Archiwum

Archive for the ‘refleksje’ Category

Twój wybór…

18-1

Każde spotkanie z drugim człowiekiem na naszej drodze życia pozostawia w nas samych jakieś ślady. Czasem to tylko chwilowe zamyślenie, gest, mimika twarzy. Innym razem ślad odciśnięty na stałe. Te ślady – nasze odczucia, które się dzieją w nas – mogą wprowadzać radość, nadzieję, zachwyt, albo prowadzić do smutku, łez i rozpaczy. Święty Paweł mówi o dwóch rodzajach smutku.

Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się [potem] nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć. To bowiem, że zasmuciliście się po Bożemu – jakąż wzbudziło w was gorliwość, obronę, oburzenie, bojaźń, tęsknotę, zapał i potrzebę wymierzenia kary! We wszystkim okazaliście się bez nagany.

2 Kor 7.10-11

Zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: smutek może pochodzić od Boga albo od szatana. Z pewnością każdy znajdzie w swojej historii życia takie momenty… Nikołaj Wasiljewicz Gogol – rosyjski pisarz, poeta, dramaturg i publicysta tak pisze w jednej z najbardziej kontrowersyjnych swoich komedii pt. „Rewizor„…

Ogromne jest bohaterstwo tego człowieka, który, nie zaznawszy łaski, nie odszedł od Boga i niesie krzyż cięższy od innych – krzyż duchowej ciemności.

Użalać się na własny los to jedno a próbować podnieść się z kolan podając rękę Bogu, który stoi obok i czeka na Twoją decyzję o dalszej współpracy z Tobą, to drugie. Ile razy w życiu codziennym burzysz się i stawiasz zapory Bogu: bo wiem lepiej, bo jestem wolny, bo mam własne zdanie, bo moje życie należy do mnie i mogę z nim zrobić co zechcę. Dlaczego więc chwilę później, w momencie potknięcia, choroby, beznadziei, kłopotów już nie jesteś tak pewny tej wolności? Wtedy często zdarza Ci się traktować Pana Boga jak magiczne zaklęcie, sklep z prezentami i prosić o to a może bardziej żądać tego, co – jak mniemasz – jest Ci należne. A jeśli Pan Bóg nie jest dobrą wróżką i nie spełni życzeń…? Co wtedy… Pomstujesz i odwracasz się plecami, jesteś obrażony? Bierzesz sprawy w swoje ręce? Robisz mnóstwo głupstw! A już św. Ignacy Loyola mówił w jednej ze swoich reguł rozeznawania duchów dobrych i złych, że w czasie strapienia nigdy nie robi się żadnej zmiany, ale mocno i wytrwale z stoi przy postanowieniu i przy decyzji w jakiej się trwało w dniu poprzedzającym strapienie, albo przy decyzji, którą się miało podczas poprzedniego pocieszenia. Bo jak w pocieszeniu prowadzi nas i doradza nam dobry duch tak w strapieniu duch zły, a przy jego radach nie możemy wejść na drogę dobrze wiodącą do celu jakim jest zbawienie. Podejmij więc choć tę jedną dobrą decyzję: zacznij dobrze korzystać z wolności, którą dał Ci Bóg. To co przyjmujesz w życiu za dopust Boży, jest w rzeczywistości iluzją złego ducha. Bóg niczego nie dopuszcza poza współpracą z człowiekiem, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo. Wystarczy ten jeden krok w stronę Boga, ta jedna decyzja, by złapać Go za rękę, bo On stoi tuż obok i czeka.

Jeśli twoja przeszłość jest dla ciebie ciężarem, jeśli masz o to do kogoś pretensje, pamiętaj, że samo wskazanie winnych niczego nie zmieni; usprawiedliwianie swojego zachowania trudnym dzieciństwem jest jakąś formą ucieczki od odpowiedzialności; twoja przeszłość nie jest dla ciebie wyrokiem, ale wyzwaniem! Ważne jest nie tylko to, co życie zrobiło z tobą; równie ważne jest to, co ty zrobisz z tym, co życie zrobiło z tobą.

Rozpacz nie jest rozwiązaniem.

Rozpacz to najwyższa forma miłości własnej. Człowiek osiąga ją wtedy, kiedy z własnej woli odrzuca każdą pomoc, aby delektować się zgniłą rozkoszą świadomości własnej zguby. W każdym człowieku ukryte jest jakieś ziarno rozpaczy, ponieważ w każdym z nas jest pycha, która rozwija się, rozkrzewia w chwasty i bujne kwiaty żalu nad samym sobą, gdy tylko zawodzą nas nasze własne możliwości. A ponieważ te możliwości nieuchronnie nas zawodzą, wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu poddani zniechęceniu i rozpaczy. Rozpacz jest najwyższą formą pychy, tak wielkiej i zatwardziałej, że woli wybrać nędzę potępienia, niż zaakceptować szczęście z ręki Boga i w ten sposób uznać Jego wyższość nad nami, oraz to, że nie jesteśmy w stanie wypełnić swojego przeznaczenia o własnych siłach. Człowiek prawdziwie pokorny nie umie jednak popaść w rozpacz, ponieważ w pokornym człowieku nie ma już miejsca na użalanie się nad sobą.

T. Merton, Piękno pustyni, Kraków 2005

„Błogosławieni, którzy płaczą…” Czy to może być prawdą? Czy istnieje większa męka od wypicia aż do dna własnej nędzy, niedostatku, beznadziejności i od poznania, że naprawdę nie mamy żadnej wartości? A jednak błogosławieństwem jest zejście do takiej głębi, jeżeli w niej możemy znaleźć Boga. Dopóki nie sięgniemy do dna tej przepaści, możemy jeszcze wybrać coś poza wszystkim i niczym; coś poza tym dwojgiem jeszcze dla nas istnieje. Możemy jeszcze omijać ostateczną decyzję. Sprowadzeni do krańca naszych granic, nie możemy się już od niej uchylić. Ten wybór jest przerażający. Dokonuje się w sercu ciemności, ale z oślepiającym przeczuciem jakiegoś anielskiego blasku, kiedy już zupełnie zniszczeni i będący niemal w piekle, cudem wybieramy jednak Boga!

T. Merton, Nikt nie jest samotną wyspą, Poznań 2017

Bóg zawsze patrzy z życzliwością i zatroskaniem. Twoje życie jest darem, pytaniem i tajemnicą. Jest zaproszeniem do pójścia o krok dalej i zagospodarowania tego, co Bóg Ci daje. Jesteś niepowtarzalny. Nie jesteś chorobą, dolegliwością, trudnością, wyrzutem sumienia. Twój początek jest w Bogu. Twoje istnienie wyłania się z Boga. Jesteś Jego adoptowanym dzieckiem. Twoje życie jest darem! Ten, który podarował Ci życie, chciał podzielić się z Tobą istnieniem. O tyle istniejesz o ile jesteś w relacji z Nim. Nie jesteś samowystarczalny, bo nie jesteś Bogiem. Źródło życia jest poza Tobą. Jest Ono Osobą, jest Miłością. Jesteś dzieckiem Boga, które ma Ojca w niebie i jesteś Jego obrazem a nie produktem ubocznym. Godność człowieka przynależy do samego bycia człowiekiem. Ten obraz Boży odróżnia Ciebie od pozostałych stworzeń (bo zwierzęta działają instynktownie). Ty masz świadomość refleksyjną, wolność (tzn. sam decydujesz o kształcie życia i kierunku). Posiadasz zdolność do miłości, która jest przekraczaniem siebie w dawaniu, darem dla drugiego człowieka. Wyrażasz się w relacjach, jesteś niepowtarzalnym mężczyzną/kobietą i nie masz kopii. Masz za to misję – otrzymałeś cechy i talenty, które trzeba odkryć, by móc się nimi dzielić. Miłość Boga jest życiodajna i jest stwórcza! Boża miłość jest przyczyną Twojego zaistnienia. Masz zawsze tę jedną chwilę do przeżycia i możesz (chcesz) się zaangażować. Jeśli masz skłonność do widzenia i akceptowania swoich słabych stron, braków siebie, zazdroszczenia innym ich talentów, zdolności, to powinieneś wiedzieć, że nie urodziłeś się z poczuciem niższości. Punktem wyjścia do odtworzenia realnego obrazu Boga w Tobie jest przekonanie, że Bóg Ciebie stworzył niewybrakowanym. Nie musisz do tego swojego obrazu nic dodawać, ale możesz podjąć drogę rozwoju i ta droga prowadzi realnie. Nie ma ludzi drugiej kategorii, ludzi wybrakowanych. Jeśli Twój obraz Boga jest zaniżony, to świat wokół Ciebie staje się z wolna pustynią. Jesteś słaby i doszukujesz się woli Boga w krzyżu życia, w cierpieniu, przypisując bolesne doświadczenia Panu Bogu. Stajesz się smutny, cierpiętniczy, zyskujesz status bycia ofiarą i pielęgnujesz to pieczołowicie. Pielęgnowanie tego, to wyuczona przez lata bezradność. A Bóg jest zawsze obecny, gotowy wspierać Twój rozwój ku pełni życia… Bóg inspiruje do życia i odkrywania Go wciąż na nowo. Zbawia, ale tylko przy Twoim czynnym udziale. On czeka na Twoje 5 chlebów i 2 ryby, by je móc rozmnożyć. Nie możesz ograniczać Boga w swoim życiu tylko do jednego wymiaru, bo się z Nim rozminiesz. On jest wszechmogący, solidarny, współczujący i współpracujący (współczujący i współpracujący Tobie i z Tobą). Bez Twojej chęci nie jest w stanie zmusić Cię do działania. Dał Ci wolną wolę, nie jest tyranem, ale decyzję o współpracy podejmujesz sam. Od Ciebie będzie zależało, czy ta decyzja padnie w deklaracji, czy będzie zasadą „tyle o ile”, czy zasadą MAGIS (z łac. więcej, bardziej, dokładniej, pełniej). To już Twoja domena serca, Twój wybór, jak przełożysz doświadczenie tej relacji na życie codzienne. Czy nadal będziesz brnął w piachu pustyni, czy biegał radośnie po zielonych łąkach Pana. (zaczerpnięte z Fundamentu)

„Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, i lament” (Jl 2,12b)

4621f030d74c5b594ca0a2d65bed6bed3c89e218

Wielki Post skłania nas do wielu refleksji. Wielki Post daje nam możliwość ponownego spojrzenia na swoje życie, swoiste rekolekcje życiowe. Są różne drogi podążania do Zmartwychwstania. Przed nami ostatnia prosta ale…jeszcze nie jest za późno!

Jedno muszę zaznaczyć na początku. Nawrócenie nie trwa chwili, ono trwa tak naprawdę całe życie. To nie jest moment, w którym Anioł trzepnie ciebie swoim skrzydłem i powie: Ej! To już!

Nie jest to takie hop siup albo jakby niektórzy powiedzieli hip hop 😉

Każdy z nas wie, że w życiu przechodzimy wzloty i upadki, przez swoistą sinusoidę naszych wyborów. Jedne są dobre, drugie słabsze a trzecie całkowicie złe. Najczęściej dopiero po pewnym czasie okazuje się, które nasze wybory znajdują się w jednej z tych grup. Sama nie raz wybierałam źle, sama gdzieś zakopywałam się w takie miłe i przyjemne ale jednak bagienko. W moją wygodę, bo przecież życie wygodne, to życie najlepsze. Nasze nawrócenie zaczyna się na etapie, kiedy dostrzegamy złe strony tej wygody. I chcemy coś zmienić. Najlepiej by było, jakbyśmy chcieli z niego powstać całkowicie i znaleźć się na żyznej glebie. Niestety w naszych poszukiwaniach trafiamy na tę glebę skalistą, na drogę usłaną cierniami. To nie błąd, tylko nasze poszukiwania. Jednak konsekwencje trwania w tych „glebach” sprawiają, że z czasem zaczynamy wątpić. Zależy ile czasu spędzamy w tych cierniach i skałach. Czasem potrzeba się porządnie potłuc by zrozumieć, że robimy coś nie tak.

Dlatego zwabię ją i wyprowadzę na pustynię i przemówię do jej serca” (Oz 2)

Pustynia, miejsce, gdzie cisza wydaje się za głośna a pragnienie wody większe niż po biegu w maratonie. Naszą pustynią jest codzienność. Tyle tylko, że my pragniemy Słowa, a jest ono niestety bardzo trudno osiągalne w zgiełku i hałasie, którego doświadczamy. Dzięki trudnej sytuacji, w jakiej aktualnie się znajdujemy, osobiście znalazłam więcej czasu dla Pana Boga. Codzienne czytanie i chłonięcie Pisma Świętego rozdziałami. Słowo proroka Ozeasza w moim życiu już się objawiło. Kolejny ważny krok na drodze nawrócenia.

Teraz zaś oto uwalniam cię z więzów, jakie masz na swych rękach” (Jr 40)

Na czym polega owo uwolnienie? Może to jakieś nasze postanowienia wielkopostne, typu: mniej komputera, mniej słodyczy, a może przede wszystkim mniej złości, zgryźliwości, chamstwa, zła?

Wyzbycie się tego, co nas najbardziej trzyma z dala od Pana Boga. Może są to nasze zniewolenia, nasze własne więzienia? Pomyśl nad tym.

Powiedziano ci, człowiecze, co jest dobre. I czego żąda od ciebie Pan.” (Mi 6)

Skoro mamy wyzbyć się tego, co w nas nieodpowiednie to należy zastąpić to dobrem. Może warto pomyśleć jakie dobro wobec innych jest dla nas najtrudniejsze do wykonania. W tym musi się ukazać nasza odwaga i pełne zaufanie Panu Bogu. On poprowadzi. Przecież powiedziane jest „(…) bo swoim aniołom nakazał w twej sprawie, aby cię strzegli na wszystkich twych drogach. Na rekach będą cię nosili, abyś nie uraził swej stopy o kamień.” (Ps 91)

Ja zaś bardzo chętnie poniosę wydatki i nawet siebie samego wydam za dusze wasze” (2 Kor 12)

…ale my to już wiemy, że Jezus na krzyżu wydał samego siebie za nas. Wziął te grzechy. Nic już z tym nie zrobisz, bo…ON to zrobił!

Oto ja po raz trzeci zamierzam do was przybyć, a nie będę was obciążał. Nie szukam bowiem tego, co wasze, ale WAS SAMYCH” (2 Kor 12)

Czyż nie jest to piękna obietnica? Szukałam was a nie naszych rzeczy, spraw, przymiotów. On szukał nas. Ciebie i mnie, mamę, tatę, ciocię, szwagra, sąsiadkę spod dwunastki, księdza z parafii obok, polityka partii XYZ. Każdą osobę, która odpowie na głos Chrystusa. Odpowiedz, nie bój się!

<<Ciesz się i raduj, Córo Syjonu, bo już idę i zamieszkam pośród ciebie>>- wyrocznia Pana. Wówczas liczne narody przyznają się do Pana i będą ludem Jego, i zamieszkają pośród ciebie, a ty poznasz, że Pan Zastępów mnie posłał do ciebie.” (Za 2)

Widzisz do czego prowadzi odpowiedź na wołanie Pana Boga, na fakt, że On ciebie pragnie, chce ciebie i ciebie przygarnia? On cie ukochał miłością odwieczną!

Ty natomiast poszedłeś śladami mojej nauki, sposobu życia, zamierzeń, wiary, cierpliwości, miłości, wytrwałości, prześladowań, cierpień” (2 Tm 3)

Pamiętaj, że jeżeli upadniesz na którymś z powyższych etapów, zawsze możesz wejść na te drogę z powrotem. Pan ciebie nie odrzuci. On cię przygarnie z jeszcze większą miłością, bo sam jest Miłością. Jest tylko jedno ale … To ty musisz znów chcieć Chrystusa w swoim życiu! Najprostszą drogą jest ta poprzez spowiedź.

https://www.youtube.com/watch?v=nhj4aGA7u0o

Dobrze sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” (Mt 25)

Wstańcie, nie lękajcie się!

transfigurationraffaelo

Jezus wziął z sobą Piotra, Jakuba oraz brata jego, Jana, i zaprowadził ich na górę wysoką, osobno. Tam przemienił się wobec nich: twarz Jego zajaśniała jak słońce, odzienie zaś stało się białe jak światło. A oto ukazali się im Mojżesz i Eliasz, rozmawiający z Nim. Wtedy Piotr rzekł do Jezusa: „Panie, dobrze, że tu jesteśmy; jeśli chcesz, postawię tu trzy namioty: jeden dla Ciebie, jeden dla Mojżesza i jeden dla Eliasza”. Gdy on jeszcze mówił, oto obłok świetlany osłonił ich, a z obłoku odezwał się głos: „To jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie, Jego słuchajcie!” Uczniowie, słysząc to, upadli na twarz i bardzo się zlękli. A Jezus zbliżył się do nich, dotknął ich i rzekł: „Wstańcie, nie lękajcie się!» Gdy podnieśli oczy, nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa. A gdy schodzili z góry, Jezus przykazał im, mówiąc: «Nie opowiadajcie nikomu o tym widzeniu, aż Syn Człowieczy zmartwychwstanie”.  Mt 17, 1-9

Szczyt góry czy wzniesienia. Jeden z rodzajów miejsc, w których Bóg spotyka się z człowiekiem. Była góra Synaj z Dziesięciorgiem Przykazań, na pagórku Abraham złożył ofiarę Bogu ze swojego syna Izaaka, na wzgórzu Golgoty Jezus wraz z dwoma łotrami zawisnął na krzyżu. Jest i kolejna góra w dzisiejszej ewangelii – Góra Tabor. Dlaczego właśnie tak? Dlaczego wszystko dzieje się właśnie na szczytach? Dlaczego tak wiele szczytów jest w  Bo wejście na szczyt wymaga wysiłku i wyrzeczeń, tak samo jak spotkanie z Najwyższym. Godzina na Eucharystii czy w galerii handlowej. Post ścisły czy rezygnacja z dań mięsnych w niektóre dni zamiast ulubionych dań. Życie trochę na przekór współczesnemu światu. Ważne jest, że na owo spotkanie zaprasza sam Pan, tak samo jak Jezus zabrał ze sobą Piotra, Jakuba i Jana. Tak samo także my jesteśmy wybrani przez Boga do spotkania z Nim, bo w końcu wiara jest wiara jest łaską daną z Góry, jak jest napisane w Liście do Efezan Łaską bowiem jesteście zbawieni. (Ef 2,5b). A czy TY czujesz się wybrany? Czy wiara dla Ciebie to przykry obowiązek?

Najważniejsze w tym wszystkim jest Przemienienie Jezusa. Przede wszystkim przez swoją przemianę pokazuję, że na Jego podobieństwo mamy się przemieniać, stawać podobni Jemu i Bogu Ojcu. Wraz z wysiłkiem zdobywania szczytu pokazuje wartość pracy nad sobą, zmian na lepsze w wierze, by nasze twarze jaśniały jak słońce jak Jego Twarz. Tutaj Bóg Ojciec wyraźnie wskazuje kogo mamy słuchać – nie bożków, namiętności czy chęci spełnienia doczesnych przyjemności.

I (w moim odczuciu) najważniejsze zdanie dzisiejszej Ewangelii Wstańcie, nie lękajcie się!. Zresztą nie tylko dzisiejszej, a zresztą całego Nowego Testamentu. Nie lękajcie się… Zdanie, które w Biblii występuje, niemal czterysta razy, podobno dokładnie 365 (nie wiem, nie liczyłam osobiście), czyli tyle ile dni ma rok. Zdanie połączone z dotknięciem przez Jezusa, który pokazuje, że on jako Bóg-Człowiek, jest obok nas, bardzo blisko, na dotknięcie. On nie chce naszego strachu, lęku i bólu. On chce, żebyśmy byli podobni do niego, w Jego Miłości, pełni spokoju, który On daje.

A Ty? Jesteś gotowy na Wielkopostną przemianę serca? Na spotkanie z Najwyższym i pozbyciem się lęku ze swojego serca? Czy w tym Wielkim Poście jesteś gotowy być jak apostołowie, którzy nikogo nie widzieli, tylko samego Jezusa? Czy masz świadomość, że jesteś wybranym i ukochanym dzieckiem Boga?

Miłość nieprzyjaciół

5 marca 2020 Dodaj komentarz

W Afryce żyje waleczne plemię Karimojong które kiedyś zjechało na plemię Sabini. Zginęło bardzo wielu niewinnych ludzi, także kobiet i dzieci. Wiele osób musiało uciekać ze spalonych domów i kryć się w górach. Plemię Sabini było Chrześcijańskie, poznali Jezusa wcześniej dzięki misjonarzom. W trudnych warunkach dostali też wsparcie organizacji charytatywnych z USA i mieli studnie. To miało kluczowe znaczenie w tamtym czasie i miejscu. Pewnego dnia, wspominając konflikt plemienny pastor zapytał ich: co zrobiłby Chrystus?
W odpowiedzi zatrudniono studniarza. Ryzykując życie, a w najlepszym razie wyrzucenie, poszedł on do wioski najeźdźców Karimojong. Został wpuszczony i z ciekawości pozwolono mu na eksperyment z odwiertem. W czasie prac mówił im o Bogu, o znaczeniu wody w Biblii i o tym, że to Jezus jest powodem, dla którego do nich przybył.
Gdy trysnęła woda 600 wojowników padło na kolana i oddało swoje życie Jezusowi.
Zanim zaczniesz działać musisz uporządkować swoje serce, przeprosić, przyjąć Jezusa i dopiero iść nieść Go innym. Nie bój się myśleć o tym, co On by zrobił. Nie bój się mówić o Nim trudnym ludziom, wrogom i tym, którzy cię skrzywdzili. Nie ma innej drogi na pogodzenie się niż w Bogu.
Ludzie są jak odcięte gałązki – jeżeli „wszczepią” się z powrotem, to będą uratowani, ale sami ze sobą ani z grzechem sobie nie poradzą. Choćby tylko jedna z osób wybaczyła i wróciła do Boga, to będzie uratowana.
Na kogo czekasz aż wyciągnie pierwszy rękę? Aż wreszcie przeprosi i się zmieni?
Aż dasz radę zapomnieć i żyć normalnie…
Jeżeli żyje bez Boga to może tylko TY możesz mu Go zanieść… Może czeka na Żywą Wodę?

Bycie cudem

3 marca 2020 Dodaj komentarz

Pewien człowiek dostał służbowy samochód. W związku z tym chciał sprzedać swój i już planował na co wyda ekstra pieniądze. Nie zarabiał dużo, a dodatkowy zastrzyk gotówki zawsze się przydaje. Tylko coś nie wychodziło z tą sprzedażą.
I wtedy pomyślał o znajomym z pracy. Znał jego rodzinę i wiedział, że to dobrzy ludzie i wiedział też, że są w trudnej sytuacji finansowej. W głowie pojawiła mu się myśl: „No dobra, Boże, to sprzedaj mi ten samochód, a się z nimi podzielę”.
I jakoś zaraz potem znalazł się kupiec, wszystko ułożyło się pomyślnie.
Wieczorem człowiek ten wsadził pieniądze do koperty i wrzucił do skrzynki na listy znajomego.
Następnego dnia w pracy zobaczył go opowiadającego wszystkim o cudzie i o tym jak Bóg pomógł jego rodzinie.
I bardzo uderzyło go to słowo: CUD. Ja jestem cudem, Bóg zadziałał przeze mnie.

Czy myślisz czasem o tym, że bierzesz udział w Bożych cudach, w Bożych planach?
Nie tylko tak ogólnie, nie tylko w wielkich rzeczach, może w cudzie dawania życia, ale codziennie, w swoich obowiązkach, rozmowach, myśleniu o innych? Jesteś na to gotowy? Na te małe i wielkie rzeczy? Na te radosne i te trudne? Prosisz o nie, dziękujesz za bycie narzędziem w rekach Boga?
Może właśnie ktoś modli się o cud, o pomoc, o znak i to Ciebie Bóg chce wysłać jako odpowiedź na te modlitwę?
Usiądź na chwilę w ciszy. Czy On o czymś mówi, o coś jeszcze prosi?…

W każdym położeniu dziękujcie!

14 lutego 2020 Dodaj komentarz

85154676_3582190725155919_3898505745443848192_o

Baczcie, aby nikt nie odpłacał złem za zło, lecz zawsze usiłujcie czynić dobrze sobie nawzajem i wszystkim. Zawsze się radujcie, nieustannie się módlcie. W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. Ducha nie gaście, proroctwa nie lekceważcie. Wszystko badajcie, a co szlachetne – zachowujcie. Unikajcie wszelkiego rodzaju zła. 1 Tes 5,15-22

Ostatni rok był dla mnie nadzwyczaj trudny. Najgorszy ze wszystkich możliwych. Gorszego nie było w moim 27-letnim życiu. Serio.  W pewnym momencie przyszła chwila, w której stwierdziłam, że Pana Boga nie ma, bo gdyby był taki wszechmocny i miłosierny – nie pozwolił by na to wszystko, co się dzieje i działo. Nie pozwoliłby na tyle zranień i tyle perturbacji. Nie widziałam Jego miłosierdzia, Jego planu w tym co się dzieje i działo. Wtedy stwierdziłam, że Jego nie ma. Ale prawda jest taka, że On był cały czas. Pomógł przetrwać, nie rozsypać się. Pokazał drogę. Dał siłę. Niósł na rękach. Pamiętam jak znajomy ksiądz wtedy pilnował, żebym nadal chodziła do Kościoła i przyszła do spowiedzi. Więc W każdym położeniu dziękujcie! Bo na przykład posłał takiego kapłana, pokazał ilu mam przyjaciół.

On ma plan i wszystko ma cel Dziękuj za to co masz, za to co dostałeś. On Cię kocha, a Twoje problemy wcale nie są większe niż Jego miłość. On jest Miłością. Przede wszystkim On widzi dalej, niż My. On ma obraz wszystkiego. On wie co robi i nie da Ci ciężarów większych niż jesteś w stanie unieść.

On jest dobry i wspaniały!

Najdoskonalszy Owoc życia Maryi

3 grudnia 2018 Dodaj komentarz

Hail_Mary_Polish_DC

Niemalże każdego dnia odmawiamy modlitwę „Zdrowaś Maryjo”. Znamy ją od dziecka. Jakże piękna jest treść tej modlitwy. Czas jaki obecnie przeżywamy zaprasza nas do jej pogłębienia. Zatrzymajmy się na moment na fragmencie pozdrowienia anielskiego. Tak często wypowiadamy te słowa: „… błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus…”. Nie ma wątpliwości, że najpiękniejszym, najdoskonalszym i najwspanialszym owocem życia Maryi jest Jej Jedyny Syn. Każde poczęte dziecko jest cudem, jest pięknym owocem miłości małżonków. Jezus jest darem Boga, ale i owocem życia Maryi. To jej wsłuchanie się w Boży głos, Jej posłuszeństwo, Jej gotowość i zgoda na wolę Bożą doprowadziła do wydania na świat takiego Owocu. Trzeba nam jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Kiedy Wysłannik przychodzi do Maryi, by oznajmić wolę Boga, Maryja ostatecznie odpowiada: „Oto Ja Służebnica Pańska”. Służba jest owocem miłości a w życiu Maryi ten owoc przyniósł kolejny – Jezusa. Owoc jest symbolem dojrzałości. Tylko dojrzały owoc dobrze smakuje. Maryja niewątpliwie była dojrzała w swoich decyzjach, ale i w postawie służby. Jezus – błogosławiony owoc Jej żywota – jest dla każdego człowieka najpiękniejszym darem jaki możemy otrzymać. Odmawiając modlitwę „Zdrowaś Maryjo”, adorując i kontemplując Boże Dziecię pomyślmy o owocach naszego życia. Sam Jezus mówił, że „po owocach ich poznacie” (por. Mt 7,20). Nas także poznają po owocach. Warto więc w tym czasie zwrócić uwagę na swoją codzienność. Czy jest ona czasem owocowania dobra w życiu moim, moich bliskich i tych wszystkich, których spotykam. Dojrzały chrześcijanin to ten, który niesie Jezusa w swoje środowisko. Niesie Go słowem, dobrymi czynami, uśmiechem, podarowanym czasem. To takie proste gesty a jakże ważne w dzisiejszym świecie. Czasem ma się wrażenie, że trudno spotkać szczęśliwego, uśmiechniętego człowieka. Każdy ma przecież swoje problemy, troski i kłopoty. I tak jest, ale przecież to nie cała nasza rzeczywistość. Mamy w Kościele wszystkie potrzebne środki do tego, by być szczęśliwym i przynosić dobre owoce w życiu. Napełnieni w sakramentach Bożą łaską możemy nią promieniować na innych. To jest nasz dar, owoc naszego życia w zjednoczeniu z Bogiem. Także my, na wzór Maryi, możemy przynosić w życiu błogosławione owoce – owoce miłości Boga i bliźniego. Nie ma w życiu nic piękniejszego. Spróbujmy więc w tych dniach szczególniejszą uwagę zwrócić na to, co sami otrzymujemy i na to, czym możemy podzielić się z innymi, by ich życie uczynić choć trochę lepszym, choć trochę piękniejszym a może i spokojniejszym…. Może jest wokół nas ktoś, kogo warto w odwiedzić, do kogo trzeba by zadzwonić czy napisać. Może ktoś czeka na moje dobre słowo lub gest. Otwórzmy szeroko oczy i serca a na pewno zauważymy kogoś, kto z utęsknieniem czeka na piękny owoc naszego życia.

s.M. Damiana Szmidt

Kategorie:refleksje

Wielki Czwartek

5abbd28b7a86b_o,size,969x565,q,71,h,452c0cNie odkryłam Ameryki a także nie przekaże niczego nowego ale uwierzcie – wszyscy jesteśmy grzesznikami!

Doszłam do tego podczas 2 godzinnej adoracji z przerwą na spowiedź.
Gdy wchodzisz do kościoła i już w kruchcie widzisz długie kolejki ludzi do konfesjonałów, a następnie idziesz dalej i kolejna fala ludzi zalewa ławki osobami które się modlą, dochodzisz do wniosku, że coś jest nie tak. Przecież jest już po 21:00 !

Klękasz i modlisz  się razem z nimi, tzn. bardziej sam. A wszystko w całkowitej ciszy. Ludzie wchodzą i wychodzą ale z klasą i szacunkiem nie przeszkadzając innym.
Twarzy nie kojarzysz. Czasem przewinie się ktoś z osiedla, koledzy z pracy, uczniowie.
Większości ludzi nie znasz. I zaczynasz się zastanawiać dlaczego.  Gdy po dłuższej adoracji dochodzisz do wniosku, że nie bez przyczyny spotkały się tu akurat te osoby, idziesz do spowiedzi i już wiesz co ich wszystkich łączy : Bóg oraz bycie grzesznikiem. Tadam.

Rozmyślanie.

Wiem, że to jest oczywiste, ale nie dla kogoś, kto uważa, że już wszystko wie, że jest najmądrzejszy, że jego prawda/racja jest najlepsza. Tak, to ja.

Wielki Post przyniósł sporo trudności
(pisałam o tym tutaj: https://ddasz.wordpress.com/2018/03/25/oto-czlowiek/ ) a Wielki Tydzień przyniósł ich jeszcze więcej. I nie dzięki sobie, a dzięki innym i wielkiej łasce Pana Boga, uświadomiłam sobie, jak trudno jest być katolikiem, a łatwo za to stać się oskarżycielem. Do tej pory dziwię się dlaczego jeszcze nikt nie strzelił mi w twarz, a przecież mógł…

Wielki Czwartek…

….to okazja do uświadomienia sobie dwóch rzeczy: wartości sakramentu Eucharystii i wartości kapłaństwa (oraz poniekąd powołania). Do pierwszego sakramentu przystąpić mogą ci, którzy pojednali się z Panem Bogiem, którzy szczerze uświadomili sobie a następnie wyznali podczas spowiedzi swoje przewinienia. Do drugiego natomiast ci, którzy wybrali drogę służby na wyłączność Panu Bogu i przecież nam, ludziom. Dzięki nim, możemy przystąpić do sakramentu pierwszego. I koło się zamyka.

Uświadommy sobie wartość obu sakramentów i zatrzymajmy się nad każdym z nich już prywatnie.

Kończąc…

Środek Wielkiego Tygodnia przyniósł mi prawdziwy pokój serca. Ale gdyby nie pierwsze jego dni, to kto wie, może dalej tkwiłabym w przekonaniu, że ja jestem najważniejsza na świecie. Dziękuję Joannie, za słowa pełne wiary, podczas wtorkowej rozmowy telefonicznej. Jednocześnie korzę się i przepraszam. Myślę, że przyjęcie na siebie części winy, dodając do tego złośliwość rzeczy martwych, jest najbardziej właściwą rzeczą, jaką mogę zrobić.
Ale nie tylko Asię przepraszam, a każdego, kto mógł poczuć się, kto czuł się lub kto dalej czuje się przeze mnie urażony. Pamiętam o Was w modlitwie.

Oto człowiek!

maxresdefault.jpg

Wielu ludzi nauczyło mnie miłości bliźniego, ale też wielu pokazało mi jak go zgnoić. Wielu ludzi, którzy kiedykolwiek stanęli na mojej drodze było czy są dla mnie wzorem, wielu też okazuje mi najgorszą stronę człowieczeństwa. Wiele razy szłam dobrą drogą, a także wiele razy tą złą. Zastanawiając się nad swoim człowieczeństwem naprawę nie jestem w stanie określić, w jakim miejscu się teraz znajduje.

Może to jest ten czas, aby zdać sobie sprawę z faktu, że już niewiele czasu nam zostaje. Nie chodzi o czasy ostateczne, bo tego przewidzieć się nie da, ale o przestrzeni w jakiej aktualnie się znajdujemy. Mam dokładnie na myśli Wielki Tydzień, który zaczyna się już dziś. Wielki, bo dzieją się rzeczy wielkie i najbardziej istotne dla każdego, porządnego katolika. Nie tak jak to bywa w zwyczaju wielu, najważniejsze święta w roku to Boże Narodzenie, choinka i prezenty, dwanaście potraw czy spotkania rodzinne, ale TRIDUUM SACRUM, śmierć i zmartwychwstanie, śmierć i życie.

Zaczyna się piękny tydzień. Po pięknej, trudnej i bolesnej walce Wielkiego Postu, zastanawiam się czy jestem gotowa na to, co przede mną, co przed nami.

Zacznijmy od wjazdu Jezusa do Jerozolimy. W radości i radosnych okrzykach. Ten, Król chwały, Książę pokoju, dziś witany przez tłumy, a za nim podążający tłum, który go wyda. Ileż w każdym z nas radosnego katolika, który chwali Pana, jest z Nim w zgodzie, przestrzega przykazań, aby zaraz później wyśmiewać i wyszydzać, oskarżać i nienawidzić.

Zajrzyj w swoje serce, napraw to, co udało ci się zepsuć. Czy jesteś gotowy na przyjęcie zranionej Miłości, Miłości tryskającej z krzyża, Miłości już nie tej maleńkiej, ukołysanej, nowonarodzonej, ale prawdziwie żyjącej, działającej cuda, która wykrzyczała „Wykonało się” ?

To On, nasz Pan- Ecce Homo!

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię…

15 lutego 2018 Dodaj komentarz

gify-środa-popielcowa-620x300

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. (Mt 6, 1-6. 16-18)

Kościół zaleca chrześcijanom trzy wielkopostne praktyki — modlitwę, post i jałmużnę. O tym wszystkim mówił Jezus podczas Kazania na Górze i bardzo jasno, nawet ostro mówi o tym, jak owe praktyki powinny wyglądać – przede wszystkim wskazuje, na to żeby nie robić nic na pokaz, a przeżywać wszystko w sobie, w środku, w ukryciu… Iluż ja widziałam takich katolików, którzy w kościele klęczą godzinami, na Jasną Górę kilka razy w roku, a przychodziło to konkretnej pomocy, chociażby w formie dobrego słowa czy rady – to nie. Bo zajęty modlitwą. Albo lepiej zwyzywać i pogrozić palcem. Chodzi o to, żeby post, środę popielcową, Wielki Post, przygotowanie do Zmartwychwstania przeżyć najpierw i przede wszystkim w swoim sercu. Pomodlić się – jasne, ale po co chwalić się wszystkim ile czasu spędzam na modlitwie? Wielki Post ma zmienić nasze serca, a nie pokazywać jacy jesteśmy fajni, bo jesteśmy na chlebie i wodzie. W Księdze Joela jest napisane: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. (Jl 2,12-13).

A Ty jak przygotujesz swoje serce na Zmartwychwstanie?

 

POST