Archiwum

Archive for the ‘rozważania’ Category

Nie obfitość treści nasyca duszę, ale smakowanie wnętrza

Święty Ignacy z Loyoli urodził się w 1491 roku w Hiszpanii w zamożnej rodzinie baskijskiej, otrzymując na chrzcie imię Iñigo. Był najmłodszym wśród prawdopodobnie jedenaściorga rodzeństwa. Jako rycerz prowadził życie pełne zbytku, zabaw, przygód i romansów. W wieku prawie 30 lat, 20. maja 1521 walcząc przeciwko mieszkańcom Nawarry i ich francuskim sprzymierzeńcom, został bardzo poważnie ranny, stając w obronie fortecy Pampeluna. Kula armatnia roztrzaskała mu prawą nogę i poważnie raniła lewą. Wrogowie potraktowawszy go bardzo łagodnie pozwolili mu wrócić do domu, sądząc, że nie przeżyje drogi. Po powrocie trwającym dwa miesiące, zajęło się nim kilku lekarzy. Okazało się, że w czasie długiej podróży, kości źle się zrosły i trzeba było powtórnie je łamać. Ignacy chciał koniecznie kontynuować karierę wojskową i oczywiście prowadzić dotychczasowe życie pełne miłostek i zabaw. Stawiając na szali swoje życie, karierę i marzenia poddał się posłusznie tym wszystkim zabiegom, okrutnie cierpiąc i prawie przypłacając je życiem. Rekonwalescencja była bardzo długa i bolesna. W tym czasie przez cierpienie i lekturę nabożnych ksiąg doświadczył nawrócenia. Porzucił dotychczasowy tryb życia, udał się w pielgrzymkę do Jerozolimy a swój miecz rycerski ofiarował jako wotum Matce Najświętszej w opactwie benedyktynów na górze Montserrat. Tam odbył również spowiedź generalną. Oddawszy swój strój napotkanemu przypadkowo biedakowi a przebrawszy się w jego skromne odzienie, zszedł w dolinę stając się rycerzem Boga. W 1522 roku zamknął się w grocie pod Manresą prowadząc bardzo surowy tryb życia, poszcząc, oddając się wielogodzinnym modlitwom i rozmyślaniom. Przez rok doświadczał specjalnych łask Bożych i oświeceń Ducha Świętego. Spisał swoje przeżycia i doświadczenia z tego okresu w książeczce, którą nazwał Ćwiczeniami Duchownymi, a ta stała się fundamentem charyzmatu Towarzystwa Jezusowego, które później założył. W marcu 1523 roku, uzyskawszy pozwolenie od papieża Hadriana VI, Ignacy udał się w pielgrzymkę do Jerozolimy. Chory, osłabiony dotarł tam, ale mimo zezwolenia samego papieża, nie otrzymał zgody na pobyt od franciszkanów, którzy w owym czasie pełnili pieczę nad grobem Pańskim. W połowie stycznia 1524 roku znalazł się w Wenecji, a następnie udał się przez Genuę do Barcelony, by tam podjąć studia, kontynuując je w Alcali i Salamance, i oddając się jednocześnie dziełom miłosierdzia i praktykom religijnym. Przez te wszystkie dzieła zwrócił na siebie uwagę inkwizycji i podejrzany o herezję, osamotniony w walce, więziony, kilkukrotnie był przesłuchiwany. Stawał co najmniej ośmiokrotnie jako podejrzany przed sądem inkwizycji. Oczyszczony wreszcie z zarzutów w roku 1528 pieszo dotarł do Paryża, by kontynuować studia na paryskiej Sorbonie. Tam zgromadził grupę siedmiu przyjaciół, którzy stali się zaczynem przyszłego Towarzystwa Jezusowego. Złożyli 15 sierpnia 1534 roku przysięgę i ślubowali zachowanie ubóstwa, czystości i chęć odbycia pielgrzymki do Ziemi Świętej, a w przypadku, gdyby to ostatnie stało się niemożliwe, zobowiązali się do zachowania posłuszeństwa Ojcu Świętemu. W marcu 1535 roku Ignacy uzyskał licencjat z filozofii. W lipcu tego roku udał się za namową lekarzy w podróż rekonwalescencyjną do domu rodzinnego. W tym czasie nie przerywając pracy apostolskiej: katechizował, praktykował uczynki miłosierdzia i głosił kazania. Przybywając w lipcu do swej posiadłości, zakończył wszystkie sprawy dotyczące dziedziczenia. Następnie udał się do Walencji, Genui i Wenecji. Tam spotkał się ze swoimi przyjaciółmi z Paryża i otrzymawszy zezwolenie na pielgrzymkę do Jerozolimy, wysłał ich z prośbą o błogosławieństwo do samego papieża. Ci wezwani na dysputę teologiczną, otrzymali nieoczekiwanie również zgodę kanoniczną na przyjęcie święceń kapłańskich. 24. czerwca 1537 roku, w święto Jana Chrzciciela otrzymali w Wenecji święcenia kapłańskie z rąk biskupa Arbe. Niestety nie dane im było dotrzeć do Jerozolimy, ze względu na napiętą sytuację polityczną w Turcji i wybuch wojny. Zamieszkali więc w opuszczonym klasztorze San Pietro w Vivaroli. W październiku 1537 roku wrócili do Wenecji, gdzie 13-go Ignacy ostatecznie otrzymał dokument uwalniający go od zarzutów stawianych przez inkwizycję. Kilka tygodni później wyruszyli do Rzymu. W drodze Ignacy miał objawienie: ujrzał Boga Ojca i Jezusa Chrystusa dźwigającego Krzyż. Ojciec Niebieski powiedział do Syna: Chcę, abyś przyjął go na służbę. Wtedy Jezus zwrócił się do Ignacego: Chcę, abyś Nam służył. Zdarzenie to utwierdziło Ignacego w przekonaniu, że ze swoimi towarzyszami ma pod sztandarem Krzyża służyć Chrystusowi w Kościele. W Rzymie towarzysze Ignacego od razu podjęli pracę. Widząc narastające zadania, zastanawiali się, czy ich działalność nie byłaby bardziej owocna, gdyby poddali się kierownictwu jednego spośród siebie. Po kilkumiesięcznych modlitwach i naradach przedłożyli Ojcu Świętemu tzw. Formułę Instytutu i ostatecznie 27. września 1540 roku papież Paweł III zatwierdził powstanie Towarzystwa Jezusowego. 19. kwietnia 1541 roku w czasie ponownego głosowania Ignacy przyjął wybór na stanowisko pierwszego generała zakonu. Kiedy 31 lipca 1556 roku Ignacy umarł przeżywszy 64 lata, Towarzystwo Jezusowe liczyło już ok. 1000 członków i posiadało 110 placówek na świecie. Umarł ciężko chory, nie udzieliwszy ostatniego błogosławieństwa braciom, bez ostatniego namaszczenia i bez błogosławieństwa papieża, bo te odbyło się zbyt późno. Został pochowany w kościele Maria della Strada w Rzymie. Ignacy został beatyfikowany w 1609 roku a kanonizowany 12. marca 1622 roku przez papieża Grzegorza XV.

Strona tytułowa pierwszego wydania Ćwiczeń duchownych z 1548 r.

„Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.”

św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia Duchowne

Przez wieki Ćwiczenia Duchowne spisane przez św. Ignacego stały się nie tylko głównym narzędziem kształtowania następnych pokoleń jezuitów, ale także drogą dla innych zakonów oraz osób świeckich. Dziś wiele reguł zakonnych jest opartych na medytacji, kontemplacji oraz ignacjańskim rachunku sumienia. Ćwiczenia te odbywane rokrocznie przez jezuitów, są następnie udzielane w wielu domach rekolekcyjnych kapłanom, członkom innych zgromadzeń zakonnych oraz osobom świeckim. Rekolekcje te zostały podzielone na kilka etapów i rozpoczynają się tzw. Fundamentem, który wprowadza w doświadczenie życia duchowego poprzez poznanie i praktykowanie różnych metod modlitwy, takich jak: medytacja, ignacjański rachunek sumienia, modlitwa prostoty, itp. Umożliwiają one wgląd w siebie i odkrycie Boga zarówno w Jego słowie jak i w dotychczasowym życiu, w przeżytych doświadczeniach osobistych. Po pewnym czasie rekolektant może uczestniczyć w następnych etapach rekolekcji, zwanych kolejno tygodniami, które są kontynuacją Fundamentu. Celem jest przemiana wewnętrzna, poznanie siebie, pojednanie z Bogiem, uporządkowanie uczuć, oderwanie się od przywiązań, wybór dalszej drogi w życiu, zaproszenie do pójścia za Chrystusem i zagospodarowanie odzyskanej wolności. Warunkiem owocnego uczestnictwa w rekolekcjach ignacjańskich jest pewna dojrzałość fizyczna i emocjonalna, wewnętrzna równowaga psychiczno-duchowa, (stąd granica, że wiek kandydatów chętnych do ćwiczeń to minimum 21 lat), zdolność do zachowania pełnego milczenia w ciągu rekolekcji, w tym: wyłączenia telefonu komórkowego i nie korzystania z urządzeń łączących z Internetem, oraz zdolność do osobistej przedłużonej modlitwy, szczera wola spotkania z Bogiem i podjęcia trudu rekolekcyjnego życia, otwartość i gotowość do dzielenia się doświadczeniem rekolekcji z osobą towarzyszącą, kierownikiem duchowym w Ćwiczeniach.

http://dfdkalisz.jezuici.pl/rekolekcje-ignacjanskie/metoda/

Ci, którzy zdecydowali się i odważyli ponieść trud rekolekcji, w większości, co roku wracają na następne ćwiczenia, wiedzeni poczuciem zmian jakie zachodzą w ich dotychczasowym życiu.

http://dfdkalisz.jezuici.pl/rekolekcje-ignacjanskie/swiadectwa/

Dla mnie droga Rekolekcji ignacjańskich rozpoczęła się w 2017 roku, za namową pewnego kapłana diecezjalnego. Wejście w ciszę i regułę rekolekcji zdawało się być bardzo trudne albo wręcz niemożliwe. Ale jak mówi polskie przysłowie „strach ma wielkie oczy”, a nawrócenie wymaga trochę poświęcenia, czasu i odwagi, zerwania z tym co wydaje się być może pozornie dobre, złudnie niereformowalne, a być może przyjęte mylnie za zły los, fatum, przekleństwo… Celem Ćwiczeń duchownych jest spotkanie Boga i przyjęcie Jego Woli, i nie może on być osiągnięty bez spełnienia podstawowego warunku, jakim jest wejście w siebie i poznanie siebie samego, odnalezienie swojej wartości, odzyskanie utraconych relacji i poznanie prawdziwego smaku miłości Bożej.

https://jezuici.pl/2019/11/terminarz-rekolekcji/

Dziś nie wyobrażam sobie kolejnego roku życia bez kolejnych ćwiczeń. Co wniosły w moje życie…

Dowartościowały je niesamowicie, uczyniły bardziej zrozumiałym, prostszym, pełniejszym i radośniejszym dając cel w życiu, nadając sens temu co wydawało się bez sensu, dając poczucie bezpieczeństwa, odwagę, siłę do walki ze złem, pogodzenie się z niezmiennością własnej historii i nadzieję, że to, co mimo wszystko spotyka mnie i może nie zawsze jest przyjemne w odbiorze, z Chrystusem jest zawsze do przejścia. 😄

Twój wybór…

18-1

Każde spotkanie z drugim człowiekiem na naszej drodze życia pozostawia w nas samych jakieś ślady. Czasem to tylko chwilowe zamyślenie, gest, mimika twarzy. Innym razem ślad odciśnięty na stałe. Te ślady – nasze odczucia, które się dzieją w nas – mogą wprowadzać radość, nadzieję, zachwyt, albo prowadzić do smutku, łez i rozpaczy. Święty Paweł mówi o dwóch rodzajach smutku.

Bo smutek, który jest z Boga, dokonuje nawrócenia ku zbawieniu, którego się [potem] nie żałuje, smutek zaś tego świata sprawia śmierć. To bowiem, że zasmuciliście się po Bożemu – jakąż wzbudziło w was gorliwość, obronę, oburzenie, bojaźń, tęsknotę, zapał i potrzebę wymierzenia kary! We wszystkim okazaliście się bez nagany.

2 Kor 7.10-11

Zwraca uwagę na jeszcze jedną rzecz: smutek może pochodzić od Boga albo od szatana. Z pewnością każdy znajdzie w swojej historii życia takie momenty… Nikołaj Wasiljewicz Gogol – rosyjski pisarz, poeta, dramaturg i publicysta tak pisze w jednej z najbardziej kontrowersyjnych swoich komedii pt. „Rewizor„…

Ogromne jest bohaterstwo tego człowieka, który, nie zaznawszy łaski, nie odszedł od Boga i niesie krzyż cięższy od innych – krzyż duchowej ciemności.

Użalać się na własny los to jedno a próbować podnieść się z kolan podając rękę Bogu, który stoi obok i czeka na Twoją decyzję o dalszej współpracy z Tobą, to drugie. Ile razy w życiu codziennym burzysz się i stawiasz zapory Bogu: bo wiem lepiej, bo jestem wolny, bo mam własne zdanie, bo moje życie należy do mnie i mogę z nim zrobić co zechcę. Dlaczego więc chwilę później, w momencie potknięcia, choroby, beznadziei, kłopotów już nie jesteś tak pewny tej wolności? Wtedy często zdarza Ci się traktować Pana Boga jak magiczne zaklęcie, sklep z prezentami i prosić o to a może bardziej żądać tego, co – jak mniemasz – jest Ci należne. A jeśli Pan Bóg nie jest dobrą wróżką i nie spełni życzeń…? Co wtedy… Pomstujesz i odwracasz się plecami, jesteś obrażony? Bierzesz sprawy w swoje ręce? Robisz mnóstwo głupstw! A już św. Ignacy Loyola mówił w jednej ze swoich reguł rozeznawania duchów dobrych i złych, że w czasie strapienia nigdy nie robi się żadnej zmiany, ale mocno i wytrwale z stoi przy postanowieniu i przy decyzji w jakiej się trwało w dniu poprzedzającym strapienie, albo przy decyzji, którą się miało podczas poprzedniego pocieszenia. Bo jak w pocieszeniu prowadzi nas i doradza nam dobry duch tak w strapieniu duch zły, a przy jego radach nie możemy wejść na drogę dobrze wiodącą do celu jakim jest zbawienie. Podejmij więc choć tę jedną dobrą decyzję: zacznij dobrze korzystać z wolności, którą dał Ci Bóg. To co przyjmujesz w życiu za dopust Boży, jest w rzeczywistości iluzją złego ducha. Bóg niczego nie dopuszcza poza współpracą z człowiekiem, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo. Wystarczy ten jeden krok w stronę Boga, ta jedna decyzja, by złapać Go za rękę, bo On stoi tuż obok i czeka.

Jeśli twoja przeszłość jest dla ciebie ciężarem, jeśli masz o to do kogoś pretensje, pamiętaj, że samo wskazanie winnych niczego nie zmieni; usprawiedliwianie swojego zachowania trudnym dzieciństwem jest jakąś formą ucieczki od odpowiedzialności; twoja przeszłość nie jest dla ciebie wyrokiem, ale wyzwaniem! Ważne jest nie tylko to, co życie zrobiło z tobą; równie ważne jest to, co ty zrobisz z tym, co życie zrobiło z tobą.

Rozpacz nie jest rozwiązaniem.

Rozpacz to najwyższa forma miłości własnej. Człowiek osiąga ją wtedy, kiedy z własnej woli odrzuca każdą pomoc, aby delektować się zgniłą rozkoszą świadomości własnej zguby. W każdym człowieku ukryte jest jakieś ziarno rozpaczy, ponieważ w każdym z nas jest pycha, która rozwija się, rozkrzewia w chwasty i bujne kwiaty żalu nad samym sobą, gdy tylko zawodzą nas nasze własne możliwości. A ponieważ te możliwości nieuchronnie nas zawodzą, wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu poddani zniechęceniu i rozpaczy. Rozpacz jest najwyższą formą pychy, tak wielkiej i zatwardziałej, że woli wybrać nędzę potępienia, niż zaakceptować szczęście z ręki Boga i w ten sposób uznać Jego wyższość nad nami, oraz to, że nie jesteśmy w stanie wypełnić swojego przeznaczenia o własnych siłach. Człowiek prawdziwie pokorny nie umie jednak popaść w rozpacz, ponieważ w pokornym człowieku nie ma już miejsca na użalanie się nad sobą.

T. Merton, Piękno pustyni, Kraków 2005

„Błogosławieni, którzy płaczą…” Czy to może być prawdą? Czy istnieje większa męka od wypicia aż do dna własnej nędzy, niedostatku, beznadziejności i od poznania, że naprawdę nie mamy żadnej wartości? A jednak błogosławieństwem jest zejście do takiej głębi, jeżeli w niej możemy znaleźć Boga. Dopóki nie sięgniemy do dna tej przepaści, możemy jeszcze wybrać coś poza wszystkim i niczym; coś poza tym dwojgiem jeszcze dla nas istnieje. Możemy jeszcze omijać ostateczną decyzję. Sprowadzeni do krańca naszych granic, nie możemy się już od niej uchylić. Ten wybór jest przerażający. Dokonuje się w sercu ciemności, ale z oślepiającym przeczuciem jakiegoś anielskiego blasku, kiedy już zupełnie zniszczeni i będący niemal w piekle, cudem wybieramy jednak Boga!

T. Merton, Nikt nie jest samotną wyspą, Poznań 2017

Bóg zawsze patrzy z życzliwością i zatroskaniem. Twoje życie jest darem, pytaniem i tajemnicą. Jest zaproszeniem do pójścia o krok dalej i zagospodarowania tego, co Bóg Ci daje. Jesteś niepowtarzalny. Nie jesteś chorobą, dolegliwością, trudnością, wyrzutem sumienia. Twój początek jest w Bogu. Twoje istnienie wyłania się z Boga. Jesteś Jego adoptowanym dzieckiem. Twoje życie jest darem! Ten, który podarował Ci życie, chciał podzielić się z Tobą istnieniem. O tyle istniejesz o ile jesteś w relacji z Nim. Nie jesteś samowystarczalny, bo nie jesteś Bogiem. Źródło życia jest poza Tobą. Jest Ono Osobą, jest Miłością. Jesteś dzieckiem Boga, które ma Ojca w niebie i jesteś Jego obrazem a nie produktem ubocznym. Godność człowieka przynależy do samego bycia człowiekiem. Ten obraz Boży odróżnia Ciebie od pozostałych stworzeń (bo zwierzęta działają instynktownie). Ty masz świadomość refleksyjną, wolność (tzn. sam decydujesz o kształcie życia i kierunku). Posiadasz zdolność do miłości, która jest przekraczaniem siebie w dawaniu, darem dla drugiego człowieka. Wyrażasz się w relacjach, jesteś niepowtarzalnym mężczyzną/kobietą i nie masz kopii. Masz za to misję – otrzymałeś cechy i talenty, które trzeba odkryć, by móc się nimi dzielić. Miłość Boga jest życiodajna i jest stwórcza! Boża miłość jest przyczyną Twojego zaistnienia. Masz zawsze tę jedną chwilę do przeżycia i możesz (chcesz) się zaangażować. Jeśli masz skłonność do widzenia i akceptowania swoich słabych stron, braków siebie, zazdroszczenia innym ich talentów, zdolności, to powinieneś wiedzieć, że nie urodziłeś się z poczuciem niższości. Punktem wyjścia do odtworzenia realnego obrazu Boga w Tobie jest przekonanie, że Bóg Ciebie stworzył niewybrakowanym. Nie musisz do tego swojego obrazu nic dodawać, ale możesz podjąć drogę rozwoju i ta droga prowadzi realnie. Nie ma ludzi drugiej kategorii, ludzi wybrakowanych. Jeśli Twój obraz Boga jest zaniżony, to świat wokół Ciebie staje się z wolna pustynią. Jesteś słaby i doszukujesz się woli Boga w krzyżu życia, w cierpieniu, przypisując bolesne doświadczenia Panu Bogu. Stajesz się smutny, cierpiętniczy, zyskujesz status bycia ofiarą i pielęgnujesz to pieczołowicie. Pielęgnowanie tego, to wyuczona przez lata bezradność. A Bóg jest zawsze obecny, gotowy wspierać Twój rozwój ku pełni życia… Bóg inspiruje do życia i odkrywania Go wciąż na nowo. Zbawia, ale tylko przy Twoim czynnym udziale. On czeka na Twoje 5 chlebów i 2 ryby, by je móc rozmnożyć. Nie możesz ograniczać Boga w swoim życiu tylko do jednego wymiaru, bo się z Nim rozminiesz. On jest wszechmogący, solidarny, współczujący i współpracujący (współczujący i współpracujący Tobie i z Tobą). Bez Twojej chęci nie jest w stanie zmusić Cię do działania. Dał Ci wolną wolę, nie jest tyranem, ale decyzję o współpracy podejmujesz sam. Od Ciebie będzie zależało, czy ta decyzja padnie w deklaracji, czy będzie zasadą „tyle o ile”, czy zasadą MAGIS (z łac. więcej, bardziej, dokładniej, pełniej). To już Twoja domena serca, Twój wybór, jak przełożysz doświadczenie tej relacji na życie codzienne. Czy nadal będziesz brnął w piachu pustyni, czy biegał radośnie po zielonych łąkach Pana. (zaczerpnięte z Fundamentu)

Miłość nieprzyjaciół

5 marca 2020 Dodaj komentarz

W Afryce żyje waleczne plemię Karimojong które kiedyś zjechało na plemię Sabini. Zginęło bardzo wielu niewinnych ludzi, także kobiet i dzieci. Wiele osób musiało uciekać ze spalonych domów i kryć się w górach. Plemię Sabini było Chrześcijańskie, poznali Jezusa wcześniej dzięki misjonarzom. W trudnych warunkach dostali też wsparcie organizacji charytatywnych z USA i mieli studnie. To miało kluczowe znaczenie w tamtym czasie i miejscu. Pewnego dnia, wspominając konflikt plemienny pastor zapytał ich: co zrobiłby Chrystus?
W odpowiedzi zatrudniono studniarza. Ryzykując życie, a w najlepszym razie wyrzucenie, poszedł on do wioski najeźdźców Karimojong. Został wpuszczony i z ciekawości pozwolono mu na eksperyment z odwiertem. W czasie prac mówił im o Bogu, o znaczeniu wody w Biblii i o tym, że to Jezus jest powodem, dla którego do nich przybył.
Gdy trysnęła woda 600 wojowników padło na kolana i oddało swoje życie Jezusowi.
Zanim zaczniesz działać musisz uporządkować swoje serce, przeprosić, przyjąć Jezusa i dopiero iść nieść Go innym. Nie bój się myśleć o tym, co On by zrobił. Nie bój się mówić o Nim trudnym ludziom, wrogom i tym, którzy cię skrzywdzili. Nie ma innej drogi na pogodzenie się niż w Bogu.
Ludzie są jak odcięte gałązki – jeżeli „wszczepią” się z powrotem, to będą uratowani, ale sami ze sobą ani z grzechem sobie nie poradzą. Choćby tylko jedna z osób wybaczyła i wróciła do Boga, to będzie uratowana.
Na kogo czekasz aż wyciągnie pierwszy rękę? Aż wreszcie przeprosi i się zmieni?
Aż dasz radę zapomnieć i żyć normalnie…
Jeżeli żyje bez Boga to może tylko TY możesz mu Go zanieść… Może czeka na Żywą Wodę?

Bycie cudem

3 marca 2020 Dodaj komentarz

Pewien człowiek dostał służbowy samochód. W związku z tym chciał sprzedać swój i już planował na co wyda ekstra pieniądze. Nie zarabiał dużo, a dodatkowy zastrzyk gotówki zawsze się przydaje. Tylko coś nie wychodziło z tą sprzedażą.
I wtedy pomyślał o znajomym z pracy. Znał jego rodzinę i wiedział, że to dobrzy ludzie i wiedział też, że są w trudnej sytuacji finansowej. W głowie pojawiła mu się myśl: „No dobra, Boże, to sprzedaj mi ten samochód, a się z nimi podzielę”.
I jakoś zaraz potem znalazł się kupiec, wszystko ułożyło się pomyślnie.
Wieczorem człowiek ten wsadził pieniądze do koperty i wrzucił do skrzynki na listy znajomego.
Następnego dnia w pracy zobaczył go opowiadającego wszystkim o cudzie i o tym jak Bóg pomógł jego rodzinie.
I bardzo uderzyło go to słowo: CUD. Ja jestem cudem, Bóg zadziałał przeze mnie.

Czy myślisz czasem o tym, że bierzesz udział w Bożych cudach, w Bożych planach?
Nie tylko tak ogólnie, nie tylko w wielkich rzeczach, może w cudzie dawania życia, ale codziennie, w swoich obowiązkach, rozmowach, myśleniu o innych? Jesteś na to gotowy? Na te małe i wielkie rzeczy? Na te radosne i te trudne? Prosisz o nie, dziękujesz za bycie narzędziem w rekach Boga?
Może właśnie ktoś modli się o cud, o pomoc, o znak i to Ciebie Bóg chce wysłać jako odpowiedź na te modlitwę?
Usiądź na chwilę w ciszy. Czy On o czymś mówi, o coś jeszcze prosi?…

Dasz się nakarmić? (J 6, 24-35)

5 sierpnia 2018 Dodaj komentarz

chleb_2Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” W odpowiedzi rzekł im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”. Oni zaś rzekli do Niego: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?” Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: „Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał”. Rzekli do Niego: „Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”. Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!” Odpowiedział im Jezus: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. (J 6, 24-35)

W dzisiejszych czasach nie ma większego problemu z jedzeniem do syta, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym. Jednak w czasach Jezusa nie było to takie oczywiste, więc kiedy Jezus na pustyni rozmnożył pięć chlebów i ludzie jedli do syta, było to dla nich coś naprawdę niespotykanego. Zaczęli więc szukać tego nauczyciela, który dał im tyle chleba ile tylko chcieli. I w tym momencie Jezus mówi im o jakiś chlebie życia…

Dzisiaj nie mamy problemu ze zdobyciem chleba, żeby napełnić swoje żołądki, ale jednak w natłoku medialnego chłamu coraz trudniej nakarmić nasze serca i dusze czymś bardziej wartościowym niż polityczne przepychanki czy sztuczne serialowo-filmowe problemy. Łakniemy bliskości, łakniemy nakarmić nasze głodne serca sięgając po różne mądrości mówców motywacyjnych, nowe trendy duchowe… I tutaj przychodzi Jezus, który 2 tysiące lat temu dla nas stał się człowiekiem, który zszedł dla nas na ziemię i mówi: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”… To jego zaproszenie, by przyjść nakarmić się Jego Ciałem, napoić Jego Krwią, by ogrzać się w Jego Miłości. On trwa już 2 tysiące lat, a wiele nurtów już upadło… On trwa i wciąż i na nas czeka… On chce nas nakarmić nas czymś więcej niż najwykwintniejsze i najsmaczniejsze dania w super restauracjach czy najpyszniejszy świeży chleb. On chce nakarmić nas Sobą zaspokajając nasze najskrytsze pragnienia Miłości. Czy dasz mu się nakarmić?

Wielki Czwartek

5abbd28b7a86b_o,size,969x565,q,71,h,452c0cNie odkryłam Ameryki a także nie przekaże niczego nowego ale uwierzcie – wszyscy jesteśmy grzesznikami!

Doszłam do tego podczas 2 godzinnej adoracji z przerwą na spowiedź.
Gdy wchodzisz do kościoła i już w kruchcie widzisz długie kolejki ludzi do konfesjonałów, a następnie idziesz dalej i kolejna fala ludzi zalewa ławki osobami które się modlą, dochodzisz do wniosku, że coś jest nie tak. Przecież jest już po 21:00 !

Klękasz i modlisz  się razem z nimi, tzn. bardziej sam. A wszystko w całkowitej ciszy. Ludzie wchodzą i wychodzą ale z klasą i szacunkiem nie przeszkadzając innym.
Twarzy nie kojarzysz. Czasem przewinie się ktoś z osiedla, koledzy z pracy, uczniowie.
Większości ludzi nie znasz. I zaczynasz się zastanawiać dlaczego.  Gdy po dłuższej adoracji dochodzisz do wniosku, że nie bez przyczyny spotkały się tu akurat te osoby, idziesz do spowiedzi i już wiesz co ich wszystkich łączy : Bóg oraz bycie grzesznikiem. Tadam.

Rozmyślanie.

Wiem, że to jest oczywiste, ale nie dla kogoś, kto uważa, że już wszystko wie, że jest najmądrzejszy, że jego prawda/racja jest najlepsza. Tak, to ja.

Wielki Post przyniósł sporo trudności
(pisałam o tym tutaj: https://ddasz.wordpress.com/2018/03/25/oto-czlowiek/ ) a Wielki Tydzień przyniósł ich jeszcze więcej. I nie dzięki sobie, a dzięki innym i wielkiej łasce Pana Boga, uświadomiłam sobie, jak trudno jest być katolikiem, a łatwo za to stać się oskarżycielem. Do tej pory dziwię się dlaczego jeszcze nikt nie strzelił mi w twarz, a przecież mógł…

Wielki Czwartek…

….to okazja do uświadomienia sobie dwóch rzeczy: wartości sakramentu Eucharystii i wartości kapłaństwa (oraz poniekąd powołania). Do pierwszego sakramentu przystąpić mogą ci, którzy pojednali się z Panem Bogiem, którzy szczerze uświadomili sobie a następnie wyznali podczas spowiedzi swoje przewinienia. Do drugiego natomiast ci, którzy wybrali drogę służby na wyłączność Panu Bogu i przecież nam, ludziom. Dzięki nim, możemy przystąpić do sakramentu pierwszego. I koło się zamyka.

Uświadommy sobie wartość obu sakramentów i zatrzymajmy się nad każdym z nich już prywatnie.

Kończąc…

Środek Wielkiego Tygodnia przyniósł mi prawdziwy pokój serca. Ale gdyby nie pierwsze jego dni, to kto wie, może dalej tkwiłabym w przekonaniu, że ja jestem najważniejsza na świecie. Dziękuję Joannie, za słowa pełne wiary, podczas wtorkowej rozmowy telefonicznej. Jednocześnie korzę się i przepraszam. Myślę, że przyjęcie na siebie części winy, dodając do tego złośliwość rzeczy martwych, jest najbardziej właściwą rzeczą, jaką mogę zrobić.
Ale nie tylko Asię przepraszam, a każdego, kto mógł poczuć się, kto czuł się lub kto dalej czuje się przeze mnie urażony. Pamiętam o Was w modlitwie.

Jak dziecko

19 lutego 2018 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania great lent child

Zaczął się piękny czas Wielkiego Postu. Jednakże nie każdy rozumie, co tak naprawdę w trakcie tego okresu należy robić ze swoim życiem. Nie zliczę ile razy odpowiadałam dzisiaj w szkole swoim uczniom na pytanie: „A co to jest Wielki Post?”. No właśnie, co to jest?

Dorośli niejeden już przeżyli, więc teoretycznie wiedzą, co on oznacza i czym się różni od innych okresów roku liturgicznego. Mali ludzie (czyt. dzieci) jednak nie wiedzą, dlatego trzeba umieć dobrze im to wytłumaczyć, by pielęgnowali Wielki Post w sercu już od maleńkości.

Uwielbiam małe dzieci, ale już takie chodzące, na Mszach Świętych. Najczęściej rozpraszają moją uwagę, z czego dumna nie jestem, ale sam Jezus chciał, by przyprowadzać do Niego dziatwę, więc ja tylko podziwiam zaangażowanie tych dzieciaczków w szukanie Pana Jezusa po całej świątyni i w każdym kącie. W niedzielę świadkiem byłam sytuacji, która, według mnie, jest jednym z lepszych obrazów, jak wygląda życie człowieka i jak powinno się zmienić w Wielkim Poście.

Otóż obecna w kościele była dziewczynka, maksymalnie półtoraroczna, śliczna, bledziutka z rudą czupryną rozwianą na wszystkie strony. Dzieciątko widać bardzo było przywiązane do dziadków i swojej mamy, bo całą uwagę skupiało na nich, a wyglądało to w taki oto sposób.

Dzieciątko wyrywa się z matczynych rąk domagając się głośnym „Opa! Opa!” (na Śląsku i w Niemczech tak się nazywa dziadków, gwoli wyjaśnienia) obecności przy dziadku. Jako że stoją przy drzwiach wyjściowych, to mama na początku nie chciała pozwolić dziecku chodzić po kościele, ale w końcu dała za wygraną. Za pierwszym razem podeszła do dziadków, którzy siedzieli w ławce i podała im dziecko, usuwając się na swoje miejsce bez zawracania innym głowy. Sytuacja nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie dwa fakty: 1. Sama mówiłam na mojego dziadka „opa”, więc mam sentyment do tej nazwy i ktokolwiek, gdziekolwiek by jej nie używał, zawsze zwraca to moją uwagę; 2. Dziewczynka po chwili zaczęła wołać „Mama! Mama!”. I tu właśnie zaczęłam dzielić swoją uwagę między głoszącego kazanie księdza a dziecko.

Dziewczynka została oddana mamie, szczęśliwa wtuliła się w jej ramiona, jednak nie minęło pięć minut, a znowu domagała się dziadka. Więc została postawiona na ziemi i swoimi drobnymi nóżkami przemierzała od ławki do ławki z tym uroczym „Opa?” na ustach. Opę w końcu znalazła, została przez niego wzięta w ramiona i… nie minęło kilka minut, jak znowu zaczęła wołać o mamę.

I tak przynajmniej pięć razy. Co nam to mówi o nas, ludziach?

Otóż w tej sytuacji ja zobaczyłam obraz każdego człowieka. Opa to w tej „przypowieści” Bóg. Mama to rzeczy, do których jesteśmy bardzo przywiązani, ale nie zawsze są one dla nas dobre (nie ubliżając żadnej mamie, to tylko na cele opowieści). Całe nasze życie kursujemy między Bogiem a tymi rzeczami: pracą, pieniędzmi, przyjaciółmi, grzechem. Na tym ostatnim się chcę skupić, bo akurat pasuje idealnie na czas Wielkiego Postu. Wyrywamy się grzechowi wołając „Boże!” i trafiamy po spowiedzi w Jego ramiona. Nasza niezwykła przyjaźń z Nim znów jest odbudowana, jest cudownie, aż do czasu, gdy przypomnimy sobie o przyjemności, jaka wiąże się z niektórymi grzechami. Uciekamy z rąk Boga w ręce grzechu, aż do czasu, gdy znowu zatęsknimy za Ojcowskimi ramionami pełnymi miłości. I tak w kółko…

W przypadku dziewczynki z mojej opowieści, wystarczyłoby, że mama stanęłaby przy ławce dziadków. Mała widziałaby ukochanego opę i być może nie wyrywałaby się mamie. Albo odwrotnie, byłaby na kolanach dziadka i widziała ukochaną mamusię.

A co to oznacza dla nas? Wystarczy żyć (przebywać) bliżej Boga i w chwilach zwątpienia uciekać się do Niego o pomoc, której z pewnością udzieli. I na tym też, według mnie i mojej duszy, polega Wielki Post. Na ciągłym szukaniu Boga i wracaniu do Niego, na robieniu tego, co nas do Nieba przybliża.

Ave!

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię…

15 lutego 2018 Dodaj komentarz

gify-środa-popielcowa-620x300

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. (Mt 6, 1-6. 16-18)

Kościół zaleca chrześcijanom trzy wielkopostne praktyki — modlitwę, post i jałmużnę. O tym wszystkim mówił Jezus podczas Kazania na Górze i bardzo jasno, nawet ostro mówi o tym, jak owe praktyki powinny wyglądać – przede wszystkim wskazuje, na to żeby nie robić nic na pokaz, a przeżywać wszystko w sobie, w środku, w ukryciu… Iluż ja widziałam takich katolików, którzy w kościele klęczą godzinami, na Jasną Górę kilka razy w roku, a przychodziło to konkretnej pomocy, chociażby w formie dobrego słowa czy rady – to nie. Bo zajęty modlitwą. Albo lepiej zwyzywać i pogrozić palcem. Chodzi o to, żeby post, środę popielcową, Wielki Post, przygotowanie do Zmartwychwstania przeżyć najpierw i przede wszystkim w swoim sercu. Pomodlić się – jasne, ale po co chwalić się wszystkim ile czasu spędzam na modlitwie? Wielki Post ma zmienić nasze serca, a nie pokazywać jacy jesteśmy fajni, bo jesteśmy na chlebie i wodzie. W Księdze Joela jest napisane: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. (Jl 2,12-13).

A Ty jak przygotujesz swoje serce na Zmartwychwstanie?

 

POST

Czwarte przykazanie

FB_IMG_1500244203503

Wszyscy z Was wiedzą, jak brzmi czwarte przykazanie Dekalogu: Czcij ojca swego i matkę swoją. Jednak czy uczczenie ich zawsze wiąże się bezwzględnym posłuszeństwem? I czy w to przykazanie włączają się również dziadkowie?

Najpierw mały przykład. Wyobraźcie sobie, że rodzice są alkoholikami – zdarza się w niejednej rodzinie. Mają oni dorosłą już córkę, której nakazują iść do sklepu kupić im kolejną butelkę alkoholu. Czy w takim wypadku córka powinna okazać się posłuszna i uczynić to, o co ją proszą?

Albo młody chłopak czuje powołanie do kapłaństwa. Jest przekonany, że to jest jego droga, że to jest plan, jaki wyznaczył mu Bóg. Mówi o tym swoim rodzicom. A ci wpadają w szał i zakazują mu iść do seminarium, bo jest jedynakiem, a oni chcą w przyszłości mieć wnuki. (Co bardziej cyniczni pewnie pomyślą, że w dzisiejszych czasach nie byłoby to czymś dziwnym, gdyby ksiądz miał dzieci, ale taką sytuację wykluczamy na wstępie.) Czy taki młody chłopak powinien posłuchać rodziców i porzucić swoje powołanie?

Ostatni przykład, już całkiem z życia. Dziewczyna już od dawna pełnoletnia decyduje się na tatuaż. Wzór bliski jej sercu, wiąże się z ważnymi w jej życiu osobami i wydarzeniami. Po fakcie zostaje oskarżona o urażenie uczuć własnej babci, o bunt i brak szacunku dla rodziny, a ponadto o głupotę, wyrachowanie i niespełnienie pokładanych w niej nadziei. Babcia życzy wnuczce tego, co najgorsze i urywa kontakt, oskarżając wszystkich o współudział. Dodajmy, że bohaterka tej historii wcześniej konsultowała się z rodzicami, którzy nie byli zbyt szczęśliwi, ale zostawili decyzję córce, która od sześciu lat może stanowić o sobie. Jedyną osobą, która widziała w jej postępowaniu grzech, była babcia…

Co powinni uczynić bohaterowie tych krótkich historii? Powinni poddać się woli rodziców/dziadków i uczynić to, czego oczekiwali od nich inni?

Otóż nie. Czczenie rodziców objawia się tym, że opiekujemy się nimi, spełniamy ich prośby, ale w granicach rozsądku. Jeśli coś jest z gruntu złe (kupowanie alkoholu uzależnionym), nie powinniśmy do tego przykładać ręki, nawet kosztem nieposłuszeństwa. Jeśli rodzice wymagają od nas czegoś, co może sprawić, że nasze życie będzie niepełne, albo nawet nieszczęśliwe!, nie powinniśmy tego robić. Jeśli ktoś wkłada nas w ramy przez siebie stworzone, w które nie mieścimy się, nie powinniśmy robić wszystkiego, by się dostosować.

Nie jesteśmy głupimi baranami, ale Boskimi dziećmi, lwami wszego stworzenia! Każdy z nas ma swój rozum i wie, co jest dobre a co złe. Wie, co czuje wewnątrz i co jest dla niego ważne.

Nie poddawajmy się i nie rezygnujmy z marzeń tylko dlatego, że ktoś oczekuje od nas posłuszeństwa bezwarunkowego. Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Grzesznikami i świętymi. Idealnym tego przykładem jest stworzenie człowieka i to, że Bóg zawsze nad nami czuwa, nawet jeśli nie jesteśmy zawsze Mu posłuszni.

Czwarte przykazanie działa w obie strony. Czcijmy naszych rodziców i dziadków, ale pamiętajmy, że to nasze życie i to nie oni nas z niego rozliczą, ale Bóg. Nie czyńmy zła, także dla siebie, tylko dlatego, że ktoś ma oczekiwania wobec nas.

I pamiętajmy, że to czwarte, a nie pierwsze przykazanie. I że istnieją również dwa przykazania miłości.

Ave!

Na żyznej ziemi ziarno wyda plony

16 lipca 2017 Dodaj komentarz

W języku polskim wyróżniamy trzy czasy. Czas przeszły, teraźniejszy i przyszyły. Podczas dzisiejszej niedzieli chciałbym się właśnie na nich skupić. Chciałbym abyśmy spojrzeli na Jezusa, na Jego nauczanie pod kątem tych oto czasów.

We wtorek w liturgii słowa usłyszeliśmy takie słowa wypowiedziane przez uczniów do Jezusa: „Oto my zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Co za to otrzymamy?” Słowa zostawiliśmy, poszliśmy wskazują, że to wszystko się już wydarzyło. Już zostawiliśmy wszystko, wszystkie rzeczy, wszystkie spawy przyziemne, i poszliśmy za Jezusem, za Jego słowem. Czy możemy tak powiedzieć? Czy możesz powiedzieć tak jak uczniowie kiedyś do Jezusa? Czy zostawiłeś wszystko i poszedłeś za Jezusem? Ostatnio oglądając film padło tam takie stwierdzenie: „Nie trzeba być na wojnie by czuć się jak na wojnie” myślę, że te słowa pięknie pasują do życia Twojego, mojego i każdego z nas. Nie musimy być w strefie walk, w strefie ostrzału by stale martwić się o życie, by stale uważać by nie dostać „kulką w głowę” I Jezus doskonale o tym wie, doskonale nas rozumie. Sam był na ziemi i widział ludzi, którzy ciężko pracowali by mieć chleb, by mieć pozycję, władzę na tym świecie, sam przeżył wiele cierpienia ze strony uczniów, ale też ludzi, którzy dla innych chcieli „dobrze”. Ale Jezus nie zabrania nam mieć tego wszystkiego, Jezus chce być w tym wszystkim. Chce byś pokazał swoim życiem, że on jest przy Tobie na Twoim stanowisku, w Twojej pracy. Jezus chce być z Tobą w szkole, w trakcie wypoczynku. I mówi byś kierował się Jego przykazaniami, a wtedy…

A wtedy jak mówi Jezus: „stokroć więcej otrzyma i będzie miał udział w życiu wiecznym”. Jak widzimy po słowach otrzyma, będzie miał mówimy już o przyszłości. Czy ciężko jest przestrzegać przykazań? Myślę, że każdy odpowie inaczej.  Ale zwróćmy uwagę, ze każda osoba na świecie ma problem z jednym przykazaniem. Młodzież ma często problem z przykazaniem „Czcij ojca swego i matkę swoją”, „nie cudzołóż” „pamiętaj abyś dzień święty święcił”. Dorośli często borykają się z brakiem poszanowania do przykazań takich jak „nie pożądaj żony (męża) bliźniego swego”, „czcij ojca swego i matkę swoją” jak również „nie kradnij”. Myślę, że każdy, podkreślam każdy z nas boryka się z chociaż jednym przykazaniem, które jest dla nas trudne do wypełnienia. Jezus aby pomóc człowiekowi by wypełniał przykazania stawia kościół, stawia go w Warszawie, Płocku, Moskwie, Brukseli, Waszyngtonie i w każdym mieście, posyła tam kapłanów, którzy sprawują w Jego imieniu sakramenty. I robi to wszystko by pomóc człowiekowi w wypełnieniu przykazań. Kapłan w sakramencie pokuty i eucharystii ma dodać Ci otuchy, odpuścić Ci grzechy, dać moc przez Najświętszą Ofiarę byś walczył dalej i na nowo starał się wypełniać przykazania. Wiele osób jest uzależnionych od alkoholu, narkotyków, masturbacji, i Jezus nie postawił na ich drodze psychologów, bożków i wróżbitów ale właśnie Kościół, nie tylko jako budynek ale żywą wspólnotę. Każdy z nas może coś dla nich zrobić, może ofiarować swoją modlitwę w ich intencji, różne wyrzeczenia, możesz ofiarować swoją abstynencję, czystość duszy jak i ciała w ich intencji. Cały Kościół, cała wspólnota, może zdziałać cuda! Bo Jezus nikogo nie zostawia bez opieki i wychodzi…

Jezus wychodzi do ludzi i mówi: „Oto siewca wyszedł siać” słowo wyszedł wskazuje, że siewca w tym wypadku Jezus właśnie w tym momencie, właśnie teraz  wychodzi, wychodzi i sieje w nas słowo. Czy gdy dotrzesz do domu będziesz potrafił opowiedzieć Ewangelie usłyszaną dzisiaj podczas liturgii słowa? Czy gdy wyjdziesz z Kościoła będziesz potrafić czynić to co Jezus pragnie byś czynił?

potega_slowa-622x451

Jezus mówi dziś piękne słowa: „Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, co wy widzicie a nie zobaczyli”. Pokazuje nam jak wielki dar otrzymaliśmy i jak wielkie mamy zadanie. Słowa Jezusa są bardzo prawdziwe, kiedy spojrzymy na świętych, na błogosławionych kościoła ujrzymy, że Jezus daje wielkie dary, obdarza swoimi łaskami, ukazuje wiele ważnych spraw ludziom prostym, ludziom ubogim, ludziom, którzy mają problemy, którzy są uzależnieni. Czemu? Bo Bóg jest kochającym Ojcem i wie czego nam potrzeba. Jezus rzuca swoimi łaskami w nas. Tylko na jaki grunt padnie Jego słowo, Jego łaski, Jego miłosierdzie?

Jak mówi dzisiejszy psalm responsoryjny: „Na żyznej ziemi ziarno wyda plony” Każdy z nas ma w domu kwiaty doniczkowe. I jedne kwiaty potrzebują dużo wody, inne mniej, jeszcze inne muszą stać na słońcu, inne w cieniu. Jedne muszą mieć często zmienianą ziemię…. Tak jest z ludźmi. Każdy jest inny, każdy przeżywa wiarę inaczej. Ale każdy jest wyjątkowy! I tworzy coś niezwykłego! Jeden potrzebuje spowiedzi co tydzień a inny co rok! Jeden i drugi osiągną zbawienie! Czemu? Bo jeśli będzie choć odrobinę ziemi, która ma w sobie wiarę wtedy tam wykiełkuje coś, co da nam „klucz” do nieba!