Archiwum

Archive for the ‘rekolekcje’ Category

Nie obfitość treści nasyca duszę, ale smakowanie wnętrza

Święty Ignacy z Loyoli urodził się w 1491 roku w Hiszpanii w zamożnej rodzinie baskijskiej, otrzymując na chrzcie imię Iñigo. Był najmłodszym wśród prawdopodobnie jedenaściorga rodzeństwa. Jako rycerz prowadził życie pełne zbytku, zabaw, przygód i romansów. W wieku prawie 30 lat, 20. maja 1521 walcząc przeciwko mieszkańcom Nawarry i ich francuskim sprzymierzeńcom, został bardzo poważnie ranny, stając w obronie fortecy Pampeluna. Kula armatnia roztrzaskała mu prawą nogę i poważnie raniła lewą. Wrogowie potraktowawszy go bardzo łagodnie pozwolili mu wrócić do domu, sądząc, że nie przeżyje drogi. Po powrocie trwającym dwa miesiące, zajęło się nim kilku lekarzy. Okazało się, że w czasie długiej podróży, kości źle się zrosły i trzeba było powtórnie je łamać. Ignacy chciał koniecznie kontynuować karierę wojskową i oczywiście prowadzić dotychczasowe życie pełne miłostek i zabaw. Stawiając na szali swoje życie, karierę i marzenia poddał się posłusznie tym wszystkim zabiegom, okrutnie cierpiąc i prawie przypłacając je życiem. Rekonwalescencja była bardzo długa i bolesna. W tym czasie przez cierpienie i lekturę nabożnych ksiąg doświadczył nawrócenia. Porzucił dotychczasowy tryb życia, udał się w pielgrzymkę do Jerozolimy a swój miecz rycerski ofiarował jako wotum Matce Najświętszej w opactwie benedyktynów na górze Montserrat. Tam odbył również spowiedź generalną. Oddawszy swój strój napotkanemu przypadkowo biedakowi a przebrawszy się w jego skromne odzienie, zszedł w dolinę stając się rycerzem Boga. W 1522 roku zamknął się w grocie pod Manresą prowadząc bardzo surowy tryb życia, poszcząc, oddając się wielogodzinnym modlitwom i rozmyślaniom. Przez rok doświadczał specjalnych łask Bożych i oświeceń Ducha Świętego. Spisał swoje przeżycia i doświadczenia z tego okresu w książeczce, którą nazwał Ćwiczeniami Duchownymi, a ta stała się fundamentem charyzmatu Towarzystwa Jezusowego, które później założył. W marcu 1523 roku, uzyskawszy pozwolenie od papieża Hadriana VI, Ignacy udał się w pielgrzymkę do Jerozolimy. Chory, osłabiony dotarł tam, ale mimo zezwolenia samego papieża, nie otrzymał zgody na pobyt od franciszkanów, którzy w owym czasie pełnili pieczę nad grobem Pańskim. W połowie stycznia 1524 roku znalazł się w Wenecji, a następnie udał się przez Genuę do Barcelony, by tam podjąć studia, kontynuując je w Alcali i Salamance, i oddając się jednocześnie dziełom miłosierdzia i praktykom religijnym. Przez te wszystkie dzieła zwrócił na siebie uwagę inkwizycji i podejrzany o herezję, osamotniony w walce, więziony, kilkukrotnie był przesłuchiwany. Stawał co najmniej ośmiokrotnie jako podejrzany przed sądem inkwizycji. Oczyszczony wreszcie z zarzutów w roku 1528 pieszo dotarł do Paryża, by kontynuować studia na paryskiej Sorbonie. Tam zgromadził grupę siedmiu przyjaciół, którzy stali się zaczynem przyszłego Towarzystwa Jezusowego. Złożyli 15 sierpnia 1534 roku przysięgę i ślubowali zachowanie ubóstwa, czystości i chęć odbycia pielgrzymki do Ziemi Świętej, a w przypadku, gdyby to ostatnie stało się niemożliwe, zobowiązali się do zachowania posłuszeństwa Ojcu Świętemu. W marcu 1535 roku Ignacy uzyskał licencjat z filozofii. W lipcu tego roku udał się za namową lekarzy w podróż rekonwalescencyjną do domu rodzinnego. W tym czasie nie przerywając pracy apostolskiej: katechizował, praktykował uczynki miłosierdzia i głosił kazania. Przybywając w lipcu do swej posiadłości, zakończył wszystkie sprawy dotyczące dziedziczenia. Następnie udał się do Walencji, Genui i Wenecji. Tam spotkał się ze swoimi przyjaciółmi z Paryża i otrzymawszy zezwolenie na pielgrzymkę do Jerozolimy, wysłał ich z prośbą o błogosławieństwo do samego papieża. Ci wezwani na dysputę teologiczną, otrzymali nieoczekiwanie również zgodę kanoniczną na przyjęcie święceń kapłańskich. 24. czerwca 1537 roku, w święto Jana Chrzciciela otrzymali w Wenecji święcenia kapłańskie z rąk biskupa Arbe. Niestety nie dane im było dotrzeć do Jerozolimy, ze względu na napiętą sytuację polityczną w Turcji i wybuch wojny. Zamieszkali więc w opuszczonym klasztorze San Pietro w Vivaroli. W październiku 1537 roku wrócili do Wenecji, gdzie 13-go Ignacy ostatecznie otrzymał dokument uwalniający go od zarzutów stawianych przez inkwizycję. Kilka tygodni później wyruszyli do Rzymu. W drodze Ignacy miał objawienie: ujrzał Boga Ojca i Jezusa Chrystusa dźwigającego Krzyż. Ojciec Niebieski powiedział do Syna: Chcę, abyś przyjął go na służbę. Wtedy Jezus zwrócił się do Ignacego: Chcę, abyś Nam służył. Zdarzenie to utwierdziło Ignacego w przekonaniu, że ze swoimi towarzyszami ma pod sztandarem Krzyża służyć Chrystusowi w Kościele. W Rzymie towarzysze Ignacego od razu podjęli pracę. Widząc narastające zadania, zastanawiali się, czy ich działalność nie byłaby bardziej owocna, gdyby poddali się kierownictwu jednego spośród siebie. Po kilkumiesięcznych modlitwach i naradach przedłożyli Ojcu Świętemu tzw. Formułę Instytutu i ostatecznie 27. września 1540 roku papież Paweł III zatwierdził powstanie Towarzystwa Jezusowego. 19. kwietnia 1541 roku w czasie ponownego głosowania Ignacy przyjął wybór na stanowisko pierwszego generała zakonu. Kiedy 31 lipca 1556 roku Ignacy umarł przeżywszy 64 lata, Towarzystwo Jezusowe liczyło już ok. 1000 członków i posiadało 110 placówek na świecie. Umarł ciężko chory, nie udzieliwszy ostatniego błogosławieństwa braciom, bez ostatniego namaszczenia i bez błogosławieństwa papieża, bo te odbyło się zbyt późno. Został pochowany w kościele Maria della Strada w Rzymie. Ignacy został beatyfikowany w 1609 roku a kanonizowany 12. marca 1622 roku przez papieża Grzegorza XV.

Strona tytułowa pierwszego wydania Ćwiczeń duchownych z 1548 r.

„Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.”

św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia Duchowne

Przez wieki Ćwiczenia Duchowne spisane przez św. Ignacego stały się nie tylko głównym narzędziem kształtowania następnych pokoleń jezuitów, ale także drogą dla innych zakonów oraz osób świeckich. Dziś wiele reguł zakonnych jest opartych na medytacji, kontemplacji oraz ignacjańskim rachunku sumienia. Ćwiczenia te odbywane rokrocznie przez jezuitów, są następnie udzielane w wielu domach rekolekcyjnych kapłanom, członkom innych zgromadzeń zakonnych oraz osobom świeckim. Rekolekcje te zostały podzielone na kilka etapów i rozpoczynają się tzw. Fundamentem, który wprowadza w doświadczenie życia duchowego poprzez poznanie i praktykowanie różnych metod modlitwy, takich jak: medytacja, ignacjański rachunek sumienia, modlitwa prostoty, itp. Umożliwiają one wgląd w siebie i odkrycie Boga zarówno w Jego słowie jak i w dotychczasowym życiu, w przeżytych doświadczeniach osobistych. Po pewnym czasie rekolektant może uczestniczyć w następnych etapach rekolekcji, zwanych kolejno tygodniami, które są kontynuacją Fundamentu. Celem jest przemiana wewnętrzna, poznanie siebie, pojednanie z Bogiem, uporządkowanie uczuć, oderwanie się od przywiązań, wybór dalszej drogi w życiu, zaproszenie do pójścia za Chrystusem i zagospodarowanie odzyskanej wolności. Warunkiem owocnego uczestnictwa w rekolekcjach ignacjańskich jest pewna dojrzałość fizyczna i emocjonalna, wewnętrzna równowaga psychiczno-duchowa, (stąd granica, że wiek kandydatów chętnych do ćwiczeń to minimum 21 lat), zdolność do zachowania pełnego milczenia w ciągu rekolekcji, w tym: wyłączenia telefonu komórkowego i nie korzystania z urządzeń łączących z Internetem, oraz zdolność do osobistej przedłużonej modlitwy, szczera wola spotkania z Bogiem i podjęcia trudu rekolekcyjnego życia, otwartość i gotowość do dzielenia się doświadczeniem rekolekcji z osobą towarzyszącą, kierownikiem duchowym w Ćwiczeniach.

http://dfdkalisz.jezuici.pl/rekolekcje-ignacjanskie/metoda/

Ci, którzy zdecydowali się i odważyli ponieść trud rekolekcji, w większości, co roku wracają na następne ćwiczenia, wiedzeni poczuciem zmian jakie zachodzą w ich dotychczasowym życiu.

http://dfdkalisz.jezuici.pl/rekolekcje-ignacjanskie/swiadectwa/

Dla mnie droga Rekolekcji ignacjańskich rozpoczęła się w 2017 roku, za namową pewnego kapłana diecezjalnego. Wejście w ciszę i regułę rekolekcji zdawało się być bardzo trudne albo wręcz niemożliwe. Ale jak mówi polskie przysłowie „strach ma wielkie oczy”, a nawrócenie wymaga trochę poświęcenia, czasu i odwagi, zerwania z tym co wydaje się być może pozornie dobre, złudnie niereformowalne, a być może przyjęte mylnie za zły los, fatum, przekleństwo… Celem Ćwiczeń duchownych jest spotkanie Boga i przyjęcie Jego Woli, i nie może on być osiągnięty bez spełnienia podstawowego warunku, jakim jest wejście w siebie i poznanie siebie samego, odnalezienie swojej wartości, odzyskanie utraconych relacji i poznanie prawdziwego smaku miłości Bożej.

https://jezuici.pl/2019/11/terminarz-rekolekcji/

Dziś nie wyobrażam sobie kolejnego roku życia bez kolejnych ćwiczeń. Co wniosły w moje życie…

Dowartościowały je niesamowicie, uczyniły bardziej zrozumiałym, prostszym, pełniejszym i radośniejszym dając cel w życiu, nadając sens temu co wydawało się bez sensu, dając poczucie bezpieczeństwa, odwagę, siłę do walki ze złem, pogodzenie się z niezmiennością własnej historii i nadzieję, że to, co mimo wszystko spotyka mnie i może nie zawsze jest przyjemne w odbiorze, z Chrystusem jest zawsze do przejścia. 😄

Miłość nieprzyjaciół

5 marca 2020 Dodaj komentarz

W Afryce żyje waleczne plemię Karimojong które kiedyś zjechało na plemię Sabini. Zginęło bardzo wielu niewinnych ludzi, także kobiet i dzieci. Wiele osób musiało uciekać ze spalonych domów i kryć się w górach. Plemię Sabini było Chrześcijańskie, poznali Jezusa wcześniej dzięki misjonarzom. W trudnych warunkach dostali też wsparcie organizacji charytatywnych z USA i mieli studnie. To miało kluczowe znaczenie w tamtym czasie i miejscu. Pewnego dnia, wspominając konflikt plemienny pastor zapytał ich: co zrobiłby Chrystus?
W odpowiedzi zatrudniono studniarza. Ryzykując życie, a w najlepszym razie wyrzucenie, poszedł on do wioski najeźdźców Karimojong. Został wpuszczony i z ciekawości pozwolono mu na eksperyment z odwiertem. W czasie prac mówił im o Bogu, o znaczeniu wody w Biblii i o tym, że to Jezus jest powodem, dla którego do nich przybył.
Gdy trysnęła woda 600 wojowników padło na kolana i oddało swoje życie Jezusowi.
Zanim zaczniesz działać musisz uporządkować swoje serce, przeprosić, przyjąć Jezusa i dopiero iść nieść Go innym. Nie bój się myśleć o tym, co On by zrobił. Nie bój się mówić o Nim trudnym ludziom, wrogom i tym, którzy cię skrzywdzili. Nie ma innej drogi na pogodzenie się niż w Bogu.
Ludzie są jak odcięte gałązki – jeżeli „wszczepią” się z powrotem, to będą uratowani, ale sami ze sobą ani z grzechem sobie nie poradzą. Choćby tylko jedna z osób wybaczyła i wróciła do Boga, to będzie uratowana.
Na kogo czekasz aż wyciągnie pierwszy rękę? Aż wreszcie przeprosi i się zmieni?
Aż dasz radę zapomnieć i żyć normalnie…
Jeżeli żyje bez Boga to może tylko TY możesz mu Go zanieść… Może czeka na Żywą Wodę?

Bycie cudem

3 marca 2020 Dodaj komentarz

Pewien człowiek dostał służbowy samochód. W związku z tym chciał sprzedać swój i już planował na co wyda ekstra pieniądze. Nie zarabiał dużo, a dodatkowy zastrzyk gotówki zawsze się przydaje. Tylko coś nie wychodziło z tą sprzedażą.
I wtedy pomyślał o znajomym z pracy. Znał jego rodzinę i wiedział, że to dobrzy ludzie i wiedział też, że są w trudnej sytuacji finansowej. W głowie pojawiła mu się myśl: „No dobra, Boże, to sprzedaj mi ten samochód, a się z nimi podzielę”.
I jakoś zaraz potem znalazł się kupiec, wszystko ułożyło się pomyślnie.
Wieczorem człowiek ten wsadził pieniądze do koperty i wrzucił do skrzynki na listy znajomego.
Następnego dnia w pracy zobaczył go opowiadającego wszystkim o cudzie i o tym jak Bóg pomógł jego rodzinie.
I bardzo uderzyło go to słowo: CUD. Ja jestem cudem, Bóg zadziałał przeze mnie.

Czy myślisz czasem o tym, że bierzesz udział w Bożych cudach, w Bożych planach?
Nie tylko tak ogólnie, nie tylko w wielkich rzeczach, może w cudzie dawania życia, ale codziennie, w swoich obowiązkach, rozmowach, myśleniu o innych? Jesteś na to gotowy? Na te małe i wielkie rzeczy? Na te radosne i te trudne? Prosisz o nie, dziękujesz za bycie narzędziem w rekach Boga?
Może właśnie ktoś modli się o cud, o pomoc, o znak i to Ciebie Bóg chce wysłać jako odpowiedź na te modlitwę?
Usiądź na chwilę w ciszy. Czy On o czymś mówi, o coś jeszcze prosi?…

„Odwagi! Nie bójcie się!” Iz 35, 4bc

       gaudeteNiedziela Gaudete zwana niedzielą różową (ze względu na kolor szat, jakich tego dnia się używa)  ale przede wszystkim niedzielą radości. Półmetek Adwentu oznacza zbliżające się Święta Bożego Narodzenia a co za tym idzie ogłasza nadchodzącą radość.

       Każdy z na lubi owe ciepełko rodzinne, atmosferę, zapach mandarynek, żywej choinki, potraw czekających na świątecznie ozdobionym stole, wspólne śpiewanie kolęd, pasterkę itd. itd. itd.

       Ale żeby tego doczekać trzeba przede wszystkim przygotować się duchowo. I o takich duchowym przygotowaniu czytamy w czytaniu z dzisiejszej jutrzni.

„Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła.”

Rz 13,11-12

             Przyoblec się w zbroję światła- jak?  Jak to zrobić w czasie Adwentu? Sprawa prosta lecz wymagająca od nas niemałego wysiłku. Pierwsze- roraty. Choć jest już połowa Adwentu i połowa rorat za nami, to mimo wszystko warto się obudzić i usłyszeć ten ostatni dzwonek, by rano wstać mimo zmęczenia i ruszyć z lampionem do kościoła. Sama postawiłam sobie wymaganie by, gdy mam na późniejsza godziną do pracy, wstać na roraty- póki co się udaje, więc polecam. Rzecz druga- adwentowe rekolekcje. W każdej parafii możemy owe przygotowanie zastać. Do wyboru do koloru. Gdzie chce, z kim chce, dlaczego tam a nie tu. Co do tej kwestii szczęścia nie miałam, wybrałam rekolekcje parafialne, by przy okazji towarzyszyć mamie w owym wysiłku. Po zakończonych rekolekcjach usłyszałam od przyjaciela słowa, że choć nie ubogaciłam się słowem, to ofiara tego czasu na rzecz czegoś, również ma swój konkretny cel. I dlatego rekolekcje potraktowałam jako ofiarę.  Sprawa trzecia- spowiedź. Kwestia chyba najbardziej wymagająca. Wymagająca wysiłku ale i odwagi. To nie jest takie hop siup, czary-mary, hokus-pokus i abrakadabra i nie mam grzechu. No, nie. Nie tak. To przede wszystkim stanięcie w prawdzie, w prawdzie o sobie i w prawdzie przed Panem Bogiem. Przyznaję się do WSZYSTKICH win, grzechów, złych uczynków. Przyznaję się, że zrobiłem/ zrobiłam to JA, a nie bo Maciek mnie sprowokował. Mamy wolną wolę wiec to MY decydujemy i wybieramy dobro albo zło. SZCZERZE się spowiadam, a nie ‘wyznam tylko te grzechy, które są najlżejsze ze wszystkich, a o reszcie wspomnę w regułce <<Więcej grzechów nie pamiętam>’ Error! Tam jest Chrystus, tam w konfesjonale. On brzydzi się GRZECHEM a nie CZŁOWIEKIEM. Więc… no właśnie! Po co się bać? Pamiętać trzeba o porzuceniu WSZELKIEGO PRZYWIĄZANIA DO GRZECHU a więc ŻAŁOWAĆ i ZADOŚĆUCZYNIĆ.

         Owe praktyki nie są jedynymi, które przygotują nas na ponowne Boże Narodzenie, na ponowny czas radości by się prawdziwie radować, zaczynając od dzisiejszej niedzieli, niedzieli GAUDETE. Skorzystajcie z podpowiedzi. Dbajcie o swój rozwój duchowy, dbajcie o swoje dobre imię i dbajcie o dobry kontakt z tym, który już niedługo przyjdzie ponownie na świat i od nowa przeżywać będziemy historię Bożego Narodzenia.

Czym jest miłosierdzie?

9 sierpnia 2016 Dodaj komentarz

logonapis15_sdm

Drodzy czytelnicy!

Hasłem tegorocznych ŚDM były słowa jednego z ośmiu Błogosławieństw wypowiedzianych przez Jezusa. BŁOGOSŁAWIENI MIŁOSIERNI ALBOWIEM ONI MIŁOSIERDZIA DOSTĄPIĄ. Piękne słowa ale jak dla mnie były one nie zrozumiałe…

Czym jest miłosierdzie? Jak miłować innych, osoby, których nie znam, które niezbyt lubię? Jak miłować innych w codzienności? Nie chciałem uczyć się na pamięć formułki z katechizmu na temat miłosierdzia ale chciałem aby Bóg mi to objawił.

I właśnie podczas tego wielkiego wydarzenia  zrozumiałem znaczenie tych słów. Dowiedziałem  się co to znaczy być miłosiernym. I objawił mi to jak myślę sam Bóg.

Święta S. Faustyna zapisała słowa Jezusa, który powiedział by miłować czynem, słowem i modlitwą.

Mógłbym podawać miliony przykładów, w których Bóg za pomocą bliźnich mi to ukazał ale podam tylko jeden najważniejszy, który rozjaśnił mi wszystko i wydarzył się podczas ŚDM.

Ostatniego dnia przed wyjazdem zmęczeni wróciliśmy na nasze pole namiotowe. Nagle zerwała się gwałtowna burza, wicher i nasze namioty po prostu latały. Wszystko zostało zalane. I właśnie wtedy ukazało mi się znaczenie tego hasła. Miłosierdzie to nie patrzenie na własne nieszczęście, niedolę ale pomimo tego wszystkiego pomoc innym. Gdy zamiast ratować swoje rzeczy przed zalaniem pomagaliśmy innym. Każdy z nas zostawił swoje rzeczy w kałuży i biegł ratować ubrania osób, którzy nie miały siły zanieść ich do schronienia. Pomimo bolących nóg biegaliśmy pomagając innym. Niektóre osoby przez taką pomoc spały w mokrych ubraniach, niektórzy oddawali swoje by im pomóc, by jakoś przetrwać tą noc.

To jest właśnie miłosierdzie. Taki prosty gest. Mogliśmy nie pomagać, martwić się o siebie. I patrzeć jak inni tracą swoje rzeczy. Ale jeśli nie okażemy miłosierdzia to jak go mamy dostąpić?

I jaką nagrodę otrzymaliśmy za taką pomoc? Największą nagrodę jaką ja mogłem otrzymać to uśmiech na twarzach osób, którym pomogłem, które pomimo zalanych rzeczy uśmiechały się i ze smutkiem oczekiwały powrotu do domu. Czemu ze smutkiem? Bo będzie brakować nam wspólnych śniadań, zapchanego autobusu, katechez biskupów, Mszy Świętych, spotkań z papieżem i po prostu bycia razem.

Światowe Dni Młodzieży ukazały nam jak ważne jest bycie miłosiernym. Pokazały, że zawsze mamy pomagać innym. Ukazały, że pomimo zmęczenia na modlitwę zawsze ma się siłę. Po 8 godzinach w pociągu mieliśmy tyle energii na Mszy Świętej o 22, że razem zatańczyliśmy taniec miłosierdzia i modliliśmy się za nasze parafialne wspólnoty, które od ponad roku wspierały nas modlitewnie.

Podczas tego krótkiego tygodnia wypełniliśmy polecenie Jezusa i miłowaliśmy czynem, słowem i modlitwą i idąc za radą Papieża Franciszka nie idziemy na przedwczesną emeryturę ale jesteśmy  i głosimy Wam Boga, którego lepiej poznaliśmy na ŚDM i będziemy Go głosić co Wam obiecuję zawsze i wszędzie!

ŚDM ukazało mi imię Boga, mój Bóg ma na imię MIŁOSIERDZIE!

Dziękuję za modlitwę i proszę o nią nadal szczególnie w intencji rozpoznania mojego życiowego powołania!

 

Wakacje z Panem Bogiem

krzyz4Wakacje to najlepszy czas na odpoczynek, szczególnie dla dzieci i młodzieży. Warto pamiętać, że nie jest to jednak
czas na odpoczynek od Pana Boga. Właśnie wtedy, mając więcej wolnych chwil, możemy poświęcić go na sprawy
duchowe, dla niektórych nawet na duchową odnowę, na zblizenie do Pana Boga. Jak to zrobić, gdy wyjechaliśmy
poza miejsce naszego zamieszkania, do blizejnam nieznanego miasta/państwa?

1. Przede wszystkim zadbajmy o osobistą relację z Panem Bogiem. Modlitwa to już na prawdę dużo…ale trzeba się
także zatroszczyć o Mszę Świętą…

2. Spędzając wakacje w swoim miejscu zamieszkania, Msza nie jest problemem. Najcześciej w okresie wakacyjnym
parafie dodają wieczorną Msze Świętą, więc każdy z nas znajdzie dla siebie odpowiednia pore. Natomiast
będąc w nowym mieście czesto nie wiemy, gdzie znajdują się kościoły, w których odprawiane są Msze Święte codzienne
i niedzielne w interesujacych nas godzianch. Co w tym wypadku zrobić? Otóż pierwsze i najważniejsze, co może
nam w tym pomóc, to Internet. Wpisujac w wyszukiwarkę interesujace nas miasto z frazą ‚kościoły’, ‚parafie’, itp.
na pewno znajdziemy sie na odpowiedniej drodze o krok od znalezienia koscioła w pobliżu nasze miejsca pobytu.
Ułatwieniem w tym mogą być także storny : http://www.msze.pl/ oraz http://www.msze.opoka.org.pl/
Wystarczy podać nazwę miasta a podane nam zostaną wszystkie miejscowe parafie.

3. A może jakiś wyjazd? W czasie wakacji wspólnoty katolickie, ruchy religijne organizują wszelkie rekolekcje,
dni skupienia, wyjazdy powolaniowe i inne. W tym roku sa to także Światowe Dni Młodziezy organizowane w Krakowie.
Warto zainteresować co, gdzie i kiedy jest organizowane. Zazwyczaj zapisy rozpoczynają sie jeszcze przed okresem wakacyjnym,
jednak zazwyczaj problemu nie sprawia dopisanie się „na ostatnią chwilę”.

To, jak spędzimy wakacje, zależy od nas samych. Warto jednak poświęcić więcej czasu niż zazywczaj, Panu Bogu,
by czas wakacji nie okazał się odejściem od Kościoła a raczej przybliżeniem się do bram Nieba.

„Wracaj do domu i opowiadaj wszystko, co Bóg uczynił z tobą.” (Łk 8, 39)

DSC_0606Jedną z form spędzenia wakacji po katolicku jest wyjazd na 15-dniowe letnie rekolekcje oazowe. Czym one są i z czym się je właściwie… je? 🙂

Przeżywane 15 dni na rekolekcjach wyjazdowych, w różnych częściach kraju a nawet i za granicą, mają charakter przeżyciowy. Dni podzielone są na 3 etapy według części różańca: radosne, bolesne i chwalebne. Każdy dzień skupia się wokół jednej określonej tajemnicy.

Łączącym i kulminacyjnym punktem dnia jest Msza Święta sprawowana we wspólnocie. Komponentami do niej są spotkania w grupach, wyprawy otwartych oczu, modlitwy poranne i wieczorne oraz pogodne wieczory.

Rekolekcje są przeżywane na różnych stopniach od ODB czyli Oazy Dzieci Bożych, po rekolekcje młodzieżowe OND (Oaza Nowej Drogi) i ONŻ (Oaza Nowego Życia) aż po Oazę Dorosłych i Domowy Kościół (DK). Wszystkie stopnie łączy jeden skrót jakim jest OŻK czyli Oaza Żywego Kościoła. Tworząc wspólnoty tworzymy Kościół, który jest żywy  energiczny ale przede wszystkim skupiony na Jezusie Chrystusie i tajemnicy Jego krzyża.


DSC_0235
Uczestnicy różnych stopni przeżywają różne punkty charakterystyczne dla każdego stopnia. Na ONŻ I stopnia jest nim np. przyjęcie Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, na ONŻ 0 stopnia jest nim akt zawierzenia się Niepokalanej, na OND jest to Droga Światła a na ONŻ II stopnia jest nim tajemnica księgi Wyjścia. Wszystkie te punkty są indywidualnym przeżyciem każdego uczestnika, każdy odbiera je inaczej i każdy stara się inaczej nimi żyć, jednak wciąż tak samo tworząc żywy Kościół.

Co dają takie rekolekcje?

„Jadąc na rekolekcje nie wiedziałam jak tam będzie, co przeżyję, a co najważniejsze to czy się zaaklimatyzuje. Bardzo się zdziwiłam jak taki wyjazd może wpłynąć na moje samopoczucie, a także wiarę. Mimo, że dużo przeżyłam, bo były chwile radosne jak i płaczliwe, to gorąco polecam wszystkim taki wyjazd. Rekolekcje wzmacniają naszą wiarę, pomagają w codziennym życiu, a przy okazji poznaje się wspaniałych ludzi. Zyskałam dużą pomoc ze strony Bożej, której nigdy wcześniej nie byłam tak pewna i teraz wiem, że to tym powinnam się kierować w życiu. Za to wszystko: Chwała Panu!”
Marlena lat 17, ONŻ I stopnia

„Rekolekcje oazowe to wspaniałe przeżycie. Była to ogromna okazja to bliskiego spotkania i zjednoczenia się z Bogiem, a także pojednania się z innymi oraz z własnym sobą.  To czas,  w którym można przemyśleć sobie wszystko a także odizolować się od świata zewnętrznego.  W tym czasie chwaliliśmy Boga nie tylko poprzez indywidualna modlitwę,  a także wspólnie uwielbiając Go wyśpiewując pieśni.  Oczywiście rekolekcje to nie tylko czas spędzony na modlitwie i poznawaniu Pana Boga. To również okazja do poznania nowych ludzi, nawiązania znajomości i zawarcia przyjaźni. Był czas na wspólne spotkania, mecze siatkówki i piłki nożnej,  a także na integrację podczas wieczorów pogodnych. Rekolekcje Oazowe polecam każdemu – pojedziesz a nie pożałujesz! ”
Paulina lat 19, ONŻ I stopnia

DSC_0693

„Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.  I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy.  Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata.  Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.”
(J 17, 20-26)


fot. Wiktoria Skrzypkowska