Archiwum

Archive for the ‘uroczystości’ Category

Krew, Krzyż i Matka Bolesna

Święty Kasper del Bufalo

Wczoraj rozpoczął się lipiec. Do czasu reformy kalendarza liturgicznego po Soborze Watykańskim II, 1. lipca obchodzona była Uroczystość Najdroższej Krwi Chrystusa. Obecnie zachowała się jeszcze w Zgromadzeniu Męki Pańskiej (pasjoniści) jako Święto Najdroższej Krwi Pana Naszego Jezusa Chrystusa, oraz w zgromadzeniach Misjonarzy Krwi Chrystusa i Sióstr Adoratorek Krwi Chrystusa jako Uroczystość Najdroższej Krwi Jezusa Chrystusa. Pierwotnie Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa była rozdzielona na dwa odrębne święta.

Pamiątkę ustanowienia Najświętszego Sakramentu Kościół obchodził i nadal obchodzi w Wielki Czwartek. Natomiast Uroczystość Najdroższej Krwi Chrystusa oficjalnie, dla całego Kościoła ustanowił papież Pius IX w 1849 r. i wyznaczył na pierwszą niedzielę lipca. Papież Pius X przeniósł święto na dzień 1 lipca, zaś papież Pius XI podniósł je w roku 1933 do rangi świąt pierwszej klasy. Reforma liturgiczna Pawła VI z roku 1969 połączyła oba święta w jedno: Ciała i Krwi Pańskiej (potocznie Boże Ciało) wyznaczając je na czwartek po oktawie Zesłania Ducha Świętego. Uroczystość Najdroższej Krwi Chrystusa rozpoczynała po maju poświęconym Maryi i czerwcu Serca Jezusowego – miesiąc lipiec, poświęcony Krwi Pańskiej. Gorliwym propagatorem w XIX w. kultu Przenajdroższej Krwi Chrystusa był św. Kasper del Bufalo – założyciel Zgromadzenia Misjonarzy Krwi Przenajdroższej, nazwany przez papieża Jana XXIII prawdziwym i największym na świecie apostołem pobożności do Najdroższej Krwi Jezusa.

Św. Jan Paweł II w rozważaniu przed modlitwą Anioł Pański dnia 1 lipca 2001 roku przypomniał:

Lipiec, to miesiąc, który zgodnie z ludową tradycją poświęcony jest kontemplacji Najświętszej Krwi Chrystusa, niezgłębionej tajemnicy miłości i miłosierdzia. Krew Chrystusa jest ceną, którą Bóg zapłacił, aby wyzwolić ludzkość z niewoli grzechu i śmierci. Jest niezbitym dowodem miłości niebieskiego Ojca do każdego człowieka, bez żadnego wyjątku. To Krew, której jedna kropla może wybawić cały świat od wszelkiej winy.

W „Pasji” M. Gibsona jest wymowna scena, gdy Maryja, Matka Jezusa po Jego ubiczowaniu, w głębokim milczeniu i na kolanach ściera z posadzki białymi chustami Krew Chrystusa.

Obraz Matki Boskiej Licheńskiej

Ta Maryja dziś 2. lipca jest czczona jako Matka Bolesna Królowa Polski w bazylice w Licheniu Starym. Jej wizerunek, przedstawiający Matkę Boską, powstały w drugiej połowie XVIII wieku, otoczony szczególnym kultem, jest uważany za cudowny. Obraz jest olejną kopią wizerunku Matki Bożej Rokitniańskiej, namalowaną na modrzewiowej desce o wymiarach 15,5 × 9,5 cm. Po obu stronach popiersia Maryi, brzegi szaty zostały przyozdobione symbolami Męki Pańskiej. Po prawej stronie znajdują się: gwoździe, ciernie, krzyż, włócznia, gąbka, naczynie do umycia rąk, ręka, bicze, kości do gry, baranek paschalny. Po lewej stronie widnieje: podobizna na chuście Weroniki, kogut, drabina i kielich. Szyję Maryi zdobi pięć sznurów pereł. Bolesna Matka w koronie na głowie, tuli do serca białego orła – tak jak miało to miejsce w czasie objawień. Współcześnie właściwy blat obrazu został wpuszczony w otwór wyżłobiony w większej desce 16 × 25 cm, przez co powiększono pierwotne wymiary obrazu. Cała postać Maryi została osłonięta purpurą. Pod postacią Madonny widnieje wstęga z napisem: „Królowo Polski, udziel pokoju dniom naszym!”.

Jak mówi przekaz polskiemu żołnierzowi – Tomaszowi Kłossowskiemu, rannemu w bitwie narodów pod Lipskiem w 1813, miała ukazać się Maryja. Uratowała go od niechybnej śmierci i poleciła odszukać taki wizerunek, który dokładnie ją odzwierciedla. Po powrocie na ojczystą ziemię Kłossowski odnalazł taki obraz i wystawił w lesie grąblińskim oddalonym o 2 km od Lichenia Starego. Według przekazów ustnych modlącemu się przy nim pasterzowi Mikołajowi Sikatce w 1850 r. kilka razy ukazała się Matka Boża. Wzywała do pokuty i prosiła o modlitwę. Przepowiedziała wojny oraz epidemię cholery, ale dała też nadzieję. Podczas zarazy cholery w 1852 obraz zasłynął z cudów. 29 września 1852 obraz przeniesiono do kościoła parafialnego w Licheniu Starym. 15 sierpnia 1967 przedstawiciele Episkopatu Polski, pod przewodnictwem ks. kardynała Stefana Wyszyńskiego, uroczyście koronowali obraz koroną papieską.

W 1994 rozpoczęła się budowa świątyni, będąca wotum Jubileuszowym Kościoła Katolickiego w Polsce i nowym sanktuarium Matki Bożej Bolesnej. Trwała 10 lat. 2 lipca 2006 do bazyliki przeniesiono z pobliskiego kościoła parafialnego św. Doroty obraz i umieszczono go w głównym ołtarzu. Bazylika licheńska jest największą świątynią w Polsce, ósmą w Europie i dwunastą na świecie. Z ciekawostek architektury warto zaznaczyć, że: światło wpada do wnętrza przez tyle okien, ile jest dni w roku – 365, a wejść do środka można przez tyle drzwi, ile rok ma tygodni – 52. Do kościoła prowadzą 33 stopnie nawiązujące do lat życia Chrystusa na ziemi. To pokazuje w przybliżeniu monumentalne rozmiary budowli. Sanktuarium Maryjne w Licheniu jest miejscem spotkania z Chrystusem i Jego Matką, miejscem odrodzenia duchowego, ale również odpoczynku fizycznego, emocjonalnego, miejscem najbardziej kunsztownych w wykonaniu koncertów organowych, kontemplacji przyrody w samotności czy w gronie rodziny i przyjaciół. Miejscem, gdzie Bóg przemawia w czasie liturgii, rekolekcji, a także poprzez piękno świata, przez osoby gotowe pomagać, gdy przeżywamy życiowe trudności, czy zmagamy się z nieuleczalną chorobą. To obszar o powierzchni prawie 100 hektarów pełen zieleni, kwiatów, oczek wodnych, kilku kościołów, kapliczek, w centralnej części, którego wznosi się na 25 metrów nigdzie więcej nie spotykana, charakterystyczna kamienna Golgota, usiana w labirynty przejść, grot, kaplic, figur i płaskorzeźb, mozaik z kolorowego szkła, ukrytych w bujnej zieleni krzewów i drzew. Nad całością góruje krzyż oraz postacie Matki Bożej i św. Jana.

Góra powstała jako dzieło pokuty i przebłagania. Golgota jest wynagrodzeniem za świętokradztwo dokonane przez Bertę Bauer i za świętokradztwo dokonane w Polsce, poprzez wyrzucanie krzyży ze szkół, urzędów, wojska, szpitali… Kamienna góra nie jest wyzwaniem dla miłośników górskich wspinaczek czy krytyków sztuki. Nie należy oceniać jej pod względem artystycznej spójności. Powstała po to, by przekazać prawdę o zawiłości grzechu, odkupieniu, o zdradzie i miłości, stając się swoistym dziełem sztuki.

Nie sposób pominąć w tym miejscu istnienia Kaplicy Krzyża Świętego mówiącej o historii świętokradztwa Berty Bauer. Kaplica położona jest w dolnej części kościoła Matki Bożej Częstochowskiej. W ołtarzu znajduje się krucyfiks, z którego losami związana jest niezwykła historia. Podczas II Wojny Światowej, w kościele parafialnym w Licheniu pod wezwaniem św. Doroty, hitlerowcy urządzili szkołę dla chłopców z obozu Hitlerjugend. Młodych Niemców zaprawiano w okrucieństwie. Ci, którzy pamiętają tamte czasy mówią, że szczególnie wyróżniała się w tym Berta Bauer – wychowawczyni chłopców. W lipcu 1944 roku, chcąc udowodnić swoim wychowankom, że nie ma Boga, zgromadziła ich wszystkich przed kaplicą cmentarną. Następnie wymierzyła z pistoletu i strzelała do krucyfiksu, który znajdował się nad wejściem do kaplicy. Powiedziała: „Gdyby Bóg istniał, powinien natychmiast mnie ukarać”. Kilka godzin później, kiedy jechała na stację kolejową do Konina, przelatujący samolot ostrzelał jej wóz. Zginęła na miejscu. Dodać należy, że kule, które pozbawiły ją życia, zostały wystrzelone z niemieckiego samolotu. Wiele lat po wojnie znieważony krzyż, z wyraźnymi śladami po kulach, zawisł w ołtarzu Kaplicy Świętego Krzyża. Krucyfiks cieszy się ogromną czcią wiernych.

Co jeszcze łączy Maryję z miesiącem lipcem? Tak jak w październiku codziennie rozważa się różaniec do Najświętszej Maryi Panny, tak w lipcu codziennie można rozważać różaniec do Krwi Chrystusa. Różni się ilością tajemnic w których rozważamy momenty przelania Boskiej Krwi w życiu Jezusa, bo jest ich siedem: od obrzezania, poprzez modlitwę w Ogrójcu, biczowanie, cierniem ukoronowanie, Drogę Krzyżową, ukrzyżowanie aż po przebicie boku włócznią. Podczas Mszy Świętej nabożnie adorujemy Krew w kielichu unoszonym przez kapłana, bo tu kryje się podstawowy sens kultu Najdroższej Krwi: Krew Najdroższa jest Krwią Boga Wcielonego i dlatego ją czcimy.

„Bóg jest łaskawy”

Zacytuję ulubiony fragment z Ewangelii wg św. Jana:

Nazajutrz Jan znowu stał w tym miejscu wraz z dwoma swoimi uczniami i gdy zobaczył przechodzącego Jezusa, rzekł: «Oto Baranek Boży». Dwaj uczniowie usłyszeli, jak mówił i poszli za Jezusem. Jezus zaś odwróciwszy się i ujrzawszy, że oni idą za Nim, rzekł do nich: «Czego szukacie?» Oni powiedzieli do Niego: «Rabbi! – to znaczy: Nauczycielu – gdzie mieszkasz?» Odpowiedział im: «Chodźcie, a zobaczycie». Poszli więc i zobaczyli, gdzie mieszka, i tego dnia pozostali u Niego. Było to około godziny dziesiątej.

J 1, 35-39

Oczywiście umiłowany uczeń Jezusa, najmłodszy z Apostołów, pisze o Janie Chrzcicielu. Spójrzmy trochę uważniej na jego postać w świetle historii i słów Ewangelii.

Jan Chrzciciel jako jedyny wśród Świętych Pańskich cieszy się przywilejem obchodzenia uroczystości jego narodzin. Ponadto w kalendarzu liturgicznym znajduje się też wspomnienie jego męczeńskiej śmierci obchodzone 29 sierpnia. Jest pierwszym świętym czczonym w całym Kościele. Imię Jan jest pochodzenia hebrajskiego i oznacza „Bóg jest łaskawy”. Jan Chrzciciel urodził się jako syn kapłana Zachariasza i Elżbiety. Znana jest dość szczegółowo jego historia narodzenia i szczególne posłannictwo, wyznaczone mu przez Boga. Przy obrzezaniu otrzymał imię Jan, zgodnie z poleceniem anioła Gabriela. Z tej okazji Zachariasz wyśpiewał kantyk, który wszedł na stałe do Liturgii i stanowi istotny element codziennej, porannej Liturgii Godzin zwanej Jutrznią. Poprzez swoją matkę, Elżbietę, Jan był spokrewniony z Jezusem. Po rychłej śmierci rodziców będących w dniu jego urodzin już w podeszłym wieku, pędził żywot anachorety, pustelnika. Kiedy skończył lat 30, zaczął według prawa występować publicznie i nauczać przede wszystkim nad Jordanem w pobliżu Jerycha. Czasem przenosił się do innych miejsc, np. Betanii. Swoje nauczenie rozpoczął w 15 roku panowania cesarza Tyberiusza (Łk 3, 1), czyli w 30. r. naszej ery wg chronologii, którą się zwykło podawać.

Na znak skruchy i gotowości zmiany życia udzielał chrztu pokuty, chrztu wodą. (Łk 3, 7-14; Mt 3, 7-10; Mk 1, 8). Zaczęto go nawet pytać, czy przypadkiem on sam nie jest zapowiadanym Mesjaszem. Jan stanowczo twierdził, że „… Ten, który idzie za mną, mocniejszy jest ode mnie: ja nie jestem godzien nosić Mu sandałów.” (Mt 3, 11). Na prośbę Chrystusa, który przybył nad Jordan, Jan udzielił Mu chrztu. Potem często widywał Chrystusa nad Jordanem i świadczył o Nim wobec tłumu: „Oto Baranek Boży, który gładzi grzech świata” (J 1, 29. 36). Na działalność Jana szybko zwrócili uwagę starsi ludu i uczeni, którzy zachowali jednak bezpieczny dystans od jego nauki. Osobą Jana zainteresował się także Herod II Antypas, władca Galilei, syn Heroda I Wielkiego, tego, który nakazał wymordować dzieci w Betlejem. Można się domyślać, że Herod wezwał Jana do swojego zamku z ciekawości, jednak szybko pożałował swojej decyzji. Jan bowiem skorzystał z tej okazji, aby wypomnieć mu publicznie grzech cudzołóstwa. Herod kazał Jana aresztować i gdy w dniu swoich urodzin wydał ucztę, w czasie której, pijany, pod przysięgą zobowiązał się dać córce Herodiady – Salome, wszystko, czegokolwiek zażąda, ta po rozmowie z matką zażądała głowy Jana. Herod przymuszony własnym lekkomyślnie rzuconym słowem, nakazał wykonać wyrok śmierci na Janie (Mt 14, 1-12). Jan zginął ścięty, przeżywszy trzydzieści kilka lat.

Jezus wypowiedział o Janie świadectwo, jakiego żaden człowiek z Jego ust nie otrzymał:

Coście wyszli oglądać na pustyni? (…) Proroka zobaczyć? Tak, powiadam wam, nawet więcej niż proroka. On jest tym, o którym napisano: Oto ja posyłam mego wysłańca przed Tobą, aby Ci przygotował drogę. Zaprawdę powiadam wam: Między narodzonymi z niewiast nie powstał większy od Jana Chrzciciela.

Mt 11, 7-11;
Łk 7, 24-27

W Janie Chrzcicielu zachwyca i fascynuje jego świętość, życie pełne ascezy i pokuty, siła charakteru i bezkompromisowość. Jan Chrzciciel od początku jest świadomy tego, że jest posłany przed Synem Bożym. Wskazuje na Niego. Pozwala odejść swoim uczniom, nie przywiązując ich do siebie, daje im poczucie wolności, daje wybór, który nie jest przymusem a zachętą do drogi za Synem Bożym… (J 1, 35-39). Jezus zaprasza do wyruszenia z Nim w drogę, wejście w Jego świat, do Jego domu, by Go poznać, porozmawiać, jak przyjaciel z przyjacielem; od serca i by zajrzeć do wnętrza Tego serca, by odnaleźć w nim miłość i miłosierdzie. Chce Ciebie zachęcić do wspólnej drogi, okazać Swoje zainteresowanie. Chce byś poszukał Jego obecności w Swoim życiu, bo to szczególne miejsce spotkania, bardzo osobiste…

Jezus kieruje do Ciebie pytanie: Czego szukasz? Czego Ty ode mnie chcesz? Kim Ja dla Ciebie jestem? Przypomnij Sobie osoby z Twojego życia, otoczenia, które wskazały Ci palcem jak Jan, na Chrystusa… Kto to był?

Kategorie:uroczystości, święci

Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa

Wobec tajemnicy Ciała i Krwi Pańskiej potrzeba koniecznie adoracji i kontemplacji, potrzeba ciszy milczenia, zadziwienia nad tajemnicą. W zagubieniu mówimy: Jezu powiedz mi, co mam robić? Żeby Go usłyszeć potrzeba ciszy, bo inaczej możemy Go zagadać na śmierć. Ta śmierć będzie jednak tylko pozorną śmiercią nas samych, śmiercią z głuchoty, przekrzyczeniem głosu Jezusa w sercu. Bo On szepcze w naszym sercu zawsze, ale z dala od krzyku, zgiełku, gwaru. Nie bójmy się więc milczenia. Wtedy mamy pewność, że się z Nim nie rozminiemy w życiu.

Przepraszamy, zazwyczaj jesteśmy najbardziej okrutnymi sędziami wobec siebie samych. Nie ma w nas miejsca lub jest go zbyt mało, na Miłość i Miłosierdzie. To domena serca Jezusowego.

Uwielbiamy prosić… często, o wiele, na zapas i najlepiej natychmiast. Pod groźbą obrazy, lekceważenia i szantażu odejścia. Zapominamy niestety dziękować. Znacznie łatwiej jest narzekać. Tyle, że wraz z narzekaniem wprowadzamy do swojego życia zniechęcenie, brak motywacji i rozgoryczenie. Czy za tym tęsknimy?

Nie bójmy się dziękczynienia. Właśnie Eucharystią, świadomą i pełną obecnością na Niej. Bo to co otrzymujemy, to kim jesteśmy, jest z daru Łaski Bożej również darem dla drugiego człowieka. Po ustanowieniu Eucharystii Jezus umył uczniom nogi. Czyniąc ten gest pełen uniżenia Siebie, stając się sługą innych, wyróżnił człowieka. Nadał sens Swojej śmierci i naszemu życiu. Poprzez miłość Boga, niepojętą ludzkim umysłem i ograniczeniami. Poprzez czystość ciała i serca, i oddanie w służbie drugiemu człowiekowi. Poprzez dzielenie się tą czystością od interesowności działania, dzielę się Nim samym, mieszkającym we mnie. Warunkiem przyjęcia daru Eucharystii jest zapomnienie o sobie samym, wzorem Chrystusa. Bo Eucharystia jest ofiarą służebną z siebie. Dopiero wtedy odkryjemy realnego Chrystusa w codzienności i będziemy mogli objawiać Go światu.

Dziękczynienie Ojca Pio po Komunii Świętej

Pozostań ze mną, Panie! Twoja obecność jest dla mnie konieczna, abym o Tobie nie zapominał. Ty wiesz, jak łatwo Cię opuszczam.

Pozostań ze mną, Panie, bo jestem słaby i potrzebuję Twojej mocy, abym tak często nie upadał.

Pozostań ze mną, bo jesteś moim życiem, a bez Ciebie popadam w zniechęcenie.

Pozostań ze mną, Panie! Ty jesteś moim światłem, a bez Ciebie pogrążam się w ciemności.

Pozostań ze mną, aby mi wskazywać Twoją wolę.

Pozostań ze mną, abym mógł słyszeć Twój głos i iść za Tobą.

Pozostań ze mną Panie! Bardzo pragnę Ciebie miłować i zawsze być z Tobą.

Pozostań ze mną, jeżeli chcesz, abym Ci dochował wierności.

Pozostań ze mną, bo moja dusza, choć biedna, pragnie być dla Ciebie miejscem pociechy i gniazdem miłości.

Pozostań ze mną, Panie Jezu! Ciemność zapada i dzień się już kończy, to znaczy, że życie mija, a zbliża się śmierć, sąd, wieczność.

Muszę odzyskać siły, by w drodze nie ustać, dlatego potrzebuję Ciebie.

Ciemność zapada i śmierć się zbliża.

Lękam się mroków, pokus, oschłości, krzyży, cierpień, dlatego pośród nocy i wygnania bardzo potrzeba mi Ciebie, Panie Jezu.

Pozostań ze mną, Jezu! Pośród nocy tego życia, wśród zagrożeń potrzebuję Ciebie.

Spraw, abym tak jak Twoi uczniowie, poznał Ciebie przy łamaniu chleba.

Spraw, aby Komunia Święta była dla mnie światłem rozpraszającym ciemności, wspierającą mnie siłą i jedyną radością mego serca.

Pozostań ze mną, Panie! W godzinie śmierci chcę być z Tobą zjednoczony przez Komunię Świętą albo chociaż przez łaskę i miłość.

Pozostań ze mną, Jezu!

Nie proszę Cię o Boskie pociechy, bo na nie, nie zasługuję, ale o dar Twojej obecności.

O tak! Bardzo Cię o to proszę!

Pozostań ze mną, bo tylko Ciebie szukam, Twojej miłości, Twojej łaski, Twojej woli, Twego Serca, Twego Ducha, bo Ciebie miłuję i nie pragnę innej nagrody niż większego miłowania Ciebie na ziemi, miłością mocną, szczerą, z całego serca, aby potem przez całą wieczność miłować Ciebie doskonale. Amen.

Sekwencja na Uroczystość Bożego Ciała

Chwal, Syjonie, Zbawiciela,
Chwal hymnami, wśród wesela
Wodza i Pasterza rzesz!
Ile zdołasz, sław Go śmiało,
Bo przewyższa wszystko chwałą,
Co wyśpiewać pieśnią chcesz!

Czytaj dalej…

„Tylko w Twoim Miłosierdziu…”

pobrany plikJakże znane są nam słowa Koronki do Miłosierdzia Bożego. Kilkukrotnie wymawiane „Ojcze Przedwieczny…” oraz kilkunastokrotne wymawianie „Dla Jego bolesnej męki…”.

Przez ostatnie dziewięć dni, mogliśmy uczestniczyć i odmawiać nowennę przed Niedzielą Miłosierdzia, która przygotowywała nas do tego dnia. Kto tę modlitwę odmawiał z pełną wiarą może dostąpić niezliczonych łask, jakie wyleje się z miłosiernego serca Jezusa.

Sam dzień został ustanowiony i wprowadzony w dniu kanonizacji św. Faustyny Kowalskiej. Był to rok 2000, a dokonał tego ówczesny Papież, teraz już święty Jan Paweł II. Uroczystego aktu zawierzenia świata Bożemu Miłosierdziu Papież dokonał 17 sierpnia 2002 roku w Bazylice Bożego Miłosierdzia w krakowskich Łagiewnikach.

„299    + Tajemnica duszy.

Kiedy raz spowiednik kazał mi się zapytać Pana Jezusa, co oznaczają te dwa promienie, które są w tym obrazie*, odpowiedziałam, że dobrze, zapytam się Pana.

W czasie modlitwy usłyszałam te słowa wewnętrznie:

Te dwa promienie oznaczają krew i wodę. Blady promień oznacza wodę, która usprawiedliwia dusze; czerwony promień oznacza krew, która jest życiem dusz…

Te dwa promienie wyszły z wnętrzności miłosierdzia Mojego wówczas, kiedy konające serce Moje zostało włócznią otwarte na krzyżu.

Te promienie osłaniają dusze przez zagniewaniem Ojca Mojego. Szczęśliwy, kto w ich cieniu żyć będzie, bo nie dosięgnie go sprawiedliwa ręka Boga. Pragnę, ażeby

pierwsza niedziela po Wielkanocy była świętem Miłosierdzia.

300      + Proś wiernego sługę Mojego**, żeby w dniu tym powiedział światu całemu o tym wielkim miłosierdziu Moim, że kto w dniu tym przystąpi do Źródła Życia, ten dostąpi zupełnego odpuszczenia win i kar.

+ Nie znajdzie ludzkość uspokojenia, dopokąd się nie zwróci z ufnością do miłosierdzia Mojego.

+ O, jak bardzo Mnie rani niedowierzanie duszy. Taka dusza wyznaje, że jestem święty i sprawiedliwy, a nie wierzy, że jestem miłosierdziem, nie dowierza dobroci Mojej. I szatani wielbią sprawiedliwość Moją, ale nie wierzą w dobroć Moją.

301      Raduje się serce Moje tym tytułem miłosierdzia. Powiedz, że miłosierdzie jest największym przymiotem Boga. Wszystkie dzieła rąk Moich są ukoronowane miłosierdziem. „

(św. Siostra Faustyna Kowalska ZMBM, Dzienniczek)

*chodzi o obraz namalowany w Wilnie przez Eugeniusza Kazimirowskiego
** „Wierny sługa”- tu: ks. Michał Sopoćko

Mineło Boże Narodzenie…

29 grudnia 2017 Dodaj komentarz

50c8079d-e2f1-49df-b39d-1f21f3f66f33

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył. (J 1,1-18)

Minęło Boże Narodzenie. Minęła Wigilia w gronie rodziny (już nieważne czy biologicznej, klasztornej czy rodziny przyjaciół). Minęła być może Pasterka, minęła świąteczna spowiedź, Eucharystia, dzielenie się opłatkiem, całe morze przygotowań – sprzątania, pieczenia, gotowania, mycia okien… Jednak co z tego zostało? Poza mnóstwa jedzenia i papierów po odpakowywaniu prezentów? Co to Boże Narodzenie zmieniło w Twoim życiu? Z kim się pogodziłeś? Komu po raz pierwszy powiedziałeś, że kochasz? Czy tak prawdziwie spotkałeś się ze Słowem, które przyszło? Czy może byłeś tym, który Go nie przyjął?

Może zamiast przebaczenia i miłości niosłeś kłótnie i prowokacje? Może skupiłeś się na przygotowaniu własnego domu, a nie serca? Na sprzątaniu i myciu okien a nie na przyjęciu Chrystusa?

Minęło Boże Narodzenie… Co Nowonarodzony zmienił w Twoim życiu?

26170385_215381895672041_269263934832720039_o.jpg

Krótka historia o tym jak mój brat został…ojcem!

18582001_827677584048100_3475183200072670121_n.jpg

fot. o.Mateusz Stachowski OFMConv, Franciszkanie TV

Niedawno popełniłam tekst o duchowej adopcji, o tym jak ja zostałam ..mamą. Tą duchową. Dziś, już na spokojnie po wszystkim co się działo ostatnio moim życiu, chciałabym napisać o tym, jak mój brat został ojcem.

Dwa tematy , bardzo podobne. Rodzicielstwo. Jednak każde trochę w przenośni. Moje macierzyństwo wynika z podjęcia duchowej adopcji dziecka poczętego. A z czego wynika ojcostwo mojego brata?

Otóż, od 8 lat mój brat zagłębia się w duchowość franciszkańską, w pisma św. Franciszka z Asyżu. Bracia Mniejsi Konwentualni (łac. Ordo Fratrum Minorum Conventualium, skrót: OFMConv, pot. franciszkanie, franciszkanie konwentualni, franciszkanie czarni). Przebył roczny postulat, roczny nowicjat oraz 6 letnie studia teologiczne. Tydzień temu przyjął święcenia kapłańskie. U franciszkanów nie ma czegoś takiego jak pojęcie „ksiądz”, jest „ojciec”.. i takim sposobem mój brat został ojcem J

Niezwykła uroczystość, bardzo wzruszająca. Po sobotnich święceniach, otwierając torebkę znalazłam całe mnóstwo zużytych chusteczek. Moja wrażliwość tym razem przybrała miarę armagedonu- ale…chyba miałam powody, co nie? J

W każdym razie, widząc brata, który leżąc krzyżem oczekuje na najważniejsze święcenia, najważniejszy dar, do którego przygotowywał się już dość dług czas, jest uczuciem nie do opisania. A gdy już jego przyjaciel, współbrat w zakonie, ubrał go w ornat… Magdalena rozryczała się na dobre (uspokoiłam się mniej więcej do czasu udzielania Komunii). Ale przeżyliśmy, dumni z brata i syna.

Dzień później nie było lepiej, Msza prymicyjna. Panie Boże, nie pozwolisz mi chyba płakać przez najbliższe 3 lata! Błogosławieństwo w domu, procesja z domu do kościoła (jakieś 15 minut), przywitanie (no ok, to mogłoby trwać krócej) i Ona- Msza! Twój brat dotyka Chrystusa, rękoma, które wcześniej zostały pobłogosławione, wyświęcone a dziś, zwyczajem błogosławieństwa prymicyjnego- ucałowane. Po najważniejszej części czyli Mszy, czekała cześć rekreacyjna pryz stole i przy tańcach (jeżeli chcesz dobrze bawić się na weselu, prymicjach czy innej rodzinnej imprezie- zabierz ze sobą Białorusina! Albo przynajmniej zatańcz z nim. Nogi będą Cię boleć przez najbliższy tydzień 😀 )

The end…

…przy każdej możliwej okazji, kiedy widzę mojego brata powtarzam mu cztery słowa..

JESTEM Z CIEBIE DUMNA!

 

*na zdjęciu (od lewej):  dk. Daniel Śliwiński (już od wczoraj kapłan), o.Bartłomiej M. Ewertowski – mój brat i o.Robert Wołyniec (proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu w Ostródzie)

Zostałam mamą

17474725_1668388356510966_736198926_n.jpgKrótka historia o tym jak zostałam mamą.

Adoptowałam dziecko, nie wiem jak ma na imię, bo jego imię jest wypisane na dłoniach Pana Boga. Modlę się, by mi go nikt nie zabrał, by nie dopadły go ręce złych ludzi, by nikt go nie zabił. Chcę je chronić. Mogę zrobić tylko jedno -modlić się.

Czy jestem złą matką, sądząc, że modlitwa załatwi wszystko? Może i tak, może niejeden z was tak pomyśli, może powie, że kolejna katoliczka uzewnętrznia się swoim zamiłowaniem do dewocyjnych zachowań. Dla mnie to nie jest to takie zachowanie, a mój obowiązek bronienia słabszych. Mój brat też mnie bronił przed starszymi chłopakami, też stawał w mojej obronie nie raz i w tym nikt niczego złego nie widział. Bo to nie jest stricte katolicka sprawa, ale jakże podobna do obrony nienarodzonych.

Ale ja jestem z tego dumna. Z tego, że mogłam zostać mamą…duchową. Duchową adopcje podjąć można każdego dnia. Wymiar symboliczny ma ta podjęta 25 marca w uroczystość Zwiastowania, ponieważ od tego czasu równe dziewięć miesięcy kończy się 25 grudnia czyli w Boże Narodzenie.

A Ty co zrobiłeś w obronie nienarodzonych?

Święta Boża Rodzicielko- módl się za nami!

15822118_1574956289187507_1801946750_nWiększość z nas, zapytanych jaka uroczystość ma miejsce dziś, odpowiedzą „Nowy Rok, przecież!”. Tymczasem w kościele katolickim obchodzimy uroczystość Świętej Bożej Rodzicielki, Maryi. Huczne spędzanie sylwestra, popijanie każdej kolejnej godziny jeszcze większą ilością alkoholu, aż do momentu gdy zacznie się magiczne odliczanie i wzniesienie toastu, przyćmiewa ową uroczystość, która rozpoczęła się już o północy. Oczywiście opis jest uogólniony, skierowany do 80% świętujących tego dnia. Jednak idźmy dalej…

… Miejsca Maryi, również w kościele, nie poświęca się tak wiele jak w czytaniach liturgicznych np. z 15 sierpnia. Wspomina się ją trzy razy. Najpierw jako niewiastę, z której zostanie zrodzony Zbawiciel (por. Ga 4, 4-7) a następnie w Ewangelii razy dwa. Skupmy się na tym ostatnim wspomnieniu, a mianowicie na fragmencie „Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2, 19). O czym to świadczy, że , jakby nie patrzeć wszystkie najważniejsze sprawy zachowała w cichości i skrytości serca? A mianowicie tym, że nie potrzebowała rozgłosu. I tak wystarczająco się nacierpiała przy ucieczce jeszcze jako kobieta brzemienna, a i sporo się nacierpi przez całe życie Jezusa, z rąk wszelakiej maści ludzi.

Maryja nie chce rozgłosu, nie chce być sławną celebrytką, katocelebrytką, Mother of the year czy gwiazdą Hollywood. Ona pragnie być dobrą matką w skrytości swego serca i w zaciszu rodzinnym.

Właśnie dlatego wielu z nas zapomina o Maryi, z racji tego, że sama nie chce się rozgłaszać na wszystkie strony.  Zapomina się o jej wielkich małych poczynaniach, o jej osobie, o tym, że w zasadzie gdyby nie została wybrana na Matkę Zbawiciela, to może losy całego człowieczeństwa wyglądały by inaczej (inaczej nie znaczy tylko lepiej ale być może i gorzej, kto wie). Oczywiście znów uogólniam, znów są to gdybania i scenariusze być może prawdopodobne..

Każdy jednak odpowiada za swe własne czyny i każdy odpowiada przed Panem. Starajmy się jednak nie zapominać o Świętej Bożej Rodzicielce. Darzmy ją wielką sympatią ale i pamięcią. Różańce w  dłoń!

Módl się za nami Święta Boża Rodzicielko abyśmy się stali godnymi obietnic Chrystusowych!

 

Czy zapominamy?

16 sierpnia 2016 Dodaj komentarz

wniebowzięcie

Przyznajcie się – czasem też tak macie? Zapominacie o najważniejszych rzeczach, a o błahych nawet we śnie myślicie? Ja tak mam, ale do jakiegoś stopnia (i walczę z tym, w końcu nie mam zamiaru zapomnieć kiedyś o Tym Najważniejszym). Czasem już tak jest, nasza pamięć płata nam figle.

Ale czy zdolni jesteśmy zapomnieć o naszej Mamie?

Artykuł miał ukazać się wczoraj, niestety – nie każdy uważa ten dzień za ważny i godny odpoczynku. Moi pracodawcy wyszli z założenia, że pracować ktoś musi, więc nawet w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pojawiłam się w pracy. I żeby jeszcze był spokój, w końcu kto tego dnia chciałby cokolwiek kupować? Otóż bardzo zasmucił mnie fakt, że ludzi w sklepie było mnóstwo. Czasem był przestój, jednak co chwila drzwi się otwierały i do środka wchodził klient. Na około siedemdziesięciu ludzi tylko jedna pani przeprosiła i powiedziała, że w taki dzień to aż wstyd iść do sklepu.

Według mnie – tak, to wstyd.

Ale jeszcze większym wstydem jest zapomnieć o uroczystości związanej z naszą Mamą. Przyszedł do sklepu mój znajomy. Rozmawiamy, wypytujemy się jak się mamy i tak dalej. Mniej więcej tak wyglądała rozmowa.

Ja: U mnie wszystko dobrze, tylko wolałabym mieć dzisiaj wolne. W końcu święto…

Kolega: No tak, ktoś mi mówił. Dzisiaj jest Wojska Polskiego?

Ja: (cisza i konsternacja) Też. Ale wolne jest, ponieważ dzisiaj jest Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Kolega: No dobra, ale przez to wojsko też chyba. Widziałem dzisiaj jak jechali. A chciałem sobie załatwić coś w urzędzie, przychodzę, a tu zamknięte. Do sklepu chciałem iść, zamknięte. Chociaż dobrze, że tu otwarte.

Konkluzja moja była taka: skoro nawet w niedzielę sklepy są otwarte, to dlaczego ludzie odmawiają nam tych kilku dni wolnych w tygodniu? Nikt nie buntuje się kiedy wszystko jest pozamykane 1 i 3 maja. Ale kiedy sklepy zamykają swoje drzwi 15 sierpnia, wszyscy są przerażeni i nie wiedzą co ze sobą zrobić.

Dlaczego? Czy już zapominamy że Bóg też potrzebował jednego dnia wolnego? Dlaczego wszyscy zapominają, że my, ludzie, też musimy odpoczywać?

Maryja całe życia pracowała. Podejrzewam że bycie Matką Jezusa było najcięższą pracą, a punkt kulminacyjny był pod krzyżem. Jednak i Ona zaznała spokoju i odpoczęła. W końcu „uciekła” do swojego Syna 😉 (patrz: obrazek).

Pamiętajcie o tym, by odpoczywać. I dać innym odpocząć. Chociażby takiego pięknego dnia 15 sierpnia.

Ave!

Jezus (…) tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrawiał…

adoration

Jezus opowiadał rzeszom o królestwie Bożym, a tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrawiał. Dzień począł się chylić ku wieczorowi. Wtedy przystąpiło do Niego Dwunastu mówiąc: Odpraw tłum; niech idą do okolicznych wsi i zagród, gdzie znajdą schronienie i żywność, bo jesteśmy tu na pustkowiu. Lecz On rzekł do nich: Wy dajcie im jeść! Oni odpowiedzieli: Mamy tylko pięć chlebów i dwie ryby; chyba że pójdziemy i nakupimy żywności dla wszystkich tych ludzi. Było bowiem około pięciu tysięcy mężczyzn. Wtedy rzekł do swych uczniów: Każcie im rozsiąść się gromadami mniej więcej po pięćdziesięciu! Uczynili tak i rozmieścili wszystkich. A On wziął te pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo i odmówiwszy błogosławieństwo, połamał i dawał uczniom, by podawali ludowi. Jedli i nasycili się wszyscy, i zebrano jeszcze dwanaście koszów ułomków, które im zostały.
Łk 9,11b-17

Jezusa można spotkać wszędzie – pod postacią Najświętszego Sakramentu w tabernakulum, w drugim człowieku, w konfesjonale pod postacią spowiednika… Po prostu wszędzie. Raz w roku jest taki dzień, kiedy wychodzi na ulice miast i parafii w monstrancji w rękach kapłana. W każdym miejscu i czasie pragnie jednego – dotknąć i uzdrowić człowieka. Czy dasz się uzdrowić i dotknąć?

Cuda się zdarzają, Jezus działa nieustannie i wciąż chce dotykać człowieka i działać w jego życiu cuda. Dzieją się rzeczy wielkie, takie jak rozmnożenie 5 chlebów i 2 ryb w dzisiejszej Ewangelii, jak wskrzeszenie Łazarza, cuda eucharystyczne czy liczne uzdrowienia dziejące się na całym świecie. To wszystko jednak wydaje się być odległe i nieosiągalne… Prawda jest taka, że Jezus pragnie dotknąć każdego… Już w pierwszym zdaniu dzisiejszej Ewangelii jest wyraźnie napisane, że Jezus (…) tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrawiał. A któż z nas nie potrzebuje uzdrowienia? Każdy… Każdy potrzebuje uzdrowienia w wielu dziedzinach swojego życia – uzdrowienia fizycznego, z jakim najczęściej kojarzą się cuda dotyczące uzdrowień. Człowiek potrzebuje także (a może jednak przede wszystkim) uzdrowienia poranionego serca, poturbowanych relacji, uleczenia, naprawienia wielu urazów, zranień czy złych wspomnień. Wystarczy oddać Jezusowi swoje sprawy, swoje rany, relacje, to wszystko co potrzebuje Jego uzdrowicielskiego dotyku. On zadziała – na pewno. Nie zawsze tak, jak sobie to wyobrażamy, nie zawsze spektakularnie, nie zawsze z przytupem i przy mnóstwie świadków. Najczęściej zadziała w ciszy, w czterech ścianach, bez zbędnych obserwatorów, bez rozgłosu. Uzdrowi w cichości, w podmuchu lekkiego wiatru. Tylko czy Ty tego chcesz?

Oddaj Jezusowi swoje 5 chlebów i 2 ryby – On przemieni to w coś pięknego. Oddaj Jezusowi swoje rany, to co Cię boli – On to uleczy. Pamiętaj, On tych, którzy leczenia potrzebowali, uzdrawiał. Czy jesteś na to gotów?

Polecam także inny artykuł dotyczący 5 chlebów i 2 ryb pt. Z Jego błogosławieństwem wszystko ma sens…