Cokolwiek czynię, Bóg ma być uwielbiony, nie ja

7f63db5e988245ee8763b62a742f153d_700x700

„Zostawili wszystko i poszli za Nim” /Łk5,11/

Uczniowie zostawili wszystko, ale Piotr po jakimś czasie zapytał Jezusa:

„Panie, wszystko porzuciliśmy, ale co za to otrzymamy?”

Mamy paskudne przyzwyczajenie: wyzbywamy się czegoś a potem trochę tego żałujemy. Porzucamy jedną rybę a potem mamy apetyt na drugą. Na dobrą sprawę jest jedna taka chwila: chwila śmierci, kiedy człowiek wszystko porzuca i – jak to się mówi- kopie w kalendarz i idzie do Boga. Porzuca wtedy i łóżko, na którym leżał, i obrazy na ścianach, i słoje z marmoladą w spiżarni, i srebrne łyżeczki, co jeszcze zostały z posagu po mamusi. Wszystko.

Żeby dojrzeć do spokojnej śmierci, trzeba co pewien czas porzucić wszystko. Ale nie można za jednym zamachem najeść się na cały dzień. Nie można, żyjąc jeszcze, raz na zawsze wszystkiego się wyzbyć. Jak wytrwać, rzucając wszystko, i nie umrzeć nawet tak szybko jak na cholerę?

Święty Benedykt mówił:”Cokolwiek czynię, Bóg ma być uwielbiony, nie ja. „Jeśli czynimy coś i myślimy, by to się Bogu podobało, nie nam, to nawet gdybyśmy mieli szafę i drogocenne rzeczy, pozbywamy się najgorszego zwierzaka, jakim jest egoizm, osobista chytrość.

/ks. Jan Twardowski/

PIERWSZE SOBOTY MIESIĄCA

pobrany plik„Łudziłby się ten, kto sądziłby, że prorocka misja Fatimy została zakończona” (Benedykt XVI)

Nabożeństwo Pierwszych Sobót Miesiąca jest rzecz jasna ściśle związana z Maryją. Jest przede wszystkim drugą objawioną tajemnicą fatimską, na którą wyjawienie zezwoliła siostrze Łucji sama Matka Boża.

“Córko moja, spójrz, Serce moje otoczone cierniami, którymi niewdzięczni ludzie przez bluźnierstwa i niewierności stale ranią. Przynajmniej ty staraj się nieść mi radość i oznajmij w moim imieniu, że przybędę w godzinie śmierci z łaskami potrzebnymi do zbawienia do tych wszystkich, którzy przez pięć miesięcy w pierwsze soboty odprawią spowiedź, przyjmą Komunię świętą, odmówią jeden Różaniec i przez piętnaście minut rozmyślania nad piętnastu tajemnicami różańcowymi towarzyszyć mi będą w intencji zadośćuczynienia”

WARUNKI

  1. W pierwsze soboty miesiąca przystąpić do spowiedzi z intencją wynagrodzenia za grzechy popełnione przeciw Niepokalanemu Sercu Maryi (Istotną cechą tego nabożeństwa jest całkowita bezinteresowność, czyli wyłączne pragnienie wynagrodzenia Niepokalanemu Sercu Maryi – nie powinno się odprawiać go w żadnych innych intencjach ‘choćby najpobożniejszych’ , jak tylko w celu zadośćuczynienia za grzechy i zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi). Można także skorzystać z łaski sakramentu pojednania wcześniej, byleby w tym dniu być w stanie łaski uświęcającej, bez grzechu ciężkiego (Do spowiedzi – co istotne – należy przystąpić z intencją zadośćuczynienia za zniewagi wobec Niepokalanego Serca Maryi. Intencję można wzbudzić podczas przygotowania się do spowiedzi lub w trakcie otrzymywania rozgrzeszenia.)
  2. Przyjąć Komunię Św. w pięć pierwszych sobót miesiąca w powyższej intencji (po przyjęciu Komunii św. należy wzbudzić intencję wynagradzającą)
  3. Odmówić pięć tajemnic różańcowych czyli jedną część w jedną sobotę (po każdej tajemnicy różańca należy odmówić Modlitwę:
    O mój Jezu, przebacz nam nasze grzechy, zachowaj nas od ognia piekielnego, zaprowadź wszystkie dusze do nieba i dopomóż szczególnie tym, którzy najbardziej potrzebują Twojego miłosierdzia.)
  4. Przez piętnaście minut rozważać tajemnice różańcowe ofiarując tę medytację w wymienionej intencji.

 

Cóż więcej dodawać. Sam fakt istnienia takiego nabożeństwa napawa nadzieją. Tym bardziej w czasach ataków na Kościół, bluźnierstw, oszczerstw, w czasach gdzie z zimną krwią brat zabija brata. W czasach gdy jest coraz trudniej… a Ona, Matka, jest. Zawsze. Przyjdź do niej, daj się ponieść modlitwie, daj się ponieść jej tajemnicy. Tajemnicy rozważanej w różańcu.

Dziś wiem…

24 Styczeń 2016 Dodaj komentarz

obrazki_n_142623_pole-zboza-mezczyzna-niebo-chmury

Dziś wiem, że niekiedy musimy przejść przez wielką burzę i ciemność, aby zobaczyć, kim jesteśmy naprawdę.

Dziś wiem, że istnieje światło, które przez ból i cierpienie staje się coraz jaśniejsze.

Dziś wiem, że musimy czasami dotknąć bram piekła, aby dojść do nieba.

Dziś wiem, że czasami musimy doświadczyć opuszczenia przez Boga, aby być bliżej Niego.

Dziś wiem, że Słowo staje się ciałem wtedy, gdy odkryjemy je w drugim człowieku, tak samo w bliskim, jak i w obcym, w przyjętym, jak i w odrzuconym.

Dziś wiem, że powinienem być nie lustrem, w którym inny dostrzega swoją ułomność, lecz oknem, przez które może dostrzec światło.

Dziś wiem, że aby zmartwychwstać, trzeba umrzeć dla siebie.

Dziś wiem, że czasami trzeba chodzić nieznanymi ścieżkami, aby powrócić do Boga, który jest człowiekiem.

Dziś wiem, że aby powrócić, trzeba stać się innym, bardziej prawdziwym.

Dziś wiem, ze trzeba niekiedy upaść, aby powrócić.

Dziś wiem, że liczy się tylko Miłość.

/Jan Bereza OSB/

Bo liczy się tylko Miłość……

19 Styczeń 2016 Dodaj komentarz

medytacja-z-ojcem-serafinem-

Polecam. Genialny materiał na medytację. Jeśli znajdziesz chwilę usiądź z poniższym fragmentem…

 

Medytacja z ojcem Serafinem

Kiedy medytujesz, bądź jak góra

Nieruchomo osadzona w ciszy.

Jej myśli zakorzenione są w wieczności.

Nie rób niczego, siądź, bądź,

a poznasz owoce płynące z modlitwy.

Kiedy medytujesz, bądź jak kwiat,

zawsze skierowany ku słońcu.

Jego łodyga jak kręgosłup, zawsze jest prosta.

Bądź otwarty, gotowy przyjąć wszystko bez lęku,

a nie zabraknie ci światła w drodze.

Kiedy medytujesz bądź jak ocean,

w swej głębi zawsze nie poruszony.

Jego fale przepływają i odpływają.

Bądź spokojny w swym wnętrzu,

a złe myśli same odejdą.

Kiedy medytujesz, pamiętaj o oddechu,

dzięki niemu człowiek stał się istotą żyjącą.

Oddech od Boga pochodzi i do Boga wraca.

Zjednocz słowo modlitwy ze strumieniem życia,

a nic od Dawcy życia cię nie odłączy.

Kiedy medytujesz bądź jak ptak.

Śpiewający bez wytchnienia przed obliczem Stwórcy.

Jego pieśń wznosi się, jak dym z kadzidła.

Niech i twoja modlitwa będzie jak gruchanie gołębia,

a nie poddasz się nigdy zniechęceniu.

Kiedy medytujesz, bądź jak Abraham

Składający swego syna w ofierze.

Był to znak, że gotów jest oddać wszystko.

I ty pozostaw wszystko,

a w opuszczeniu Bóg napełni cię swą obecnością.

Kiedy medytujesz, to Jezus

Modli się w tobie do Ojca w Duchu.

jesteś niesiony żarem Jego miłości.

Bądź jak rzeka służąca każdemu,

a przyjdzie czas, że przemienisz się w Miłość.

Góra uczy sensu wieczności.

Kwiat, gdy więdnie uczy przemijania.

ocena uczy spokoju wśród przeciwności,

a miłość uczy zawsze Miłości.

/ Medytacja z ojcem Serafinem Jan Bereza OSB/

II Niedziela Zwykła

Obraz 174

„Będziesz prześliczną koroną w rękach Pana , królewskim diademem w dłoni twego Boga.(…) Albowiem spodobałaś się Panu.” (Iz 62, 3.4b)

Fragment ten przyświeca mi od jakiegoś czasu jako fakt przynależenia do Jedynego Pana Jezusa Chrystusa ale przede wszystkim jako kobiecie. Jestem Jego! Czyż to nie piękne zjawisko? Czyż to nie na Jego obraz i podobieństwo zostałam stworzona?

W Księdze Jeremiasza jest także powiedziane:

„Zanim ukształtowałem cię w łonie matki , znałem cię”(Jr 1, 5a)

Znał nas od samego początku, bo jesteśmy jego dziełem. On nas „utkał”, On nas „stworzył”, „On nas ulepił”. Pytanie jednak czy my te piękno takim jakie jest przyjmujemy.

„Czyż nie wiecie , żeście świątynią Boga i że Duch Boży mieszka w was ? Jeżeli ktoś zniszczy świątynię Boga , tego zniszczy Bóg . Świątynia Boga jest świętą , a wy nią jesteście” (1 Kor 3, 16-17).

Czy szanujemy to dzieło jakiego dokonał Bóg? Czy mam do siebie szacunek?

 

„Będziesz PRZEŚLICZNĄ KORONĄ(…), KRÓLEWSKIM DIADEMEM”

 

Będę traktowana z godnością, wielką miłością i prawdą. Tak jak KRÓLOWI należy się szacunek tak i każdemu z nas (już odchodząc od samego wątku kobiety).

KRÓL-> w tej sytuacji Jezus Chrystus, sam Bóg, któremu należy się największa chwała, sława i to co najlepsze, najczcigodniejsze.

A co my JEMU właściwie przynosimy? Czy daję Panu Bogu to, co najlepsze czy myślę, że zadowoli go byle co? Tak, żeby nie było, że o Nim zapomniałem…

Jak w tej sytuacji traktuję Pana Boga? Z godnością jako Króla i czy jestem mu całkowicie poddany?

„«Czyż milsze są dla Pana całopalenia i ofiary krwawe
od posłuszeństwa głosowi Pana?
Właśnie, lepsze jest posłuszeństwo od ofiary,
uległość – od tłuszczu baranów.
Bo opór jest jak grzech wróżbiarstwa,
a krnąbrność jak złość bałwochwalstwa.
Ponieważ wzgardziłeś nakazem Pana,
odrzucił cię On jako króla». ” (1 Sm 15, 22-23)

Posłuszeństwo jest drogą do miłości.

Zachowując a przede wszystkim przyjmując to, co niesie i daje nam Pan możemy przez to osiągnąć królestwo jakie On nam obiecuje. Wszyscy będziemy sądzeni, ale czy będziemy sądzeni z prawdy czy z tego, że robię tak jak inni? Jako umiłowane dziecko Boga, jako korona w Jego dłoniach masz prawo, musisz mówić prawdę, nawet gdy inni nie chcą iść pod prąd razem z Tobą.

„Błogosławieni jesteście, gdy [ludzie] wam urągają i prześladują was, i gdy z mego powodu mówią kłamliwie wszystko złe na was. Cieszcie się i radujcie, albowiem wasza nagroda wielka jest w niebie. Tak bowiem prześladowali proroków, którzy byli przed wami.”(Mt 5, 11-12)

Fakt, każdy z nas będzie sądzony ze swoich dobrych i złych uczynków, każdy osobno, ale czy nie jest wielką zasługą gdy możesz przyczynić się do zbawienia innych? Czyż nie taka jest rola króla- pociągnąć za sobą lud ku dobremu? Stań się godną córką, godnym synem Pana Boga. Stań na wysokości zadania, idź wbrew wszystkiemu, podnieś głowę i zawołaj „Oto ja poślij mnie”.

„Ty zaś przepasz swoje biodra,
wstań i mów wszystko, co ci rozkażę.
Nie lękaj się ich,
bym cię czasem nie napełnił lękiem przed nimi.
A oto Ja czynię cię dzisiaj twierdzą warowną,
kolumną żelazną i murem spiżowym przeciw całej ziemi,
przeciw królom judzkim i ich przywódcom,
ich kapłanom i ludowi tej ziemi.
Będą walczyć przeciw tobie, ale nie zdołają cię [zwyciężyć],
gdyż Ja jestem z tobą – wyrocznia Pana – by cię ochraniać»”
(Jr 1,17-19)

Zakończenie

Nie chcę z nikim toczyć walki, nie chcę nikomu urągać, nikomu mówić złego słowa, upominajcie ale nie sądźcie. Nie sądzę. Upominam wtedy gdy mogę. Gdy wiem, że to prawda i racja leży po stronie Boga. Chcę być prześliczną koroną, królewskim diademem, chcę się podobać Panu. Myślę, że nie tylko ja.

 

Jak przetrwać kryzys i nie zwariować?

9 Styczeń 2016 Dodaj komentarz

152483338

Przychodzi taki czas, że kryzys wiary dopada chyba każdego – prędzej czy później. Ostatnio dopadł i mnie, nie ukrywam. Osoby, które były blisko mnie z pewnością same to zauważyły. Popełniłam kilka sporych błędów, czułam, że się oddalam od Boga. Czułam w sercu wielką pustkę i bliżej nieokreśloną tęsknotę. Dopiero z czasem uświadomiłam sobie, że to tęsknota za Nim. Więc jak przetrwać kryzys wiary i nie zwariować? Odpowiem na swoim przykładzie.

Po pierwsze – wciąż się modlić. Mimo kryzysu, mimo braku doświadczania obecności Boga. Wciąż się modlić. Szczególnie warto modlić się na Różańcu – w tym miejscu bardzo, bardzo polecam Nowennę Pompejańską, o której pisałam TUTAJ. Do tej modlitwy należy również (a w zasadzie przede wszystkim) udział w Eucharystii. Uczestniczyć w niej jak najczęściej się da. Uczestniczyć, choć można nie widzieć sensu. Uczestnictwo w Niej przemieni duszę, spojrzenie na wiarę, pomoże przetrwać kryzys…

Po drugie – nie rezygnować z sakramentu pokuty i pojednania. Nie warto zaprzestawać spowiadania się, ponieważ to wspomaga przemianę, Jezus oczyszcza duszę, wlewa nadzieję w miejsce pustki…

Po trzecie – otaczać się ludźmi, którzy kierują się podobnymi wartościami. Będą oni ciągnąć w górę, zamiast sprowadzać na dno, w dół… Bóg działa przez najróżniejszych ludzi, którymi się otaczamy, których wybieramy na naszych przyjaciół czy znajomych. W końcu są ludzie, z którymi, można napić się piwa, ale nie można głębiej porozmawiać, pójść razem do Kościoła, razem się pomodlić. Jakich ludzi Ty wybierzesz?

Po czwarte – poprosić znajomych i rodzinę o modlitewne wsparcie. Choć możemy nie widzieć w tym sensu, jednak Bóg w ten sposób będzie nas wspierał, dodawał sił i cierpliwie na nas czekać…

Przede wszystkim trzeba chcieć przetrwać ten kryzys… Pan Bóg jest dżentelmenem – nie wejdzie z buciorami do naszego życia i serca, jeżeli go nie zaprosimy. Więc nie czekaj – nawet jeżeli nie czujesz Bożej obecności w swoim życiu to nie poddawaj się w zapraszaniu do niego Stwórcy. Pewnego dnia kryzys przejdzie…

To takie moje prywatne przemyślenia oparte na doświadczeniu własnego kryzysu. Może komuś to pomoże, może ktoś nie popełni moich błędów i nie poleci na samo dno… Warto pamiętać, że sama Matka Teresa z Kalkuty miała wiele lat kryzysu, a sama stwierdziła: Gdzie jest moja wiara, nawet tutaj, w największej głębi, nie ma niczego, mój Boże, jakże bolesna jest ta nieznana kara. Nie mam wiary. Jeśli Bóg istnieje, przebacz mi, proszę. Kiedy usiłuję wznieść ku Niebu moje prośby, istnieje tak wielka potępiająca pustka.. Proszę, chwytam się, pragnę i nie ma Nikogo, aby odpowiedzieć – Nikogo, kogo mogłabym się uchwycić, nie, Nikogo. Samotna.

„Ja zaś sprawię, że mnie znajdziecie”-przednoworoczne świadectwo

10433061_926872377363317_1091708209384696456_nWiększość ludzi 30 czy 31 grudnia traktuje jako podsumowanie roku, wypisuje ile to się zwiedziło, ile się wypiło, ile się zarobiło, ilu przyjaciół nowych się spotkało, ile przeczytało się książek etc. Ja natomiast mam inne, pewne przemyślenia co do końca roku…

…ten rok nauczył mnie nie ufać swoim dobrym przekonaniom i dokonaniom, ale nauczył mnie ufać planowi jaki ma dla mnie Pan Bóg. Przez cały rok wychodziłam nienajlepiej na tym, gdy postępowałam według własnego uznania. Natomiast wychodziłam o wiele lepiej na tym, gdy Pan Bóg podsuwał mi ludzi dobrych, mądrych i obeznanych. Będących gdzieś blisko i z którymi na co dzień utrzymywałam kontakt, ale i z tymi, których dopiero poznawałam. Wychodziłam lepiej wtedy, gdy się modliłam bardziej, mocniej i więcej.
Odkryłam przez to wiele ciekawych  rzeczy na temat mojej osoby (o ile mogę w ogóle powiedzieć że są to rzeczy, a może bardziej sprawy). Odkryłam swoje słabości (!), które udało odmienić się na zalety, na sprawy z których się szczycę i których się nie wstydzę. Jest to niewątpliwie najtrudniejsza rzecz jakiej doświadczyłam przez miniony rok. Jednak nie jest to kwestia, która się już zakończyła. Cały czas musze pracować nad sobą, by stało się to całkowicie moją codziennością, a nie tylko wtedy gdy sobie o tym przypomnę. Cały czas jestem świadoma swoich błędów i trudności na tej drodze, na której jestem. Ale nie boję się. Upadam, ale się nie boję. Wszystkiego tego nie dokonałam sama, dokonał tego we mnie Bóg. W Trójcy Jedyny i Prawdziwy.

Nie tworzyłam żadnej listy odnośnie tego, co planuję zrobić w tym roku bo… niczego nie planowałam. Wszystko przyszło samo. Tak i w tym roku, z wyjątkiem spraw ważnych, które odwlekałam od dłuższego czasu, a które ściśle łączą się z pokonywaniem słabości i barier, które mam jeszcze do pokonania.

„Ja bowiem znam zamiary, jakie mam wobec was- wyrocznia Pana- zamiary pełne pokoju a nie zguby, by zapewnić wam przyszłość, jakiej oczekujecie. Będziecie Mnie wzywać, zanosząc do Mnie modlitwy, a Ja was wysłucham. Będziecie Mnie szukać i znajdziecie Mnie, albowiem będziecie Mnie szukać z całego serca. Ja zaś sprawię, że Mnie znajdziecie.” (Jr 29, 11-14a)

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 3 447 obserwujących.