Archiwum

Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Zmartwychwstał Pan i żyje dziś!

1 kwietnia 2018 Dodaj komentarz

passion-3111303_1920

Zmartwychwstał Pan i żyje dziś!

Dziękuję Ci Jezusie, że po raz kolejny pokazałeś mi swoją Miłość, za to, że po raz kolejny pokonałeś moje słabości, a przede wszystkim Śmierć i Szatana. Dziękuję Ci za to, że wciąż i wciąż zwyciężasz nad złym, że przez swoje zwycięstwem nad Śmiercią nadałeś sens wszystkiemu na nowo. Dziękuję Ci, za to, że przez swój Krzyż i Zmartwychwstanie zbawiłeś każdego z nas.

Dziękuję Ci za Wielką Noc, za Twoją wielką Miłość i jej zwycięstwo nad Śmiercią i Szatanem.

Życzę radości ze Zmartwychwstania i ciągłego doświadczania Miłości!

W imieniu Ekipy DDASZ
Asia Hadzik

Alleluja!

 

Reklamy
Kategorie:Uncategorized

Jak dziecko

19 lutego 2018 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania great lent child

Zaczął się piękny czas Wielkiego Postu. Jednakże nie każdy rozumie, co tak naprawdę w trakcie tego okresu należy robić ze swoim życiem. Nie zliczę ile razy odpowiadałam dzisiaj w szkole swoim uczniom na pytanie: „A co to jest Wielki Post?”. No właśnie, co to jest?

Dorośli niejeden już przeżyli, więc teoretycznie wiedzą, co on oznacza i czym się różni od innych okresów roku liturgicznego. Mali ludzie (czyt. dzieci) jednak nie wiedzą, dlatego trzeba umieć dobrze im to wytłumaczyć, by pielęgnowali Wielki Post w sercu już od maleńkości.

Uwielbiam małe dzieci, ale już takie chodzące, na Mszach Świętych. Najczęściej rozpraszają moją uwagę, z czego dumna nie jestem, ale sam Jezus chciał, by przyprowadzać do Niego dziatwę, więc ja tylko podziwiam zaangażowanie tych dzieciaczków w szukanie Pana Jezusa po całej świątyni i w każdym kącie. W niedzielę świadkiem byłam sytuacji, która, według mnie, jest jednym z lepszych obrazów, jak wygląda życie człowieka i jak powinno się zmienić w Wielkim Poście.

Otóż obecna w kościele była dziewczynka, maksymalnie półtoraroczna, śliczna, bledziutka z rudą czupryną rozwianą na wszystkie strony. Dzieciątko widać bardzo było przywiązane do dziadków i swojej mamy, bo całą uwagę skupiało na nich, a wyglądało to w taki oto sposób.

Dzieciątko wyrywa się z matczynych rąk domagając się głośnym „Opa! Opa!” (na Śląsku i w Niemczech tak się nazywa dziadków, gwoli wyjaśnienia) obecności przy dziadku. Jako że stoją przy drzwiach wyjściowych, to mama na początku nie chciała pozwolić dziecku chodzić po kościele, ale w końcu dała za wygraną. Za pierwszym razem podeszła do dziadków, którzy siedzieli w ławce i podała im dziecko, usuwając się na swoje miejsce bez zawracania innym głowy. Sytuacja nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie dwa fakty: 1. Sama mówiłam na mojego dziadka „opa”, więc mam sentyment do tej nazwy i ktokolwiek, gdziekolwiek by jej nie używał, zawsze zwraca to moją uwagę; 2. Dziewczynka po chwili zaczęła wołać „Mama! Mama!”. I tu właśnie zaczęłam dzielić swoją uwagę między głoszącego kazanie księdza a dziecko.

Dziewczynka została oddana mamie, szczęśliwa wtuliła się w jej ramiona, jednak nie minęło pięć minut, a znowu domagała się dziadka. Więc została postawiona na ziemi i swoimi drobnymi nóżkami przemierzała od ławki do ławki z tym uroczym „Opa?” na ustach. Opę w końcu znalazła, została przez niego wzięta w ramiona i… nie minęło kilka minut, jak znowu zaczęła wołać o mamę.

I tak przynajmniej pięć razy. Co nam to mówi o nas, ludziach?

Otóż w tej sytuacji ja zobaczyłam obraz każdego człowieka. Opa to w tej „przypowieści” Bóg. Mama to rzeczy, do których jesteśmy bardzo przywiązani, ale nie zawsze są one dla nas dobre (nie ubliżając żadnej mamie, to tylko na cele opowieści). Całe nasze życie kursujemy między Bogiem a tymi rzeczami: pracą, pieniędzmi, przyjaciółmi, grzechem. Na tym ostatnim się chcę skupić, bo akurat pasuje idealnie na czas Wielkiego Postu. Wyrywamy się grzechowi wołając „Boże!” i trafiamy po spowiedzi w Jego ramiona. Nasza niezwykła przyjaźń z Nim znów jest odbudowana, jest cudownie, aż do czasu, gdy przypomnimy sobie o przyjemności, jaka wiąże się z niektórymi grzechami. Uciekamy z rąk Boga w ręce grzechu, aż do czasu, gdy znowu zatęsknimy za Ojcowskimi ramionami pełnymi miłości. I tak w kółko…

W przypadku dziewczynki z mojej opowieści, wystarczyłoby, że mama stanęłaby przy ławce dziadków. Mała widziałaby ukochanego opę i być może nie wyrywałaby się mamie. Albo odwrotnie, byłaby na kolanach dziadka i widziała ukochaną mamusię.

A co to oznacza dla nas? Wystarczy żyć (przebywać) bliżej Boga i w chwilach zwątpienia uciekać się do Niego o pomoc, której z pewnością udzieli. I na tym też, według mnie i mojej duszy, polega Wielki Post. Na ciągłym szukaniu Boga i wracaniu do Niego, na robieniu tego, co nas do Nieba przybliża.

Ave!

Chrzest Pański

chrzest_jezusa

Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą.

II czytanie z liturgii niedzieli Chrztu Pańskiego

Chciałbym abyśmy dziś przyjrzeli się wodzie, zwykłej wodzie, która staje się czymś co włącza Nas nie tylko do wspólnoty jaką jest Kościół, ale do Chrystusa. Dzięki tej zwykłej wodzie mamy udział w uczcie, śmierci, zmartwychwstaniu i wstąpieniu do nieba Chrystusa!

Woda to podstawa życia na ziemi. Bez niej ryby nie miałby życia, zwierzęta nie mógłby funkcjonować, rośliny nie wydawałby owoców a człowiek w ciągu kilku dni bez niej zginąłby…

Podczas prymicji pewnego kapłana, w trakcie obiadu, babcia powiedziała do zebranych, że jej wnuczek jest takim wspaniałym kapłanem, takim dobrym człowiekiem, bo ochrzciła go podczas wojny w mleku…

Nie mleko, nie cola, nie oranżada, nie whisky, nie piwo, lecz WODA da nam Zbawienie!

Kiedy oglądamy filmy czy seriale o wróżkach i wróżbitach, to widzimy, że aby stworzyć jakąś miksturę, aby np. dać człowiekowi urodę, inteligencję to potrzeba jest wiele składników (jad węża, łza żaby itp.). Ale aby uczynić świat lepszym, aby wypędzić szatana i aby zbawić człowieka wystarczy zwykła woda, pobłogosławiona przez kapłana.

Dziś w Święto Chrztu Pańskiego chcemy naszą uwagę zwrócić na chrzest.  Mam do Was trzy pytania. Pierwsze bardzo łatwe. Czy pamiętasz KTO JEST Twoim rodzicem chrzestnym? Drugie może trudniejsze, gdzie udzielono Ci chrztu? Pamiętasz ten kościół, szpital, dom? A teraz trzecie najtrudniejsze i najważniejsze pytanie. Pamiętasz datę swojego chrztu?

W życiu człowieka jest wiele ważnych wydarzeń: narodziny, pierwszy dzień w szkole, matura, pierwsza praca i pogrzeb. Ale myślę, że te wydarzenia nic nie znaczą! Nic nie znaczą, bo nie byłoby ich, gdyby nie Bóg!

Gdyby nie Bóg i jego miłosierdzie nie urodziłbyś się;
Gdyby nie dar mądrości, który otrzymałeś od Boga nie poszedłbyś do szkoły i nie zdał matury;
Gdyby nie dar umiejętności i męstwa nie znalazłbyś pracy;
Gdyby nie miłość jaką Cię Bóg obdarzył nie mógłbyś znaleźć miłości swojego życia;

A gdyby nie te wydarzenia, te dary, gdyby nie Bóg nie miałbyś pogrzebu i tego co dzieje się po nim!

Wydarzenia, które dają Ci życie, siłę często są zapomniane. Zapominamy, kiedy przyjęliśmy chrzest, a suknia ślubna leży pięknie w szafie, w dogodnym miejscu, a Pismo Święte z pierwszej komunii gnije gdzieś na strych, a krzyż z Bierzmowania już dawno został wyrzucony…

Zastanów się jakie w Twoim życiu wydarzenia są najważniejsze?! Często ważne wydarzenia dla nas mają ładną oprawę, przygotowujemy się do nich miesiącami itd. A chrzest? Niczego nieświadomie go przyjmujemy I dziś mamy to docenić!

Dziś mamy docenić chrzest!

Mamy podziękować rodzicom! Za to, że wyrazili zgodę abyś przynależał do Kościoła;
Mamy podziękować rodzicom chrzestnym. Za to, że powiedzieli, że wychowają Cię w wierze Katolickiej (choć bywało różnie);
Mamy podziękować kapłanowi. Za to, że udzielił Ci ten sakrament;
Mamy podziękować babciom i dziadkom. Za to, że nauczyli Cię modlitw;
Mamy podziękować katechetom. Za to, że nauczali Cię o Bogu, o tym jaki jest;
I wreszcie mamy podziękować Bogu! Który stale wyciąga do Ciebie ręce (w żłobie, na krzyżu, w grobie i wstępując do nieba)!

Chrzest to ziarno, które zostało w nas zasiane, I teraz pytam Cię! Co z tego ziarna wyrosło? Co nadal z tego ziarna rośnie! Bo wszystko zależy od gleby – Twojego serca! Co z niego wyrosło…

 

 

Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz,

Dotrzymać pragnę szczerze.

Kościoła słuchać w każdy czas

I w świętej wytrwać wierze.

O, Panie, Boże, dzięki Ci,

Żeś mi Kościoła otwarł drzwi.

W nim żyć, umierać pragnę.

 

Michał Perek

 

 

 

Kategorie:Uncategorized

Nic się tak właściwie nie kończy…

Koniec-zapisow.jpg

Kończąc rok kalendarzowy każdy podsumowuje swoje dokonania oraz minione dni, co zrobił a czego nie, czego dokonał a czego nie, co się udało a co nie itd. Zazwyczaj chwalimy się tym, co nam się udaje a to co legło w gruzach zachowujemy dla siebie. Człowiek już tak  został stworzony, że chce się pokazać w jak najlepszym świetle.

Miniony rok był dla mnie dobry. Od jakiegoś czasu planowałam przeprowadzkę, zmianę życia i zmianę pracy. To były trzy priorytetowe postanowienia noworoczne. Przeszkodą w ich wcielenie w życie nie był brak możliwości. Przeszkodą był fakt, że za mało w siebie wierzyłam i…zawsze chciałam być fair wobec osób które dawały mi możliwość się rozwijać w różnoraki sposób.  Przeszkodą było wieczne myślenie o kimś drugim a nie o sobie. O sobie całkiem zapomniałam i mając 25 lat człowiek dochodzi do jakiegoś momentu w którym mówi „koniec”. Nie oznacza to tego, że teraz egoistyczne będę brnąc  przez życie i nie będę szanowała swoich znajomości czy przyjaźni.  Ale czas ulokować gdzieś swoje uczucia, natchnienia, aspiracje. Wielkim krokiem naprzód była także większa wiara, oddanie się Niepokalanej, oddanie swoich wątpliwości, nie na zasadzie „Jezu Ty się tym zajmij” ale na zasadzie „Jak taka jest Twoja wola, to działaj”.
Pierwszą taką decyzją była zmiana pracy. Poszukiwałam w Gdańsku i ogólnie w Trójmieście.  Pojawiło się kilka ofert pracy ale nie zawsze to współgrało z moimi oczekiwaniami.  Jak już coś się udało to albo praca według tych samych warunków albo już mogli mnie zatrudniać ale brakuje mi kursu który kosztuje 6000 zł.  Odpuściłam, choć pragnienie mieszkania właśnie w Trójmieście były ogromne, spowodowane różnymi powódkami.
Odczekałam jakieś pół roku. Złożyłam CV do jednej ze szkół podstawowych wpływem namowy przyjaciela. Bo przecież nic to nie kosztuje. A można zyskać.  8 maja rozmowa. Profesjonalna. Udało się. To był ten dzień kiedy czułam, że na prawdę zrobiłam coś sama. Nikt mi nie pomagał, nikt nie polecał, nikt nie naciskał.
Przeprowadzki i zmiany stanu cywilnego jeszcze się nie doczekałam ale…
…to nie jest historia, która ma swój koniec. Cały czas wierzę, że dzięki własnym możliwościom można dokonać rzeczy niemożliwych ale i bez prawdziwej wiary też bym niczego nie dokonała. Uwierzyłam, że z Nimi się uda. Dlatego nie kończę swoich postanowień na tym roku. Wierzę, że modlitwa o dobrego męża zostanie wysłuchana a miejsce zamieszkania zmieni się gdy znajdzie się mąż 🙂
Dobrego przeżywania nowego roku. Wierzcie w siebie i wyznawajcie prawdziwa wiarę.  Ona przenosi góry a  na pewno przenosi nasze wątpliwości i niewiarę w miejsce, do którego już nie będziemy mieli dostępu.

Kategorie:Uncategorized

Budować na nowo

17 października 2017 Dodaj komentarz

pobrany plikSą takie domy, które nie są naszymi domami. Są takie miejsca, w których czujemy się lepiej niż w domu. Są takie miejsca, do których się chce wracać mimo, iż czasem są bardzo obce.

Nigdy nie mówiłam, że w moim domu brakowało miłości, rodzinnego ciepła czy też szacunku i odpowiedzialności. To zawsze było z różnym natężeniem i w różnych okolicznościach. Są jednak miejsca, w których czuję się nawet lepiej. Może nie być w nich rodzinnej atmosfery, może nie być czegoś, co jest w moim domu, ale jest jedno- swoboda. Nie tylko swoboda ciała, ale przede wszystkim ducha. Tam mogę być na prawdę sobą, tak mogę mówić co myślę, jak myślę, tam mogę śmiać się do rozpuku czy płakać jak bóbr. I zawsze tam jest zrozumienie i obiektywizm, bez nierealnych obietnic czy pocieszeń aż nadto.

Często wracając skądś ja czy moi przyjaciele używamy określenia „wróciłem/łam do mieszkania”, żeby zaznaczyć, że jesteśmy na miejscu stałego zameldowania. Dlaczego jest to tak trudno nazwać domem? Może dlatego, że zawsze czegoś brakuje. Będąc dorosłym staramy ułożyć się życie tak, jak nam się podoba, jak my chcielibyśmy by było w domu. Mieszkając z rodzicami, bo tak się zdarza w wielu przypadkach, jesteśmy może uwiązani do takiego stanu jaki zastaliśmy już od urodzenia. Przyjęte zasady i normy, ustalone między małżonkami. Rodzie nas wychowują więc poddają nas pod swoje prawa, zasady czy obowiązki. Będąc osobą dorosłą normalnym jest fakt stworzenia jakiegoś azylu, oazy spokoju i samotności, dlatego w  wielu przypadkach opuszczamy rodzinne gniazda, by móc żyć na własny rachunek. Zaczynamy wtedy z czysta kartą i posiadając zapewne cenne rady rodziców. Jednak to od nas zależy jak sobie ten dom „zbudujemy”. Albo właśnie uciekamy do tych miejsc, gdzie czujemy się lepiej choć mogą być nam całkiem obce

Obecnie generalne porządki robi się u mnie w soboty – w moim domu będą to powiedzmy czwartki (a dlaczego by nie?), przed świętami nie będzie się robić specjalnych kłótni o to czy za kanapą też już odkurzyłam i czy szafkę wyczyściłam ze zbędnych ubrań (czy zatem Pan Bóg ponownie nie przyjdzie jak nie wytrę kurzy ten jeden raz albo nie odkurzę za kanapą? ) a na obiad niedzielny będzie pizza (bo czemu znów schabowy, mizeria i ziemniaki).

Może to brzmi kiepsko, banalnie a cały tekst nie ma znaczenia teologicznego, ale czyż nie każdy z nas szuka swojego miejsca w świecie? Czyż nie każdy stara się żyć dobrze, godnie i szlachetnie? Może to tylko gdybanie a może opowieść, która zostanie urzeczywistniona.

Ważnym jest jednak fakt, by swoje życie budować na silnych, mocnych i trwałych fundamentach. A takie daje sam Pan Bóg.

„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki». ”
(Mt 7, 24-27; Biblia Tysiąclecia)

Kategorie:Uncategorized

Nie tylko róże

13 października 2017 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania róża różaniec

Październik to piękny miesiąc. Lato już odeszło, jesień w pełni, czuć zbliżającą się zimę.

Ale październik jest wyjątkowy też z innego powodu: różańca. Przecież to miesiąc maryjny – codziennie skupiamy się na najpiękniejszej modlitwie, jaką ofiarowała nam Maryja.

Ale mamy też Dzień Nauczyciela, który w tym roku przeżywam jako ta, której się dziękuje za naukę. I myślę, że należałoby podziękować też Jej, Maryi, ponieważ Ona jest naszą pierwszą nauczycielką.

Jezus uczył nas modlitwy „Ojcze nasz”, głosił Królestwo Boże i nas odkupił. Ale nie pojawiłby się w Betlejem te dwa tysiące lat temu, gdyby nie „tak” Maryi. Gdyby nie Jej zgoda, nie wiadomo kiedy przybyłby na świat Jezus.

A tak narodził się w Betlejem, dorastał w Nazarecie i stał się dla wszystkich wzorem.

Jezus był zwykłym dzieckiem i umiejętność pisania, chodzenia, czytania, jedzenia zawdzięczał swojej Mamusi. Jego Opiekun uczył Go męskich zajęć i fachu cieśli, ale podstawy otrzymał od swojej Rodzicielki, nikogo innego.

Podobnie jest z nami. Naszymi pierwszymi nauczycielami są nasi rodzice. Z duchowej strony pomagają im Maryja, Józef oraz Jezus. To od nich czerpią wzór wychowania. Od Świętej Rodziny.

Podziękujmy dzisiaj nie tylko naszym nauczycielom, ale także rodzicom. Bo oni pokazali nam wszystko.

Ave!

Zdjęcie użytkownika Catholic Memes.

Małżeństwo i rodzina w Biblii

18 września 2017 Dodaj komentarz

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

  • STARY TESTAMENT

Bóg stwarzając mężczyznę i kobietę stał się równocześnie twórcą małżeństwa. Zamiarem Boga od samego początku było, aby małżeństwo było święte, monogamiczne i nierozerwalne. Jeden mężczyzna łącząc się z jedną kobietą stanowią jedno ciało. Bóg nie dał mężczyźnie kilku kobiet, czy odwrotnie. Małżeństwo jest jedyną formą zjednoczenia między kobietą i mężczyzną gwarantującą pełną trwałość. Sama natura ludzka by czuć się bezpiecznie domaga się małżeństwa monogamicznego i nierozerwalnego, gdyż tylko takie małżeństwo jest doskonałe i w pełni może realizować swoje ziemskie cele. Związek małżeński więc od samego początku jest nierozerwalny i monogamiczny. Nierozerwalność ta jest przypisana małżeństwu poprzez prawo wieczne , naturalne i ludzkie. Tylko takie małżeństwo cieszy się błogosławieństwem Boga i wielokrotnie w księgach ST przez proroków małżeństwo jest przedstawiane jako obraz przymierza pomiędzy Bogiem a ludem Izraela.

Mąż prawy zmierza do życia, kto zaś goni za grzechem – do śmierci. (Prz 11,19)

Ojciec był głową i panem rodziny. Dysponował mocą błogosławieństwa i przekleństwa. Decydował o sprawach swoich dzieci, wybierał mężów swoim córkom, czy żony synom. Miał władzę nad żonatymi synami i ich rodzinami, czyli mieszkali pod jednym dachem. Był też głową rodziny jeżeli chodzi o sprawy religijne. Raz w roku prowadził rodzinę do Świątyni Jerozolimskiej na pielgrzymkę. W każdą sobotę wieczorem przewodniczył Świętu Paschy. Był stróżem tradycji religijnych, moralnych, obyczajowych i miał decydujące słowo.

Czym dla nóg starca wspinanie się po zboczu piaszczystym, tym żona gadatliwa dla spokojnego męża. (Syr 25,20)

Rola kobiety była zdecydowanie drugorzędna. Było i jest nader powszechne w krajach ludów Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Posłannictwo kobiety sprowadzało się do pomocy mężczyźnie. Głównym zadaniem kobiety było urodzenie i wychowanie potomstwa. Za niewierność kobieta skazywana była na śmierć poprzez ukamienowanie. Godne politowania było położenie kobiety bezpłodnej. Były one uważane za największe grzesznice, skoro Bóg dotknął je tak straszliwą dolegliwością. Sytuacja niewolnic stawała się lepszą, kiedy była konkubiną. Kobiety niewolnice były wykorzystywane do najprostszych i podstawowych posług w domu pana. Najkorzystniejsza wśród kobiet była sytuacja matek. Szanowano je ze względu na macierzyństwo. Same matki były świadome swojej wielkiej macierzyńskiej godności. Matki były szanowane nie tylko za macierzyństwo, ale i za wartości, które wprowadzały: dobroć, miłość, delikatność, życzliwość.

Kto ojca znieważa, a matkę wypędza, jest synem bezecnym, zhańbionym. (Prz 19,26)

Ze względu na rozpowszechniony kult płodności w krajach wschodu, bardzo ceniono sobie potomstwo, widząc w nim fizyczne przedłużenie egzystencji narodu. W ustawodawstwie ST dziecko było podmiotem ogromnej troski. Szczególnymi względami cieszył się pierworodny syn, który miał prawo dziedziczenia po śmierci ojca. Po śmierci ojca głową rodziny stawał się pierworodny syn, któremu przysługiwał przywilej błogosławieństwa przy śmierci ojca, cenniejsze od wszystkich dóbr świata. Pierwszym przejawem troski rodziców o dziecko było poddanie syna obrzezaniu i nadanie imienia ósmego dnia po narodzeniu. Poprzez obrzezanie każdy izraelita przynależał do narodu wybranego.

  • NOWY TESTAMENT

Nowy Testament dosyć często porusza problematykę małżeństwa i rodziny. Faryzeusze wystawiają Pana Jezusa na próbę pytając, czy mężczyzna może dać list rozwodowy żonie. Chrystus cofa się w wypowiedzi do Księgi Rodzaju, że na początku tak nie było. Autorem listu rozwodowego był Mojżesz, który napisał go ze względu na zatwardziałość, słabość i grzeszność ludzkiego serca. Jednak nie jest on po myśli Stwórcy. Chrystus przypomina to co było pierwszym zamysłem Boga wobec małżeństwa:

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

Kulminacyjnym momentem odpowiedzi Jezusa faryzeuszom jest danie kościołowi Sakramentu Małżeństwa:

Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela

 W tym wierszu Jezus kładzie fundamenty pod sakramentalność małżeństwa. Małżeństwo, mówi Chrystus, pochodzi z ustanowienia Bożego. Tak więc żaden człowiek nie ma władzy rozdzielać tego co Bóg złączył. Małżonków może rozdzielić tylko śmierć jednego z nich. Chrystus podkreśla, że małżonkowie, którzy się rozwodzą, albo żyją w separacji, nadal są małżonkami i nie maja prawa zawierać ślub z inną osobą. Jeżeli to popełnią, dokonują grzechu cudzołóstwa.

Ewangelia, która pojawiła się 2 tys. lat temu w basenie Morza Śródziemnego dokonała rewolucji dziejach ludzkości. Wprowadziła takie prawdy jak: miłość bliźniego, sprawiedliwość, pokój, zbawienie dla wszystkich niezależnie od rasy, pochodzenia czy stanowiska. To wstrząsnęło tamtymi cywilizacjami; szczególnie helleńską i rzymską.

Jednym z najważniejszych punktów w rewolucji, którą wprowadził Chrystus, była rewolucja w dziedzinie pojmowania rodziny. Wprawdzie świat antyczny; grecki, rzymski i egipski szanował rodzinę, ale jedynie jak instytucję, która zabezpieczała dobra materialne; szczególnie mężów i żon. Według praw tych społeczności żona i dzieci były własnością męża, który był absolutnym panem i sędzią. Wyroki męża nie podlegały w wątpliwość i kontroli. Także w aspekcie religijnym rodzina przedchrześcijańska miała wprawdzie swoją wewnętrzną organizację opartą głównie na kulcie przodków, ale rodzinom tym brakowało zdecydowanie sakralności i świętości życia poszczególnych członków rodziny. Rodzina przedchrześcijańska nie miała wewnętrznej dynamiki zbawczej. Bożej iskry, którą daje sakrament małżeństwa. Brak poczucia sakralności w rodzinach przedchrześcijańskich oraz degradacji życia seksualnego (aborcja, zrzucanie dzieci i chorych ze skał, związki homoseksualne, rozwody) powodowały rozpad starożytnych małżeństw i rodziny, a co za tym idzie prowadziły do rozpadu starożytnych cywilizacji. W takiej sytuacji upadku moralnego wśród małżeństw i rodzin starożytnych pojawia się chrześcijaństwo, które na te tereny wprowadza nowe wartości, nowe sposoby życia.

Chrześcijaństwo podkreśla, co w tamtych czasach było rewolucją, równość mężczyzny i kobiety co do godności, równość rodziców i dzieci i wezwanie wszystkich do zbawienia. Małżeństwo z woli Chrystusa nie jest już instytucją, ale sakramentem – miejscem spotkania człowieka z Bogiem. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa rodziny spełniały funkcję kościołów. Przed prześladowaniem, przed zejściem do katakumb, w domach rodzinnych odprawiano msze, czytano Pismo święte, głoszono Słowo Boże i się modlono. Dopiero ok. V wieku, gdy włączono do Kościoła Chrystusowego plemiona germańskie, celtyckie i słowiańskie, życie religijne przeniesiono z domów rodzinnych chrześcijan do budowli zwanych kościołami, w których mogło się pomieścić kilkaset lub kilka tysięcy ludzi.

  • RODZINA DZISIAJ

W XXI w. Kościół szczególnie walczy o rodzinę. Jest ona atakowana z każdej strony, dzisiejszy świat chce zniszczyć rodzinę i postawić na niej nową, „nowoczesną” rodzinę, opartą na kłamstwie, alkoholu, seksie, narkotykach, braku miłości i poszanowania. Dzisiejszy świat nie stawia na rodzinę lecz na „wolne związki”. Jedynie Kościół, któremu Jezus zostawił najpiękniejszy Sakrament – Małżeństwo da człowiekowi szczęście. W tym sakramencie, w odpowiednim przygotowaniu można znaleźć prawdziwą miłość. Miłość zbudowana na mocnym fundamencie – Jezusie przetrwa każdą burzę, każdy sztorm! Oczywiście jest to trudne, dziś nie ma czasu na rozmowę, na wspólne pójście do Kościoła ale jeśli miłość narzeczonych jest prawdziwa to musi znaleźć się czas i na miłość, na złość ale też dla Jezusa. Dla Jezusa, który chce tylko aby człowiek każdą decyzje (małżeństwo, kapłaństwo, rodzicielstwo) opierał na Nim a wtedy wszystko będzie łatwiejsze!

„Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.”( Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964)

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni, aż do momentu wybaczenia….

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n