Archiwum

Posts Tagged ‘Boże Narodzenie’

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 6 (ostatnia)

23 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Dzisiaj już ostatnia lekcja. Muszę przyznać, że z przyjemnością je pisałam. Mam nadzieję, że przeczytaliście chociaż jedną i to Boże Narodzenie będzie dla Was inne. Bardziej rodzinne. Bardziej ŚWIĘTE.

Są prezenty, które są przeznaczone tylko dla niektórych. Są takie, które służyć mają większej licznie osób. I są takie, które są przeznaczone dla WSZYSTKICH.

Podam przykład. Mojemu bratu i bratowej dam prezent, który będzie służył im obojgu. Dwóm znajomym klerykom dałam prezenty, które pomogą im, ale i, taką mam nadzieję, ich przyszłym parafianom. Tak to wygląda u mnie. A u Was? Czy prezenty, którymi obdarujecie swoich bliskich przydadzą się również Wam w jakimś stopniu? Czy dzięki tym prezentom Wasi bliscy przestaną Wam suszyć głowy? A może to Was jako pierwszych poproszą o wspólną grę w planszówkę, którą znajdą pod choinką?

A czy Wy podzielilibyście się swoim prezentem z innymi?

Może brzmi to trochę dziwnie, zdaję sobie z tego sprawę, ale zaraz wyjaśniam.

Jest prezent, który dostaliśmy wszyscy, i ma on służyć nam przez całe nasze życie, a docenimy go prędzej czy później (oby prędzej!). Jest to ZBAWIENIE. Nie byłoby Zbawienia bez Jezusa. A Jezusa nie byłoby na Ziemi bez Jego narodzin. Bo o to chodzi w Bożym Narodzeniu, nieprawdaż?

Wigilia i Boże Narodzenie to nie są chwile, które mają przeminąć jak najszybciej. One mają trwać i trwać. Mamy cieszyć się z narodzin Jezusa tak, jakby to był nasz mały braciszek. Kto nie marzył o małym braciszku? (ja o siostrze, ale braciszek też może być ;))

Jezus dał nam ZBAWIENIE. I nie przyszło Mu to łatwo, nawet jeśli tak moglibyśmy pomyśleć. W Ogrójcu cierpiał, bo nie był tylko Bogiem, ale też Człowiekiem. Jednak, jak wiemy, pozwolił przybić się do krzyża i umarł za nas. Ale najpierw się narodził…

To jest niewyobrażalnie piękny prezent, nigdy piękniejszego nie dostaniemy. I ten prezent powinniśmy pokochać. I dzielić się nim z innymi. Jak Buster z reklamy, którą za chwilkę obejrzycie. Prezent dziewczynki, wydawałoby się, nie był przeznaczony dla niego, a jednak cieszył się nim równie mocno jak jego właścicielka.

Tak samo jest ze Zbawieniem. Jest przeznaczone dla wszystkich: grzeszników, prawych, ludzi wszystkich wyznań i wierzeń. Trzeba tylko im pokazać jaka to frajda wierzyć w Jezusa i to, że kiedyś wszyscy możemy potkać się w Niebie.

Pokażmy innym, że prezent, który dostali od Jezusa jest tym najpiękniejszym. Podzielmy się z innymi tą radością. Jezus się narodził! Nie tylko dla nas!

Reklamy

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 5

17 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Mam sąsiadów. I to nie takich zwyczajnych – są dla mnie jak dziadkowie. Mam wrażenie jakby żyli wiecznie. Odkąd tylko pamiętam – zawsze byli obok, zawsze uśmiechnięci i pomocni. Gdy byłam małym szkrabem rodzice często powierzali mnie ich opiece – a pani Ewa i pan Stefan z radością przygarniali krnąbrne dziecko i pokazywali mu jaki ten świat jest cudowny. Rodzice w spokoju mogli wysprzątać dom, a ja za to zajadałam się sałatą ze śmietaną (przysmak mojego dzieciństwa!) – do dziś pamiętam jak siedziałam przy kuchennym stole i szczerzyłam ząbki w stronę pani Ewy, a ta wycierała mi umorusaną buzię.

W każdy lany poniedziałek pan Stefan podchodził do żywopłotu i spryskiwał moją mamę oraz mnie perfumami (czułam się wtedy taka dorosła, do tego dama!). Zawsze to lubiłam, bo zamiast ociekać wodą to przynajmniej ładnie pachniałam 😀

Nigdy nie umiałam sobie wyobrazić pani Ewy i pana Stefana oddzielnie. Zawsze byli razem. Nie ważne czy w ogrodzie, czy na tarasie, czy przed telewizorem, czy w kuchni – ZAWSZE RAZEM. Ale nadeszło jedno Boże Narodzenie, które pan Stefan miał spędzić sam…

Pani Ewa musiała wyjechać za granicę i nie było szans żeby wróciła na Święta. Zastanawialiśmy się co się stanie z panem Stefanem – czyżby sam miał spędzać Wigilię i Boże Narodzenie? Moja mama nie chciała do tego dopuścić. Razu pewnego, przez wysokie śniegi (wtedy jeszcze pokrywa śnieżna sięgała mi do połowy uda) udała się do sąsiada i zaprosiła na obchodzenie z nami tego pięknego wieczoru. Zgodził się, chociaż podejrzewam, że pomimo zażyłości jaka łączyła nasze rodziny (jak pisałam na początku – są dla mnie jak dziadkowie), musiał czuć się trochę niezręcznie. Tę pamiętną Wigilię spędziliśmy razem. I była to jedna z piękniejszych, ponieważ nie pozwoliliśmy, aby ktoś w ten wieczór był sam.

Reklama, którą za chwilkę obejrzycie (a mam przynajmniej taką nadzieję) przypomina mi o tamtej Wigilii. I za każdym razem się wzruszam (a tak naprawdę to płaczę jak małe dziecko). Bo nie umiem się pogodzić z faktem, że ktoś w Święta mógłby sam siedzieć przy choince i wyglądać przez okno, czy ktoś jednak się nie pojawi.

Już wspominałam w poprzednich lekcjach, że czasem znamy ludzi mieszkających samotnie – albo tych, których rodzina nie miała możliwości przyjechać. Albo tych, których rodzina zwyczajnie nie chciała się pojawić w Wigilijny wieczór. Dlaczego nie zaprosić ich do siebie? Posadzić przy stole i pokazać, że nie są sami. Może nie umiecie się przełamać i boicie się ich zaprosić. Ale skąd wiecie czy obecność tej osoby nie ubogaci tych Świąt, nie sprawi, że będą niezapomniane?…

Proszę, niech puste miejsce przy stole nie będzie tylko tradycją, ale prawdziwym znakiem otwarcia się na tych, którzy potrzebują towarzystwa w ten cudowny święty czas.

A teraz reklama. Wyobraźcie sobie, że to Wy jesteście tym człowiekiem na Księżycu. Chcielibyście, aby ktoś Was zauważył?…

 

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 4

10 grudnia 2016 Dodaj komentarz

 

Marzenia się spełniają. (Albo raczej, jak mówi moja mama, marzenia się spełnia!)

Dzisiaj będzie trochę inaczej. Dzisiaj opowiem swoją historię spełniania marzeń.

Latami marzyłam o kimś, kto będzie podobny do mnie. Na początku męczyłam rodziców, żebym mogła mieć siostrę (tak w opozycji do dwóch braci których mam). Tak bardzo chciałam, żeby ktoś mnie podziwiał, chciał ze mną spędzać czas, żebym mogła spełniać się w roli starszej siostry. Ale najwyraźniej po trojgu dzieciach moi rodzice byli tak zmęczeni, że siostry w rezultacie nie mam. Przynajmniej nie biologicznej – duchową natomiast mam. I to nie jedną! Na każdym etapie mojego życia, licząc od czasów liceum, pojawiała się osoba, która zmieniała moje życie. W liceum była to Karolina i Diana. Na studiach: Monika i Ala. W międzyczasie pojawiła się Ela (która teraz jest moją bratową – nie żeby bez mojej malutkiej pomocy :))

Bóg obdarzył mnie nie jedną, a kilkoma siostrami. Marzenie się spełniło 🙂

Później marzyłam o miłości. Jak każda nastolatka, z później – młoda kobieta. Musiałam długo szukać, ale tak naprawdę się nie przykładałam do tego. Być może podświadomie nie chciałam na razie nikogo pokochać. Może już wtedy wiedziałam, że kiedyś znajdzie się w moim życiu ktoś, kto je odmieni?

I tak się stało. Musiałam się bardzo nacierpieć, chociaż to inna historia, ale wyszłam ze swojej „strefy komfortu” (moja mama czytając to teraz pewnie jest ze mnie dumna!). Zaryzykowałam, z czasem przejęłam inicjatywę, kilka razy się wygłupiłam (i to przy jednym mężczyźnie!), ale opłaciło się. Dzisiaj dziękuję Bogu za to, że pozwolił mi poznać Tomka. W zeszłe Boże Narodzenie miałam nieodparte wrażenie, że Bóg ofiarował mi tę miłość jako prezent. I wie, jak bardzo się z niej cieszę 🙂

A teraz reklama. O dawaniu najwspanialszych prezentów w te Święta.

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 3

5 grudnia 2016 Dodaj komentarz

Są ludzie, którzy nie są szczęśliwi w Święta.

Każdy z nas chociaż raz w życiu widział człowieka, który Boże Narodzenie uważa za niepotrzebne, nudne i denerwujące, bo trzeba siedzieć z rodziną i słuchać ich paplaniny.

Tacy ludzie są jak niedźwiedzie, które przesypiają zimę. Tylko że oni „przesypiają” radość Świąt, umyka im ona i staje się nieuchwytna. Czasem też nie chcą się „obudzić”, bo mają złe wspomnienia i zwyczajnie łatwiej jest się wyłączyć i w trybie „stand by” przetrwać ten czas, a później wrócić do codzienności.

Wiem, że ci ludzie są smutni. Smutne jest ich życie pozbawione radości przeżywania jednego z piękniejszych chwil w roku. Nie każdemu to przeszkadza – wiadomo, nie każdy musi kochać Święta. Do niczego zmusić nie można. Ale co z ludźmi, którzy kiedyś w Święta zmieniali się w dzieci i nie mogli się doczekać wieczerzy albo rozpakowywania prezentów i wyprawy przez śniegi (teraz to już chyba tylko widzianych w wyobraźni) na pasterkę. Czy można zrobić dla nich coś, aby ujrzeli Święta takimi, jakimi były dla nich w przeszłości? Aby znów odczuli tę rodzinną atmosferę, miłość, przyjaźń, zadowolenie i RADOŚĆ?

Jeśli macie znajomego, który te Święta będzie spędzał samotnie, ponieważ nie ma już rodziny, albo ta wyjechała za chlebem i szybko nie wróci – zaproście go do przeżywania tego czasu z Wami.

Jeśli wiecie, że sąsiadka z dołu będzie znów czekała na swoje dorosłe dzieci, a one, jak co roku, nie przyjadą na Wigilię, zaproście ją do siebie i pokażcie, że warto było lepić te pierogi i uszka.

Jeśli znacie człowieka, dla którego te Święta miałyby być nie radością, a powodem do smutku, to dajcie mu prezent w formie Waszego czasu albo uśmiechu. Zaproszenia, albo propozycji. Nie chodzi tu o litość. Chodzi o dawanie radości.

Kolejna reklama, które natchnęła mnie do napisania tych lekcji, pochodzi z 2013 roku. Jest mi bliska chociażby dlatego, że jednym z głównych bohaterów jest… zając 🙂

Pamiętajmy w te Święta, że jesteśmy jedną wielką rodziną, i są w naszym otoczeniu osoby, dla których najpiękniejszym prezentem, którego nigdy nie zapomną, byłby czas spędzony z ludźmi, którym na nich zależy.

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 2

28 listopada 2016 Dodaj komentarz

Znowu skarpetki…

Prawdą jest to że czasem nie zastanawiamy się nad tym, jaki prezent chcemy kupić najbliższej osobie. W biegu, w drodze, bez zastanowienia. Ostatnio pisałam o tym, że powinniśmy nie umieć doczekać się DAWAĆ prezenty, jednak podarek powinien być ofiarowany z serca, a nie dlatego, że tak wypada.

Ile razy dostaliśmy prezenty, które okazały się nieprzydatne albo nietrafione? Ja kilka takich dostałam w życiu; wiem, że ludzie, którzy mi je ofiarowali mieli jak najlepsze intencje, ale… No właśnie, co? W tamtym czasie te właśnie rzeczy były mi nieprzydatne. Nie marzyłam o szaliku w momencie, w którym potrzebowałam paska do spodni, ponieważ miesiąc wcześniej zepsuł mi się ostatni. Nie chciałam słodyczy wtedy, kiedy dbałam o linię (teraz wyznaję zasadę, że linia musi być gruba i wyraźna – żart), ale za to pragnęłam książki, na którą polowałam od miesięcy… Jak wyjść z tej sytuacji?

W mojej rodzinie od dwóch lat mamy taką „tradycję” – jeśli nie wiemy co kupić drugiej osobie, po prostu się pytamy. Mamy nawet założoną konwersację na WhatsAppie! Wiadomo, czasem widzimy, albo wewnętrznie czujemy, że ktoś czegoś potrzebuje (zbił się ostatni kubek, podarła ulubiona poszewka na poduszkę, spruł się wysłużony szalik). Czasem zdarza się, że domyślilibyśmy się, czego pragnie druga osoba, gdybyśmy poświęcili im trochę więcej uwagi. W zeszłym roku wolałam się spytać, co wolą moi bliscy dostać i otrzymałam odpowiedź. Szaliki własnoręcznie przeze mnie wydziergane noszą z dumą 🙂 Za to w tym roku przyjaciółka powiedziała, że pragnie dostać pod choinkę wodę toaletową. Gdybym nie spędziła z nią tych pięciu minut więcej, nie wiedziałabym co jej sprawić na święta.

Miałam taki epizod, że każdego kogo tylko mogłam obdarowywałam prezentami. Czasami nie zastanawiałam się czym później zapłacę za bilet miesięczny (glinianym aniołkiem albo czarną włóczką się niestety nie udaje 😦 ), po prostu każdemu chciałam coś dać. Dziergałam szaliki (pierwsze dwa były OKROPNE, ale osoby, którym je dałam nie zwróciły mi ich, za to jestem pewna, że leżą one zapomniane – i się temu wcale nie dziwię), robiłam ocieplacze na kubeczki (te już były lepsze, do tego ładne). Mam tylko nadzieję, że wszystkim obdarowanym służą do dziś 🙂

Wiem na pewno o jednym prezencie, który służy już dość długo, a noszony jest z dumą i radością. Mój ksiądz proboszcz wiele lat nosił czarny szalik, taki wełniany, cienki. Łączył go z brązową kamizelką, taką puchatą jak owieczka. Czarni i brązowy? A fe! Pomyślałam, że skoro ksiądz ma urodziny kilkanaście dni przed Bożym Narodzeniem, to zrobię mu prezent łączony – szalik. Wydziergałam go z grubej, mocnej i ciepłej włóczki, dołączyłam fioletowo-brązowe pomponiki (!), zapakowałam w piękny papier i sercem na ramieniu poszłam go wręczyć. A musicie wiedzieć, że mój proboszcz jest bardzo, ale to bardzo wybredny! I nie wiecie nawet jak się ucieszyłam, gdy otwierając prezent NAPRAWDĘ się ucieszył! Później widywałam go całą zimę jak chodził z moim prezentem pod szyją. To było jakieś 6 lat temu. Ostatnio spotkałam go w Opolu, gdzie odpoczywa na emeryturze. Nie zgadniecie co miał pod szyją! MÓJ SZALIK! Myślałam, że z radości się popłaczę.

To mój cel w tegoroczne święta. Dać moim bliskim coś, co na 100% im się przyda. Nawet gdyby to miały być skarpetki, bo ostatnia para okazała się dziurawa.

Pokażmy w tym roku naszymi prezentami, że zależy nam na naszych bliskich i chcemy da nich jak najlepiej. I że nie pozwolimy marznąć ich stopom!

PS. Proszę, pomóżcie mi dotrzeć do większej rzeszy ludzi. W miarę możliwości drukujcie, udostępniajcie albo zwyczajnie pokażcie innym te lekcje. Sprawmy, że te święta będą jeszcze bardziej wyjątkowe!

Święta inne niż wszystkie – Lekcja 1

23 listopada 2016 Dodaj komentarz

Przez najbliższy miesiąc chcę dać Wam swego rodzaju prezent: lekcje, jak przeżyć tegoroczne Święta. Pomoże mi w tym John Lewis, którego być może nie znacie, ale poznacie.

John robi reklamy. Tu pewnie część z Was uśmiechnie się ironicznie i pomyśli, że zwariowałam. Otóż nie. John robi reklamy o BOŻYM NARODZENIU. I to wcale nie takie, które reklamują jakiś produkt, tylko takie, które mówią o miłości, dawaniu, rodzinie, przyjaźni i o prawdziwym duchu Świąt.

John reklamy robi o dawna i na różne tematy, ale te o Świętach są wyjątkowe. Bardzo! Wzruszam się przy każdej, a moja mama mogłaby potwierdzić, że nie cierpi mnie, bo jej je pokazałam. I za każdym razem jak o nich mówię, to ona zaczyna płakać. I ja też. I moja ciocia też. I w ogóle wszyscy, którzy są wtedy w pokoju.

Proszę, przeczytajcie do końca i obejrzyjcie. Być może dzięki temu w tym roku inaczej spojrzycie na ten cudowny czas.

 

Jako dzieci bardzo cieszyliśmy się z otrzymywania prezentów. Tę magię, kiedy rozrywało się papier (u mnie zawsze trzeba było później złożyć go w kostkę) i dotykało nowej zabawki, ubrania albo pięknego puchatego pluszowego misia nie zapomniał nikt. Tylko że kto będąc dzieckiem myślał o tym, by też dawać prezenty?

Pamiętam, że raz poprosiłam rodziców o to, by dali mi więcej kieszonkowego niż zwykle. Kusiło mnie, żeby kupić za to cukierki i mieć zapas na najbliższe kilka tygodni, ale zamiast tego poszłam na kiermasz książek do biblioteki w mojej podstawówce. Wybierałam książki, chociaż wybór był marny, do tego nie zastanawiałam się zbytnio, czy mojej babci spodoba się książka o jakimś poecie, a rodzicom wiersze, które wzięłam tylko dlatego, że miały ładną okładkę.

Dla mnie wtedy liczyło się to, aby coś DAĆ. Kilka lat później kupiłam wszystkim w rodzinie po drewniany aniołku. Takie same dałam najbliższym przyjaciołom – u większości wiszą do dziś przy łóżku albo korkowej tablicy.

Czy w tym roku będziemy pamiętać, aby nie tylko czekać na otrzymanie prezentów, ale też by usychać z niecierpliwości, aby w końcu dać te swoje? Ja z pewnością, ponieważ odkąd zobaczyłam tę reklamę serce mi się raduje za każdym razem jak dam komuś upominek. A teraz co roku staram się dać każdemu chociaż małą rzecz. Rodzina potwierdzi po Wigilii 🙂

Drodzy rodzice i dziadkowie! Teraz chciałabym skierować kilka słów do Was. Wspierajcie swoje dzieci i wnuki, wychowujcie je tak, jak sami chcielibyście być wychowywani (albo jak zostaliście!). Gdybym nie otrzymała od rodziców tego kieszonkowego, moje mało trafione prezenty nigdy nie pojawiłyby się pod choinką. Pokażcie swoim pociechom jak ważne jest dawanie, a nie tylko branie. Zróbcie to dla siebie, ale i dla innych 🙂

A teraz obejrzyjcie reklamę. Może ona wyrazi wszystko to, co chciałam przekazać o niebo lepiej.