Archiwum

Archive for the ‘życiowe’ Category

Rozmowy serca

Jedna z definicji miłości mówi, że jest to reakcja spontaniczna naszego organizmu, psychiki na zastaną sytuację czy poznaną osobę. Pojawiają się emocje, które są informacją o naszym wnętrzu, potrzebach, które chcemy i pragniemy zaspokoić. Pojawia się ekspresja, czyli ukierunkowanie na działanie. Nie ma złych emocji, bo wszystkie emocje są dobre i potrzebne, są neutralne moralnie i nie podlegają ocenie moralnej. Jesteśmy odpowiedzialni dopiero za wybór dalszej strategii działania, w oparciu o emocje. Pojawiają się pierwsze nieśmiałe słowa, z początku zdawkowe, z czasem przechodzące w coś więcej: w informację o naszym wnętrzu, o potrzebach, o odczuciach. Nie bójmy się rozmawiać. Rozmawiać – to nie znaczy plotkować, obmawiać, udowadniać rację, przekonywać siłą, manipulować, narzucać coś w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Rozmowa nie jest stawianiem na swoim, udowadnianiem swoich racji za wszelką cenę czy przypisywaniem intencji drugiej stronie. W rozmowie potrzebny jest szacunek, delikatność i zrozumienie. Wejście w miarę możliwości w odczucia, pragnienia drugiej osoby. Właśnie taka rozmowa jest dialogiem. Dialog jest potrzebny, by drugi człowiek dowiedział się o naszych emocjach, potrzebach, myślach. Po latach czasem małżonkowie wyrzucają sobie wzajemnie brak zainteresowania, złą interpretację, krytykowanie, brak szacunku, niedowartościowanie… Bo zabrakło dialogu! On/ona nigdy się nie domyśli sam/sama(!). Należy zawsze o wszystkim komunikować.

Dialog jest rozmową, która prowadzi do spotkania osób. Zanim więc impulsywnie wyrzucimy z siebie wagon emocji, niespełnionych potrzeb i rozżalenia na drugą osobę, odpowiedzmy sobie na pytanie: ile razy naprawdę rozmawiamy a ile poniżamy, udowadniamy, rozkazujemy albo zawzięcie milczymy?

Tylko taka rozmowa jest dialogiem, w której jest zachowane pierwszeństwo słuchania przed mówieniem, rozumienia przed ocenianiem, dzielenia się przed dyskutowaniem, a nade wszystko przebaczenie.

Trzeba zamilknąć, by usłyszeć wypowiedź drugiego człowieka. Jeśli chcemy przyjąć dar serca to wyciągnijmy dłonie i otwórzmy je. Trzymając ręce zaciśnięte w pięści, nigdy nie zdołamy zatrzymać daru, bo najzwyczajniej w świecie upuścimy go i rozbijemy o ziemię. Zwróćmy uwagę na optykę, na rzeczywistość: jak ją postrzegamy. Czy moje serce jest pełne do połowy (i potrafię cieszyć się tym co mam) czy może jest zawsze puste od połowy, niezadowolone, bo wciąż ma za mało, bo szuka tego co nieosiągalne (i ignoruję, bagatelizuję to co już mam). Żeby zostać zrozumianym, trzeba być zrozumiałym, tzn. nie tylko dobierać słowa, ale zadbać o to, by były spójne z tym co wyrażamy gestem, mową ciała, spojrzeniem, mimiką twarzy. Czy w czasie rozmowy staramy się zachować kontakt wzrokowy z rozmówcą? Czy słuchamy i słyszymy słowa, które wypowiada? Czy przerywamy, komentujemy, wystawiamy natychmiast opinię? Czy słuchając staramy się rozumieć, a jeśli nie rozumiemy to wyrażamy swoje wątpliwości, pytamy o potwierdzenie lub zaprzeczenie? Czy potrafimy słuchać z uwagą, bez zniecierpliwienia i uważać to co słyszymy za ważne? Dopiero wtedy, gdy otrzymamy potwierdzenie i mamy pewność, że rozumiemy się wzajemnie, mamy czas i prawo wypowiadać własne zdanie i opinię. Taki dialog nigdy nie będzie przerzucaniem odpowiedzialności, obrzucaniem się epitetami, manipulowaniem, dyskusją w atmosferze impulsywności, rozbieżnością zdań przeradzającą się w kłótnię.

Lato jest czasem odpoczynku dla większości z nas. Może ono również stać się czasem pracy nad dialogiem dobrze pojmowanym. Ta umiejętność najbardziej jaskrawy wydźwięk ma w małżeństwie, ale można poszukać jej w każdej relacji dwojga ludzi. To może być również narzeczeństwo, rodzeństwo, kapłaństwo, życie zakonne, praca, szkoła… Każdy z nas chciałby być akceptowany, szanowany i rozumiany.

Może warto więc spróbować tego lata swoich sił w dialogu?

Widzisz, czy jesteś niewidomy?

Dziś na wielką uwagę zasługuje główny bohater Ewangelii, który jest niewidomy. Uczniowie pytają Jezusa całkiem poważnie, skąd jego choroba? Kto zgrzeszył! On, czy jego rodzice? I ten człowiek, tkwił w przekonaniu, że ktoś zawinił. Jezus im odpowiedział Ani on nie zgrzeszył, ani rodzice jego, ale stało się tak, aby na nim objawiły się sprawy Boże.

Jaki związek ma Ewangelia z dzisiejszą Niedzielą Laetare? To niedziela radości, radości tych, którzy byli smutni, tak jak niewidomy. On nie wiedział co znaczy widzieć, nie wiedział jak wygląda świat, jego rodzina, jak wygląda Jezus, który sam go zauważył. Chrystus nie położył na niego rąk, by go uzdrowić, ale zmieszał swoją ślinę z błotem i dotknął jego oczu. W ludzkim rozumieniu jest to pewien dyskomfort, ponieważ ani ślina, ani błoto, nie kojarzą nam się dobrze. A Jezus przez to, przywraca mu wzrok. Niewidomy, który przejrzał po raz pierwszy w swoim życiu na oczy poczuł RADOŚĆ!

Według niektórych ludzi jedynym, który zgrzeszył był Pan Jezus. Skupili się na błocie, obmyciu i szabacie, a umknęło ich uwagi uzdrowienie, bo oto niewidomy od urodzenia odzyskał wzrok. Tak jakbym przyzwyczaili się, że niewidomy był żebrakiem, że Jezus zrobił, coś, czego według innych nie powinien był zrobić.

A jak jest z nami? Należymy, do tych, którzy nie widzą od urodzenia? Czy do tych, którzy widzą? Jezus chce dawać nam radość, nie taką prozaiczną, ale szczerą i prawdziwą. Tylko Bóg wie, w jaki sposób przywrócić nam wzrok, żeby przywrócić nam radość. Tylko Jezus umie dotknąć nas tak, aby nas uzdrowić. Być może zamknęliśmy Boga w ramach, nauczyliśmy się Go? Nie wyznaczajmy Bogu zadań, On wie co i kiedy jest dla nas najlepsze.

Nie tak widzi człowiek jak widzi Bóg (1 Sm 16, 7) Ciemność jaką czasami czujemy, nie jest wyrokiem, nie jest przekleństwem, jest brakiem Boga. Jest chwilą, w której Bóg chce działać, że na nas wypełniły się sprawy Boże.

Bóg chce byśmy byli szczęśliwi, współpracujmy z Nim.

Wielki Czwartek

5abbd28b7a86b_o,size,969x565,q,71,h,452c0cNie odkryłam Ameryki a także nie przekaże niczego nowego ale uwierzcie – wszyscy jesteśmy grzesznikami!

Doszłam do tego podczas 2 godzinnej adoracji z przerwą na spowiedź.
Gdy wchodzisz do kościoła i już w kruchcie widzisz długie kolejki ludzi do konfesjonałów, a następnie idziesz dalej i kolejna fala ludzi zalewa ławki osobami które się modlą, dochodzisz do wniosku, że coś jest nie tak. Przecież jest już po 21:00 !

Klękasz i modlisz  się razem z nimi, tzn. bardziej sam. A wszystko w całkowitej ciszy. Ludzie wchodzą i wychodzą ale z klasą i szacunkiem nie przeszkadzając innym.
Twarzy nie kojarzysz. Czasem przewinie się ktoś z osiedla, koledzy z pracy, uczniowie.
Większości ludzi nie znasz. I zaczynasz się zastanawiać dlaczego.  Gdy po dłuższej adoracji dochodzisz do wniosku, że nie bez przyczyny spotkały się tu akurat te osoby, idziesz do spowiedzi i już wiesz co ich wszystkich łączy : Bóg oraz bycie grzesznikiem. Tadam.

Rozmyślanie.

Wiem, że to jest oczywiste, ale nie dla kogoś, kto uważa, że już wszystko wie, że jest najmądrzejszy, że jego prawda/racja jest najlepsza. Tak, to ja.

Wielki Post przyniósł sporo trudności
(pisałam o tym tutaj: https://ddasz.wordpress.com/2018/03/25/oto-czlowiek/ ) a Wielki Tydzień przyniósł ich jeszcze więcej. I nie dzięki sobie, a dzięki innym i wielkiej łasce Pana Boga, uświadomiłam sobie, jak trudno jest być katolikiem, a łatwo za to stać się oskarżycielem. Do tej pory dziwię się dlaczego jeszcze nikt nie strzelił mi w twarz, a przecież mógł…

Wielki Czwartek…

….to okazja do uświadomienia sobie dwóch rzeczy: wartości sakramentu Eucharystii i wartości kapłaństwa (oraz poniekąd powołania). Do pierwszego sakramentu przystąpić mogą ci, którzy pojednali się z Panem Bogiem, którzy szczerze uświadomili sobie a następnie wyznali podczas spowiedzi swoje przewinienia. Do drugiego natomiast ci, którzy wybrali drogę służby na wyłączność Panu Bogu i przecież nam, ludziom. Dzięki nim, możemy przystąpić do sakramentu pierwszego. I koło się zamyka.

Uświadommy sobie wartość obu sakramentów i zatrzymajmy się nad każdym z nich już prywatnie.

Kończąc…

Środek Wielkiego Tygodnia przyniósł mi prawdziwy pokój serca. Ale gdyby nie pierwsze jego dni, to kto wie, może dalej tkwiłabym w przekonaniu, że ja jestem najważniejsza na świecie. Dziękuję Joannie, za słowa pełne wiary, podczas wtorkowej rozmowy telefonicznej. Jednocześnie korzę się i przepraszam. Myślę, że przyjęcie na siebie części winy, dodając do tego złośliwość rzeczy martwych, jest najbardziej właściwą rzeczą, jaką mogę zrobić.
Ale nie tylko Asię przepraszam, a każdego, kto mógł poczuć się, kto czuł się lub kto dalej czuje się przeze mnie urażony. Pamiętam o Was w modlitwie.

Dzień Życia Konsekrowanego

PrymicjeBartka-332.jpgDziś przypada Dzień Życia Konsekrowanego, niezmiennie 2 lutego w święto Ofiarowania Pańskiego. Jest to też dzień poświęcony Maryi jako dzień Matki Boskiej Gromnicznej.

„Światło na oświecenie pogan” to słowo całkowicie wypełnia się w życiu każdej osoby konsekrowanej, a na pewno powinno się wypełniać. Każda z tych osób stara się być prawdziwym apostołem wyznawanej wiary, apostołem-uczniem Chrystusa. Ofiara z własnego życia na rzecz innych, staje się niejako odniesieniem do ofiary Jezusa na krzyżu.

Bez zbędnych słów, lecz za papieżem Benedyktem XVI, życzmy wszystkim osobom, które odkryły swoje powołanie poprzez życie konsekrowane, aby właśnie ten najpiękniejszy czas „miał smak ewangelicznej paruzji”.

„Drodzy bracia i siostry, radość życia konsekrowanego wiąże się nieuchronnie z udziałem w krzyżu Chrystusa. Tak było w przypadku Najświętszej Maryi Panny. Jej cierpienie jest cierpieniem serca, stanowiącego jedno z Sercem Syna Bożego, przebitego z miłości. Z tej rany wypływa światło Boga. Także z cierpienia, ofiary, daru z samego siebie, którym osoby konsekrowane żyją ze względu na umiłowanie Boga i bliźnich, promieniuje to samo światło, które ewangelizuje ludzi. Z okazji tego święta życzę szczególnie wam, konsekrowanym, aby wasze życie zawsze miało smak ewangelicznej paruzji, aby Dobra Nowina była w was przeżywana, świadczona, głoszona i jaśniała jako Słowo prawdy (por. List apostolski. Porta fidei, 6). Amen.”

(Benedykt XVI, Watykan – Homilia podczas Mszy Świętej w Bazylice św. Piotra z okazji XVII Dnia Życia Konsekrowanego, 2.02.2013)


Fot. Marcin Śliwiński- Lux Anima

Czwarte przykazanie

FB_IMG_1500244203503

Wszyscy z Was wiedzą, jak brzmi czwarte przykazanie Dekalogu: Czcij ojca swego i matkę swoją. Jednak czy uczczenie ich zawsze wiąże się bezwzględnym posłuszeństwem? I czy w to przykazanie włączają się również dziadkowie?

Najpierw mały przykład. Wyobraźcie sobie, że rodzice są alkoholikami – zdarza się w niejednej rodzinie. Mają oni dorosłą już córkę, której nakazują iść do sklepu kupić im kolejną butelkę alkoholu. Czy w takim wypadku córka powinna okazać się posłuszna i uczynić to, o co ją proszą?

Albo młody chłopak czuje powołanie do kapłaństwa. Jest przekonany, że to jest jego droga, że to jest plan, jaki wyznaczył mu Bóg. Mówi o tym swoim rodzicom. A ci wpadają w szał i zakazują mu iść do seminarium, bo jest jedynakiem, a oni chcą w przyszłości mieć wnuki. (Co bardziej cyniczni pewnie pomyślą, że w dzisiejszych czasach nie byłoby to czymś dziwnym, gdyby ksiądz miał dzieci, ale taką sytuację wykluczamy na wstępie.) Czy taki młody chłopak powinien posłuchać rodziców i porzucić swoje powołanie?

Ostatni przykład, już całkiem z życia. Dziewczyna już od dawna pełnoletnia decyduje się na tatuaż. Wzór bliski jej sercu, wiąże się z ważnymi w jej życiu osobami i wydarzeniami. Po fakcie zostaje oskarżona o urażenie uczuć własnej babci, o bunt i brak szacunku dla rodziny, a ponadto o głupotę, wyrachowanie i niespełnienie pokładanych w niej nadziei. Babcia życzy wnuczce tego, co najgorsze i urywa kontakt, oskarżając wszystkich o współudział. Dodajmy, że bohaterka tej historii wcześniej konsultowała się z rodzicami, którzy nie byli zbyt szczęśliwi, ale zostawili decyzję córce, która od sześciu lat może stanowić o sobie. Jedyną osobą, która widziała w jej postępowaniu grzech, była babcia…

Co powinni uczynić bohaterowie tych krótkich historii? Powinni poddać się woli rodziców/dziadków i uczynić to, czego oczekiwali od nich inni?

Otóż nie. Czczenie rodziców objawia się tym, że opiekujemy się nimi, spełniamy ich prośby, ale w granicach rozsądku. Jeśli coś jest z gruntu złe (kupowanie alkoholu uzależnionym), nie powinniśmy do tego przykładać ręki, nawet kosztem nieposłuszeństwa. Jeśli rodzice wymagają od nas czegoś, co może sprawić, że nasze życie będzie niepełne, albo nawet nieszczęśliwe!, nie powinniśmy tego robić. Jeśli ktoś wkłada nas w ramy przez siebie stworzone, w które nie mieścimy się, nie powinniśmy robić wszystkiego, by się dostosować.

Nie jesteśmy głupimi baranami, ale Boskimi dziećmi, lwami wszego stworzenia! Każdy z nas ma swój rozum i wie, co jest dobre a co złe. Wie, co czuje wewnątrz i co jest dla niego ważne.

Nie poddawajmy się i nie rezygnujmy z marzeń tylko dlatego, że ktoś oczekuje od nas posłuszeństwa bezwarunkowego. Bóg kocha nas takimi, jakimi jesteśmy. Grzesznikami i świętymi. Idealnym tego przykładem jest stworzenie człowieka i to, że Bóg zawsze nad nami czuwa, nawet jeśli nie jesteśmy zawsze Mu posłuszni.

Czwarte przykazanie działa w obie strony. Czcijmy naszych rodziców i dziadków, ale pamiętajmy, że to nasze życie i to nie oni nas z niego rozliczą, ale Bóg. Nie czyńmy zła, także dla siebie, tylko dlatego, że ktoś ma oczekiwania wobec nas.

I pamiętajmy, że to czwarte, a nie pierwsze przykazanie. I że istnieją również dwa przykazania miłości.

Ave!

„Z Twych słów płynie woń nad kwiaty milsza”

10447101_742911795843419_1098980138346858677_nPiękny dzień. Wiadomo, niedziela zawsze jest dniem pięknym, gdy można uczestniczyć w niedzielnej, uroczystej, odświętnej Mszy Świętej. Jednak nie należy zapominać, że niedzielna Msza wcale nie jest lepsza od Mszy sprawowanej w dni powszednie. Na każdej doświadczamy cudu.

Mój cud jednak odkryłam dzisiaj. Właśnie w niedzielę.

Majestat, piękno, elegancja. Kto by pomyślał (nawet ja sama nie pomyślałabym nigdy), że może mi brakować Mszy sprawowanej w nadzywczajnym rycie. I tu nie chodzi o to, że znów ten ryt jest lepszy niż zwyczajny. Nie. Ale moja skromna, osobista refleksja ale i moja skromna osoba, właśnie na tej Mszy doświadcza większego majestatu tego cudu, który się wydarza na ołtarzu.

Gdy po wielu utrapieniach niedziela staje się miejscem cudu. Niedziela laetare- niedziela radości. Moja radość jest pełna.

Ktoś, a nawetkażdy z Was może pomyśleć- o co chodzi dziewczynie? A reszta powie „Jak zwykle o pieniądze”. Otóż nie.

Chodzi o miłość. Miłość bezinteresowną. Miłość Bożą. Chrystusową. Aż w końcu Miłość krzyżową.

W czasie Wielkiego Postu motyw miłości płynącej z krzyża pojawia się przez cały ten okres, przez całe 40 dni. Odkrywasz miłość na nowo, a może kontynuujesz jej poznawanie. Ale nigdy nie kończysz poznawanie tej miłości. Ona jest zawsze jakąś tajemnicą- właśnie tajemnicą ukrytą w krzyżu.

Pod krzyżem Chrystusa stała Jego Matka (jako jedna z kilku osób, które tam zostały)- ta, która ukochała odwieczną Miłość, Ta, która drżała, gdy jej Syn niósł belkę krzyża, Ta, która miłości się nie bała, Ta, która była błogosławiona pełna MIŁOŚCI.

Tym samym i na pewno nie był to przypadek, poniższy utwór (bo trafiłam na to jako utwór, który okazał się modlitwą) skłonił mnie do refleksji opisanych powyżej. Odnajdujcie miłość i Miłość. Miłość ludzką, bezinteresowną i Miłość krzyża i Miłość płynącą z niego. Miłość, która na nim oddała życie, za nas.

Na wzór Niepokalanej, dziewczęta, kobiety, bądźcie pełne miłości!

Błogosławiona, pełna Miłości módl się za nami, Maryjo!

Oblicze Twoje wdzięczne, nad zorze jaśniejsze, więc, o Pani, Twoją głoszę chwałę dziś i zawsze.

Błogosławiona, pełna Miłości módl się za nami, Maryjo!

Z Twych słów płynie woń nad kwiaty milsza, Najszczęśliwsza, godna uwielbienia, Tyś naszych dusz umocnieniem.

Błogosławiona, pełna Miłości módl się za nami, Maryjo!

Jak w niebieskie odziana promienie, pełna słońca, Tyś jutrzenki wdziękiem, ziemi chwałą i ozdobą świata.

Błogosławiona, pełna Miłości módl się za nami, Maryjo!


Link do wersji muzycznej: https://www.youtube.com/watch?v=IGGfFZMOESg

Grunt pod nogami ks. Jana Kaczkowskiego

       2000904841        Trudno się przyznać, ale czasem trzeba- tak, mało książek czytam i tym samym biję się w piersi za ten mój książkowy analfabetyzm. Jednak Wielki Post stał się nie tyle czasem postanowień, co czasem dobrego wykorzystania czasu (jakkolwiek to brzmi). Wielki Post się dopiero rozpoczął a ja wypełniam swoje założenie w każdym calu.

     Ostatnio na wokandę wzięłam książkę ks. Jana Kaczkowskiego „Grunt pod nogami”. Najnowsze dzieło onkocelebryty- jak sam siebie nazywał. Publikacja ma charakter nieco poważniejszy niż np. „Życie na pełnej petardzie”. Tutaj ks. Jan publikuje swoje przemyślenia, rozważania ujęte w formie kazań, które rzeczywiście były wygłaszane w przeróżnych okolicznościach jak i w przeróżnych miejscach. Na pewno każdy, kto sięgnie po tę książkę znajdzie w niej coś dla siebie, pokłóci się trochę z autorem a na samym końcu podziękuje i pomodli się za ks. Jana.

    Mnie osobiście ujęły tematy poruszające kwestię kształtowania sumienia, posiadania sumienia i korzystania z sumienia. Może tez dlatego, że czasami nie wiem co wolno, czy robię dobrze, czy idę za głosem sumienia, czy za głosem ludzi.

„Sumienie, które mnie fascynuje, to jedyny głos, który nas potrafi w sposób obiektywny skrytykować. Z jednej strony trochę się go lękamy- jak Herod Jana. A z drugiej- wierzymy mu, wiemy, że nie kłamie. Wszystko utrudnia to, że jesteśmy mistrzami świata w oszukiwaniu własnego sumienia. Wiem po sobie. Sumienie nam coś mówi i choć wiemy, że to jest prawda, przykładamy to tysiącem argumentów, by go nie usłyszeć. Gdy już stworzymy mnóstwo teorii, dlaczego ono musi się mylić, i postąpimy wbrew niemu, słyszymy w sobie trzask.”

        Czy owy trzask słyszę i ja w swoim sumieniu? Jak często? Co sprawia, że słyszę ten trzask i jak mogę temu zapobiec?
Odpowiedzi na te i inne pytania można znaleźć w książce i  na pewno też publikacja nakłania do przemyśleń, gdy tych konkretnych, odpowiedzi wprost nie znajdziemy.

     Kolejny fragment, który mnie- tym razem jako pedagoga- uderzył, jest związany z sytuacją gdy matka Salome żąda głowy Jana Chrzciciela:

„Przyjrzyjmy się Salome, która uznaje matkę za autorytet, więc przychodzi ją zapytać, o co ma poprosić Heroda. Matka nie każe jej prosić o bogactwa, ale o to, by w jakimś sensie usprawiedliwiła jej zło. Abo przynajmniej usunęła je z jej oczu. Czy tak się momentami nie dzieje w naszym życiu, kiedy postępujemy niemoralnie i uczymy tego nasze dzieci? Kiedy mówimy: <<dziecko, kocham cię bardzo i zrobię dla ciebie wszystko>> ? Nie! <<Ponieważ cię kocham, nie zrobię dla ciebie wszystkiego. Bo chcę dla ciebie jak najlepiej. Nie nauczę cię nieuczciwości, nie będę cię krył, kiedy popełnisz przestępstwo, kiedy poprosisz mnie, bym ci kupił prawo jazdy albo dał łapówki, żebyś się dostał na studia. Nie będę uciekał się do nikczemnych sposobów, by cię wypromować. Nie, ponieważ cię kocham. Właśnie dlatego nie zrobię dla ciebie wszystkiego.”

     Jakże piękna została tu zastosowana definicja miłości rodziców do dziecka. Nie nauczę cię zła, oszustw bo cię kocham i nie zrobię dla ciebie wszystkiego. Zrobię to, co jest dobre.

  Ostatni fragment, który pokazuje piękno liturgii, piękno dbania o nią i piękno odnajdywane w liturgii przedsoborowej (która jest tak bardzo krytykowana, której wszyscy nie wiadomo dlaczego się boją i dlaczego tak bardzo nie chcą jej poznać) ale także fragment, który pokazuje, że potrzebujemy i powinniśmy poszukiwać Boga wymagającego, który od nas wymaga, a my tym wymaganiom stawiamy czoła:

„Jeżeli powie się księżom, ze chciałoby się odprawić Mszę Świętą w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego, to gorzej niżby się chciało napluć na ołtarz. Musimy ją na nowo odczytać- do czego wzywał Benedykt XVI. Wolno w Kościele robić wszystkie dziwactwa z nową liturgią, a nie wolno sięgnąć po piękno tamtej, bo się wszyscy, nie wiadomo dlaczego, jej boją. (…) Nie bójcie się tego, co wymaga głębszego poznania. Karmcie się tym, Twórzcie osobistą relację z Panem Bogiem. Pochodzę z wychłodzonej religijnie rodziny. Kiedy w latach 90. próbowano mnie nawrócić i ciągnięto na rozmaite spotkania ewangelizacyjne, to coś mnie odpychało, nie znajdowałem w tym przestrzeni dla siebie. Tamten Chrystus był Chrystusem niewymagającym, takim misiem-przytulakiem albo też plastikowym Bogiem. Chrześcijaństwo nie może być plastikowe ani pluszowe, bo będzie nieprawdziwe.”

Zakończenie

To tylko niektóre z przemyśleń, jakie mnie osobiście uderzyły, dały do myślenia, pokazały pewne sprawy na nowo. Jest ich w książce zdecydowanie więcej i tym samym zachęcam do jej przeczytania. Oprócz samych kazań książka zawiera spisane rekolekcje, Drogę Krzyżową oraz tekst o kwestii spowiedzi- w sam raz trzy rzeczy na Wielki Post J

Kończąc ostatecznie.*

W ostatnich dniach ks. Jan trafił do szpitala i jest poddawany kolejnej chemioterapii. Jego stan się pogorszył, nowotwór znów dał się we znaki. Wspomnijcie proszę o nim w swoich modlitwach!

„Proszę, żebyście się czasem za mnie pomodlili, bym do końca tego życia dopłynął godnie. Mam ochotę żyć na pełnej petardzie, dopóki Pan Bóg daje mi jasność umysłu, bo wiadomo, że glejak wcześniej czy później zabierze mi umiejętność poprawnego formułowania myśli. Mam nadzieję, że jak najpóźniej. O to się dla mnie módlcie. Amen”


Wszystkie cytaty pochodzą z książki „Grunt pod nogami” ks. Jana Kaczkowskiego, Wydawnictwo WAM 2016

*Wiadomości o tym, że ks. Jan trafił do szpitala zostały podane przez media, które to same nie ogarnęły prawdziwości posiadanych wiadomości. Ks. Jan jest u siebie, osłabiony ale działa dalej. Modlitwa wskazana.
Przepraszam za to, że uległam tym nieprawdziwym wiadomościom i wprowadziłam czytelników w błąd.

List o modlitwie

oo543332

Polecam przeczytanie tego tekstu, naprawdę warto ❤

Pytasz mnie: po co się modlić? Odpowiadam ci: aby żyć. Tak, by naprawdę żyć, trzeba się modlić. Aby żyć i kochać, bo życie bez miłości nie jest życiem. To samotność w pustce, więzienie i smutek. Tylko ten, kto kocha, prawdziwie żyje. I tylko ten kocha, kto czuje się kochany, ogarnięty i przemieniony przez miłość.
Jak roślina wydaje owoce tylko wtedy, gdy ogarną ją promienie słońca, tak ludzkie serce nie otworzy się na pełne i prawdziwe życie, jeśli nie dotknie go miłość. A zatem miłość rodzi się ze spotkania i żyje dzięki spotkaniu z miłością Bożą, największą i najprawdziwszą miłością ze wszelkich możliwych miłości, a nawet miłością wykraczającą poza wszelkie nasze definicje i wszystkie nasze możliwości. Modląc się, pozwalamy miłować się Bogu i wciąż od nowa rodzimy się do miłości. Dlatego też ten, kto się modli, żyje w czasie i dla wieczności. A ten, kto się nie modli? Taki człowiek wystawia się na ryzyko wewnętrznej śmierci, gdyż prędzej czy później zabraknie mu powietrza do oddychania, ciepła do życia, światła, by widzieć, pożywienia do wzrastania iradości, żeby nadać sens życiu.Odpowiadasz mi: ale ja nie potrafię się modlić! Pytasz mnie: jak się modlić? Odpowiadam ci: zacznij od poświęcania nieco czasu dla Boga. Na początek ważne będzie nie to, ile czasu poświęcisz, ale czy poświęcisz Mu go wiernie. Sam wyznacz, ile czasu poświęcisz każdego dnia dla Pana i daruj Mu ten czas wiernie, codziennie, gdy czujesz się na siłach i gdy nie masz na to sił. Poszukaj sobie spokojnego miejsca, gdzie jeśli to możliwe, będzie jakiś znak przypominający o obecności Boga (krzyż, ikona, Pismo Święte, tabernakulum z Najświętszym Sakramentem…). Skup się w milczeniu: wezwij Ducha Świętego, żeby to On wołał w tobie „Abba, Ojcze!”. Przedstaw Bogu swe serce, nawet jeśli targają nim rozterki. Nie bój się powiedzieć Mu wszystkiego, nie tylko o trudnościach i bólach, o twoim grzechu i braku wiary, ale również o swoim buncie i protestach, jeśli czujesz je w sobie.
Złóż to wszystko w Bożych dłoniach: pamiętaj, że Bóg jest Ojcem-Matką w miłości, że wszystko przyjmuje, wszystko przebacza, wszystko oświeca, wszystko zbawia. Wsłuchaj się w Jego ciszę: nie oczekuj natychmiastowych odpowiedzi. Wytrwaj. Jak prorok Eliasz przemierzaj pustynię, zdążając ku Bożej górze. Gdy zbliżysz się do Niego, nie szukaj Go w wichrze, w trzęsieniu ziemi lub w ogniu, znakach siły i wielkości, lecz w mowie delikatnej ciszy (por. 1 Krl 19,12). Nie staraj się pochwycić Boga, lecz pozwól, by On przeszedł przez twoje życie i twe serce, dotknął twej duszy i dał się kontemplować, nawet gdy Go nie widzisz.Wsłuchuj się w głos Jego ciszyWsłuchuj się w Jego słowo życia: otwórz Pismo Święte, rozważaj je z miłością, pozwól, by słowo Jezusa mówiło do samej głębi twego serca. Czytaj psalmy, w których znajdziesz to wszystko, co chciałbyś powiedzieć Bogu. Wsłuchuj się w apostołów i proroków. Rozmiłuj się w historiach patriarchów i narodu wybranego oraz rodzącego się Kościoła, gdzie spotkasz się z doświadczeniem życia przeżywanego w perspektywie przymierza z Bogiem. Gdy już wysłuchasz słowa Bożego, podążaj jeszcze długo po ścieżkach ciszy, pozwalając, aby to Duch Święty złączył cię z Chrystusem, wiecznym Słowem Ojca. Pozwól, by to Bóg Ojciec kształtował cię swymi dwoma dłońmi: Słowem i Duchem Świętym.

Na początku może ci się zdawać, że czas przeznaczony na to jest zbyt długi, że nigdy się nie skończy. Wytrwaj jednak z pokorą, dając Bogu cały czas, jaki potrafisz Mu poświęcić, nigdy jednak mniej niż tyle, ile postanowiłeś Mu poświęcać każdego dnia. Przekonasz się, że ze spotkania na spotkanie twoja wierność będzie wynagradzana. Zorientujesz się, iż powoli rozsmakujesz się w modlitwie i to, co na początku wydawało ci się nieosiągalne, będzie stawać się coraz łatwiejsze i piękniejsze. Zrozumiesz, że tym, co się liczy, nie są odpowiedzi, lecz oddanie się do dyspozycji Boga. Zobaczysz, że to, co przedstawisz na modlitwie, będzie stopniowo przemieniane.

Gdy więc zaczniesz się modlić z niespokojnym sercem, jeśli wytrwasz, przekonasz się, że po długiej modlitwie nie znajdziesz odpowiedzi na pytania, ale że same pytania znikną jak śnieg w promieniach słońca, a wielki spokój ogarnie twoje serce. Spokój płynący z poczucia, że Bóg trzyma cię w swych dłoniach i prowadzi cię z wielką łagodnością tam, gdzie sam zechce. Wówczas twoje odnowione serce będzie mogło wyśpiewać pieśń nową, Magnificat Maryi spontanicznie wyjdzie z twych ust i będzie brzmiał cichą wymownością twych czynów.
Po prostu nadal wierz

Wiedz jednak, że nie zabraknie w tym wszystkim trudności. Czasem nie uda ci się uciszyć hałasu, który jest wokół ciebie i w tobie. Niekiedy trudno będzie ci się modlić, może nawet wręcz poczujesz niesmak na myśl o modlitwie. Czasem twoja wrażliwość będzie tak niecierpliwa, że będzie ci się wydawać, iż jakikolwiek czyn byłby lepszy od „tracenia” czasu na przebywanie na modlitwie przed Bogiem. W końcu poczujesz pokusy złego, który na wszelkie sposoby będzie się starał oddalić cię od Pana, oddzielić od modlitwy. Nie lękaj się: te same doświadczenia, które ty przeżywasz, były takżeudziałem świętych, żyjących przed tobą, czasem nawet były one o wiele cięższe od twoich. Ty po prostu nadal wierz. Wytrwaj, wytrzymaj i pamiętaj, że jedyną rzeczą, którą tak naprawdę możemy dać Bogu, jest dowód naszej wierności. Dzięki wytrwałości uratujesz swą modlitwę i swe życie.

Nadejdzie godzina „nocy ciemnej”, w której wszystko, co dotyczy spraw Bożych, wyda ci się jałowe, wręcz absurdalne, ale nie lękaj się. W owej godzinie wraz z tobą będzie walczył sam Bóg. Usuń wszelki swój grzech za sprawą pokornej i szczerej spowiedzi ze swych win i przez sakramentalne przebaczenie. Ofiaruj Bogu jeszcze więcej swego czasu. Pozwól, by noc zmysłów i ducha stała się dla ciebie godziną uczestnictwa w męce Pańskiej. Wówczas to sam Jezus będzie niósł twój krzyż ipoprowadzi cię ku radości wielkanocnej. Nie zdziwi cię zatem to, że uznasz wręcz tę noc za coś przyjemnego, gdyż ujrzysz, jak przemienia się ona w noc miłości, pełną radości z obecności Umiłowanego, przenikniętej wonią Chrystusa, rozjaśnioną światłem Wielkanocy.

Nie lękaj się więc doświadczeń i trudności podczas modlitwy. Pamiętaj, że Bóg jest wierny i nigdy nie ześle na ciebie prób bez dania ci drogi wyjścia. Nigdy też nie wystawi cię na pokusę, bez obdarzenia cię siłą do przezwyciężenia jej. Pozwól Bogu, by cię ukochał. Jak kropla wody wyparowuje pod promieniami słońca, wznosi się i powraca na ziemię jako żyzny deszcz lub rosa pełna pociechy, tak ty pozwól, by całe twe istnienie było przemieniane przez Boga, kształtowane przez miłość Trzech Osób Boskich, wchłonięte w Nich i oddane historii jako płodny dar. Pozwól, aby dzięki modlitwie wzrosła w tobie wolność od wszelkiego lęku, odwaga i śmiałość w miłości, wierność wobec osób, które Bóg ci powierzył i sytuacji, w jakich cię postawił, bez szukania wykrętów lub tanich pociech. Modląc się, naucz się cierpliwie oczekiwać czasów Boga, które nie są naszymi czasami, i podążać Bożymi drogami, które często nie są naszymi drogami.
Szkoła miłości i prawdziwy dar
Szczególnym darem, którym obdarzy cię wytrwałość na modlitwie, jest miłość bliźniego oraz sensus Ecclesiae. Im więcej będziesz się modlił, tym większe miłosierdzie będziesz odczuwał wobec wszystkich, będziesz starał się bardziej pomagać cierpiącym, będziesz odczuwał większy głód i pragnienie sprawiedliwości dla wszystkich, zwłaszcza dla najuboższych i najsłabszych, łatwiej będzie ci obciążać się grzechem innych, by dopełnić w sobie to, czego brakuje cierpieniom Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Modląc się, poczujesz, jak wspaniale jest przebywać w Piotrowej łodzi, solidarnie z innymi, poddając się kierownictwu pasterzy, będąc wspierany modlitwą wszystkich, gotowy służyć innym bezinteresownie, niczego nie chcąc w zamian. Modląc się, poczujesz, jak będzie rosnąć w tobie pragnienie jedności Ciała Chrystusa i całej ludzkiejrodziny. Modlitwa jest szkołą miłości, ponieważ to w niej możesz poczuć się miłowany nieskończoną miłością i odradzać się do hojności, która bierze początek z przebaczenia i bezinteresownego daru, wykraczającego poza wszelkie miary zmęczenia.

Modląc się, uczymy się modlić, smakując owoce Ducha Świętego, które czynią życie prawdziwym i pięknym: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,22-23). Modląc się, stajemy się miłością, a życie zyskuje sens i piękno, dla których Bóg je stworzył. Modląc się, odczuwa się z coraz większą siłą palącą potrzebę niesienia wszystkim Ewangelii, aż po krańce ziemi. Modląc się, odkrywa się nieskończone dary Umiłowanego i uczy się coraz bardziej dziękować Mu za wszystko. Modląc się, żyje się. Modląc się, kocha się. Modląc się, wielbi się. I jest to największe uwielbienie, radość i pokój naszego niespokojnego serca w czasie i w wieczności.
Gdybym więc miał życzyć ci najpiękniejszego daru, gdybym modlił się do Boga o niego dla ciebie, nie wahałbym się prosić Go o dar modlitwy. Proszę Go o to i ty również nie zwlekaj z proszeniem Boga o ten dar dla mnie. I dla siebie. Miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z tobą. A ty w Nich: gdyż modląc się, wchodzisz w serce Boga, ukryty z Chrystusem w Nim, otoczony Ich wieczną, pełną oddania i zawsze nową miłością. Już wiesz, że ten, kto modli się z Jezusem i w Nim, kto modli się do Jezusa lub do Ojca Jezusa albo wzywa Ducha Świętego, nie modli się do jakiegoś nieokreślonego i dalekiego Boga, lecz modli się w Bogu, w Duchu Świętym przez Syna do Ojca. I od Ojca, za przyczyną Jezusa, w boskim tchnieniu Ducha Świętego otrzyma wszelki dar doskonały, odpowiedni dla siebie, od zawsze dla niego przygotowany i upragniony. Dar, który czeka na nas. Dar, który czeka na ciebie.

ks. abp Bruno Forte

Kategorie:Przemyślenia, życiowe

Dzielna niewiasta, dzielna kobieta

5737_c645Choć Dzień Kobiet już dawno minął, to chciałabym się nad nim trochę zatrzymać. Wszyscy kojarzą dzień 8 marca z kupieniem kwiatów/czekoladek żonie, córce, dziewczynie, mamie, babci, koleżance, i innym kobietom, którym mężczyzna chce sprawić prezent, którym mężczyzna chce podziękować za to, że są jednak nie każdy zastanawia się nad istotą kobiecości czy też bycia kobietą. Jaka ona powinna być, co powinna robić i czym się kierować. Sięgając do Księgi Przysłów odnajdujemy poemat o Dzielnej Niewieście.

Zawarte tam słowa, pokazują wartość kobiety. O wszystko dba, wszystko starannie dopieści, chce dobra, pracuje, a przede wszystkim dba o dom. Ideał kobiety.

„Przepasuje mocą swe biodra, umacnia swoje ramiona .”(Prz 31, 17)

Jest odważna, twarda, uniesie najcięższy ciężar, jest zdolna znieść wszelki ból, wstyd, zażenowanie, stratę.

„Strojem jej siła i godność, do dnia przyszłego się śmieje .Otwiera usta z mądrością, na języku jej miłe nauki .” (Prz 31, 25-26)

Ile to znamy kobiet, które przekazały nam nauki życiowe, dobre rady, zasady… zaczynając od babci poprzez mamę czy siostrę. Do dziś z nich korzystamy, wprowadzamy w życie, a przede wszystkim przekazujemy dalej.

Ile z nas, kobiet młodych, dojrzałych, starszych mogłoby się nazwać dzielną niewiastą? Każda z nas musi sobie na to pytanie odpowiedzieć sama. Ile jestem w stanie postawić kroków naprzód, by stać się dzielną niewiastą?

Za podsumowanie obrałam słowa z księgi Rut, które są poniekąd moją dewizą od jakiegoś czasu, które dodają otuchy i które sprawiają, że z każdym dniem utwierdzam się w przekonaniu, że i ja mogę być dzielną niewiastą:

„Nie lękaj się więc, moja córko; wszystko, co powiedziałaś uczynię dla ciebie, gdyż wie każdy mieszkaniec mego miasta, że jesteś dzielną kobietą.”
(Rt 3, 11)

Kategorie:kobieta, refleksje, życiowe

Miłość nieprzyjaciół czyli jak kochać bliźniego

100_6753

źródło: zdjęcia własne

„Pobiegnę drogą Twych przykazań,
gdy szeroko otworzysz me serce.”
(Ps 119)

Dziś większość ludzi ma w głowie czerwone serduszka, prezenty, czekoladki, kwiaty i wiele innych miłosnych uniesień. Jednak wśród tej miłości musimy uświadomić sobie, że jest większa miłość… sam Bóg, a przez Niego miłość do bliźniego.

Przykazanie miłości bliźniego, niby proste zobowiązanie, niby tylko kochać, a cały czas sprawia nam niesamowitą trudność. Św. Paweł pisze, że nie mamy szukać swojego dobra ale dobra bliźniego. Wszystko co czynimy, mamy czynić z pewnym poświęceniem, wyrzekając się swojego egoizmu, swojego „ja” i swojego „moje”, Nie wszyscy bliźni są nam bliscy. Wielu po prostu nienawidzimy. Z różnych względów, zaczynając od zwykłych kłótni, poprzez szykanowanie, obrażanie, wyzywanie, aż po prawdziwą nienawiść i zawiść. A Ewangelista Łukasz pisze:

„Miłujcie waszych nieprzyjaciół ; dobrze czyńcie tym , którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają.(…) Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie! Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to dla was wdzięczność? Przecież i grzesznicy miłość okazują tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to dla was wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią.”
(Łk 6, 27-28;31-33)

Porównanie ludzi do celników jest porównaniem bardzo dosadnym i dającym do myślenia. Każdy z nas musi zadać sobie pytanie: czy nadal chce być celnikiem czy może chcę odziać się w miłość, która miłuje wszystkich a nie tylko tych, którzy mi dobrze czynią?

Dajmy sobie szansę być kochanymi ale przede wszystkich kochać drugich, szczególnie wtedy, gdy od nas samych doznają nienawiści i bólu, gdy nie są kochani w najprostszy możliwy sposób. Każdy z nas daje drugiemu człowiekowi cząstkę Boga, którego chowamy głęboko w sercach.

Boże, jaśniejący ogniu wiekuistej miłości + spraw, abyśmy zawsze płonąc Twoją miłością* kochali Ciebie nade wszystko, a bliźnich dla Ciebie.