Archiwum

Archive for the ‘rozważania’ Category

Jak dziecko

19 lutego 2018 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania great lent child

Zaczął się piękny czas Wielkiego Postu. Jednakże nie każdy rozumie, co tak naprawdę w trakcie tego okresu należy robić ze swoim życiem. Nie zliczę ile razy odpowiadałam dzisiaj w szkole swoim uczniom na pytanie: „A co to jest Wielki Post?”. No właśnie, co to jest?

Dorośli niejeden już przeżyli, więc teoretycznie wiedzą, co on oznacza i czym się różni od innych okresów roku liturgicznego. Mali ludzie (czyt. dzieci) jednak nie wiedzą, dlatego trzeba umieć dobrze im to wytłumaczyć, by pielęgnowali Wielki Post w sercu już od maleńkości.

Uwielbiam małe dzieci, ale już takie chodzące, na Mszach Świętych. Najczęściej rozpraszają moją uwagę, z czego dumna nie jestem, ale sam Jezus chciał, by przyprowadzać do Niego dziatwę, więc ja tylko podziwiam zaangażowanie tych dzieciaczków w szukanie Pana Jezusa po całej świątyni i w każdym kącie. W niedzielę świadkiem byłam sytuacji, która, według mnie, jest jednym z lepszych obrazów, jak wygląda życie człowieka i jak powinno się zmienić w Wielkim Poście.

Otóż obecna w kościele była dziewczynka, maksymalnie półtoraroczna, śliczna, bledziutka z rudą czupryną rozwianą na wszystkie strony. Dzieciątko widać bardzo było przywiązane do dziadków i swojej mamy, bo całą uwagę skupiało na nich, a wyglądało to w taki oto sposób.

Dzieciątko wyrywa się z matczynych rąk domagając się głośnym „Opa! Opa!” (na Śląsku i w Niemczech tak się nazywa dziadków, gwoli wyjaśnienia) obecności przy dziadku. Jako że stoją przy drzwiach wyjściowych, to mama na początku nie chciała pozwolić dziecku chodzić po kościele, ale w końcu dała za wygraną. Za pierwszym razem podeszła do dziadków, którzy siedzieli w ławce i podała im dziecko, usuwając się na swoje miejsce bez zawracania innym głowy. Sytuacja nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie dwa fakty: 1. Sama mówiłam na mojego dziadka „opa”, więc mam sentyment do tej nazwy i ktokolwiek, gdziekolwiek by jej nie używał, zawsze zwraca to moją uwagę; 2. Dziewczynka po chwili zaczęła wołać „Mama! Mama!”. I tu właśnie zaczęłam dzielić swoją uwagę między głoszącego kazanie księdza a dziecko.

Dziewczynka została oddana mamie, szczęśliwa wtuliła się w jej ramiona, jednak nie minęło pięć minut, a znowu domagała się dziadka. Więc została postawiona na ziemi i swoimi drobnymi nóżkami przemierzała od ławki do ławki z tym uroczym „Opa?” na ustach. Opę w końcu znalazła, została przez niego wzięta w ramiona i… nie minęło kilka minut, jak znowu zaczęła wołać o mamę.

I tak przynajmniej pięć razy. Co nam to mówi o nas, ludziach?

Otóż w tej sytuacji ja zobaczyłam obraz każdego człowieka. Opa to w tej „przypowieści” Bóg. Mama to rzeczy, do których jesteśmy bardzo przywiązani, ale nie zawsze są one dla nas dobre (nie ubliżając żadnej mamie, to tylko na cele opowieści). Całe nasze życie kursujemy między Bogiem a tymi rzeczami: pracą, pieniędzmi, przyjaciółmi, grzechem. Na tym ostatnim się chcę skupić, bo akurat pasuje idealnie na czas Wielkiego Postu. Wyrywamy się grzechowi wołając „Boże!” i trafiamy po spowiedzi w Jego ramiona. Nasza niezwykła przyjaźń z Nim znów jest odbudowana, jest cudownie, aż do czasu, gdy przypomnimy sobie o przyjemności, jaka wiąże się z niektórymi grzechami. Uciekamy z rąk Boga w ręce grzechu, aż do czasu, gdy znowu zatęsknimy za Ojcowskimi ramionami pełnymi miłości. I tak w kółko…

W przypadku dziewczynki z mojej opowieści, wystarczyłoby, że mama stanęłaby przy ławce dziadków. Mała widziałaby ukochanego opę i być może nie wyrywałaby się mamie. Albo odwrotnie, byłaby na kolanach dziadka i widziała ukochaną mamusię.

A co to oznacza dla nas? Wystarczy żyć (przebywać) bliżej Boga i w chwilach zwątpienia uciekać się do Niego o pomoc, której z pewnością udzieli. I na tym też, według mnie i mojej duszy, polega Wielki Post. Na ciągłym szukaniu Boga i wracaniu do Niego, na robieniu tego, co nas do Nieba przybliża.

Ave!

Reklamy

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię…

15 lutego 2018 Dodaj komentarz

gify-środa-popielcowa-620x300

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. (Mt 6, 1-6. 16-18)

Kościół zaleca chrześcijanom trzy wielkopostne praktyki — modlitwę, post i jałmużnę. O tym wszystkim mówił Jezus podczas Kazania na Górze i bardzo jasno, nawet ostro mówi o tym, jak owe praktyki powinny wyglądać – przede wszystkim wskazuje, na to żeby nie robić nic na pokaz, a przeżywać wszystko w sobie, w środku, w ukryciu… Iluż ja widziałam takich katolików, którzy w kościele klęczą godzinami, na Jasną Górę kilka razy w roku, a przychodziło to konkretnej pomocy, chociażby w formie dobrego słowa czy rady – to nie. Bo zajęty modlitwą. Albo lepiej zwyzywać i pogrozić palcem. Chodzi o to, żeby post, środę popielcową, Wielki Post, przygotowanie do Zmartwychwstania przeżyć najpierw i przede wszystkim w swoim sercu. Pomodlić się – jasne, ale po co chwalić się wszystkim ile czasu spędzam na modlitwie? Wielki Post ma zmienić nasze serca, a nie pokazywać jacy jesteśmy fajni, bo jesteśmy na chlebie i wodzie. W Księdze Joela jest napisane: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. (Jl 2,12-13).

A Ty jak przygotujesz swoje serce na Zmartwychwstanie?

 

POST

Czwarte przykazanie

26 lipca 2017 Dodaj komentarz

FB_IMG_1500244203503

Wszyscy z Was wiedzą, jak brzmi czwarte przykazanie Dekalogu: Czcij ojca swego i matkę swoją. Jednak czy uczczenie ich zawsze wiąże się bezwzględnym posłuszeństwem? I czy w to przykazanie włączają się również dziadkowie?

Najpierw mały przykład. Wyobraźcie sobie, że rodzice są alkoholikami – zdarza się w niejednej rodzinie. Mają oni dorosłą już córkę, której nakazują iść do sklepu kupić im kolejną butelkę alkoholu. Czy w takim wypadku córka powinna okazać się posłuszna i uczynić to, o co ją proszą?

Albo młody chłopak czuje powołanie do kapłaństwa. Jest przekonany, że to jest jego droga, że to jest plan, jaki wyznaczył mu Bóg. Mówi o tym swoim rodzicom. A ci wpadają w szał i zakazują mu iść do seminarium, bo jest jedynakiem, a oni chcą w przyszłości mieć wnuki. (Co bardziej cyniczni pewnie pomyślą, że w dzisiejszych czasach nie byłoby to czymś dziwnym, gdyby ksiądz miał dzieci, ale taką sytuację wykluczamy na wstępie.) Czy taki młody chłopak powinien posłuchać rodziców i porzucić swoje powołanie?

Ostatni przykład, już całkiem z życia. Dziewczyna już od dawna pełnoletnia decyduje się na tatuaż. Wzór bliski jej sercu, wiąże się z ważnymi w jej życiu osobami i wydarzeniami. Po fakcie zostaje oskarżona o urażenie uczuć własnej babci, o bunt i brak szacunku dla rodziny, a ponadto o głupotę, wyrachowanie i niespełnienie pokładanych w niej nadziei. Babcia życzy wnuczce tego, co najgorsze i urywa kontakt, oskarżając wszystkich o współudział. Dodajmy, że bohaterka tej historii wcześniej konsultowała się z rodzicami, którzy nie byli zbyt szczęśliwi, ale zostawili decyzję córce, która od sześciu lat może stanowić o sobie. Jedyną osobą, która widziała w jej postępowaniu grzech, była babcia…

Co powinni uczynić bohaterowie tych krótkich historii? Powinni poddać się woli rodziców/dziadków i uczynić to, czego oczekiwali od nich inni?

Otóż nie. Czczenie rodziców objawia się tym, że opiekujemy się nimi, spełniamy ich prośby, ale w granicach rozsądku. Jeśli coś jest z gruntu złe (kupowanie alkoholu uzależnionym), nie powinniśmy do tego przykładać ręki, nawet kosztem nieposłuszeństwa. Jeśli rodzice wymagają od nas czegoś, co może sprawić, że nasze życie będzie niepełne, albo nawet nieszczęśliwe!, nie powinniśmy tego robić. Jeśli ktoś wkłada nas w ramy przez siebie stworzone, w które nie mieścimy się, nie powinniśmy robić wszystkiego, by się dostosować.

Nie jesteśmy głupimi baranami, ale Boskimi dziećmi, lwami wszego stworzenia! Każdy z nas ma swój rozum i wie, co jest dobre a co złe. Wie, co czuje wewnątrz i co jest dla niego ważne.

Nie poddawajmy się i nie rezygnujmy z marzeń tylko dlatego, że ktoś oczekuje od nas posłuszeństwa bezwarunkowego. Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Grzesznikami i świętymi. Idealnym tego przykładem jest stworzenie człowieka i to, że Bóg zawsze nad nami czuwa, nawet jeśli nie jesteśmy zawsze Mu posłuszni.

Czwarte przykazanie działa w obie strony. Czcijmy naszych rodziców i dziadków, ale pamiętajmy, że to nasze życie i to nie oni nas z niego rozliczą, ale Bóg. Nie czyńmy zła, także dla siebie, tylko dlatego, że ktoś ma oczekiwania wobec nas.

I pamiętajmy, że to czwarte, a nie pierwsze przykazanie. I że istnieją również dwa przykazania miłości.

Ave!

Na żyznej ziemi ziarno wyda plony

W języku polskim wyróżniamy trzy czasy. Czas przeszły, teraźniejszy i przyszyły. Podczas dzisiejszej niedzieli chciałbym się właśnie na nich skupić. Chciałbym abyśmy spojrzeli na Jezusa, na Jego nauczanie pod kątem tych oto czasów.

We wtorek w liturgii słowa usłyszeliśmy takie słowa wypowiedziane przez uczniów do Jezusa: „Oto my zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Co za to otrzymamy?” Słowa zostawiliśmy, poszliśmy wskazują, że to wszystko się już wydarzyło. Już zostawiliśmy wszystko, wszystkie rzeczy, wszystkie spawy przyziemne, i poszliśmy za Jezusem, za Jego słowem. Czy możemy tak powiedzieć? Czy możesz powiedzieć tak jak uczniowie kiedyś do Jezusa? Czy zostawiłeś wszystko i poszedłeś za Jezusem? Ostatnio oglądając film padło tam takie stwierdzenie: „Nie trzeba być na wojnie by czuć się jak na wojnie” myślę, że te słowa pięknie pasują do życia Twojego, mojego i każdego z nas. Nie musimy być w strefie walk, w strefie ostrzału by stale martwić się o życie, by stale uważać by nie dostać „kulką w głowę” I Jezus doskonale o tym wie, doskonale nas rozumie. Sam był na ziemi i widział ludzi, którzy ciężko pracowali by mieć chleb, by mieć pozycję, władzę na tym świecie, sam przeżył wiele cierpienia ze strony uczniów, ale też ludzi, którzy dla innych chcieli „dobrze”. Ale Jezus nie zabrania nam mieć tego wszystkiego, Jezus chce być w tym wszystkim. Chce byś pokazał swoim życiem, że on jest przy Tobie na Twoim stanowisku, w Twojej pracy. Jezus chce być z Tobą w szkole, w trakcie wypoczynku. I mówi byś kierował się Jego przykazaniami, a wtedy…

A wtedy jak mówi Jezus: „stokroć więcej otrzyma i będzie miał udział w życiu wiecznym”. Jak widzimy po słowach otrzyma, będzie miał mówimy już o przyszłości. Czy ciężko jest przestrzegać przykazań? Myślę, że każdy odpowie inaczej.  Ale zwróćmy uwagę, ze każda osoba na świecie ma problem z jednym przykazaniem. Młodzież ma często problem z przykazaniem „Czcij ojca swego i matkę swoją”, „nie cudzołóż” „pamiętaj abyś dzień święty święcił”. Dorośli często borykają się z brakiem poszanowania do przykazań takich jak „nie pożądaj żony (męża) bliźniego swego”, „czcij ojca swego i matkę swoją” jak również „nie kradnij”. Myślę, że każdy, podkreślam każdy z nas boryka się z chociaż jednym przykazaniem, które jest dla nas trudne do wypełnienia. Jezus aby pomóc człowiekowi by wypełniał przykazania stawia kościół, stawia go w Warszawie, Płocku, Moskwie, Brukseli, Waszyngtonie i w każdym mieście, posyła tam kapłanów, którzy sprawują w Jego imieniu sakramenty. I robi to wszystko by pomóc człowiekowi w wypełnieniu przykazań. Kapłan w sakramencie pokuty i eucharystii ma dodać Ci otuchy, odpuścić Ci grzechy, dać moc przez Najświętszą Ofiarę byś walczył dalej i na nowo starał się wypełniać przykazania. Wiele osób jest uzależnionych od alkoholu, narkotyków, masturbacji, i Jezus nie postawił na ich drodze psychologów, bożków i wróżbitów ale właśnie Kościół, nie tylko jako budynek ale żywą wspólnotę. Każdy z nas może coś dla nich zrobić, może ofiarować swoją modlitwę w ich intencji, różne wyrzeczenia, możesz ofiarować swoją abstynencję, czystość duszy jak i ciała w ich intencji. Cały Kościół, cała wspólnota, może zdziałać cuda! Bo Jezus nikogo nie zostawia bez opieki i wychodzi…

Jezus wychodzi do ludzi i mówi: „Oto siewca wyszedł siać” słowo wyszedł wskazuje, że siewca w tym wypadku Jezus właśnie w tym momencie, właśnie teraz  wychodzi, wychodzi i sieje w nas słowo. Czy gdy dotrzesz do domu będziesz potrafił opowiedzieć Ewangelie usłyszaną dzisiaj podczas liturgii słowa? Czy gdy wyjdziesz z Kościoła będziesz potrafić czynić to co Jezus pragnie byś czynił?

potega_slowa-622x451

Jezus mówi dziś piękne słowa: „Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, co wy widzicie a nie zobaczyli”. Pokazuje nam jak wielki dar otrzymaliśmy i jak wielkie mamy zadanie. Słowa Jezusa są bardzo prawdziwe, kiedy spojrzymy na świętych, na błogosławionych kościoła ujrzymy, że Jezus daje wielkie dary, obdarza swoimi łaskami, ukazuje wiele ważnych spraw ludziom prostym, ludziom ubogim, ludziom, którzy mają problemy, którzy są uzależnieni. Czemu? Bo Bóg jest kochającym Ojcem i wie czego nam potrzeba. Jezus rzuca swoimi łaskami w nas. Tylko na jaki grunt padnie Jego słowo, Jego łaski, Jego miłosierdzie?

Jak mówi dzisiejszy psalm responsoryjny: „Na żyznej ziemi ziarno wyda plony” Każdy z nas ma w domu kwiaty doniczkowe. I jedne kwiaty potrzebują dużo wody, inne mniej, jeszcze inne muszą stać na słońcu, inne w cieniu. Jedne muszą mieć często zmienianą ziemię…. Tak jest z ludźmi. Każdy jest inny, każdy przeżywa wiarę inaczej. Ale każdy jest wyjątkowy! I tworzy coś niezwykłego! Jeden potrzebuje spowiedzi co tydzień a inny co rok! Jeden i drugi osiągną zbawienie! Czemu? Bo jeśli będzie choć odrobinę ziemi, która ma w sobie wiarę wtedy tam wykiełkuje coś, co da nam „klucz” do nieba!

 

Jaki nektar Ty przynosisz do swojego ula?

Chciałbym abyśmy dziś zamienili się w pszczołę :). Nich każdy z nas stanie się pszczołą. Każda pszczoła wylatuje ze swojego ula, oblatuje go dookoła i wraca z nektarem. My też dziś wylećmy ze swojego ula. Wylećmy z zapatrzenia w siebie, z indywidualizmu i spójrzmy na swoje życie jak pszczoła z góry. Spójrz na swoje życie z daleka i z każdej strony. Jakie jest Twoje życie? Jak ono wygląda? Czy możesz powiedzieć sobie właśnie dziś, teraz, że jesteś szczęśliwy? Możesz powiedzieć sobie, że Twoje życie jest wspaniałe? I czy potrafisz odpowiedzieć sobie kto jest Twoim panem? Wyleć dziś z tego ula i wróć do niego z tym co najcenniejsze. Z Bogiem albo mamoną…

  • Z Bogiem, który chce przynieść do Twojego ula spokój i radość. Z Bogiem, który przyniesie do Twego ula porządek i wniesie miłość.
  • Z mamoną, która da Ci rozproszenie, która zabierze Ci czas na bezsensowne patrzenie w telefon. Z mamoną, która zabierze Ci czas i gdy się obejrzysz będziesz stać przed trumną.

Od Ciebie właśnie dziś, teraz zależy jaki nektar przyniesiesz do swojego ula. Czasem trzeba wyjść, zapytać samego siebie co chcę do niego przynieść, a może nie co ale Kogo. Kogo zaprosić do tego ula? Do swojego życia?

I dziś Jezus daje nam dwie możliwość wyboru, nie ma trzeciej. Dziś musimy wybrać! Musimy wybrać „nektar” naszego życia. Bo chrześcijanin to taka pszczoła, która musi przynosić nektar. Bez nektaru będzie niepotrzebna i nie będzie utrzymywać swojego ulu. I każdy człowiek, a tym bardziej chrześcijanin musi zadać sobie pytanie jaki nektar przynoszę do swojego ulu, do swojego życia?

Nektar, który pszczoły przynoszą do swojego ula jest ściśle określony przez królową, przez ich „przywódcę”, który przewodzi im i ten nektar zamienia w coś dobrego. I my chrześcijanie mamy Boga. I to Jemu przynosimy ten nektar a on tworzy z niego „coś dobrego” Dlatego teraz zastanów się jaki nektar Ty przynosisz Bogu i co On może z niego uczynić?

Jestem pewien, że jeśli dziś odwiedzasz kościół, spowiadając się, przyjmując Ciało Chrystusa i modląc się przynosisz Bogu wspaniały nektar, który przemieni go w obfite Błogosławieństwo.

Ale jak pszczoły tak i my mamy pewne „przeszkody” na drodze zbierania tego nektaru…

Mamona, bo o niej mowa zabiera nam właściwe spojrzenie na nektar, który powinniśmy zbierać. Mamona odwraca nam wzrok od właściwego nektaru a często wiedzie nas do innego przewodnika, który wybiera inny „nektar”.

„Nie możecie służyć Bogu i mamonie”. Służyć mamonie to de facto czynić z pieniądza bożka, któremu oddaje cześć i do zdobycia którego angażuje całą moją witalność i talenty. Nie służę Bogu ale mamonie. Wydaje mi się, że to pieniądz służy mnie ale w istocie jest zupełnie odwrotnie. Wartość swojego życia uzależniam od ilości posiadanych pieniędzy, społecznego prestiżu i znaczenia. Im więcej posiadam, tym bardziej jestem niespokojny i niespełniony. Bo nie w ilości posiadanych dóbr leży moje spełnienie jako człowieka ale  w relacji do Boga dla którego zostałem uczyniony. Służyć Bogu to właściwie lokować swoje talenty i energię życiową. Im bardziej służę Bogu tym bardziej jestem, im bardziej służę mamonie tym mniej jestem i tym bardziej jestem posiadany  przez to, co wydaje mi się posiadam i czego jestem panem.

Służyć Bogu to przede wszystkim ufać mu całym sercem. Niemożliwe jest by Mu służyć  bez ufności w nim pokładanej.

Jezus dziś mówi nam abyśmy zbytnio nie troszczyli się o dobra materialne. Zbytnio, nie znaczy w ogóle. Ten kto kocha troszczy się o zapewnienie także i bytu materialnego swoim ukochanym. Tej troski jednak nie wolno nam odrywać od zaufania Bogu. Jezus mówi nam coś jeszcze równie ważnego a właściwie najważniejszego. „Troszczcie się najpierw o królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam przydane”. Jeśli zatroszczymy się o sprawiedliwość, miłości i dobro, Bóg dostarczy nam wszelkich środków do dobrego życia.

Już za moment rozpocznie się Wielki Post… I jaki on będzie? Znów 40 dni nudów? A jak przeżyję teraz te ostatnie dni zabawy? Może pokażę Jezusowi jak Go kocham i zostanę dziś 5 minut dłużej po Mszy Świętej i spojrzę mu prosto w oczy i powiem: Chce służyć Tobie, nie mamonie, nie facebookowi, nie komputerowi, chce służyć temu, który może dać Mi szczęście, radość, który będzie ze mną gdy skończy mi się Internet i nie będzie prądu, chce służyć temu, który będzie dostępny nawet po 22, który będzie miał dla mnie czas nawet w trumnie….

 

„Odwagi! Nie bójcie się!” Iz 35, 4bc

       gaudeteNiedziela Gaudete zwana niedzielą różową (ze względu na kolor szat, jakich tego dnia się używa)  ale przede wszystkim niedzielą radości. Półmetek Adwentu oznacza zbliżające się Święta Bożego Narodzenia a co za tym idzie ogłasza nadchodzącą radość.

       Każdy z na lubi owe ciepełko rodzinne, atmosferę, zapach mandarynek, żywej choinki, potraw czekających na świątecznie ozdobionym stole, wspólne śpiewanie kolęd, pasterkę itd. itd. itd.

       Ale żeby tego doczekać trzeba przede wszystkim przygotować się duchowo. I o takich duchowym przygotowaniu czytamy w czytaniu z dzisiejszej jutrzni.

„Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła.”

Rz 13,11-12

             Przyoblec się w zbroję światła- jak?  Jak to zrobić w czasie Adwentu? Sprawa prosta lecz wymagająca od nas niemałego wysiłku. Pierwsze- roraty. Choć jest już połowa Adwentu i połowa rorat za nami, to mimo wszystko warto się obudzić i usłyszeć ten ostatni dzwonek, by rano wstać mimo zmęczenia i ruszyć z lampionem do kościoła. Sama postawiłam sobie wymaganie by, gdy mam na późniejsza godziną do pracy, wstać na roraty- póki co się udaje, więc polecam. Rzecz druga- adwentowe rekolekcje. W każdej parafii możemy owe przygotowanie zastać. Do wyboru do koloru. Gdzie chce, z kim chce, dlaczego tam a nie tu. Co do tej kwestii szczęścia nie miałam, wybrałam rekolekcje parafialne, by przy okazji towarzyszyć mamie w owym wysiłku. Po zakończonych rekolekcjach usłyszałam od przyjaciela słowa, że choć nie ubogaciłam się słowem, to ofiara tego czasu na rzecz czegoś, również ma swój konkretny cel. I dlatego rekolekcje potraktowałam jako ofiarę.  Sprawa trzecia- spowiedź. Kwestia chyba najbardziej wymagająca. Wymagająca wysiłku ale i odwagi. To nie jest takie hop siup, czary-mary, hokus-pokus i abrakadabra i nie mam grzechu. No, nie. Nie tak. To przede wszystkim stanięcie w prawdzie, w prawdzie o sobie i w prawdzie przed Panem Bogiem. Przyznaję się do WSZYSTKICH win, grzechów, złych uczynków. Przyznaję się, że zrobiłem/ zrobiłam to JA, a nie bo Maciek mnie sprowokował. Mamy wolną wolę wiec to MY decydujemy i wybieramy dobro albo zło. SZCZERZE się spowiadam, a nie ‘wyznam tylko te grzechy, które są najlżejsze ze wszystkich, a o reszcie wspomnę w regułce <<Więcej grzechów nie pamiętam>’ Error! Tam jest Chrystus, tam w konfesjonale. On brzydzi się GRZECHEM a nie CZŁOWIEKIEM. Więc… no właśnie! Po co się bać? Pamiętać trzeba o porzuceniu WSZELKIEGO PRZYWIĄZANIA DO GRZECHU a więc ŻAŁOWAĆ i ZADOŚĆUCZYNIĆ.

         Owe praktyki nie są jedynymi, które przygotują nas na ponowne Boże Narodzenie, na ponowny czas radości by się prawdziwie radować, zaczynając od dzisiejszej niedzieli, niedzieli GAUDETE. Skorzystajcie z podpowiedzi. Dbajcie o swój rozwój duchowy, dbajcie o swoje dobre imię i dbajcie o dobry kontakt z tym, który już niedługo przyjdzie ponownie na świat i od nowa przeżywać będziemy historię Bożego Narodzenia.

On wie lepiej…

17 listopada 2016 Dodaj komentarz

 

apokalipsa-sw-jana

Ja, Jan, ujrzałem oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby mówiącej ze mną, powiedział: Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać. Doznałem natychmiast zachwycenia: A oto w niebie stał tron i na tronie [ktoś] zasiadał. A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu – podobna z wyglądu do szmaragdu. Dokoła tronu – dwadzieścia cztery trony, a na tronach dwudziestu czterech siedzących Starców, odzianych w białe szaty, a na ich głowach złote wieńce. A z tronu wychodzą błyskawice i głosy, i gromy, i płonie przed tronem siedem lamp ognistych, które są siedmiu Duchami Boga. Przed tronem – niby szklane morze podobne do kryształu, a w środku tronu i dokoła tronu cztery Zwierzęta pełne oczu z przodu i z tyłu: Zwierzę pierwsze podobne do lwa, Zwierzę drugie podobne do wołu, Zwierzę trzecie mające twarz jak gdyby ludzką i Zwierzę czwarte podobne do orła w locie. Cztery Zwierzęta – a każde z nich ma po sześć skrzydeł – dokoła i wewnątrz są pełne oczu, i spoczynku nie mają, mówiąc dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi. A ilekroć Zwierzęta oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddaje pokłon żyjącemu na wieki wieków, i rzuca przed tronem wieńce swe, mówiąc: Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone. (Ap 4,1-11)

Zazwyczaj czytania z Apokalipsy św. Jana są kojarzone są często z mrocznymi i strasznymi wizjami, jednak tak naprawdę są napełnione dużą nadziei oraz przeświadczenie, że śmierć nie jest końcem. Kiedy słuchałam tego czytania podczas Eucharystii moją szczególną uwagę przykuło jego ostatnie zdanie – Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone.

Dlaczego ono mnie tak poruszyło? Dlaczego tak bardzo przykuło moją uwagę? Poszłam na Eucharystię z pewną dozą żalu i smutku (ich przyczynę zostawię tylko dla siebie). Siadłam w ławce mniej więcej w połowie kościoła w tym swoim smutku i żalu, no i w czytaniu słyszę to zdanie. Zdanie, które pokazało mi, że ten cały smutek i żal (a w szczególności ich przyczyny) jest Jego zamiarem, że On ma w tym jakiś swój plan, choć ja go jeszcze go nie widzę. Bóg widzi dalej, głębiej, On wie lepiej, dlatego należy Go za to uwielbiać. Wiem, że jest ciężko dziękując Niewidzialnemu widząc tylko ciemność, komplikacje, smutek i żal… Ale tak naprawdę to popłaci. O dziękowaniu pisał także św. Paweł w 1 Liście do Tesaloniczan: W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. (1 Tes 5,18)

Pamiętaj, On jest większy niż nasz umysł, większy niż nasze pomysły i plany. On wie lepiej. On ma wiele lepszy pomysł na nasze życie niż może nam się wydawać, bo stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone.