Archiwum

Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Absolutny Gigant!

kol. Mikołaj Kaczmarek

8 stycznia obchodziliśmy 125 urodziny św. Maksymiliana Marii Kolbe. To był niewątpliwie gigant umysłu, gigant przebojowości, ale przede wszystkim gigant wiary.

Znany jest nam przede wszystkim jako franciszkanin konwentualny, z długą brodą, który zginął w obozie w Auschwitz, w sierpniu 1941 roku. Ale jak zginął? Jakie było Jego życie wcześniej? Czy znany jest z czegoś jeszcze? TAK! Św. Maksymilian założył Rycerza Niepokalanej, najbardziej znane do dziś pismo o tematyce religijnej, stworzył Niepokalanów – największy klasztor męski na świecie (700 zakonników), z jedyną na świecie strażą pożarną składającą się z zakonników. Stworzył kopię Niepokalanowa i Rycerza Niepokalanej w Japonii. Chciał założyć własne radio i pragnął, by Rycerz Niepokalanej był znany na całym świecie, więc marzył (a w zasadzie chciał) by stworzyć własny pojazd kosmiczny.

Św. Maksymilian… oddał swoje życie za Franciszka Gajowniczka, który wspominał niebywałą rozmowę Maksymiliana z żołnierzem niemieckim, który słuchał Świętego i prowadził z Nim dialog – co się wcześniej nie zdarzało.

W bunkrze znajdował się o. Kolbe do naga rozebrany i czekał na śmierć głodową. Zaduch był straszny, posadzka cementowa, tylko wiadro na potrzeby naturalne. Ojciec Kolbe nigdy nie narzekał. Głośno się modlił tak, że i jego współtowarzysze mogli go słyszeć i razem z nim się modlić. Z celi, w której znajdowali się ci biedacy, słyszano codziennie głośne odprawianie modlitw, różańca i śpiewy, do których przyłączali się też więźniowie z sąsiednich cel.  

Dlaczego o takiej śmierci, w czasie trwania okresu Bożego Narodzenia? Na ziemię zstąpiła Miłość, Słowo stało się Ciałem i „wywróciło” cały nasz świat. Maksymilian mówił, że tylko Miłość jest twórcza.

Reklamy
Kategorie:Uncategorized

Wierzysz Bogu?

Wierzysz w Boga? – Oczywiście.

A wierzysz Bogu? – hmmm…

Przychodzi taki czas w dojrzewaniu w swojej wierze, gdy zadajemy sobie pytanie jaki ten Pan Bóg jest? Czy jest taki, jak przekazywano nam na katechezie, w Kościele, na różnych spotkaniach? Czyli jaki? Dobry, miłosierny, zawsze wysłuchujący. Często można odnieść wrażenie, że Pana Boga się NAUCZYLIŚMY, a nie POZNALIŚMY. W Piśmie Świętym każda historia opowiada o spotkaniu z Bogiem, z Bogiem żywym. To ten żywy Bóg wskrzesił córkę Jaira,wskrzesił Łazarza, przemienił wodę w wino, oślepił Szawła, który Go prześladował. Dlaczego tak często nie ufamy Bogu, skoro Jego SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM. Nie są to tylko słowa znane nam z Ewangelii, czy z kolęd, które już za chwilę będziemy śpiewać. Ale są to słowa, które Bóg kierował do ludzi przez proroków – zapowiedział przyjście swojego Syna.

W czasie adwentowym pochylmy się także nad Mędrcami, którzy przybyli ze Wschodu. W Ewangelii czytamy, że gdy stanęli przez Chrystusem uradowali się, bo spotkali Tego, na którego wszyscy czekali. Spotkali Boga żywego.Największego z największych, a jednocześnie najbardziej ubogiego z ubogich. Tak często nasze wyobrażenie o Bogu przysłania nam Jego obecność w naszej codzienności. Mędrcy także mogli wyobrażać sobie pałac, w którym narodził się Chrystus, a Król królów leżał w żłobie. Chrystus jest wśród nas codziennie. Nie tylko w kościele, ale także w ludziach, których tak często omijamy. Święta Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że zawsze kiedy milkniesz, by wysłuchać, jest Boże Narodzenie (…)  Zawsze, ilekroć pozwolisz, by Bóg pokochał innych przez ciebie, jest Boże Narodzenie. Świat dziś potrzebuje naszego świadectwa, więc bądźmy takim lustrem dla świata, w którym przez nas może działać Bóg. Całe niebo jest pełne Świętych, którzy Bogu ufali, bo wiedzieli, że tylko z Nim i dla Niego warto żyć. Oni w swoich sercach poczuli pragnienie nie tylko słuchania Boga, ale poznania Go, a Boga poznaje się w modlitwie.

Prawdziwie pisał Adam Mickiewicz: Wierzysz, że Bóg narodził się w betlejemskim żłobie, lecz czy narodził się w Tobie?  Zmieniajmy świat codziennie, zaczynając od nas samych, by zawsze było Boże Narodzenie.  

Czego nauczyłam się od innych przez minione wakacje?

bar3To nie jest poradnik. To tylko moje spojrzenie na minione dwa miesiące wakacji (tak, jestem nauczycielem, i tak wiem, nie należą mi się dwa miesiące odpoczynku, tak wiem za to, ile zarabiam mogę wyjechać gdzie bądź, a na Seszelach było naprawdę cudownie). Prawda jest taka, że się zresetowałam a najdalej gdzie byłam w te wakacje to Wielkopolska.

Wracając do tematu… Oto, co pokazali mi inni i czego mnie nauczyli:

  1. Pełnego zaufania

…bo przecież co złego może mnie spotkać, skoro jestem wierząca. Pytanie tylko czy ufam tak bardzo, że będąc prześladowanym jestem w stanie wykrzyknąć wiarę w Chrystusa. Nauczyli mnie albo nawet pokazali świadectwo życia, ale takiego prawdziwego i pełnego wiary i ufności. Nie bać się mówić o tym, że wierzę, że odmawiam pacierz czy inne modlitwy. O tym, że chodzę do kościoła nie tylko w niedzielę.
„Choćby mnie zabił Wszechmocny-ufam” (Hi 13,15)

  1. Nie negowania spraw, rzeczy i kwestii, z którymi nie miałam osobiście styczności

…bo jakim prawem nie zgadzam się z tym co dzieje się w Neokatechumenacie, dlaczego jeden zakon lubię bardziej od drugiego, dlaczego księża kojarzą mi się z zachłannością i dlaczego twierdzę, że istnieje jeden papież (ten emerytowany!) i że Msza Trydencka to jedyna forma mszy przez którą się uświęcam.
Przecież nie mogę negować czegoś, czy coś wywyższać nie znając motywów i wiary innych ludzi, którzy uświęcają się właśnie w taki a nie inny sposób. Jeżeli coś przybliża kogoś do Chrystusa to być może jest to dla niego jedyna forma zbawienia.

Ksiądz Kaczkowski, świętej pamięci, podczas jednych z warsztatów Ars Celebrandi, powiedział, że on na co dzień uświęca się poprzez zwyczajną formę. Mówił to na warsztatach liturgii tradycyjnej… i nikt go tam nie zlinczował 😉

  1. Odwagi i podejmowania decyzji

…przy ostatnim spotkaniu z przyjacielem jeszcze z czasów LO uświadomiliśmy sobie, że podejmowanie decyzji, takich mądrych i słusznych- procentuje dobrem .Nie bać się, nie kryć się np. z uczuciami. Bo przecież, skoro coś do kogoś czuję, to czemu ma o tym nie wiedzieć? Nic do stracenia nie mam a można zyskać bratnią i dobrą duszę.

  1. Oddania siebie innym

…ta myśl zrodziła się w miniony weekend a wczoraj się potwierdziła podczas pogrzebu Szymona. On, 20 latek oddany innym, zawsze chętny do pomocy, dobro innych ponad własnym. Wierny przykazaniom i oddany Panu Bogu. Zawsze przy ołtarzu a teraz przy ołtarzu niebieskim. To nic nie kosztuje a często najpierw myślimy o sobie, tak aby jak najmniej ucierpieć. On pomyślał o innych, odpowiedział na wołanie o pomoc i pomagając zginął tragicznie. Czyż to nie piękne świadectwo?

  1. Żyć tak, abym w chwili śmierci mogła powiedzieć, że żyłam dobrze

…i niczego nie musieć żałować!

 

Kategorie:Uncategorized

Krótka historia o …

Wakacje. Czas odpoczynku i ogólnego naładowania baterii na kolejny rok szkolny, bądź, w przypadku urlopowiczów, na kolejny czas ciężkiej pracy.

Aby czas wykorzystać w pełni, nie tylko kąpiąc się w przejrzystej wodzie Toskanii czy Bałtyku, a także przemierzając kolejne pasma górskie, pamiętajmy, że ponad tym wszystkim jest…On.

Każdy porządny katol wie, że niedzielna Msza Święta obowiązuje przez cały rok. Pan Bóg nie ma wakacji i od Niego też tych wakacji nie ma. Pamiętajmy o modlitwie a także o innych formach wyrażania katolicyzmu podczas tegorocznych wakacji.

Osobiście, przez miniony rok, byłam z Panem Bogiem na bakier i może dlatego wakacje są dobrym momentem by się ogarnąć, przecież nie mam pracy na dwa miesiące, czasu mam sporo.

Myślałam oczywiście, że skoro nie wysłuchuje moich modlitw, to powinnam się na niego obrazić. Robiłam to. Może w modlitwach nie ustawałam, ale robiłam sobie przerwę. Obiecywałam z każdą spowiedzią, że nigdy więcej, a przecież znów robię to samo i znów Go zawodzę. Ale wracam, więc teoretycznie powinien się cieszyć.

Stawiałam swój egoizm i swoją pychę ponad wszystko. Nie zauważając Jego drobnych próśb, drobnych znaków gdzieś pomiędzy czynnościami dnia codziennego.

Czekałam na spektakularny fajerwerk. Wiecie, takie coś co odmieni znów moje życie i stanie się cud nad cudami. To nie ta bajka…

Postawił mnie w innym miejscu. Nie spodziewałam się, że ono tak na mnie zadziała. Nie lubię tego klimatu, nie mój świat, ale cóż. Wyszłam do ludzi. A może zacznę od tego, że ogromnie lubię ciepło domowe, ciszę, koc, kubek kawy czy herbaty. Nie lubię wychodzić do ludzi (wbrew pozorom, przecież jestem nauczycielem!!!!). Nowe kontakty wzmagają we mnie bycie sztuczną i dopasowaniem się do danej osoby.  Całe szczęście nie tym razem i chwała Panu! Przyznaję się, że czegoś nie wiem, że nie rozumiem, że się czymś nie interesuję, a czymś innym już tak. Że jak nie mój klimat to nie mój klimat. I jest dobrze. Czuję swobodę w byciu sobą (paradoks prawda?). Zastanawiam się ile czasu zmarnowałam na graniu siebie., albo raczej graniu nie siebie. Przez to zapewne zmarnowałam kilka życiowych sytuacji, ważnych momentów w życiu. Stresowałam się i zamartwiałam jak to będzie i na siłę próbowałam albo nie próbowałam działać. Już teraz wiem dlaczego… bo chciałam po mojemu.

Motywem wydziergania tych powyższych słów były dla mnie słowa jednej z aktorek, która udzieliła wywiadu autorce książki, którą aktualnie zaczęłam czytać:

„Kiedyś bardzo się wszystkim przejmowałam, zamartwiałam każdym castingiem i każdym wywiadem. Dzisiaj nadal przygotowuję się rzetelnie do pracy, ale nie odczuwam już takiego stresu. Z czasem zrozumiałam, że to blokuje na jakąkolwiek pomoc Bożą. Kiedy się stresujemy, to tak, jakbyśmy odbierali Bogu moc działania w naszym życiu. Bo zamartwiając się, wychodzimy z założenia, że wszystko tylko od nas zależy, a tak nie jest”
(Katarzyna Olubińska, Bóg w wielkim mieście, wyd. WAM)

Skorzystaj z czasu na nowo. Przez dwa miesiące możesz wypracować w sobie jakiś fundament, zbudować go. Ale nie zmarnuj go… zbuduj na skale i nie rób tego sam. Zaufaj Mu.

Zmartwychwstał Pan i żyje dziś!

1 kwietnia 2018 Dodaj komentarz

passion-3111303_1920

Zmartwychwstał Pan i żyje dziś!

Dziękuję Ci Jezusie, że po raz kolejny pokazałeś mi swoją Miłość, za to, że po raz kolejny pokonałeś moje słabości, a przede wszystkim Śmierć i Szatana. Dziękuję Ci za to, że wciąż i wciąż zwyciężasz nad złym, że przez swoje zwycięstwem nad Śmiercią nadałeś sens wszystkiemu na nowo. Dziękuję Ci, za to, że przez swój Krzyż i Zmartwychwstanie zbawiłeś każdego z nas.

Dziękuję Ci za Wielką Noc, za Twoją wielką Miłość i jej zwycięstwo nad Śmiercią i Szatanem.

Życzę radości ze Zmartwychwstania i ciągłego doświadczania Miłości!

W imieniu Ekipy DDASZ
Asia Hadzik

Alleluja!

 

Kategorie:Uncategorized

Jak dziecko

19 lutego 2018 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania great lent child

Zaczął się piękny czas Wielkiego Postu. Jednakże nie każdy rozumie, co tak naprawdę w trakcie tego okresu należy robić ze swoim życiem. Nie zliczę ile razy odpowiadałam dzisiaj w szkole swoim uczniom na pytanie: „A co to jest Wielki Post?”. No właśnie, co to jest?

Dorośli niejeden już przeżyli, więc teoretycznie wiedzą, co on oznacza i czym się różni od innych okresów roku liturgicznego. Mali ludzie (czyt. dzieci) jednak nie wiedzą, dlatego trzeba umieć dobrze im to wytłumaczyć, by pielęgnowali Wielki Post w sercu już od maleńkości.

Uwielbiam małe dzieci, ale już takie chodzące, na Mszach Świętych. Najczęściej rozpraszają moją uwagę, z czego dumna nie jestem, ale sam Jezus chciał, by przyprowadzać do Niego dziatwę, więc ja tylko podziwiam zaangażowanie tych dzieciaczków w szukanie Pana Jezusa po całej świątyni i w każdym kącie. W niedzielę świadkiem byłam sytuacji, która, według mnie, jest jednym z lepszych obrazów, jak wygląda życie człowieka i jak powinno się zmienić w Wielkim Poście.

Otóż obecna w kościele była dziewczynka, maksymalnie półtoraroczna, śliczna, bledziutka z rudą czupryną rozwianą na wszystkie strony. Dzieciątko widać bardzo było przywiązane do dziadków i swojej mamy, bo całą uwagę skupiało na nich, a wyglądało to w taki oto sposób.

Dzieciątko wyrywa się z matczynych rąk domagając się głośnym „Opa! Opa!” (na Śląsku i w Niemczech tak się nazywa dziadków, gwoli wyjaśnienia) obecności przy dziadku. Jako że stoją przy drzwiach wyjściowych, to mama na początku nie chciała pozwolić dziecku chodzić po kościele, ale w końcu dała za wygraną. Za pierwszym razem podeszła do dziadków, którzy siedzieli w ławce i podała im dziecko, usuwając się na swoje miejsce bez zawracania innym głowy. Sytuacja nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie dwa fakty: 1. Sama mówiłam na mojego dziadka „opa”, więc mam sentyment do tej nazwy i ktokolwiek, gdziekolwiek by jej nie używał, zawsze zwraca to moją uwagę; 2. Dziewczynka po chwili zaczęła wołać „Mama! Mama!”. I tu właśnie zaczęłam dzielić swoją uwagę między głoszącego kazanie księdza a dziecko.

Dziewczynka została oddana mamie, szczęśliwa wtuliła się w jej ramiona, jednak nie minęło pięć minut, a znowu domagała się dziadka. Więc została postawiona na ziemi i swoimi drobnymi nóżkami przemierzała od ławki do ławki z tym uroczym „Opa?” na ustach. Opę w końcu znalazła, została przez niego wzięta w ramiona i… nie minęło kilka minut, jak znowu zaczęła wołać o mamę.

I tak przynajmniej pięć razy. Co nam to mówi o nas, ludziach?

Otóż w tej sytuacji ja zobaczyłam obraz każdego człowieka. Opa to w tej „przypowieści” Bóg. Mama to rzeczy, do których jesteśmy bardzo przywiązani, ale nie zawsze są one dla nas dobre (nie ubliżając żadnej mamie, to tylko na cele opowieści). Całe nasze życie kursujemy między Bogiem a tymi rzeczami: pracą, pieniędzmi, przyjaciółmi, grzechem. Na tym ostatnim się chcę skupić, bo akurat pasuje idealnie na czas Wielkiego Postu. Wyrywamy się grzechowi wołając „Boże!” i trafiamy po spowiedzi w Jego ramiona. Nasza niezwykła przyjaźń z Nim znów jest odbudowana, jest cudownie, aż do czasu, gdy przypomnimy sobie o przyjemności, jaka wiąże się z niektórymi grzechami. Uciekamy z rąk Boga w ręce grzechu, aż do czasu, gdy znowu zatęsknimy za Ojcowskimi ramionami pełnymi miłości. I tak w kółko…

W przypadku dziewczynki z mojej opowieści, wystarczyłoby, że mama stanęłaby przy ławce dziadków. Mała widziałaby ukochanego opę i być może nie wyrywałaby się mamie. Albo odwrotnie, byłaby na kolanach dziadka i widziała ukochaną mamusię.

A co to oznacza dla nas? Wystarczy żyć (przebywać) bliżej Boga i w chwilach zwątpienia uciekać się do Niego o pomoc, której z pewnością udzieli. I na tym też, według mnie i mojej duszy, polega Wielki Post. Na ciągłym szukaniu Boga i wracaniu do Niego, na robieniu tego, co nas do Nieba przybliża.

Ave!

Chrzest Pański

chrzest_jezusa

Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą.

II czytanie z liturgii niedzieli Chrztu Pańskiego

Chciałbym abyśmy dziś przyjrzeli się wodzie, zwykłej wodzie, która staje się czymś co włącza Nas nie tylko do wspólnoty jaką jest Kościół, ale do Chrystusa. Dzięki tej zwykłej wodzie mamy udział w uczcie, śmierci, zmartwychwstaniu i wstąpieniu do nieba Chrystusa!

Woda to podstawa życia na ziemi. Bez niej ryby nie miałby życia, zwierzęta nie mógłby funkcjonować, rośliny nie wydawałby owoców a człowiek w ciągu kilku dni bez niej zginąłby…

Podczas prymicji pewnego kapłana, w trakcie obiadu, babcia powiedziała do zebranych, że jej wnuczek jest takim wspaniałym kapłanem, takim dobrym człowiekiem, bo ochrzciła go podczas wojny w mleku…

Nie mleko, nie cola, nie oranżada, nie whisky, nie piwo, lecz WODA da nam Zbawienie!

Kiedy oglądamy filmy czy seriale o wróżkach i wróżbitach, to widzimy, że aby stworzyć jakąś miksturę, aby np. dać człowiekowi urodę, inteligencję to potrzeba jest wiele składników (jad węża, łza żaby itp.). Ale aby uczynić świat lepszym, aby wypędzić szatana i aby zbawić człowieka wystarczy zwykła woda, pobłogosławiona przez kapłana.

Dziś w Święto Chrztu Pańskiego chcemy naszą uwagę zwrócić na chrzest.  Mam do Was trzy pytania. Pierwsze bardzo łatwe. Czy pamiętasz KTO JEST Twoim rodzicem chrzestnym? Drugie może trudniejsze, gdzie udzielono Ci chrztu? Pamiętasz ten kościół, szpital, dom? A teraz trzecie najtrudniejsze i najważniejsze pytanie. Pamiętasz datę swojego chrztu?

W życiu człowieka jest wiele ważnych wydarzeń: narodziny, pierwszy dzień w szkole, matura, pierwsza praca i pogrzeb. Ale myślę, że te wydarzenia nic nie znaczą! Nic nie znaczą, bo nie byłoby ich, gdyby nie Bóg!

Gdyby nie Bóg i jego miłosierdzie nie urodziłbyś się;
Gdyby nie dar mądrości, który otrzymałeś od Boga nie poszedłbyś do szkoły i nie zdał matury;
Gdyby nie dar umiejętności i męstwa nie znalazłbyś pracy;
Gdyby nie miłość jaką Cię Bóg obdarzył nie mógłbyś znaleźć miłości swojego życia;

A gdyby nie te wydarzenia, te dary, gdyby nie Bóg nie miałbyś pogrzebu i tego co dzieje się po nim!

Wydarzenia, które dają Ci życie, siłę często są zapomniane. Zapominamy, kiedy przyjęliśmy chrzest, a suknia ślubna leży pięknie w szafie, w dogodnym miejscu, a Pismo Święte z pierwszej komunii gnije gdzieś na strych, a krzyż z Bierzmowania już dawno został wyrzucony…

Zastanów się jakie w Twoim życiu wydarzenia są najważniejsze?! Często ważne wydarzenia dla nas mają ładną oprawę, przygotowujemy się do nich miesiącami itd. A chrzest? Niczego nieświadomie go przyjmujemy I dziś mamy to docenić!

Dziś mamy docenić chrzest!

Mamy podziękować rodzicom! Za to, że wyrazili zgodę abyś przynależał do Kościoła;
Mamy podziękować rodzicom chrzestnym. Za to, że powiedzieli, że wychowają Cię w wierze Katolickiej (choć bywało różnie);
Mamy podziękować kapłanowi. Za to, że udzielił Ci ten sakrament;
Mamy podziękować babciom i dziadkom. Za to, że nauczyli Cię modlitw;
Mamy podziękować katechetom. Za to, że nauczali Cię o Bogu, o tym jaki jest;
I wreszcie mamy podziękować Bogu! Który stale wyciąga do Ciebie ręce (w żłobie, na krzyżu, w grobie i wstępując do nieba)!

Chrzest to ziarno, które zostało w nas zasiane, I teraz pytam Cię! Co z tego ziarna wyrosło? Co nadal z tego ziarna rośnie! Bo wszystko zależy od gleby – Twojego serca! Co z niego wyrosło…

 

 

Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz,

Dotrzymać pragnę szczerze.

Kościoła słuchać w każdy czas

I w świętej wytrwać wierze.

O, Panie, Boże, dzięki Ci,

Żeś mi Kościoła otwarł drzwi.

W nim żyć, umierać pragnę.

 

Michał Perek

 

 

 

Kategorie:Uncategorized