Archiwum

Archive for the ‘świętość’ Category

Na żyznej ziemi ziarno wyda plony

W języku polskim wyróżniamy trzy czasy. Czas przeszły, teraźniejszy i przyszyły. Podczas dzisiejszej niedzieli chciałbym się właśnie na nich skupić. Chciałbym abyśmy spojrzeli na Jezusa, na Jego nauczanie pod kątem tych oto czasów.

We wtorek w liturgii słowa usłyszeliśmy takie słowa wypowiedziane przez uczniów do Jezusa: „Oto my zostawiliśmy wszystko i poszliśmy za Tobą. Co za to otrzymamy?” Słowa zostawiliśmy, poszliśmy wskazują, że to wszystko się już wydarzyło. Już zostawiliśmy wszystko, wszystkie rzeczy, wszystkie spawy przyziemne, i poszliśmy za Jezusem, za Jego słowem. Czy możemy tak powiedzieć? Czy możesz powiedzieć tak jak uczniowie kiedyś do Jezusa? Czy zostawiłeś wszystko i poszedłeś za Jezusem? Ostatnio oglądając film padło tam takie stwierdzenie: „Nie trzeba być na wojnie by czuć się jak na wojnie” myślę, że te słowa pięknie pasują do życia Twojego, mojego i każdego z nas. Nie musimy być w strefie walk, w strefie ostrzału by stale martwić się o życie, by stale uważać by nie dostać „kulką w głowę” I Jezus doskonale o tym wie, doskonale nas rozumie. Sam był na ziemi i widział ludzi, którzy ciężko pracowali by mieć chleb, by mieć pozycję, władzę na tym świecie, sam przeżył wiele cierpienia ze strony uczniów, ale też ludzi, którzy dla innych chcieli „dobrze”. Ale Jezus nie zabrania nam mieć tego wszystkiego, Jezus chce być w tym wszystkim. Chce byś pokazał swoim życiem, że on jest przy Tobie na Twoim stanowisku, w Twojej pracy. Jezus chce być z Tobą w szkole, w trakcie wypoczynku. I mówi byś kierował się Jego przykazaniami, a wtedy…

A wtedy jak mówi Jezus: „stokroć więcej otrzyma i będzie miał udział w życiu wiecznym”. Jak widzimy po słowach otrzyma, będzie miał mówimy już o przyszłości. Czy ciężko jest przestrzegać przykazań? Myślę, że każdy odpowie inaczej.  Ale zwróćmy uwagę, ze każda osoba na świecie ma problem z jednym przykazaniem. Młodzież ma często problem z przykazaniem „Czcij ojca swego i matkę swoją”, „nie cudzołóż” „pamiętaj abyś dzień święty święcił”. Dorośli często borykają się z brakiem poszanowania do przykazań takich jak „nie pożądaj żony (męża) bliźniego swego”, „czcij ojca swego i matkę swoją” jak również „nie kradnij”. Myślę, że każdy, podkreślam każdy z nas boryka się z chociaż jednym przykazaniem, które jest dla nas trudne do wypełnienia. Jezus aby pomóc człowiekowi by wypełniał przykazania stawia kościół, stawia go w Warszawie, Płocku, Moskwie, Brukseli, Waszyngtonie i w każdym mieście, posyła tam kapłanów, którzy sprawują w Jego imieniu sakramenty. I robi to wszystko by pomóc człowiekowi w wypełnieniu przykazań. Kapłan w sakramencie pokuty i eucharystii ma dodać Ci otuchy, odpuścić Ci grzechy, dać moc przez Najświętszą Ofiarę byś walczył dalej i na nowo starał się wypełniać przykazania. Wiele osób jest uzależnionych od alkoholu, narkotyków, masturbacji, i Jezus nie postawił na ich drodze psychologów, bożków i wróżbitów ale właśnie Kościół, nie tylko jako budynek ale żywą wspólnotę. Każdy z nas może coś dla nich zrobić, może ofiarować swoją modlitwę w ich intencji, różne wyrzeczenia, możesz ofiarować swoją abstynencję, czystość duszy jak i ciała w ich intencji. Cały Kościół, cała wspólnota, może zdziałać cuda! Bo Jezus nikogo nie zostawia bez opieki i wychodzi…

Jezus wychodzi do ludzi i mówi: „Oto siewca wyszedł siać” słowo wyszedł wskazuje, że siewca w tym wypadku Jezus właśnie w tym momencie, właśnie teraz  wychodzi, wychodzi i sieje w nas słowo. Czy gdy dotrzesz do domu będziesz potrafił opowiedzieć Ewangelie usłyszaną dzisiaj podczas liturgii słowa? Czy gdy wyjdziesz z Kościoła będziesz potrafić czynić to co Jezus pragnie byś czynił?

potega_slowa-622x451

Jezus mówi dziś piękne słowa: „Wielu proroków i sprawiedliwych pragnęło zobaczyć to, co wy widzicie a nie zobaczyli”. Pokazuje nam jak wielki dar otrzymaliśmy i jak wielkie mamy zadanie. Słowa Jezusa są bardzo prawdziwe, kiedy spojrzymy na świętych, na błogosławionych kościoła ujrzymy, że Jezus daje wielkie dary, obdarza swoimi łaskami, ukazuje wiele ważnych spraw ludziom prostym, ludziom ubogim, ludziom, którzy mają problemy, którzy są uzależnieni. Czemu? Bo Bóg jest kochającym Ojcem i wie czego nam potrzeba. Jezus rzuca swoimi łaskami w nas. Tylko na jaki grunt padnie Jego słowo, Jego łaski, Jego miłosierdzie?

Jak mówi dzisiejszy psalm responsoryjny: „Na żyznej ziemi ziarno wyda plony” Każdy z nas ma w domu kwiaty doniczkowe. I jedne kwiaty potrzebują dużo wody, inne mniej, jeszcze inne muszą stać na słońcu, inne w cieniu. Jedne muszą mieć często zmienianą ziemię…. Tak jest z ludźmi. Każdy jest inny, każdy przeżywa wiarę inaczej. Ale każdy jest wyjątkowy! I tworzy coś niezwykłego! Jeden potrzebuje spowiedzi co tydzień a inny co rok! Jeden i drugi osiągną zbawienie! Czemu? Bo jeśli będzie choć odrobinę ziemi, która ma w sobie wiarę wtedy tam wykiełkuje coś, co da nam „klucz” do nieba!

 

Reklamy

„Bóg nas nie opuści”

gorettiTymi słowami pocieszała matkę po śmierci ojca, Maria Goretti- święta dziewica i męczennica Kościoła Katolickiego. To dziś obchodzimy jej wspomnienie, dlatego tez tekst poświęcony je osobie. Choć powody są też inne.

17 maja, kilka lat temu przyjmowałam sakrament bierzmowania, określany przez wielu sakramentem pożegnania z kościołem. Dla mnie był to początek, niewątpliwie pięknej katolickiej drogi. Jak to się stało, ze akurat Maria Goretti miała stać się moją patronką i to jej imię miałam przybrać przy sakramencie? Prosto. Wymyśliłam sobie, że skoro mam na imię Magdalena to fajnie iść za swoją pierwszą patronką i również mieć gdzieś w zanadrzu imię Maria. A po za tym na jednych z rekolekcji oazowych padł temat imion na bierzmowanie i tak po konsultacjach z Martą (pozdrawiam ją serdecznie!) miałyśmy obie przyjąć imię Maria, tylko ja jeszcze nie miałam na myśli konkretnej Marii. Ona miała i to dzięki niej poznałam bliżej Marię Goretti- świętą Marię Goretti.

„Maria urodziła się w Corinaldo koło Ankony 16 października 1890 r. Pochodziła z ubogiej wiejskiej rodziny. Jako sześcioletnie dziecko otrzymała sakrament bierzmowania z rąk kardynała Juliusza Boschi (1896), a 29 maja 1902 r. przystąpiła do Pierwszej Komunii św. Kiedy miała 10 lat, umarł jej ojciec. Marysia pocieszała mamę: „Odwagi, mamusiu! Bóg nas nie opuści!” Pobożne dziewczę brało często różaniec do rąk, modląc się o spokój duszy ojca. Maria pomagała matce i opiekowała się rodzeństwem.
Dom Gorettich zajmowała także rodzina Serenellich – ojciec z synem. Chłopiec Aleksander Serenelli miał 18 lat, kiedy zapłonął ku Marii przewrotną żądzą. Zaczął ją też coraz mocniej napastować, grożąc jej nawet śmiercią. Dziewczę umiało się zawsze skutecznie uwolnić od napastnika, ratując się ucieczką i omijając go. Nie mówiła jednak o tym nikomu w rodzinie, by nie pogłębiać przepaści niechęci Serenellich do Gorettich.
5 lipca 1902 r. rodzina Gorettich i Serenellich była zajęta zbieraniem bobu. Maria została w domu i obserwowała pracowników. Zauważył ją Aleksander. Pod pretekstem, że musi wyjść na chwilę, udał się do domu i siłą wciągnął dziewczę do kuchni, która była przy drzwiach. Usiłował ją zmusić do grzechu. Kiedy zaś Maria stawiła mu gwałtowny opór, rozjuszony wyrostek chwycił nóż i zaczął nim atakować dziewczynę. Szczegóły te podał sam morderca przed sądem. Powracająca z pracy rodzina znalazła Marię już w stanie agonii. Natychmiast odwieziono ją do szpitala, gdzie zaopatrzona świętymi Sakramentami zmarła 6 lipca. Przed śmiercią darowała winę swojemu zabójcy. Lekarze stwierdzili, że miała na ciele 14 ran.”
(za: brewiarz.pl)

Czego uczy mnie historia Marii?

Dopiero teraz, po latach widzę, jak wielki wpływ na moje życie ma Maria. Jestem pewna (w zasadzie doszłam do tego wniosku dzisiaj), że przez ostatnie 3 lata miała swój wielki wpływ na kształtowanie mojej osobowości i mojego charakteru. A przede wszystkim na budowaniu fundamentów wartości na skale a nie na piachu. Ówczesny świat, pełen rządz, przedmiotowego traktowania, pogonią za szczęściem cielesnym, potrzebuje takich obrońców godności i wartości. Obrońców takich jak Maria Goretti. Ona miała zaledwie 11 lat kiedy postanowiła sprzeciwić się swemu napastnikowi, tym samym sprzeciwiła się szatanowi, a co bardziej go rozjuszyć może jak tylko życie zgodnie z przykazaniami Bożymi? Jest bardzo dobrym wzorem nie tylko w obronie czystości ale także w obronie wielu wartości, których niestety coraz mniej młodych ludzi posiada. Są zagubieni w świecie materialnych dóbr, których chcą chełpić się coraz bardziej, a to prowadzi do zguby:

„Nikt nie może dwom panom służyć. Bo albo jednego będzie nienawidził, a drugiego będzie miłował; albo z jednym będzie trzymał, a drugim wzgardzi. Nie możecie służyć Bogu i Mamonie.” (por Mt 6,24; Biblia Tysiąclecia)

A wiec czego uczy mnie jej historia? Walki o czystość, bycia pokorną, dobrą, szlachetną, bezinteresowną, stanowczą. Uczy mnie wybaczenia KAŻDEMU bez względu na czyn, jakim zawinił mi czy mojemu najbliższemu środowisku. Uczy mnie bycia sobą i bycia wiernym swoim wartościom.

Zachęcam do poznania historii Marii, chociażby oglądając film „Maria Goretti ( reż. Giulio Base rok 2003 )

 

Święta Boża Rodzicielko- módl się za nami!

15822118_1574956289187507_1801946750_nWiększość z nas, zapytanych jaka uroczystość ma miejsce dziś, odpowiedzą „Nowy Rok, przecież!”. Tymczasem w kościele katolickim obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi. Huczne spędzanie sylwestra, popijanie każdej kolejnej godziny jeszcze większą ilością alkoholu, aż do momentu gdy zacznie się magiczne odliczanie i wzniesienie toastu, przyćmiewa ową uroczystość, która rozpoczęła się już o północy. Oczywiście opis jest uogólniony, skierowany do 80% świętujących tego dnia. Jednak idźmy dalej…

… Miejsca Maryi, również w kościele, nie poświęca się tak wiele jak w czytaniach liturgicznych np. z 15 sierpnia. Wspomina się ją trzy razy. Najpierw jako niewiastę, z której zostanie zrodzony Zbawiciel (por. Ga 4, 4-7) a następnie w Ewangelii razy dwa. Skupmy się na tym ostatnim wspomnieniu, a mianowicie na fragmencie „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). O czym to świadczy, że , jakby nie patrzeć wszystkie najważniejsze sprawy zachowała w cichości i skrytości serca? A mianowicie tym, że nie potrzebowała rozgłosu. I tak wystarczająco się nacierpiała przy ucieczce jeszcze jako kobieta brzemienna, a i sporo się nacierpi przez całe życie Jezusa, z rąk wszelakiej maści ludzi.

Maryja nie chce rozgłosu, nie chce być sławną celebrytką, katocelebrytką, Mother of the year czy gwiazdą Hollywood. Ona pragnie być dobrą matką w skrytości swego serca i w zaciszu rodzinnym.

Właśnie dlatego wielu z nas zapomina o Maryi, z racji tego, że sama nie chce się rozgłaszać na wszystkie strony.  Zapomina się o jej wielkich małych poczynaniach, o jej osobie, o tym, że w zasadzie gdyby nie została wybrana na Matkę Zbawiciela, to może losy całego człowieczeństwa wyglądały by inaczej (inaczej nie znaczy tylko lepiej ale być może i gorzej, kto wie). Oczywiście znów uogólniam, znów są to gdybania i scenariusze być może prawdopodobne..

Każdy jednak odpowiada za swe własne czyny i każdy odpowiada przed Panem. Starajmy się jednak nie zapominać o Świętej Bożej Rodzicielce. Darzmy ją wielką sympatią ale i pamięcią. Różańce w  dłoń!

Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych!

 

Zwiastowanie Pańskie – Dzień Świętości Życia

Bóg posłał anioła Gabriela do miasta w Galilei, zwanego Nazaret, do Dziewicy poślubionej mężowi, imieniem Józef, z rodu Dawida; a Dziewicy było na imię Maryja. Anioł wszedł do Niej i rzekł: Bądź pozdrowiona, pełna łaski, Pan z Tobą, . Ona zmieszała się na te słowa i rozważała, co miałoby znaczyć to pozdrowienie. Lecz anioł rzekł do Niej: Nie bój się, Maryjo, znalazłaś bowiem łaskę u Boga. Oto poczniesz i porodzisz Syna, któremu nadasz imię Jezus. Będzie On wielki i będzie nazwany Synem Najwyższego, a Pan Bóg da Mu tron Jego praojca, Dawida. Będzie panował nad domem Jakuba na wieki, a Jego panowaniu nie będzie końca. Na to Maryja rzekła do anioła: Jakże się to stanie, skoro nie znam męża? Anioł Jej odpowiedział: Duch Święty zstąpi na Ciebie i moc Najwyższego osłoni Cię. Dlatego też Święte, które się narodzi, będzie nazwane Synem Bożym. A oto również krewna Twoja, Elżbieta, poczęła w swej starości syna i jest już w szóstym miesiącu ta, która uchodzi za niepłodną. Dla Boga bowiem nie ma nic niemożliwego. Na to rzekła Maryja: Oto Ja służebnica Pańska, niech Mi się stanie według twego słowa! Wtedy odszedł od Niej anioł. Łk 1,26-38

Wczoraj 25 marca – 9 miesięcy przed Bożym Narodzeniem, obchodzimy uroczystość Zwiastowania Pańskiego oraz ustawiony przez Episkopat Dzień Świętości Życia. Dzisiejszy dzień przypomina o dniu, w którym zaczęła się zupełnie nowa era w dziejach ludzkości – dzień, w którym Archanioł Gabriel przyszedł do Maryi, niewiasty z Nazaretu, z oświadczeniem, że nosi pod sercem naszego Pana Jezusa Chrystusa. A to, że uroczystość Zwiastowania Pańskiego najczęściej przypada w Wielkim Poście pokazuje, że tajemnica Wcielenia jest nierozerwalnie związana z tajemnicą śmierci i zmartwychwstania Chrystusa.

A co z Dniem świętości życia? Jest ono ściśle związane z duchową adopcją dziecka poczętego i ich ochroną. Jak dziś pamiętam swoją pierwszą adopcję dziecka. Byłam wtedy w gimnazjum, bodajże 2 klasa (ok.15 lat). Rok starsza koleżanka zaproponowała mi, żebym poszła z nią na dziesiątkę różańca odmawianą na długiej przerwie w intencji dzieci zagrożonych aborcją. Poszłam razem z nią, a na pozostałe lekcje wróciłam z Bożym błogosławieństwem i większą siłą. Po tym dniu stwierdziłam, że chcę ratować dzieci zagrożone aborcją, że chcę pomóc i zmienić świat. Więc postanowiłam i zaczęłam swoją pierwszą w życiu adopcję. Wtedy kupiłam pierwszy różaniec w formie pierścionka i chwilę po zakończeniu jednej adopcji, zaczynałam kolejną. Tak chyba było 3 czy 4 razy. Później pojawiła się przerwa, choć sama nie do końca wiem dlaczego. Ale jednak czułam pewien brak, czułam, że mogłabym zrobić więcej. Po kilku (3-4) latach przerwy z moim Lubym postanowiliśmy wziąć pod opiekę jedno dziecko, z koncepcją, że to będzie „nasze” pierwsze dziecko. Więc podjęliśmy modlitwę. Choć dzieli nas ponad 300 kilometrów, codziennie się razem się modlimy, codziennie o tym pamiętamy, choć widujemy się o wiele rzadziej. Ale jaki jest tego sens? Po co to robimy? Bo chcemy uratować choć jednego człowieka. Bo chcemy mieć świadomość, że damy życie choć jednemu dziecku, bo wiemy, że zrobimy coś co wpłynie na przyszłość naszą, naszego późniejszego małżeństwa oraz macierzyństwa czy ojcostwa. W każdym bądź razie – każdemu polecam.

Przykład Nazaretu – Niedziela Świętej Rodziny

28 grudnia 2014 Dodaj komentarz

Przykład Nazaretu

Nazaret jest szkołą, w której zaczyna się pojmować życie Jezusa: jest to szkoła Ewangelii.
Tutaj przede wszystkim uczymy się patrzeć, słuchać, rozważać i przenikać głębokie i tajemne znaczenie tego bardzo prostego, pokornego i jakże pięknego objawienia się Syna Bożego. Może też i całkiem nieświadomie uczymy się Go naśladować.
Tutaj jest nam dane zrozumieć w pełni, kim jest Chrystus. Tu pojmujemy konieczność rozważenia tego, co stanowiło ramy Jego pobytu wśród nas: miejsca, czasu, zwyczajów, języka, praktyk religijnych, słowem, tego wszystkiego, czym się posłużył Jezus, żeby objawić się światu. Wszystko tutaj przemawia, wszystko nabiera znaczenia. Tu, w tej szkole widzimy potrzebę duchowego wyrobienia, jeśli chcemy iść za nauką Ewangelii i być uczniami Chrystusa.
O, jak bardzo pragnęlibyśmy powrócić na nowo do lat dziecinnych i poddać się tej pokornej, a wzniosłej szkole nazaretańskiej! Jakbyśmy chcieli pod okiem Maryi uczyć się na nowo prawdziwej wiedzy o życiu i najwyższej mądrości praw Bożych!
Ale tylko przechodzimy tędy. Musimy się wyrzec tego pragnienia, aby tu się uczyć rozumienia Ewangelii, tej nauki, której właściwie nigdy nie ma końca. Zanim jednak stąd odejdziemy, musimy pośpiesznie i jak gdyby ukradkiem przyswoić sobie kilka krótkich pouczeń Nazaretu.
Najpierw lekcja milczenia. Niech się odrodzi w nas szacunek dla milczenia, tej pięknej i niezastąpionej postawy ducha. Jakże jest nam ona konieczna w naszym współczesnym życiu, pełnym niepokoju i napięcia, wśród jego zamętu, zgiełku i wrzawy. O milczenie Nazaretu, naucz nas skupienia i wejścia w siebie, otwarcia się na Boże natchnienia i słowa nauczycieli prawdy; naucz nas potrzeby i wartości przygotowania, studium, rozważania, osobistego życia wewnętrznego i modlitwy, której Bóg wysłuchuje w skrytości.
Jest jeszcze i lekcja życia rodzinnego. Niech Nazaret nauczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.
Wreszcie przykład pracy. O Nazaret, „domu Syna cieśli”, tu właśnie chcielibyśmy zrozumieć i umocnić surowe, a przynoszące zbawienie prawo ludzkiej pracy, przywrócić świadomość jej wartości, przypomnieć, że praca nie może być sama w sobie celem, ale że jej wartość i wolność, którą daje, płyną bardziej z wartości celu, jakiemu ona służy, niż z korzyści ekonomicznych, jakie przynosi. Jakżebyśmy chcieli pozdrowić stąd wszystkich pracujących całego świata i ukazać im wielki wzór ich Boskiego Brata, Proroka wszystkich słusznych ich praw – Chrystusa, naszego Pana!

Z przemówienia papieża Pawła VI
(Nazaret, dnia 5 stycznia 1964 r.)

Źródło: http://brewiarz.pl/xii_14/2812/godzczyt.php3

Wykrzycz Bogu, to co leży Ci na sercu!

29 listopada 2014 Dodaj komentarz

monstrancja

Bóg nie chce, żebyśmy byli tak święci, że aż nieludzcy. Nie oczekuje wymuszonych modlitw i obłudnych pochwał. Bóg pragnie szczerego, autentycznego, prawdziwego związku.
Regina Brett, „Bóg nigdy nie mruga”

Gdy czytałam tę książkę ten cytat bardzo mnie urzekł. Dlaczego? Bo ja często zapominam, że Bóg jest Osobą, prawdziwa Osobą. Założę się, że wielu ludzi także o tym zapomina. Często wydaje nam się, że Bóg chce, żebyśmy byli tak święci, że aż aureolki będą nam już na ziemi przyświecać nad głowami, w tej świętości być niczym drewniane, spokojne święte figury, wpatrujące się w ołtarz bez mrugnięcia i jednocześnie klęcząc na grochu. Wydaje nam się, że Bóg oczekuje od nas, że musimy być idealni, bez słabości i skaz. Żebyśmy wyzbyli się naszego człowieczeństwa, żebyśmy byli idealni niczym obrazek. Ale przecież to jest niemożliwe! W końcu tylko ON jest idealny.

Bóg pragnie szczerego, autentycznego, prawdziwego związku. No właśnie. A na czym opiera się taki związek. Na rozmowie. Tak więc zamiast wymuszanych, regułkowych modlitw – powiedz Bogu wprost co Cię boli, co Ci leży na sercu. Jeżeli trudno jest Ci się pogodzić z Jego wolą – wykrzycz mu to, klęknij pod Najświętszym Sakramentem lub krzyżem i wyrzuć Jezusowi wszystkie Twoje żale, bóle i niezadowolenia. Wszystko. Łącznie z łzami i krzykami bólu, rozczarowania, rozgoryczenia, niezadowolenia. Wykrzycz. On to przyjmie i odpowie. Prędzej czy później i często w najmniej oczekiwany sposób – ale odpowie. Jeżeli nie jesteś siłach – nie wymuszaj z siebie obłudnych pochwał. Wyrzuć swój ból. On właśnie tego chce. Żebyś powiedział mu o wszystkim, co Ci leży na sercu, o wszystkim co Cię boli czy cieszy. Siądź w Jego obecności i porozmawiaj z nim, po prostu z nim porozmawiaj jak z najlepszym przyjacielem, zwierz mu się. Jeżeli idziesz na kawę z przyjaciółką i chcesz z nią porozmawiać/zwierzyć się to czy korzystasz z gotowych wyuczonych formułek i obsypujesz ją obłudnymi komplementami. Przypuszczam, że nie. Więc czemu nie traktujesz Boga jako swojego przyjaciela? Dlaczego nie traktujesz go jako Osoby, która czeka na to, aż przyjdziesz i jej się zwierzysz?

Wiele razy o tym zapominałam, próbowałam walczyć sama, ale jest to walka z wiatrakami. Samej ciężko się było mi pogodzić z wieloma rzeczami, jakie mnie spotkały. Ale jeżeli przychodzę do czekającego na mnie Boga i mówię/krzyczę/wypłakuję się w rękaw: Boże, nie daję rady. To nie dla mnie, to wszystko mnie przerasta. Weź to wszystko ode mnie zabierz! Nie podoba mi się to! W takich chwilach On patrząc się swoim kochającym wzrokiem przypomina o swojej obecności, o tym, że jest Emmanuelem – Bogiem z nami, o tym, że jest oparciem i przyjacielem. Tylko przyjdź do niego wykrzycz wszystko co Ci leży na sercu, pokaż mu swoje człowieczeństwo! Pamiętaj, że nie jest Mu ono obce – w końcu sam stał się człowiekiem.

„Dobry pasterz daje życie za owce”

Stanisław_Samostrzelnik,_Św_Stanisław

Jezus powiedział do faryzeuszów: «Ja jestem dobrym pasterzem. Dobry pasterz daje życie swoje za owce. Najemnik zaś i ten, kto nie jest pasterzem, do którego owce nie należą, widząc nadchodzącego wilka, opuszcza owce i ucieka, a wilk je porywa i rozprasza. Najemnik ucieka dlatego, że jest najemnikiem i nie zależy mu na owcach. Ja jestem dobrym pasterzem i znam owce moje, a moje Mnie znają, podobnie jak Mnie zna Ojciec, a Ja znam Ojca. Życie moje oddaję za owce. Mam także inne owce, które nie są z tej owczarni. I te muszę przyprowadzić i będą słuchać głosu mego, i nastanie jedna owczarnia, jeden pasterz». (J 10, 11-16 )

8 maja wspominamy świętego Stanisława, którego święty Jan Paweł II nazywał „patronem chrześcijańskiego ładu moralnego”. Święty Stanisław był przykładem pasterza zabiegającego o dobro wiernych i wspomagającego najuboższych. Stanisław urodził się w Szczepanowie (obecnie diecezja tarnowska) prawdopodobnie około roku 1030. Studiował najpierw w gnieźnieńskiej szkole katedralnej, a w późniejszym czasie we Francji lub też w Belgii. Po studiach otrzymał święcenia kapłańskie ok. 1060 r. Po śmierci biskupa krakowskiego Lamberta w 1070 r,. został ordynariuszem diecezji, a w 1072 za zgodą księcia Bolesława Szczodrego został konsekrowany na biskupa krakowskiego. Okres w którym Stanisław został osadzony na biskupstwie krakowskim zaliczany jest do najświetniejszych za panowania Piastów. W tym też czasie, dzięki wsparciu ze strony króla Bolesława Śmiałego udało mu się zorganizować od nowa metropolię gnieźnieńską, dzięki czemu ustały pretensje metropolii magdeburskiej do zwierzchnictwa nad diecezjami polskimi. Stanisław sprowadził do Polski legatów rzymskich, wspierał klasztory benedyktyńskie stanowiące w tamtych czasach ośrodki ewangelizacyjne. W pewnym momencie doszło jednak do konfliktu pomiędzy królem a biskupem, nie ma jednak jednoznacznej odpowiedzi co leżało o jego podstaw. Gall Anonim opisał te wydarzenia w „Kronice” trzydzieści lat po śmierci Stanisława, jakkolwiek z pewnych względów nie podał przyczyny sporu, choć można przypuszczać, że dobrze je znał. Dowiadujemy się, że biskup dopuścił się zdrady politycznej (traditor episcopus), za którą król wydał go na śmierć przez obcięcie członków. Nie da się wykluczyć, że postępowanie biskupa wypływało ze szlachetnych pobudek, ale jako będące nie na rękę królowi zostało zakwalifikowane jako polityczna zdrada. Według alternatywnej wersji, opisanej przez Wincentego Kadłubka, biskup Stanisław stanął w obronie żon rycerzy walczących na wyprawie kijowskiej a które dopuściły się niewierności. Wedle kroniki Stanisław najprawdopodobniej zagroził królowi ekskomuniką. Król nakazał zabicie biskupa w kościele na Skałce w czasie odprawiania przez niego mszy świętej. Służba odmówiła wykonania wyroku, więc król własnoręcznie zamordował świętego. Data śmierci Stanisław nie jest dokładnie znana, podaje się 11 kwietnia albo 8 maja. W roku 1253, w bazylice świętego Franciszka w Asyżu, Stanisław został kanonizowany przez Innocentego IV. Pierwsza uroczystość ku czci św. Stanisława została odprawiona 8 maja 1254 roku w Krakowie. Tradycyjne wspomnienie św. Stanisława obchodzone jest 11 kwietnia, natomiast w polskim Kościele 8 maja i ma rangę uroczystości liturgicznej (podniesienie relikwii w Polsce). Kult św. Stanisława w Polsce rozpoczął się w 1088 roku a więc z chwilą przeniesienia jego relikwii do katedry krakowskiej. Król Władysław II Jagiełło przypisywał zwycięstwo w bitwie pod Grunwaldem wstawiennictwu Św. Stanisława, Zygmunt I Stary uznał go za swego patrona. W roku 1963 papież Jan XXIII ustanowił świętego Stanisława, wraz z Najświętszą Maryją Panną Królową Polski i św. Wojciechem, pierwszorzędnym Patronem Polski.