Archiwum

Archive for the ‘sakrament pokuty i pojednania’ Category

Na żyznej ziemi ziarno wyda plony

W języku polskim wyróżniamy trzy czasy. Czas przeszły, teraźniejszy i przyszyły. Podczas dzisiejszej niedzieli chciałbym się właśnie na nich skupić. Chciałbym abyśmy spojrzeli na Jezusa, na Jego nauczanie pod kątem tych oto czasów.

We wtorek w liturgii słowa usłyszeliśmy takie słowa wypowiedziane przez uczniów do Jezusa: „Oto my zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Co za to otrzymamy?” Słowa zostawiliśmy, poszliśmy wskazują, że to wszystko się już wydarzyło. Już zostawiliśmy wszystko, wszystkie rzeczy, wszystkie spawy przyziemne, i poszliśmy za Jezusem, za Jego słowem. Czy możemy tak powiedzieć? Czy możesz powiedzieć tak jak uczniowie kiedyś do Jezusa? Czy zostawiłeś wszystko i poszedłeś za Jezusem? Ostatnio oglądając film padło tam takie stwierdzenie: „Nie trzeba być na wojnie by czuć się jak na wojnie” myślę, że te słowa pięknie pasują do życia Twojego, mojego i każdego z nas. Nie musimy być w strefie walk, w strefie ostrzału by stale martwić się o życie, by stale uważać by nie dostać „kulką w głowę” I Jezus doskonale o tym wie, doskonale nas rozumie. Sam był na ziemi i widział ludzi, którzy ciężko pracowali by mieć chleb, by mieć pozycję, władzę na tym świecie, sam przeżył wiele cierpienia ze strony uczniów, ale też ludzi, którzy dla innych chcieli „dobrze”. Ale Jezus nie zabrania nam mieć tego wszystkiego, Jezus chce być w tym wszystkim. Chce byś pokazał swoim życiem, że on jest przy Tobie na Twoim stanowisku, w Twojej pracy. Jezus chce być z Tobą w szkole, w trakcie wypoczynku. I mówi byś kierował się Jego przykazaniami, a wtedy…

A wtedy jak mówi Jezus: „stokroć więcej otrzyma i będzie miał udział w życiu wiecznym”. Jak widzimy po słowach otrzyma, będzie miał mówimy już o przyszłości. Czy ciężko jest przestrzegać przykazań? Myślę, że każdy odpowie inaczej.  Ale zwróćmy uwagę, ze każda osoba na świecie ma problem z jednym przykazaniem. Młodzież ma często problem z przykazaniem „Czcij ojca swego i matkę swoją”, „nie cudzołóż” „pamiętaj abyś dzień święty święcił”. Dorośli często borykają się z brakiem poszanowania do przykazań takich jak „nie pożądaj żony (męża) bliźniego swego”, „czcij ojca swego i matkę swoją” jak również „nie kradnij”. Myślę, że każdy, podkreślam każdy z nas boryka się z chociaż jednym przykazaniem, które jest dla nas trudne do wypełnienia. Jezus aby pomóc człowiekowi by wypełniał przykazania stawia kościół, stawia go w Warszawie, Płocku, Moskwie, Brukseli, Waszyngtonie i w każdym mieście, posyła tam kapłanów, którzy sprawują w Jego imieniu sakramenty. I robi to wszystko by pomóc człowiekowi w wypełnieniu przykazań. Kapłan w sakramencie pokuty i eucharystii ma dodać Ci otuchy, odpuścić Ci grzechy, dać moc przez Najświętszą Ofiarę byś walczył dalej i na nowo starał się wypełniać przykazania. Wiele osób jest uzależnionych od alkoholu, narkotyków, masturbacji, i Jezus nie postawił na ich drodze psychologów, bożków i wróżbitów ale właśnie Kościół, nie tylko jako budynek ale żywą wspólnotę. Każdy z nas może coś dla nich zrobić, może ofiarować swoją modlitwę w ich intencji, różne wyrzeczenia, możesz ofiarować swoją abstynencję, czystość duszy jak i ciała w ich intencji. Cały Kościół, cała wspólnota, może zdziałać cuda! Bo Jezus nikogo nie zostawia bez opieki i wychodzi…

Jezus wychodzi do ludzi i mówi: „Oto siewca wyszedł siać” słowo wyszedł wskazuje, że siewca w tym wypadku Jezus właśnie w tym momencie, właśnie teraz  wychodzi, wychodzi i sieje w nas słowo. Czy gdy dotrzesz do domu będziesz potrafił opowiedzieć Ewangelie usłyszaną dzisiaj podczas liturgii słowa? Czy gdy wyjdziesz z Kościoła będziesz potrafić czynić to co Jezus pragnie byś czynił?

potega_slowa-622x451

Jezus mówi dziś piękne słowa: „Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, co wy widzicie a nie zobaczyli”. Pokazuje nam jak wielki dar otrzymaliśmy i jak wielkie mamy zadanie. Słowa Jezusa są bardzo prawdziwe, kiedy spojrzymy na świętych, na błogosławionych kościoła ujrzymy, że Jezus daje wielkie dary, obdarza swoimi łaskami, ukazuje wiele ważnych spraw ludziom prostym, ludziom ubogim, ludziom, którzy mają problemy, którzy są uzależnieni. Czemu? Bo Bóg jest kochającym Ojcem i wie czego nam potrzeba. Jezus rzuca swoimi łaskami w nas. Tylko na jaki grunt padnie Jego słowo, Jego łaski, Jego miłosierdzie?

Jak mówi dzisiejszy psalm responsoryjny: „Na żyznej ziemi ziarno wyda plony” Każdy z nas ma w domu kwiaty doniczkowe. I jedne kwiaty potrzebują dużo wody, inne mniej, jeszcze inne muszą stać na słońcu, inne w cieniu. Jedne muszą mieć często zmienianą ziemię…. Tak jest z ludźmi. Każdy jest inny, każdy przeżywa wiarę inaczej. Ale każdy jest wyjątkowy! I tworzy coś niezwykłego! Jeden potrzebuje spowiedzi co tydzień a inny co rok! Jeden i drugi osiągną zbawienie! Czemu? Bo jeśli będzie choć odrobinę ziemi, która ma w sobie wiarę wtedy tam wykiełkuje coś, co da nam „klucz” do nieba!

 

Reklamy

„Odwagi! Nie bójcie się!” Iz 35, 4bc

       gaudeteNiedziela Gaudete zwana niedzielą różową (ze względu na kolor szat, jakich tego dnia się używa)  ale przede wszystkim niedzielą radości. Półmetek Adwentu oznacza zbliżające się Święta Bożego Narodzenia a co za tym idzie ogłasza nadchodzącą radość.

       Każdy z na lubi owe ciepełko rodzinne, atmosferę, zapach mandarynek, żywej choinki, potraw czekających na świątecznie ozdobionym stole, wspólne śpiewanie kolęd, pasterkę itd. itd. itd.

       Ale żeby tego doczekać trzeba przede wszystkim przygotować się duchowo. I o takich duchowym przygotowaniu czytamy w czytaniu z dzisiejszej jutrzni.

„Teraz nadeszła dla was godzina powstania ze snu. Teraz bowiem zbawienie jest bliżej nas niż wtedy, gdyśmy uwierzyli. Noc się posunęła, a przybliżył się dzień. Odrzućmy więc uczynki ciemności, a przyobleczmy się w zbroję światła.”

Rz 13,11-12

             Przyoblec się w zbroję światła- jak?  Jak to zrobić w czasie Adwentu? Sprawa prosta lecz wymagająca od nas niemałego wysiłku. Pierwsze- roraty. Choć jest już połowa Adwentu i połowa rorat za nami, to mimo wszystko warto się obudzić i usłyszeć ten ostatni dzwonek, by rano wstać mimo zmęczenia i ruszyć z lampionem do kościoła. Sama postawiłam sobie wymaganie by, gdy mam na późniejsza godziną do pracy, wstać na roraty- póki co się udaje, więc polecam. Rzecz druga- adwentowe rekolekcje. W każdej parafii możemy owe przygotowanie zastać. Do wyboru do koloru. Gdzie chce, z kim chce, dlaczego tam a nie tu. Co do tej kwestii szczęścia nie miałam, wybrałam rekolekcje parafialne, by przy okazji towarzyszyć mamie w owym wysiłku. Po zakończonych rekolekcjach usłyszałam od przyjaciela słowa, że choć nie ubogaciłam się słowem, to ofiara tego czasu na rzecz czegoś, również ma swój konkretny cel. I dlatego rekolekcje potraktowałam jako ofiarę.  Sprawa trzecia- spowiedź. Kwestia chyba najbardziej wymagająca. Wymagająca wysiłku ale i odwagi. To nie jest takie hop siup, czary-mary, hokus-pokus i abrakadabra i nie mam grzechu. No, nie. Nie tak. To przede wszystkim stanięcie w prawdzie, w prawdzie o sobie i w prawdzie przed Panem Bogiem. Przyznaję się do WSZYSTKICH win, grzechów, złych uczynków. Przyznaję się, że zrobiłem/ zrobiłam to JA, a nie bo Maciek mnie sprowokował. Mamy wolną wolę wiec to MY decydujemy i wybieramy dobro albo zło. SZCZERZE się spowiadam, a nie ‘wyznam tylko te grzechy, które są najlżejsze ze wszystkich, a o reszcie wspomnę w regułce <<Więcej grzechów nie pamiętam>’ Error! Tam jest Chrystus, tam w konfesjonale. On brzydzi się GRZECHEM a nie CZŁOWIEKIEM. Więc… no właśnie! Po co się bać? Pamiętać trzeba o porzuceniu WSZELKIEGO PRZYWIĄZANIA DO GRZECHU a więc ŻAŁOWAĆ i ZADOŚĆUCZYNIĆ.

         Owe praktyki nie są jedynymi, które przygotują nas na ponowne Boże Narodzenie, na ponowny czas radości by się prawdziwie radować, zaczynając od dzisiejszej niedzieli, niedzieli GAUDETE. Skorzystajcie z podpowiedzi. Dbajcie o swój rozwój duchowy, dbajcie o swoje dobre imię i dbajcie o dobry kontakt z tym, który już niedługo przyjdzie ponownie na świat i od nowa przeżywać będziemy historię Bożego Narodzenia.

PIERWSZE SOBOTY MIESIĄCA

pobrany plik„Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona” (Benedykt XVI)

Nabożeństwo Pierwszych Sobót Miesiąca jest rzecz jasna ściśle związana z Maryją. Jest przede wszystkim drugą objawioną tajemnicą fatimską, na którą wyjawienie zezwoliła siostrze Łucji sama Matka Boża.

“Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”

WARUNKI

  1. W pierwsze soboty miesiąca przystąpić do spowiedzi z intencją wynagrodzenia za grzechy popełnione przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi (Istotną cechą tego nabożeństwa jest całkowita bezinteresowność, czyli wyłączne pragnienie wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi – nie powinno się odprawiać go w żadnych innych intencjach ‘choćby najpobożniejszych’ , jak tylko w celu zadośćuczynienia za grzechy i zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi). Można także skorzystać z łaski sakramentu pojednania wcześniej, byleby w tym dniu być w stanie łaski uświęcającej, bez grzechu ciężkiego (Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.)
  2. Przyjąć Komunię Św. w pięć pierwszych sobót miesiąca w powyższej intencji (po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą)
  3. Odmówić pięć tajemnic różańcowych czyli jedną część w jedną sobotę (po każdej tajemnicy różańca należy odmówić Modlitwę:
    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.)
  4. Przez piętnaście minut rozważać tajemnice różańcowe ofiarując tę medytację w wymienionej intencji.

 

Cóż więcej dodawać. Sam fakt istnienia takiego nabożeństwa napawa nadzieją. Tym bardziej w czasach ataków na Kościół, bluźnierstw, oszczerstw, w czasach gdzie z zimną krwią brat zabija brata. W czasach gdy jest coraz trudniej… a Ona, Matka, jest. Zawsze. Przyjdź do niej, daj się ponieść modlitwie, daj się ponieść jej tajemnicy. Tajemnicy rozważanej w różańcu.

Jak przetrwać kryzys i nie zwariować?

9 stycznia 2016 Dodaj komentarz

152483338

Przychodzi taki czas, że kryzys wiary dopada chyba każdego – prędzej czy później. Ostatnio dopadł i mnie, nie ukrywam. Osoby, które były blisko mnie z pewnością same to zauważyły. Popełniłam kilka sporych błędów, czułam, że się oddalam od Boga. Czułam w sercu wielką pustkę i bliżej nieokreśloną tęsknotę. Dopiero z czasem uświadomiłam sobie, że to tęsknota za Nim. Więc jak przetrwać kryzys wiary i nie zwariować? Odpowiem na swoim przykładzie.

Po pierwsze – wciąż się modlić. Mimo kryzysu, mimo braku doświadczania obecności Boga. Wciąż się modlić. Szczególnie warto modlić się na Różańcu – w tym miejscu bardzo, bardzo polecam Nowennę Pompejańską, o której pisałam TUTAJ. Do tej modlitwy należy również (a w zasadzie przede wszystkim) udział w Eucharystii. Uczestniczyć w niej jak najczęściej się da. Uczestniczyć, choć można nie widzieć sensu. Uczestnictwo w Niej przemieni duszę, spojrzenie na wiarę, pomoże przetrwać kryzys…

Po drugie – nie rezygnować z sakramentu pokuty i pojednania. Nie warto zaprzestawać spowiadania się, ponieważ to wspomaga przemianę, Jezus oczyszcza duszę, wlewa nadzieję w miejsce pustki…

Po trzecie – otaczać się ludźmi, którzy kierują się podobnymi wartościami. Będą oni ciągnąć w górę, zamiast sprowadzać na dno, w dół… Bóg działa przez najróżniejszych ludzi, którymi się otaczamy, których wybieramy na naszych przyjaciół czy znajomych. W końcu są ludzie, z którymi, można napić się piwa, ale nie można głębiej porozmawiać, pójść razem do Kościoła, razem się pomodlić. Jakich ludzi Ty wybierzesz?

Po czwarte – poprosić znajomych i rodzinę o modlitewne wsparcie. Choć możemy nie widzieć w tym sensu, jednak Bóg w ten sposób będzie nas wspierał, dodawał sił i cierpliwie na nas czekać…

Przede wszystkim trzeba chcieć przetrwać ten kryzys… Pan Bóg jest dżentelmenem – nie wejdzie z buciorami do naszego życia i serca, jeżeli go nie zaprosimy. Więc nie czekaj – nawet jeżeli nie czujesz Bożej obecności w swoim życiu to nie poddawaj się w zapraszaniu do niego Stwórcy. Pewnego dnia kryzys przejdzie…

To takie moje prywatne przemyślenia oparte na doświadczeniu własnego kryzysu. Może komuś to pomoże, może ktoś nie popełni moich błędów i nie poleci na samo dno… Warto pamiętać, że sama Matka Teresa z Kalkuty miała wiele lat kryzysu, a sama stwierdziła: Gdzie jest moja wiara, nawet tutaj, w największej głębi, nie ma niczego, mój Boże, jakże bolesna jest ta nieznana kara. Nie mam wiary. Jeśli Bóg istnieje, przebacz mi, proszę. Kiedy usiłuję wznieść ku Niebu moje prośby, istnieje tak wielka potępiająca pustka.. Proszę, chwytam się, pragnę i nie ma Nikogo, aby odpowiedzieć – Nikogo, kogo mogłabym się uchwycić, nie, Nikogo. Samotna.

RACHUNEK SUMIENIA z książki „Opowieści Pielgrzyma”

Tekst, który poniżej umieszczam może jest i długi i nie przykuwa uwagi tak jak wszystkie inne, ale na pewno jest wartościowy- wiem to z autopsji. Jeden ze sposobów rachunku sumienia, dodam, że skuteczny i warty polecenia 🙂

„[…] Pierwszym, najważniejszym moim pragnieniem było odbyć rekolekcje, wyspowiadać się i przystąpić do świętych Chrystusowych sakramentów w tym błogosławionym miejscu i dlatego zatrzymałem się jak najbliżej Bożych błogosławionych, żeby łatwiej mi było chodzić do Bożej świątyni. Przyjął mnie do swej chaty dobry, stary Kozak, a ponieważ mieszkał samotnie, było mi u niego spokojnie i cicho. W ciągu tygodnia, gdy szykowałem się do spowiedzi, przyszła mi do głowy myśl, by wyspowiadać się jak najdokładniej. Zacząłem wspominać i przyglądać się moim grzechom, jeszcze od czasów młodości, i to jak najszczegółowiej, by tego wszystkiego nie zapomnieć. Co sobie tylko przypomniałem, zacząłem zapisywać w najdrobniejszych szczegółach, i tak zapisałem wielki arkusz. Dowiedziałem się, że siedem wiorst od Kijowa, w pustelni kitajewskiej, żyje spowiednik, bardzo mądry i rozsądny, asceta. Kto tylko przyjdzie do niego otworzyć swą duszę, zaraz ogarnia go uczucie wzruszenia i wraca ze zbawczym pouczeniem, lekki na duchu. Bardzo mnie to ucieszyło i zaraz do niego poszedłem. Poradziłem się go, porozmawiałem i daję mu swój arkusz z notatkami, żeby je przejrzał.

Przeczytał to i powiada — Napisałeś, miły przyjacielu, wiele rzeczy niepotrzebnych. Posłuchaj! Po pierwsze, nie należy się spowiadać z grzechów, które już wyznałeś, za które żałowałeś i które miałeś odpuszczone, chyba że się powtarzały, bo byłoby to brakiem wiary w moc sakramentu spowiedzi. Po drugie: nie należy mówić o innych osobach, mających związek z twoimi grzechami, a obwiniać tylko siebie. Po trzecie: święci ojcowie zabraniają wyznawania grzechów ze wszystkimi szczegółami, a polecają czynić to w ogólności, by poprzez szczegółowe rozpatrywanie ich nie wzbudzać pokus w sobie samym i w spowiedniku. Po czwarte: przyszedłeś żałować, a nie żałujesz tego, że nie potrafisz żałować, bo skruchę wyrażasz ozięble i niedbale. Po piąte: wyliczyłeś wszystkie drobiazgi, ale tego, co najważniejsze, nie zauważyłeś, nie wyjawiłeś bowiem grzechów najcięższych, nie uświadomiłeś ich sobie: nie zapisałeś tego, że Boga nie kochasz, bliźniego nienawidzisz, Słowu Bożemu nie wierzysz, 20131127134314uidże przepełnia cię pycha i ambicja. Te cztery grzechy zawierają w sobie całą otchłań zła i całą deprawację naszego ducha. To one są korzeniami głównymi, to z nich wyrasta cała gęstwina naszych grzechów, upadków.

Usłyszawszy to, zdziwiłem się i mówię — Jakże to, wielebny ojcze, można nie kochać Boga, Stwórcy i Obrońcy naszego! Komu mamy wierzyć, jeśli nie Bożemu słowu, wszystko w nim jest prawdziwe i święte. A każdemu bliźniemu życzę dobra, za cóż miałbym go nienawidzić? Pysznić się nie mam czym: poza mymi niezliczonymi grzechami, co mogę opowiedzieć, czym się pochwalić? A z moją biedą i chorobami, gdzie mi do pożądliwości i rozpusty! Pewnie, gdybym był wykształcony albo bogaty, na pewno znalazłbym swą winę w tym, co powiedziałeś.

— Szkoda, mój miły, że tak mało zrozumiałeś z tego, co ci mówiłem. Żeby ci to lepiej wyjaśnić, dam ci tu parę wskazań, według których sam się zawsze spowiadam. Przeczytaj je, a zobaczysz wyraźnie dowody na to, co ci teraz mówiłem.

Spowiednik podał mi kartkę i zacząłem czytać.

Wyznanie wiodące człowieka wewnętrznego ku pokorze

Uważnie przyglądając się sobie i obserwując bieg mojego życia wewnętrznego, przekonałem się pośród doświadczeń, że Boga nie kocham, brak we mnie miłości do bliźniego, nie wierzę niczemu z dziedziny religii, a przepełniony jestem pychą i ambicją. Wszystko to rzeczywiście w sobie znajduję rozważając, jakie są moje uczucia i czyny:

  1. Nie kocham Boga, bo przecież gdybym Go kochał, to wciąż bym o Nim myślał ku radości mego serca, a każda myśl o Bogu przynosiłaby mi radosną słodycz. Przeciwnie, znacznie częściej i chętniej rozmyślam o sprawach zwyczajnych, codziennych, a rozmyślanie o Bogu przynosi mi utrudzenie i oschłość. Jeślibym Boga kochał, to rozmowa z Nim poprzez modlitwę ożywiałaby mnie, napełniała słodyczą i pociągała ku stałemu z Nim obcowaniu, ale jest przeciwnie: nie tylko nie rozkoszuję się modlitwą, ale zajmując się nią odczuwam utrudzenie, zmagam się z niechęcią, osłabiam się poprzez oddawanie się lenistwu i gotów jestem z chęcią zająć się czymkolwiek błahym, byle tylko modlitwę przerwać lub całkiem jej zaprzestać. Podczas pustych zajęć czas mija mi niezauważenie, a gdy zajmuję się Bogiem, stając w Jego obecności, czuję, że każda godzina jest długa jak rok. Jeśli kochasz kogoś, to w ciągu dnia myślisz o nim nieustannie, wyobrażasz go sobie, troskasz się o niego, a podczas wszystkich zajęć umiłowany przyjaciel twój nie znika ci z myśli. A ja w ciągu dnia przecież ledwie godzinkę znajdę na to, by głęboko rozmyślać o Bogu, rozpalać się Jego miłością, a przez dwadzieścia trzy godziny ochoczo, gorliwie, składam ofiary idolom moich namiętności… Podczas rozmów o rzeczach marnych, dalekich od spraw ducha, jestem rześki, czuję zadowolenie, a podczas rozmyślania o Bogu czuję oschłość, nudę i rozleniwienie. Nawet jeśli mimo woli ktoś pociągnie mnie ku pobożnej rozmowie, to zaraz staram się zmienić ją na rozmowę schlebiającą moim namiętnościom. Niestrudzenie ciekaw jestem nowości, rozporządzeń władz, wydarzeń politycznych, chciwie poszukuję sposobów zaspokojenia mojej ciekawości w zakresie światowej nauki, sztuki, wynalazków, a pouczenia o Prawie Pańskim, poznawaniu Boga, o religii nie robią na mnie wrażenia, nie sycą mej duszy i uważam to nie tylko za mało istotne zajęcie dla chrześcijanina, ale jakby za sprawę uboczną, nieważną, którą winienem się zajmować przecież tylko w wolnym czasie, przy okazji odpoczynku. Krótko mówiąc: jeśli miłość ku Bogu rozpoznać można po wypełnieniu Jego przykazania — Jezus mówi przecież: „Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15) — a ja przykazań Jego nie tylko nie przestrzegam, ale nawet mało się o nie troszczę, to istotnie należy wnioskować, że Boga nie kocham… Potwierdza to Bazyli Wielki mówiąc: „Dowodem tego, że człowiek nie kocha Boga i Jego Pomazańca (Chrystusa) jest to, że nie przestrzega Jego przykazań”.
  2. Nie ma we mnie miłości do bliźniego, ponieważ nie tylko nie mogę zdecydować się na oddanie życia za bliźniego (według Ewangelii), ale dla dobra bliźniego nie poniosę uszczerbku na moim dobrym imieniu, nie poświęcę mych dóbr i spokoju. Jeśli kochałbym go stosownie do nakazu Ewangelii, jak siebie samego, to jego nieszczęście dotykałoby i mnie, a jego pomyślność wprawiałaby mnie w zachwyt. A jest inaczej: z ciekawością słucham opowieści o nieszczęściach bliźnich, nie smucę się, a bywam obojętnym, lub, co gorsza, znajduję w tym jakby zadowolenie i złe postępki mego brata rozgłaszam, potępiając je, miast spuszczać na nie zasłonę miłości. Dobrobyt, sława i szczęście mego brata nie zachwycają mnie tak jak moje, przeciwnie, jak wszystko, co mi obce, nie wywołują we mnie uczucia radości, a delikatnie pobudzają ku zawiści czy pogardzie.
  3. Nie wierzę w nic z dziedziny religii, ani w nieśmiertelność, ani w Ewangelię. Jeśli wierzyłbym mocno i byłbym przekonany, że po śmierci czeka mnie życie wieczne i odpłata za ziemskie czyny, to wciąż bym o tym myślał, a sama myśl o nieśmiertelności napełniałaby mnie przerażeniem i prowadziłbym życie przybysza gotującego się wkroczyć do swej ojczyzny. Przeciwnie, nawet nie pomyślę o wieczności, a kres ziemskiego życia traktuję jako granicę mego istnienia. Skrycie tkwi we mnie myśl: kto wie, co będzie po śmierci? Jeśli nawet mówię, że wierzę w nieśmiertelność, to mówię to tylko rozumem, bo serce moje dalekie jest od pewności, o czym wyraźnie świadczą moje czyny i stała stroska o dobre urządzenie się w życiu zmysłowym. Jeśli też święta Ewangelia byłaby z wiarą przyjęta do mego serca jako Słowo Boże, to bezustannie bym się nią zajmował, zgłębiał ją, rozkoszował się i nawet spoglądałbym na nią ze czcią. Niezmierzona mądrość, dobroć i miłość, ukryte w niej wprawiałyby mnie w zachwyt, i dniem, i nocą rozkoszowałbym się zgłębianiem Prawa Bożego, syciłbym się nim jak codziennym pokarmem i sercem przykładałbym się do pełnienia jego zasad. Nic ziemskiego nie byłoby w stanie powstrzymać mnie od tego. Jest przeciwnie: jeśli z rzadka czytam lub słucham Słowa Bożego, to albo z konieczności, albo z ciekawości, a i to bez głębokiej uwagi, czując oschłość i brak zainteresowania, jakby to była zwykła lektura. Zostaję bez żadnych owoców i chętnie zamieniłbym ją na lekturę światową, w niej znajduję bowiem więcej zadowolenia, więcej nowych zajmujących mnie spraw.
  4. Przepełniony jestem pychą i zmysłową miłością własną. Potwierdzają to wszystkie moje czyny: widząc w sobie dobro, zaraz pragnę je uwidocznić albo obnoszę się z nim przed innymi, albo w mym wnętrzu zachwycam się sobą. Chociaż na zewnątrz okazuję pokorę, to jednak wszystko przypisuję swoim siłom, uważam siebie za lepszego od innych, albo przynajmniej, że nie jestem od innych gorszy. Jeśli zauważam w sobie jakąś wadę, zaraz staram się ją usprawiedliwić, ukryć ją za maską konieczności albo niewinności. Złoszczę się na tych, którzy mnie nie szanują, uważam, że nie potrafią ocenić ludzi. Chwalę się, gdy kogoś obdarzę, nieudane przedsięwzięcia uważam za obraźliwe dla mnie, szemrzę, cieszę się z nieszczęść mych wrogów, a jeśli już dążę do czegoś dobrego, to mam w tym jakiś cel: pochwałę lub duchowe wyrachowanie, albo światową pociechę. Jednym słowem wciąż czynię z siebie idola, którego nieustannie otaczam czcią, szukając we wszystkim zmysłowych rozkoszy i pożywki dla mych namiętności i zachcianek, które przepełnia pożądliwość.

Na podstawie tego, co przedstawiłem, uważam się za człowieka pysznego, zmysłowego, bez wiary, nie kochającego Boga i nienawidzącego swego bliźniego. Jaki stan może być jeszcze bardziej grzeszny? Stan duchów ciemności lepszy jest od mojej sytuacji: chociaż nie kochają one Boga, człowieka nienawidzą, żyją sycąc się pychą, ale przynajmniej wierzą, wierzą i drżą. A ja? Czy może być los gorszy od tego, który jest moim udziałem? I za co może być wyrok sądu sroższy i bardziej karzący, niż za taką obojętność i lekkomyślne życie, które sobie uświadamiam! […]”

Spowiedź a praca nad sobą

Jezus-spowiedź

Ile to już razy spowiadałeś się z tych samych grzechów, za każdym razem postanawiając  poprawę? Ile razy nie wiedziałeś z czego się wyspowiadać, więc do spowiedzi przystąpiłeś po pół roku? Ile to razy zapominanie regułki spowiedzi odwracało Ciebie od konfesjonału? Ile to razy nie miałeś odwagi by właśnie tam, w konfesjonale spotkać się z miłosiernym Bogiem, z Twoim … niebieskim tatą!

Nie ma szczerej spowiedzi bez rachunku sumienia. Zazwyczaj jest tak, że nagle przypomni nam się, że wypada już iść do spowiedzi więc lecimy pod konfesjonał, a nie zawsze jesteśmy w tym sami, więc stajemy w kolejkę czekających. Rachunku sumienia tam nie zrobimy, bo rozproszenie bywa silniejsze niż chęć przypomnienia sobie grzechów. Warto zadbać o dobre warunki, by przystępując do spowiedzi ukazać swoją pełną grzeszność, niczego nie zatajając i nie ukrywając najmroczniejszych fragmentów naszego życia.

Stanąć w prawdzie czyli ukazać szczerość. Najpierw przed sobą a potem przed Bogiem w sakramencie pokuty i pojednania. Sama świadomość jego nieskończonego miłosierdzia powinna napawać nas radością ale przede wszystkim spokojem. Od nikogo w konfesjonale nie dostaniemy „w łeb” za to, że zrobiliśmy to i tamto, a nie zrobiliśmy zamiast tego- tamtego.

Regularna spowiedź uczy nas odpowiedzialności. Dopilnowywania szczegółów, jak i tych spraw wymagających naszego większego wkładu. Uczy nas cierpliwości i spokoju. Uczy nas szczerości i przyznawania się do błędów. Uczy nas skracania bariery pomiędzy mną a Bogiem. Za każdym razem, kiedy zgrzeszymy, urywa się nić łącząca niebo z ziemią, mnie z Bogiem. Sakrament pokuty zawiązuje relację na nowo, a jak coś zwiążemy to automatycznie skraca się odległość. W ten sposób jesteśmy bliżej nieba, bliżej Boga!

Odwagi! Pan Bóg Cię kocha!