Papież Franciszek o prawdziwej rodzinie

26 Wrzesień 2016 Dodaj komentarz

Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.

Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964

Papież Franciszek naucza od początku swojego pontyfikatu, że najważniejsza jest rodzina. Bez rodziny człowiek zamyka się w sobie, nie uczy się być dla innych. Podczas wielu katechez papież mówi, że  pierwszą rodziną jest rodzina z Nazaretu, z której powinniśmy brać przykład. To właśnie z tej świętej rodziny wypływa źródło miłości, które należy stawiać za wzór prawdziwie kochającej się rodziny. Nazaret ukazuje prawdziwe oblicze matki, ojca, dzieci i wspólnoty Kościoła i wartości na jakich powinna opierać się rodzina. Rodzina, którą poznajemy na kartach Pisma Świętego nie jest wypaczona przez różne poglądy ale zbudowana na Bogu. Papież Franciszek chce nam to przypomnieć, chce walczyć z tym wszystkim co może zaszkodzić rodzinie i przede wszystkim ukazać jej piękno – czystą miłość.

Narzeczeństwo

Podstawą każdej rodziny musi być Bóg – skała na, której żaden dom nie zdoła się zapaść. Papież mówił „Kościół nie jest organizacją kulturową ani nawet religijną czy społeczną – Kościół jest rodziną Chrystusa”. Papież prosi biskupów i kapłanów aby pomagali narzeczonym i rodziną w codzienności, aby byli dla nich wsparciem. By Kościół otwarty był na nowe rodziny. Ukazuje też, że aby zacząć budować rodzinę należy zbudować siebie. Najpierw pokochać siebie, potem Jezusa a Jezus (nasz brat) otworzy nam oczy, które tak często pokazują nam zniekształcony obraz świata i ukaże nam czystą miłość. Czysta miłość pozwoli człowiekowi na spełnienie się – ukaże szczęście i pozwoli się rozwijać. Okres narzeczeństwa według papieża to czas na poznanie siebie nawzajem. To czas, w którym możemy uczyć się siebie nawzajem.

Małżeństwo

To nie tylko papierek, który po pewnym czasie można porwać. To dar, dar, który daje Jezus  (nasz brat). Wielu jest powołanych lecz mało wybranych – według papieża te słowa oznaczają zachętę do wspólnej modlitwy narzeczonych by Bóg ukazał im drogę, którą mają kroczyć. Sakrament, który małżonkowie sobie udzielają wobec Jezusa jest wyznaniem miłości. Podwójnej miłości. Najpierw wyznaję miłość drugiej osobie potem Jezusowi. Prosząc Boga o pomoc w zbudowaniu rodziny wyznajemy Mu miłość zapraszając Go do swojej rodziny. Rodziny, która ma być nierozerwalna i posłuszna Bogu.

 

Rola matki w życiu rodzinnym

Społeczeństwo bez matek byłoby społeczeństwem nieludzkim, ponieważ potrafią one zawsze dawać świadectwo, nawet w najgorszych chwilach, świadectwo czułości, poświęcenia, siły moralnej. Matki często przekazują także najgłębszy sens praktyk religijnych: w pierwszych modlitwach, w pierwszych gestach pobożności, jakich uczy się dziecko, wpisana jest w życie człowieka wartość wiary. Jest to przesłanie, które matki wierzące potrafią przekazywać bez wielu wyjaśnień: na nie będzie miejsce później, ale zalążek wiary znajduje się w tych pierwszych niezwykle cennych chwilach. Bez matek nie tylko nie byłoby nowych wiernych, ale wiara straciłaby wiele ze swojego głębokiego i prostego ciepła. A Kościół jest matką, wraz z tym wszystkim, jest naszą matką. (…)

Rola ojca w życiu rodzinnym

„Ojciec” to słowo znane wszystkim, uniwersalne. Wskazuje ono na relację fundamentalną, która jest tak stara, jak historia ludzkości. Doszliśmy dziś jednak do stwierdzenia, że nasze społeczeństwo jest „społeczeństwem bez ojców”. Innymi słowy, szczególnie w kulturze zachodniej, postać ojca miała by być symbolicznie nieobecna, zanikła, usunięta. Początkowo było to postrzegane jako wyzwolenie: wyzwolenie od ojca-władcy, ojca, przedstawiciela prawa narzuconego z zewnątrz, od ojca jako cenzora szczęścia dzieci i przeszkody w emancypacji i niezależności ludzi młodych. (…) Zatem najbardziej konieczne jest to, aby ojciec był obecny w rodzinie. Aby był bliski małżonki, żeby dzielili wszystko – radości i smutki, nadzieje i trudy. Oraz aby był blisko dzieci w ich rozwoju: kiedy się bawią i kiedy się angażują, kiedy są beztroskie i kiedy przeżywają troski, kiedy mówią i kiedy milczą, kiedy mają odwagę i kiedy się boją, kiedy uczynią błędny krok i kiedy odnajdują drogę. Ojciec obecny zawsze. Kiedy mówimy obecny, nie znaczy to „kontroler”, bo ojcowie nazbyt kontrolujący przekreślają dzieci, nie pozwalają im wzrastać. (…)

Rola dzieci w rodzinie

Prawa więź między pokoleniami jest gwarancją przyszłości i jest gwarancją historii naprawdę ludzkiej. Społeczeństwo dzieci, które nie szanują rodziców jest społeczeństwem bez honoru: kiedy nie oddajcie się czci rodzicom, to traci się swoją własną cześć. Jest to wówczas społeczeństwo, które zmierza do tego, by pełno w nim było młodych nieczułych i chciwych. Jednakże z drugiej strony społeczeństwo, które nie chce rodzić dzieci, nie lubi być otoczone dziećmi, uważające je przede wszystkim za zmartwienie, ciężar, ryzyko, jest społeczeństwem przygnębionym. Pomyślmy o wielu społeczeństwach, jakie znamy tu w Europie, są pogrążone w depresji, bo nie chcą dzieci, nie mają dzieci. Poziom narodzin nie dochodzi do jednego procenta. Niech więc każdy z nas to przemyśli i odpowie. Jeśli rodzina wielodzietna jest postrzegana jak by była ciężarem, to coś jest nie w porządku!

 

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni.

 

Papież będąc w Polsce na obchodach Światowych Dni Młodzieży jadąc do Częstochowy, klęcząc przed obrazem Matki Bożej – naszej matki, ukazał, że każdy z nas powinien walczyć o prawdziwą rodzinę. Gdy rodzice się kłócą to dzieci powinny o nich walczyć, tak samo rodzice o dzieci. Walczyć i przede wszystkim kochać, tak jak Maryja Jezusa. Pozwoliła ze łzami oczach umrzeć na krzyżu. Czemu? Bo zaufała Bogu. I to jest przepis na udaną rodzinę. Zaufać Bogu i zawsze postępować według przykazań. Wtedy nasze rodziny będą szczęśliwe i otwarte na Bożą łaskę.


 

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n

 

Sens pielgrzymowania

gietrzwald__zabytkowy_kosciol_par_pw_nmpKiedy już wszyscy doszli na Jasną Górę, trwali w pątniczej drodze tydzień, dwa, trzy. Kiedy nie tylko Częstochowa była celem, ale również Santiago de Compostela czyli słynny szlak św. Jakuba. Ja obrałam inny kierunek- jeden to Gietrzwałd, drugi natomiast Klebark Wielki.

Gietrzwałd. Jedyne miejsce zatwierdzonych w Polsce objawień Matki Boskiej. Wieś w województwie warmińsko-mazurskim położona na trasie Ostróda-Olsztyn. W tym roku minęła 139. rocznica owych objawień gdy Matka Boska ukazała się dwóm dziewczynkom tj. Barbarze Samulowskiej i Justynie Szafryńskiej.

Moja tegoroczna pielgrzymka była trzecią z rzędu drogą do Gietrzwałdu. Intencji miałam sporo, gdyż przyjmowałam je już dwa tygodnie przed wyruszeniem na pątniczy szlak. Wszystkie zapisałam na kartkę i niosłam(dosłownie) na swoich barkach. Dominowały te o dobrego męża, ale także pojawiły się intencje błagalne i dziękczynne. Liczba osób ok. 450, modlitwa, śpiew, pokuta. Szłam z bliskimi mi osobami, dlatego też owa droga nie wydawała się trudna, ciążąca i nudna J Po dotarciu na miejsce miała miejsce Msza Święta odpustowa. Później złożenie intencji w bazylice i powrót do domu.

imagesTydzień później wybrałam się po raz pierwszy, gdyż zorganizowana akcja była pierwszą a wiec nowością, na pątniczy szlak z Gietrzwałdu do Klebarka Wielkiego wraz z Bractwem Przedmurza. Pielgrzymka w duchu tradycyjnym, ze śpiewami łacińskimi i tradycyjnymi modlitwami. Droga dłuższa o 10 km. Po dotarciu na miejsce została odprawiona Msza w nadzwyczajnej formie rytu rzymskiego czyli tzw. Msza trydencka. Pielgrzymka trwała cały weekend z racji odbywających się konferencji/katechez i dotykowych nabożeństw.

Dlaczego? Choćby dlatego, aby móc swoje cierpienie i swoją hmmm ofiarność ofiarować za innych. Pamiętałam o sobie w obydwu pielgrzymkach, ale nie na takim poziomie by pamięć była egoistyczna. O ile pielgrzymka do Gietrzwałdu była pielgrzymką w intencjach, jakie miał każdy z pątników, o tyle podczas szlaku do Klebarka Wielkiego omadlaliśmy a w zasadzie zadośćuczyniliśmy za konkretne dwie sprawy. Pierwsza- profanacja Najświętszego Sakramentu; druga- grzechy zabójstwa dzieci nienarodzonych czyli w kwestii grzechu aborcji. Nogi mnie nie niosły ale niosły mnie intencje. Choć jestem wielką marudą, niektórzy poczuli to na własnej skórze podczas pielgrzymek, to wielką satysfakcją był moment dotarcia do obydwu miejsc- miejsca objawień i sanktuarium Krzyża Świętego w Klebarku Wielkim.

Oba miejsca to taka moja mała … Jasna Góra

One nadal czekają…

22 Wrzesień 2016 Dodaj komentarz

Szczęść Boże,

w tym wyjątkowym czasie, który przeżywamy – Jubileuszu Miłosierdzia chciałbym Was zachęcić do podjęcia (pierwszej, drugiej, kolejnej) adopcji modlitewnej. Są siostry, które potrzebują naszej modlitwy. Są siostry, które może myślą o tym by zrezygnować, które ciężko zachorowały lub umierają. I dziś chciałbym Was zachęcić do dołączenia do dzieła.

Adoptuj modlitewnie siostrę! Nie na całe życie ale na miesiąc, na dwa, może na rok. Na naszej liście, która dziś została zaktualizowana jest AŻ! 83 sióstr, które czekają właśnie na Ciebie! Podejmiesz to wyzwanie i westchniesz do Boga chociaż raz dziennie za jedną z tych sióstr?

Czekają na adopcje:

  1. s. Alena Giza SCB
  2. s. Blandyna Boch OSU
  3. s. Michalina Brożyńska OSF
  4. s. Lidia Bucińska CMW
  5. s. Michalina Dobry CSSF
  6. s. Monika Dudek ZCMN
  7. s. Elżbieta CHR
  8. s. Elżbieta ZCMN
  9. s. Maria Gałka ASC
  10. s. Rozalia Górna CMBB
  11. s. Katarzyna Jarosik SM
  12. s. Anna Kaczmarek ASC
  13. s. Anna Kowal SM
  14. s. Aleksandra Lisiak SM
  15. s. Aleksandra Manja SM
  16. s. Małgorzata ZCMN
  17. s. Marcina SMCB
  18. s. Teresa Michałek OV
  19. s. Anna Mika SM
  20. s. Alicja Nowak ZSNM
  21. s. Magdalena Olszewska SM
  22. s. Teofana Ostasiewicz CSCII
  23. s. Irena Plaskota SM
  24. s. Józefa Pleśniak CMW
  25. s. Zygmunta Płachtyna – Służebniczka NMP
  26. s. Julia Puchała SCB
  27. s. Emilia Rakoczy CSAPI
  28. s. Ewa Salach SM
  29. s. Katarzyna Semeniuk CR
  30. s. Agnieszka Skup CSCIII
  31. s. Stanisława CSCIJ
  32. s. Dobrawa Sowa OP
  33. s. Helena Stroka CSSE
  34. s. Melania Szpondowska CP
  35. s. Zofia Szymanek FDC
  36. s. Dorota Tyckun SM
  37. s. Sylwia Telega CDC
  38. s. Izabela Wasiak OSU
  39. s. Wanda SM
  40. s. Radosława Wojtasik – Służebniczka NMP
  41. s. Chira Wudzińska CSSE
  42. s. Irena Zakrzewska CSFFM
  43. s. Janina Ziarno SM
  44. s. Zdzisława
  45. s. Małgorzata Żurawska OSU
  46. s. Renata Kaczmarek SM
  47. s. Jadwiga Kałęcka CSFA
  48. s. Jolanta Kolarz CSSJ
  49. s. Dorota FMM
  50. s. M. Kordiana Pokucińska NMP NP
  51. s. Lilianna Adamuszewska CSSF
  52. s. Antonina Lisowska CSSMA
  53. s. Maria Faron SSNMP NP
  54. s. Renata Gławęda SSNMP NP
  55. s. Tomira Brzezińska MSF
  56. s. Beata ZCMN
  57. s. Teresa Bełza Służebniczka NMP
  58. s. Lidia Burdach CSFN
  59. s. Ludwika Chojnowska SSCJ
  60. s. Maksymiliana Dojcz CSFN
  61. s. Dominika CPA
  62. s. Maria Faron  Służebniczka NMP
  63. s. Kinga Gąsiorek CSFFM
  64. s. Beata Kulewicz ZSJM
  65. s. Bogumiła Ławniczak SM
  66. s. Adriana Ormińska OSF
  67. s. Sylwia Rożek OSC
  68. s. Zuzanna Szczepaniak CMBB
  69. s. Agata Szkopowiec CSFN
  70. s. Regina Stadnik CST
  71. s. Alodia Witas – Służebniczka NMP
  72. s. Magdalena Wolańczyk
  73. s. Weronika Zajkowska ZSJM
  74. s. Michalina Szeląg AMI
  75. s. Eustella Burda CSSJ
  76. s. Aleksandra Bartoszewska SDB
  77. s. Efraima Głowacz ZSJM
  78. s. Bakhita Kamieńska MSF
  79. s. Anna Mentel AMBP
  80. s. Tomasza Teresa Obara OSB
  81. s. Gabriela Piekarz  OP
  82. s. Katarzyna Radzikowska SAC
  83. s. Renata Sokołowska CSFN

Upadek motywacją do powstania

14 Wrzesień 2016 Dodaj komentarz

wp-1473887829196.jpg

Dziś będzie krótko i na temat.

Upadliście kiedyś? Fizycznie albo duchowo?

Ja tak. Nawet dzisiaj. Nie wyrobiłam się z czymś, co musiałam mieć przygotowane na popołudnie. Czułam wstyd, strach i zażenowanie. Jednak nie zrobiłam tego specjalnie, brak materiałów i pomysłu dał taki rezultat.

Upadkiem było nie tylko to, że nie dałam rady, ale też to, że zostałam posądzona o brak pomyślunku. I o to, że zrobiłam to specjalnie.

A później prowadziłam zajęcia o godności i wiedziałam już, że ta osoba chciała odebrać mi moją godność. Niedoczekanie! Z niemałą przyjemnością patrzyłam później na uśmiech na twarzy „oprawcy”, który mówił, że zajęcia o godności były super. Musiały takie być, skoro chcieli mnie wiele razy ograbić z godności, ale się nie dałam.

Teraz też nie. Walczyłam i pokazałam na co mnie stać.

Klęska, jaką było nieprzygotowanie, stała się motywacją do powstania. I zrobiłam to. Dwie kolejne lekcje okazały się sukcesem.

Można? Można. Powstawajcie po każdym upadku. Pokażcie na co Was stać!

Ave!

Kategorie:Uncategorized

Dlaczego?

5 Wrzesień 2016 2 uwag

wp-1473110302808.jpg

Dzisiaj uraczę Was krótkim świadectwem – moim świadectwem.

Otóż od dnia dzisiejszego aż do 30 września prowadzić będę katechezę w jednym z opolskich liceów. Jest to liceum, które ja sama ukończyłam ponad cztery lata temu, stąd możecie sobie wyobrazić jaki stres mi się udzielił kiedy stanęłam przed poszczególnymi klasami.

Obrałam sobie taką taktykę (wojenną): przedstawię się, poproszę by wyciągnęli karteczki (wtedy najczęściej na ich twarzach pojawiało się niedowierzanie – no bo jak to, kartkówka w drugi dzień szkoły?), a później będzie „suprise, suprise”. Moim celem było to, aby a tychże kartkach zapisali swoje imię i nazwisko oraz klasę (mam ambitny plan nauczyć się ich wszystkich i do końca września zacząć im mówić po imieniu), a później, w trakcie lekcji, pytania jakie im się nasuną (a których woleliby nie wypowiadać na forum), uwagi co do prowadzenia przeze mnie zajęć, plusy i minusy. (żeby przełamać lody prosiłam, aby dali mi szansę i przynajmniej do końca lekcji nie wychodzili z klasy – zostali wszyscy aż do dzwonka!)

W domu przejrzałam wszystkie kartki, które od nich zebrałam, i przy niektórych łzy stawały mi w oczach. Ponieważ uczniowie, który pierwszy raz widzieli mnie na oczy chcieli, abym została w szkole i uczyła ich dłużej niż miesiąc (szkoda że nie mogę). Niektóre zaś były zabawne: padły pytania o znak zodiaku (?!); o to, czy gram w Wiedźmina 3 (nie wiem czemu ich tak to ciekawi, ale jutro się dowiedzą); czy miałam kiedyś kryzys wiary; czy podobają mi się studia. No i pojawiło się, nawet kilka razy, pytanie: dlaczego zdecydowałam się na studia teologiczne?

Licealistom trudno wytłumaczyć coś, czego nie próbowaliby podważyć. O tym wie każdy z nas, kto uczęszczał na lekcje religii w szkole średniej. Więc jak im wytłumaczyć to, że zwyczajnie poczułam powołanie do zostania teologiem? Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi – po prostu Palec Boży popchnął mnie w kierunku Wydziału Teologicznego. I już. Nie było fanfar, tortu i gości, którzy gratulowali mi wyboru. Zamiast tego była rodzina, która martwiła się o to, jak znajdę pracę po studiach, czy wyżyję; znajomi, którzy ostrzegali mnie przed straceniem wiary; przyjaciele, którzy stukali się w głowę i pytali się, czy na pewno wszystko ze mną OK.

Ale tak. Ze mną wszystko OK. Studiuję dzielnie od lat czterech, teraz czeka mnie ostatnia walka, bitwa trwająca rok. I wiem, że gdyby Bóg nie chciał bym studiowała teologię, nie pozwoliłby mi wkuć wszystkiego i zdać egzaminów. Dlatego przez ostatni rok przejdę jak burza (albo malutki grzmocik).

Odpowiedź na pytanie zadane mi przez jedną z licealistek? Ponieważ wiem, że tą drogą dojdę do zbawienia.

Amen!

Zaufaj Panu!

1 Wrzesień 2016 Dodaj komentarz

Gdy tłum cisnął się do Jezusa, aby słuchać słowa Bożego, a On stał nad jeziorem Genezaret,
zobaczył dwie łodzie, stojące przy brzegu; rybacy zaś wyszli z nich i płukali sieci.
Wszedłszy do jednej łodzi, która należała do Szymona, poprosił go, żeby nieco odbił od brzegu. Potem usiadł i z łodzi nauczał tłumy.
Gdy przestał mówić, rzekł do Szymona: «Wypłyń na głębię i zarzućcie sieci na połów».
A Szymon odpowiedział: «Mistrzu, całą noc pracowaliśmy i niceśmy nie ułowili. Lecz na Twoje słowo zarzucę sieci».
Skoro to uczynili, zagarnęli tak wielkie mnóstwo ryb, że sieci ich zaczynały się rwać.
Skinęli więc na wspólników w drugiej łodzi, żeby im przyszli z pomocą. Ci podpłynęli; i napełnili obie łodzie, tak że się prawie zanurzały.
Widząc to Szymon Piotr przypadł Jezusowi do kolan i rzekł: «Odejdź ode mnie, Panie, bo jestem człowiek grzeszny».
I jego bowiem, i wszystkich jego towarzyszy w zdumienie wprawił połów ryb, jakiego dokonali;
jak również Jakuba i Jana, synów Zebedeusza, którzy byli wspólnikami Szymona. Lecz Jezus rzekł do Szymona: «Nie bój się, odtąd ludzi będziesz łowił».
I przyciągnąwszy łodzie do brzegu, zostawili wszystko i poszli za Nim.

Już dziś zadzwonił ten długo oczekiwany🙂 pierwszy dzwonek oznaczający koniec odpoczynku, zwiastujący czas na naukę i zbieranie doświadczenia. Każdy z nas mi inne podejście do dziś rozpoczętego roku szkolnego. I właśnie dziś wielu z nas rozpoczęło ten dzień Mszą Święta podczas, której prosili Boga o opiekę i błogosławieństwo.

I postawmy sobie dwa pytania:

  1. Jak chcesz spędzić najbliższe 10 miesięcy?
  2. Jak odpowiadam na wezwanie Jezusa z dzisiejszej Ewangelii: Wypłyń na głębię?!

Pierwsze pytanie wydaje się proste. No więc jak chcesz spędzić te 10 miesięcy? Może zamiast narzekać na wszystko jak rok temu, zamiast udawać, że wszystko jest dobrze prosić o pomoc Jezusa w nauce? Pamiętam, że zawsze miałem problemy w angielskim. I nawet w pierwszej klasie szkoły ponadgimnazjalnej byłem zagrożony jedynką. I wiedziałem, że nie dam rady, że mogę mieć poprawkę w sierpniu. I dosłownie kilka dni przed zakończeniem roku spojrzałem w lustro. I w tym lustrze zobaczyłem siebie. I przypomniały mi się słowa jednej świętej. I wtedy uświadomiłem sobie, że Michał sam nic nie zrobi. Ale gdy zamknąłem oczy mogłem dostrzec wtedy Michała z jego aniołem stróżem, którego posłał Bóg. I tak zrozumiałem, że Michał z Bogiem zawsze da radę. Znalazłem święta od spraw beznadziejnych – Świętą Ritę. I modliłem się do Niej by pomogła mi. I pomogła  :) Poszła do Pana Boga a On sam dał mi dar rozumu. I tak poprawiłem ocenę. I teraz rozpoczynając trzecią klasę technikum proszę Boga abym nigdy nic nie robił sam, bez Jego opieki i pomocy. Zmarnowałem 10 miesięcy nauki ale to pomogło mi zobaczyć, że gdybym zaufał Bogu, modlił się (zaufał) i uczył (zarzucił sieć) wtedy mógłbym mieć spokojnie nawet piątkę.

Bo w naszym życiu wystarczy tylko zaufać Bogu. Może nauka nie będzie przynosić efektów. Spójrz na Szymona. Nic nie złowił przez całą noc ale zarzucił sieci ponownie, zaufał Jezusowi (może z małym niedowierzaniem). I wtedy zrozumiał, że dzięki Bogu możliwe jest wszystko! Bo sam Bóg mówi: OSTATNI BĘDĄ PIERWSZYMI! A Ty jak chcesz przeżyć te 10 miesięcy?

I dziś Jezus mówi wypłyń na głębię! Nie bój się! To zawołanie skierowane jest do Ciebie! Jak je rozumiesz?

 

Ten post kieruję do wszystkich. Do uczniów, studentów, pracowników, nauczycieli, bezrobotnych, emerytów. Każdy z nas musi zaufać Bogu a wtedy wszystko będzie możliwe!

 

Kategorie:Uncategorized

Wszędzie dobrze, ale w domu…

31 Sierpień 2016 Dodaj komentarz

wp-1472660316362.jpg

Mieliście kiedyś tak, że długo nie byliście w domu i wracacie do niego, w końcu!, zmęczeni i stęsknieni? Na przykład teraz: kończą się wakacje (przynajmniej dla niektórych :)), ludzie po urlopach wracają do domów, które przez ten czas nieobecności właścicieli stały puste. Nic się tam nie działo, w pokojach i na korytarzach rozpanoszyła się cisza. Ale i tak wracamy tam z radością, nawet jeśli trzeba będzie przez pierwsze dwa dni ścierać ze wszystkiego kurze.

Tak się dzieje, ponieważ wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej. Znam to z autopsji: ostatni rok mieszkałam poza domem. Ktoś by powiedział, że 40 kilometrów to nie jest dużo i zawsze można wsiąść do pociągu. Ale kiedy się studiuje i pracuje, zależność od publicznych środków transportu jest przekleństwem. Nie można w każdej chwili pojechać i spotkać się w końcu z ukochanymi rodzicami, zjeść z nimi obiad albo zwyczajnie porozmawiać twarzą w twarz, a nie przez telefon. Czasem nawet posiadanie samochodu nie pomaga. Niestety.

A teraz wyobraźcie sobie, że nie macie możliwości pojechać do domu przez miesiąc. Albo dwa. Byłoby ciężko, prawda? A co jeśli powiem, że niektórzy w domu nie bywają nawet lata? I tęsknią, ale nie chcą się do tego przyznać?

Domem, w którym rzadko bywamy, jest kościół. Nam też się to zdarza: bo wakacje, bo urlop, bo zmęczona, bo za gorąco, albo za zimno. Tęsknimy za Tatą, za Mamą, za naszym Bratem, ale nie chcemy wrócić do domu. Zadajmy sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego nie chcemy wracać do domu, w którym przecież jest nam tak bardzo dobrze? Co nas zatrzymuje?

Dziś jest dzień, w którym wracamy do naszych domów po urlopie. Wróćmy też do kościoła. Bo przecież wszędzie dobrze, ale w domu najlepiej.