Archiwum

Archive for the ‘wrażliwość’ Category

Stać przy Jezusie…

Tegoroczny wielki post jest dla wszystkich prawdziwym wyjściem na pustynię.

Bo ilu z nas potrafi przewidzieć wydarzenia najbliższego miesiąca? Ilu jest pewnych, że dotrwamy do Zmartwychwstania w pokoju? Ilu jest pewnych, że jeden człowiek o małym egoistycznym rozumku, nie zgotuje „bombowej” niespodzianki reszcie świata? Ilu z nas doświadcza bardzo realnej wizji kuszenia głodem i kryzysem? Wystarczyło popatrzeć chwilę wcześniej na kolejki zdezorientowanych w sklepach i na stacjach benzynowych… Ilu z nas zieje nienawiścią, oglądając kolejne wiadomości z frontu, chęcią zemsty na agresorze Ukrainy? Boimy się o naszą przyszłość, bo nagle historia poprzedniej wojny i teraźniejszość stanęła u progu naszych granic.

Ten czas jest prawdziwą lekcją naszej roztropności, hojności, poszanowania godności i miłości bliźniego. To czas żarliwej modlitwy o pokój i zakończenie działań wojennych u naszych sąsiadów. Czas szukania Wiary, która w dobrobycie ostatnich lat i w pandemii, trochę nam wyschła. Nastał czas, który jak w zwierciadle uwidacznia nasze mocne strony i ludzkie słabości; demaskuje nieżyczliwość, rozwija nagle i niespodziewanie dla nas samych, nasze serca, uwrażliwia i pobudza do życia i szacunku dla tego życia. Świat nie może się nadziwić naszej waleczności serc i hojności, a jeszcze chwilę temu śmiał się nam w twarz i kpił z naszej polityki, Wiary i rzekomego zacofania. Dziś jesteśmy motorem napędowym dla reszty świata i wyrzutem sumienia dla jego skostniałej, zamierającej wiary i polityki ubranej w ładne słowa bez pokrycia. Z pewnością to zasługa naszych korzeni, historii i wielkich ludzi, synów naszego narodu, którzy przez lata wpajali nam, że Bóg, Honor i Ojczyzna, to ponadczasowe wartości. Stajemy więc przy Krzyżu Jezusa umęczonego w ukraińskich braciach i siostrach, by pokazać innym, że stać przy Jezusie, przyznawać się do Niego, prosić Go o łaski, czuwać przy Nim ukrytym w Najświętszym Sakramencie, Adorować Go w drugim człowieku, to nie hańba i nie wstyd.

Dzięki Bogu dajemy radę!

To nasze wielkie narodowe rekolekcje dla całego świata. To także czas dla każdego z nas, by zastanowić się jeszcze raz: jaki obraz Boga noszę w sercu? Jak wypełniam wszystkie Jego przykazania? Jak realizuję w życiu Przykazanie Miłości? Jak bardzo mocno jestem w stanie zaprzeć się samego siebie, by trwać w jedności z Tym, którego pojąć nie jestem w stanie?

Bóg jest w tym wszystkim razem z nami, kuszony wydany, sponiewierany, opluty, ubiczowany, wymęczony i zabity. Można znaleźć Go na każdej Drodze Krzyżowej, na każdych Gorzkich Żalach i w codziennej Eucharystii czy Adoracji. Można spotkać go w oczach umęczonej Ukrainy, codziennie zabijanej i opuszczonej przez wielkich tego świata, którzy uciekli spod Krzyża, w panice i strachu o własne wartości i interesy. Jednoczyć się z Nim w bólu, udręce i w konaniu.

Czy jesteśmy świadomi, że mimo niebezpieczeństwa, mimo informacji o potwornościach wojny, która toczy się kilkadziesiąt kilometrów stad, Bóg nie oddalił się do człowieka, a jest w tym wszystkim jeszcze „bardziej obecny”. Współcierpi i przelewa swoją krew za każdego człowieka jak przed dwoma tysiącami lat, wtedy na krzyżu, dziś na frontach wojny. Ode mnie i od ciebie oczekuje teraz trwania, zatrzymania się razem z Janem i Maryją, pod Krzyżem. Oczekuje naszej wiary, wytrwałości, uważności i skupienia na bliźnim potrzebującym pomocy. Uczmy się na nowo tej miłości i miłosierdzia, nie myląc ich jednak ze służalczością i pobłażliwością. Tracąc czas na pomoc potrzebującym, tracimy czas dla Niego.

O obietnicach i przysięgach.

Kilka dni temu przeżywaliśmy w Kościele Niedzielę Chrztu Pańskiego. Wspominaliśmy zapewne nasz własny chrzest.

Dla mnie było to również dodatkowe uczestnictwo w pewnej wyjątkowej uroczystości. W Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego w Kaliszu o. Romuald Domagała SJ złożył swoje ostatnie śluby zakonne na ręce o. Prowincjała. Dziękując Bogu za dar zakonnego powołania tego konkretnego kapłana i moją (planowaną) obecność w tej podniosłej i szczególnej, wyjątkowej chwili, przyszło mi na myśl: jak bardzo pamiętamy takie wyjątkowe chwile, na ile je doceniamy i rozumiemy, jak długo i solidnie przygotowujemy się do nich, będąc już w pełni władz umysłowych i wywiązujemy się z dawanych obietnic, ślubów, przyrzeczeń?

Otóż jezuici składają śluby „sub Hostiam”, czyli dosłownie „pod Hostią”. Po słowach „Panie nie jestem godzien…” przed przyjęciem Komunii świętej, klęcząc. To wyjątkowe chwile i przeżycia dla zakonnika, jego najbliższych, współbraci i wiernych uczestniczących.

W życiu każdego chrześcijanina jest co najmniej kilka takich uroczystości, przysięg składanych przed samym Bogiem. Kiedy jeszcze nie wiele rozumiemy i pamiętamy z racji wieku, składają je za nas nasi rodzice i chrzestni, potem towarzyszą nam świadkowie od bierzmowania, bo przecież jest to sakrament, w którym już sami potwierdzamy gotowość do wtajemniczenia chrześcijańskiego w Kościele katolickim. Bierzmowanie uważane jest za drugi po chrzcie sakrament inicjacji chrześcijańskiej. Niektórzy z nas byli lub będą szafarzami własnego ślubu. Warto pamiętać, że sakrament trwa przez całe życie, nie tylko przed ołtarzem w dniu chrztu, komunii czy ślubu, że przez ten sakrament zostajemy wzmocnieni, niejako konsekrowani do wypełniania obowiązków swojego stanu i do godności chrześcijańskiej czy godności małżonków. Niektórzy ślubują w życiu posłuszeństwo, ubustwo i czystość. Składamy różne śluby, przyrzeczenia i obietnice: szkolne, ministranckie, zawodowe, osobiste. A jak je realizujemy i wypełniamy? Ile w nas chwilę potem gorliwości i pamięci przed Bogiem, ile dbałości i chęci, by je dotrzymywać?

Do tych refleksji oprócz podniosłych i cennych duchowo odczuć zachęciła mnie niedawna wiadomość z Włoch. Ordynariusz sycylijskiej diecezji Mazara del Vallo jako kolejny włoski biskup podjął decyzję o czasowej rezygnacji z obecności rodziców chrzestnych podczas sakramentu chrztu.

Te postaci utraciły swoje duchowe znaczenie, a ich obecność na liturgii była czysto formalna” – mówił Radiu Watykańskiemu bp Domenico Mogavero. „Ich wiara schodzi coraz częściej na drugi plan, choć to ich zadaniem jest pomaganie chrześniakowi w życiu wiarą. Rodzi to coraz więcej hipokryzji i zakłamania stąd lepiej taką praktykę czasowo przerwać. Kiedyś postać chrzestnych odgrywała istotną rolę. Obecnie są to postaci, które stwarzają wiele problemów. Liczy się jedynie otoczka, a nie głęboki duchowy sens. Warto pamiętać, że Kodeks Prawa Kanonicznego nie nakłada obowiązku obecności matki i ojca chrzestnego. Wiele osób mówiło mi o tym, że chrzestni zupełnie nie wywiązują się z obowiązków wziętych na siebie w czasie sakramentu chrztu. Wzięliśmy pod uwagę faktyczny stan rzeczy w trosce o godność sakramentu i o to, by zupełnie nie zagubić wartości chrześcijańskiego świadectwa. Kiedy zdaliśmy sobie sprawę, że chrzestni stają się jedynie ozdobnikiem do liturgii i potencjalnym źródłem prezentów postanowiliśmy przerwać tę tendencję. Potrzeba starań, by chrzestnym przywrócić ich pełne duchowe znaczenie i wtedy będą mogli znowu powrócić”.

Może właśnie w ten sposób trzeba walczyć o dobre imię naszych ślubów i składanych przysięg? Może takie napomnienie obudzi w nas wszystkich pilną potrzebę znalezienia, na nowo w sobie: czystości przekonań, prawdziwości słów i deklaracji, wartościowania zobowiązań i odpowiedzialności za czyny?

Skoro nauki przed… nic nie wnoszą poza tym, że chętnie i beztrosko rozprawiamy wśród rodziny i znajomych o łapczywości kapłanów, dopuszczeniach za pieniądze czy załatwione sprawy, skoro sami nic nie wnosimy do sakramentów poza własną próżną obecnością, otoczką i splendorem portfela oraz trendem najnowszej mody, skoro zamiast przysięgi i obecności Boga bardziej liczy się fałszywa, dwulicowa, obłudna, zakłamana hipokryzja bycia letnim chrześcijaninem, skoro potrafimy podrabiać pieczątki w trakcie przygotowań do I Komunii czy bierzmowania, skoro bez skrupułów potrafimy wycierać własnym słowem, błoto ze ślubnych butów już następnego dnia, skoro tak łatwo odchodzimy, zachęcani z byle powodu do apostazji, to może warto potrząsnąć naszym ospałym umysłem i zadać pytanie: ile rzeczywiście nam się należy a na ile musimy zapracować sami?

Zło nie lubi ciszy.

Benedykt XVI w wydanej przed dwunastu laty adhortacji „Verbum Domini” pisał: „Milczenie Boga jest przedłużeniem Jego poprzednich słów”(VD 21). Co to znaczy? Jeśli wydaje Ci się, że Bóg milczy, to znaczy, że wzywa Cię do tego, byś przypomniał sobie i przemyślał słowa, które powiedział do Ciebie wcześniej. Ziarno zostało już wrzucone w ziemię, teraz musi w Tobie obumrzeć. Czekało na pęknięcie łuski i wykiełkowanie. Może to milczenie jest w Tobie hałasem, tego wyczekiwanego przez Boga rozdarcia? Może do tej pory łuska wokół tego, co najlepsze w Tobie, była zbyt twarda, by usłyszeć coś istniejącego poza nią, choćby ciszę?

Jak wygląda Twoja modlitwa przed Bogiem? Czy przeważa w niej cicha Twoja obecność, czy gadulstwo i kolejne próby zwrócenia na siebie uwagi? Bo jeśli Bóg nie zadziała jak dobra wróżka, nie będzie przysłowiowym Amazonem, czy InPostem, to się na Niego śmiertelnie obrazisz? Ile w tej pozie jest z Ciebie autentycznie? Bo jeśli większa część, to może trzeba zastanowić się, jaka jest ta wiara, którą deklarujesz? W co wierzysz? Jak traktujesz Boga? Jeśli sam sobie jesteś bogiem, to dlaczego, kiedy okazuje się, że sobie nie radzisz, nagle szukasz innego Boga? Dlaczego dopiero wtedy? Dlaczego stałość w uczuciach umiemy okazywać właściwie tylko sobie? Albo sobie hołdujemy, albo siebie gnoimy? Uwielbiamy być stali, tacy sami, niezmienni, bez chęci poprawy czegokolwiek w nas, bez chęci rozwoju intelektualnego, duchowego, moralnego. Za to innych chcemy i lubimy zmieniać nagminnie, notorycznie, bo wciąż nie odpowiadają naszym gustom i standardom!
Może trzeba przeżyć w życiu takie pęknięcie, by zorientować się, że żyję w hałasie, który rozsadza mi głowę, zagłusza myśli, otumania, zniewala duszę i ciało? Może trzeba doznać zawrotów głowy, uderzyć twarzą w beton ze zmęczenia hałasem, by poczuć, że hałas boli?


Czasem najlepszym rozwiązaniem jest cisza, która nastaje po upadku. Czy stając na krawędzi życia, podświadomie nie dążymy do niej; gdy już wszystko utraci sens i znaczenie, a my szukamy tylko spokoju… tej ciszy… w nagłej śmierci, na własne życzenie? Tylko czy taka cisza, jest Twoim pragnieniem; czy może raczej przymusem, gwałtem, na który jedynie Cię stać?
Może upajanie się własnym upadkiem, pochlebianie sobie bohaterstwem, które z odwagą przejścia przez życie nie ma nic wspólnego, jest tylko najmarniejszą wersją egoizmu, jest rozpaczą, do której nie mamy odwagi się przyznać? „Rozpacz to najwyższa forma miłości własnej. Człowiek osiąga ją wtedy, kiedy z własnej woli odrzuca każdą pomoc, aby delektować się zgniłą rozkoszą świadomości własnej zguby. W każdym człowieku ukryte jest jakieś ziarno rozpaczy, ponieważ w każdym z nas jest pycha, która rozwija się, rozkrzewia w chwasty i bujne kwiaty żalu nad samym sobą, gdy tylko zawodzą nas nasze własne możliwości. A ponieważ te możliwości nieuchronnie nas zawodzą, wszyscy jesteśmy w mniejszym lub większym stopniu poddani zniechęceniu i rozpaczy. Rozpacz jest najwyższą formą pychy, tak wielkiej i zatwardziałej, że woli wybrać nędzę potępienia, niż zaakceptować szczęście z ręki Boga i w ten sposób uznać Jego wyższość nad nami, oraz to, że nie jesteśmy w stanie wypełnić swojego przeznaczenia o własnych siłach. Człowiek prawdziwie pokorny nie umie […] popaść w rozpacz, ponieważ w pokornym człowieku nie ma już miejsca na użalanie się nad sobą”. Pokora jest cnotą, jest warunkiem uzyskania dojrzałości duchowej oraz psychicznej człowieka.

Może, zamiast ulegać pokusie hałasu, skusisz się dziś, by znaleźć pokorną ciszę w sobie?… w Adoracji, Medytacji, Kontemplacji czy Modlitwie Jezusowej.

Poszukasz smaku życia i miłości w Tym, który jest samym życiem i miłością doskonałą. Jest wierny Ojcu. Bo „Jeśli my odmawiamy wierności, On wiary dochowuje, bo nie może się zaprzeć siebie samego” (2Tm. 2,13) Stworzył nas z miłości, na Swój obraz i podobieństwo.
Skoro miłość Boga objawiona w Chrystusie posuwa się tak daleko, to może zdołamy choć trochę pojąć, że rzeczywiście nie ma ona granic. Bóg nie kocha mnie za to, kim jestem, lecz jestem dlatego (istnieję), że Bóg mnie kocha. Miłość Boga jest bezinteresownym darem. Nie mogę jej utracić, ponieważ nie zawdzięczam jej żadnym własnym osiągnięciom. Rzeczywiście przekracza ona wszelkie ludzkie wyobrażenie. Jest większa niż nasze serca i większa niż nasza wina. Może nam pomóc zrozumieć, że nawet mając prawdziwe poczucie winy, możemy zbliżyć się do Boga i mieć pewność Jego akceptacji. Samoakceptacja to akt wiary. Jeżeli Bóg kocha mnie, ja również muszę siebie zaakceptować. Nie mogę być bardziej wymagający niż Bóg, czy nie tak?”
W Nim więc cała nadzieja!
Nauczyć się wytrwałości w akceptacji ciszy: takiej samej, z jaką codziennie włączasz laptopa, komputer czy smartfona. Kto Ci człowieku wmówił, że na jedno masz czas, a na drugie już nie? Kogo słuchasz?
„We współczesnym świecie cisza jest rzadkim luksusem i nie każdy może ją znieść, ale ma nieocenioną wartość, której nie można nabyć za żadne pieniądze, żadną potęgą czy inteligencją. Łaska bycia w ciszy i prostocie z Bogiem jest skarbem nieocenionym, który zapewnia wszystko inne, przynajmniej niektórym duszom”.

Cytaty zaczerpnięto z:
Thomas Merton w liście do siostry Elaine M. Bane OSF

Thomas Merton – „Piękno pustyni”

Peter G. van Breemen SJ – „Jak chleb który łamiemy”

Koloryt świąt

Jeszcze jedna świeca adwentowa i koniec. Z wolna zbliżamy się do Świąt Bożego Narodzenia. Zastanawiamy się, jakie będą? Czy zdążymy ze wszystkimi przygotowaniami, czy nic ich nie pokrzyżuje? Obyśmy w zdrowiu dotarli do Nowego Roku…


Chcę dziś przystanąć na chwilę przy tej świecy, różowej. Dlaczego właśnie tej, bo jest dla mnie wyrazem prawdziwej radości oczekiwania. Nie myli się z fioletem pozostałych świec i fioletem ornatów używanych podczas ceremonii pogrzebowych. Czarnych niestety już się nie używa. A szkoda.

Dla mnie ten czas jest zupełnie inny. W zeszłym roku mogłam cieszyć się codziennymi Roratami, mrokiem pięknego barokowego kościoła, nikłym płomieniem świec w lampionach. Roraty były wyznacznikiem oczekiwania na każdy dzień Adwentu. W tym, nie dane jest mi w nich uczestniczyć. Niestety — praca! Czekam na Boże Narodzenie inaczej, ale też z radością. To nie musi być właśnie tak wzorcowo. Bo inaczej, to już nie jest czekanie? Każda tęsknota ma coś w sobie z oczekiwania. To od nas zależy, od naszego nastawienia, jak będziemy oczekiwać. Czy będzie to oczekiwanie niecierpliwe, pełne troski o stół i prezenty, o wystrój? Nie ma w tym nic złego, ono też ma swoją wartość. Jednak czy powinno być na pierwszym miejscu? Może bardziej zrozumiałe było jeszcze kilka dekad temu, gdy w sklepach półki świeciły pustkami. Gdy każdą rzecz, każdy drobiazg trzeba było wystać, wyszarpać własnymi rękoma. Teraz, wszystkiego jest pod dostatkiem. Dlaczego więc nadal żyjemy jak zafiksowani, w pędzie, hałasie, nerwach? Daliśmy się wytresować mediom i reklamie! Czy kupno najmodniejszej kreacji i najnowszego sprzętu, to szczyt naszych marzeń? A może spłycenie ich do pożądania i zaspokojenia tej konkretnej zachcianki… Zgubiliśmy w tej tresurze poczucie smaku i sytości! Pragniemy, a może tylko zazdrościmy, pożądamy, osiągamy i na tym się kończy? Kiedyś, człowiek potrafił docenić to co ma, przez trudność z jaką na to zapracował i zdobył. Skupiał się przede wszystkim na potrzebnych rzeczach w codzienności.
Dziś, często wiedziony kolejną reklamą wymuszającą na nim kupno, bezmyślnie poddaje się manipulacji, która ma na imię „moda”. Przykład: w tamtym roku ozdoby choinkowe musiały być w kolorze złota a w tym koniecznie musi być na niebiesko. A czy przy zeszłorocznej choince Święta się nie odbędą? Karp będzie smakował inaczej? Prezenty będą do kitu, tylko dlatego, że oświeci je blask złotych światełek, a nie niebieskich? Może warto przystanąć, odetchnąć głęboko i zastanowić się, jak bardzo daliśmy się wmanipulować, by zaspokajać czyjeś wymyślone naprędce pomysły czy nabijać kieszeń pośrednikom. Bo przecież większość produkcji jest wytwarzana zupełnie w innej części świata i przez ludzi, którzy nie wiedzą, co to Święta Bożego Narodzenia. Może warto przystanąć, otrząsnąć się i poszukać właściwej perspektywy Świąt! czego i Wam życzę 😉

Relacje międzyludzkie

Tic Tac Toe, Miłość, Serce, Grać, Gra Strategiczna

Kiedyś przeczytałam takie słowa:

Kiedy na Bożej drodze zrobisz krok w tył, diabeł sprawi, że cofniesz się o dziesięć kroków, jeśli jednak zrobisz krok w przód, Pan pomoże Ci przejść kolejne sto

św. Charbel Makhlouf

Na czym polega siła chrześcijanina? Jedną z odpowiedzi jest ta, której udzielił św. Augustyn:

Siła chrześcijanina, to nie tylko czynienie dobra, ale także znoszenie zła.

To ważne słowa, szczególnie w świecie brutalnym, bezlitosnym, pełnym wzajemnej wrogości, przepełnionym wszechobecną tragedią. W takim świecie chrześcijanin musi być wrażliwy, a z drugiej strony odporny na zło, na ból związany ze zranieniami i zgorszenie.

Jak do tego dojść? Z pewnością ważne jest oparcie w ludziach, którzy myślą podobnie i żyją takimi samymi wartościami. Ale to może nie wystarczyć. Potrzebne jest coraz głębsze i świadome przylgnięcie do Pana Jezusa, troska o to, by On był punktem odniesienia, wszystkich podejmowanych decyzji. Wtedy stanie się też Skałą, o którą będzie się można oprzeć w chwilach zawahań i wątpliwości, osamotnienia i beznadziei.

Sposób postępowania nieprzyjaciela wobec początkujących w służbie Bogu polega zazwyczaj na tym, iż stawia przed nimi różne trudności i przeszkody.

św. Ignacy Loyola

Często zastanawiamy się nad naszymi relacjami, zwłaszcza jeśli te relacje są delikatnie mówiąc, nie najlepsze. Bo nasze słowa, postępowanie i postrzeganie rzutują mocno na życie i komunikację międzyludzką… Spróbujmy odkryć, co tak naprawdę jest przyczyną tych różnic zdań…

Milczenie

Trzeba wszystko wypowiedzieć w rozmowie. Druga strona nigdy się nie domyśli sama. Po latach, czasem nawet najbliżsi, wyrzucają sobie wzajemnie brak zainteresowania, złą interpretację, krytykowanie, brak szacunku, niedowartościowanie… bo zabrakło dialogu! Dialog jest rozmową, która prowadzi do spotkania osób. Zanim więc impulsywnie wyrzucimy z siebie wagon emocji, niespełnionych nadziei i rozżalenia na drugą osobę, odpowiedzmy sobie na pytanie: ile razy naprawdę rozmawiamy a ile poniżamy, udowadniamy, rozkazujemy, przemilczamy?

Rozmowa nie jest stawianiem na swoim, udowadnianiem swoich racji, za wszelką cenę, czy przypisywaniem intencji drugiej stronie. W rozmowie potrzebny jest szacunek, delikatność i zrozumienie, wejście w odczucia i pragnienia drugiej strony.

Żeby zostać zrozumianym, trzeba być zrozumiałym, tzn. nie tylko dobierać słowa, ale zadbać o to, by były spójne z tym co wyrażam gestem, mową ciała, spojrzeniem, mimiką twarzy. Czy w czasie rozmowy staramy się zachować kontakt wzrokowy z rozmówcą? Czy słuchamy i słyszymy słowa, które wypowiada? Czy przerywamy, komentujemy, wystawiamy natychmiast opinię? Czy słuchając staramy się rozumieć, a jeśli nie rozumiemy to wyrażamy swoje wątpliwości? Czy potrafimy słuchać z uwagą, bez zniecierpliwienia i uważać to co słyszymy za ważne?

Warto zwrócić uwagę też na optykę, na rzeczywistość: jak ją postrzegamy? Czy w moim sercu jest szeroko pojęta radość, miłość, obejmująca wszystkich (i potrafię cieszyć się tym, co mam) czy może jest tylko egoizm i ciągłe niezadowolenie, bo wciąż odbieram wszystkich wrogo, bo wciąż mam za mało, bo szukam tego co nieosiągalne (i bagatelizuję to, co już mam).

Tylko taka rozmowa jest dialogiem, w której jest zachowane pierwszeństwo SŁUCHANIA przed MÓWIENIEM, ROZUMIENIA przed OCENIANIEM, DZIELENIA SIĘ przed DYSKUTOWANIEM, a nade wszystko PRZEBACZENIE.

Szkło, Rozbita, Okno, Zniszczenie, Wandalizm

Zranienia

Nie zawsze mam wpływ na to, jak do mnie odnosi się drugi człowiek i nie zawsze mam wpływ na to, jak on mnie traktuje… Jednak w jakimś stopniu – może większym niż mogłoby to się wydawać, – ode mnie zależy to, jaki skutek takie działanie wywiera na mnie… Tu chodzi o wolność i władzę… O to, ile władzy nade mną i dlaczego udzielam komuś, kto na nią nie zasługuje…

Trzeba zamilknąć, by móc usłyszeć wypowiedź drugiego człowieka. Słowa kluczowe, podane w formie komunikatu, niekiedy przemilczane by pozornie nie ranić, w kłótni często stają się mięsem armatnim. Wtedy absurdalnie, pomimo skrzywienia wzroku w kierunku „ego”, rzucamy wyjątkowo celnie.

Jeśli plotkujesz na temat innego człowieka, tym samym usuwasz tę osobę ze swojego serca. Uświadom sobie, że razem z nią z twojego serca usuwany jest również Jezus.

św. o. Pio

Brawura

Jedną z cech dojrzałego człowieka jest odpowiedzialność a z odpowiedzialnością związana jest zdolność do przewidywania skutków własnych słów i czynów. Zanim więc podejmiesz jakąś decyzję – pomyśl o jej konsekwencjach. A jeśli nadmiar emocji uniemożliwia Ci myślenie i przewidywanie – zatrzymaj się i pozwól by te emocje powróciły na swoje miejsce i nie zakłócały zrównoważonej oceny sytuacji. Św. Ignacy Loyola uczy, że nigdy nie podejmuje się żadnych decyzji w strapieniu. Dlaczego? Bo później żałuje się swoich kroków, podjętych w tym dziwnym, przynaglającym zaślepieniu smutkiem i goryczą. Bo takie decyzje nie mają nic wspólnego z rozsądkiem.

Brak szacunku

Wolność to niczym nie skrępowana i nieograniczona swoboda działania i postępowania. Mogę tzn. jestem w stanie, dokonać rzeczy zarówno wielkich, wzniosłych, jak i największych draństw. Mogę czyjeś życie ocalić albo zniszczyć, mam takie możliwości. Tym co ogranicza tak rozumianą ludzką wolność, jest jedynie brak siły lub odwagi.

Człowiek zły łatwo innych posądza o zło, podobnie jak ten, co ma zawroty głowy, myśli, że wszystko dookoła niego wiruje.

św. Ignacy Loyola

Pokusa

Pokusa to wejście człowieka w sytuację wyboru między dwiema możliwościami: rzeczywistym dobrem i jakimś złem, ukrytym pod płaszczykiem dobra. Pokusa lubi bazować na ludzkich potrzebach. Czasem jest jak kropla, która drąży skałę.

Szatan, mając zaatakować człowieka, bada najpierw, jaka jest jego słaba strona i w czym jest najbardziej opieszały. I właśnie w tym miejscu będzie atakować.

św. Ignacy Loyola

Zwykle jest sytuacją „jednorazową”, choć bardzo intensywną. Przychodzi myśl i trzeba się wobec niej opowiedzieć: przyjmuję, albo odrzucam.

Są pokusy, które – choć delikatnie – mogą towarzyszyć człowiekowi przez dni, tygodnie, miesiące… Mogą przyjąć formę podobną do obsesji czy zafiksowania na punkcie jakiegoś przedmiotu, treści, osoby… Taka pokusa może dotyczyć różnych przestrzeni życia i może być próbą przedefiniowania tożsamości człowieka, który tej pokusy doświadcza. I to właśnie długotrwałość tej pokusy jest najtrudniejszym jej elementem, ponieważ człowiek, który jej doświadcza, może w pewnym momencie poczuć się zmęczony i poddać się jej.

Bądź Bożym łobuzem! Tłucz się z demonem a pokusa odstąpi! O tę chwilę warto walczyć przez lata. Jednak nigdy, przenigdy nie wchodź z nim w dialog.

ks. Piotr Pawlukiewicz
Serce, Miłość, Zachód Słońca, Kształt, Zarejestruj

Nadzieja

Nadzieja to oczekiwanie (na coś). Często wyraża się ona w tęsknocie (za czymś). Może być owocem naszych planów. Jej źródłem może być też (czyjaś) obietnica… Nadzieja nie jest matką głupich, o ile źródło nadziei jest godne zaufania! A może tyle razy już się zawiodłeś, że uważasz, iż nadzieja to ryzykowna i niebezpieczna rzecz? W moich codziennych zmaganiach mogę ufać sobie, mogę ufać przyjaciołom, mogę ufać najbliższym… Ale ważne jest, aby moje życie miało też oparcie w Tym, który za mnie umarł i dla mnie zmartwychwstał, w Jezusie Chrystusie.

Co daje taka nadzieja?

  • kierunek życia i oparcie;
  • cel, pośród beznadziei tego świata;
  • siłę do podnoszenia się z upadków;
  • siłę do zrobienia jeszcze jednego kroku, nawet jeśli po ludzku będzie on niemożliwy.

Jezus czeka na nas w Eucharystii codziennie, nie tylko od wielkiego dzwonu, święta czy tragedii. Nie chciał, żebyśmy traktowali Go jak obowiązek do odhaczenia, sklep z prezentami, czy dobrą wróżkę. Chciał, żebyśmy otworzyli przed Nim serca.

Winniśmy zawsze mieć w podejrzeniu wymówki ciała, bo zwykło ono słabością sił usprawiedliwiać ucieczkę przed trudem.

św. Ignacy Loyola

Prośmy Pana Jezusa o takie wykorzystanie danej nam wolności, byśmy nigdy nie żałowali swoich wyborów i nie ranili nimi innych. Prośmy Jezusa o wiarę, która nie uznaje złudnych kompromisów i egoistycznej wolności, by ta wolność dla nas, nigdy nie stała się początkiem zniewolenia czy niewoli.

Nie odpuszczaj. Dasz radę. Demon będzie cię chciał przekonać, że to co przeżywasz, to jest ponad Twoje siły. Tam jednak, gdzie jest Twój kres, tam zaczyna się łaska Boża. Nigdy się nie poddawaj, w walce o dobro, o relację z Jezusem. Nigdy się nie zniechęcaj w kolejnym powstaniu z upadku.

św. Jan od Krzyża

Ogromne jest bohaterstwo tego człowieka, których, nie zaznawszy łaski, nie odszedł od Boga i niesie krzyż cięższy od innych – krzyż duchowej ciemności.

Nikołaj Gogol, Rewizor

Czy Bóg lubi Twoje krzywe nogi…

Bez tytułu

Znów jak fala powrócił temat aborcji, którą niektórzy próbują nazwać dobrodziejstwem współczesnej cywilizacji. Tylko czy cywilizacja śmierci może rodzić życie? Czy zabójstwo jest dobrodziejstwem? Wszyscy współczujący obrońcy praw, nagle zaczęli prześcigać się w udowadnianiu sobie wzajemnie, co jeszcze wadą nie jest a co kwalifikacją do zadania śmierci. Dożyliśmy dziwnych czasów, gdy białe nie zawsze jest białe a czarne niektórzy próbują wybielić, by zakryć swoje wyrzuty sumienia. Kim jesteśmy, że mienimy się obrońcami będąc jednocześnie mordercami? Jakie prawa dał nam świat, byśmy niszczyli to, co nie pasuje do naszego wątpliwego gustu? Dziś debatujemy nad prawem życia dla chorego dziecka, zamiast zastanawiać się nad jego leczeniem, jutro może wybierzemy do dyskusji prawo do istnienia dla mniej mądrego lub zgrabnego… Bo jeśli nie spełnia oczekiwań rodzica… to co? Można je wymienić lub odesłać jak nietrafione zakupy…? A może po prostu podebatujemy nad kolejnym, bo nie wypada mieć więcej niż… No właśnie niż ile? Nauczyliśmy się smakować dobrobyt, przebierać i wybierać, dostosowywać sposób myślenia do własnych potrzeb, do statusu społecznego, naginać prawa, również Boskie i liczyć na pobłażliwość i myślimy, że Bóg dał nam prawo do ocenienia przydatności innych, różnych od nas samych. A z drugiej strony gdzie jest teraz ta wszechobecna tolerancja wpajana narodowi? Czy dotyczy wybiórczo tylko niektórych i tylko sposobu obcowania płciowego? Nauczyliśmy się bezdusznego konsumpcjonizmu, który nas upadla a gdzie w tym wszystkim konsekwencja i umiar, o którym tyle mówimy, którego doszukujemy się tak bardzo, gdy coś rozdają innym? Co się z nami stało, że większość nagle doznała rozdwojenia jaźni, niepamięci dziesięciu przykazań, pokochała dziury w spodniach, choć jeszcze dekadę wcześniej te same dziurawe spodnie uchodziły za objaw skrajnej biedy i bezguścia. Co się z nami stało, że jeszcze chwilę wcześniej dalibyśmy się zabić władzy rządzącej za Jana Pawła II i jego prawdy, którymi nas karmił, a teraz licytujemy każde życie, każdą śmierć i plujemy sobie wzajemnie w twarz? Gdzie w tym wszystkim jest miłość bliźniego? Odważnie i głupio wyzywamy Boga z Jego przykazaniami na pojedynek a jednocześnie boimy się panicznie kolejnego wirusa, fal elektromagnetycznych, latających samolotów, szczepień… Co takiego się stało, że daliśmy się tak mocno wciągnąć w manipulację złego? Czy zawsze dobrobyt i wolność musi w Polskim Narodzie oznaczać jednocześnie naszą zaściankowość i głupotę płytkiego, egoistycznego myślenia? Czy żeby zmądrzeć zawsze musimy być pod czyimś zaborem? Jak długo jeszcze damy wodzić się za nos, tym dla których ważny nie jest Człowiek, ani Bóg, ani Honor i Ojczyzna? Co musi się stać, byśmy tego rozumu nabrali… jaka katastrofa, jaka epidemia? A Bóg nie pozwoli z Siebie szydzić… Zapłatą za grzech jest śmierć. To nie będzie zemsta, ale zapłata za Twoje czyny. Tam będziesz rozliczany z miłości do bliźniego. Nim kolejny raz rzucisz podłe hasełko o mur swojego wyimaginowanego świata, przypomnij sobie sytuację, kiedy ktoś Ci dokopał tak mocno, że chciałeś wyć z rozpaczy, bo z pewnością takie były i w Twoim życiu! Gdzie wtedy Bóg był? W Tobie? Gdzie była miłość i sprawiedliwość? Jak bardzo jej wtedy pragnąłeś? Jak bardzo szukałeś? Czy znalazłeś? Jeśli tak, to co się z nią stało teraz? Jeśli nie, to czemu nagle przestałeś szukać?

Przeczytaj poniższy tekst z Pisma Świętego i zacznij szukać, bo jutro może się okazać, że nie zdążysz, że za późno zacząłeś… Każdemu zegar życia tyka… Jak długo jeszcze? Nie wiem. To wie tylko Bóg. Kto wie, czy idąc kolejny raz na spacer, przechadzając się alejką cmentarza, zatrzymując się przy nieznanym grobie, nie okaże się że to Twoje imię i nazwisko odczytasz na płycie nagrobnej?

aleś Ty wszystko urządził według miary i liczby, i wagi! Potężnie działać zawsze jest w Twej mocy i któż się oprze potędze Twojego ramienia? Świat cały przy Tobie jak ziarnko na szali, kropla rosy porannej, co spadła na ziemię. Nad wszystkim masz litość, bo wszystko w Twej mocy, i oczy zamykasz na grzechy ludzi, by się nawrócili. Miłujesz bowiem wszystkie stworzenia, niczym się nie brzydzisz, co uczyniłeś; bo gdybyś miał coś w nienawiści, nie byłbyś tego uczynił. Jakżeby coś trwać mogło, gdybyś Ty tego nie chciał? Jak by się zachowało, czego byś nie wezwał? Oszczędzasz wszystko, bo to wszystko Twoje, Panie, miłośniku życia! Bo we wszystkim jest Twoje nieśmiertelne tchnienie. Dlatego nieznacznie karzesz upadających i strofujesz, przypominając, w czym grzeszą, by wyzbywszy się złości, w Ciebie, Panie, uwierzyli. Bo i dawnych mieszkańców Twojej świętej ziemi znienawidziłeś za ich postępki tak obrzydliwe: czarnoksięstwa, niecne obrzędy, bezlitosne zabijanie dzieci, krwiożercze – z ludzkich ciał i krwi – biesiady wtajemniczonych spośród bractwa, i rodziców mordujących niewinne istoty. Chciałeś ich wytracić ręką naszych przodków, by godnych otrzymała osadników – dzieci Boże – ta ziemia, u Ciebie nad wszystkie cenniejsza. Ale i ich jako ludzi oszczędzałeś! Zesłałeś na nich szerszenie wyprzedzające Twe wojsko, by ich niszczyły stopniowo. Mogłeś wydać bezbożnych sprawiedliwym w bitwie lub naraz wygubić przez bestie okrutne czy też wyrokiem bezlitosnym. Lecz karząc powoli, dawałeś miejsce nawróceniu, chociaż dobrze wiedziałeś, że ich pochodzenie nikczemne, a złość ich jest wrodzona i nie odmieni się ich usposobienie na wieki, bo to było plemię od początku przeklęte. I nie z obawy przed kimś pozostawiałeś grzechy ich bez kary. Któż Ci bowiem powie: «Cóżeś to uczynił?» Albo kto się oprze Twemu wyrokowi? Któż Ciebie pozwie za wytracenie narodów, któreś Ty uczynił? Albo któż powstanie przeciw Tobie jako obrońca ludzi nieprawych? Ani bowiem nie ma oprócz Ciebie boga, co ma pieczę nad wszystkim, abyś miał dowodzić, że nie sądzisz niesprawiedliwie, ani się z Tobą nie będzie mógł spierać król czy władca o tych, których ukarałeś. Tyś sprawiedliwy i rządzisz wszystkim sprawiedliwie: skazać kogoś, kto nie zasłużył na karę, uważasz za niegodne Twojej potęgi. Podstawą Twojej sprawiedliwości jest Twoja potęga, wszechwładza Twa sprawia, że wszystko oszczędzasz. Moc swą przejawiasz, gdy się nie wierzy w pełnię Twej potęgi, i karzesz zuchwalstwo świadomych. Potęgą władasz, a sądzisz łagodnie i rządzisz nami z wielką oględnością, bo do Ciebie należy moc, gdy zechcesz. Nauczyłeś lud swój tym postępowaniem, że sprawiedliwy powinien być dobrym dla ludzi. I wlałeś synom swym wielką nadzieję, że po występkach dajesz nawrócenie. Jeśli bowiem wrogów swych dzieci, chociaż winnych śmierci, karałeś z taką oględnością i pobłażaniem, dając czas i miejsce, by się od zła odwrócili, z jakże wielką czułością sądziłeś swych synów, których przodkom dawałeś przysięgi i przymierza, pełne wspaniałych obietnic. Kiedy nas karcisz – wrogów naszych chłoszczesz tysiąckrotnie, byśmy pamiętali o dobroci Twojej, gdy sądzimy, i oczekiwali miłosierdzia, gdy na nas sąd przyjdzie. Stąd i tych, co w głupocie swej żyli bezbożnie, skarałeś przez ich własne bezeceństwa. Bo też zabłąkali się zbyt daleko na drogach błędu, biorąc za bogów najlichsze z najpodlejszych zwierząt, zwiedzeni na wzór nierozsądnych dzieci. Więc też jak dzieciom nierozumnym zesłałeś im karę na ośmieszenie. Ale ci, których ośmieszające kary nie nawróciły, doświadczą sądu godnego Boga. Bo na co się sami w udręce oburzali, tym właśnie pokarani, co mieli za bogów, dostrzegli Tego, którego przedtem znać nie chcieli, i uznali za Boga prawdziwego. I dlatego przyszła na nich ostateczna kara.

— Mdr 11, 20c – 12

Czwarte przykazanie

FB_IMG_1500244203503

Wszyscy z Was wiedzą, jak brzmi czwarte przykazanie Dekalogu: Czcij ojca swego i matkę swoją. Jednak czy uczczenie ich zawsze wiąże się bezwzględnym posłuszeństwem? I czy w to przykazanie włączają się również dziadkowie?

Najpierw mały przykład. Wyobraźcie sobie, że rodzice są alkoholikami – zdarza się w niejednej rodzinie. Mają oni dorosłą już córkę, której nakazują iść do sklepu kupić im kolejną butelkę alkoholu. Czy w takim wypadku córka powinna okazać się posłuszna i uczynić to, o co ją proszą?

Albo młody chłopak czuje powołanie do kapłaństwa. Jest przekonany, że to jest jego droga, że to jest plan, jaki wyznaczył mu Bóg. Mówi o tym swoim rodzicom. A ci wpadają w szał i zakazują mu iść do seminarium, bo jest jedynakiem, a oni chcą w przyszłości mieć wnuki. (Co bardziej cyniczni pewnie pomyślą, że w dzisiejszych czasach nie byłoby to czymś dziwnym, gdyby ksiądz miał dzieci, ale taką sytuację wykluczamy na wstępie.) Czy taki młody chłopak powinien posłuchać rodziców i porzucić swoje powołanie?

Ostatni przykład, już całkiem z życia. Dziewczyna już od dawna pełnoletnia decyduje się na tatuaż. Wzór bliski jej sercu, wiąże się z ważnymi w jej życiu osobami i wydarzeniami. Po fakcie zostaje oskarżona o urażenie uczuć własnej babci, o bunt i brak szacunku dla rodziny, a ponadto o głupotę, wyrachowanie i niespełnienie pokładanych w niej nadziei. Babcia życzy wnuczce tego, co najgorsze i urywa kontakt, oskarżając wszystkich o współudział. Dodajmy, że bohaterka tej historii wcześniej konsultowała się z rodzicami, którzy nie byli zbyt szczęśliwi, ale zostawili decyzję córce, która od sześciu lat może stanowić o sobie. Jedyną osobą, która widziała w jej postępowaniu grzech, była babcia…

Co powinni uczynić bohaterowie tych krótkich historii? Powinni poddać się woli rodziców/dziadków i uczynić to, czego oczekiwali od nich inni?

Otóż nie. Czczenie rodziców objawia się tym, że opiekujemy się nimi, spełniamy ich prośby, ale w granicach rozsądku. Jeśli coś jest z gruntu złe (kupowanie alkoholu uzależnionym), nie powinniśmy do tego przykładać ręki, nawet kosztem nieposłuszeństwa. Jeśli rodzice wymagają od nas czegoś, co może sprawić, że nasze życie będzie niepełne, albo nawet nieszczęśliwe!, nie powinniśmy tego robić. Jeśli ktoś wkłada nas w ramy przez siebie stworzone, w które nie mieścimy się, nie powinniśmy robić wszystkiego, by się dostosować.

Nie jesteśmy głupimi baranami, ale Boskimi dziećmi, lwami wszego stworzenia! Każdy z nas ma swój rozum i wie, co jest dobre a co złe. Wie, co czuje wewnątrz i co jest dla niego ważne.

Nie poddawajmy się i nie rezygnujmy z marzeń tylko dlatego, że ktoś oczekuje od nas posłuszeństwa bezwarunkowego. Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Grzesznikami i świętymi. Idealnym tego przykładem jest stworzenie człowieka i to, że Bóg zawsze nad nami czuwa, nawet jeśli nie jesteśmy zawsze Mu posłuszni.

Czwarte przykazanie działa w obie strony. Czcijmy naszych rodziców i dziadków, ale pamiętajmy, że to nasze życie i to nie oni nas z niego rozliczą, ale Bóg. Nie czyńmy zła, także dla siebie, tylko dlatego, że ktoś ma oczekiwania wobec nas.

I pamiętajmy, że to czwarte, a nie pierwsze przykazanie. I że istnieją również dwa przykazania miłości.

Ave!

Krótka historia o tym jak mój brat został…ojcem!

18582001_827677584048100_3475183200072670121_n.jpg

fot. o.Mateusz Stachowski OFMConv, Franciszkanie TV

Niedawno popełniłam tekst o duchowej adopcji, o tym jak ja zostałam ..mamą. Tą duchową. Dziś, już na spokojnie po wszystkim co się działo ostatnio moim życiu, chciałabym napisać o tym, jak mój brat został ojcem.

Dwa tematy , bardzo podobne. Rodzicielstwo. Jednak każde trochę w przenośni. Moje macierzyństwo wynika z podjęcia duchowej adopcji dziecka poczętego. A z czego wynika ojcostwo mojego brata?

Otóż, od 8 lat mój brat zagłębia się w duchowość franciszkańską, w pisma św. Franciszka z Asyżu. Bracia Mniejsi Konwentualni (łac. Ordo Fratrum Minorum Conventualium, skrót: OFMConv, pot. franciszkanie, franciszkanie konwentualni, franciszkanie czarni). Przebył roczny postulat, roczny nowicjat oraz 6 letnie studia teologiczne. Tydzień temu przyjął święcenia kapłańskie. U franciszkanów nie ma czegoś takiego jak pojęcie „ksiądz”, jest „ojciec”.. i takim sposobem mój brat został ojcem J

Niezwykła uroczystość, bardzo wzruszająca. Po sobotnich święceniach, otwierając torebkę znalazłam całe mnóstwo zużytych chusteczek. Moja wrażliwość tym razem przybrała miarę armagedonu- ale…chyba miałam powody, co nie? J

W każdym razie, widząc brata, który leżąc krzyżem oczekuje na najważniejsze święcenia, najważniejszy dar, do którego przygotowywał się już dość dług czas, jest uczuciem nie do opisania. A gdy już jego przyjaciel, współbrat w zakonie, ubrał go w ornat… Magdalena rozryczała się na dobre (uspokoiłam się mniej więcej do czasu udzielania Komunii). Ale przeżyliśmy, dumni z brata i syna.

Dzień później nie było lepiej, Msza prymicyjna. Panie Boże, nie pozwolisz mi chyba płakać przez najbliższe 3 lata! Błogosławieństwo w domu, procesja z domu do kościoła (jakieś 15 minut), przywitanie (no ok, to mogłoby trwać krócej) i Ona- Msza! Twój brat dotyka Chrystusa, rękoma, które wcześniej zostały pobłogosławione, wyświęcone a dziś, zwyczajem błogosławieństwa prymicyjnego- ucałowane. Po najważniejszej części czyli Mszy, czekała cześć rekreacyjna pryz stole i przy tańcach (jeżeli chcesz dobrze bawić się na weselu, prymicjach czy innej rodzinnej imprezie- zabierz ze sobą Białorusina! Albo przynajmniej zatańcz z nim. Nogi będą Cię boleć przez najbliższy tydzień 😀 )

The end…

…przy każdej możliwej okazji, kiedy widzę mojego brata powtarzam mu cztery słowa..

JESTEM Z CIEBIE DUMNA!

 

*na zdjęciu (od lewej):  dk. Daniel Śliwiński (już od wczoraj kapłan), o.Bartłomiej M. Ewertowski – mój brat i o.Robert Wołyniec (proboszcz parafii św. Franciszka z Asyżu w Ostródzie)

Grunt pod nogami ks. Jana Kaczkowskiego

       2000904841        Trudno się przyznać, ale czasem trzeba- tak, mało książek czytam i tym samym biję się w piersi za ten mój książkowy analfabetyzm. Jednak Wielki Post stał się nie tyle czasem postanowień, co czasem dobrego wykorzystania czasu (jakkolwiek to brzmi). Wielki Post się dopiero rozpoczął a ja wypełniam swoje założenie w każdym calu.

     Ostatnio na wokandę wzięłam książkę ks. Jana Kaczkowskiego „Grunt pod nogami”. Najnowsze dzieło onkocelebryty- jak sam siebie nazywał. Publikacja ma charakter nieco poważniejszy niż np. „Życie na pełnej petardzie”. Tutaj ks. Jan publikuje swoje przemyślenia, rozważania ujęte w formie kazań, które rzeczywiście były wygłaszane w przeróżnych okolicznościach jak i w przeróżnych miejscach. Na pewno każdy, kto sięgnie po tę książkę znajdzie w niej coś dla siebie, pokłóci się trochę z autorem a na samym końcu podziękuje i pomodli się za ks. Jana.

    Mnie osobiście ujęły tematy poruszające kwestię kształtowania sumienia, posiadania sumienia i korzystania z sumienia. Może tez dlatego, że czasami nie wiem co wolno, czy robię dobrze, czy idę za głosem sumienia, czy za głosem ludzi.

„Sumienie, które mnie fascynuje, to jedyny głos, który nas potrafi w sposób obiektywny skrytykować. Z jednej strony trochę się go lękamy- jak Herod Jana. A z drugiej- wierzymy mu, wiemy, że nie kłamie. Wszystko utrudnia to, że jesteśmy mistrzami świata w oszukiwaniu własnego sumienia. Wiem po sobie. Sumienie nam coś mówi i choć wiemy, że to jest prawda, przykładamy to tysiącem argumentów, by go nie usłyszeć. Gdy już stworzymy mnóstwo teorii, dlaczego ono musi się mylić, i postąpimy wbrew niemu, słyszymy w sobie trzask.”

        Czy owy trzask słyszę i ja w swoim sumieniu? Jak często? Co sprawia, że słyszę ten trzask i jak mogę temu zapobiec?
Odpowiedzi na te i inne pytania można znaleźć w książce i  na pewno też publikacja nakłania do przemyśleń, gdy tych konkretnych, odpowiedzi wprost nie znajdziemy.

     Kolejny fragment, który mnie- tym razem jako pedagoga- uderzył, jest związany z sytuacją gdy matka Salome żąda głowy Jana Chrzciciela:

„Przyjrzyjmy się Salome, która uznaje matkę za autorytet, więc przychodzi ją zapytać, o co ma poprosić Heroda. Matka nie każe jej prosić o bogactwa, ale o to, by w jakimś sensie usprawiedliwiła jej zło. Abo przynajmniej usunęła je z jej oczu. Czy tak się momentami nie dzieje w naszym życiu, kiedy postępujemy niemoralnie i uczymy tego nasze dzieci? Kiedy mówimy: <<dziecko, kocham cię bardzo i zrobię dla ciebie wszystko>> ? Nie! <<Ponieważ cię kocham, nie zrobię dla ciebie wszystkiego. Bo chcę dla ciebie jak najlepiej. Nie nauczę cię nieuczciwości, nie będę cię krył, kiedy popełnisz przestępstwo, kiedy poprosisz mnie, bym ci kupił prawo jazdy albo dał łapówki, żebyś się dostał na studia. Nie będę uciekał się do nikczemnych sposobów, by cię wypromować. Nie, ponieważ cię kocham. Właśnie dlatego nie zrobię dla ciebie wszystkiego.”

     Jakże piękna została tu zastosowana definicja miłości rodziców do dziecka. Nie nauczę cię zła, oszustw bo cię kocham i nie zrobię dla ciebie wszystkiego. Zrobię to, co jest dobre.

  Ostatni fragment, który pokazuje piękno liturgii, piękno dbania o nią i piękno odnajdywane w liturgii przedsoborowej (która jest tak bardzo krytykowana, której wszyscy nie wiadomo dlaczego się boją i dlaczego tak bardzo nie chcą jej poznać) ale także fragment, który pokazuje, że potrzebujemy i powinniśmy poszukiwać Boga wymagającego, który od nas wymaga, a my tym wymaganiom stawiamy czoła:

„Jeżeli powie się księżom, ze chciałoby się odprawić Mszę Świętą w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, to gorzej niżby się chciało napluć na ołtarz. Musimy ją na nowo odczytać- do czego wzywał Benedykt XVI. Wolno w Kościele robić wszystkie dziwactwa z nową liturgią, a nie wolno sięgnąć po piękno tamtej, bo się wszyscy, nie wiadomo dlaczego, jej boją. (…) Nie bójcie się tego, co wymaga głębszego poznania. Karmcie się tym, Twórzcie osobistą relację z Panem Bogiem. Pochodzę z wychłodzonej religijnie rodziny. Kiedy w latach 90. próbowano mnie nawrócić i ciągnięto na rozmaite spotkania ewangelizacyjne, to coś mnie odpychało, nie znajdowałem w tym przestrzeni dla siebie. Tamten Chrystus był Chrystusem niewymagającym, takim misiem-przytulakiem albo też plastikowym Bogiem. Chrześcijaństwo nie może być plastikowe ani pluszowe, bo będzie nieprawdziwe.”

Zakończenie

To tylko niektóre z przemyśleń, jakie mnie osobiście uderzyły, dały do myślenia, pokazały pewne sprawy na nowo. Jest ich w książce zdecydowanie więcej i tym samym zachęcam do jej przeczytania. Oprócz samych kazań książka zawiera spisane rekolekcje, Drogę Krzyżową oraz tekst o kwestii spowiedzi- w sam raz trzy rzeczy na Wielki Post J

Kończąc ostatecznie.*

W ostatnich dniach ks. Jan trafił do szpitala i jest poddawany kolejnej chemioterapii. Jego stan się pogorszył, nowotwór znów dał się we znaki. Wspomnijcie proszę o nim w swoich modlitwach!

„Proszę, żebyście się czasem za mnie pomodlili, bym do końca tego życia dopłynął godnie. Mam ochotę żyć na pełnej petardzie, dopóki Pan Bóg daje mi jasność umysłu, bo wiadomo, że glejak wcześniej czy później zabierze mi umiejętność poprawnego formułowania myśli. Mam nadzieję, że jak najpóźniej. O to się dla mnie módlcie. Amen”


Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Grunt pod nogami” ks. Jana Kaczkowskiego, Wydawnictwo WAM 2016

*Wiadomości o tym, że ks. Jan trafił do szpitala zostały podane przez media, które to same nie ogarnęły prawdziwości posiadanych wiadomości. Ks. Jan jest u siebie, osłabiony ale działa dalej. Modlitwa wskazana.
Przepraszam za to, że uległam tym nieprawdziwym wiadomościom i wprowadziłam czytelników w błąd.

„(…) o najpiękniejsza z niewiast” (Pnp 6,1b)

https://www.facebook.com/kobieto.jestes.piekna/timeline

za: Piękna

Środki masowego przekazu skupione są głównie na przekazywaniu wiadomości, w dużej mierze tych złych, bo przecież po co pokazywać dobro, które nie jest tak chwytne marketingowo jak zło. Zło czające się wszędzie, gdzie tylko człowiek sięgnie swoim wzrokiem. A dobro?
Od pewnego czasu mam szał i zajawkę na Nową Kulturę (było to widać już nie raz w artykułach ale także w moim życiu prywatnym czy też facebookowej tablicy). Dlaczego tak bardzo się tym interesuję? A no dlatego, że piękno kobiety ukryte jest w jej wnętrzu. Natomiast to, co zewnętrzne może tylko jeszcze bardziej zaciekawić odbiorcę, który chce odkryć to, co dla oczu niewidoczne. Standardowo odbierana Nowa Kultura przeszła już do lamusa, a wkracza nowy jej styl, nowy odbiór i nowe ujęcie- bardziej nowoczesne. Choć wiele rzeczy i kwestii potrzebuje jeszcze szlifów to jednak początki są zaskakujące.
Facebook stał się miejscem nie tylko spotkań i chwalenia się swoimi poczynaniami na tablicy głównej, ale także właśnie wylęgarnią dobra- kobiecego dobra i piękna.
Niżej przedstawiam cztery strony warte uwagi, przeznaczone szczególnie dla kobiet (oczywiście mężczyźni są jeszcze bardziej mile widziani 🙂 ). Warto poświęcić chwilę by zalajkować i cieszyć się codziennym, co kilkudniowym dobrym słowem na swojej tablicy 🙂

  1. KOBIETA NIEZIEMSKICH OBYCZAJÓW:

Nowy twór, jednak bardzo pozytywny. Główne przesłanie to tworzone grafiki ze słowem, które poruszy niejedno kobiece serce, a serce mężczyzny otrząśnie z dotychczasowego myślenia o kobiecie (jeżeli było ono oczywiście negatywne i rzeczone) albo utwierdzi go w przekonaniu, że piękno kobiety mieści się w jej wnętrzu.
(https://www.facebook.com/kobietanieziemskichobyczajow)

  1. SERCE KOBIETY

602093_549858518380847_421604631_n„Pragnienie stworzenia czegoś takiego jak Serce Kobiety kiełkowało i powoli rosło we mnie. Zupełnie tak samo jak dojrzewały we mnie rozumienie i akceptacja własnej kobiecości. ”- tak na początku swojej strony pisze jej autorka Katarzyna Marcinkowska. Cóż tu więcej dodać… zachęcam do zagłębienia się w treści strony  oraz w fanpage’a o tym samym tytule.
(https://www.facebook.com/SerceKobiety )

  1. PIĘKNA

1474496_630981703606861_1058241229_nPodobnie jak punkt 1 i punkt 2 niniejszej listy, projekt Piękna ma za zadanie ukazać kobiecie, że jest piękna, wyjątkowa i że jest jedyną i ukochaną córką Króla królów.
(https://www.facebook.com/kobieto.jestes.piekna)

  1. JUDYTA

10408877_1409940272645704_4081732761038662435_nKto jeszcze nie zapoznał się z biblijną historią Judyty… to oczywiście cały czas może to zrobić. Autorka w opisie strony umieściła więcej niż każda z nas o tym projekcie mogłaby opisać, dała znak o sobie samej: Jestem kobietą walczącą o pragnienia swojego serca, które dał mi sam Bóg.
Zajrzyj! Warto! 🙂
(https://www.facebook.com/piesnjudyty/timeline)

A może Ty masz swoje ulubione, nieodkryte przez innych strony podobnej bądź tej samej tematyce? Podziel się tym z nami!