Archiwum

Archive for the ‘Uncategorized’ Category

Ecce lignum crucis

W jednej z bajek padają słowa, które do dziś zapisały się w mojej głowie – Jak można zabić Boga? Bohaterowie odpowiadają, że nie można, ponieważ Bóg jest nieśmiertelny. Mija 2000 lat od momentu, gdy chciano zabić Boga. I zabito. Tłum, który stał pod Krzyżem na pewno czekał, czy Chrystus wybawi sam siebie, przecież jest Bogiem, a Boga nie można zabić.

Piątek, dzień jak każdy inny, dzień rozpoczynający weekend. W dużych miastach pełno ludzi w galeriach handlowych, na dworcach, w klubach, bo w końcu jutro wolne. A Jezus tak jak 2000 lat temu, tak i dziś umiera w samotności… A my? Czy także jak wtedy wyśmiewamy Go nie wierząc kim On jest? Czy tak samo wolimy patrzeć z boku jak się męczy i wyśmiewać Go i Jego uczniów? Czy zostajemy pod Krzyżem, gdy Chrystus kona? Czy raczej rozchodzimy się do domu, bo widowisko się skończyło?

Na ten Wielki Piątek bądźmy posłuszni jak Szymon, gdy pomógł nieść Krzyż, bądźmy wierni jak Jan, który jako jedyny wytrwał pod Krzyżem. Bądźmy przejęci jak Weronika, która otarła twarz Jezusowi. Po prostu bądźmy, bo Droga Krzyżowa i śmierć Jezusa to nie tylko Jego sprawa, to sprawa każdego z nas, bo w Jego ranach, jest nasze zdrowie!

Wydawałoby się, że już po wszystkim, bo Ciało Chrystusa złożono do grobu, ale On powiedział, że po trzech dniach zmartwychwstanie. Wierzy w to?

Reklamy

A Ty gdzie stoisz, gdy Chrystus niesie Krzyż?

Niedziela Palmowa, zwana także Niedzielą Męki Pańskiej rozpoczyna Wielki Tydzień, najważniejszy czas w Roku Liturgicznym.  Wyobraźmy sobie następującą sytuację – wracamy z pracy po kilku godzinach. Jesteśmy głodni, wyczerpani, a przed nami tłum. Ludzie coś krzyczą, naśmiewają się. Przystajemy na chwilę, by z ludzkiej ciekawości przyjrzeć się temu, co się dzieje. Co widzimy? Mężczyznę, którego znamy z opowiadań. Czy to może być ten Jezus, o którym mówiła ostatnimi dniami cała Jerozolima? Ten zakrwawiony? Wyczerpany? Syn Boży w takim stanie? Otrząsamy się z pierwszego szoku i chcemy wracać do domu, gdy nagle za rękę łapie nas żołnierz i rozkazuje pomóc Chrystusowi, który upadł pod ciężarem krzyża. Dlaczego ja? Co mnie podkusiło tu zostać? Podobno ma tylu uczniów, niech oni Mu pomogą! Nie chcę mieć z tym nic wspólnego. Chcę wrócić do domu, a nie dźwigać ten ciężar. Podchodzimy, zmuszeni do pomocy. Bierzmy Krzyż i niesiemy go razem z Jezusem.

Każdy z nas może utożsamić się z Szymonem, który często jest zapominamy w historii Drogi Krzyżowej. Jedyny człowiek, który pomógł Bogu, człowiek, dzięki któremu Chrystus nabrał sił, bo ktoś podzielił Jego trud. Pan Bóg potrzebuje naszej pomocy, ale nigdy nie narzuci się z tą prośbą. Czy potrafilibyśmy pomóc Mu nieść Krzyż? Podzielić z Nim Jego cierpienie?

Kogo zobaczy w nas Jezus podczas tych dni? Judasza, który zdradził? Piotra, który się zaparł? Osobę w tłumie, która krzyczy, by Go ukrzyżować, Szymona, który podzieli trud? Czy Weronikę, który otrze Jego twarz? Zadajmy sobie to pytanie – kim będę dla Jezusa podczas Jego Męki. Czy wytrwam do końca?

Aby święcić!

Między naszymi atutami a słabościami zwykle zachodzi bezpośredni związek. Bardzo długo nie chciałam wykorzystywać swoich atutów, bo wtedy musiałabym zmierzyć się ze swoimi słabościami. Upłynęło wiele czasu, zanim zrozumiałam, że Bogu przydaje się i jedno i drugie. Jeszcze później uświadomiłam sobie, że czasem Bóg wybiera nas z powodu naszych słabych, a nie mocnych stron. Regina Brett, „Jesteś cudem”

Czy nie jest Wam znajomy fragment z listu do Koryntian o tym, żeby się chlubić z własnych słabości, z niedostatku i, że wszystko mogę w tym, który mnie umacnia? Dlaczego nasze słabości są takie ważne? Dlaczego każdy z nas je posiada?
Fakt ten jest o tyle budujący, że nasze słabości budują nasza osobę. Nie ma ludzi idealnych, z tym zgodzi się każdy, ale czyż właśnie ludzie posiadający mocne i słabe strony, zalety i wady nie są przypadkiem ludźmi idealnymi? Każdy z nas szuka dusz pokrewnych, czegoś co nas łączy. Często są to właśnie słabości albo kwestia ich zrozumienia i przyjęcia.

Po cóż ten wstęp? Tak jest z osobami konsekrowanymi. Ban Bóg przeznaczył te osoby na to, by żyły w pełnym złączeniu z Panem Bogiem. Jeszcze pełniej niż my możemy tego doświadczyć. To specjalne powołanie, które nie jest przeznaczone każdemu. Swoje talenty pomnażają dzięki hojności Pana Boga, wykorzystują je do codziennej służby, która niewątpliwie jest pracą. Tak wykonać swój obowiązek, aby później móc usiąść i stwierdzić, że zrobiłem to co do mnie należało oraz w pełni wykorzystując dane od Boga hojne „dary”.

Ściślejszy związek z owym powyższym wstępem znajdziemy we właściwym święcie, którym jest Ofiarowanie Pańskie. Tak właściwie określa się dzień 2 lutego, który jest pamiątką ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej. Wtedy to starzec Symeon nazywa Jezusa „światłem na oświecenie pogan i chwałę ludu Izraela”. Ten dzień jest obfity w symbolikę światła. Sami dobrze wiemy, że w ciemności nie jest łatwo znaleźć drogę, wejście bądź wyjście z jakiegoś pomieszczenia, trudno znaleźć potrzebny w danym momencie przedmiot. Tak samo jest również z kłamstwem i prawdą. Można je przyrównać do ciemności i jasności. Światło daje nam życie. Czym byłoby codzienne życie w ciemnościach. Owe Światło symeonowe jest Drogą i Prawdą i Życiem. Jest samym Jezusem Chrystusem. Tu rozgrywa się kluczowa rola dlaczego życie konsekrowane, dlaczego światło, dlaczego Jezus i po co było to ofiarowanie.

W Polsce owe święto ma charakter bardzo maryjny. Jest nazywane świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Towarzyszy wiernym tego dnia obrzęd poświęcenia świec, a w słowach wypowiadanych przez kapłana jest prośba aby„ wszyscy, którzy zgromadzili się w tej świątyni z płonącymi świecami, mogli kiedyś oglądać blask chwały Chrystusa”. Kolejny znak blasku, światła i jak widać w ostateczności chwały. Dziś przypada także pierwsza sobota miesiąca, a skoro o Maryi mowa wyżej to kto jeszcze nie zdążył a ma okazję (komunia, różaniec i rozważanie tajemnic różańcowych)!

I na koniec piosenka: TUTAJ

Autor: Magdalena Ewertowska

Kategorie:Uncategorized

Da mihi animas…

W pieszyckiej kaplicy Sióstr Salezjanek widnieje napis Da mihi animas, caetera tolle – Daj mi duszę, resztę zabierz. Co znaczą te słowa? Kim jest Święty, który założył Rodzinę Salezjańską zrzeszającą blisko pół miliarda ludzi na świecie? Św. Jan Bosko – kapłan, wychowawca, pracownik, mistyk, święty. Ks. Bosko jest świętym, który na każdym kroku, w każdym momencie swojego życia uświadamia nas, że świętość jest dla każdego, że przepis na świętość jest prosty. Mawiał, że aby młodzież nas kochała, kochajmy to, co kocha młodzież   dziś, gdyby ks. Bosko żył pośród nas zapewne miałby facebooka, instagrama, wiedział jak obsługuje się najnowszego iphone’a i znał wszystkie nowości na listach przebojów eski i nie tylko. Dlaczego? Bo kochał młodych i chciał zdobywać ich serca dla Chrystusa przez serce Maryi Wspomożycielki Wiernych, której nie odstępował na krok. Oratoria salezjańskie, szkoły, placówki wychowawcze, Biuletyn Salezjański, misje,czas poświęcony dzieciom i młodzieży, czyli wszystkie dzieła ks. Bosko, są kontynuowane do dziś w każdym domu salezjańskim. Od lat Salezjanie i Salezjanki każdego dnia poświęcają swoje życie dla dobra dzieci i młodzieży, każdego dnia spotykają się z wieloma trudnościami związanymi z wychowaniem nowego pokolenia, każdego dnia wychodzą młodym na przeciw, ponieważ kontynuują myśl św. Jana Bosko, by młodych prowadzić do świętości i pomagać im w każdym wymiarze. Zawierzając Wspomożycielce każdy swój krok ks. Bosko mówił do młodych – Zaufajcie Maryi, a zobaczycie czym są cuda. Tego nam dziś trzeba, prostoty w przeżywaniu wiary i bezgranicznej ufności do Matki Bożej, która chce otaczać nas swoim płaszczem. Być radosnym, dobrze czynić i pozwolić ptakom ćwierkać – oto najlepsza filozofia.
Kategorie:Uncategorized

Absolutny Gigant!

kol. Mikołaj Kaczmarek

8 stycznia obchodziliśmy 125 urodziny św. Maksymiliana Marii Kolbe. To był niewątpliwie gigant umysłu, gigant przebojowości, ale przede wszystkim gigant wiary.

Znany jest nam przede wszystkim jako franciszkanin konwentualny, z długą brodą, który zginął w obozie w Auschwitz, w sierpniu 1941 roku. Ale jak zginął? Jakie było Jego życie wcześniej? Czy znany jest z czegoś jeszcze? TAK! Św. Maksymilian założył Rycerza Niepokalanej, najbardziej znane do dziś pismo o tematyce religijnej, stworzył Niepokalanów – największy klasztor męski na świecie (700 zakonników), z jedyną na świecie strażą pożarną składającą się z zakonników. Stworzył kopię Niepokalanowa i Rycerza Niepokalanej w Japonii. Chciał założyć własne radio i pragnął, by Rycerz Niepokalanej był znany na całym świecie, więc marzył (a w zasadzie chciał) by stworzyć własny pojazd kosmiczny.

Św. Maksymilian… oddał swoje życie za Franciszka Gajowniczka, który wspominał niebywałą rozmowę Maksymiliana z żołnierzem niemieckim, który słuchał Świętego i prowadził z Nim dialog – co się wcześniej nie zdarzało.

W bunkrze znajdował się o. Kolbe do naga rozebrany i czekał na śmierć głodową. Zaduch był straszny, posadzka cementowa, tylko wiadro na potrzeby naturalne. Ojciec Kolbe nigdy nie narzekał. Głośno się modlił tak, że i jego współtowarzysze mogli go słyszeć i razem z nim się modlić. Z celi, w której znajdowali się ci biedacy, słyszano codziennie głośne odprawianie modlitw, różańca i śpiewy, do których przyłączali się też więźniowie z sąsiednich cel.  

Dlaczego o takiej śmierci, w czasie trwania okresu Bożego Narodzenia? Na ziemię zstąpiła Miłość, Słowo stało się Ciałem i „wywróciło” cały nasz świat. Maksymilian mówił, że tylko Miłość jest twórcza.

Kategorie:Uncategorized

Wierzysz Bogu?

Wierzysz w Boga? – Oczywiście.

A wierzysz Bogu? – hmmm…

Przychodzi taki czas w dojrzewaniu w swojej wierze, gdy zadajemy sobie pytanie jaki ten Pan Bóg jest? Czy jest taki, jak przekazywano nam na katechezie, w Kościele, na różnych spotkaniach? Czyli jaki? Dobry, miłosierny, zawsze wysłuchujący. Często można odnieść wrażenie, że Pana Boga się NAUCZYLIŚMY, a nie POZNALIŚMY. W Piśmie Świętym każda historia opowiada o spotkaniu z Bogiem, z Bogiem żywym. To ten żywy Bóg wskrzesił córkę Jaira,wskrzesił Łazarza, przemienił wodę w wino, oślepił Szawła, który Go prześladował. Dlaczego tak często nie ufamy Bogu, skoro Jego SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM. Nie są to tylko słowa znane nam z Ewangelii, czy z kolęd, które już za chwilę będziemy śpiewać. Ale są to słowa, które Bóg kierował do ludzi przez proroków – zapowiedział przyjście swojego Syna.

W czasie adwentowym pochylmy się także nad Mędrcami, którzy przybyli ze Wschodu. W Ewangelii czytamy, że gdy stanęli przez Chrystusem uradowali się, bo spotkali Tego, na którego wszyscy czekali. Spotkali Boga żywego.Największego z największych, a jednocześnie najbardziej ubogiego z ubogich. Tak często nasze wyobrażenie o Bogu przysłania nam Jego obecność w naszej codzienności. Mędrcy także mogli wyobrażać sobie pałac, w którym narodził się Chrystus, a Król królów leżał w żłobie. Chrystus jest wśród nas codziennie. Nie tylko w kościele, ale także w ludziach, których tak często omijamy. Święta Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że zawsze kiedy milkniesz, by wysłuchać, jest Boże Narodzenie (…)  Zawsze, ilekroć pozwolisz, by Bóg pokochał innych przez ciebie, jest Boże Narodzenie. Świat dziś potrzebuje naszego świadectwa, więc bądźmy takim lustrem dla świata, w którym przez nas może działać Bóg. Całe niebo jest pełne Świętych, którzy Bogu ufali, bo wiedzieli, że tylko z Nim i dla Niego warto żyć. Oni w swoich sercach poczuli pragnienie nie tylko słuchania Boga, ale poznania Go, a Boga poznaje się w modlitwie.

Prawdziwie pisał Adam Mickiewicz: Wierzysz, że Bóg narodził się w betlejemskim żłobie, lecz czy narodził się w Tobie?  Zmieniajmy świat codziennie, zaczynając od nas samych, by zawsze było Boże Narodzenie.  

Czego nauczyłam się od innych przez minione wakacje?

bar3To nie jest poradnik. To tylko moje spojrzenie na minione dwa miesiące wakacji (tak, jestem nauczycielem, i tak wiem, nie należą mi się dwa miesiące odpoczynku, tak wiem za to, ile zarabiam mogę wyjechać gdzie bądź, a na Seszelach było naprawdę cudownie). Prawda jest taka, że się zresetowałam a najdalej gdzie byłam w te wakacje to Wielkopolska.

Wracając do tematu… Oto, co pokazali mi inni i czego mnie nauczyli:

  1. Pełnego zaufania

…bo przecież co złego może mnie spotkać, skoro jestem wierząca. Pytanie tylko czy ufam tak bardzo, że będąc prześladowanym jestem w stanie wykrzyknąć wiarę w Chrystusa. Nauczyli mnie albo nawet pokazali świadectwo życia, ale takiego prawdziwego i pełnego wiary i ufności. Nie bać się mówić o tym, że wierzę, że odmawiam pacierz czy inne modlitwy. O tym, że chodzę do kościoła nie tylko w niedzielę.
„Choćby mnie zabił Wszechmocny-ufam” (Hi 13,15)

  1. Nie negowania spraw, rzeczy i kwestii, z którymi nie miałam osobiście styczności

…bo jakim prawem nie zgadzam się z tym co dzieje się w Neokatechumenacie, dlaczego jeden zakon lubię bardziej od drugiego, dlaczego księża kojarzą mi się z zachłannością i dlaczego twierdzę, że istnieje jeden papież (ten emerytowany!) i że Msza Trydencka to jedyna forma mszy przez którą się uświęcam.
Przecież nie mogę negować czegoś, czy coś wywyższać nie znając motywów i wiary innych ludzi, którzy uświęcają się właśnie w taki a nie inny sposób. Jeżeli coś przybliża kogoś do Chrystusa to być może jest to dla niego jedyna forma zbawienia.

Ksiądz Kaczkowski, świętej pamięci, podczas jednych z warsztatów Ars Celebrandi, powiedział, że on na co dzień uświęca się poprzez zwyczajną formę. Mówił to na warsztatach liturgii tradycyjnej… i nikt go tam nie zlinczował 😉

  1. Odwagi i podejmowania decyzji

…przy ostatnim spotkaniu z przyjacielem jeszcze z czasów LO uświadomiliśmy sobie, że podejmowanie decyzji, takich mądrych i słusznych- procentuje dobrem .Nie bać się, nie kryć się np. z uczuciami. Bo przecież, skoro coś do kogoś czuję, to czemu ma o tym nie wiedzieć? Nic do stracenia nie mam a można zyskać bratnią i dobrą duszę.

  1. Oddania siebie innym

…ta myśl zrodziła się w miniony weekend a wczoraj się potwierdziła podczas pogrzebu Szymona. On, 20 latek oddany innym, zawsze chętny do pomocy, dobro innych ponad własnym. Wierny przykazaniom i oddany Panu Bogu. Zawsze przy ołtarzu a teraz przy ołtarzu niebieskim. To nic nie kosztuje a często najpierw myślimy o sobie, tak aby jak najmniej ucierpieć. On pomyślał o innych, odpowiedział na wołanie o pomoc i pomagając zginął tragicznie. Czyż to nie piękne świadectwo?

  1. Żyć tak, abym w chwili śmierci mogła powiedzieć, że żyłam dobrze

…i niczego nie musieć żałować!

 

Kategorie:Uncategorized