„(…) o najpiękniejsza z niewiast” (Pnp 6,1b)

https://www.facebook.com/kobieto.jestes.piekna/timeline

za: Piękna

Środki masowego przekazu skupione są głównie na przekazywaniu wiadomości, w dużej mierze tych złych, bo przecież po co pokazywać dobro, które nie jest tak chwytne marketingowo jak zło. Zło czające się wszędzie, gdzie tylko człowiek sięgnie swoim wzrokiem. A dobro?
Od pewnego czasu mam szał i zajawkę na Nową Kulturę (było to widać już nie raz w artykułach ale także w moim życiu prywatnym czy też facebookowej tablicy). Dlaczego tak bardzo się tym interesuję? A no dlatego, że piękno kobiety ukryte jest w jej wnętrzu. Natomiast to, co zewnętrzne może tylko jeszcze bardziej zaciekawić odbiorcę, który chce odkryć to, co dla oczu niewidoczne. Standardowo odbierana Nowa Kultura przeszła już do lamusa, a wkracza nowy jej styl, nowy odbiór i nowe ujęcie- bardziej nowoczesne. Choć wiele rzeczy i kwestii potrzebuje jeszcze szlifów to jednak początki są zaskakujące.
Facebook stał się miejscem nie tylko spotkań i chwalenia się swoimi poczynaniami na tablicy głównej, ale także właśnie wylęgarnią dobra- kobiecego dobra i piękna.
Niżej przedstawiam cztery strony warte uwagi, przeznaczone szczególnie dla kobiet (oczywiście mężczyźni są jeszcze bardziej mile widziani :) ). Warto poświęcić chwilę by zalajkować i cieszyć się codziennym, co kilkudniowym dobrym słowem na swojej tablicy :)

  1. KOBIETA NIEZIEMSKICH OBYCZAJÓW:

Nowy twór, jednak bardzo pozytywny. Główne przesłanie to tworzone grafiki ze słowem, które poruszy niejedno kobiece serce, a serce mężczyzny otrząśnie z dotychczasowego myślenia o kobiecie (jeżeli było ono oczywiście negatywne i rzeczone) albo utwierdzi go w przekonaniu, że piękno kobiety mieści się w jej wnętrzu.
(https://www.facebook.com/kobietanieziemskichobyczajow)

  1. SERCE KOBIETY

602093_549858518380847_421604631_n„Pragnienie stworzenia czegoś takiego jak Serce Kobiety kiełkowało i powoli rosło we mnie. Zupełnie tak samo jak dojrzewały we mnie rozumienie i akceptacja własnej kobiecości. ”- tak na początku swojej strony pisze jej autorka Katarzyna Marcinkowska. Cóż tu więcej dodać… zachęcam do zagłębienia się w treści strony  oraz w fanpage’a o tym samym tytule.
(https://www.facebook.com/SerceKobiety )

  1. PIĘKNA

1474496_630981703606861_1058241229_nPodobnie jak punkt 1 i punkt 2 niniejszej listy, projekt Piękna ma za zadanie ukazać kobiecie, że jest piękna, wyjątkowa i że jest jedyną i ukochaną córką Króla królów.
(https://www.facebook.com/kobieto.jestes.piekna)

  1. JUDYTA

10408877_1409940272645704_4081732761038662435_nKto jeszcze nie zapoznał się z biblijną historią Judyty… to oczywiście cały czas może to zrobić. Autorka w opisie strony umieściła więcej niż każda z nas o tym projekcie mogłaby opisać, dała znak o sobie samej: Jestem kobietą walczącą o pragnienia swojego serca, które dał mi sam Bóg.
Zajrzyj! Warto! :)
(https://www.facebook.com/piesnjudyty/timeline)

A może Ty masz swoje ulubione, nieodkryte przez innych strony podobnej bądź tej samej tematyce? Podziel się tym z nami!

Moje pielgrzymkowe życie….

19 Sierpień 2015 Dodaj komentarz

Jasna Góra

Okres wakacyjny to szczególny okres różnego rodzaju pielgrzymek – szczególnie tych związanych z Maryją, na której cześć całe mnóstwo świąt i wspomnień w miesiącu sierpniu, a szczególnie z Matką Boską Częstochowską – szczególnie ukochaną przez Polaków. I w moim życiu pojawiło się kilka-kilkanaście pielgrzymek. I właśnie o nich chciałabym co nieco napisać….

Wszystko zaczęło się w 2002 roku. Na początku maja, dokładnie miesiąc po swoich 9. urodzinach, po raz pierwszy do swojego serca przejęłam Pana Jezusa do swojego serca w I Komunii Świętej. Krótko później przyszedł sierpień, kiedy to Papież Jan Paweł II przyjechał do Polski na pielgrzymkę (jak później się okazało swoją ostatnią do swojej Ojczyzny). Moi Rodzice sami chcieli pojechać, przy okazji stwierdzili, że jestem na tyle duża i dojrzała, że mogę jechać z Nimi na spotkanie w Krakowie. Więc pojechałam. Co prawda nie pamiętam zbyt wiele z tamtego wyjazdu – pamiętam nocną podróż pociągiem, długi „spacer” na krakowskie błonia, drżący głos Papieża (choć ni w ząb nie pamiętam co mówił), Jego zielony Ornat, rodzinne jedzenie kanapek za billboardem czy chociażby to, że z mamą siedziałyśmy na ogrodzeniu i oglądałyśmy Eucharystię przez lornetkę pożyczoną przez nieznanych współpielgrzymkowiczów. W te same wakacje po raz pierwszy pojechałam na swoją rowerową pielgrzymkę. Tym razem do Matki Częstochowskiej – na Jasną Górę. To już przeżyłam mocniej, głębiej… Przeżyłam zdecydowanie większy wysiłek, zwłaszcza jako dzieciak, który nie miał bladego pojęcia do czego służą przerzutki w rowerze, które nigdy wcześniej nie zrobiło na bicyklu tak długiego dystansu… A do tego podróż z Tatą (Mama została z Bratem)….. Ale to był też dużo większy wysiłek duchowy – pokonać ból fizyczny, pokonać chęć poddania się (za czym przemawiały zadrapane kolana i łokcie), ale dojechałam po raz pierwszy myśląc o Maryi jako o własnej Matce prosząc ją pod chwilami „Mamo, przytul, mam dość…”. Podczas drogi jako grupa rowerowa mijaliśmy się czasami z grupami pieszych pielgrzymów, z którymi spotkaliśmy się u Miriam na błoniach. Wtedy też po raz pierwszy zamarzyłam o pójściu na pieszą pielgrzymkę na Jasna Górę. Ale jednak zanim na nią poszłam minęło trochę czasu…

Następna pielgrzymka miała w moim życiu miała miejsce w 2005 roku. Tym razem jako 12-latka jechałam na rowerze, ale tym razem do Babci – na Górę św.Anny. Znowu z moim Tatą jako organizatorem całego przedsięwzięcia. Tym razem jako najmłodsza, ale jednak już jako zdecydowanie dojrzalsza osoba, która dość mocno jak na swój wiek przeżyła śmierć Jana Pawła II. Dojechałam i już wiedziałam, że tam będę wracać, że mnie tam będzie ciągnąć… I ciągnie – już od 10 lat z małymi przerwami jeżdżę do Babci, często nadal jako najmłodsza….

Jednak o marzeniu pójścia na pieszą pielgrzymkę nie zapomniałam. Poszłam bodajże w 2007 lub 2008 roku, kiedy już byłam wystarczająco dojrzała, by iść na nią bez Rodziców. Wróciłam z pęcherzami na stopach, po wielu momentach płaczu – z bólu, radości, wysiłku… Ale dotarłam do Mamy… 3 lata później poszłam kolejny raz… I jak na razie ostatni… Teraz do pieszych pielgrzymek dyskwalifikowały mnie problemy zdrowotne, ale na szczęście do rowerowych już nie…

Na pielgrzymkach rowerowych byłam 9 razy – raz na Jasnej Górze, 8 na Górze św.Anny. Na pieszej byłam tylko 2 razy. Po raz ostatni u Babci byłam w te wakacje…

Góra św.Anny wita!

Co mi dała każda z tych pielgrzymek? Po każdej z nich stawałam się o wiele bardziej dojrzała w wierze, a także życiowo… Wracałam zawsze silniejsza, bliższa Boga… Każda z nich nauczyła mnie czegoś innego, czegoś nowego, każda przyniosła inne owoce… Przede wszystkim nauczyły mnie tego, że pielgrzymka to wysiłek fizyczny. To niesienie swojej intencji czy problemów wśród bólu, łez i potu… To wyrzeczenia… Pielgrzymki autokarowe czy samochodowe dla mnie nie to samo (choć bywałam na takich). Taka wydaje mi się bardziej wycieczką, atrakcją… Pielgrzymka to rekolekcje w drodze. A właśnie takie najlepiej przeżywam na rowerze. W kameralnej grupie, kiedy mogę spokojnie, we własnym tempie odmówić różaniec, bez śpiewów z pokazywaniem, bez konferencji, w większej ciszy… Tak, takie śpiewy mnie czasem drażnią. Nie lubię modlitwy na zawołanie, kiedy wszyscy każą, bo tak się modli stuosobowa grupa. Czy to takie wychowanie w domu cyklistów? Może doświadczenie? Może sentyment? Wiem jedno… Pielgrzymki zmieniają życie, światopogląd… Dlaczego rower? Bo jest bliższy memu sercu, mej duchowości… Bo wtedy mogę bardziej zbliżyć się do Miriam, do św.Anny, do Boga… Owocem ostatniej pielgrzymki jest nowenna pompejańska, na którą w końcu się odważyłam… Każda modlitwa ma owoce, w szczególności ta połączona z wysiłkiem podjętym podczas pielgrzymowania…

To tylko takie moje przygody związane z pielgrzymkami, moje przemyślenia… Często przejawia się tu słowo „dojrzałość”, a właśnie dzięki nim dojrzałam do wiary, doznawałam nawróceń, poprawionych relacji z wieloma ludźmi… A o ile bogatsze jest spotkanie na Eucharystii z kimś, z kim spędziło się kilka dni wysiłku w dążeniu do Ojca podczas pielgrzymki…

To ja podczas którejś z wizyt u Babci.

To ja podczas którejś z wizyt u Babci.

Joanna i Piotr- piękno narzeczeństwa i miłość mimo wszystko

Beretta Molla z mezem Piotrem        FOTO:www.duchaniegascie.pl

św. Joanna Beretta Molla z mężem Piotrem Molla

Historia pewnej miłości mogłaby się skończyć inaczej, gdyby nie dar i decyzja, które podsunął sam Bóg. Kobieta, pomimo choroby i wskazań medycznych do przerwania ciąży, postanawia urodzić dziecko, które chowała pod sercem. Gianna Emanuela przychodzi na świat 21 kwietnia 1962 roku… tydzień później umiera jej matka- Joanna Beretta Molla. Podjęła heroiczną decyzję. Zrobiła to z miłości. Z miłości, którą równie bardzo obdarzyła swojego męża.

Piotr i Joanna byli zgodnym małżeństwem. Darzyli siebie niewiarygodnie mocnym uczuciem pomimo częstych podróży Piotra, a więc jego nieobecności u boku Joanny.

W okresie narzeczeństwa pisali do siebie listy, które doczekały się wydania książkowego. Sama jestem już po tej lekturze, którą bardzo polecam i dlatego dzielę się listem, który szczególnie mnie urzekł. Urzekł szczerością i prawdziwością, pięknem i zwyczajnością. Urzekł mnie jako kobietę, być może przyszłą małżonkę. Pokazuje jak kochać i jak być kochaną…

9 kwietnia 1955

Mój najdroższy Piotrze

Jak podziękować Ci za przepiękny pierścionek? Drogi Piotrze, aby Ci się odwdzięczyć ja ofiaruję Ci moje serce i będę Cię kochać tak, jak kocham Cię teraz.

Myślę, że w wigilię naszych zaręczyn sprawi Ci przyjemność wiadomość, że jesteś dla mnie najdroższą osobą, ku której ciągle skierowane są moje myśli, uczucia i pragnienia. Nie oczekuję niczego innego jak tylko chwili, w której będę mogła być Twoją na zawsze.

Najdroższy Piotrze, Ty wiesz, że pragnę widzieć Cię szczęśliwym; powiedz mi, jaką powinnam być i co powinnam zrobić, aby Cię takim uczynić. Pokładam wielką ufność w Panu i jestem pewna, że On pomoże mi być godną Ciebie małżonką.

Sprawia mi przyjemność medytowanie fragmentu czytań ze Mszy Świętej o św. Annie: <<Niewiastę dzielną któż znajdzie? Serce małżonka jej ufa… nie czyni mu źle, ale dobrze przez wszystkie dni jego życia>>.
Piotrze, obym mogła być dla Ciebie niewiastą dzielną z Ewangelii! Niestety, wydaje mi się, że jestem osobą słabą- to znaczy, ze będę się wpierać na Twoim mocnym ramieniu. Czuję się tak pewna przy Tobie! Proszę Cię o jedną przysługę: od dzisiaj, Piotrze, jeśli zobaczysz, ze czynię coś, co nie jest właściwe, powiedz mi o tym- popraw mnie, rozumiesz? Będę Ci za to zawsze wdzięczna.

Z wielką serdecznością Cię obejmuję
i życzę Ci świętej Paschy.

Twoja Joanna

(Podarunek miłości. Listy z okresu narzeczeństwa- św. Joanna Beretta Molla i Piotr Molla
Kraków 2015)

images

Żyć JEGO życiem

12 Sierpień 2015 Dodaj komentarz

00877

Oczy błądzące smutno
Popatrzcie. Czy ujrzycie
W maleńkiej białej hostii
Jezusa całe życie?
Cierpliwość Jego. Miłość.
Pokora. Uzdrowienia.
W wieczory purpurowe
betelskie nawiedzenia.
Słowa do trędowatych
gorące rany krwawe
i z pierwszych piątków Serce,
i ręce wciąż łaskawe.
Choć Go głazem przykryli,
trzy Marie w pustym grobie.
Prawdziwe jakieś życie
co braknie mnie i tobie.
A grzechy gdzie nas wiodą?
Nad Morza brzeg Martwego
Klęknijmy. Rozpoznajmy
Jedynie Żyjącego.
Oczy błądzące, smutne,
Popatrzcie. Czy wierzycie?
Komunię świętą przyjąć
To żyć Jego życiem.

ks. Jan Twardowski

Kategorie:życie codzienne

Pielgrzymując…

P1030309Przełom lipca i sierpnia skupia wokół siebie sporą ilość ludzi, którzy mają tylko jeden cel… Jasnogórska Pani, Częstochowa, a wszystko to pod szyldem PIELGRZYMKA.

Wysiłek, trud, kryzysy- o tym najczęściej słyszymy od bliskich, znajomych, którzy udali się na pielgrzymki. Wyczytujemy z ‘fejsa’, ‘instagrama’, twistera że jeszcze milion kilometrów, że pogoda, skwar, deszcz, ból kolan i nóg, odciski, pęcherze, bandaże, medyczni,  a do tego zdjęcia tego trudu. Ale właśnie czy pielgrzymka nie jest … czynem pokutnym?

Czy właśnie nie chodzi przypadkiem o to, aby pocierpieć?

Ja nigdy nie miałam odwagi ruszyć na pielgrzymkowy szlak. Jedyną pielgrzymkę jakiej się podjęłam (tak na dłuższą metę) to piesza pielgrzymka do Gietrzwałdu do którego mam 24 kilometry. Po niej pocierpiałam trochę, bo nogą ruszyć nie mogłam, ale już po paru dniach wszystko wróciło  do normalnego funkcjonowania. Nigdy nie miałam odwagi podjąć ryzyka, trudu, ofiary, POKUTY.

Rok temu wyruszyłam na ‘pielgrzymkę’ pociągiem do Częstochowy by tam przejść symboliczne 300 metrów z grupą franciszkańską z Elbląga. Wtedy chyba załapałam o co chodzi. Widząc szczęśliwe twarze pątników wdrapujących się ostatkiem sił po alei NMP na Jasną Górę. Wtedy załapałam sens pokuty… jednak nie na długo. Bo cały czas nie mam odwagi ruszyć od początku do końca, 500 km, by pocierpieć, przecierpieć, zacząć cierpieć. Umiem tylko marudzić, niewiarygodnie marudzić. Szukam wymówek: nie dam rady, problemy z nogami, przecież jest gorąco, byłam na rekolekcjach oazowych i jestem zmęczona, musze się wyspać, musze pomóc mamie, i tak dalej, i tak dalej…

11 sierpnia. Dziś grupa franciszkańska wchodzi na Jasną Górę. Tym razem nie ma mnie z nimi. Fakt, problem finansów by tam dojechać też doskwiera, ale  zapewne coś by się zaradziło na ten czy inny problem (więc znów kolejna wymówka) Stchórzyłam? Nie. Bałam się znów spojrzeć w ich oczy, przepełnione radością i tęsknotą do następnego wyjścia na pielgrzymkę.

Historia może banalna, nic nie wnosząca, a może  jednak nie tylko ja tak mam, może  i Ty, Czytelniku, masz tak samo. Może to jest właśnie ten czas by zadecydować, że ‘Tak, za rok idę’ i zacząć przygotowania?

Ogarnijmy modlitwą tych, którzy na ten szlak wyruszyli, tych, którzy są już na półmetku, tych, którzy dziś, jutro czy pojutrze odwiedzą Jasnogórską Panią i tych, którzy podobnie jak ja, dalej nie mają odwagi… by wyruszyć na pokutny, pielgrzymkowy szlak.

Spotkanie…

8 Sierpień 2015 Dodaj komentarz

kielich_i_chleb

,, Odwiedziłem kiedyś pewną staruszkę. Gdy tylko wszedłem do jej skromnego mieszkania, zauważyłem od razu uroczyście zastawiony stół. Tak, uroczyście, choć w wyglądzie tego stołu było przede wszystkim coś jakże wzruszająco. Kilka filiżanek, niektóre poszczerbione, bez ucha. Szklaneczki na kompot trochę niedomyte, bo to i wzrok już nie ten. Na talerzyku herbatniki, jakieś truskawki.
-A cóż to za uroczystość?- zapytałem.
-A, to moje imieniny, proszę księdza. Przyjadą moje dzieci i wnuki. Właściwie to już powinni być.
-To zaprosiła pani całą rodzinę?
-Proszę księdza, dzieci się nie zaprasza. Przecież to moje imieniny.
Siedziałem z tą panią godzinę, może dwie. Nie przyjechał nikt. Do końca życia nie zapomnę tego, jak chowała do kredensu te filiżanki, szklaneczki, herbatniki. Próbowała się uśmiechać, mówiła, że pewnie zajęci, ale w oczach miała łzy.
Opowiadam o tej pani wszystkim, którzy mówią:
,,Nie byłem na Mszy, bo działka, bo grzyby, bo zakupy.”
Może i ty tak mówisz, bracie i siostro. Może i ty tak łatwo opuszczasz Mszę świętą, a kiedy już na niej jesteś, to rozglądasz się bezmyślnie, analizujesz tysiące różnych doczesnych spraw- że dziś film w telewizji, że jutro do lekarza trzeba jechać. A może po prostu nudzisz się w kościele.
Może potrafisz z wypiekami na twarzy rozmawiać ze znajomymi, przyjaciółmi, z sąsiadami o filmie, o polityce, o pieniądzach. Ale gdy klękasz wieczorem do modlitwy, to wszystko staje się takie nudne, nużące, bezmyślne. A może już w ogóle nie klękasz… Gdyby tak było, gdyby chrześcijaństwo stało się dla ciebie tylko uciążliwym, mniej lub bardziej gorliwym wypełnianiem przepisów, to znak, że nadszedł czas na Boże Narodzenie! Tak! Na Boże Narodzenie w tobie i wokół Ciebie.”

Fragment z książki ks. Piotra Pawlukiewicza ,, Kazania radiowe 1992-2002”, Oficyna Wydawnicza Liberton, Warszawa 2002.

„Wracaj do domu i opowiadaj wszystko, co Bóg uczynił z tobą.” (Łk 8, 39)

DSC_0606Jedną z form spędzenia wakacji po katolicku jest wyjazd na 15-dniowe letnie rekolekcje oazowe. Czym one są i z czym się je właściwie… je? :)

Przeżywane 15 dni na rekolekcjach wyjazdowych, w różnych częściach kraju a nawet i za granicą, mają charakter przeżyciowy. Dni podzielone są na 3 etapy według części różańca: radosne, bolesne i chwalebne. Każdy dzień skupia się wokół jednej określonej tajemnicy.

Łączącym i kulminacyjnym punktem dnia jest Msza Święta sprawowana we wspólnocie. Komponentami do niej są spotkania w grupach, wyprawy otwartych oczu, modlitwy poranne i wieczorne oraz pogodne wieczory.

Rekolekcje są przeżywane na różnych stopniach od ODB czyli Oazy Dzieci Bożych, po rekolekcje młodzieżowe OND (Oaza Nowej Drogi) i ONŻ (Oaza Nowego Życia) aż po Oazę Dorosłych i Domowy Kościół (DK). Wszystkie stopnie łączy jeden skrót jakim jest OŻK czyli Oaza Żywego Kościoła. Tworząc wspólnoty tworzymy Kościół, który jest żywy  energiczny ale przede wszystkim skupiony na Jezusie Chrystusie i tajemnicy Jego krzyża.


DSC_0235
Uczestnicy różnych stopni przeżywają różne punkty charakterystyczne dla każdego stopnia. Na ONŻ I stopnia jest nim np. przyjęcie Jezusa Chrystusa jako Pana i Zbawiciela, na ONŻ 0 stopnia jest nim akt zawierzenia się Niepokalanej, na OND jest to Droga Światła a na ONŻ II stopnia jest nim tajemnica księgi Wyjścia. Wszystkie te punkty są indywidualnym przeżyciem każdego uczestnika, każdy odbiera je inaczej i każdy stara się inaczej nimi żyć, jednak wciąż tak samo tworząc żywy Kościół.

Co dają takie rekolekcje?

„Jadąc na rekolekcje nie wiedziałam jak tam będzie, co przeżyję, a co najważniejsze to czy się zaaklimatyzuje. Bardzo się zdziwiłam jak taki wyjazd może wpłynąć na moje samopoczucie, a także wiarę. Mimo, że dużo przeżyłam, bo były chwile radosne jak i płaczliwe, to gorąco polecam wszystkim taki wyjazd. Rekolekcje wzmacniają naszą wiarę, pomagają w codziennym życiu, a przy okazji poznaje się wspaniałych ludzi. Zyskałam dużą pomoc ze strony Bożej, której nigdy wcześniej nie byłam tak pewna i teraz wiem, że to tym powinnam się kierować w życiu. Za to wszystko: Chwała Panu!”
Marlena lat 17, ONŻ I stopnia

„Rekolekcje oazowe to wspaniałe przeżycie. Była to ogromna okazja to bliskiego spotkania i zjednoczenia się z Bogiem, a także pojednania się z innymi oraz z własnym sobą.  To czas,  w którym można przemyśleć sobie wszystko a także odizolować się od świata zewnętrznego.  W tym czasie chwaliliśmy Boga nie tylko poprzez indywidualna modlitwę,  a także wspólnie uwielbiając Go wyśpiewując pieśni.  Oczywiście rekolekcje to nie tylko czas spędzony na modlitwie i poznawaniu Pana Boga. To również okazja do poznania nowych ludzi, nawiązania znajomości i zawarcia przyjaźni. Był czas na wspólne spotkania, mecze siatkówki i piłki nożnej,  a także na integrację podczas wieczorów pogodnych. Rekolekcje Oazowe polecam każdemu – pojedziesz a nie pożałujesz! ”
Paulina lat 19, ONŻ I stopnia

DSC_0693

„Nie tylko za nimi proszę, ale i za tymi, którzy dzięki ich słowu będą wierzyć we Mnie; aby wszyscy stanowili jedno, jak Ty, Ojcze, we Mnie, a Ja w Tobie, aby i oni stanowili w Nas jedno, aby świat uwierzył, żeś Ty Mnie posłał.  I także chwałę, którą Mi dałeś, przekazałem im, aby stanowili jedno, tak jak My jedno stanowimy.  Ja w nich, a Ty we Mnie! Oby się tak zespolili w jedno, aby świat poznał, żeś Ty Mnie posłał i żeś Ty ich umiłował tak, jak Mnie umiłowałeś. Ojcze, chcę, aby także ci, których Mi dałeś, byli ze Mną tam, gdzie Ja jestem, aby widzieli chwałę moją, którą Mi dałeś, bo umiłowałeś Mnie przed założeniem świata.  Ojcze sprawiedliwy! Świat Ciebie nie poznał, lecz Ja Ciebie poznałem i oni poznali, żeś Ty Mnie posłał. Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś, w nich była i Ja w nich.”
(J 17, 20-26)


fot. Wiktoria Skrzypkowska

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 3 268 obserwujących.