Archiwum

Archive for the ‘zwątpienie’ Category

Muzyczne modlitwy

20 grudnia 2014 Dodaj komentarz

Wsłuchując się w Ducha Świętego płynącego we mnie pomyślałem aby podzielić się z Tobą własnymi przemyśleniami na temat wybranej, najbardziej do mnie przemawiającej, twórczości zespołu muzycznego „Red”, w ramach DDASZ-u, Jest ona bardzo bliska memu serduszku i towarzyszy mi od kilku lat. Moim zdaniem te utwory są przykładami wartościowymi dziełami muzycznymi. Z albumu „End of Silence” przykuwają moją uwagę trzy kawałki. Breathe Into Me – według mnie dotyczy sytuacji jak zapętlam się przy odwracaniu się od Bożego miłosierdzia, chwil gdy upadam, a następnie gdy buntuję się przeciwko własnej grzeszności i zdążam ku nawróceniu. Let Go – odczytuję jako dźwiękowe wyrażenie tego kiedy spragniony wolności modlę się o uwolnienie od kuszenia. Odtwarzam go sobie i wrzeszczę, gdy czuję pokusy lub poczucie marności. Lost – odkryłem w nim świetnie wyrażony przykład opisu słownego swojej uczuciowej relacji ze Stwórcą.

SwieczkaZ albumu „Innocence and Instinct” porusza mną pięć piosenek. Start Again – moim zdaniem przedstawia uczucie po tym jak uczestniczę w sakramencie pokuty i pojednania, oraz gdy ogarnia mnie strach przed ponownym poddaniem się słabości połączony ze wzruszeniem przy odczuwaniu miłosierdzia Boga. Never Be the Same – odbieram w nim piękne przedstawienie kiedy odwzajemniam darzenie miłością dobrotliwego Boga, która z każdym dniem jest coraz silniejsza, po doświadczaniu kolejnych cudów życia. Out From Under – kawałek ten posiada w sobie wykrzykiwane uczucia wyrzutów wobec momentów skruszonego zrozumienia, że podejmuję błędną decyzję podjęcia samodzielnej walki z grzechem, kiedy wydaje mi się, że nie odczuwam obecności Boga. Szczególnie silnie i gniewnie czuję się tak podczas notorycznego upadania. Overtake you – uświadamiając sobie wolność i Bożą siłę płynącą przez moje ciało, serce i duszę, nieważne w jak głębokim i gęstym leżę błocie, słucham go i równocześnie śpiewam słowa gdy bezdyskusyjnie odrzucam szatana. Uważam ten utwór za dotychczasowe największe arcydzieło tego zespołu. Nothing and Everything – wspaniale odzwierciedla wewnętrzną walkę jaką toczę każdego dnia z zagnieżdżonym we mnie złem.

Reklamy

A co jeżeli ogarnie Cię bezsilność?

26 września 2014 Dodaj komentarz

swieczka

Osobiście, nie lubię nudy, praktycznie jej nie znam – zawsze miałam dużo pasji i różnych ciekawych zajęć. Od kiedy pamiętam po zajęciach w przedszkolu, później w szkole, poza nauką miałam mnóstwo różnych innych – szkoła muzyczna, zajęcia plastyczne, wolontariat pod różnymi postaciami czy swoje własne pasje takie jak rękodzieło czy czytanie książek. W tym wszystkim rodziła mi się szalona myśl: Tak, chcę zmienić świat, chcę zrobić coś dobrego. Angażowałam się w kolejne akcje czy wydarzenia, ale później ogarniała mnie taka bezsilność z myślami, o tym, że tak naprawdę nie mogę nic zrobić, żeby uczynić świat lepszym, że moje wysiłki nie mają najmniejszego sensu. Ale jednak później uświadomiłam sobie co w tym było nie tak, czego brakowało – modlitwy, trwania przed Chrystusem. Olśniło mnie i czuję, że to było tchnienie samego Ducha Świętego, który podpowiedział co jest nie tak.

Ważne jest to, żeby w swojej chęci czynienia dobra, pamiętać o modlitwie. A jeszcze ważniejsze jest to, żeby w momentach bezsilności – nie pozwolić się jej ogarnąć, nie wpadać w panikę, złość czy strach, ale paść na kolana i się gorliwie modlić. Zawsze możesz zrobić coś, żeby zrobić dobrego, coś, żeby cokolwiek zmienić.

Pamiętaj! Jeżeli czujesz się bezsilny i wydaje Ci się, że już nic nie możesz zrobić – módl się, módl się mocno i wytrwale!

Z Jego błogosławieństwem wszystko ma sens… (Mt 14, 13-21)

5 sierpnia 2014 Dodaj komentarz

Gdy Jezus to usłyszał, oddalił się stamtąd w łodzi na miejsce pustynne, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych. A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest puste i pora już spóźniona. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności!» Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!» Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb». On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj!» Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do sytości, i zebrano z tego, co pozostało, dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci. (Mt 14, 13-21)

Ten fragment Ewangelii zapewne słyszał każdy z nas już nieraz. Zresztą tak jak ja. Pamiętam jak po raz pierwszy uderzył mnie wyjątkowo mocno on kilka lat temu podczas rekolekcji i tak sobie pomyślałam, że tak w zasadzie dla naszej na ów czas 50-osobowej grupy pięć chlebów to idzie na jedno śniadanie, a Jezus nakarmił tym takie tłumy. Zwłaszcza, że to nie były chleby w dzisiejszym tego słowa rozumieniu. No po prostu coś niewyobrażalnego.

Ostatnio, podczas rowerowej pielgrzymki na Górę św. Anny, ten fragment uderzył mnie po raz kolejny. Ten fragment okazał się fragmentem dla mnie i dla każdej osoby, która robi choć coś dobrego i ma chwilę zwątpienia. Tak jak uczniowie, którzy mówią „Nie mamy nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb”. Czymże to jest dla tylu tysięcy ludzi, którzy tam byli? Tak samo ja czasem się zastanawiam – czym jest to co robię dla tych kilkunastu osób w porównaniu do potrzeb tysięcy i milionów ludzi na świecie, którzy w końcu potrzebują pomocy? Czasem czuję bezsilność i zwątpienie, że nie mogę pomóc takiej ilości osób jaka tej pomocy potrzebuje, czuje bezsilność i nie raz nie widzę sensu w tym co robię. Czasem mam wrażenie, że to wszystko nie ma sensu… Jednak Jezus nie zostawia nas samych!!! Oddając mu to dobro, które robimy – On je pobłogosławi i pomnoży. Dobro wróci, ale też dzięki błogosławieństwu będzie zataczało coraz szersze kręgi. Tylko oddajmy nasze 5 chlebów i 2 ryby Jezusowi – On to pobłogosławi i pomnoży. Z Jego błogosławieństwem wszystko ma sens…Nawet to co po ludzku zupełnie nie ma sensu… Nawet nakarmienie 5 chlebami i 2 rybami 5 tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci…

„Choć jesteśmy bezbronni, to nie jesteśmy bezsilni”

29 stycznia 2014 Dodaj komentarz

Wspomnienia świata dziecięcego. Drżące promienie słońca przedzierające się przez różnokolorowe jesienne liście głęboką czerwienią, pomarańczą i złotem. Słońce sennie kładące się migotliwymi łatami w pokoju. Budząca się cudowna harmonia kolorów na tle drzew w głębokiej ciszy zachodzącego słońca. Srebrne nitki pajęczyn unoszące się w delikatnych powiewach wiatru, który czule muska korony drzew, maleńkie owady przemykające pomiędzy gałęziami drzew, igrające w powietrzu roziskrzone drobne złote pyłki kurzu. To świat lat dziecięcych rozświetlony delikatnym blaskiem. Czas kiedy wszystko było dobre i niewinne.

button

Z czasem rodzi sie smutek. Człowiek odkrywa, że świat to nie tylko piękno, ale też ból i cierpienie. Przychodzi rutyna, szare zwykłe monotonne życie. Człowiek się zawodzi. Nasz świat, to jakim go widzieliśmy przestaje istnieć. Przychodzi moment, kiedy człowiek musi stawić czoła pytaniu: jak, dlaczego i po co. Zderzenie z rzeczywistością, ze światem, gdzie ludzie są poniżani, ośmieszani, torturowani, skrzywdzeni, samotni, głodni, chorzy czy cierpiący po utracie kogoś najbliższego. Rodzą się bolesne pytania: czy jest sens cierpienia? Dlaczego musimy cierpieć? Czy Bóg tak wyobraża sobie nasze powołanie? Czy Bóg istnieje? Czy jesteśmy stworzeni do cierpienia? Dlaczego nas stworzono? Dlaczego nikt się nas nie spytał, czy chcemy tak żyć? Na końcu człowiek zastanawia się już tylko, jak pogodzić się z tymi pytaniami, tak aby nie stracić sensu życia. Sytuacja jest szczególnie niemiła, kiedy uświadamiamy sobie fakt, że nikt nie odpowie nam na te pytania, bo ludzie zastanawiają się nad nimi od tysięcy lat. Wielu z nas zamyka się na te pytania, nie ma na to ochoty lub też czasu. Staramy się zagłuszyć  wewnętrzny ucisk, uciekając w alkohol, pracę czy wytwory kultury materialnej. Wszystko, aby tylko zapomnieć, aby nic nie czuć. Czasami przeradza się to w nienawiść do świata i innych ludzi. Niektórzy zostają w swoim piekle przez całe życie. Inni znów nigdy w swoim życiu nie obudzili się na tyle, żeby zadać sobie pytanie po co są na świecie. Są zagubieni gdzieś pomiędzy kanapą w domu przed telewizorem a krzesłem w pracy. Żyją tylko po to aby spłacić swój kredyt w banku.

Czy jest zatem sens walki o takie życie? Czy walcząc możemy ten świat uczynić lepszym? Czy może też odcinając się od niego możemy żyć lepiej? A może cierpiąc w bezruchu możemy zmienić świat? Matka Teresa powiedziała niezwykle ważne słowa: „Nie wszyscy z nas mogą robić wielkie rzeczy, ale każdy może robić małez wielką miłością”. Czyli nie walka, nie ucieczka czy też kapitulacja, tylko akceptacja poprzez miłość. Miłość?  Gdzie jej szukać?

Ludzka egzystencja bez miłości jest pusta. Tak pusta jak puste było życie Peer Gynt, który miał zostać zamieniony w guzik. Był tak próżny i egoistyczny, że jego życie było warte co najwyżej egzystencji guzika. Czy można więc ocalić choć jednego człowieka, czy można nadać sens jego życiu. Jak wypełnić nicość? Nawet sam bohater nie wierzy, że ktokolwiek może go ocalić. Pyta: “Gdzie byłem ja, takim jakim być powinienem, pełny i prawdziwy, z  pieczęcią Boga na czole?” Gdzie jest ten prawdziwy człowiek, jego alter ego pełne piękna i siły, wewnętrznie spełnione, wierzące w wolność wiecznego wyboru. Solveig (Ibsen nie bez powodu wybrał imię Solveig, które oznacza córkę słońca) daje Peer Gynt jedyną możliwą odpowiedź: „Jesteś nim w mojej wierze, w mojej nadziei, w mojej miłości”. Obraz idealnego człowieka może istnieć tylko w innej istocie, która go kocha.

Według współczesnej wiedzy te same prawa fizyki i stałe fizyczne decydują o ewolucji Wszechświata począwszy od małych atomów skończywszy na gigantycznych galaktykach. Jeśli tak, to może podobne zasady decydują też o innych aspektach życia, a dokładnie jego sferze emocjonalnej. Jeśli miłość może wywyższyć zwykłego człowieka i nadać mu sens, to może miłość może też nadać sens całemu istnieniu. Obraz idealnego świata istnieje tylko w kimś kto kocha życie pomimo jego braków. Patrząc na świat z perspektywy rodzica obserwującego swoje dziecko, tragiczny obraz świata staje się kompletnie inny. Matka która kocha swoje dziecko zna jego niedociągnięcia, ale wierzy w jego potencjał i wie kim jej dziecko może się stać, jeśli tylko da mu się czas, cierpliwość i miłość. Tak więc może to miłość ma szansę zrekompensować braki innych ludzi i świata, który nas otacza i dać nam siłę, aby widzieć ten świat takim jakim on być powinien. Tylko miłość może wypełnić nicość. Zmienianie świata trzeba zacząć we własnym sercu.

Gdy wątpisz…

20 grudnia 2013 Dodaj komentarz

Jezus-w-żłóbku

Gdy wątpisz w miłość – spójrz na żłóbek, na wielkiego Boga, który w swej wielkości, miłości i pokorze stał się tak mały, drobny, niepozorny… Gdy wątpisz w miłość – spójrz na krzyż i szeroko otwarte Chrystusowe ramiona i oczy pełne miłości, na tego samego Boga, który leżał w żłóbku, a później umarł na krzyżu – bo tak mocno ukochał grzesznego człowieka. Miłością wielką, nieskazitelną i niewyobrażalną. Bo to On jest miłością.

Gdy wątpisz w przyjaźń – spójrz na Jezusa, który mówi „Już was nie nazywam sługami, bo sługa nie wie, co czyni pan jego, ale nazwałem was przyjaciółmi, albowiem oznajmiłem wam wszystko, co usłyszałem od Ojca mego.” (J 15,15) Gdy wątpisz w przyjaźń, wiedz, że to On jest Twoim jedynym i największym Przyjacielem.

Gdy masz dość niepowodzeń i upokorzeń – spójrz na Jezusa leżącego w żłóbku. Na Najwyższego, Najwspanialszego Boga, który jako jedyny jest Nieskazitelny – stał się ułomnym człowiekiem. Nawet nie królem czy dostojnikiem, ale stał się częścią rodziny cieśli. W końcu to On, istniejąc w postaci Bożej, nie skorzystał ze sposobności, aby na równi być z Bogiem, lecz ogołocił samego siebie, przyjąwszy postać sługi, stawszy się podobnym do ludzi. (Flp 2, 6-7)

Gdy wątpisz we wszystko i wciąż upadasz – spójrz na Jezusa, który upadał pod ciężarem krzyża, ale wciąż się podnosił, po to, żeby dojść na Golgotę i nas zbawić. Spójrz na Niego i proś o siłę.

Gdy wątpisz – spójrz na żłóbek, na krzyż, na Wszechmocnego i Największego Boga i módl się, módl się ciągle i nieustannie. Módl się, choć wątpisz. Bo to On jest Miłością, Radością, Drogą, Pewnością, Życiem… On jest najważniejszy, On jest WSZYSTKIM! Zapamiętaj!