Archiwum

Archive for the ‘refleksje’ Category

Nie tylko róże

13 października 2017 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania róża różaniec

Październik to piękny miesiąc. Lato już odeszło, jesień w pełni, czuć zbliżającą się zimę.

Ale październik jest wyjątkowy też z innego powodu: różańca. Przecież to miesiąc maryjny – codziennie skupiamy się na najpiękniejszej modlitwie, jaką ofiarowała nam Maryja.

Ale mamy też Dzień Nauczyciela, który w tym roku przeżywam jako ta, której się dziękuje za naukę. I myślę, że należałoby podziękować też Jej, Maryi, ponieważ Ona jest naszą pierwszą nauczycielką.

Jezus uczył nas modlitwy „Ojcze nasz”, głosił Królestwo Boże i nas odkupił. Ale nie pojawiłby się w Betlejem te dwa tysiące lat temu, gdyby nie „tak” Maryi. Gdyby nie Jej zgoda, nie wiadomo kiedy przybyłby na świat Jezus.

A tak narodził się w Betlejem, dorastał w Nazarecie i stał się dla wszystkich wzorem.

Jezus był zwykłym dzieckiem i umiejętność pisania, chodzenia, czytania, jedzenia zawdzięczał swojej Mamusi. Jego Opiekun uczył Go męskich zajęć i fachu cieśli, ale podstawy otrzymał od swojej Rodzicielki, nikogo innego.

Podobnie jest z nami. Naszymi pierwszymi nauczycielami są nasi rodzice. Z duchowej strony pomagają im Maryja, Józef oraz Jezus. To od nich czerpią wzór wychowania. Od Świętej Rodziny.

Podziękujmy dzisiaj nie tylko naszym nauczycielom, ale także rodzicom. Bo oni pokazali nam wszystko.

Ave!

Zdjęcie użytkownika Catholic Memes.

Reklamy

Siła kobiet

3 października 2017 Dodaj komentarz

kobiecosc

Przez lata słyszałam, że mam być silna – jako starsza siostra mająca być wzorem, jako pierworodna córka, jako osoba chora na reumatoidalne zapalenie stawów, jako kobieta, której w pewnym momencie rozwaliło się życie… Przez lata wyrobiła mi się wizja silnej i niezależnej kobiety, takiej fest baby, niczym Horpyna z sienkiewiczowskiej powieści, która ze wszystkim da radę sama, która nie ma prawa się rozpłakać, a okazywanie uczuć, emocji, jest słabością. Przez lata myślałam, że płacz, czułość, proszenie o pomoc, okazywanie emocji – również (w zasadzie szczególnie tych negatywnych) jest czymś złym, jest realnym okazaniem słabości. Przez lata myślałam, że będę silną kobietą, wtedy kiedy sama będę nosić kilkunastokilogramowe worki z mięsem, spać po 4 godziny na dobę i robić wszystko sama. Kiedy będę na pograniczu chłopczycy… Jednak (na szczęście) uświadomiłam sobie, że to nie tak działa!

Jednak skończyłam 24 lat, chwilę wcześniej przerwałam studia i w zasadzie z dnia na dzień przestałam być uczennicą, zaczęłam pracę w fast foodzie. Sama praca – nic nowego, pracowałam już wcześniej w gastronomii. Jednak w tym momencie swojego życia, kiedy pracowałam jeszcze jako niania, po raz pierwszy zaczęłam myśleć o sobie jako kobiecie, a nie dziewczynie. I po raz pierwszy zobaczyłam, że poproszenie o pomoc – to nic złego, wręcz rzeczą konieczną czasami. Po raz pierwszy zobaczyłam, że mogę pokazać, że mnie coś mnie boli – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Po raz pierwszy zobaczyłam, że moją siłą, jako kobiety, jest cierpliwość, kiedy dziecko po raz kolejny pyta się „ciociu/mamo, a dlaczego?”, albo musisz to samo komuś tłumaczyć po raz kolejny, nie ważne jak to jest dla mnie łatwe. Że siłą jest pozwolenie sobie łzy, że siłą jest dotrzymanie obietnicy i wierność przyjaciołom. Że siłą jest okazywanie emocji, że w każdym bądź razie nie jest to słabość, to domena nas – kobiet! To pokazanie ciepła, wyjście z inicjatywą, ale w sposób delikatny, nienarzucający się. To pokazanie, kiedy jestem zdenerwowana, smutna, rozżalona, zmęczona czy szczęśliwa, a nie chowanie tego wszystkiego pod maską z czerwoną szminką na ustach. Nie bycie chłopczycą, a delikatność, czułość to nasza siła. Po raz pierwszy zobaczyłam, że mogę przy kimś się rozpłakać i nie skończy się świat. Nie płaczą tylko roboty… Siłą jest zapewnienie komuś bezpieczeństwa, przede wszystkim tego psychicznego – w moim domu, w mojej obecności. Siłą nie jest bycie na piedestale i robienie wszystkiego samemu – to bycie obok najbliższych, wspieranie, delikatność, niczym Maryja towarzysząca Jezusowi przy Jego pierwszym cudzie w Kanie Galilejskiej. Siła to umiejętność zejścia w cień i nie chodzi tu wcale o fałszywą, udawaną skromność. Siła to przede wszystkim także umiejętność przyznania się do błędu. Uświadomiłam sobie, że siłą nas ludzi niezależnie od płci czy narodowości, jest to, że się uzupełniamy i jeden drugiemu może pomóc i czegoś nauczyć. Tak, jestem tylko człowiekiem, wciąż lubię chodzić w glanach, zdarza mi się wypić piwo czy zapalić, ale mam świadomość, że to tylko otoczka… Siła kobiety tkwi w jej wnętrzu, a nie w tym, ile ma szminek i w jak wysokich obcasach chodzi.

Biblia pokazuje historie wielu kobiet silnych i świadomych swojej siły oraz piękna. Począwszy od Maryi – najpiękniejszej i najsilniejszej ze wszystkich kobiet, która stała się Matką Boga. Była Judyta, Rut Moabitka, Anna, żona Tobiasza, Samarytanka u studni czy Elżbieta – żona Zachariasza. Jednak u początku siły kobiet jest przebywanie z Bogiem w ciągłym kontakcie, przebywanie w Jego Obecności. Silna kobieta robi wszystko z Nim, a nie sama. 

Czwarte przykazanie

26 lipca 2017 Dodaj komentarz

FB_IMG_1500244203503

Wszyscy z Was wiedzą, jak brzmi czwarte przykazanie Dekalogu: Czcij ojca swego i matkę swoją. Jednak czy uczczenie ich zawsze wiąże się bezwzględnym posłuszeństwem? I czy w to przykazanie włączają się również dziadkowie?

Najpierw mały przykład. Wyobraźcie sobie, że rodzice są alkoholikami – zdarza się w niejednej rodzinie. Mają oni dorosłą już córkę, której nakazują iść do sklepu kupić im kolejną butelkę alkoholu. Czy w takim wypadku córka powinna okazać się posłuszna i uczynić to, o co ją proszą?

Albo młody chłopak czuje powołanie do kapłaństwa. Jest przekonany, że to jest jego droga, że to jest plan, jaki wyznaczył mu Bóg. Mówi o tym swoim rodzicom. A ci wpadają w szał i zakazują mu iść do seminarium, bo jest jedynakiem, a oni chcą w przyszłości mieć wnuki. (Co bardziej cyniczni pewnie pomyślą, że w dzisiejszych czasach nie byłoby to czymś dziwnym, gdyby ksiądz miał dzieci, ale taką sytuację wykluczamy na wstępie.) Czy taki młody chłopak powinien posłuchać rodziców i porzucić swoje powołanie?

Ostatni przykład, już całkiem z życia. Dziewczyna już od dawna pełnoletnia decyduje się na tatuaż. Wzór bliski jej sercu, wiąże się z ważnymi w jej życiu osobami i wydarzeniami. Po fakcie zostaje oskarżona o urażenie uczuć własnej babci, o bunt i brak szacunku dla rodziny, a ponadto o głupotę, wyrachowanie i niespełnienie pokładanych w niej nadziei. Babcia życzy wnuczce tego, co najgorsze i urywa kontakt, oskarżając wszystkich o współudział. Dodajmy, że bohaterka tej historii wcześniej konsultowała się z rodzicami, którzy nie byli zbyt szczęśliwi, ale zostawili decyzję córce, która od sześciu lat może stanowić o sobie. Jedyną osobą, która widziała w jej postępowaniu grzech, była babcia…

Co powinni uczynić bohaterowie tych krótkich historii? Powinni poddać się woli rodziców/dziadków i uczynić to, czego oczekiwali od nich inni?

Otóż nie. Czczenie rodziców objawia się tym, że opiekujemy się nimi, spełniamy ich prośby, ale w granicach rozsądku. Jeśli coś jest z gruntu złe (kupowanie alkoholu uzależnionym), nie powinniśmy do tego przykładać ręki, nawet kosztem nieposłuszeństwa. Jeśli rodzice wymagają od nas czegoś, co może sprawić, że nasze życie będzie niepełne, albo nawet nieszczęśliwe!, nie powinniśmy tego robić. Jeśli ktoś wkłada nas w ramy przez siebie stworzone, w które nie mieścimy się, nie powinniśmy robić wszystkiego, by się dostosować.

Nie jesteśmy głupimi baranami, ale Boskimi dziećmi, lwami wszego stworzenia! Każdy z nas ma swój rozum i wie, co jest dobre a co złe. Wie, co czuje wewnątrz i co jest dla niego ważne.

Nie poddawajmy się i nie rezygnujmy z marzeń tylko dlatego, że ktoś oczekuje od nas posłuszeństwa bezwarunkowego. Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Grzesznikami i świętymi. Idealnym tego przykładem jest stworzenie człowieka i to, że Bóg zawsze nad nami czuwa, nawet jeśli nie jesteśmy zawsze Mu posłuszni.

Czwarte przykazanie działa w obie strony. Czcijmy naszych rodziców i dziadków, ale pamiętajmy, że to nasze życie i to nie oni nas z niego rozliczą, ale Bóg. Nie czyńmy zła, także dla siebie, tylko dlatego, że ktoś ma oczekiwania wobec nas.

I pamiętajmy, że to czwarte, a nie pierwsze przykazanie. I że istnieją również dwa przykazania miłości.

Ave!

Jaki nektar Ty przynosisz do swojego ula?

Chciałbym abyśmy dziś zamienili się w pszczołę :). Nich każdy z nas stanie się pszczołą. Każda pszczoła wylatuje ze swojego ula, oblatuje go dookoła i wraca z nektarem. My też dziś wylećmy ze swojego ula. Wylećmy z zapatrzenia w siebie, z indywidualizmu i spójrzmy na swoje życie jak pszczoła z góry. Spójrz na swoje życie z daleka i z każdej strony. Jakie jest Twoje życie? Jak ono wygląda? Czy możesz powiedzieć sobie właśnie dziś, teraz, że jesteś szczęśliwy? Możesz powiedzieć sobie, że Twoje życie jest wspaniałe? I czy potrafisz odpowiedzieć sobie kto jest Twoim panem? Wyleć dziś z tego ula i wróć do niego z tym co najcenniejsze. Z Bogiem albo mamoną…

  • Z Bogiem, który chce przynieść do Twojego ula spokój i radość. Z Bogiem, który przyniesie do Twego ula porządek i wniesie miłość.
  • Z mamoną, która da Ci rozproszenie, która zabierze Ci czas na bezsensowne patrzenie w telefon. Z mamoną, która zabierze Ci czas i gdy się obejrzysz będziesz stać przed trumną.

Od Ciebie właśnie dziś, teraz zależy jaki nektar przyniesiesz do swojego ula. Czasem trzeba wyjść, zapytać samego siebie co chcę do niego przynieść, a może nie co ale Kogo. Kogo zaprosić do tego ula? Do swojego życia?

I dziś Jezus daje nam dwie możliwość wyboru, nie ma trzeciej. Dziś musimy wybrać! Musimy wybrać „nektar” naszego życia. Bo chrześcijanin to taka pszczoła, która musi przynosić nektar. Bez nektaru będzie niepotrzebna i nie będzie utrzymywać swojego ulu. I każdy człowiek, a tym bardziej chrześcijanin musi zadać sobie pytanie jaki nektar przynoszę do swojego ulu, do swojego życia?

Nektar, który pszczoły przynoszą do swojego ula jest ściśle określony przez królową, przez ich „przywódcę”, który przewodzi im i ten nektar zamienia w coś dobrego. I my chrześcijanie mamy Boga. I to Jemu przynosimy ten nektar a on tworzy z niego „coś dobrego” Dlatego teraz zastanów się jaki nektar Ty przynosisz Bogu i co On może z niego uczynić?

Jestem pewien, że jeśli dziś odwiedzasz kościół, spowiadając się, przyjmując Ciało Chrystusa i modląc się przynosisz Bogu wspaniały nektar, który przemieni go w obfite Błogosławieństwo.

Ale jak pszczoły tak i my mamy pewne „przeszkody” na drodze zbierania tego nektaru…

Mamona, bo o niej mowa zabiera nam właściwe spojrzenie na nektar, który powinniśmy zbierać. Mamona odwraca nam wzrok od właściwego nektaru a często wiedzie nas do innego przewodnika, który wybiera inny „nektar”.

„Nie możecie służyć Bogu i mamonie”. Służyć mamonie to de facto czynić z pieniądza bożka, któremu oddaje cześć i do zdobycia którego angażuje całą moją witalność i talenty. Nie służę Bogu ale mamonie. Wydaje mi się, że to pieniądz służy mnie ale w istocie jest zupełnie odwrotnie. Wartość swojego życia uzależniam od ilości posiadanych pieniędzy, społecznego prestiżu i znaczenia. Im więcej posiadam, tym bardziej jestem niespokojny i niespełniony. Bo nie w ilości posiadanych dóbr leży moje spełnienie jako człowieka ale  w relacji do Boga dla którego zostałem uczyniony. Służyć Bogu to właściwie lokować swoje talenty i energię życiową. Im bardziej służę Bogu tym bardziej jestem, im bardziej służę mamonie tym mniej jestem i tym bardziej jestem posiadany  przez to, co wydaje mi się posiadam i czego jestem panem.

Służyć Bogu to przede wszystkim ufać mu całym sercem. Niemożliwe jest by Mu służyć  bez ufności w nim pokładanej.

Jezus dziś mówi nam abyśmy zbytnio nie troszczyli się o dobra materialne. Zbytnio, nie znaczy w ogóle. Ten kto kocha troszczy się o zapewnienie także i bytu materialnego swoim ukochanym. Tej troski jednak nie wolno nam odrywać od zaufania Bogu. Jezus mówi nam coś jeszcze równie ważnego a właściwie najważniejszego. „Troszczcie się najpierw o królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam przydane”. Jeśli zatroszczymy się o sprawiedliwość, miłości i dobro, Bóg dostarczy nam wszelkich środków do dobrego życia.

Już za moment rozpocznie się Wielki Post… I jaki on będzie? Znów 40 dni nudów? A jak przeżyję teraz te ostatnie dni zabawy? Może pokażę Jezusowi jak Go kocham i zostanę dziś 5 minut dłużej po Mszy Świętej i spojrzę mu prosto w oczy i powiem: Chce służyć Tobie, nie mamonie, nie facebookowi, nie komputerowi, chce służyć temu, który może dać Mi szczęście, radość, który będzie ze mną gdy skończy mi się Internet i nie będzie prądu, chce służyć temu, który będzie dostępny nawet po 22, który będzie miał dla mnie czas nawet w trumnie….

 

Święta Boża Rodzicielko- módl się za nami!

15822118_1574956289187507_1801946750_nWiększość z nas, zapytanych jaka uroczystość ma miejsce dziś, odpowiedzą „Nowy Rok, przecież!”. Tymczasem w kościele katolickim obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi. Huczne spędzanie sylwestra, popijanie każdej kolejnej godziny jeszcze większą ilością alkoholu, aż do momentu gdy zacznie się magiczne odliczanie i wzniesienie toastu, przyćmiewa ową uroczystość, która rozpoczęła się już o północy. Oczywiście opis jest uogólniony, skierowany do 80% świętujących tego dnia. Jednak idźmy dalej…

… Miejsca Maryi, również w kościele, nie poświęca się tak wiele jak w czytaniach liturgicznych np. z 15 sierpnia. Wspomina się ją trzy razy. Najpierw jako niewiastę, z której zostanie zrodzony Zbawiciel (por. Ga 4, 4-7) a następnie w Ewangelii razy dwa. Skupmy się na tym ostatnim wspomnieniu, a mianowicie na fragmencie „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). O czym to świadczy, że , jakby nie patrzeć wszystkie najważniejsze sprawy zachowała w cichości i skrytości serca? A mianowicie tym, że nie potrzebowała rozgłosu. I tak wystarczająco się nacierpiała przy ucieczce jeszcze jako kobieta brzemienna, a i sporo się nacierpi przez całe życie Jezusa, z rąk wszelakiej maści ludzi.

Maryja nie chce rozgłosu, nie chce być sławną celebrytką, katocelebrytką, Mother of the year czy gwiazdą Hollywood. Ona pragnie być dobrą matką w skrytości swego serca i w zaciszu rodzinnym.

Właśnie dlatego wielu z nas zapomina o Maryi, z racji tego, że sama nie chce się rozgłaszać na wszystkie strony.  Zapomina się o jej wielkich małych poczynaniach, o jej osobie, o tym, że w zasadzie gdyby nie została wybrana na Matkę Zbawiciela, to może losy całego człowieczeństwa wyglądały by inaczej (inaczej nie znaczy tylko lepiej ale być może i gorzej, kto wie). Oczywiście znów uogólniam, znów są to gdybania i scenariusze być może prawdopodobne..

Każdy jednak odpowiada za swe własne czyny i każdy odpowiada przed Panem. Starajmy się jednak nie zapominać o Świętej Bożej Rodzicielce. Darzmy ją wielką sympatią ale i pamięcią. Różańce w  dłoń!

Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych!

 

On wie lepiej…

17 listopada 2016 Dodaj komentarz

 

apokalipsa-sw-jana

Ja, Jan, ujrzałem oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby mówiącej ze mną, powiedział: Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać. Doznałem natychmiast zachwycenia: A oto w niebie stał tron i na tronie [ktoś] zasiadał. A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu – podobna z wyglądu do szmaragdu. Dokoła tronu – dwadzieścia cztery trony, a na tronach dwudziestu czterech siedzących Starców, odzianych w białe szaty, a na ich głowach złote wieńce. A z tronu wychodzą błyskawice i głosy, i gromy, i płonie przed tronem siedem lamp ognistych, które są siedmiu Duchami Boga. Przed tronem – niby szklane morze podobne do kryształu, a w środku tronu i dokoła tronu cztery Zwierzęta pełne oczu z przodu i z tyłu: Zwierzę pierwsze podobne do lwa, Zwierzę drugie podobne do wołu, Zwierzę trzecie mające twarz jak gdyby ludzką i Zwierzę czwarte podobne do orła w locie. Cztery Zwierzęta – a każde z nich ma po sześć skrzydeł – dokoła i wewnątrz są pełne oczu, i spoczynku nie mają, mówiąc dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi. A ilekroć Zwierzęta oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddaje pokłon żyjącemu na wieki wieków, i rzuca przed tronem wieńce swe, mówiąc: Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone. (Ap 4,1-11)

Zazwyczaj czytania z Apokalipsy św. Jana są kojarzone są często z mrocznymi i strasznymi wizjami, jednak tak naprawdę są napełnione dużą nadziei oraz przeświadczenie, że śmierć nie jest końcem. Kiedy słuchałam tego czytania podczas Eucharystii moją szczególną uwagę przykuło jego ostatnie zdanie – Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone.

Dlaczego ono mnie tak poruszyło? Dlaczego tak bardzo przykuło moją uwagę? Poszłam na Eucharystię z pewną dozą żalu i smutku (ich przyczynę zostawię tylko dla siebie). Siadłam w ławce mniej więcej w połowie kościoła w tym swoim smutku i żalu, no i w czytaniu słyszę to zdanie. Zdanie, które pokazało mi, że ten cały smutek i żal (a w szczególności ich przyczyny) jest Jego zamiarem, że On ma w tym jakiś swój plan, choć ja go jeszcze go nie widzę. Bóg widzi dalej, głębiej, On wie lepiej, dlatego należy Go za to uwielbiać. Wiem, że jest ciężko dziękując Niewidzialnemu widząc tylko ciemność, komplikacje, smutek i żal… Ale tak naprawdę to popłaci. O dziękowaniu pisał także św. Paweł w 1 Liście do Tesaloniczan: W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. (1 Tes 5,18)

Pamiętaj, On jest większy niż nasz umysł, większy niż nasze pomysły i plany. On wie lepiej. On ma wiele lepszy pomysł na nasze życie niż może nam się wydawać, bo stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone.

Zaproś Go…

4 listopada 2016 Dodaj komentarz

„ Gdy w twoim życiu nadchodzi okres cierpienia, weź głęboki oddech. Najpierw i przede wszystkim powinnaś zaprosić do tego Jezusa. Módl się: Jezu, pochwyć moje serce![..] Cały czas proś Jezusa, żeby był przy tobie w bólu. Zaproś Go do tych rzeczy, które podnoszą się i ujawniają w tobie poprzez cierpienie, czy będą to bolesne wspomnienia, czy niewiara, czy też potępianie samej siebie. Módl się: Proszę, Jezu, przyjdź, spotkaj się ze mną w tym miejscu. Potrzebuję Ciebie.

Pozwól cierpieniu stać się droga, która poprowadzi cię do większej bliskości z Jezusem. [..]

Używa bólu, by wydobyć na światło nasze fałszywe przekonania o sobie  samym i o Nim. Przez ból otwiera stare, źle zagojone rany, by uleczyć w nas te miejsca. Posługuje się cierpieniem, by objawiać nam wierność, dobroć i nieskończoną miłość.  ‘

/S. Eldrege, Stając się sobą. Odkrywanie Bożych marzeń w twoim sercu/

Jeden z najpiękniejszych fragmentów Pisma, deklaracja Jezusa:

„Duch Pana Boga nade mną,
bo Pan mnie namaścił.
Posłał mnie, by głosić dobrą nowinę ubogim,
by opatrywać rany serc złamanych,
by zapowiadać wyzwolenie jeńcom
i więźniom swobodę;
aby obwieszczać rok łaski Pańskiej,
i dzień pomsty naszego Boga;
aby pocieszać wszystkich zasmuconych,
by rozweselić płaczących na Syjonie,
aby im wieniec dać zamiast popiołu,
olejek radości zamiast szaty smutku,
pieśń chwały zamiast zgnębienia na duchu.
Nazwą ich terebintami sprawiedliwości,
szczepieniem Pana dla Jego rozsławienia.” 

/Iz61, 1-3 /

Zatrzymaj się i skieruj oczy na Jezusa. Zaproś Go, by wszedł do środka…..

On jest odpowiedzią na którą czekamy. ZAWSZE…