Trzech wspaniałych

Do ostatniej reformy kalendarza kościelnego (z 14 lutego 1969 r.) istniały trzy odrębne uroczystości: św. Michała – 29 września, św. Gabriela – 24 marca, i św. Rafała – 24 października. Obecnie wszyscy trzej Archaniołowie są czczeni wspólnie właśnie dziś.

Luca Giordano, Upadek zbuntowanych aniołów (1666)

Archanioł Michał depcze bestię. W tradycji chrześcijańskiej Michał to pierwszy i najważniejszy spośród aniołów (Dn 10, 13; 12, 1; Ap 12, 7 nn), obdarzony przez Boga szczególnym zaufaniem.

Hebrajskie imię Mika’el znaczy „Któż jak Bóg”. Według tradycji, kiedy Lucyfer zbuntował się przeciwko Bogu i do buntu namówił część aniołów, Archanioł Michał miał wystąpić i z okrzykiem „Któż jak Bóg” wypowiedzieć wojnę szatanom.

W Piśmie świętym pięć razy jest mowa o Michale. W księdze Daniela jest nazwany „jednym z przedniejszych książąt nieba” (Dn 13, 21) oraz „obrońcą ludu izraelskiego” (Dn 12, 1). Św. Jan Apostoł określa go w Apokalipsie jako stojącego na czele duchów niebieskich, walczącego z szatanem (Ap 12, 7). Św. Juda Apostoł podaje, że jemu właśnie zostało zlecone, by strzegł ciała Mojżesza po jego śmierci (Jud 9). Św. Paweł Apostoł również o nim wspomina (1 Tes 4, 16). Jest uważany za anioła sprawiedliwości i sądu, łaski i zmiłowania. Jeszcze bardziej znaczenie św. Michała akcentują księgi apokryficzne: Księga Henocha, Apokalipsa Barucha czy Apokalipsa Mojżesza, w których Michał występuje jako najważniejsza osoba po Panu Bogu, jako wykonawca planów Bożych odnośnie ziemi, rodzaju ludzkiego i Izraela. Michał jest księciem aniołów, jest aniołem sądu i Bożych kar, ale też aniołem Bożego miłosierdzia. Jako præpositus paradisi ma ważyć dusze na Sądzie Ostatecznym. Jest czczony jako obrońca Ludu Bożego i dlatego Kościół czci go jako swego opiekuna. Papież Leon XIII ustanowił osobną modlitwę, którą kapłani odmawiali po Mszy świętej z ludem do św. Michała o opiekę nad Kościołem.

W Polsce powstały dwa zgromadzenia zakonne pod wezwaniem św. Michała: męskie (michalitów) i żeńskie (michalitek), założone przez błogosławionego Bronisława Markiewicza († 1912, beatyfikowanego przez kard. Józefa Glempa w Warszawie w czerwcu 2005 r.).

Jest patronem mierniczych, radiologów, rytowników, szermierzy, szlifierzy, złotników, żołnierzy. Przyzywany jest także jako opiekun dobrej śmierci.

W ikonografii św. Michał Archanioł przedstawiany jest w tunice i paliuszu, w szacie władcy, jako wojownik w zbroi. Skrzydła św. Michała są najczęściej białe, niekiedy pawie. Włosy upięte opaską lub diademem. Jego atrybutami są: globus, krzyż, laska, lanca, miecz, oszczep, puklerz, szatan w postaci smoka u nóg lub skrępowany, tarcza z napisem: Quis ut Deus„Któż jak Bóg”, waga.

Modlitwa do św. Michała Archanioła w walce ze złymi duchami

Święty Michale Archaniele, który podjąłeś walkę ze smokiem, ze złym duchem, i zwyciężyłeś! Prosimy Cię, abyś zawsze wstawiał się do Boga za każdym człowiekiem atakowanym przez złego ducha. Naucz nas, święty Michale Archaniele, zwyciężać orężem wiary i miłości. Strzeż naszych dusz i pomóż nam pokonywać wszelkie ataki szatana – naszego odwiecznego wroga. Pomagaj nam zjednoczyć się z Bogiem, który jest naszą mocą. Amen.

W imię Boga w Trójcy Jedynego, w imię Ojca i Syna, i Ducha Świętego, uciekajcie złe duchy z tego miejsca, nie patrzcie, nie słuchajcie, nie niszczcie i nie wprowadzajcie zamieszania do naszej pracy i naszych planów, które poddajemy zbawczemu projektowi Boga. Nasz Bóg jest waszym Panem i rozkazuje wam: oddalcie się i nie wracajcie więcej tutaj. Amen.

Boże, Najwyższy nasz Panie, Twoją Boską mocą uczyń nas niewidzialnymi dla naszych wrogów!

Święty Michale Archaniele, który wraz z aniołami zwyciężyłeś szatana w niebie, dopomóż nam zwyciężyć go na ziemi.

Leonardo da Vinci, Annunciazione (1472-1475

Archanioł Gabriel zwiastuje Maryi wolę Bożą Gabriel po raz pierwszy pojawia się pod tym imieniem w Księdze Daniela (Dn 8, 15-26; 9, 21-27). Imię „Gabriel” znaczy tyle, co „mąż Boży” albo „wojownik Boży”. W tradycji chrześcijańskiej (Łk 1, 11-20. 26-31) przynosi Dobrą Nowinę. Ukazuje się Zachariaszowi zapowiadając mu narodziny syna Jana Chrzciciela. Zwiastuje także Maryi, że zostanie Matką Syna Bożego.

Według niektórych pisarzy kościelnych Gabriel był aniołem stróżem Świętej Rodziny. Przychodził w snach do Józefa (Mt 1, 20-24; 2, 13; 2, 19-20). Miał być aniołem pocieszenia w Ogrójcu (Łk 22, 43) oraz zwiastunem przy zmartwychwstaniu Pana Jezusa (Mt 28, 5-6) i przy Jego wniebowstąpieniu (Dz 1, 10). Pius XII 1 kwietnia 1951 r. ogłosił św. Gabriela patronem telegrafu, telefonu, radia i telewizji. Św. Gabriel jest ponadto czczony jako patron dyplomatów, filatelistów, posłańców i pocztowców. W 1705 roku św. Ludwik Grignion de Montfort założył rodzinę zakonną pod nazwą Braci św. Gabriela. Zajmują się oni głównie opieką nad głuchymi i niewidomymi.

W ikonografii św. Gabriel Archanioł występuje niekiedy jako młodzieniec, przeważnie uskrzydlony i z nimbem. Odziany w tunikę i paliusz, czasami nosi szaty liturgiczne. Na włosach ma przepaskę lub diadem. Jego skrzydła bywają z pawich piór. Szczególnie ulubioną sceną, w której jest przedstawiany w ciągu wieków, jest Zwiastowanie. Niekiedy przekazuje Maryi jako herold Boży zapieczętowany list lub zwój. Za atrybut służy mu berło, lilia, gałązka palmy lub oliwki.

Modlitwa do św. Gabriela Archanioła o zaufanie Bogu

Święty Gabrielu Archaniele, który byłeś zawsze zwiastunem dobrej nowiny, dopomagaj nam w spokojnym przyjmowaniu wszelkich wieści, byśmy nigdy nie ulegali panice, a zawsze umieli zaufać Bogu, którego łaską jesteśmy umocnieni. Przyczyniaj się także do tego, aby oznajmiana nam prawda stawała się dla nas jasna i zrozumiała, byśmy umieli przyjąć to, co Bóg w swej dobroci nam objawia. Amen.

Bartolomé Esteban Murillo, Archangel Raphael with Bishop Domonte,

Archanioł Rafał prowadzi Tobiasza. Rafał przedstawił się w Księdze Tobiasza, iż jest jednym z „siedmiu aniołów, którzy stoją w pogotowiu i wchodzą przed majestat Pański” (Tb 12, 15). Występuje w niej pod postacią ludzką, przybiera pospolite imię Azariasz i ofiarowuje młodemu Tobiaszowi wędrującemu z Niniwy do Rega w Medii swoje towarzystwo i opiekę. Ratuje go z wielu niebezpiecznych przygód, przepędza demona Asmodeusza, uzdrawia niewidomego ojca Tobiasza. Hebrajskie imię Rafael oznacza „Bóg uleczył”.

Św. Rafał Archanioł ukazuje dobroć Opatrzności. Pobożność ludowa widzi w nim prawzór Anioła Stróża. Jest czczony jako patron aptekarzy, chorych, lekarzy, emigrantów, pielgrzymów, podróżujących, uciekinierów, wędrowców i żeglarzy.

W ikonografii św. Rafał Archanioł przedstawiany jest jako młodzieniec bez zarostu w typowym stroju anioła – tunice i chlamidzie. Jego atrybutami są: krzyż, laska pielgrzyma, niekiedy ryba i naczynie. W ujęciu bizantyjskim ukazywany jest z berłem i globem.

Modlitwa do św. Rafała Archanioła o uzdrowienie

Dobry święty Rafale, wzywam Cię jako patrona tych, których nękają choroby lub cierpienia cielesne. Ty przygotowałeś lekarstwo, które przywróciło wzrok Tobiaszowi. Twoje imię oznacza „Bóg uzdrawia”.
Proszę Cię o pomoc w mojej potrzebie … (wymienić ją). Jeśli taka jest wola Boża, ulecz mnie z choroby albo przynajmniej daj mi męstwo potrzebne do cierpliwego jej znoszenia jako zadośćuczynienia za moje grzechy i dla zbawienia mojej duszy. Naucz mnie łączyć swoje cierpienia z cierpieniami Jezusa i Maryi i szukać łaski Bożej w Komunii Świętej i w modlitwie. Pragnę naśladować Twoją gorliwość w wypełnianiu woli Bożej we wszystkim. Tak jak młody Tobiasz wybieram sobie Ciebie za towarzysza podróży przez życie. Pragnę słuchać Twoich natchnień. Powierzam się Twej opiece, abym mógł w łasce Bożej dotrzeć do kresu ziemskiej podróży.

Święty Rafale, stary Tobiasz powiedział, że jesteś „pomocą łaski Bożej”. Bądź moją pomocą i wyproś mi Bożą łaskę i to, co polecam Twemu potężnemu wstawiennictwu. Boski lekarzu, ulecz mnie, jak uleczyłeś niegdyś Tobiasza. Święty Rafale, którego nazywają „Boskim lekarstwem” i „Aniołem zdrowia”, módl się za mną. Amen.


Modlitwy pochodzą z książki: Archaniołowie. Modlitewnik

Pomocnik Anioła Stróża…

Dziś we wspomnienie św. Ojca Pio z Pietrelciny, chcę każdemu i każdej z Was, którzy tu zajrzycie, podarować kilka słów skierowanych do Was od Tego Świętego.

Droga Córko Jezusa, Drogi Synu Jezusa,

Niech Twój dobry Anioł Stróż nieustannie strzeże Cię i będzie Twym przewodnikiem na krętych ścieżkach życia. Niech zachowuje Cię na każdy czas w łasce Pana naszego i swą ręką podtrzymuje Cię, abyś nie uraził(a) stopy o kamień. Niechaj Cię chroni pod swymi skrzydłami przed knowaniami świata, szatana i ciała.

Czcij tego dobrego Anioła (wstaw Twoje imię). Jakże wielką pociechą jest posiadanie ducha, który od łona matki do grobu nie opuszcza nas ani na moment, nawet w chwilach, gdy mamy czelność popełniać grzech. Tenże duch niebieski prowadzi i chroni nas niczym przyjaciel lub brat. Znajdujemy pociechę w tym, że nasz Anioł Stróż modli się za nas nieustannie zanosząc Bogu wszelkie nasze dobre uczynki, czyste myśli i pragnienia.

Zaklinam Cię: nie zapominaj nigdy o tym niewidocznym towarzyszu, który jest stale obecny, nieustannie wsłuchuje się w nas i jest gotowy pocieszać. Co za wspaniała bliskość! Co za szczęśliwe towarzystwo!  Gdybyśmy tylko byli w stanie objąć je rozumem! Trzymaj go zawsze przed oczami duszy. Wspominaj często jego obecność, dziękuj mu, zanoś do niego swe modły i nieprzerwanie podtrzymuj dobrą z nim relację.

Otwórz się na niego i powierz mu swoje cierpienie. Bój się obrazić czystość jego spojrzenia, miej jego świadomość i pamiętaj, że nieustannie Ci towarzyszy. Jakże łatwo jest zranić tego wrażliwego ducha! Zwracaj się doń w chwilach wielkiej udręki, a doznasz wsparcia.

Nie mów nigdy, że stajesz samotnie do bitwy z nieprzyjaciółmi swymi. Nie mów też, że nie masz przed kim otworzyć swego serca i komu zaufać. Byłaby to wielka niesprawiedliwość dla tego niebieskiego posłańca.

Ukorz się przed Panem i zaufaj Mu. Staraj się z pomocą łaski Bożej ćwiczyć w cnocie i pozwól łasce działać w Tobie tak, jak Bóg sam tego pragnie. Cnota, a nie zjawiska nieziemskie, jest tym, co uświęca duszę.

Nie kłopocz się próbując zrozumieć, które z wewnętrznych głosów od Boga pochodzą. Skoro sam Bóg jest ich autorem, jednym z oczywistych znaków będzie to, że choć słowa takie początkowo sieją w Twej duszy bojaźń i zamęt, ostatecznie dają Ci spokój Boga samego. W tych zaś razach, kiedy głos wewnętrzny od złego pochodzi, daje on z początku złudne poczucie bezpieczeństwa, ostatecznie jednak jest źródłem pobudzenia i nieopisanego niepokoju.

Nie mam najmniejszych wątpliwości, że sam Bóg przemawia do Ciebie.

Musimy jednak być niesłychanie czujni, jako że często w to, co słyszymy, zły wplata swój własny głos. Nie może to Ciebie jednak przerażać. Musisz po prostu z rezerwą podchodzić do tych głosów, w szczególności do tych, które mówią Ci, co i jak musisz robić. Możesz wysłuchać je i poddać osądowi ojca duchownego, oddając się jego decyzji.

Dlatego najrozsądniej jest reagować na głosy wewnętrzne z wielką ostrożnością oraz pokorą i stałą obojętnością. Jeśli tak postąpisz, wielkie będą Twoje zasługi przez Panem. Nie lękaj się o swą duszę, Jezus bardzo Cię kocha. Spróbuj odpowiedzieć na Jego miłość wzrastając w świętości przed Bogiem i ludźmi.

Znoś trudności jakich doświadczasz z cierpliwością i pokorą. Bądź także gotowy(a) na doświadczenie rozproszenia i oschłość, lecz w żadnym wypadku nie zaniedbuj modlitwy i medytacji. Pan dopuszcza to do Ciebie dla Twojego duchowego rozwoju.

Błogosławię Tobie (wstaw Twoje imię).
Obyś żył(a) i zmarł(a) w objęciach Jezusa.

O. Pio

Może czujesz się zakłopotany/zakłopotana, że to, co czytasz nie jest przeznaczone dla Ciebie…? Nic bardziej mylnego. Bóg traktuje każdego z taką samą troską i powinieneś/powinnaś odkryć wreszcie tę prawdę, że jesteś stworzony/stworzona na Jego obraz i podobieństwo. Bóg w chwili Twojego poczęcia, obdarzył Cię tak wielką miłością, że zechciał podzielić się z Tobą życiem, istnieniem, bo jesteś Mu potrzebny/potrzebna. Masz jakieś zadanie do wykonania w winnicy Pana. Jesteś wartościową osobą, nawet jeśli w to nie wierzysz, nawet jeśli wciąż jeszcze szukasz swojego zadania, bo Pan każdemu płaci za pracę jednakowo – jednego denara. Jesteś ważny/ważna i nie próbuj wmawiać sobie, że tak nie jest. Bóg pokazał Ci tę ważność, stwarzając Ciebie i najmując Ciebie do winnicy. Nie jesteś produktem ubocznym, masz ogromną wartość w oczach Boga i łaski otrzymane w prezencie, które trzeba pomnożyć, …to jest Twoja konkretna praca. To, że czasem nie zauważasz jeszcze łask, nie stanowi o tym, że nie istnieją. Otwórz szeroko oczy i rozejrzyj się… Przestań biadolić i zasłuchaj się przez chwilę w ciszę… by usłyszeć głos Boga. Narzekając bez przerwy, ciągle zagłuszasz Jego głos, w Twoim sercu. Więc jak masz Go usłyszeć? Podziękuj Mu dziś za Twoje istnienie i daj się poprowadzić. On sam wskaże Ci miejsce, w którym masz rozpocząć pracę. Podziękowania możesz wyrazić dziś, po przyjęciu Pana w sercu słowami Modlitwy, którą zawsze modlił się św. Ojciec Pio po Komunii Świętej.

Dziękczynienie Ojca Pio po Komunii Świętej

Pozostań ze mną, Panie! Twoja obecność jest dla mnie konieczna, abym o Tobie nie zapominał. Ty wiesz, jak łatwo Cię opuszczam.

Pozostań ze mną, Panie, bo jestem słaby i potrzebuję Twojej mocy, abym tak często nie upadał.

Pozostań ze mną, bo jesteś moim życiem, a bez Ciebie popadam w zniechęcenie.

Pozostań ze mną, Panie! Ty jesteś moim światłem, a bez Ciebie pogrążam się w ciemności.

Pozostań ze mną, aby mi wskazywać Twoją wolę.

Pozostań ze mną, abym mógł słyszeć Twój głos i iść za Tobą.

Pozostań ze mną Panie! Bardzo pragnę Ciebie miłować i zawsze być z Tobą.

Pozostań ze mną, jeżeli chcesz, abym Ci dochował wierności.

Pozostań ze mną, bo moja dusza, choć biedna, pragnie być dla Ciebie miejscem pociechy i gniazdem miłości.

Pozostań ze mną, Panie Jezu! Ciemność zapada i dzień się już kończy, to znaczy, że życie mija, a zbliża się śmierć, sąd, wieczność.

Muszę odzyskać siły, by w drodze nie ustać, dlatego potrzebuję Ciebie.

Ciemność zapada i śmierć się zbliża.

Lękam się mroków, pokus, oschłości, krzyży, cierpień, dlatego pośród nocy i wygnania bardzo potrzeba mi Ciebie, Panie Jezu.

Pozostań ze mną, Jezu! Pośród nocy tego życia, wśród zagrożeń potrzebuję Ciebie.

Spraw abym tak jak Twoi uczniowie, poznał Ciebie przy łamaniu chleba.

Spraw, aby Komunia Święta była dla mnie światłem rozpraszającym ciemności, wspierającą mnie siłą i jedyną radością mego serca.

Pozostań ze mną, Panie! W godzinie śmierci chcę być z Tobą zjednoczony przez Komunię Świętą albo chociaż przez łaskę i miłość.

Pozostań ze mną, Jezu!

Nie proszę Cię o Boskie pociechy, bo na nie, nie zasługuję, ale o dar Twojej obecności.

O tak! Bardzo Cię o to proszę!

Pozostań ze mną, bo tylko Ciebie szukam, Twojej miłości, Twojej łaski, Twojej woli, Twego Serca, Twego Ducha, bo Ciebie miłuję i nie pragnę innej nagrody niż większego miłowania Ciebie na ziemi, miłością mocną, szczerą, z całego serca, aby potem przez całą wieczność miłować Ciebie doskonale. Amen.

Nie pisz do mnie, ponieważ nie mogę Ci odpowiedzieć. Przyślij do mnie swojego Anioła Stróża a wszystkim się zajmę.

Ojciec Pio

Wybitna jednKostka

Zaczerpnięte na dziś od Jezuitów… 😏

We wspomnienie św. Stanisława Kostki SJ, patrona Polski, dzieci i młodzieży, Liturgicznej Służby Ołtarza oraz Jezuickiej Wspólnoty Młodzieżowej MAGIS, publikujemy 7 modlitw, które możemy kierować do św. Stanisława, prosząc o 7 darów dla nas oraz dla innych, a także prośmy o nowe powołania zakonne i kapłańskie.

MODLITWA O PRAWDZIWĄ MIŁOŚĆ

Boże, który jesteś Miłością i obficie nas nią obdarzasz, wysłuchaj łaskawie próśb naszych i spraw, byśmy – za przykładem Świętego Stanisława codziennie świadcząc o Tobie, życie nasze miłością Boga i bliźniego wypełniali. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

MODLITWA O WIERNOŚĆ BOGU

Wszechmogący Boże, który przedziwnym zrządzeniem wybrałeś Świętego Stanisława Kostkę i uzdolniłeś go do wierności Tobie, wejrzyj, na naszą słabość i niestałość. Spraw łaskawie, abyśmy – dzięki wstawiennictwu i opiece Świętego Stanisława – do końca naszego życia w wierności Tobie wytrwali. Amen.

MODLITWA O ŚWIĘTOŚĆ ŻYCIA

Boże, któryś wśród wielu cudów swojej mądrości udzielił Stanisławowi Kostce w młodzieńczym wieku łaskę dojrzałej świętości, spraw, prosimy, abyśmy – w przyjaźni z Tobą wzrastając – za wstawiennictwem Świętego Stanisława – przezwyciężali nieprawości nasze i dobrze w życiu czyniąc coraz bardziej upodabniali się do Ciebie. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

MODLITWA O DAR MĄDROŚCI

Prosimy Cię, Panie, za wstawiennictwem Świętego Stanisława, oświeć światłem swej mądrości umysły nasze i daj nam pomoc potrzebną w nauce, by prawda którą zdobywamy, utwierdziła nas przy Tobie. Spraw, byśmy wykorzystując zdobytą wiedzę, służyli Tobie w braciach naszych i wespół z Tobą pracowali nad doskonaleniem świata. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

MODLITWA O ZACHOWANIE CZYSTOŚCI

Ojcze Niebieski, serdecznie Cię prosimy, oczyść sumienia i za wstawiennictwem Świętego Stanisława racz nas zachować w nieustannej opiece, byśmy, jak On, służyli Tobie w czystości ciała i duszy. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

MODLITWA O DOBRĄ ŚMIERĆ

Wysłuchaj, Panie prośby nasze, które za przyczyną Świętego Stanisława zanosimy: użycz łaski szczęśliwego przejścia do wieczności i radosnego spotkania z Tobą. Wzmocnij w nas wiarę, że po zmartwychwstaniu żyć będziemy w chwale wśród świętych wybranych Twoich. Przez Chrystusa Pana naszego. Amen.

MODLITWA O MIŁOŚĆ DO MARYI

Boże, któryś świętego Stanisława w cnocie nieskalanej czystości zachował i serce jego serdeczną synowską miłością ku najświętszej Matce Zbawiciela, Maryi Pannie, zapalić raczył, udziel nam łaskawie, abyśmy przez jego zasługi i przyczynę w prawdziwej niewinności i czystości duszy i ciała tobie służąc, codziennie w nabożeństwie ku Maryi postępować mogli. Przez Pana naszego, Jezusa Chrystusa. Amen.

Święty Stanisławie Kostko módl się za nami.

Krzyżu Chrystusa, bądźże pochwalony…

Dla chrześcijanina Krzyż poza męką ma jeszcze inny, ważniejszy wymiar – Zmartwychwstanie. Dziś obchodzimy Święto Podwyższenia Krzyża Świętego, który jest znakiem zwycięstwa Chrystusa nad szatanem i śmiercią. W Jerozolimie od V wieku oddawano cześć Krzyżowi w dniu następującym po rocznicy poświęcenia kościoła Zmartwychwstania, to jest 14 września. Z tego zwyczaju wyłoniło się osobne święto, które rozpowszechniono w całym Kościele. Patrząc na krzyż w przestrzeni kościołów, w domach czy w przestrzeni publicznej często nostalgicznie i bezwiednie mówimy i myślimy o tym, z czym się kojarzy. Czasem odwracamy głowę zamykając oczy, by nie patrzeć na okrutne sceny jak z „Pasji” Mela Gibsona, narzekając na przejaskrawienia. Mamy jednak niemego świadka tych wydarzeń, który z bardzo dużym prawdopodobieństwem opisuje, to co się wydarzyło. By lepiej zrozumieć i pojąć istotę odkupienia, śmierć i cierpienia Chrystusa prześledźmy fakty, które wielu badaczom, na przestrzeni wieków udało się ustalić na podstawie Całunu Turyńskiego i wiedzy historycznej oraz medycznej. Całun, pomimo że jest płótnem, w które zawinięto ciało Jezusa po śmierci, zawiera ślady całej męki. Opis obrażeń widocznych na płótnie pokrywa się ze znanym z Ewangelii opisem tortur i ran zadanych Jezusowi. Znaleziono na nim ponad 700 śladów ran.

Ukrzyżowanie było wyjątkowo okrutną śmiercią, której nie wymyślili starożytni Rzymianie, ale udoskonalili i rozpowszechnili tę metodę egzekucji. Prawdopodobnie wywodzi się ona z Asyrii i Babilonu. Ten sposób zadawania śmierci stosowano jako najwyższą i najokrutniejszą karę aż do IV wieku. Budziła powszechny strach. Bał się jej również Jezus. Świadczy o tym tzw. krwawy pot, jaki po Ostatniej Wieczerzy pojawił się na jego ciele podczas modlitwy w Ogrodzie Oliwnym. Krwawy pot znany jest w medycynie, choć jest to rzadkie zjawisko, opisane w literaturze jedynie kilka razy. Tłumaczy się go tym, że na skutek przyśpieszonej akcji serca krwinki tłoczą się w naczyniach włosowatych i przenikają do gruczołów potowych. Może być powodowany przez gwałtowny strach, niezwykle intensywne przeżycia psychiczne lub nadmierny wysiłek.

Wstępem do ukrzyżowania było zwyczajowe bicie skazanego, zwłaszcza po twarzy. Wymierzane razy zwane policzkowaniem, były w rzeczywistości uderzeniami pięściami lub kijem. Ze śladów na Całunie wynika, że na uderzenia narażona była głównie prawa strona twarzy, która została prawie zdruzgotana. Duży krwiak, który powstał pod okiem znacznie utrudnił, jeżeli nie uniemożliwił widzenie. Szeroka rana od nosa przez policzek, obrzęk, liczne krwiaki i stłuczona lub nawet pęknięta żuchwa, świadczą o szczególnym okrucieństwie wobec Chrystusa.

Zanim Jezus wyruszył na miejsce śmierci, był okrutnie biczowany. Według prawa żydowskiego mógł otrzymać „nie więcej niż czterdzieści uderzeń”, jednak prawo rzymskie nie wprowadzało w tym względzie żadnych ograniczeń. Niejednokrotnie więc bito do nieprzytomności. Jezusa biczowało dwóch żołnierzy, gdy był On przywiązany do niskiego słupa i pochylony w pasie. Katowali oni całe Jego ciało, głównie plecy, uda i łydki, oszczędzając jedynie głowę, podbrzusze i okolice serca, by uniknąć przedwczesnego zgonu. Zbyt zapalczywe biczowanie mogło bowiem doprowadzić do wytrzewienia jelit lub tzw. tamponady serca. Wytrzewienie to wydostanie się jelit na zewnątrz przez ranę. Tamponada spowodowana jest przedostaniem się krwi lub innego płynu do jamy osierdzia. Serce nie ma wtedy dostatecznie dużo miejsca, żeby napełnić się krwią podczas rozkurczu. Dochodzi do niewydolności serca. Skutkiem tego jest silne niedokrwienie lub niedotlenienie tkanek narządów. Biczowanie w czasach rzymskich nie bez powodu określano mianem „w pół drogi do śmierci”. Chodziło o to, żeby osłabić ofiarę, ale zwieńczeniem tortur miało być ukrzyżowanie. Rzymscy oprawcy, którzy torturowali Jezusa, użyli biczy o krótkiej rękojeści z rzemieni zakończonych metalowymi kulkami lub ostrymi kośćmi zwierzęcymi. Całun zawiera ślady 121 głębokich ran po biczowaniu. Ważnym świadkiem autentyczności dowodów męki Jezusa odsłonionych przez Całun są ślady po ukoronowaniu cierniem, uplecionym w kształcie czepca wgniecionego na głowę.

Tak udręczonemu Jezusowi przywiązano rzemieniami do ramion poprzeczną belkę o długości 1,5–1,8 m, która ważyła od 37 do 54 kg. Całego krzyża nie udźwignąłby żaden człowiek, bo był zbyt ciężki – mógł ważyć nawet 140 kg. Nie był to więc pełen krzyż, jak przyjęto to ukazywać na obrazach przedstawiających Drogę na Golgotę. Rzymianie przygotowali dla Chrystusa tzw. krzyż łaciński, składany. Jezus z powodu znacznej utraty sił wywołanej zadawanymi cierpieniami z dużym prawdopodobieństwem nie mógł sam nieść krzyża. Już przed ukrzyżowaniem był w ciężkim stanie, uwzględniając utratę krwi, silne przeżycia i wielkie cierpienia fizyczne oraz brak snu, posiłku i jakichkolwiek płynów, co miało istotne znaczenie w gorącym klimacie śródziemnomorskim. Podejrzewa się też, że po biczowaniu mógł mieć odsłonięty splot barkowy, co sprawia wyjątkowy ból. Upadek spowodował też uszkodzenie lewego kolana, na co wskazują ślady na Całunie.

Giotto di Bondone, Crucifixion

Po przybyciu na miejsce kaźni poprzeczną belkę czopowano na słupie. W środkowej części słupa, na dole umocowano podpory z nieociosanego klocka lub deski, w celu podtrzymania nóg i tym samym przedłużenia agonii. Przed ukrzyżowaniem skazańcowi podano mieszaninę mocnego wina z mirrą lub żółcią – jako łagodny środek odurzający. Następnie ofiarę rzucono na ziemię, rozpostarto jej ramiona i przymocowano je do poprzecznej belki gwoździami – o kształtach podobnych do używanych dzisiaj do podkładów kolejowych, długości od 13 do 18 cm i średnicy 1 cm. Gwóźdź przechodził przeważnie pomiędzy kośćmi i nie powodował złamań, ale samo uszkodzenie mocno unerwionej okostnej wywoływało ból nie do zniesienia. Wbijany gwóźdź mógł zmiażdżyć lub uszkodzić nerwy, powodując rozrywający ból obu ramion, porażenie części kończyny i niedokrwienne przykurcze. Gwoździe użyte do przybicia nóg mogły spowodować uszkodzenia nerwu strzałkowego i nerwu podeszwowego, co wywołuje dolegliwości trudne nawet dziś do opanowania środkami narkotycznymi. Ból jeszcze bardziej wzmagał się przy każdej próbie poruszania ciałem dla nabrania powietrza do płuc. Ślady na Całunie ukazują przybicie rozłożonych rąk i stóp, i zawieszenie ciała na krzyżu oraz ślad szerokiej rany na wysokości piątego i szóstego żebra po prawej stronie klatki piersiowej. Gwoździe wbito w nadgarstki, by nie rozerwać rąk. Gdyby wbito je w dłonie (jak sugerują artyści), ciało silnego mężczyzny nie utrzymałoby się na krzyżu. U dłoni są widoczne tylko cztery palce. To dlatego, że gwoździe wbite w takim miejscu powodują obkurczenie kciuków, które zaginają się do wnętrza dłoni. Po przymocowaniu do belki, Jezusa uniesiono do góry i przymocowano na słupie. Następnie przybito stopy. Aby je przymocować skutecznie do krzyża, kończyny musiały być ugięte w kolanach, a stopy zgięte na boki. Potem przymocowano tabliczkę z nazwiskiem i winą na szczycie krzyża. O takiej tabliczce z napisem w języku hebrajskim, greckim i łacińskim wspominają czterej Ewangeliści, opisując ukrzyżowanie Jezusa.

Żołnierze podzielili między sobą Jego odzież. Straży żołnierskiej nie wolno było pozostawić ofiary przed stwierdzeniem śmierci. Po pewnym czasie Jezus zaczął się dusić. Dlatego, że ciało zwisało na krzyżu na rozciągniętych ramionach i zgiętych kolanach. Mięśnie międzyżebrowe ustawione są wtedy w pozycji wdechowej, toteż wydech mógł się odbywać tylko za pomocą mięśni przepony. Oddychanie było więc płytkie, niewydolne, z szybko rozwijającym się podwyższonym ciśnieniem dwutlenku węgla we krwi i kwasicą oddechową. Aby dokonać wydechu, Jezus musiał wznieść ramiona i opierając się na stopach, rozprostować kolana. Ten ruch wywoływał przeszywający ból przebitych stóp i nadgarstków z podrażnionych i uszkodzonych gwoździami nerwów oraz ból poranionych pleców ocierających się o nieociosane, surowe drzewo krzyża. Rozwijające się w następstwie zmęczenia i zaburzeń gospodarki wodno-elektrolitowej tężcowe kurcze mięśniowe powodowały, że oddychanie stawało się niemożliwe. Do uduszenia na krzyżu nie dochodzi jednak zbyt szybko. Długość przeżycia wahała się pomiędzy trzema a czterema godzinami. Żołnierze zawsze mogli skrócić agonię przez połamanie nóg poniżej kolan. Wydanie zwłok mogło się dokonać dopiero po uzyskaniu całkowitej pewności, że nastąpił zgon. Jeden z żołnierzy przebił ciało Jezusa mieczem lub włócznią, zadając śmiertelny cios z prawej strony klatki piersiowej, co miało być potwierdzeniem śmierci skazańca.

Zgon Jezusa nastąpił z wielu przyczyn. Prawdopodobnie Jezusowi pękło serce. Za taką hipotezą przemawia to, że gdy rzymski żołnierz przebił Jego bok, wypłynęła „krew i woda”, o czym wspomina Ewangelista Jan. Na skutek pęknięcia lewej komory serca może dojść do wylania się krwi do worka osierdziowego, w którym znajduje się serce. Jest on zbudowany z dwóch błon surowiczych, które w czasie pracy serca ocierają się o siebie, dlatego między nimi znajduje się niewielka ilość płynu surowiczego, czyli owej „wody”. Tuż przed śmiercią Jezus wydał głośny okrzyk i zwiesił głowę, co uznano za oznakę śmierci. Zwieszenie głowy może świadczyć o dodatkowej, nagłej przyczynie zgonu. Właśnie wtedy mogło dojść do pęknięcia ściany lewej komory serca. Można też podejrzewać, że nastąpiło rozsiane krzepnięcie wewnątrznaczyniowe powodujące zaczopowanie naczyń wieńcowych serca drobnymi skrzeplinami, czego skutkiem był zawał serca. Badacze doszukali się ponad 600 różnych śladów ran na całym ciele „Człowieka z Całunu” i 120 śladów po biczach. Nie ma zatem przesady w tym, co Mel Gibson starał się pokazać w realistycznych scenach filmu „Pasja”. Całun Turyński jest niczym „klisza fotograficzna” przodu i tyłu ciała ofiary, powstała wskutek wybuchu nieznanej energii od wewnątrz na skutek przypalenia powierzchni włókien przez promieniowanie podczerwone lub bombardowanie protonami, co pozostaje nadal nierozwiązaną zagadką naukową. Trójwymiarowe odbicie na Całunie jest fotograficznym negatywem, natomiast plamy krwi są pozytywem. Przedstawia ono obraz martwego ciała ukrzyżowanego człowieka o wzroście 181 cm i ciężarze ciała 65 kg. Człowiek ten miał semickie rysy twarzy i proporcjonalną budowę ciała. Badania Całunu wykazały, że ciało pozostawało zawinięte w płótno przez ok. 36 godz., ponieważ nie ma na płótnie żadnych oznak rozkładu. Co warto jeszcze podkreślić, na Całunie pozostały nienaruszone ślady krwi, bez ich odrywania, co świadczy o tym, że zwłok z płótna nie wyjmowano. Z badań wynika też, że krew na płótnie jest krwią ludzką i należy do grupy AB.

Zachowując w sercu takie uzmysłowienie sobie ogromu męki Pana Jezusa, można jeszcze bardziej świadomie czcić i kontemplować Jego Krzyż i Zmartwychwstanie, będąc wdzięcznym za Odkupienie.

Na podstawie:
— Agnieszka Niemojewska, Jak artyści widzieli ukrzyżowanie Jezusa, Rzeczpospolita
— red. Rzeczpospolita, Śmierć Jezusa na krzyżu okiem lekarzy, Plus Minus, kwiecień 2011

Kategorie:Krew Chrystusa

Co w Niej niezwykłego?

Każdy Polak wie, gdzie jest Jasna Góra, każdy wie, jaki jest tam obraz. Od zastanawiam się jak to jest możliwe, że sama Matka Boga, obrała sobie tron w Częstochowie, a Polacy od prawie 500 lat, oddają Jej pokłon jako Królowej Polski. Z pełną odpowiedzialnością stwierdzę, że nie ma w Polsce ani jednego domu, w którym nie widniałby obrazek, nawet najmniejszy, nawet najbardziej zniszczony Czarnej Madonny. Jest to dowód na naszą maryjność, zakorzenioną w każdym Polaku. Co jest w Niej takiego, że od prawie 400 pielgrzymi idą pieszo do Jej tronu, że król Jan Kazimierz zawierzył Jej całą Polskę, że Szwedzi wycofali się z oblężenia Jasnej Góry, że w 1920 roku, papież Benedykt XV dodaje do Litanii Loretańskiej wezwanie – Królowo Korony Polskiej, że kolejni papieże ogłaszali, że Maryja jest Królową Polski i 3 maja obchodzimy, nie święto (jak było wcześniej) ale uroczystość Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski.

Papież Franciszek podczas ŚDM w Krakowie potknął się i upadł, potem tłumaczył, że zapatrzył się w oczy Królowej Polski, z którą tak wiele radości i trudności dzielił św. Jan Paweł II.

Przez wieki historii to tam – począwszy od królów – po zwykłych ludzi, szukaliśmy wsparcia, które zawsze nam dawała. Nie zgubmy głębokiej wiary w to, że Królowa Polski jest na Jasnej Górze.

Kategorie:Uncategorized

Królowa…

Diego Velázquez, Koronacja Matki Boskiej – 1643-44, 176 × 134 cm, Prado, Madryt

Kilka dni temu Psalmem 45. Kościół Katolicki wychwalał Wniebowzięcie Najświętszej Maryi Panny. Dziś przypada liturgiczne wspomnienie Najświętszej Maryi Panny Królowej. Święto to wprowadzono do kalendarza liturgicznego stosunkowo niedawno. Ustanowił je Czcigodny Sługa Boży papież Pius XII w 1954 roku, na zakończenie Roku Maryjnego, wyznaczając datę obchodu na 31 maja. Zostało wprowadzone do kalendarza liturgicznego encykliką Ad cæli Reginam (Do Królowej niebios), wydaną 11 października 1954 r., w setną rocznicę ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu Maryi. Po posoborowej reformie kalendarza liturgicznego zostało ono umieszczone osiem dni po uroczystości Wniebowzięcia NMP – 22. sierpnia jako wspomnienie, aby podkreślić ścisły związek między królowaniem Maryi, a Jej uwielbieniem w duszy i ciele, u boku swego Syna. 

Odpowiadając na apel Ojca Świętego Piusa XII, który na prośbę Maryi skierowaną do dzieci w Fatimie, dokonał poświęcenia świata Niepokalanemu Sercu Maryi w 1942 r., w wielu kościołach, właśnie dzisiaj dokona się odnowienia poświęcenia świata i ludzkości Niepokalanemu Sercu Najświętszej Maryi Panny.

W Piśmie świętym nie ma tekstu, który by wprost mówił o królewskim tytule Najświętszej Maryi Panny. Są jednak teksty pośrednie, które tę prawdę zawierają. W raju pojawia się zapowiedź Niewiasty, która skruszy głowę węża (Rdz 3, 15). Archanioł Gabriel i Elżbieta zwracają się do Maryi: „Błogosławiona jesteś między niewiastami” (Łk 1, 28. 43). Sama Maryja w proroczym natchnieniu wypowiada o sobie słowa: „Oto błogosławić Mnie będą odtąd wszystkie pokolenia” (Łk 1, 48). Apokalipsa zawiera fragment: „Potem ukazał się znak na niebie: Niewiasta obleczona w słońce i księżyc pod Jej stopami, a na Jej głowie wieniec z gwiazd dwunastu” (Ap 12, 1). Tą Niewiastą, według Tradycji Kościoła, jest właśnie Maryja.

Są też liczne podania ustne, w których objawia się Ona jako Królowa, w nauczaniu Kościoła i w pismach jego Ojców, jak choćby u Św. Efrema (†373), który już 1600 lat temu tak pisze o Maryi: „Dziewico czcigodna, Królowo i Pani”, „po Trójcy jest Panią wszystkich”, „jest Panią wszystkich śmiertelnych”. Samego siebie nazywa „sługą Maryi”. Św. Jan Damasceński nazywa Maryję (†749) „Królową rodzaju ludzkiego” i „Królową wszystkich ludzi”, „Panią wszechstworzenia”.

Potwierdzenie wiary w to, że Maryja jest Królową nieba i ziemi, znaleźć można również w ikonografii chrześcijańskiej, która od najdawniejszych wieków przedstawia Maryję na tronie, z nimbem, w którym przedstawiano tylko cesarzy. Taki sposób przedstawiania Najświętszej Maryi Panny zaznacza się już od III w. w katakumbach. Na ikonach bizantyjskich od wieku VI Matka Boża jest zawsze na tronie. Tego rodzaju obrazy, a potem figury noszą nazwę Basilissa, czyli Królowa lub Theantrōpos, czyli Pani siedząca na tronie, mająca na kolanach Dziecię Boże. Od X w. powszechnym zwyczajem staje się przedstawianie Maryi na tronie i z koroną, w szatach królewskich, a nawet siedzącą po prawicy Chrystusa. Od XIV w. ulubionym tematem artystów staje się scena „koronacji” Maryi przez Pana Jezusa i Boga Ojca.

W VIII w. jako forma walki z obrazoburcami przyjął się zwyczaj prywatnego koronowania obrazów i figur Matki Bożej, zwłaszcza tych słynących szczególnymi łaskami. Od XVII w. zwyczaj ten stał się urzędowo zastrzeżony dla Stolicy Apostolskiej. Początkowo koronacje te były zastrzeżone jedynie w stosunku do cudownych obrazów włoskich. Wkrótce jednak rozszerzono je na cały świat. Pierwszym obrazem, który doczekał się zaszczytu papieskiej koronacji, był obraz Matki Bożej w zakrystii bazyliki św. Piotra w Rzymie (1631). W Polsce tego zaszczytu dostąpił jako pierwszy obraz Matki Bożej Łaskawej w Warszawie (1651), a następnie obraz Matki Bożej Częstochowskiej w roku 1717.

Tytuł Maryi Królowej podkreślony został także w dokumentach Soboru Watykańskiego II, szczególnie w Konstytucji Dogmatycznej o Kościele Lumen gentium:

Niepokalana Dziewica, zachowana wolną od wszelkiej skazy winy pierworodnej, dopełniwszy biegu życia ziemskiego, z ciałem i duszą wzięta została do chwały niebieskiej i wywyższona przez Pana jako Królowa wszystkiego, aby bardziej upodobniła się do Syna swego, Pana panującego (por. Ap 19, 16) oraz zwycięzcy grzechu i śmierci.

KK 59

Nabożeństwa i modlitwy do Matki Bożej są również ważnym elementem podkreślającym królewski tytuł. Jest Ona od wieków przyzywana jako Królowa Nieba. To właśnie wydarzenie ukoronowania Maryi wspominamy również w piątej tajemnicy chwalebnej różańca. Po modlitwie Różańca Świętego, kilkanaście razy jest Ona przyzywana w Litanii Loretańskiej jako Królowa m.in.: aniołów, patriarchów, proroków, apostołów, męczenników, wyznawców, dziewic, Wszystkich Świętych i rodzin. Rytm tych starożytnych wezwań i codziennych modlitw, jak choćby Salve Regina czy Maria Regina Mundi, pomaga nam w zrozumieniu, że Najświętsza Dziewica jako nasza Matka u boku swego Syna Jezusa, w chwale niebios jest z nami zawsze, w każdym dniu naszego życia. Tak więc tytuł „Królowej” jest tytułem zaufania, radości, miłości. Wiemy, że Ta, która ma po części w ręku losy świata jest dobra, kocha nas i pomaga nam w naszych trudnościach. Tytuł „Królowa” podkreśla również stan Maryi w czasach ostatecznych jako Tej, która zasiada obok swego Syna, Króla chwały. W ten sposób wypełniły się słowa Magnificat: „Oto bowiem odtąd błogosławić mnie będą wszystkie pokolenia, gdyż wielkie rzeczy uczynił mi Wszechmocny”. Maryja ma uczestnictwo w chwale zmartwychwstałego Chrystusa, gdyż miała udział w Jego dziele zbawczym. Jest Jego Matką, nosiła Go w swoim łonie, urodziła Go, zadbała o Jego wychowanie, towarzyszyła Mu nieustannie podczas Jego nauczania – aż do krzyża, a potem Wieczernika w dniu Pięćdziesiątnicy.

Tutaj zawiera się źródło i geneza dzisiejszego święta: Maryja jest Królową, ponieważ jest związana w sposób wyjątkowy ze swym Synem, zarówno w życiu doczesnym, jak i w chwale nieba. Maryja ma władzę honorową i zleconą, pełni na ziemi rolę „Regentki”. Więc co oznacza tak naprawdę tytuł „Maryja – Królowa”? Papież Benedykt XVI wyjaśnił: 

Jest to konsekwencja Jej zjednoczenia z Synem, przebywania w niebie, czyli w jedności z Bogiem. Ma Ona udział w odpowiedzialności Boga za świat i miłości Boga wobec świata. Istnieje popularne pojęcie króla czy królowej, zgodnie z którym miałaby to być osoba obdarzona władzą i bogactwem. Nie jest to jednak ten rodzaj królowania, właściwy Jezusowi i Maryi. Pomyślmy o Panu Jezusie. Królowanie Chrystusa jest utkane z pokory, służby i miłości. Jest to przede wszystkim służenie, pomaganie, miłowanie. Pamiętajmy, że Jezus został ogłoszony królem na krzyżu, gdy Piłat napisał „Król żydowski”. Na krzyżu ukazał On, że jest królem i w jaki sposób jest królem – cierpiąc za nas, z nami, miłując aż do końca i w ten sposób rządzi, tworzy prawdę, miłość, sprawiedliwość. Czy też podczas Ostatniej Wieczerzy, pochylając się i obmywając stopy swoim uczniom. Tak więc królowanie Jezusa nie ma nic wspólnego z panowaniem władców tego świata, jest Królem, który służy swoim sługom. Ukazał to na przestrzeni całego swego życia ziemskiego. Tak samo jest z Maryją: jest Ona Królową w służbie Bogu i ludzkości; jest Królową miłości, przeżywającą dar z siebie dla Boga, aby wejść w plan zbawienia człowieka. Odpowiada aniołowi: „Oto ja, Służebnica Pańska”, a w Magnificat wyśpiewuje: „Bóg wejrzał na uniżenie swojej Służebnicy”. Pomaga nam i jest Królową właśnie miłując nas, kochając nas. W każdej naszej potrzebie jest naszą siostrą, pokorną służebnicą. Maryja sprawuje tę królewskość służby i miłości, czuwając nad nami, Jej dziećmi: dziećmi, które zwracają się do Niej w modlitwie, aby Jej podziękować lub wypraszać Jej macierzyńską opiekę i Jej niebiańską pomoc, być może zagubiwszy drogę, uciskani bólem lub udręką z powodu smutnych i trudnych perypetii życiowych. W pomyślności czy też mrokach życia zwracamy się do Maryi, powierzając się jej nieustannemu wstawiennictwu, aby wyjednywała nam u Syna wszelkie łaski i miłosierdzie potrzebne na nasze pielgrzymowanie po drogach świata. Spoglądając na Nią, naśladujmy Jej wiarę, pełną gotowość wypełniania Bożego planu miłości, hojne przyjęcie Jezusa, uczmy się od Maryi życia.

Kategorie:Maryja, święta

Modlitwa depresanta, czyli modlitwa chorych na depresję

20 sierpnia 2020 Dodaj komentarz

Dobry Boże
Ty znasz ciemności, które mnie otaczają.
Wydaje mi się, że jakby otoczyła mnie chmura,
tak że tracę całą moją perspektywę.
I na dodatek mam wrażenie, że ona nigdy się nie podniesie.
Wiem, że wcześniej udało mi się z tego wyjść,
ale kiedy te uczucia znów przychodzą wszystko znowu się zaciemnia.

Pomóż mi ufać Tobie w tym trudnym czasie.
Wiem, że po deszczu znów przychodzi słońce,
i że ponad chmurami słońce zawsze świeci.

Proszę Cię jednak, umocnij to przekonanie w moim sercu,
tak aby Twoja nadzieja mnie prowadziła.

Wierzę, że Ty możesz mnie uzdrowić
i całkowicie powierzam się Tobie.
Udziel mi łask, których potrzebuję,
aby wytrwać przy Tobie,
aż Twoja uzdrawiająca miłość,
która wiem, że nieustannie działa we mnie,
w końcu przeniknie mnie i przyniesie ulgę, której potrzebuję.

Amen.

Pan przychodzi w powiewie, łagodnie…

Gdy Eliasz przybył do Bożej góry Horeb, wszedł do pewnej groty, gdzie przenocował. Wtedy Pan skierował do niego słowo i przemówił: Wyjdź, aby stanąć na górze wobec Pana! A oto Pan przechodził. Gwałtowna wichura rozwalająca góry i druzgocąca skały [szła] przed Panem; ale Pan nie był w wichurze. A po wichurze – trzęsienie ziemi: Pan nie był w trzęsieniu ziemi. Po trzęsieniu ziemi powstał ogień: Pan nie był w ogniu. A po tym ogniu – szmer łagodnego powiewu. Kiedy tylko Eliasz go usłyszał, zasłoniwszy twarz płaszczem, wyszedł i stanął przy wejściu do groty.

1 Krl 19, 9a.11-13a

Ile razy, jak często w życiu codziennym przechodzimy przez różnego rodzaju kryzysy, załamania, zniechęcenia… jak prorok Eliasz. Ile razy z całych sił pragniemy kogoś odmienić, uratować czyjeś życie, przekonać do czegoś, co będzie dobre dla drugiego człowieka. Ile razy uciekamy przed osądem innych, ironią, hejtem, ignorancją i głupotą fałszywych przyjaciół. Ucieczka nie zawsze jest jedynym dobrym rozwiązaniem. Jest odruchem, po który sięga każdy człowiek. Kiedyś usłyszałam takie słowa…

Jeśli twoja przeszłość jest dla ciebie ciężarem, jeśli masz o to do kogoś pretensje, pamiętaj, że samo wskazanie winnych niczego nie zmieni; usprawiedliwianie swojego zachowania trudnym dzieciństwem jest jakąś formą ucieczki od odpowiedzialności; twoja przeszłość nie jest dla ciebie wyrokiem, ale wyzwaniem! Ważne jest nie tylko to, co życie zrobiło z tobą; równie ważne jest to, co ty zrobisz z tym, co życie zrobiło z tobą.

Eliasz ratował się ucieczką na pustynię, a następnie udał się na górę Horeb, na której spotkał się z Bogiem i doświadczył Jego szczególnej opieki.

Bóg często przychodzi niepostrzeżenie by spotkać się ze zniechęconym, poranionym i zamkniętym pod grubą maską udawanej uprzejmości, człowiekiem. Bóg nie rezygnuje z człowieka, nawet gdy on już prawie często zrezygnował z wiary, modlitwy i oczekiwania na łaskę, na cud. Zamiast pouczania Bóg proponuje spotkanie. Zamiast wyrzutów, awantur i poniżania – bliskość. Zamiast surowości, kar – łagodność. Tak Bóg wyciąga z kryzysu.

Wichura, trzęsienie ziemi i pożar dla niektórych mogą być atrybutami objawiającego się Boga. Dla tych, którzy noszą w sobie obraz boga tyrana. Ale równie dobrze można w tych zjawiskach zobaczyć wewnętrzne stany duszy człowieka. Poraniony, zdruzgotany, pozostawiony na pastwę losu, często wyśmiany, zamykając się asekuracyjnie w swoim wyimaginowanym świecie, jak w skorupie, zakładając kolejne maski, skupia się tylko na swojej krzywdzie, której kiedyś doznał. To szukanie wewnątrz swojego świata winnych i rozliczanie ich zaocznie, niczego nie zmieni. Będzie tylko kontynuacją przeżywania wyroku i dręczeniem siebie samego. To co składa się na historię człowieka jest niezmienne. Zdarzyło się i nikt nie jest już w stanie tego zmienić. Przeszłość jest zamknięta, jest zapisem jak głos na taśmie po zmarłym. To co człowiek przyjmuje za dopust Boży, jest w rzeczywistości iluzją złego ducha. Bóg niczego nie dopuszcza poza współpracą z człowiekiem, którego stworzył na swój obraz i podobieństwo dając mu wolną wolę. Obrazy z przeszłości, wspomnienia, które wciąż każą żebrać o uczucia, miłość, pochwały i akceptację, stają się często schematem, z którego trudno się wyzwolić. Usprawiedliwianie swojego zachowania trudnym dzieciństwem jest pewną formą ucieczki od odpowiedzialności za przyszłość, która jawi się jako obietnice Boga. Przeszłość nie jest dla człowieka wyrokiem, ale wyzwaniem! Wyzwaniem by powyrzucać ze swojej pamięci papierki po dawnych, często niechcianych prezentach od życia, które skrzętnie kolekcjonujemy po to, by móc wciąż rozkoszować się własną ułomnością i przywiązaniem do krzywd dawno minionych, oglądając je jak bibeloty. Może warto spróbować otworzyć zaciśnięte dłonie, wypuścić zawartość i poczuć, że – A JEDNAK ŻYJĘ!

Ważne jest nie tylko to, co życie zrobiło z tobą; równie ważne jest to, co ty zrobisz z tym, co życie zrobiło z tobą.

Może przyszedł już czas na porządki i wyrzucenie wszystkich zbędnych opakowań zbieranych latami, które przywiązały, zmuszają do wspomnień, nie dają przestrzeni do życia, zabijają, duszą i tłamszą, wywołują smutek, żal i poczucie przegranej. Są jak pustynia, na której rosną tylko kaktusy. SĄ PUSTYNIĄ! Człowiek ma zawsze tę jedną chwilę do przeżycia i może, jeśli tylko zechce, zaangażować się. Ponosimy skutki decyzji, ale równocześnie mamy świadomość, że przeszłość jest już niezmienna. Zawsze jednak można zmienić swój stosunek do niej. Coś może zyskać inny sens, bo człowiek po latach odkryje, że jednak w tym co się mu przytrafiło, był Bóg. Bóg nie jest tylko dobrą wróżką od spełniania natychmiast marzeń w życiu. A jak już nie będzie spełniał, to obrażony wyrzucisz go jak zbędny mebel albo poszukasz zamiennika?

Pomaganie, Ręce, Wspinaczka, Ratowanie, Człowiek

Wciąż powracające wspomnienia, są echem tęsknoty Boga.

On wciąż czeka na Twoje siedem chlebów i ryby, by je rozmnożyć. Kroczy delikatnie i prawie bezszelestnie w Twoim życiu, nie narzucając się, bo nie jest tyranem. Tęskni za człowiekiem, bo kocha. Kocha tak bardzo, że gotów był poświęcić własnego jedynego syna, by utrzymać z człowiekiem łączność, by dać mu w prezencie życie wieczne. Człowiek pozwalając sobie na notorycznie powracające wspomnienia dręczy sam siebie, zwalając całą winę na niewinnego Boga. Powracające wspomnienia są sygnałem, czerwonym światłem, że Bóg zaczyna tęsknić mocniej, że człowiek oddala się od Niego. Wystarczy ten jeden krok w stronę Boga, ta jedna decyzja o pozostawieniu przeszłości, by złapać Boga za rękę, jak Piotr kroczący w jednej chwili po wodzie, a w następnej wołający wystraszony i tonący, bo Bóg stoi tuż obok i czeka. Dał człowiekowi przecież wolną wolę. Być może okaże się po zdjęciu wszystkich masek, że człowiek wreszcie odzyska własną wolność na tyle, by usłyszeć szelest płaszcza przechodzącego Pana. To spotkanie spowoduje z pewnością porzucenie niesmaku samego siebie.

Nie obfitość treści nasyca duszę, ale smakowanie wnętrza

Święty Ignacy z Loyoli urodził się w 1491 roku w Hiszpanii w zamożnej rodzinie baskijskiej, otrzymując na chrzcie imię Iñigo. Był najmłodszym wśród prawdopodobnie jedenaściorga rodzeństwa. Jako rycerz prowadził życie pełne zbytku, zabaw, przygód i romansów. W wieku prawie 30 lat, 20. maja 1521 walcząc przeciwko mieszkańcom Nawarry i ich francuskim sprzymierzeńcom, został bardzo poważnie ranny, stając w obronie fortecy Pampeluna. Kula armatnia roztrzaskała mu prawą nogę i poważnie raniła lewą. Wrogowie potraktowawszy go bardzo łagodnie pozwolili mu wrócić do domu, sądząc, że nie przeżyje drogi. Po powrocie trwającym dwa miesiące, zajęło się nim kilku lekarzy. Okazało się, że w czasie długiej podróży, kości źle się zrosły i trzeba było powtórnie je łamać. Ignacy chciał koniecznie kontynuować karierę wojskową i oczywiście prowadzić dotychczasowe życie pełne miłostek i zabaw. Stawiając na szali swoje życie, karierę i marzenia poddał się posłusznie tym wszystkim zabiegom, okrutnie cierpiąc i prawie przypłacając je życiem. Rekonwalescencja była bardzo długa i bolesna. W tym czasie przez cierpienie i lekturę nabożnych ksiąg doświadczył nawrócenia. Porzucił dotychczasowy tryb życia, udał się w pielgrzymkę do Jerozolimy a swój miecz rycerski ofiarował jako wotum Matce Najświętszej w opactwie benedyktynów na górze Montserrat. Tam odbył również spowiedź generalną. Oddawszy swój strój napotkanemu przypadkowo biedakowi a przebrawszy się w jego skromne odzienie, zszedł w dolinę stając się rycerzem Boga. W 1522 roku zamknął się w grocie pod Manresą prowadząc bardzo surowy tryb życia, poszcząc, oddając się wielogodzinnym modlitwom i rozmyślaniom. Przez rok doświadczał specjalnych łask Bożych i oświeceń Ducha Świętego. Spisał swoje przeżycia i doświadczenia z tego okresu w książeczce, którą nazwał Ćwiczeniami Duchownymi, a ta stała się fundamentem charyzmatu Towarzystwa Jezusowego, które później założył. W marcu 1523 roku, uzyskawszy pozwolenie od papieża Hadriana VI, Ignacy udał się w pielgrzymkę do Jerozolimy. Chory, osłabiony dotarł tam, ale mimo zezwolenia samego papieża, nie otrzymał zgody na pobyt od franciszkanów, którzy w owym czasie pełnili pieczę nad grobem Pańskim. W połowie stycznia 1524 roku znalazł się w Wenecji, a następnie udał się przez Genuę do Barcelony, by tam podjąć studia, kontynuując je w Alcali i Salamance, i oddając się jednocześnie dziełom miłosierdzia i praktykom religijnym. Przez te wszystkie dzieła zwrócił na siebie uwagę inkwizycji i podejrzany o herezję, osamotniony w walce, więziony, kilkukrotnie był przesłuchiwany. Stawał co najmniej ośmiokrotnie jako podejrzany przed sądem inkwizycji. Oczyszczony wreszcie z zarzutów w roku 1528 pieszo dotarł do Paryża, by kontynuować studia na paryskiej Sorbonie. Tam zgromadził grupę siedmiu przyjaciół, którzy stali się zaczynem przyszłego Towarzystwa Jezusowego. Złożyli 15 sierpnia 1534 roku przysięgę i ślubowali zachowanie ubóstwa, czystości i chęć odbycia pielgrzymki do Ziemi Świętej, a w przypadku, gdyby to ostatnie stało się niemożliwe, zobowiązali się do zachowania posłuszeństwa Ojcu Świętemu. W marcu 1535 roku Ignacy uzyskał licencjat z filozofii. W lipcu tego roku udał się za namową lekarzy w podróż rekonwalescencyjną do domu rodzinnego. W tym czasie nie przerywając pracy apostolskiej: katechizował, praktykował uczynki miłosierdzia i głosił kazania. Przybywając w lipcu do swej posiadłości, zakończył wszystkie sprawy dotyczące dziedziczenia. Następnie udał się do Walencji, Genui i Wenecji. Tam spotkał się ze swoimi przyjaciółmi z Paryża i otrzymawszy zezwolenie na pielgrzymkę do Jerozolimy, wysłał ich z prośbą o błogosławieństwo do samego papieża. Ci wezwani na dysputę teologiczną, otrzymali nieoczekiwanie również zgodę kanoniczną na przyjęcie święceń kapłańskich. 24. czerwca 1537 roku, w święto Jana Chrzciciela otrzymali w Wenecji święcenia kapłańskie z rąk biskupa Arbe. Niestety nie dane im było dotrzeć do Jerozolimy, ze względu na napiętą sytuację polityczną w Turcji i wybuch wojny. Zamieszkali więc w opuszczonym klasztorze San Pietro w Vivaroli. W październiku 1537 roku wrócili do Wenecji, gdzie 13-go Ignacy ostatecznie otrzymał dokument uwalniający go od zarzutów stawianych przez inkwizycję. Kilka tygodni później wyruszyli do Rzymu. W drodze Ignacy miał objawienie: ujrzał Boga Ojca i Jezusa Chrystusa dźwigającego Krzyż. Ojciec Niebieski powiedział do Syna: Chcę, abyś przyjął go na służbę. Wtedy Jezus zwrócił się do Ignacego: Chcę, abyś Nam służył. Zdarzenie to utwierdziło Ignacego w przekonaniu, że ze swoimi towarzyszami ma pod sztandarem Krzyża służyć Chrystusowi w Kościele. W Rzymie towarzysze Ignacego od razu podjęli pracę. Widząc narastające zadania, zastanawiali się, czy ich działalność nie byłaby bardziej owocna, gdyby poddali się kierownictwu jednego spośród siebie. Po kilkumiesięcznych modlitwach i naradach przedłożyli Ojcu Świętemu tzw. Formułę Instytutu i ostatecznie 27. września 1540 roku papież Paweł III zatwierdził powstanie Towarzystwa Jezusowego. 19. kwietnia 1541 roku w czasie ponownego głosowania Ignacy przyjął wybór na stanowisko pierwszego generała zakonu. Kiedy 31 lipca 1556 roku Ignacy umarł przeżywszy 64 lata, Towarzystwo Jezusowe liczyło już ok. 1000 członków i posiadało 110 placówek na świecie. Umarł ciężko chory, nie udzieliwszy ostatniego błogosławieństwa braciom, bez ostatniego namaszczenia i bez błogosławieństwa papieża, bo te odbyło się zbyt późno. Został pochowany w kościele Maria della Strada w Rzymie. Ignacy został beatyfikowany w 1609 roku a kanonizowany 12. marca 1622 roku przez papieża Grzegorza XV.

Strona tytułowa pierwszego wydania Ćwiczeń duchownych z 1548 r.

„Człowiek po to jest stworzony, aby Boga, Pana naszego, chwalił, czcił i jemu służył, a przez to zbawił duszę swoją.”

św. Ignacy Loyola, Ćwiczenia Duchowne

Przez wieki Ćwiczenia Duchowne spisane przez św. Ignacego stały się nie tylko głównym narzędziem kształtowania następnych pokoleń jezuitów, ale także drogą dla innych zakonów oraz osób świeckich. Dziś wiele reguł zakonnych jest opartych na medytacji, kontemplacji oraz ignacjańskim rachunku sumienia. Ćwiczenia te odbywane rokrocznie przez jezuitów, są następnie udzielane w wielu domach rekolekcyjnych kapłanom, członkom innych zgromadzeń zakonnych oraz osobom świeckim. Rekolekcje te zostały podzielone na kilka etapów i rozpoczynają się tzw. Fundamentem, który wprowadza w doświadczenie życia duchowego poprzez poznanie i praktykowanie różnych metod modlitwy, takich jak: medytacja, ignacjański rachunek sumienia, modlitwa prostoty, itp. Umożliwiają one wgląd w siebie i odkrycie Boga zarówno w Jego słowie jak i w dotychczasowym życiu, w przeżytych doświadczeniach osobistych. Po pewnym czasie rekolektant może uczestniczyć w następnych etapach rekolekcji, zwanych kolejno tygodniami, które są kontynuacją Fundamentu. Celem jest przemiana wewnętrzna, poznanie siebie, pojednanie z Bogiem, uporządkowanie uczuć, oderwanie się od przywiązań, wybór dalszej drogi w życiu, zaproszenie do pójścia za Chrystusem i zagospodarowanie odzyskanej wolności. Warunkiem owocnego uczestnictwa w rekolekcjach ignacjańskich jest pewna dojrzałość fizyczna i emocjonalna, wewnętrzna równowaga psychiczno-duchowa, (stąd granica, że wiek kandydatów chętnych do ćwiczeń to minimum 21 lat), zdolność do zachowania pełnego milczenia w ciągu rekolekcji, w tym: wyłączenia telefonu komórkowego i nie korzystania z urządzeń łączących z Internetem, oraz zdolność do osobistej przedłużonej modlitwy, szczera wola spotkania z Bogiem i podjęcia trudu rekolekcyjnego życia, otwartość i gotowość do dzielenia się doświadczeniem rekolekcji z osobą towarzyszącą, kierownikiem duchowym w Ćwiczeniach.

http://dfdkalisz.jezuici.pl/rekolekcje-ignacjanskie/metoda/

Ci, którzy zdecydowali się i odważyli ponieść trud rekolekcji, w większości, co roku wracają na następne ćwiczenia, wiedzeni poczuciem zmian jakie zachodzą w ich dotychczasowym życiu.

http://dfdkalisz.jezuici.pl/rekolekcje-ignacjanskie/swiadectwa/

Dla mnie droga Rekolekcji ignacjańskich rozpoczęła się w 2017 roku, za namową pewnego kapłana diecezjalnego. Wejście w ciszę i regułę rekolekcji zdawało się być bardzo trudne albo wręcz niemożliwe. Ale jak mówi polskie przysłowie „strach ma wielkie oczy”, a nawrócenie wymaga trochę poświęcenia, czasu i odwagi, zerwania z tym co wydaje się być może pozornie dobre, złudnie niereformowalne, a być może przyjęte mylnie za zły los, fatum, przekleństwo… Celem Ćwiczeń duchownych jest spotkanie Boga i przyjęcie Jego Woli, i nie może on być osiągnięty bez spełnienia podstawowego warunku, jakim jest wejście w siebie i poznanie siebie samego, odnalezienie swojej wartości, odzyskanie utraconych relacji i poznanie prawdziwego smaku miłości Bożej.

https://jezuici.pl/2019/11/terminarz-rekolekcji/

Dziś nie wyobrażam sobie kolejnego roku życia bez kolejnych ćwiczeń. Co wniosły w moje życie…

Dowartościowały je niesamowicie, uczyniły bardziej zrozumiałym, prostszym, pełniejszym i radośniejszym dając cel w życiu, nadając sens temu co wydawało się bez sensu, dając poczucie bezpieczeństwa, odwagę, siłę do walki ze złem, pogodzenie się z niezmiennością własnej historii i nadzieję, że to, co mimo wszystko spotyka mnie i może nie zawsze jest przyjemne w odbiorze, z Chrystusem jest zawsze do przejścia. 😄

Rozmowy serca

Jedna z definicji miłości mówi, że jest to reakcja spontaniczna naszego organizmu, psychiki na zastaną sytuację czy poznaną osobę. Pojawiają się emocje, które są informacją o naszym wnętrzu, potrzebach, które chcemy i pragniemy zaspokoić. Pojawia się ekspresja, czyli ukierunkowanie na działanie. Nie ma złych emocji, bo wszystkie emocje są dobre i potrzebne, są neutralne moralnie i nie podlegają ocenie moralnej. Jesteśmy odpowiedzialni dopiero za wybór dalszej strategii działania, w oparciu o emocje. Pojawiają się pierwsze nieśmiałe słowa, z początku zdawkowe, z czasem przechodzące w coś więcej: w informację o naszym wnętrzu, o potrzebach, o odczuciach. Nie bójmy się rozmawiać. Rozmawiać – to nie znaczy plotkować, obmawiać, udowadniać rację, przekonywać siłą, manipulować, narzucać coś w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Rozmowa nie jest stawianiem na swoim, udowadnianiem swoich racji za wszelką cenę czy przypisywaniem intencji drugiej stronie. W rozmowie potrzebny jest szacunek, delikatność i zrozumienie. Wejście w miarę możliwości w odczucia, pragnienia drugiej osoby. Właśnie taka rozmowa jest dialogiem. Dialog jest potrzebny, by drugi człowiek dowiedział się o naszych emocjach, potrzebach, myślach. Po latach czasem małżonkowie wyrzucają sobie wzajemnie brak zainteresowania, złą interpretację, krytykowanie, brak szacunku, niedowartościowanie… Bo zabrakło dialogu! On/ona nigdy się nie domyśli sam/sama(!). Należy zawsze o wszystkim komunikować.

Dialog jest rozmową, która prowadzi do spotkania osób. Zanim więc impulsywnie wyrzucimy z siebie wagon emocji, niespełnionych potrzeb i rozżalenia na drugą osobę, odpowiedzmy sobie na pytanie: ile razy naprawdę rozmawiamy a ile poniżamy, udowadniamy, rozkazujemy albo zawzięcie milczymy?

Tylko taka rozmowa jest dialogiem, w której jest zachowane pierwszeństwo słuchania przed mówieniem, rozumienia przed ocenianiem, dzielenia się przed dyskutowaniem, a nade wszystko przebaczenie.

Trzeba zamilknąć, by usłyszeć wypowiedź drugiego człowieka. Jeśli chcemy przyjąć dar serca to wyciągnijmy dłonie i otwórzmy je. Trzymając ręce zaciśnięte w pięści, nigdy nie zdołamy zatrzymać daru, bo najzwyczajniej w świecie upuścimy go i rozbijemy o ziemię. Zwróćmy uwagę na optykę, na rzeczywistość: jak ją postrzegamy. Czy moje serce jest pełne do połowy (i potrafię cieszyć się tym co mam) czy może jest zawsze puste od połowy, niezadowolone, bo wciąż ma za mało, bo szuka tego co nieosiągalne (i ignoruję, bagatelizuję to co już mam). Żeby zostać zrozumianym, trzeba być zrozumiałym, tzn. nie tylko dobierać słowa, ale zadbać o to, by były spójne z tym co wyrażamy gestem, mową ciała, spojrzeniem, mimiką twarzy. Czy w czasie rozmowy staramy się zachować kontakt wzrokowy z rozmówcą? Czy słuchamy i słyszymy słowa, które wypowiada? Czy przerywamy, komentujemy, wystawiamy natychmiast opinię? Czy słuchając staramy się rozumieć, a jeśli nie rozumiemy to wyrażamy swoje wątpliwości, pytamy o potwierdzenie lub zaprzeczenie? Czy potrafimy słuchać z uwagą, bez zniecierpliwienia i uważać to co słyszymy za ważne? Dopiero wtedy, gdy otrzymamy potwierdzenie i mamy pewność, że rozumiemy się wzajemnie, mamy czas i prawo wypowiadać własne zdanie i opinię. Taki dialog nigdy nie będzie przerzucaniem odpowiedzialności, obrzucaniem się epitetami, manipulowaniem, dyskusją w atmosferze impulsywności, rozbieżnością zdań przeradzającą się w kłótnię.

Lato jest czasem odpoczynku dla większości z nas. Może ono również stać się czasem pracy nad dialogiem dobrze pojmowanym. Ta umiejętność najbardziej jaskrawy wydźwięk ma w małżeństwie, ale można poszukać jej w każdej relacji dwojga ludzi. To może być również narzeczeństwo, rodzeństwo, kapłaństwo, życie zakonne, praca, szkoła… Każdy z nas chciałby być akceptowany, szanowany i rozumiany.

Może warto więc spróbować tego lata swoich sił w dialogu?