Archiwum

Archive for the ‘święci’ Category

„Bóg nas nie opuści”

gorettiTymi słowami pocieszała matkę po śmierci ojca, Maria Goretti- święta dziewica i męczennica Kościoła Katolickiego. To dziś obchodzimy jej wspomnienie, dlatego tez tekst poświęcony je osobie. Choć powody są też inne.

17 maja, kilka lat temu przyjmowałam sakrament bierzmowania, określany przez wielu sakramentem pożegnania z kościołem. Dla mnie był to początek, niewątpliwie pięknej katolickiej drogi. Jak to się stało, ze akurat Maria Goretti miała stać się moją patronką i to jej imię miałam przybrać przy sakramencie? Prosto. Wymyśliłam sobie, że skoro mam na imię Magdalena to fajnie iść za swoją pierwszą patronką i również mieć gdzieś w zanadrzu imię Maria. A po za tym na jednych z rekolekcji oazowych padł temat imion na bierzmowanie i tak po konsultacjach z Martą (pozdrawiam ją serdecznie!) miałyśmy obie przyjąć imię Maria, tylko ja jeszcze nie miałam na myśli konkretnej Marii. Ona miała i to dzięki niej poznałam bliżej Marię Goretti- świętą Marię Goretti.

„Maria urodziła się w Corinaldo koło Ankony 16 października 1890 r. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny. Jako sześcioletnie dziecko otrzymała sakrament bierzmowania z rąk kardynała Juliusza Boschi (1896), a 29 maja 1902 r. przystąpiła do Pierwszej Komunii św. Kiedy miała 10 lat, umarł jej ojciec. Marysia pocieszała mamę: „Odwagi, mamusiu! Bóg nas nie opuści!” Pobożne dziewczę brało często różaniec do rąk, modląc się o spokój duszy ojca. Maria pomagała matce i opiekowała się rodzeństwem.
Dom Gorettich zajmowała także rodzina Serenellich – ojciec z synem. Chłopiec Aleksander Serenelli miał 18 lat, kiedy zapłonął ku Marii przewrotną żądzą. Zaczął ją też coraz mocniej napastować, grożąc jej nawet śmiercią. Dziewczę umiało się zawsze skutecznie uwolnić od napastnika, ratując się ucieczką i omijając go. Nie mówiła jednak o tym nikomu w rodzinie, by nie pogłębiać przepaści niechęci Serenellich do Gorettich.
5 lipca 1902 r. rodzina Gorettich i Serenellich była zajęta zbieraniem bobu. Maria została w domu i obserwowała pracowników. Zauważył ją Aleksander. Pod pretekstem, że musi wyjść na chwilę, udał się do domu i siłą wciągnął dziewczę do kuchni, która była przy drzwiach. Usiłował ją zmusić do grzechu. Kiedy zaś Maria stawiła mu gwałtowny opór, rozjuszony wyrostek chwycił nóż i zaczął nim atakować dziewczynę. Szczegóły te podał sam morderca przed sądem. Powracająca z pracy rodzina znalazła Marię już w stanie agonii. Natychmiast odwieziono ją do szpitala, gdzie zaopatrzona świętymi Sakramentami zmarła 6 lipca. Przed śmiercią darowała winę swojemu zabójcy. Lekarze stwierdzili, że miała na ciele 14 ran.”
(za: brewiarz.pl)

Czego uczy mnie historia Marii?

Dopiero teraz, po latach widzę, jak wielki wpływ na moje życie ma Maria. Jestem pewna (w zasadzie doszłam do tego wniosku dzisiaj), że przez ostatnie 3 lata miała swój wielki wpływ na kształtowanie mojej osobowości i mojego charakteru. A przede wszystkim na budowaniu fundamentów wartości na skale a nie na piachu. Ówczesny świat, pełen rządz, przedmiotowego traktowania, pogonią za szczęściem cielesnym, potrzebuje takich obrońców godności i wartości. Obrońców takich jak Maria Goretti. Ona miała zaledwie 11 lat kiedy postanowiła sprzeciwić się swemu napastnikowi, tym samym sprzeciwiła się szatanowi, a co bardziej go rozjuszyć może jak tylko życie zgodnie z przykazaniami Bożymi? Jest bardzo dobrym wzorem nie tylko w obronie czystości ale także w obronie wielu wartości, których niestety coraz mniej młodych ludzi posiada. Są zagubieni w świecie materialnych dóbr, których chcą chełpić się coraz bardziej, a to prowadzi do zguby:

„Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” (por Mt 6,24; Biblia Tysiąclecia)

A wiec czego uczy mnie jej historia? Walki o czystość, bycia pokorną, dobrą, szlachetną, bezinteresowną, stanowczą. Uczy mnie wybaczenia KAŻDEMU bez względu na czyn, jakim zawinił mi czy mojemu najbliższemu środowisku. Uczy mnie bycia sobą i bycia wiernym swoim wartościom.

Zachęcam do poznania historii Marii, chociażby oglądając film „Maria Goretti ( reż. Giulio Base rok 2003 )

 

Święta (?) Rodzina

30 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Od pewnego czasu lubię czytać wpisy różnych znanych i mniej znanych osób na świecie na blogach czy stronach internetowych. Piszą tam jaki ten świat pełen jest dziwactw, opowiadają historie o wielkich krzywdach przydarzającym się innym. Często też piszą jaki Pan Kowalski ma portfel, jaki ma samochód, co robi w domu. W dzisiejszym świecie jesteśmy obserwowani 24 h na dobę przez 7 dni w tygodniu. Wiele z nas mówi „mój dom moje problemy”. Ukrywamy swoje problemy przed światem. I często są to słuszne powody. Bo może zdarzyć się tak, że nasz sekret, często wstydliwy pójdzie w świat lub zostaniemy wyśmiani wśród sąsiadów albo ktoś „miły” napisze o nas w gazecie.

Jak musiała się czuć Święta Rodzina? Bo przecież to co dzieje się teraz czyli zazdrość, pycha – to też działo się kiedyś…

Jak czuła się Maryja? Jak czuła się kobieta, która została poczęta z Ducha Świętego? Przecież wiele osób to wyśmiało? Co myślały o niej sąsiadki gdy dowiedziały się o ciąży?

Jak czuł się Józef? Jak czuł się mężczyzna gdy wiele razy musiał zmieniać miejsce zamieszkania od tak? Co myśleli znajomi i sąsiedzi gdy nagle bez słowa dom Józefa zostawał pusty? Może mieli coś do ukrycia? Może zabił człowieka?

Jak czuł się mały Jezus? Jak czuło się dziecko, które czuło w sobie Moc Bożą? Jak zachowywały się dzieci w stosunku do Jezusa gdy widziały Jego mądrość? Może myśleli, że jest dziwny?

Jak Oni się wtedy czuli? Ich uczucia opisuje doskonale Biblia. Oni jak parafrazują Ewangelię: „zachowywali wszystkie te znaki i cuda w sercu i rozważali je” Kogo mogli się poradzić? Kogo mogli zapytać o zdanie? Byli zdani tylko na siebie! Tak możemy sobie teraz pomyśleć! Przecież nie mieli się u kogo zatrzymać… Ale przecież Bóg nie pozostawiłby ich bez opieki!

No właśnie chyba wiele razy ich sprawdzał. Wiele razy posyłał swojego anioła. Wiele razy mówił Józefowi: „idź tam, idź tam” I on nie pytał czemu, nie zadawał zbędnych pytań ale brał żonę i dziecko i szedł. Może często w nieznane. Może czasem musieli prosić się o kawałek chleba. Ale zawsze ufali Bogu!

Tego uczy nas Święta Rodzina! Zaufać Bogu i na każde Jego wezwanie odpowiadać z chęcią TAK, TAK PANIE!

Ale Święta Rodzina daje nam jeszcze jedną lekcję. Oni uczą nas aby nie patrzeć na to co powiedzą inni. Oni patrzyli oczami Boga a nie ludzi. I każdy z nas powinien tak patrzeć. Powinniśmy nie zastanawiać się co powie sąsiad gdy wstanę wcześniej i pójdę do kościoła. Nie zastanawiaj się co pomyśli kolega gdy zobaczy na Twoim telefonie tapetę z Jezusem. Nie myśl o tym. Zawsze mów Bogu tak. A gdy pojawisz się w gazecie, gdy będziesz wyśmiewany, opluwany bo się wyróżniasz to ofiaruj to właśnie Świętej Rodzinie. A Święta Rodzina, która powinna być naszym wzorem będzie wspomagać nas, nasze rodziny. Bo rodzina jest po to by dawać miłość, by się wspierać. Mimo braku tematów przy stole, mimo złych myśli o swoim kuzynie. Zapomnij o tym i podziel się z nim nie tylko opłatkiem ale i Jezusem.

A jeśli będzie Ci trudno wykonywać polecenia Boga spójrz na Józefa i Maryję i pomyśl czy Oni nie są dla nas wzorem? Czy właśnie Oni nie powinni zostać naszymi idolami, gwiazdami z których chcemy brać przykład?

I dziś nie będzie lekcji o tym jak być dobrym rodzicem, jak być dobrym dzieckiem. Dziś będzie o tym jak po prostu być. A być to znaczy ufać…

Gdy Mędrcy odjechali, oto anioł Pański ukazał się Józefowi we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i uchodź do Egiptu; pozostań tam, aż ci powiem; bo Herod będzie szukał Dziecięcia, aby Je zgładzić». On wstał, wziął w nocy Dziecię i Jego Matkę i udał się do Egiptu; tam pozostał aż do śmierci Heroda. Tak miało się spełnić słowo, które Pan powiedział przez proroka: «Z Egiptu wezwałem Syna mego».
A gdy Herod umarł, oto Józefowi w Egipcie ukazał się anioł Pański we śnie i rzekł: «Wstań, weź Dziecię i Jego Matkę i idź do ziemi Izraela, bo już umarli ci, którzy czyhali na życie Dziecięcia». On więc wstał, wziął Dziecię i Jego Matkę i wrócił do ziemi Izraela.
Lecz gdy posłyszał, że w Judei panuje Archelaus w miejsce ojca swego, Heroda, bał się tam iść. Otrzymawszy zaś we śnie nakaz, udał się w stronę Galilei. Przybył do miasta, zwanego Nazaret, i tam osiadł. Tak miało się spełnić słowo Proroków: «Nazwany będzie Nazarejczykiem».

Oto słowo Pańskie…

swieta_rodzina_v

Dzielny mężczyzna

swjozefSkoro była mowa o dzielnej niewieście, to nie można pomijać faktu, iż dzielny mężczyzna również znajduje swoje miejsce na przestrzeni lat i jest to bardzo poważne miejsce. Sama znam kilku takich mężczyzn, jak ten, o którym dziś piszę. Sama dziękuję Bogu, że są jeszcze tacy mężczyźni, jak bohater dzisiejszego artykułu.

Nie chodzi tu o książętach na białych rumakach, którzy z niezwykłą werwą pędzą do swojej wybranki, aby to jej obiecać królestwo i prosić ją o rękę. Jest tu mowa raczej o mężczyznach, którzy w pewien sposób wyszli naprzeciw losowi, by dokonać zmian na lepsze. Dawid, Abraham, Mojżesz… i św. Józef.

Choć na kartach Pisma Świętego niewiele napisane jest o nim samym, to można wnioskować o jego dobrym i mężnym życiu przez pryzmat życia Jezusa oraz Maryi.

Józef był człowiekiem sprawiedliwym (Mt 1, 19), a więc Maryja wybierając go na swojego małżonka wiedziała, że może temu człowiekowi zaufać i powierzyć siebie w ręce osoby, która zadba o bezpieczeństwo Jej i Jej dziecka. Tak też się stało. Józef jest także do końca posłuszny woli Bożej, nie sprzeciwia się lecz trwa w Bogu.

Józef był człowiekiem, który potrzebował czasu by dojrzeć do sytuacji, w której się znalazł. Nie robił nic, czego by wcześniej nie przemyślał, nie przemodlił. Postępował mądrze i uczciwie szczególnie wobec Maryi, traktując ją jak kobietę, jak człowieka a nie jak przedmiot. Z chwilą narodzin Jezusa Jego więź z Maryją wzrasta, a więc jeszcze bardziej staje się dojrzały.

Pomimo tego, że Józef nie jest ‘oficjalnym’ ojcem Jezusa, obdarza Go wielką miłością i otacza bezpieczeństwem. Jest także dobrym opiekunem i wychowawcą. Najprościej rzecz ujmując jest dobrym przykładem dla współczesnych ojców.

Święty Józef, to wzór człowieka, którego tak bardzo poszukują kobiety ale przede wzór bycia dzielnym mężczyzną dla współcześnie żyjących mężczyzn. Zbierając wszystkie cechy, które on posiada stworzymy nie tyle ideał, ale mężczyznę silnego a jednocześnie wrażliwego i czułego.

“Franciszku, idź i odbuduj mój Kościół”

4 października 2014 Dodaj komentarz

franciszek3Św. Franciszek, jeden z najbardziej znanych i lubianych świętych. Uczy jak żyć i postępować zgodnie z Ewangelią. Daje entuzjastyczne świadectwo „radości doskonałej” wyrażonej w bezgranicznym posłuszeństwie i zaufaniu Najwyższemu Bogu. Jest idealnym wzorem na dzisiejsze czasy. Pokazuje nam, że poprzeczkę w życiu trzeba stawiać wysoko i dożyć do celu. Św. Franciszek rozumiał, że jego powołaniem jest czynienie dobra, wszędzie tam, gdzie jest to możliwe.

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego Pokoju
Abyśmy siali miłość, tam gdzie panuje nienawiść
Wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda
Jedność, tam gdzie panuje zwątpienie
Nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz
Światło, tam gdzie panuje mrok
Radość, tam gdzie panuje smutek.
Spraw abyśmy mogli
Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać
Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć
Nie tyle szukać miłości co kochać
Albowiem dając, otrzymujemy
Wybaczając, zyskujemy przebaczenie
A umierając rodzimy się do wiecznego życia.

Kategorie:uroczystości, święci

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

1 października 2014 Dodaj komentarz

547

„Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza jest najmłodszą pośród Doktorów Kościoła, ale jej żarliwe życie duchowe jest świadectwem tak wielkiej dojrzałości, a intuicje wiary zawarte w jej pismach są tak rozległe i głębokie, że pozwalają jej zająć miejsce pośród wielkich mistrzów duchowości”

św. Jan Paweł II.

„Zrozumiałam, że gdyby wszystkie małe kwiatki chciały być różami, natura straciłaby swą wiosenną krasę, pola nie byłyby umajone kwieciem…. Podobnie dzieje się w świecie dusz, w tym ogrodzie Jezusa. Spodobało Mu się stworzyć wielkich świętych, których można porównać do lilii i róż, lecz stworzył także tych najmniejszych, którzy winni się zadowolić, że są stokrotkami i fiołkami, przeznaczonymi, by radować oczy Pana Boga, gdy je skieruje na ziemię.”

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

teresa

Święta Tereso, której niebem jest czynienie dobra na tej ziemi.
Racz rzucić na nas obfity deszcz róż łask Jezusowych.

Boże, któryś rzekł: Jeśli nie staniecie się jako dziatki, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego, daj nam, prosimy w pokorze i prostocie ducha tak w ślady świętej Dziewicy Teresy wstępować, byśmy wieczną nagrodę otrzymać mogli. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg na wieki wieków. Amen.

O umiłowany Kwiecie Jezusa, uśmiechnij się do nas, a przez niewysłowioną słodycz Jego Dziecięctwa spełnił obietnicę twoją: rzuć na nas i na wszystkich ludzi deszcz róż, który by nam przypomniał nieskończoną miłość Boga naszego i wiekuiste wesele, jakie nam zgotował w niebie, gdzie mamy nadzieję wraz z tobą miłosierdzie Jego wyśpiewać na wieki. Amen.

O święta Tereso od Dzieciątka Jezus, przez przedziwną moc czynienia cudów jaką cię Bóg obdarzył, uproś mi łaskę …, o którą z ufnością proszę Boga, za twoim wstawiennictwem. Amen.

 

Kategorie:baza modlitw, święci

„Dobry pasterz daje życie za owce”

Stanisław_Samostrzelnik,_Św_Stanisław

Jezus powiedział do faryzeuszów: «Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz». (J 10, 11-16 )

8 maja wspominamy świętego Stanisława, którego święty Jan Paweł II nazywał „patronem chrześcijańskiego ładu moralnego”. Święty Stanisław był przykładem pasterza zabiegającego o dobro wiernych i wspomagającego najuboższych. Stanisław urodził się w Szczepanowie (obecnie diecezja tarnowska) prawdopodobnie około roku 1030. Studiował najpierw w gnieźnieńskiej szkole katedralnej, a w późniejszym czasie we Francji lub też w Belgii. Po studiach otrzymał święcenia kapłańskie ok. 1060 r. Po śmierci biskupa krakowskiego Lamberta w 1070 r,. został ordynariuszem diecezji, a w 1072 za zgodą księcia Bolesława Szczodrego został konsekrowany na biskupa krakowskiego. Okres w którym Stanisław został osadzony na biskupstwie krakowskim zaliczany jest do najświetniejszych za panowania Piastów. W tym też czasie, dzięki wsparciu ze strony króla Bolesława Śmiałego udało mu się zorganizować od nowa metropolię gnieźnieńską, dzięki czemu ustały pretensje metropolii magdeburskiej do zwierzchnictwa nad diecezjami polskimi. Stanisław sprowadził do Polski legatów rzymskich, wspierał klasztory benedyktyńskie stanowiące w tamtych czasach ośrodki ewangelizacyjne. W pewnym momencie doszło jednak do konfliktu pomiędzy królem a biskupem, nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi co leżało o jego podstaw. Gall Anonim opisał te wydarzenia w „Kronice” trzydzieści lat po śmierci Stanisława, jakkolwiek z pewnych względów nie podał przyczyny sporu, choć można przypuszczać, że dobrze je znał. Dowiadujemy się, że biskup dopuścił się zdrady politycznej (traditor episcopus), za którą król wydał go na śmierć przez obcięcie członków. Nie da się wykluczyć, że postępowanie biskupa wypływało ze szlachetnych pobudek, ale jako będące nie na rękę królowi zostało zakwalifikowane jako polityczna zdrada. Według alternatywnej wersji, opisanej przez Wincentego Kadłubka, biskup Stanisław stanął w obronie żon rycerzy walczących na wyprawie kijowskiej a które dopuściły się niewierności. Wedle kroniki Stanisław najprawdopodobniej zagroził królowi ekskomuniką. Król nakazał zabicie biskupa w kościele na Skałce w czasie odprawiania przez niego mszy świętej. Służba odmówiła wykonania wyroku, więc król własnoręcznie zamordował świętego. Data śmierci Stanisław nie jest dokładnie znana, podaje się 11 kwietnia albo 8 maja. W roku 1253, w bazylice świętego Franciszka w Asyżu, Stanisław został kanonizowany przez Innocentego IV. Pierwsza uroczystość ku czci św. Stanisława została odprawiona 8 maja 1254 roku w Krakowie. Tradycyjne wspomnienie św. Stanisława obchodzone jest 11 kwietnia, natomiast w polskim Kościele 8 maja i ma rangę uroczystości liturgicznej (podniesienie relikwii w Polsce). Kult św. Stanisława w Polsce rozpoczął się w 1088 roku a więc z chwilą przeniesienia jego relikwii do katedry krakowskiej. Król Władysław II Jagiełło przypisywał zwycięstwo w bitwie pod Grunwaldem wstawiennictwu Św. Stanisława, Zygmunt I Stary uznał go za swego patrona. W roku 1963 papież Jan XXIII ustanowił świętego Stanisława, wraz z Najświętszą Maryją Panną Królową Polski i św. Wojciechem, pierwszorzędnym Patronem Polski.

Kanonizacja Jana Pawła II i Jana XXIII

27 kwietnia 2014 Dodaj komentarz

Dzisiejszy dzień jest dniem wyjątkowym. Dziś świętymi zostają ogłoszeni świętymi dwaj wielcy papieże – Jan XXIII i Jan Paweł II.

Jan XXIII był papieżem od 1958 roku aż do śmierci w 1963 roku, a kojarzę go z jego encyklik społecznych takich jak Mater in Magistra (1961) i Pacem in Terris (1963), które poznałam przy pewnej olimpiadzie teologicznej. Jak widać moje doświadczenie z nim związanie jest niewielkie.

Uczmy się od Niego, by się nie uskarżać, nie złościć, nie tracić wobec nikogo cierpliwości, nie żywić w sercu niechęci do tych, o których sądzimy, że wyrządzili nam krzywdę, lecz znosić siebie wzajemnie (…) i kochać wszystkich. Rozumiecie? Wszystkich, także tych, którzy nam czynią coś złego, przebaczyć im i modlić się także za nich, bo może w oczach Bożych są lepsi od nas. Jan XXIII

Z Janem Pawłem II jest zupełnie inaczej. Wychowywałam się w czasach jego pontyfikatu, kiedy co chwilę w telewizji czy gazetach pokazywano jego postać, cytowano jego słowa, śledzono praktycznie każdy jego krok. Jego obecność była czymś zupełnie naturalnym i oczywistym, nawet dla mnie, kiedy miałam wtedy te kilka lat. Pamiętam jak w 2002 roku, kiedy Jan Paweł II po raz ostatni był w Polsce, a ja miałam 9 lat i byłam świeżo po I Komunii Świętej, rodzice zabrali mnie ze sobą na pielgrzymkę do Krakowa. Ze słów Świętego nie zapamiętałam praktycznie nic, ale doskonale zapamiętałam Jego drżący głos i zielony ornat, który powiewał na wietrze. Pamiętam, że po tym wydarzeniu z każdej gazety wycinałam fragmenty o Janie Pawle II i wklejałam je do specjalnego notesu. W 2005 roku, kiedy miałam już 12 lat, Papież Polak umarł i to 3 dni przed moimi urodzinami, akurat krótko po tym jak wyszli ode mnie znajomi, a ja akurat z rodzicami i bratem klęknęliśmy do wieczornej modlitwy. Porządnie to mną wstrząsnęło, choć byłam wtedy dzieciuchem. Nie zmienia to faktu, że to właśnie na pontyfikat Jana Pawła II przypadło moje dzieciństwo i czas wychowywania. Krótko po śmierci wszczęto wyjątkowo szybki proces jego beatyfikacyjny, który był obserwowany przez cały świat. Dziś już jest święty. Czyż to nie jest piękne? Być świadkiem czyjegoś życia, a później bycie świadkiem ogłaszania jego błogosławionym i świętym – cudowne uczucie.

Człowiek nie może siebie sam do końca zrozumieć bez Chrystusa. Nie może zrozumieć, ani kim jest, ani jaka jest jego prawdziwa godność, ani jakie jest jego powołanie i ostatecznie przeznaczenie. Jan Paweł II

Kasia Jączyńska – nasza dziełowa redaktorka – pisze: Ja urodziłam się gdy Jan Paweł II był już papieżem, gdy dorastałam towarzyszyły mi Jego słowa i gesty. Na początku niewiele rozumiałam, ale z czasem docierało do mnie coraz więcej. Ojciec Święty ujmował mnie swoim uśmiechem, tryskała od Niego radość, taka szczera i prawdziwa. Jego postawa motywowała, by mimo przeciwności nie poddawać się, nie rezygnować. Uczył, aby wymagać od siebie nawet, gdy inni od nas nie wymagają. Swoim życiem pokazywał, co to znaczy wprowadzać te słowa w czyn. Jan Paweł II był Człowiekiem, który pokazywał, że gdy robimy coś dla Chrystusa to nie ma rzeczy niemożliwych, uczył, aby wszystko opierać na modlitwie. Ostatnie chwile życia Ojca Świętego nauczyły mnie najwięcej – trudno to opisać- ale myślę, ze te chwile dla nas wszystkich były wyjątkowym świadectwem.

Zło jest zawsze brakiem jakiegoś dobra, które w danym bycie powinno się znajdować, jest niedostatkiem. Nigdy nie jest jednak całkowitą nieobecnością dobra. Jan Paweł II

Kategorie:święci