Jak dziecko

19 lutego 2018 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania great lent child

Zaczął się piękny czas Wielkiego Postu. Jednakże nie każdy rozumie, co tak naprawdę w trakcie tego okresu należy robić ze swoim życiem. Nie zliczę ile razy odpowiadałam dzisiaj w szkole swoim uczniom na pytanie: „A co to jest Wielki Post?”. No właśnie, co to jest?

Dorośli niejeden już przeżyli, więc teoretycznie wiedzą, co on oznacza i czym się różni od innych okresów roku liturgicznego. Mali ludzie (czyt. dzieci) jednak nie wiedzą, dlatego trzeba umieć dobrze im to wytłumaczyć, by pielęgnowali Wielki Post w sercu już od maleńkości.

Uwielbiam małe dzieci, ale już takie chodzące, na Mszach Świętych. Najczęściej rozpraszają moją uwagę, z czego dumna nie jestem, ale sam Jezus chciał, by przyprowadzać do Niego dziatwę, więc ja tylko podziwiam zaangażowanie tych dzieciaczków w szukanie Pana Jezusa po całej świątyni i w każdym kącie. W niedzielę świadkiem byłam sytuacji, która, według mnie, jest jednym z lepszych obrazów, jak wygląda życie człowieka i jak powinno się zmienić w Wielkim Poście.

Otóż obecna w kościele była dziewczynka, maksymalnie półtoraroczna, śliczna, bledziutka z rudą czupryną rozwianą na wszystkie strony. Dzieciątko widać bardzo było przywiązane do dziadków i swojej mamy, bo całą uwagę skupiało na nich, a wyglądało to w taki oto sposób.

Dzieciątko wyrywa się z matczynych rąk domagając się głośnym „Opa! Opa!” (na Śląsku i w Niemczech tak się nazywa dziadków, gwoli wyjaśnienia) obecności przy dziadku. Jako że stoją przy drzwiach wyjściowych, to mama na początku nie chciała pozwolić dziecku chodzić po kościele, ale w końcu dała za wygraną. Za pierwszym razem podeszła do dziadków, którzy siedzieli w ławce i podała im dziecko, usuwając się na swoje miejsce bez zawracania innym głowy. Sytuacja nie zwróciłaby mojej uwagi, gdyby nie dwa fakty: 1. Sama mówiłam na mojego dziadka „opa”, więc mam sentyment do tej nazwy i ktokolwiek, gdziekolwiek by jej nie używał, zawsze zwraca to moją uwagę; 2. Dziewczynka po chwili zaczęła wołać „Mama! Mama!”. I tu właśnie zaczęłam dzielić swoją uwagę między głoszącego kazanie księdza a dziecko.

Dziewczynka została oddana mamie, szczęśliwa wtuliła się w jej ramiona, jednak nie minęło pięć minut, a znowu domagała się dziadka. Więc została postawiona na ziemi i swoimi drobnymi nóżkami przemierzała od ławki do ławki z tym uroczym „Opa?” na ustach. Opę w końcu znalazła, została przez niego wzięta w ramiona i… nie minęło kilka minut, jak znowu zaczęła wołać o mamę.

I tak przynajmniej pięć razy. Co nam to mówi o nas, ludziach?

Otóż w tej sytuacji ja zobaczyłam obraz każdego człowieka. Opa to w tej „przypowieści” Bóg. Mama to rzeczy, do których jesteśmy bardzo przywiązani, ale nie zawsze są one dla nas dobre (nie ubliżając żadnej mamie, to tylko na cele opowieści). Całe nasze życie kursujemy między Bogiem a tymi rzeczami: pracą, pieniędzmi, przyjaciółmi, grzechem. Na tym ostatnim się chcę skupić, bo akurat pasuje idealnie na czas Wielkiego Postu. Wyrywamy się grzechowi wołając „Boże!” i trafiamy po spowiedzi w Jego ramiona. Nasza niezwykła przyjaźń z Nim znów jest odbudowana, jest cudownie, aż do czasu, gdy przypomnimy sobie o przyjemności, jaka wiąże się z niektórymi grzechami. Uciekamy z rąk Boga w ręce grzechu, aż do czasu, gdy znowu zatęsknimy za Ojcowskimi ramionami pełnymi miłości. I tak w kółko…

W przypadku dziewczynki z mojej opowieści, wystarczyłoby, że mama stanęłaby przy ławce dziadków. Mała widziałaby ukochanego opę i być może nie wyrywałaby się mamie. Albo odwrotnie, byłaby na kolanach dziadka i widziała ukochaną mamusię.

A co to oznacza dla nas? Wystarczy żyć (przebywać) bliżej Boga i w chwilach zwątpienia uciekać się do Niego o pomoc, której z pewnością udzieli. I na tym też, według mnie i mojej duszy, polega Wielki Post. Na ciągłym szukaniu Boga i wracaniu do Niego, na robieniu tego, co nas do Nieba przybliża.

Ave!

Reklamy

Nawracajcie się i wierzcie w Ewangelię…

15 lutego 2018 Dodaj komentarz

gify-środa-popielcowa-620x300

Jezus powiedział do swoich uczniów: „Strzeżcie się, żebyście uczynków pobożnych nie wykonywali przed ludźmi po to, aby was widzieli; inaczej bowiem nie będziecie mieli nagrody u Ojca waszego, który jest w niebie. Kiedy więc dajesz jałmużnę, nie trąb przed sobą, jak obłudnicy czynią w synagogach i na ulicach, aby ich ludzie chwalili. Zaprawdę, powiadam wam: ci otrzymali już swoją nagrodę. Kiedy zaś ty dajesz jałmużnę, niech nie wie lewa twoja ręka, co czyni prawa, aby twoja jałmużna pozostała w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni to lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę, powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś, gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie. Kiedy pościcie, nie bądźcie posępni jak obłudnicy. Przybierają oni wygląd ponury, aby pokazać ludziom, że poszczą. Zaprawdę, powiadam wam, już odebrali swoją nagrodę. Ty zaś, gdy pościsz, namaść sobie głowę i obmyj twarz, aby nie ludziom pokazać, że pościsz, ale Ojcu twemu, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie”. (Mt 6, 1-6. 16-18)

Kościół zaleca chrześcijanom trzy wielkopostne praktyki — modlitwę, post i jałmużnę. O tym wszystkim mówił Jezus podczas Kazania na Górze i bardzo jasno, nawet ostro mówi o tym, jak owe praktyki powinny wyglądać – przede wszystkim wskazuje, na to żeby nie robić nic na pokaz, a przeżywać wszystko w sobie, w środku, w ukryciu… Iluż ja widziałam takich katolików, którzy w kościele klęczą godzinami, na Jasną Górę kilka razy w roku, a przychodziło to konkretnej pomocy, chociażby w formie dobrego słowa czy rady – to nie. Bo zajęty modlitwą. Albo lepiej zwyzywać i pogrozić palcem. Chodzi o to, żeby post, środę popielcową, Wielki Post, przygotowanie do Zmartwychwstania przeżyć najpierw i przede wszystkim w swoim sercu. Pomodlić się – jasne, ale po co chwalić się wszystkim ile czasu spędzam na modlitwie? Wielki Post ma zmienić nasze serca, a nie pokazywać jacy jesteśmy fajni, bo jesteśmy na chlebie i wodzie. W Księdze Joela jest napisane: Nawróćcie się do Mnie całym swym sercem, przez post i płacz, lament. Rozdzierajcie jednak serca wasze, a nie szaty! Nawróćcie się do Pana Boga waszego! On bowiem jest łaskawy, miłosierny, nieskory do gniewu i wielki w łaskawości, a lituje się na widok niedoli. (Jl 2,12-13).

A Ty jak przygotujesz swoje serce na Zmartwychwstanie?

 

POST

Dzień Życia Konsekrowanego

PrymicjeBartka-332.jpgDziś przypada Dzień Życia Konsekrowanego, niezmiennie 2 lutego w święto Ofiarowania Pańskiego. Jest to też dzień poświęcony Maryi jako dzień Matki Boskiej Gromnicznej.

„Światło na oświecenie pogan” to słowo całkowicie wypełnia się w życiu każdej osoby konsekrowanej, a na pewno powinno się wypełniać. Każda z tych osób stara się być prawdziwym apostołem wyznawanej wiary, apostołem-uczniem Chrystusa. Ofiara z własnego życia na rzecz innych, staje się niejako odniesieniem do ofiary Jezusa na krzyżu.

Bez zbędnych słów, lecz za papieżem Benedyktem XVI, życzmy wszystkim osobom, które odkryły swoje powołanie poprzez życie konsekrowane, aby właśnie ten najpiękniejszy czas „miał smak ewangelicznej paruzji”.

„Drodzy bracia i siostry, radość życia konsekrowanego wiąże się nieuchronnie z udziałem w krzyżu Chrystusa. Tak było w przypadku Najświętszej Maryi Panny. Jej cierpienie jest cierpieniem serca, stanowiącego jedno z Sercem Syna Bożego, przebitego z miłości. Z tej rany wypływa światło Boga. Także z cierpienia, ofiary, daru z samego siebie, którym osoby konsekrowane żyją ze względu na umiłowanie Boga i bliźnich, promieniuje to samo światło, które ewangelizuje ludzi. Z okazji tego święta życzę szczególnie wam, konsekrowanym, aby wasze życie zawsze miało smak ewangelicznej paruzji, aby Dobra Nowina była w was przeżywana, świadczona, głoszona i jaśniała jako Słowo prawdy (por. List apostolski. Porta fidei, 6). Amen.”

(Benedykt XVI, Watykan – Homilia podczas Mszy Świętej w Bazylice św. Piotra z okazji XVII Dnia Życia Konsekrowanego, 2.02.2013)


Fot. Marcin Śliwiński- Lux Anima

Chrzest Pański

chrzest_jezusa

Trzej bowiem dają świadectwo: duch, woda i krew, a ci trzej w jedno się łączą.

II czytanie z liturgii niedzieli Chrztu Pańskiego

Chciałbym abyśmy dziś przyjrzeli się wodzie, zwykłej wodzie, która staje się czymś co włącza Nas nie tylko do wspólnoty jaką jest Kościół, ale do Chrystusa. Dzięki tej zwykłej wodzie mamy udział w uczcie, śmierci, zmartwychwstaniu i wstąpieniu do nieba Chrystusa!

Woda to podstawa życia na ziemi. Bez niej ryby nie miałby życia, zwierzęta nie mógłby funkcjonować, rośliny nie wydawałby owoców a człowiek w ciągu kilku dni bez niej zginąłby…

Podczas prymicji pewnego kapłana, w trakcie obiadu, babcia powiedziała do zebranych, że jej wnuczek jest takim wspaniałym kapłanem, takim dobrym człowiekiem, bo ochrzciła go podczas wojny w mleku…

Nie mleko, nie cola, nie oranżada, nie whisky, nie piwo, lecz WODA da nam Zbawienie!

Kiedy oglądamy filmy czy seriale o wróżkach i wróżbitach, to widzimy, że aby stworzyć jakąś miksturę, aby np. dać człowiekowi urodę, inteligencję to potrzeba jest wiele składników (jad węża, łza żaby itp.). Ale aby uczynić świat lepszym, aby wypędzić szatana i aby zbawić człowieka wystarczy zwykła woda, pobłogosławiona przez kapłana.

Dziś w Święto Chrztu Pańskiego chcemy naszą uwagę zwrócić na chrzest.  Mam do Was trzy pytania. Pierwsze bardzo łatwe. Czy pamiętasz KTO JEST Twoim rodzicem chrzestnym? Drugie może trudniejsze, gdzie udzielono Ci chrztu? Pamiętasz ten kościół, szpital, dom? A teraz trzecie najtrudniejsze i najważniejsze pytanie. Pamiętasz datę swojego chrztu?

W życiu człowieka jest wiele ważnych wydarzeń: narodziny, pierwszy dzień w szkole, matura, pierwsza praca i pogrzeb. Ale myślę, że te wydarzenia nic nie znaczą! Nic nie znaczą, bo nie byłoby ich, gdyby nie Bóg!

Gdyby nie Bóg i jego miłosierdzie nie urodziłbyś się;
Gdyby nie dar mądrości, który otrzymałeś od Boga nie poszedłbyś do szkoły i nie zdał matury;
Gdyby nie dar umiejętności i męstwa nie znalazłbyś pracy;
Gdyby nie miłość jaką Cię Bóg obdarzył nie mógłbyś znaleźć miłości swojego życia;

A gdyby nie te wydarzenia, te dary, gdyby nie Bóg nie miałbyś pogrzebu i tego co dzieje się po nim!

Wydarzenia, które dają Ci życie, siłę często są zapomniane. Zapominamy, kiedy przyjęliśmy chrzest, a suknia ślubna leży pięknie w szafie, w dogodnym miejscu, a Pismo Święte z pierwszej komunii gnije gdzieś na strych, a krzyż z Bierzmowania już dawno został wyrzucony…

Zastanów się jakie w Twoim życiu wydarzenia są najważniejsze?! Często ważne wydarzenia dla nas mają ładną oprawę, przygotowujemy się do nich miesiącami itd. A chrzest? Niczego nieświadomie go przyjmujemy I dziś mamy to docenić!

Dziś mamy docenić chrzest!

Mamy podziękować rodzicom! Za to, że wyrazili zgodę abyś przynależał do Kościoła;
Mamy podziękować rodzicom chrzestnym. Za to, że powiedzieli, że wychowają Cię w wierze Katolickiej (choć bywało różnie);
Mamy podziękować kapłanowi. Za to, że udzielił Ci ten sakrament;
Mamy podziękować babciom i dziadkom. Za to, że nauczyli Cię modlitw;
Mamy podziękować katechetom. Za to, że nauczali Cię o Bogu, o tym jaki jest;
I wreszcie mamy podziękować Bogu! Który stale wyciąga do Ciebie ręce (w żłobie, na krzyżu, w grobie i wstępując do nieba)!

Chrzest to ziarno, które zostało w nas zasiane, I teraz pytam Cię! Co z tego ziarna wyrosło? Co nadal z tego ziarna rośnie! Bo wszystko zależy od gleby – Twojego serca! Co z niego wyrosło…

 

 

Com przyrzekł Bogu przy chrzcie raz,

Dotrzymać pragnę szczerze.

Kościoła słuchać w każdy czas

I w świętej wytrwać wierze.

O, Panie, Boże, dzięki Ci,

Żeś mi Kościoła otwarł drzwi.

W nim żyć, umierać pragnę.

 

Michał Perek

 

 

 

Kategorie:Uncategorized

Nic się tak właściwie nie kończy…

Koniec-zapisow.jpg

Kończąc rok kalendarzowy każdy podsumowuje swoje dokonania oraz minione dni, co zrobił a czego nie, czego dokonał a czego nie, co się udało a co nie itd. Zazwyczaj chwalimy się tym, co nam się udaje a to co legło w gruzach zachowujemy dla siebie. Człowiek już tak  został stworzony, że chce się pokazać w jak najlepszym świetle.

Miniony rok był dla mnie dobry. Od jakiegoś czasu planowałam przeprowadzkę, zmianę życia i zmianę pracy. To były trzy priorytetowe postanowienia noworoczne. Przeszkodą w ich wcielenie w życie nie był brak możliwości. Przeszkodą był fakt, że za mało w siebie wierzyłam i…zawsze chciałam być fair wobec osób które dawały mi możliwość się rozwijać w różnoraki sposób.  Przeszkodą było wieczne myślenie o kimś drugim a nie o sobie. O sobie całkiem zapomniałam i mając 25 lat człowiek dochodzi do jakiegoś momentu w którym mówi „koniec”. Nie oznacza to tego, że teraz egoistyczne będę brnąc  przez życie i nie będę szanowała swoich znajomości czy przyjaźni.  Ale czas ulokować gdzieś swoje uczucia, natchnienia, aspiracje. Wielkim krokiem naprzód była także większa wiara, oddanie się Niepokalanej, oddanie swoich wątpliwości, nie na zasadzie „Jezu Ty się tym zajmij” ale na zasadzie „Jak taka jest Twoja wola, to działaj”.
Pierwszą taką decyzją była zmiana pracy. Poszukiwałam w Gdańsku i ogólnie w Trójmieście.  Pojawiło się kilka ofert pracy ale nie zawsze to współgrało z moimi oczekiwaniami.  Jak już coś się udało to albo praca według tych samych warunków albo już mogli mnie zatrudniać ale brakuje mi kursu który kosztuje 6000 zł.  Odpuściłam, choć pragnienie mieszkania właśnie w Trójmieście były ogromne, spowodowane różnymi powódkami.
Odczekałam jakieś pół roku. Złożyłam CV do jednej ze szkół podstawowych wpływem namowy przyjaciela. Bo przecież nic to nie kosztuje. A można zyskać.  8 maja rozmowa. Profesjonalna. Udało się. To był ten dzień kiedy czułam, że na prawdę zrobiłam coś sama. Nikt mi nie pomagał, nikt nie polecał, nikt nie naciskał.
Przeprowadzki i zmiany stanu cywilnego jeszcze się nie doczekałam ale…
…to nie jest historia, która ma swój koniec. Cały czas wierzę, że dzięki własnym możliwościom można dokonać rzeczy niemożliwych ale i bez prawdziwej wiary też bym niczego nie dokonała. Uwierzyłam, że z Nimi się uda. Dlatego nie kończę swoich postanowień na tym roku. Wierzę, że modlitwa o dobrego męża zostanie wysłuchana a miejsce zamieszkania zmieni się gdy znajdzie się mąż 🙂
Dobrego przeżywania nowego roku. Wierzcie w siebie i wyznawajcie prawdziwa wiarę.  Ona przenosi góry a  na pewno przenosi nasze wątpliwości i niewiarę w miejsce, do którego już nie będziemy mieli dostępu.

Kategorie:Uncategorized

Mineło Boże Narodzenie…

29 grudnia 2017 Dodaj komentarz

50c8079d-e2f1-49df-b39d-1f21f3f66f33

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz /posłanym/, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było /Słowo/, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. A Słowo stało się ciałem i zamieszkało wśród nas. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali – łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział, Ten Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, /o Nim/ pouczył. (J 1,1-18)

Minęło Boże Narodzenie. Minęła Wigilia w gronie rodziny (już nieważne czy biologicznej, klasztornej czy rodziny przyjaciół). Minęła być może Pasterka, minęła świąteczna spowiedź, Eucharystia, dzielenie się opłatkiem, całe morze przygotowań – sprzątania, pieczenia, gotowania, mycia okien… Jednak co z tego zostało? Poza mnóstwa jedzenia i papierów po odpakowywaniu prezentów? Co to Boże Narodzenie zmieniło w Twoim życiu? Z kim się pogodziłeś? Komu po raz pierwszy powiedziałeś, że kochasz? Czy tak prawdziwie spotkałeś się ze Słowem, które przyszło? Czy może byłeś tym, który Go nie przyjął?

Może zamiast przebaczenia i miłości niosłeś kłótnie i prowokacje? Może skupiłeś się na przygotowaniu własnego domu, a nie serca? Na sprzątaniu i myciu okien a nie na przyjęciu Chrystusa?

Minęło Boże Narodzenie… Co Nowonarodzony zmienił w Twoim życiu?

26170385_215381895672041_269263934832720039_o.jpg

7 urodziny DDASZ – DZIĘKUJĘ!

27 listopada 2017 Dodaj komentarz

picture of 7

 

Dziś DDASZ obchodzi swoje 7 urodziny. Dla mnie to, aż niewiargodne, że to trwa tyle lat. Kiedy powstawało Dzieło nie miałam żadnej konkretnej wizji, jak to ma wyglądać, nie wyobrażałam sobie, że rozrośnie się aż na taką skalę.

Po tych latach, z okazji urodzin DDASZ przyszedł czas na podziękowania.

Dziękuję przede wszystkim Bogu.
Za Jego opiekę, pomoc, działanie, za to, że ma swoją wizję i cały czas czuwa.

Dziękuję aktualnej ekipie – Magdzie, Agacie, Gosi, Idzie.
Za pomoc, wsparcie i obecność.

Dziękuję duchowemu opiekunowi – ks. Andrzejowi.

Dziękuję wszystkim, którzy przewinęli się przez te 7 lat w Ekipie, wszystkim siostrom oraz wszystkim adoptującym. A tych osób przewinęło się naprawdę sporo…

Dziękuję tym, którzy cały czas byli obok mnie i mnie wspierali podczaas istnienia Dzieła i niejednokronie miałam ochotę tym wszystkim rzucić… Moim Rodzicom, którzy od samego początku mnie wspierają, moim przyjaciołom.

Dziękuję. Bez Was Dzieło by nie istniało.

Pamiętam o Was w modlitwie i proszę Was o to samo, o modlitwę za mnie, za całą Ekipę oraz za całe Dzieło.

Przez ten czas nie za bardzo dałam się poznać. Dlatego chcę, żebyście mnie poznali. Kto jest Hadzią – Asią Hadzik, więc przedstawiam Wam mój autoportret.

Jestem kobietą. Już nie dziewczyną, lecz kobietą. Kobietą, która na ten moment ze wszystkich sił stara się być szczęśliwa i jej to wychodzi. Jestem członkiem swojej cudownej biologicznej rodziny – rodziców, młodszego brata, dziadków (cała czwórka wciąż żyje i ma się nieźle, choć są w okolicach osiemdziesiątki), wujków, ciotek, kuzynów. Jestem członkiem rodziny, którą sama sobie stworzyłam, wybrałam – moich cudownych przyjaciół, którzy na dobrą sprawę są rozsiani po połowie Polski.

22519592_1882361785125194_208233874385015043_n

Jestem tą dziewczyną, która mając 16 lat zdecydowała się na pójście do katolickiej szkoły z internatem i przez połowę swojego życia marzyła o medycynie. Kiedy się na nią nie dostała, po maturze spędziła rok w domu przygotowując się do poprawy matury. Jestem tą dziewczyną, której jednak się nie udało dostać na medycynę, wtedy wylądowała na Technologii żywności. Jednak przyszedł czas na kurs o nazwie biochemia i po trzykrotnym zrobieniu go, wciąż nie udało się go zaliczyć. W końcu przyszedł czas na jedną z najważniejszych decyzji w moim życiu – przerwać studia i pójść inną drogą. Posłuchać serca. Wybrałam psychologię zaoczną w Krakowie, jednocześnie pracując i mieszkając we Wrocławiu, a pochodząc z Kluczborka na Opolszczyźnie. A teraz jestem kobietą pracująco – studiującą, a podjęcie decyzji o pracy w fast-foodzie pod złotymi łukami było jedną z lepszych w moim życiu.

Jestem kobietą, u której w wieku 18 lat stwierdzono wrodzoną (!) wadę serca, aczkolwiek nie przeszkadzającą w czymkolwiek. Jestem kobietą, która mając 20 lat zachorowała na reumatoidalne zapalenie stawów (tzw. reumatyzm), w wieku 22 lat na depresję, a 24 na insuliooporność. Dziś walka z depresją jest już walką wygraną, wszystko pozostałe zostało, a ja wciąż żyję pełną parą – pracuję, studiuję, spotykam się z przyjaciółmi, piszę blogi, poznaję nowych ludzi, mam mnóstwo szalonych pomysłów i uważam, że doba jest stanowczo za krótka. Jestem także tą osobą, która doskonale uczucie, kiedy nie masz psychicznej siły wyjść z łóżka po herbatę, kiedy stawy bolą Cię tak, że problemem jest związanie włosów czy umycie zębów.

Jestem kobietą, która nienawidziła okresu swojej podstawówki, bo była gnębiona przez rówieśników za swoją nadwagę. To wtedy po raz pierwszy pojawiły się myśli o okaleczaniu się (i nie tylko). To wtedy zaczęła zajadać wszystkie problemy… Jestem tą dziewczynką, która wstydziła się jeść w szkole drugiego śniadania i przebierać się na wf-ie. Jestem tą dziewczyną, która przez lata w siebie nie wierzyła i była tak zakompleksiona, jak się tylko dało. Jestem kobietą, która ma za sobą toksyczne związki, lecz wciąż wierzącą w moc przyjaźni, a najdłuższa z nich na ten moment trwa już ponad 15 lat. Jestem tą osobą, która uważa, że szczęście to relacje z ludźmi, że każdy człowiek jest po to, żeby mnie czegoś nauczyć. Jestem kobietą wierzącą w Boga i ufającą Mu, aczkolwiek na swój własny sposób. Jestem kobietą, która w życiu podjęła wiele różnych, niełatwych decyzji, nie zawsze trafnych według otoczenia. Niektóre z nich zaowocowały czymś, co uznawałam kiedyś za porażki życiowe. Teraz wiem, że gdyby nie tamte decyzje i wydarzenia – nie byłabym kim jestem i nie poznałabym wielu wspaniałych ludzi.

Jestem kobietą uwielbiającą wszelakiego rodzaju herbaty (szczególnie zieloną i białą), gorzką i mocną kawę z mlekiem. Jestem kobietą, która lubi pichcić i eksperymentować w kuchni, a wychodzi mi to całkiem nieźle. Jestem pasjonatką książek, właścicielką biblioteczki liczącej około 650 książek, miłośniczką rękodzieła wszelakiego – kartki, druty, szydełko, decoupage. Uwielbiam noc, zapach wieczornego powietrza, pisać piórem i zasypiać w świeżo zmienionej pościeli. Jestem kobietą, która umie obsłużyć młotek, śrubokręt i piłę, a także naprawić maszynę do szycia, zapleść 3 rodzaje warkoczy. Jestem człowiekiem, który mógłby zostać uznany za humanistę czasów renesansu. Nie straszne mi całki, matura z fizyki czy skomplikowane wzory chemiczne, ale możemy porozmawiać o sensie życia i wyższości kryminałów nad romansami. O gotowaniu czy grze na fortepianie też możemy porozmawiać. Możemy nawet zrobić to razem. Jestem kobietą, która w wieku 24 lat uczy się płakać i zmniejsza w swojej szafie ilość spodni, na rzecz zwiększenia ilości spódnic i sukienek.

Jestem kobietą, która od 16 roku życia żyje w pewnym sensie na walizkach. Jestem kobietą, która wierzy, że wszystko jest z jakiegoś powodu, która dziś potrafi spojrzeć na swoje rozstępy i blizny i stwierdzić „jak fajnie, że jesteście, że jesteście moją historią”. Jestem kobietą szczęśliwą.

 

DZIĘKUJĘ