Czy w Twoim sercu narodził się Jezus?

25 grudnia 2018 Dodaj komentarz

5224332969_0fd6063db6_z

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył. J 1,1-18

Dziś dzień Bożego Narodzenia. Minęło 24 dni adwentu i kilka tygodni wszędobylskiej, przesłodzonej, świątecznej komercji. Po wczorajszej wigilijnej kolacji w domach pachnie smażonym karpiem, w salonach stoi święcąca się choinka, stoły uginają się pod ogromem przygotowanego jedzenia, wszyscy odświętnie ubrani wręczają sobie prezenty. Niby miło, niby wszyscy czekają na Święta, niby wszyscy się cieszą. Jeden przed drugim zaczyna się popisywać, a w tym wszystkim zaczną się rodzinne przytyki, kłótnie o to kto daje miód do kutii, a kto nie, o to kto przytył, kto schudł i kto jak się ubrał. W wielu domach leje się alkohol, w tle leci telewizja lub radio i podkręca atmosferę. Kłótnie wchodzą na kolejny poziom – zaczyna się tematy w klimacie polityki, pieniędzy, lepszego wychowywania dzieci, porażek wychowawczych. Pada wiele słów, bardzo często bolesnych i bardzo często nawet w życzeniach typu: zrzuciłabyś tego brzucha.

Ale czy w tym wszystkim czegoś nie zabrało? Zabrakło. Jezusa.

Jezusa, który jako Słowo zszedł na Ziemię do ludzi. Jezusa, który jest Miłością. W naszych świątecznych spotkaniach najczęściej brakuje właśnie Najważniejszego Gościa. Narodził się 2000 lat temu w betlejemskim żłobie, ale czy tak naprawdę urodził się w naszych sercach? Gdyby się urodził, nie było by zwad i kłótni, a w naszych spojrzeniach i relacjach byłaby miłość, życzliwość, dobro, bo On przecież jest Miłością.

A czy w Tobie narodziła się Maleńka Miłość?

Czy może jesteś jedynym z tych, do których
Słowo Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli?

Co dominuje w Twoich relacjach?

Reklamy

Wierzysz Bogu?

Wierzysz w Boga? – Oczywiście.

A wierzysz Bogu? – hmmm…

Przychodzi taki czas w dojrzewaniu w swojej wierze, gdy zadajemy sobie pytanie jaki ten Pan Bóg jest? Czy jest taki, jak przekazywano nam na katechezie, w Kościele, na różnych spotkaniach? Czyli jaki? Dobry, miłosierny, zawsze wysłuchujący. Często można odnieść wrażenie, że Pana Boga się NAUCZYLIŚMY, a nie POZNALIŚMY. W Piśmie Świętym każda historia opowiada o spotkaniu z Bogiem, z Bogiem żywym. To ten żywy Bóg wskrzesił córkę Jaira,wskrzesił Łazarza, przemienił wodę w wino, oślepił Szawła, który Go prześladował. Dlaczego tak często nie ufamy Bogu, skoro Jego SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM. Nie są to tylko słowa znane nam z Ewangelii, czy z kolęd, które już za chwilę będziemy śpiewać. Ale są to słowa, które Bóg kierował do ludzi przez proroków – zapowiedział przyjście swojego Syna.

W czasie adwentowym pochylmy się także nad Mędrcami, którzy przybyli ze Wschodu. W Ewangelii czytamy, że gdy stanęli przez Chrystusem uradowali się, bo spotkali Tego, na którego wszyscy czekali. Spotkali Boga żywego.Największego z największych, a jednocześnie najbardziej ubogiego z ubogich. Tak często nasze wyobrażenie o Bogu przysłania nam Jego obecność w naszej codzienności. Mędrcy także mogli wyobrażać sobie pałac, w którym narodził się Chrystus, a Król królów leżał w żłobie. Chrystus jest wśród nas codziennie. Nie tylko w kościele, ale także w ludziach, których tak często omijamy. Święta Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że zawsze kiedy milkniesz, by wysłuchać, jest Boże Narodzenie (…)  Zawsze, ilekroć pozwolisz, by Bóg pokochał innych przez ciebie, jest Boże Narodzenie. Świat dziś potrzebuje naszego świadectwa, więc bądźmy takim lustrem dla świata, w którym przez nas może działać Bóg. Całe niebo jest pełne Świętych, którzy Bogu ufali, bo wiedzieli, że tylko z Nim i dla Niego warto żyć. Oni w swoich sercach poczuli pragnienie nie tylko słuchania Boga, ale poznania Go, a Boga poznaje się w modlitwie.

Prawdziwie pisał Adam Mickiewicz: Wierzysz, że Bóg narodził się w betlejemskim żłobie, lecz czy narodził się w Tobie?  Zmieniajmy świat codziennie, zaczynając od nas samych, by zawsze było Boże Narodzenie.  

Najdoskonalszy Owoc życia Maryi

3 grudnia 2018 Dodaj komentarz

Hail_Mary_Polish_DC

Niemalże każdego dnia odmawiamy modlitwę „Zdrowaś Maryjo”. Znamy ją od dziecka. Jakże piękna jest treść tej modlitwy. Czas jaki obecnie przeżywamy zaprasza nas do jej pogłębienia. Zatrzymajmy się na moment na fragmencie pozdrowienia anielskiego. Tak często wypowiadamy te słowa: „… błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus…”. Nie ma wątpliwości, że najpiękniejszym, najdoskonalszym i najwspanialszym owocem życia Maryi jest Jej Jedyny Syn. Każde poczęte dziecko jest cudem, jest pięknym owocem miłości małżonków. Jezus jest darem Boga, ale i owocem życia Maryi. To jej wsłuchanie się w Boży głos, Jej posłuszeństwo, Jej gotowość i zgoda na wolę Bożą doprowadziła do wydania na świat takiego Owocu. Trzeba nam jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Kiedy Wysłannik przychodzi do Maryi, by oznajmić wolę Boga, Maryja ostatecznie odpowiada: „Oto Ja Służebnica Pańska”. Służba jest owocem miłości a w życiu Maryi ten owoc przyniósł kolejny – Jezusa. Owoc jest symbolem dojrzałości. Tylko dojrzały owoc dobrze smakuje. Maryja niewątpliwie była dojrzała w swoich decyzjach, ale i w postawie służby. Jezus – błogosławiony owoc Jej żywota – jest dla każdego człowieka najpiękniejszym darem jaki możemy otrzymać. Odmawiając modlitwę „Zdrowaś Maryjo”, adorując i kontemplując Boże Dziecię pomyślmy o owocach naszego życia. Sam Jezus mówił, że „po owocach ich poznacie” (por. Mt 7,20). Nas także poznają po owocach. Warto więc w tym czasie zwrócić uwagę na swoją codzienność. Czy jest ona czasem owocowania dobra w życiu moim, moich bliskich i tych wszystkich, których spotykam. Dojrzały chrześcijanin to ten, który niesie Jezusa w swoje środowisko. Niesie Go słowem, dobrymi czynami, uśmiechem, podarowanym czasem. To takie proste gesty a jakże ważne w dzisiejszym świecie. Czasem ma się wrażenie, że trudno spotkać szczęśliwego, uśmiechniętego człowieka. Każdy ma przecież swoje problemy, troski i kłopoty. I tak jest, ale przecież to nie cała nasza rzeczywistość. Mamy w Kościele wszystkie potrzebne środki do tego, by być szczęśliwym i przynosić dobre owoce w życiu. Napełnieni w sakramentach Bożą łaską możemy nią promieniować na innych. To jest nasz dar, owoc naszego życia w zjednoczeniu z Bogiem. Także my, na wzór Maryi, możemy przynosić w życiu błogosławione owoce – owoce miłości Boga i bliźniego. Nie ma w życiu nic piękniejszego. Spróbujmy więc w tych dniach szczególniejszą uwagę zwrócić na to, co sami otrzymujemy i na to, czym możemy podzielić się z innymi, by ich życie uczynić choć trochę lepszym, choć trochę piękniejszym a może i spokojniejszym…. Może jest wokół nas ktoś, kogo warto w odwiedzić, do kogo trzeba by zadzwonić czy napisać. Może ktoś czeka na moje dobre słowo lub gest. Otwórzmy szeroko oczy i serca a na pewno zauważymy kogoś, kto z utęsknieniem czeka na piękny owoc naszego życia.

s.M. Damiana Szmidt

Kategorie:refleksje

8 urodziny Dzieła, czyli 8 lat zaufania…

27 listopada 2018 Dodaj komentarz

8 lat

8 lat.

8 lat mojego życia, czyli jego 32%.
Setki, o ile nie już nie tysiące godzin włożonych w Dzieło.
Mnóstwo zarwanych nocy na dopieszczanie DDASZa.
Całe tysiące odebranych i wysłanych e-maili.
Setki poznanych ludzi – zarówno osobiście, jak i wirtualnie.
Tysiące słów – w większości bardzo życzliwych, ale zdarzały się również także te mniej miłe.
I całe morze Radości, satysfakcji i doświadczania Boga.
A przede wszystkim mnóstwo zaufania Jemu.

Bo to JEGO Dzieło.

Ponad 530 tysięcy wejść.
Prawie 1400 adopcji.
Ponad 100 sióstr czekających na modlitwę.
Na mnie robi to ogromne wrażenie.
Jednak największe wrażenie robi czas trwania Dzieła.
I tego, że On wybrał mnie na swoje narzędzie.

Wtedy… 8 lat temu…
Miałam 17 lat. Mieszkałam w internacie i uczyłam się u Urszulanek, jednak niezmiernie zafascynowana byłam Elżbietankami. To właśnie u nich spędziłam pewien listopadowy weekend na dniach skupienia i podczas pewnej rozmowy padł temat modlitwy za zakonnice. Pomyślałam sobie, że da się zrobić. Przez 2 tygodnie biłam się z myślami. A tak naprawdę to była Jego walka we mnie z Szatanem. I z moich strachem. Podjęcie wtedy tej decyzji było dla mnie sporym aktem zaufania. I do dziś Dzieło uczy mnie ufności.

Przez te 8 lat w moim życiu naprawdę sporo się zmieniło.
Poznałam mnóstwo ludzi.
Doświadczyłam wielu pięknych relacji.
Skończyłam liceum, byłam na jednych (inżynierskich) studiach, które rzuciłam.
Zaczęłam pracować i studiować zaocznie.
Ze zbuntowanej nastolatki zmieniłam się w kobietę, która nadal łamie schematy, chociażby swoimi czerwonymi włosami.
Dużo się zmieniło w moim przeżywaniu wiary.
Dużo zmieniło się w relacji z Nim, łącznie z całym mnóstwem wątpliwości przeplatanymi chęciami wstąpienia do klasztoru. Uprzedzając pytania – nie jestem w klasztorze i nie zamierzam;)

Zmieniłam się także zewnętrznie.
Ale to pokażą zdjęcia – jedno z 2009 (rok przed powstaniem Dzieła) i aktualne

9 lat

Po tych 8 latach już standardowo czas na podziękowaniu.

Dziękuję:

-wciąż, nieustannie i przede wszystkim Bogu.
Bo to On wszystko trzyma w ryzach i wszystkiego pilnuje.
Bo to Jego Dzieło.
ks. Andrzejowi – opiekunowi Dzieła,
który bywa także naszym merytorycznym wsparciem
Ekipie – Magdzie i Kamili,
za nieocenioną pomoc
-za bliskie mi osoby, które cały czas są obok i mnie wspierają i chociażby potrafią dobudzić po ciężkiej nocy przed komputerem, wysłuchują mojego gadania o dziełowych sprawach i potrafią doradzić. Przede wszystkim moim Rodzicom, którzy są od początku istnienia Dzieła i bardzo mnie w nim wspierają. Moim Przyjaciołom i Partnerowi, za to, że po prostu są i rozumieją moje działanie.
Wam – adoptującym, adoptowanym, kibicującym

Pamiętam o Was w modlitwie i proszę Was o to samo, o modlitwę za mnie, za całą Ekipę oraz za całe Dzieło.

 

A jeżeli chcesz pomóc Dziełu i dołączyć do Ekipy – zapraszam TU.

Kategorie:ddasz, Podziękowania

Szukamy Redaktora!

19 listopada 2018 Dodaj komentarz

typing, old, typewriter, black, white

Jeżeli:
– jesteś osobą kreatywną i mającą dużo pomysłów
– jesteś osobą wierzącą i praktykującą
(co za tym idzie – posiadasz wiedzę dt. wiary katolickiej na poziomie średniozaawansowanym)
– chcesz aktywnie włączyć się w pomóc Dziełu
– masz trochę czasu (ok. 2-3 godz tygodniowo)
– masz dostęp do Internetu i komputera z polskimi znakami

Szukamy właśnie Ciebie!

Napisz na adres:

hadziczka13@wp.pl

 

 

 

Kategorie:Ogłoszenia

Czego nauczyłam się od innych przez minione wakacje?

bar3To nie jest poradnik. To tylko moje spojrzenie na minione dwa miesiące wakacji (tak, jestem nauczycielem, i tak wiem, nie należą mi się dwa miesiące odpoczynku, tak wiem za to, ile zarabiam mogę wyjechać gdzie bądź, a na Seszelach było naprawdę cudownie). Prawda jest taka, że się zresetowałam a najdalej gdzie byłam w te wakacje to Wielkopolska.

Wracając do tematu… Oto, co pokazali mi inni i czego mnie nauczyli:

  1. Pełnego zaufania

…bo przecież co złego może mnie spotkać, skoro jestem wierząca. Pytanie tylko czy ufam tak bardzo, że będąc prześladowanym jestem w stanie wykrzyknąć wiarę w Chrystusa. Nauczyli mnie albo nawet pokazali świadectwo życia, ale takiego prawdziwego i pełnego wiary i ufności. Nie bać się mówić o tym, że wierzę, że odmawiam pacierz czy inne modlitwy. O tym, że chodzę do kościoła nie tylko w niedzielę.
„Choćby mnie zabił Wszechmocny-ufam” (Hi 13,15)

  1. Nie negowania spraw, rzeczy i kwestii, z którymi nie miałam osobiście styczności

…bo jakim prawem nie zgadzam się z tym co dzieje się w Neokatechumenacie, dlaczego jeden zakon lubię bardziej od drugiego, dlaczego księża kojarzą mi się z zachłannością i dlaczego twierdzę, że istnieje jeden papież (ten emerytowany!) i że Msza Trydencka to jedyna forma mszy przez którą się uświęcam.
Przecież nie mogę negować czegoś, czy coś wywyższać nie znając motywów i wiary innych ludzi, którzy uświęcają się właśnie w taki a nie inny sposób. Jeżeli coś przybliża kogoś do Chrystusa to być może jest to dla niego jedyna forma zbawienia.

Ksiądz Kaczkowski, świętej pamięci, podczas jednych z warsztatów Ars Celebrandi, powiedział, że on na co dzień uświęca się poprzez zwyczajną formę. Mówił to na warsztatach liturgii tradycyjnej… i nikt go tam nie zlinczował 😉

  1. Odwagi i podejmowania decyzji

…przy ostatnim spotkaniu z przyjacielem jeszcze z czasów LO uświadomiliśmy sobie, że podejmowanie decyzji, takich mądrych i słusznych- procentuje dobrem .Nie bać się, nie kryć się np. z uczuciami. Bo przecież, skoro coś do kogoś czuję, to czemu ma o tym nie wiedzieć? Nic do stracenia nie mam a można zyskać bratnią i dobrą duszę.

  1. Oddania siebie innym

…ta myśl zrodziła się w miniony weekend a wczoraj się potwierdziła podczas pogrzebu Szymona. On, 20 latek oddany innym, zawsze chętny do pomocy, dobro innych ponad własnym. Wierny przykazaniom i oddany Panu Bogu. Zawsze przy ołtarzu a teraz przy ołtarzu niebieskim. To nic nie kosztuje a często najpierw myślimy o sobie, tak aby jak najmniej ucierpieć. On pomyślał o innych, odpowiedział na wołanie o pomoc i pomagając zginął tragicznie. Czyż to nie piękne świadectwo?

  1. Żyć tak, abym w chwili śmierci mogła powiedzieć, że żyłam dobrze

…i niczego nie musieć żałować!

 

Kategorie:Uncategorized

Dasz się nakarmić? (J 6, 24-35)

5 sierpnia 2018 Dodaj komentarz

chleb_2Kiedy ludzie z tłumu zauważyli, że na brzegu jeziora nie ma Jezusa ani Jego uczniów, wsiedli do łodzi, dotarli do Kafarnaum i tam szukali Jezusa. Gdy zaś odnaleźli Go na przeciwległym brzegu, rzekli do Niego: „Rabbi, kiedy tu przybyłeś?” W odpowiedzi rzekł im Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Szukacie Mnie nie dlatego, że widzieliście znaki, ale dlatego, że jedliście chleb do syta. Zabiegajcie nie o ten pokarm, który niszczeje, ale o ten, który trwa na życie wieczne, a który da wam Syn Człowieczy; Jego to bowiem pieczęcią swą naznaczył Bóg Ojciec”. Oni zaś rzekli do Niego: „Cóż mamy czynić, abyśmy wykonywali dzieła Boga?” Jezus, odpowiadając, rzekł do nich: „Na tym polega dzieło Boga, abyście wierzyli w Tego, którego On posłał”. Rzekli do Niego: „Jaki więc Ty uczynisz znak, abyśmy go zobaczyli i Tobie uwierzyli? Cóż zdziałasz? Ojcowie nasi jedli mannę na pustyni, jak napisano: „Dał im do jedzenia chleb z nieba”. Rzekł do nich Jezus: „Zaprawdę, zaprawdę, powiadam wam: Nie Mojżesz dał wam chleb z nieba, ale dopiero Ojciec mój daje wam prawdziwy chleb z nieba. Albowiem chlebem Bożym jest Ten, który z nieba zstępuje i życie daje światu”. Rzekli więc do Niego: „Panie, dawaj nam zawsze ten chleb!” Odpowiedział im Jezus: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”. (J 6, 24-35)

W dzisiejszych czasach nie ma większego problemu z jedzeniem do syta, przynajmniej w naszym kręgu kulturowym. Jednak w czasach Jezusa nie było to takie oczywiste, więc kiedy Jezus na pustyni rozmnożył pięć chlebów i ludzie jedli do syta, było to dla nich coś naprawdę niespotykanego. Zaczęli więc szukać tego nauczyciela, który dał im tyle chleba ile tylko chcieli. I w tym momencie Jezus mówi im o jakiś chlebie życia…

Dzisiaj nie mamy problemu ze zdobyciem chleba, żeby napełnić swoje żołądki, ale jednak w natłoku medialnego chłamu coraz trudniej nakarmić nasze serca i dusze czymś bardziej wartościowym niż polityczne przepychanki czy sztuczne serialowo-filmowe problemy. Łakniemy bliskości, łakniemy nakarmić nasze głodne serca sięgając po różne mądrości mówców motywacyjnych, nowe trendy duchowe… I tutaj przychodzi Jezus, który 2 tysiące lat temu dla nas stał się człowiekiem, który zszedł dla nas na ziemię i mówi: „Ja jestem chlebem życia. Kto do Mnie przychodzi, nie będzie łaknął; a kto we Mnie wierzy, nigdy pragnąć nie będzie”… To jego zaproszenie, by przyjść nakarmić się Jego Ciałem, napoić Jego Krwią, by ogrzać się w Jego Miłości. On trwa już 2 tysiące lat, a wiele nurtów już upadło… On trwa i wciąż i na nas czeka… On chce nas nakarmić nas czymś więcej niż najwykwintniejsze i najsmaczniejsze dania w super restauracjach czy najpyszniejszy świeży chleb. On chce nakarmić nas Sobą zaspokajając nasze najskrytsze pragnienia Miłości. Czy dasz mu się nakarmić?