieć wnuki. (Co bardziej cyniczni pewnie pomyślą, że w dzisiejszych czasach nie byłoby to czymś dziwnym, gdyby ksiądz miał dzieci, ale taką sytuację wykluczamy na wstępie.) Czy taki młody chłopak powinien posłuchać rodziców i porzucić swoje powołanie?

Ostatni przykład, już całkiem z życia. Dziewczyna już od dawna pełnoletnia decyduje się na tatuaż. Wzór bliski jej sercu, wiąże się z ważnymi w jej życiu osobami i wydarzeniami. Po fakcie zostaje oskarżona o urażenie uczuć własnej babci, o bunt i brak szacunku dla rodziny, a ponadto o głupotę, wyrachowanie i niespełnienie pokładanych w niej nadziei. Babcia życzy wnuczce tego, co najgorsze i urywa kontakt, oskarżając wszystkich o współudział. Dodajmy, że bohaterka tej historii wcześniej konsultowała się z rodzicami, którzy nie byli zbyt szczęśliwi, ale zostawili decyzję córce, która od sześciu lat może stanowić o sobie. Jedyną osobą, która widziała w jej postępowaniu grzech, była babcia…

Co powinni uczynić bohaterowie tych krótkich historii? Powinni poddać się woli rodziców/dziadków i uczynić to, czego oczekiwali od nich inni?

Otóż nie. Czczenie rodziców objawia się tym, że opiekujemy się nimi, spełniamy ich prośby, ale w granicach rozsądku. Jeśli coś jest z gruntu złe (kupowanie alkoholu uzależnionym), nie powinniśmy do tego przykładać ręki, nawet kosztem nieposłuszeństwa. Jeśli rodzice wymagają od nas czegoś, co może sprawić, że nasze życie będzie niepełne, albo nawet nieszczęśliwe!, nie powinniśmy tego robić. Jeśli ktoś wkłada nas w ramy przez siebie stworzone, w które nie mieścimy się, nie powinniśmy robić wszystkiego, by się dostosować.

Nie jesteśmy głupimi baranami, ale Boskimi dziećmi, lwami wszego stworzenia! Każdy z nas ma swój rozum i wie, co jest dobre a co złe. Wie, co czuje wewnątrz i co jest dla niego ważne.

Nie poddawajmy się i nie rezygnujmy z marzeń tylko dlatego, że ktoś oczekuje od nas posłuszeństwa bezwarunkowego. Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Grzesznikami i świętymi. Idealnym tego przykładem jest stworzenie człowieka i to, że Bóg zawsze nad nami czuwa, nawet jeśli nie jesteśmy zawsze Mu posłuszni.

Czwarte przykazanie działa w obie strony. Czcijmy naszych rodziców i dziadków, ale pamiętajmy, że to nasze życie i to nie oni nas z niego rozliczą, ale Bóg. Nie czyńmy zła, także dla siebie, tylko dlatego, że ktoś ma oczekiwania wobec nas.

I pamiętajmy, że to czwarte, a nie pierwsze przykazanie. I że istnieją również dwa przykazania miłości.

Ave!

„Ty natomiast poszedłeś śladem mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości, prześladowań, cierpień” (2TM 3, 10-11a)

16443403_1607917819224687_643711830_n

W Święto Ofiarowania Pańskiego obchodzony jest Dzień Życia Konsekrowanego. Osoby oddające się takiemu życiu, nie są nastawione na powodzenie, bogactwo, sukces życiowy, choć w pewnym stopniu na ten ostatni składnik owszem. Wszystko jednak w duchu Bożej pokory.

Ich życie nie jest usłane różami, z fortuną na lokatach w pięćdziesięciu bankach, z domem z basenem na Hawajach. Mają jednak pełne kieszenie. Nie bójmy się określać ich mianem ludzi bogatych. Bo tacy niewątpliwie są. Ich bogactwo polega na życiu pełnym prostoty, pokory, miłości, dobroci, zaufania Panu Bogu, życiu pełnym pracy, na służbie, na odwadze i na wielu innych, dla nas, goniących za sukcesem, nieznaczących rzeczy.

Najłatwiej jest nam znajdować minusy takiego życia, wręcz kierujemy obelgi i zniewagi względem takich osób. Nie każdy z ans ma w sobie tyle odwagi i miłości by podejść do człowieka schorowanego, biednego, trędowatego, ubogiego, zaniedbanego. Oni mają. Oni posiadają w sobie wielką moc a jednocześnie są małymi narzędziami w rękach Pana Boga. Każdy z nich wkłada wiele a jednocześnie cały czas( dla nas!!) za mało. Czekamy, aż udowodnią jak to bardzo poświęcili się Panu Bogu. Ale oni nei muszą niczego nam udowadniać. Przede wszystkim muszą stanąć przed Panem Bogiem w tej prostocie serca i w pełnym zaufaniu. Dla nas, ludzi niezwiązanych z ich codzienną służba, to cały czas będzie za mało. My i tak zajmiemy się wszystkimi innymi problemami „niedzielnych katolików”, nowym samochodem sąsiada, nowym partnerem sąsiadki. Dlaczego? Dlaczego nie poświęcimy choć chwili uwagi właśnie tym, którzy dla Pana Boga poświęcili wszystko?

Na ten czas odejdźmy od naszego egoizmu. Zastanówmy się wspólnie, co można zrobić by świat otrzymał więcej takich osób, które właśnie poświęciły wszystko dla Pana Boga. Jeden sposób znam. MODLITWA. Ofiaruj 5 minut swojego czasu w ciągu dnia (to zaledwie 0,35% czasu w ciągu 24 godzin!!! ) aby pomodlić się za osoby konsekrowane.

Zachęcam także, w ramach dzieła Duchowej Adopcji Sióstr Zakonnych aby adoptować modlitewnie siostry, które potrzebują naszej modlitwy. Zwracamy się szczególnie z prośbą, by modlitwą objąć te siostry, które wpisane są na listę oczekujących. zachęcamy ale nie nakazujemy J

Niech Pan błogosławi wszystkim, którzy poświęcili swoje życie w ramach życia konsekrowanego a wszystkim, którzy mają odwagę szanować takich ludzi niech Niepokalana uprasza u swego Syna niezliczoną ilość łask.

„W czym bowiem sam cierpiał będąc doświadczany, w tym może przyjść z pomocą tym, którzy są poddani próbom.” (Hbr 2,18)

Dlaczego?

5 września 2016 Dodaj komentarz

wp-1473110302808.jpg

Dzisiaj uraczę Was krótkim świadectwem – moim świadectwem.

Otóż od dnia dzisiejszego aż do 30 września prowadzić będę katechezę w jednym z opolskich liceów. Jest to liceum, które ja sama ukończyłam ponad cztery lata temu, stąd możecie sobie wyobrazić jaki stres mi się udzielił kiedy stanęłam przed poszczególnymi klasami.

Obrałam sobie taką taktykę (wojenną): przedstawię się, poproszę by wyciągnęli karteczki (wtedy najczęściej na ich twarzach pojawiało się niedowierzanie – no bo jak to, kartkówka w drugi dzień szkoły?), a później będzie „suprise, suprise”. Moim celem było to, aby a tychże kartkach zapisali swoje imię i nazwisko oraz klasę (mam ambitny plan nauczyć się ich wszystkich i do końca września zacząć im mówić po imieniu), a później, w trakcie lekcji, pytania jakie im się nasuną (a których woleliby nie wypowiadać na forum), uwagi co do prowadzenia przeze mnie zajęć, plusy i minusy. (żeby przełamać lody prosiłam, aby dali mi szansę i przynajmniej do końca lekcji nie wychodzili z klasy – zostali wszyscy aż do dzwonka!)

W domu przejrzałam wszystkie kartki, które od nich zebrałam, i przy niektórych łzy stawały mi w oczach. Ponieważ uczniowie, który pierwszy raz widzieli mnie na oczy chcieli, abym została w szkole i uczyła ich dłużej niż miesiąc (szkoda że nie mogę). Niektóre zaś były zabawne: padły pytania o znak zodiaku (?!); o to, czy gram w Wiedźmina 3 (nie wiem czemu ich tak to ciekawi, ale jutro się dowiedzą); czy miałam kiedyś kryzys wiary; czy podobają mi się studia. No i pojawiło się, nawet kilka razy, pytanie: dlaczego zdecydowałam się na studia teologiczne?

Licealistom trudno wytłumaczyć coś, czego nie próbowaliby podważyć. O tym wie każdy z nas, kto uczęszczał na lekcje religii w szkole średniej. Więc jak im wytłumaczyć to, że zwyczajnie poczułam powołanie do zostania teologiem? Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – po prostu Palec Boży popchnął mnie w kierunku Wydziału Teologicznego. I już. Nie było fanfar, tortu i gości, którzy gratulowali mi wyboru. Zamiast tego była rodzina, która martwiła się o to, jak znajdę pracę po studiach, czy wyżyję; znajomi, którzy ostrzegali mnie przed straceniem wiary; przyjaciele, którzy stukali się w głowę i pytali się, czy na pewno wszystko ze mną OK.

Ale tak. Ze mną wszystko OK. Studiuję dzielnie od lat czterech, teraz czeka mnie ostatnia walka, bitwa trwająca rok. I wiem, że gdyby Bóg nie chciał bym studiowała teologię, nie pozwoliłby mi wkuć wszystkiego i zdać egzaminów. Dlatego przez ostatni rok przejdę jak burza (albo malutki grzmocik).

Odpowiedź na pytanie zadane mi przez jedną z licealistek? Ponieważ wiem, że tą drogą dojdę do zbawienia.

Amen!

Czy zapominamy?

16 sierpnia 2016 Dodaj komentarz

wniebowzięcie

Przyznajcie się – czasem też tak macie? Zapominacie o najważniejszych rzeczach, a o błahych nawet we śnie myślicie? Ja tak mam, ale do jakiegoś stopnia (i walczę z tym, w końcu nie mam zamiaru zapomnieć kiedyś o Tym Najważniejszym). Czasem już tak jest, nasza pamięć płata nam figle.

Ale czy zdolni jesteśmy zapomnieć o naszej Mamie?

Artykuł miał ukazać się wczoraj, niestety – nie każdy uważa ten dzień za ważny i godny odpoczynku. Moi pracodawcy wyszli z założenia, że pracować ktoś musi, więc nawet w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pojawiłam się w pracy. I żeby jeszcze był spokój, w końcu kto tego dnia chciałby cokolwiek kupować? Otóż bardzo zasmucił mnie fakt, że ludzi w sklepie było mnóstwo. Czasem był przestój, jednak co chwila drzwi się otwierały i do środka wchodził klient. Na około siedemdziesięciu ludzi tylko jedna pani przeprosiła i powiedziała, że w taki dzień to aż wstyd iść do sklepu.

Według mnie – tak, to wstyd.

Ale jeszcze większym wstydem jest zapomnieć o uroczystości związanej z naszą Mamą. Przyszedł do sklepu mój znajomy. Rozmawiamy, wypytujemy się jak się mamy i tak dalej. Mniej więcej tak wyglądała rozmowa.

Ja: U mnie wszystko dobrze, tylko wolałabym mieć dzisiaj wolne. W końcu święto…

Kolega: No tak, ktoś mi mówił. Dzisiaj jest Wojska Polskiego?

Ja: (cisza i konsternacja) Też. Ale wolne jest, ponieważ dzisiaj jest Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Kolega: No dobra, ale przez to wojsko też chyba. Widziałem dzisiaj jak jechali. A chciałem sobie załatwić coś w urzędzie, przychodzę, a tu zamknięte. Do sklepu chciałem iść, zamknięte. Chociaż dobrze, że tu otwarte.

Konkluzja moja była taka: skoro nawet w niedzielę sklepy są otwarte, to dlaczego ludzie odmawiają nam tych kilku dni wolnych w tygodniu? Nikt nie buntuje się kiedy wszystko jest pozamykane 1 i 3 maja. Ale kiedy sklepy zamykają swoje drzwi 15 sierpnia, wszyscy są przerażeni i nie wiedzą co ze sobą zrobić.

Dlaczego? Czy już zapominamy że Bóg też potrzebował jednego dnia wolnego? Dlaczego wszyscy zapominają, że my, ludzie, też musimy odpoczywać?

Maryja całe życia pracowała. Podejrzewam że bycie Matką Jezusa było najcięższą pracą, a punkt kulminacyjny był pod krzyżem. Jednak i Ona zaznała spokoju i odpoczęła. W końcu „uciekła” do swojego Syna 😉 (patrz: obrazek).

Pamiętajcie o tym, by odpoczywać. I dać innym odpocząć. Chociażby takiego pięknego dnia 15 sierpnia.

Ave!

Czym jest miłosierdzie?

9 sierpnia 2016 Dodaj komentarz

logonapis15_sdm

Drodzy czytelnicy!

Hasłem tegorocznych ŚDM były słowa jednego z ośmiu Błogosławieństw wypowiedzianych przez Jezusa. BŁOGOSŁAWIENI MIŁOSIERNI ALBOWIEM ONI MIŁOSIERDZIA DOSTĄPIĄ. Piękne słowa ale jak dla mnie były one nie zrozumiałe…

Czym jest miłosierdzie? Jak miłować innych, osoby, których nie znam, które niezbyt lubię? Jak miłować innych w codzienności? Nie chciałem uczyć się na pamięć formułki z katechizmu na temat miłosierdzia ale chciałem aby Bóg mi to objawił.

I właśnie podczas tego wielkiego wydarzenia  zrozumiałem znaczenie tych słów. Dowiedziałem  się co to znaczy być miłosiernym. I objawił mi to jak myślę sam Bóg.

Święta S. Faustyna zapisała słowa Jezusa, który powiedział by miłować czynem, słowem i modlitwą.

Mógłbym podawać miliony przykładów, w których Bóg za pomocą bliźnich mi to ukazał ale podam tylko jeden najważniejszy, który rozjaśnił mi wszystko i wydarzył się podczas ŚDM.

Ostatniego dnia przed wyjazdem zmęczeni wróciliśmy na nasze pole namiotowe. Nagle zerwała się gwałtowna burza, wicher i nasze namioty po prostu latały. Wszystko zostało zalane. I właśnie wtedy ukazało mi się znaczenie tego hasła. Miłosierdzie to nie patrzenie na własne nieszczęście, niedolę ale pomimo tego wszystkiego pomoc innym. Gdy zamiast ratować swoje rzeczy przed zalaniem pomagaliśmy innym. Każdy z nas zostawił swoje rzeczy w kałuży i biegł ratować ubrania osób, którzy nie miały siły zanieść ich do schronienia. Pomimo bolących nóg biegaliśmy pomagając innym. Niektóre osoby przez taką pomoc spały w mokrych ubraniach, niektórzy oddawali swoje by im pomóc, by jakoś przetrwać tą noc.

To jest właśnie miłosierdzie. Taki prosty gest. Mogliśmy nie pomagać, martwić się o siebie. I patrzeć jak inni tracą swoje rzeczy. Ale jeśli nie okażemy miłosierdzia to jak go mamy dostąpić?

I jaką nagrodę otrzymaliśmy za taką pomoc? Największą nagrodę jaką ja mogłem otrzymać to uśmiech na twarzach osób, którym pomogłem, które pomimo zalanych rzeczy uśmiechały się i ze smutkiem oczekiwały powrotu do domu. Czemu ze smutkiem? Bo będzie brakować nam wspólnych śniadań, zapchanego autobusu, katechez biskupów, Mszy Świętych, spotkań z papieżem i po prostu bycia razem.

Światowe Dni Młodzieży ukazały nam jak ważne jest bycie miłosiernym. Pokazały, że zawsze mamy pomagać innym. Ukazały, że pomimo zmęczenia na modlitwę zawsze ma się siłę. Po 8 godzinach w pociągu mieliśmy tyle energii na Mszy Świętej o 22, że razem zatańczyliśmy taniec miłosierdzia i modliliśmy się za nasze parafialne wspólnoty, które od ponad roku wspierały nas modlitewnie.

Podczas tego krótkiego tygodnia wypełniliśmy polecenie Jezusa i miłowaliśmy czynem, słowem i modlitwą i idąc za radą Papieża Franciszka nie idziemy na przedwczesną emeryturę ale jesteśmy  i głosimy Wam Boga, którego lepiej poznaliśmy na ŚDM i będziemy Go głosić co Wam obiecuję zawsze i wszędzie!

ŚDM ukazało mi imię Boga, mój Bóg ma na imię MIŁOSIERDZIE!

Dziękuję za modlitwę i proszę o nią nadal szczególnie w intencji rozpoznania mojego życiowego powołania!

 

O Panie Tyś moim pasterzem!

art_2011_03_003„Dobry pasterz daje życie swoje za owce.”

Niedziela Dobrego Pasterza nawiązuje do posługi jaką pełnią kapłani w swoich parafiach, w swoich placówkach. Są duszpasterzami a więc pasterzami dusz. Ich zadaniem jest przyprowadzić ludzi pod krzyż Chrystusa, który to Chrystus stał się sam pierwszy Dobrym Pasterzem. Co oznacza to owe oddanie życia za swoje owce? Otóż jest to poświęcenie, oddanie siebie dla dobra innych. Dobry Pasterz staje w obronie swoich owiec, poświęca siebie, jest obroną przed złem, które czyha na każdym kroku na każdego z nas. Jest tym, który w imieniu Chrystusa udziela nam rozgrzeszenia, daje nam w pewien sposób nowe życie. Swoje poświęcenie oddaje codziennie poprzez modlitwę o którą nieustannie prosimy. Są tymi, którzy potrafią pokazać nam Chrystusa takim jakim On naprawdę jest.

„Ktokolwiek w oparciu o tekst Ewangelii głębiej przemyśli postawę duszpasterza i dostrzeże, jak bardzo to zadanie przerasta ludzkie siły, nie będzie swego kapłana krytykował ani obmawiał, lecz uczyni wszystko, na co go stać, by z nim współpracować dla dobra całej parafii.”
~ks. Edward Staniek~

Niedziela Dobrego Pasterza to także czas, kiedy szczególnie modlimy się o liczne powołania do służby w Kościele. Jeżeli chcemy, by było coraz więcej Dobrych Pasterzy, to musimy się o to nieustannie modlić. Nie być milczącymi owieczkami w stadzie współczesności, ale otworzyć się na wołanie Chrystusa i prosić Go o pomoc, prosić go o dobrych pasterzy dusz jak również o osoby sprawujące szczególną rolę w życiu Kościoła.

„Ojcze, spraw, by wśród chrześcijan rozkwitały liczne i święte powołania kapłańskie, które będą podtrzymywały żywą wiarę i strzegły wdzięczną pamięć o Twoim Synu Jezusie poprzez głoszenie Jego słowa i sprawowani Sakramentów, za pomocą których nieustannie odnawiasz Twoich wiernych. Daj nam świętych szafarzy Twojego ołtarza, którzy będą mądrymi i żarliwymi stróżami Eucharystii, Sakramentu najwyższego daru Chrystusa dla zbawienia świata.

Powołuj sługi Twego miłosierdzia, którzy poprzez sakrament Pojednania będą rozszerzać radość Twojego przebaczenia. Spraw, Panie, by Kościół przyjmował z radością liczne natchnienia Ducha Twojego Syna i posłuszny Jego wskazaniom troszczył się o powołanie kapłańskie i do życia konsekrowanego.

Wspieraj Biskupów, kapłanów i diakonów, osoby konsekrowane i wszystkich ochrzczonych w Chrystusie, aby wiernie wypełniali swoje posłannictwo w służbie Ewangelii. Prosimy o to przez Chrystusa naszego Pana. Amen. „
~MODLITWA BENEDYKTA XVI W INTENCJI POWOŁAŃ~

„Światło na oświecenie pogan” (Łk 2, 32a)

842378_DSC_0208_34

 

Dzisiejsza Liturgia przedstawia nam osobę Symeona i prorokini Anny- ludzi pełnych ufności, wiary, ale przede wszystkim w pełni oddanych służbie Bogu. Są oni świadectwem dla każdego, który oddał swoje życie zgodnie z powołaniem do jakiego wzywa Bóg- do życia w czystości, posłuszeństwie i ubóstwie.  Święto Ofiarowania Pańskiego jak i Dzień życia konsekrowanego przenika symbolika światła. „Światłem na oświecenie pogan” stał się sam Chrystus, dla którego osoby konsekrowane poświęciły swoje życie. One natomiast stają się światłem dla nas, niosąc Jego Naukę. Są prorokami.

Troszczyć się o sprawy Pana!

Poświęcając swoje dotychczasowe życie, osoby konsekrowane służą jedynemu i prawdziwemu Bogu. Służą poprzez składane ślubu czystości, ubóstwa i posłuszeństwa. W ten sposób troszczą się o sprawy Pana, nie zabiegając o sprawy materialne, sprawy tego świata. Służą często w cichości i pokorze, wśród ubogich i chorych, wśród osamotnionych. A przede wszystkich służą modlitwą- tak, jak między innymi klasztory kontemplacyjne, które szczególnie są wspominane tego dnia.

 

Ogarniamy modlitewnie zakonnice, zakonników a także osoby świeckie, które poprzez te trzy śluby służą Panu Bogu, a do życzeń i pamięci dołączamy wiersz ks. Jana Twardowskiego:

 

Daj nam ubóstwo lecz nie wyrzeczenie
radość że można mieć niewiele rzeczy
i że pieniądze mogą być jak świnie

i daj nam czystość co nie jest ascezą
tylko miłością – tak jak życie całe

i posłuszeństwo co nie jest przymusem
ale spokojem gwiazd co też nie wiedzą
czemu nad nami chodzą wciąż po ciemku

i daj nam sen zdrowy świąteczny apetyt
wiarę bez nerwów to jest bez pośpiechu
a zimą jeszcze matkę mi przypomnij
w ubogim czystym i posłusznym śniegu

MEDYTACJA SŁOWA BOŻEG0 – III NIEDZIELA ZWYKŁA

25 stycznia 2015 Dodaj komentarz


Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą. Mówił: Czas się wypełnił i bliskie jest królestwo Boże. nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię. Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. I natychmiast zostawili sieci i poszli za Nim. Idąc dalej, ujrzał Jakuba, syna Zebedeusza, i brata jego Jana, którzy też byli w łodzi i naprawiali sieci. Zaraz ich powołał, a oni zostawili ojca swego, Zebedeusza, razem z najemnikami w łodzi i poszli za Nim. Mk 1,14-20

Gdy Jan został uwięziony, Jezus przyszedł do Galilei i głosił Ewangelię Bożą.

Ewangelista Mateusz – nieco dokładniej niż Marek – wyjaśnia, że Jezus, kiedy usłyszał o uwięzieniu Jana Chrzciciela, usunął się do Galilei (zob. Mt 4, 12). Czytając te słowa niejeden mógłby zapytać, dlaczego Jezus tak postąpił ze swoim prawdziwym przyjacielem? Oto Jan znalazł się w potrzebie – i to przecież z Jego powodu! – grozi mu śmierć, a Jezus się usuwa… Jak to możliwe, że ten wyczekiwany, pełen Ducha Mesjasz zamiast okazać swą moc i Bożą sprawiedliwość, odchodzi? Tak często wydaje się nam, że w trudnościach zostajemy sami, że Bóg nie tylko nas nie wysłuchuje, ale jakby odsunął się od nas, odszedł gdzieś daleko, przestał się nami interesować. Tymczasem dotykamy niezwykłej tajemnicy Bożego działania. Jezus idzie pełnić wolę Ojca, nieść światło tam, gdzie ludzie żyją w ciemnościach i wzywać do nawrócenia tych, o których już nikt nie pamięta, na których już nikt nie liczy. Św. Mateusz zapisuje, że Pan udał się do Galilei zwanej Galileą pogan. Potem zaś powołuje pierwszych uczniów.

Kiedy z ufnością przyjmujemy działanie Boże – Jego bliskość i pozorne oddalenie, Jego słowo i Jego milczenie, nawet wtedy, gdy niczego już nie rozumiemy z tego, co się dzieje w naszym życiu, Bóg działa w świecie z całą mocą i swobodą. Tak, Jan zostaje w ciemnościach wiary, ale w tym samym czasie tylu pogubionych ludzi widzi Światłość Bożą. Jan przyjmuje więzienne zamknięcie, ale grzesznicy zostają uwolnieni od trądu grzechu, chorób i tylu słabości. Janowi wydaje się, że traci Boże upodobanie, podczas gdy w tym samym momencie tylu „społecznych wyrzutków” odnajduje na powrót Boże dziecięctwo. Ale Jan jeszcze o tym nie wie… Mimo to trwa!

Czy pozwoliłbyś Jezusowi działać w Tobie i przez Ciebie tak, jak On chce, z pełną ufnością?
Przechodząc obok Jeziora Galilejskiego, ujrzał Szymona i brata Szymonowego, Andrzeja, jak zarzucali sieć w jezioro; byli bowiem rybakami. Jezus rzekł do nich: Pójdźcie za Mną, a sprawię, że się staniecie rybakami ludzi. 

Jezus powołuje na swoich apostołów prostych rybaków – i to z Galilei! Nasz Pan powołał ich pierwszych, ale nie ostatnich! A powołując, zmienia o 100 % ich życiowy punkt odniesienia. Od tej chwili już nie ryby będą celem ich życia, ale drugi człowiek. Przestanie się liczyć, ile zarobią w ciągu doby. Przestanie się liczyć wszystko, co przemijające, nietrwałe. W centrum stanie MIŁOŚĆ – miłość Boga do człowieka, który ma duszę nieśmiertelną.

Czy pozwolisz Jezusowi powołać dzisiaj także Ciebie? Tylko On jeden ma moc uczynić Cię rybakiem ludzi, a nie kolekcjonerem rzeczy. To nie Ty masz działać, ale On. Ty zrób tylko jedno: pozwól Mu działać swobodnie! Ufaj!

s. Maria Magdalena OSU

Kategorie:powołanie, refleksje

Ty ścieżkę życia mi ukażesz

88058_drogi_promienie_slonca
W moim odczuciu powołanie jest wielkim darem dla każdego człowieka, który otrzymujemy od Pana Boga. Sama jeszcze do niedawna sądziłam, że jest ono zarezerwowane jedynie dla osób duchownych, ale zrozumiałam, że każdy element naszego życia może być tym wyjątkowym planem, który dostaniemy od Boga, planem na godne przeżycie i nie musi on być związany z całkowitym poświęceniem swojego życia Bogu. W tym wszystkim pojawia się pytanie – jak mam odnaleźć powołanie w swoim życiu? Trudno znaleźć na nie wyczerpującą odpowiedź.

Powołanie w życiu każdego człowieka jest inne, lecz każde niesie ze sobą niewątpliwie pewną zmianę, której często się boimy. Życie nie jest łatwe i często się o tym przekonujemy w jak najmniej oczekiwanym momencie. Najważniejsze w odnalezieniu swojego powołania jest to, aby go zapragnąć, aby otworzyć się nie działanie Boga. Jest to trudne, gdyż może się okazać, że plany Boga są diametralnie różne od naszych. Wyjątkowym powołaniem w życiu każdego z nas jest powołanie do świętości – czegoś pięknego i trudnego jednocześnie. Nasze życie powinno ku temu zmierzać, choć jest to poważne zadanie. Szukając swojego powołania powinniśmy zdobyć się na odwagę i zaryzykować, otworzyć się na siebie samych, ale też i na innych, na osoby, które mogą być ważnym elementem w rozeznaniu naszej życiowej drogi, ale najważniejszy w tym wszystkim powinien być dla nas głos Boga, głos naszego Ojca, który nie chce nas skrzywdzić, który chce dla nas dobra, lecz my mimo to boimy się często otworzyć na Niego. Często uciekamy przed Jego wołaniem, co może doprowadzić do zmarnowania własnego powołania, gdyż nie będziemy umieli na nie odpowiedzieć. Sama wiem, że Bóg zaskakuje nas swoim działaniem. Osobiście odczuwam Jego obecność w swoim życiu w tak krótkim czasie. Czuję, że Pan Bóg działa w moim życiu, lecz często trudno mi w to uwierzyć. Dzięki temu wiem, że szukanie swojego powołania jest ciężkie.. Bóg ma wielką siłę przebicia sama tego doświadczyłam, w ciągu niespełna roku zmienił On moje życie, które do niedawna było mdłe, bez przyjaciół, zamknięte na jakiekolwiek relacje z ludźmi. Postawił na mojej drodze wspaniałych ludzi, którzy zmienili moje życie na lepsze. To właśnie moim zdaniem jest jeden ze sposobów na odnalezienie powołania w swoim życiu – pozwolenie Bogu na to, aby działał w naszym życiu, aby je przemieniał z wegetacji na sensowne życie dla siebie i innych.

Wiele razy w życiu zastanawiałam się nad swoim „dorosłym” życiem, nad tym co dalej robić, ale nigdy nie nazywałam tego powołaniem, wyjątkowym darem od samego Boga, sądziłam, że to tylko moja sprawa. Ja sama chyby nigdy nie zapytałam Boga jaki Ona ma plan na moje życie. Mimo wielu zmian, które czuję, że dokonały się w moim życiu, nadal się uczę, uczę się żyć z Bogiem i słuchać Jego głosu, tego co On ode mnie oczekuje. Usłyszałam kiedyś fajne zdanie, że Pan Bóg widząc nasze plany miewa, albo wielki ubaw, albo się straszliwie złości. Coś w tym chyba jest, gdyż my ludzie mamy ogromny talent do tworzenia pięknych rzeczy, lecz często z ich realizacją bywa jakoś dużo trudniej. Tak jest też z naszym powołaniem. My sami mamy na nie często taki piękny, idealny plan, że aż na samą myśl robi się mdło. Nam zbyt często wydaje się, że nasze plany są najlepsze, ale pod nimi często ukryty jest głębszy sens, coś diametralnie innego. Naszym zadaniem jest się temu dobrze przypatrzeć i odkryć w tym życiowe dobro. Najtrudniejszym elementem w rozeznawaniu swojego powołania jest uwierzenie w niemożliwe, w to, że czasami trzeba zaryzykować, aby później nie żałować tego, że zmarnowało się swoje życie. Nikt nie powiedział, że życie będzie łatwe, to od nas zależy jak je przeżyjemy. Sądzę, że pomocne w takich chwilach mogą być rekolekcje, dni skupienia- one mogą nam pomóc wsłuchać  się w głos Boga. Sądzę, że powołanie to trudny element, ważny punkt naszego życia. Na jego odnalezienie potrzeba czasu. Mi pozostaje modlić się o to, aby każdy z nas, jak i ja sama odnalazł swoją drogę życia i co najważniejsze, aby był jej dozgonnie wierny, gdyż bez zaufania i wierności nie zbuduje się niczego trwałego.

Kategorie:powołanie

„Ja Pan powołałem Cię słusznie…” (Iz 42, 6a)

chrzestPanskiKażdy z nas zyskał charakter, osobowości ciało więc stał się człowiekiem. Każdy z nas zyskał imię- choć wiele osób posiada to samo imię to jednak każdy jest na swój sposób wyjątkowy. Każdy ma szansę na obfitość łask danych przez Pana, aż w końcu każdy ma szansę na… miłość.

Chrzest

Z chwilą Chrztu Świętego stajemy się w pełni członkiem Kościoła- jedynego, świętego, powszechnego i apostolskiego. To ten Kościół będzie mi odtąd drogą ku życiu wiecznemu. Zostajemy związani w miłości, którą daje nam Bóg Ojciec. Podczas obrzędu polania głowy wodą i przy jednoczesnym wypowiadaniu słów przez kapłana: „Ja Cię chrzczę w Imię Ojca i Syna i Ducha Świętego”, zostajemy w pełni oczyszczeni z grzechu pierworodnego, wiec wypełnia się a jednocześnie rozpoczyna wielka miłość Boga.

Podobnie jest z chrztem Jezusa w Jordanie. Mogłoby się wydawać, że nie potrzebuje On tego skoro jest nam dany jako Zbawiciel, Odkupiciel,  Bóg i człowiek zarazem, skoro jest już święty, bez grzechów. Jednak to właśnie ta natura człowieka jest głównym powodem chrztu, aby ludzie zgromadzeni nad Jordanem , byli świadkami początku publicznej misji Jezusa, a więc wejścia w Kościół wraz z innymi.  Zostaje napełniony Duchem Świętym w sposób widzialny, aby odtąd móc rozlewać tego samego Ducha w serca innych, rozlewać miłość, „która jest więzią doskonałości” (Kol 3, 14b).

Napełniony Duchem Świętym czyli…

…powołany. Każdy z nas otrzymuje jakiś dar, charyzmat, którym może się dzielić z innymi. Powołaniem nie nazywamy tylko ofiarowania swojego życia Bogu w służbie zakonnej, kapłańskiej, to także zwykłe codzienne czynności, to macierzyństwo, ojcostwo, cierpienie, misja. Odkrycie powołania musi rodzić się w miłości, miłości Boga do człowieka ale przede wszystkim miłości człowieka do Boga. Oto mój Sługa, którego podtrzymuję, Wybrany mój, w którym mam upodobanie”(Iz 42, 1)– wybrany nie dlatego, bo był według Boga dobrym człowiekiem, nie dlatego, że spełniał listę wymagań aby zostać Mesjaszem, a dlatego, że zjednoczył się z Bogiem, jeszcze przed narodzeniem, w miłości.

Miłość doskonała

Każdy otrzymuje od Boga szansę, by być kochanym i by prawdziwie kochać. W nim znajdujemy ojcowskie ramię, gotowe pocieszyć. To on jest cierpliwy, łaskawy, Ten, który się nie gniewa, nie szuka poklasku, który nie dopuszcza się bezwstydu, który wszystko znosi i wszystko przetrzyma, a przede wszystkim, Ten, który się nie kończy. Miłość może być wtedy doskonała, kiedy posiądziemy cechy Miłości Bożej, a więc skierowanej ku drugiemu. Zapominając o sobie.

Starajmy się posiąść tę Miłość, w duchu przyjętego Chrztu Świętego i napełnieni Duchem Świętym, abyśmy mogli usłyszeć u bram nieba:

„Ja Pan powołałem Cię słusznie” (Iz 42, 6a)