Archive

Archive for the ‘rozważania’ Category

Jaki nektar Ty przynosisz do swojego ula?

Chciałbym abyśmy dziś zamienili się w pszczołę :). Nich każdy z nas stanie się pszczołą. Każda pszczoła wylatuje ze swojego ula, oblatuje go dookoła i wraca z nektarem. My też dziś wylećmy ze swojego ula. Wylećmy z zapatrzenia w siebie, z indywidualizmu i spójrzmy na swoje życie jak pszczoła z góry. Spójrz na swoje życie z daleka i z każdej strony. Jakie jest Twoje życie? Jak ono wygląda? Czy możesz powiedzieć sobie właśnie dziś, teraz, że jesteś szczęśliwy? Możesz powiedzieć sobie, że Twoje życie jest wspaniałe? I czy potrafisz odpowiedzieć sobie kto jest Twoim panem? Wyleć dziś z tego ula i wróć do niego z tym co najcenniejsze. Z Bogiem albo mamoną…

  • Z Bogiem, który chce przynieść do Twojego ula spokój i radość. Z Bogiem, który przyniesie do Twego ula porządek i wniesie miłość.
  • Z mamoną, która da Ci rozproszenie, która zabierze Ci czas na bezsensowne patrzenie w telefon. Z mamoną, która zabierze Ci czas i gdy się obejrzysz będziesz stać przed trumną.

Od Ciebie właśnie dziś, teraz zależy jaki nektar przyniesiesz do swojego ula. Czasem trzeba wyjść, zapytać samego siebie co chcę do niego przynieść, a może nie co ale Kogo. Kogo zaprosić do tego ula? Do swojego życia?

I dziś Jezus daje nam dwie możliwość wyboru, nie ma trzeciej. Dziś musimy wybrać! Musimy wybrać „nektar” naszego życia. Bo chrześcijanin to taka pszczoła, która musi przynosić nektar. Bez nektaru będzie niepotrzebna i nie będzie utrzymywać swojego ulu. I każdy człowiek, a tym bardziej chrześcijanin musi zadać sobie pytanie jaki nektar przynoszę do swojego ulu, do swojego życia?

Nektar, który pszczoły przynoszą do swojego ula jest ściśle określony przez królową, przez ich „przywódcę”, który przewodzi im i ten nektar zamienia w coś dobrego. I my chrześcijanie mamy Boga. I to Jemu przynosimy ten nektar a on tworzy z niego „coś dobrego” Dlatego teraz zastanów się jaki nektar Ty przynosisz Bogu i co On może z niego uczynić?

Jestem pewien, że jeśli dziś odwiedzasz kościół, spowiadając się, przyjmując Ciało Chrystusa i modląc się przynosisz Bogu wspaniały nektar, który przemieni go w obfite Błogosławieństwo.

Ale jak pszczoły tak i my mamy pewne „przeszkody” na drodze zbierania tego nektaru…

Mamona, bo o niej mowa zabiera nam właściwe spojrzenie na nektar, który powinniśmy zbierać. Mamona odwraca nam wzrok od właściwego nektaru a często wiedzie nas do innego przewodnika, który wybiera inny „nektar”.

„Nie możecie służyć Bogu i mamonie”. Służyć mamonie to de facto czynić z pieniądza bożka, któremu oddaje cześć i do zdobycia którego angażuje całą moją witalność i talenty. Nie służę Bogu ale mamonie. Wydaje mi się, że to pieniądz służy mnie ale w istocie jest zupełnie odwrotnie. Wartość swojego życia uzależniam od ilości posiadanych pieniędzy, społecznego prestiżu i znaczenia. Im więcej posiadam, tym bardziej jestem niespokojny i niespełniony. Bo nie w ilości posiadanych dóbr leży moje spełnienie jako człowieka ale  w relacji do Boga dla którego zostałem uczyniony. Służyć Bogu to właściwie lokować swoje talenty i energię życiową. Im bardziej służę Bogu tym bardziej jestem, im bardziej służę mamonie tym mniej jestem i tym bardziej jestem posiadany  przez to, co wydaje mi się posiadam i czego jestem panem.

Służyć Bogu to przede wszystkim ufać mu całym sercem. Niemożliwe jest by Mu służyć  bez ufności w nim pokładanej.

Jezus dziś mówi nam abyśmy zbytnio nie troszczyli się o dobra materialne. Zbytnio, nie znaczy w ogóle. Ten kto kocha troszczy się o zapewnienie także i bytu materialnego swoim ukochanym. Tej troski jednak nie wolno nam odrywać od zaufania Bogu. Jezus mówi nam coś jeszcze równie ważnego a właściwie najważniejszego. „Troszczcie się najpierw o królestwo Boże i jego sprawiedliwość, a wszystko inne będzie wam przydane”. Jeśli zatroszczymy się o sprawiedliwość, miłości i dobro, Bóg dostarczy nam wszelkich środków do dobrego życia.

Już za moment rozpocznie się Wielki Post… I jaki on będzie? Znów 40 dni nudów? A jak przeżyję teraz te ostatnie dni zabawy? Może pokażę Jezusowi jak Go kocham i zostanę dziś 5 minut dłużej po Mszy Świętej i spojrzę mu prosto w oczy i powiem: Chce służyć Tobie, nie mamonie, nie facebookowi, nie komputerowi, chce służyć temu, który może dać Mi szczęście, radość, który będzie ze mną gdy skończy mi się Internet i nie będzie prądu, chce służyć temu, który będzie dostępny nawet po 22, który będzie miał dla mnie czas nawet w trumnie….

 

„Odwagi! Nie bójcie się!” Iz 35, 4bc

       gaudeteNiedziela Gaudete zwana niedzielą różową (ze względu na kolor szat, jakich tego dnia się używa)  ale przede wszystkim niedzielą radości. Półmetek Adwentu oznacza zbliżające się Święta Bożego Narodzenia a co za tym idzie ogłasza nadchodzącą radość.

       Każdy z na lubi owe ciepełko rodzinne, atmosferę, zapach mandarynek, żywej choinki, potraw czekających na świątecznie ozdobionym stole, wspólne śpiewanie kolęd, pasterkę itd. itd. itd.

       Ale żeby tego doczekać trzeba przede wszystkim przygotować się duchowo. I o takich duchowym przygotowaniu czytamy w czytaniu z dzisiejszej jutrzni.

„Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła.”

Rz 13,11-12

             Przyoblec się w zbroję światła- jak?  Jak to zrobić w czasie Adwentu? Sprawa prosta lecz wymagająca od nas niemałego wysiłku. Pierwsze- roraty. Choć jest już połowa Adwentu i połowa rorat za nami, to mimo wszystko warto się obudzić i usłyszeć ten ostatni dzwonek, by rano wstać mimo zmęczenia i ruszyć z lampionem do kościoła. Sama postawiłam sobie wymaganie by, gdy mam na późniejsza godziną do pracy, wstać na roraty- póki co się udaje, więc polecam. Rzecz druga- adwentowe rekolekcje. W każdej parafii możemy owe przygotowanie zastać. Do wyboru do koloru. Gdzie chce, z kim chce, dlaczego tam a nie tu. Co do tej kwestii szczęścia nie miałam, wybrałam rekolekcje parafialne, by przy okazji towarzyszyć mamie w owym wysiłku. Po zakończonych rekolekcjach usłyszałam od przyjaciela słowa, że choć nie ubogaciłam się słowem, to ofiara tego czasu na rzecz czegoś, również ma swój konkretny cel. I dlatego rekolekcje potraktowałam jako ofiarę.  Sprawa trzecia- spowiedź. Kwestia chyba najbardziej wymagająca. Wymagająca wysiłku ale i odwagi. To nie jest takie hop siup, czary-mary, hokus-pokus i abrakadabra i nie mam grzechu. No, nie. Nie tak. To przede wszystkim stanięcie w prawdzie, w prawdzie o sobie i w prawdzie przed Panem Bogiem. Przyznaję się do WSZYSTKICH win, grzechów, złych uczynków. Przyznaję się, że zrobiłem/ zrobiłam to JA, a nie bo Maciek mnie sprowokował. Mamy wolną wolę wiec to MY decydujemy i wybieramy dobro albo zło. SZCZERZE się spowiadam, a nie ‘wyznam tylko te grzechy, które są najlżejsze ze wszystkich, a o reszcie wspomnę w regułce <<Więcej grzechów nie pamiętam>’ Error! Tam jest Chrystus, tam w konfesjonale. On brzydzi się GRZECHEM a nie CZŁOWIEKIEM. Więc… no właśnie! Po co się bać? Pamiętać trzeba o porzuceniu WSZELKIEGO PRZYWIĄZANIA DO GRZECHU a więc ŻAŁOWAĆ i ZADOŚĆUCZYNIĆ.

         Owe praktyki nie są jedynymi, które przygotują nas na ponowne Boże Narodzenie, na ponowny czas radości by się prawdziwie radować, zaczynając od dzisiejszej niedzieli, niedzieli GAUDETE. Skorzystajcie z podpowiedzi. Dbajcie o swój rozwój duchowy, dbajcie o swoje dobre imię i dbajcie o dobry kontakt z tym, który już niedługo przyjdzie ponownie na świat i od nowa przeżywać będziemy historię Bożego Narodzenia.

On wie lepiej…

17 listopada 2016 Dodaj komentarz

 

apokalipsa-sw-jana

Ja, Jan, ujrzałem oto drzwi otwarte w niebie, a głos, ów pierwszy, jaki usłyszałem, jak gdyby trąby mówiącej ze mną, powiedział: Wstąp tutaj, a to ci ukażę, co potem musi się stać. Doznałem natychmiast zachwycenia: A oto w niebie stał tron i na tronie [ktoś] zasiadał. A Zasiadający był podobny z wyglądu do jaspisu i do krwawnika, a tęcza dokoła tronu – podobna z wyglądu do szmaragdu. Dokoła tronu – dwadzieścia cztery trony, a na tronach dwudziestu czterech siedzących Starców, odzianych w białe szaty, a na ich głowach złote wieńce. A z tronu wychodzą błyskawice i głosy, i gromy, i płonie przed tronem siedem lamp ognistych, które są siedmiu Duchami Boga. Przed tronem – niby szklane morze podobne do kryształu, a w środku tronu i dokoła tronu cztery Zwierzęta pełne oczu z przodu i z tyłu: Zwierzę pierwsze podobne do lwa, Zwierzę drugie podobne do wołu, Zwierzę trzecie mające twarz jak gdyby ludzką i Zwierzę czwarte podobne do orła w locie. Cztery Zwierzęta – a każde z nich ma po sześć skrzydeł – dokoła i wewnątrz są pełne oczu, i spoczynku nie mają, mówiąc dniem i nocą: Święty, Święty, Święty, Pan Bóg wszechmogący, Który był i Który jest, i Który przychodzi. A ilekroć Zwierzęta oddadzą chwałę i cześć, i dziękczynienie Zasiadającemu na tronie, żyjącemu na wieki wieków, upada dwudziestu czterech Starców przed Zasiadającym na tronie i oddaje pokłon żyjącemu na wieki wieków, i rzuca przed tronem wieńce swe, mówiąc: Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone. (Ap 4,1-11)

Zazwyczaj czytania z Apokalipsy św. Jana są kojarzone są często z mrocznymi i strasznymi wizjami, jednak tak naprawdę są napełnione dużą nadziei oraz przeświadczenie, że śmierć nie jest końcem. Kiedy słuchałam tego czytania podczas Eucharystii moją szczególną uwagę przykuło jego ostatnie zdanie – Godzien jesteś, Panie i Boże nasz, odebrać chwałę i cześć, i moc, boś Ty stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone.

Dlaczego ono mnie tak poruszyło? Dlaczego tak bardzo przykuło moją uwagę? Poszłam na Eucharystię z pewną dozą żalu i smutku (ich przyczynę zostawię tylko dla siebie). Siadłam w ławce mniej więcej w połowie kościoła w tym swoim smutku i żalu, no i w czytaniu słyszę to zdanie. Zdanie, które pokazało mi, że ten cały smutek i żal (a w szczególności ich przyczyny) jest Jego zamiarem, że On ma w tym jakiś swój plan, choć ja go jeszcze go nie widzę. Bóg widzi dalej, głębiej, On wie lepiej, dlatego należy Go za to uwielbiać. Wiem, że jest ciężko dziękując Niewidzialnemu widząc tylko ciemność, komplikacje, smutek i żal… Ale tak naprawdę to popłaci. O dziękowaniu pisał także św. Paweł w 1 Liście do Tesaloniczan: W każdym położeniu dziękujcie, taka jest bowiem wola Boża w Jezusie Chrystusie względem was. (1 Tes 5,18)

Pamiętaj, On jest większy niż nasz umysł, większy niż nasze pomysły i plany. On wie lepiej. On ma wiele lepszy pomysł na nasze życie niż może nam się wydawać, bo stworzył wszystko, a dzięki Twej woli istniało i zostało stworzone.

Papież Franciszek o prawdziwej rodzinie

26 września 2016 Dodaj komentarz

Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.

Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964

Papież Franciszek naucza od początku swojego pontyfikatu, że najważniejsza jest rodzina. Bez rodziny człowiek zamyka się w sobie, nie uczy się być dla innych. Podczas wielu katechez papież mówi, że  pierwszą rodziną jest rodzina z Nazaretu, z której powinniśmy brać przykład. To właśnie z tej świętej rodziny wypływa źródło miłości, które należy stawiać za wzór prawdziwie kochającej się rodziny. Nazaret ukazuje prawdziwe oblicze matki, ojca, dzieci i wspólnoty Kościoła i wartości na jakich powinna opierać się rodzina. Rodzina, którą poznajemy na kartach Pisma Świętego nie jest wypaczona przez różne poglądy ale zbudowana na Bogu. Papież Franciszek chce nam to przypomnieć, chce walczyć z tym wszystkim co może zaszkodzić rodzinie i przede wszystkim ukazać jej piękno – czystą miłość.

Narzeczeństwo

Podstawą każdej rodziny musi być Bóg – skała na, której żaden dom nie zdoła się zapaść. Papież mówił „Kościół nie jest organizacją kulturową ani nawet religijną czy społeczną – Kościół jest rodziną Chrystusa”. Papież prosi biskupów i kapłanów aby pomagali narzeczonym i rodziną w codzienności, aby byli dla nich wsparciem. By Kościół otwarty był na nowe rodziny. Ukazuje też, że aby zacząć budować rodzinę należy zbudować siebie. Najpierw pokochać siebie, potem Jezusa a Jezus (nasz brat) otworzy nam oczy, które tak często pokazują nam zniekształcony obraz świata i ukaże nam czystą miłość. Czysta miłość pozwoli człowiekowi na spełnienie się – ukaże szczęście i pozwoli się rozwijać. Okres narzeczeństwa według papieża to czas na poznanie siebie nawzajem. To czas, w którym możemy uczyć się siebie nawzajem.

Małżeństwo

To nie tylko papierek, który po pewnym czasie można porwać. To dar, dar, który daje Jezus  (nasz brat). Wielu jest powołanych lecz mało wybranych – według papieża te słowa oznaczają zachętę do wspólnej modlitwy narzeczonych by Bóg ukazał im drogę, którą mają kroczyć. Sakrament, który małżonkowie sobie udzielają wobec Jezusa jest wyznaniem miłości. Podwójnej miłości. Najpierw wyznaję miłość drugiej osobie potem Jezusowi. Prosząc Boga o pomoc w zbudowaniu rodziny wyznajemy Mu miłość zapraszając Go do swojej rodziny. Rodziny, która ma być nierozerwalna i posłuszna Bogu.

 

Rola matki w życiu rodzinnym

Społeczeństwo bez matek byłoby społeczeństwem nieludzkim, ponieważ potrafią one zawsze dawać świadectwo, nawet w najgorszych chwilach, świadectwo czułości, poświęcenia, siły moralnej. Matki często przekazują także najgłębszy sens praktyk religijnych: w pierwszych modlitwach, w pierwszych gestach pobożności, jakich uczy się dziecko, wpisana jest w życie człowieka wartość wiary. Jest to przesłanie, które matki wierzące potrafią przekazywać bez wielu wyjaśnień: na nie będzie miejsce później, ale zalążek wiary znajduje się w tych pierwszych niezwykle cennych chwilach. Bez matek nie tylko nie byłoby nowych wiernych, ale wiara straciłaby wiele ze swojego głębokiego i prostego ciepła. A Kościół jest matką, wraz z tym wszystkim, jest naszą matką. (…)

Rola ojca w życiu rodzinnym

„Ojciec” to słowo znane wszystkim, uniwersalne. Wskazuje ono na relację fundamentalną, która jest tak stara, jak historia ludzkości. Doszliśmy dziś jednak do stwierdzenia, że nasze społeczeństwo jest „społeczeństwem bez ojców”. Innymi słowy, szczególnie w kulturze zachodniej, postać ojca miała by być symbolicznie nieobecna, zanikła, usunięta. Początkowo było to postrzegane jako wyzwolenie: wyzwolenie od ojca-władcy, ojca, przedstawiciela prawa narzuconego z zewnątrz, od ojca jako cenzora szczęścia dzieci i przeszkody w emancypacji i niezależności ludzi młodych. (…) Zatem najbardziej konieczne jest to, aby ojciec był obecny w rodzinie. Aby był bliski małżonki, żeby dzielili wszystko – radości i smutki, nadzieje i trudy. Oraz aby był blisko dzieci w ich rozwoju: kiedy się bawią i kiedy się angażują, kiedy są beztroskie i kiedy przeżywają troski, kiedy mówią i kiedy milczą, kiedy mają odwagę i kiedy się boją, kiedy uczynią błędny krok i kiedy odnajdują drogę. Ojciec obecny zawsze. Kiedy mówimy obecny, nie znaczy to „kontroler”, bo ojcowie nazbyt kontrolujący przekreślają dzieci, nie pozwalają im wzrastać. (…)

Rola dzieci w rodzinie

Prawa więź między pokoleniami jest gwarancją przyszłości i jest gwarancją historii naprawdę ludzkiej. Społeczeństwo dzieci, które nie szanują rodziców jest społeczeństwem bez honoru: kiedy nie oddajcie się czci rodzicom, to traci się swoją własną cześć. Jest to wówczas społeczeństwo, które zmierza do tego, by pełno w nim było młodych nieczułych i chciwych. Jednakże z drugiej strony społeczeństwo, które nie chce rodzić dzieci, nie lubi być otoczone dziećmi, uważające je przede wszystkim za zmartwienie, ciężar, ryzyko, jest społeczeństwem przygnębionym. Pomyślmy o wielu społeczeństwach, jakie znamy tu w Europie, są pogrążone w depresji, bo nie chcą dzieci, nie mają dzieci. Poziom narodzin nie dochodzi do jednego procenta. Niech więc każdy z nas to przemyśli i odpowie. Jeśli rodzina wielodzietna jest postrzegana jak by była ciężarem, to coś jest nie w porządku!

 

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni.

 

Papież będąc w Polsce na obchodach Światowych Dni Młodzieży jadąc do Częstochowy, klęcząc przed obrazem Matki Bożej – naszej matki, ukazał, że każdy z nas powinien walczyć o prawdziwą rodzinę. Gdy rodzice się kłócą to dzieci powinny o nich walczyć, tak samo rodzice o dzieci. Walczyć i przede wszystkim kochać, tak jak Maryja Jezusa. Pozwoliła ze łzami oczach umrzeć na krzyżu. Czemu? Bo zaufała Bogu. I to jest przepis na udaną rodzinę. Zaufać Bogu i zawsze postępować według przykazań. Wtedy nasze rodziny będą szczęśliwe i otwarte na Bożą łaskę.


 

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n

 

Kocham Cię… cały czas!

13 sierpnia 2016 Dodaj komentarz

Kiedy przychodzimy do świątyni stajemy przed Bogiem a w sercu wypowiadamy modlitwę. Każdy dziękuje, przeprasza i prosi o łaski. Czasem zdarza nam się w tej modlitwie odpłynąć, pomyślimy czy zupa została zdjęta z gazu, czy telewizor jest wyłączony itd….

W tym wszystkim widzimy, że nasza modlitwa nie jest doskonała, że zawsze będzie coś co będzie nas próbowało od Boga odciągnąć. Może zdarzyć się tak, że przez to nie będziemy odczuwać obecności Boga i będziemy się od Niego oddalać. Bóg doskonale o tym wie. I co więcej pozwala na to!

Święta Siostra Faustyna miała też takie problemy. Czytając jej dzienniczek widzimy, że wiele razy jej głowę zaprzątały złe myśli lub nie był skupiona na modlitwie. Choć objawiał się jej Jezus miała trudności w rozmowie z Nim. Pytała Go czemu tak się dzieje, czemu gdy człowiek chce poznać Boga wtedy pojawiają się trudności?! Dostała odpowiedź, która może nas zdziwić. Bóg cieszy się z naszych trudności, cieszy się, że nie podobają nam się te modlitewne trudności. Cieszy się, że człowiekowi nie wystarczy tylko wyklepanie paru modlitw. Cieszy się z tego, że może przez godzinę będziemy walczyć ze złymi myślami próbując skupić się na modlitwie a tylko minutę tak serio z Nim pogadamy!

Jezus Miłosierny wiedział, że człowiek nieustannie będzie musiał walczyć. I dlatego by nas do siebie zbliżyć daje nam wiele dowodów swojej miłości. Jednym z tych dowodów jest Jego zstąpienie na ziemię. Uniżył siebie i stał się człowiekiem!

Trwają wakacje, może ktoś ma urlop lub na niego czeka. Kolejne wakacje, wyjazdy… Kolejne tygodnie odpoczynku. Każdemu się przecież należy! Ale czy ten czas zbliży nas do Boga? Może właśnie kilka dni ze swojego odpoczynku warto oddać Bogu? Pomyśl co wydarzyło się w twoim życiu od ostatnich wakacji!? Czy przez ten czas Bóg wyraźnie działał w Twoim życiu? Jeśli tak to jest znak, że warto ofiarować Bogu chociaż jeden dzień ze swojego urlopu. Nie mówię o niedzieli. Może warto pojechać do jakiegoś sanktuarium i tam za wszystko podziękować?

Ale Jezus wiedział, że nie będzie łatwo…. Zaraz znajdzie się coś co będzie nas próbowało od tych planów odciągnąć. Może kolega zaproponuje lepszy wyjazd? Może szef nie da urlopu? Może nie będziemy mieli pieniędzy by gdzieś wyjechać bo trzeba oszczędzać? Wszystko może się zdarzyć!

I Jezus wychodzi do nas po raz kolejny! Każe namalować obraz. Obraz, który powinien być w każdym domu. Ale nie tylko w domu ale też i w sercu….

Obraz Jezusa Miłosiernego to wyraźne wyjście Boga do człowieka. Bóg znów zstępuje na ziemie i na nowo pokazuje swoje oblicze. Znów przypomina swoje słowa:  MIŁUJCIE SIĘ WZAJEMNIE JAK JA WAS UMIŁOWAŁEM!!! Jezus znów przypomina swoje słowa. Dzięki tym słowom na nowo zagości w nas pokój i radość. Tylko jak się wzajemnie miłować?

Jezus umiłował nas kładąc ręce na krzyż. I powiedział róbcie to co Ja! Ale nie każe nam się krzyżować. On każe wziąć swój krzyż a nawet pomóc nieść krzyże innych. Każe pomagać czynem, słowem i modlitwą. Dzięki temu zrozumiemy słowa Miłości – Boga, bo Bóg jest Miłością. A jeśli zrozumiemy sowa Boga wszystko stanie się prostsze. Nasza choroba, ten wypadek, uzależnienie…. Wszystko stanie się prostsze i może nie od razu wygramy ale Miłość ogarnie nas i da nam siłę i odwagę na walkę! Jedyne co trzeba zrobić to oddać się bliźnim. To każe sam Bóg! Mówi oddaj się innym a wtedy zrozumiesz, poznasz, pokochasz!

Ale szatan tez daje nam wskazówkę, jak zniszczyć całe swoje życie. I wybiera ją coraz więcej osób. Zamiast słów Boga wybierają słowa szatana, które są o wiele prostsze i łatwiejsze do wypełnienia. Kochajcie się wzajemnie! Szatan mówi tylko tyle i aż tyle. On nie chce naszego szczęścia. Mamy się kochać nie ważne jak… Fizycznie, psychicznie… Róbcie co chcecie, zmieniajcie partnerów, kochanki/ów. Szczęśliwy masz być tylko ty nie druga osoba i tak mówi do każdego. To o wiele prostsze bo prowadzi do upadku. Wielkiego upadku. Spójrzmy na dzisiejszy świat. Przykazanie diabła wybiera coraz więcej osób i świat upada… Czy rządzący na świecie kierują się dobrem każdego człowieka? Czy tylko swoim lub swojego narodu? Wybierają prostsze wezwanie, prostsze ale chodzi tu nie o czysta miłość jaką daje nam Bóg ale brudną, zanieczyszczoną – diabła.

Często człowiek ma problem w rozróżnieniu głosu Boga od diabła. W końcu diabeł też został stworzony przez Boga i niósł siwiało. I teraz też nosi światło tylko, że prowadzi nas ono do ciemności…. Bóg daje tez światło – Maryję i ona prowadzi nas do Boga!

Ale każdy z nas ma sumienie czyli mały, cichy głos swoim sercu. Od nas zależy kto będzie przemawiał do nas. Od nas zależy komu oddamy mikrofon do naszego serca. Możemy oddać internetowi, telewizji ale czy zawsze mówią prawdę? Możemy oddać mamie, koledze… Ale czy nie lepiej oddać ten mikrofon Bogu? Wystarczy tylko narodzić się na nowo! Czyli iść do spowiedzi i oczyścić swoje sumienie. I po pewnym czasie znów mikrofon naszego sumienia wpadnie w ręce Boga, który już szykuje dla Ciebie kolejne wspaniałe historie, w których jeszcze nie raz Cię zdziwi i pokaże jak bardzo Cię kocha!

I jeszcze jedna rada Jezusa, która pomoże nam w wielu problemach:

 ZA DUŻO LICZYŁEŚ NA SIEBIE, A ZA MAŁO NA MNIE!

Czym jest miłosierdzie?

9 sierpnia 2016 Dodaj komentarz

logonapis15_sdm

Drodzy czytelnicy!

Hasłem tegorocznych ŚDM były słowa jednego z ośmiu Błogosławieństw wypowiedzianych przez Jezusa. BŁOGOSŁAWIENI MIŁOSIERNI ALBOWIEM ONI MIŁOSIERDZIA DOSTĄPIĄ. Piękne słowa ale jak dla mnie były one nie zrozumiałe…

Czym jest miłosierdzie? Jak miłować innych, osoby, których nie znam, które niezbyt lubię? Jak miłować innych w codzienności? Nie chciałem uczyć się na pamięć formułki z katechizmu na temat miłosierdzia ale chciałem aby Bóg mi to objawił.

I właśnie podczas tego wielkiego wydarzenia  zrozumiałem znaczenie tych słów. Dowiedziałem  się co to znaczy być miłosiernym. I objawił mi to jak myślę sam Bóg.

Święta S. Faustyna zapisała słowa Jezusa, który powiedział by miłować czynem, słowem i modlitwą.

Mógłbym podawać miliony przykładów, w których Bóg za pomocą bliźnich mi to ukazał ale podam tylko jeden najważniejszy, który rozjaśnił mi wszystko i wydarzył się podczas ŚDM.

Ostatniego dnia przed wyjazdem zmęczeni wróciliśmy na nasze pole namiotowe. Nagle zerwała się gwałtowna burza, wicher i nasze namioty po prostu latały. Wszystko zostało zalane. I właśnie wtedy ukazało mi się znaczenie tego hasła. Miłosierdzie to nie patrzenie na własne nieszczęście, niedolę ale pomimo tego wszystkiego pomoc innym. Gdy zamiast ratować swoje rzeczy przed zalaniem pomagaliśmy innym. Każdy z nas zostawił swoje rzeczy w kałuży i biegł ratować ubrania osób, którzy nie miały siły zanieść ich do schronienia. Pomimo bolących nóg biegaliśmy pomagając innym. Niektóre osoby przez taką pomoc spały w mokrych ubraniach, niektórzy oddawali swoje by im pomóc, by jakoś przetrwać tą noc.

To jest właśnie miłosierdzie. Taki prosty gest. Mogliśmy nie pomagać, martwić się o siebie. I patrzeć jak inni tracą swoje rzeczy. Ale jeśli nie okażemy miłosierdzia to jak go mamy dostąpić?

I jaką nagrodę otrzymaliśmy za taką pomoc? Największą nagrodę jaką ja mogłem otrzymać to uśmiech na twarzach osób, którym pomogłem, które pomimo zalanych rzeczy uśmiechały się i ze smutkiem oczekiwały powrotu do domu. Czemu ze smutkiem? Bo będzie brakować nam wspólnych śniadań, zapchanego autobusu, katechez biskupów, Mszy Świętych, spotkań z papieżem i po prostu bycia razem.

Światowe Dni Młodzieży ukazały nam jak ważne jest bycie miłosiernym. Pokazały, że zawsze mamy pomagać innym. Ukazały, że pomimo zmęczenia na modlitwę zawsze ma się siłę. Po 8 godzinach w pociągu mieliśmy tyle energii na Mszy Świętej o 22, że razem zatańczyliśmy taniec miłosierdzia i modliliśmy się za nasze parafialne wspólnoty, które od ponad roku wspierały nas modlitewnie.

Podczas tego krótkiego tygodnia wypełniliśmy polecenie Jezusa i miłowaliśmy czynem, słowem i modlitwą i idąc za radą Papieża Franciszka nie idziemy na przedwczesną emeryturę ale jesteśmy  i głosimy Wam Boga, którego lepiej poznaliśmy na ŚDM i będziemy Go głosić co Wam obiecuję zawsze i wszędzie!

ŚDM ukazało mi imię Boga, mój Bóg ma na imię MIŁOSIERDZIE!

Dziękuję za modlitwę i proszę o nią nadal szczególnie w intencji rozpoznania mojego życiowego powołania!

 

Strumień Radości

12 czerwca 2016 Dodaj komentarz

jaskinie_07-640x480/ Źródło grafiki facebog.deon.pl /

Tworzę w tobie nowe dzieło- rwący strumień Radości, którego wody rozlewają się na życie innych. Nie traktuj tej Radości jako własnej i nie próbuj się nią szczycić. Obserwuj z zachwytem, jak Mój Duch przepływa przez ciebie i błogosławi innym. Stań się spiżarnią pełną Jego owoców.
Twoją rolą jest żyć blisko Mnie i poddawać się wszystkim Moim działaniom. Nie próbuj zapanować nad Duchem, który przez ciebie przepływa. Po prostu skupiaj się na Mnie w każdej chwili naszej wspólnej podróży przez dzisiejszy dzień. Ciesz się Moją Obecnością, która napełnia cię Miłością, Radością i Pokojem.

/ Sarah Young Jezus mówi do ciebie. W miłości Jezusa odnaleźć pokój i szczęście/