Budować na nowo

17 października 2017 Dodaj komentarz

pobrany plikSą takie domy, które nie są naszymi domami. Są takie miejsca, w których czujemy się lepiej niż w domu. Są takie miejsca, do których się chce wracać mimo, iż czasem są bardzo obce.

Nigdy nie mówiłam, że w moim domu brakowało miłości, rodzinnego ciepła czy też szacunku i odpowiedzialności. To zawsze było z różnym natężeniem i w różnych okolicznościach. Są jednak miejsca, w których czuję się nawet lepiej. Może nie być w nich rodzinnej atmosfery, może nie być czegoś, co jest w moim domu, ale jest jedno- swoboda. Nie tylko swoboda ciała, ale przede wszystkim ducha. Tam mogę być na prawdę sobą, tak mogę mówić co myślę, jak myślę, tam mogę śmiać się do rozpuku czy płakać jak bóbr. I zawsze tam jest zrozumienie i obiektywizm, bez nierealnych obietnic czy pocieszeń aż nadto.

Często wracając skądś ja czy moi przyjaciele używamy określenia „wróciłem/łam do mieszkania”, żeby zaznaczyć, że jesteśmy na miejscu stałego zameldowania. Dlaczego jest to tak trudno nazwać domem? Może dlatego, że zawsze czegoś brakuje. Będąc dorosłym staramy ułożyć się życie tak, jak nam się podoba, jak my chcielibyśmy by było w domu. Mieszkając z rodzicami, bo tak się zdarza w wielu przypadkach, jesteśmy może uwiązani do takiego stanu jaki zastaliśmy już od urodzenia. Przyjęte zasady i normy, ustalone między małżonkami. Rodzie nas wychowują więc poddają nas pod swoje prawa, zasady czy obowiązki. Będąc osobą dorosłą normalnym jest fakt stworzenia jakiegoś azylu, oazy spokoju i samotności, dlatego w  wielu przypadkach opuszczamy rodzinne gniazda, by móc żyć na własny rachunek. Zaczynamy wtedy z czysta kartą i posiadając zapewne cenne rady rodziców. Jednak to od nas zależy jak sobie ten dom „zbudujemy”. Albo właśnie uciekamy do tych miejsc, gdzie czujemy się lepiej choć mogą być nam całkiem obce

Obecnie generalne porządki robi się u mnie w soboty – w moim domu będą to powiedzmy czwartki (a dlaczego by nie?), przed świętami nie będzie się robić specjalnych kłótni o to czy za kanapą też już odkurzyłam i czy szafkę wyczyściłam ze zbędnych ubrań (czy zatem Pan Bóg ponownie nie przyjdzie jak nie wytrę kurzy ten jeden raz albo nie odkurzę za kanapą? ) a na obiad niedzielny będzie pizza (bo czemu znów schabowy, mizeria i ziemniaki).

Może to brzmi kiepsko, banalnie a cały tekst nie ma znaczenia teologicznego, ale czyż nie każdy z nas szuka swojego miejsca w świecie? Czyż nie każdy stara się żyć dobrze, godnie i szlachetnie? Może to tylko gdybanie a może opowieść, która zostanie urzeczywistniona.

Ważnym jest jednak fakt, by swoje życie budować na silnych, mocnych i trwałych fundamentach. A takie daje sam Pan Bóg.

„Każdego więc, kto tych słów moich słucha i wypełnia je, można porównać z człowiekiem roztropnym, który dom swój zbudował na skale. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i uderzyły w ten dom. On jednak nie runął, bo na skale był utwierdzony. Każdego zaś, kto tych słów moich słucha, a nie wypełnia ich, można porównać z człowiekiem nierozsądnym, który dom swój zbudował na piasku. Spadł deszcz, wezbrały potoki, zerwały się wichry i rzuciły się na ten dom. I runął, a upadek jego był wielki». ”
(Mt 7, 24-27; Biblia Tysiąclecia)

Reklamy
Kategorie:Uncategorized

Nie tylko róże

13 października 2017 Dodaj komentarz

Znalezione obrazy dla zapytania róża różaniec

Październik to piękny miesiąc. Lato już odeszło, jesień w pełni, czuć zbliżającą się zimę.

Ale październik jest wyjątkowy też z innego powodu: różańca. Przecież to miesiąc maryjny – codziennie skupiamy się na najpiękniejszej modlitwie, jaką ofiarowała nam Maryja.

Ale mamy też Dzień Nauczyciela, który w tym roku przeżywam jako ta, której się dziękuje za naukę. I myślę, że należałoby podziękować też Jej, Maryi, ponieważ Ona jest naszą pierwszą nauczycielką.

Jezus uczył nas modlitwy „Ojcze nasz”, głosił Królestwo Boże i nas odkupił. Ale nie pojawiłby się w Betlejem te dwa tysiące lat temu, gdyby nie „tak” Maryi. Gdyby nie Jej zgoda, nie wiadomo kiedy przybyłby na świat Jezus.

A tak narodził się w Betlejem, dorastał w Nazarecie i stał się dla wszystkich wzorem.

Jezus był zwykłym dzieckiem i umiejętność pisania, chodzenia, czytania, jedzenia zawdzięczał swojej Mamusi. Jego Opiekun uczył Go męskich zajęć i fachu cieśli, ale podstawy otrzymał od swojej Rodzicielki, nikogo innego.

Podobnie jest z nami. Naszymi pierwszymi nauczycielami są nasi rodzice. Z duchowej strony pomagają im Maryja, Józef oraz Jezus. To od nich czerpią wzór wychowania. Od Świętej Rodziny.

Podziękujmy dzisiaj nie tylko naszym nauczycielom, ale także rodzicom. Bo oni pokazali nam wszystko.

Ave!

Zdjęcie użytkownika Catholic Memes.

Siła kobiet

3 października 2017 Dodaj komentarz

kobiecosc

Przez lata słyszałam, że mam być silna – jako starsza siostra mająca być wzorem, jako pierworodna córka, jako osoba chora na reumatoidalne zapalenie stawów, jako kobieta, której w pewnym momencie rozwaliło się życie… Przez lata wyrobiła mi się wizja silnej i niezależnej kobiety, takiej fest baby, niczym Horpyna z sienkiewiczowskiej powieści, która ze wszystkim da radę sama, która nie ma prawa się rozpłakać, a okazywanie uczuć, emocji, jest słabością. Przez lata myślałam, że płacz, czułość, proszenie o pomoc, okazywanie emocji – również (w zasadzie szczególnie tych negatywnych) jest czymś złym, jest realnym okazaniem słabości. Przez lata myślałam, że będę silną kobietą, wtedy kiedy sama będę nosić kilkunastokilogramowe worki z mięsem, spać po 4 godziny na dobę i robić wszystko sama. Kiedy będę na pograniczu chłopczycy… Jednak (na szczęście) uświadomiłam sobie, że to nie tak działa!

Jednak skończyłam 24 lat, chwilę wcześniej przerwałam studia i w zasadzie z dnia na dzień przestałam być uczennicą, zaczęłam pracę w fast foodzie. Sama praca – nic nowego, pracowałam już wcześniej w gastronomii. Jednak w tym momencie swojego życia, kiedy pracowałam jeszcze jako niania, po raz pierwszy zaczęłam myśleć o sobie jako kobiecie, a nie dziewczynie. I po raz pierwszy zobaczyłam, że poproszenie o pomoc – to nic złego, wręcz rzeczą konieczną czasami. Po raz pierwszy zobaczyłam, że mogę pokazać, że mnie coś mnie boli – zarówno fizycznie, jak i psychicznie. Po raz pierwszy zobaczyłam, że moją siłą, jako kobiety, jest cierpliwość, kiedy dziecko po raz kolejny pyta się „ciociu/mamo, a dlaczego?”, albo musisz to samo komuś tłumaczyć po raz kolejny, nie ważne jak to jest dla mnie łatwe. Że siłą jest pozwolenie sobie łzy, że siłą jest dotrzymanie obietnicy i wierność przyjaciołom. Że siłą jest okazywanie emocji, że w każdym bądź razie nie jest to słabość, to domena nas – kobiet! To pokazanie ciepła, wyjście z inicjatywą, ale w sposób delikatny, nienarzucający się. To pokazanie, kiedy jestem zdenerwowana, smutna, rozżalona, zmęczona czy szczęśliwa, a nie chowanie tego wszystkiego pod maską z czerwoną szminką na ustach. Nie bycie chłopczycą, a delikatność, czułość to nasza siła. Po raz pierwszy zobaczyłam, że mogę przy kimś się rozpłakać i nie skończy się świat. Nie płaczą tylko roboty… Siłą jest zapewnienie komuś bezpieczeństwa, przede wszystkim tego psychicznego – w moim domu, w mojej obecności. Siłą nie jest bycie na piedestale i robienie wszystkiego samemu – to bycie obok najbliższych, wspieranie, delikatność, niczym Maryja towarzysząca Jezusowi przy Jego pierwszym cudzie w Kanie Galilejskiej. Siła to umiejętność zejścia w cień i nie chodzi tu wcale o fałszywą, udawaną skromność. Siła to przede wszystkim także umiejętność przyznania się do błędu. Uświadomiłam sobie, że siłą nas ludzi niezależnie od płci czy narodowości, jest to, że się uzupełniamy i jeden drugiemu może pomóc i czegoś nauczyć. Tak, jestem tylko człowiekiem, wciąż lubię chodzić w glanach, zdarza mi się wypić piwo czy zapalić, ale mam świadomość, że to tylko otoczka… Siła kobiety tkwi w jej wnętrzu, a nie w tym, ile ma szminek i w jak wysokich obcasach chodzi.

Biblia pokazuje historie wielu kobiet silnych i świadomych swojej siły oraz piękna. Począwszy od Maryi – najpiękniejszej i najsilniejszej ze wszystkich kobiet, która stała się Matką Boga. Była Judyta, Rut Moabitka, Anna, żona Tobiasza, Samarytanka u studni czy Elżbieta – żona Zachariasza. Jednak u początku siły kobiet jest przebywanie z Bogiem w ciągłym kontakcie, przebywanie w Jego Obecności. Silna kobieta robi wszystko z Nim, a nie sama. 

Małżeństwo i rodzina w Biblii

18 września 2017 Dodaj komentarz

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

  • STARY TESTAMENT

Bóg stwarzając mężczyznę i kobietę stał się równocześnie twórcą małżeństwa. Zamiarem Boga od samego początku było, aby małżeństwo było święte, monogamiczne i nierozerwalne. Jeden mężczyzna łącząc się z jedną kobietą stanowią jedno ciało. Bóg nie dał mężczyźnie kilku kobiet, czy odwrotnie. Małżeństwo jest jedyną formą zjednoczenia między kobietą i mężczyzną gwarantującą pełną trwałość. Sama natura ludzka by czuć się bezpiecznie domaga się małżeństwa monogamicznego i nierozerwalnego, gdyż tylko takie małżeństwo jest doskonałe i w pełni może realizować swoje ziemskie cele. Związek małżeński więc od samego początku jest nierozerwalny i monogamiczny. Nierozerwalność ta jest przypisana małżeństwu poprzez prawo wieczne , naturalne i ludzkie. Tylko takie małżeństwo cieszy się błogosławieństwem Boga i wielokrotnie w księgach ST przez proroków małżeństwo jest przedstawiane jako obraz przymierza pomiędzy Bogiem a ludem Izraela.

Mąż prawy zmierza do życia, kto zaś goni za grzechem – do śmierci. (Prz 11,19)

Ojciec był głową i panem rodziny. Dysponował mocą błogosławieństwa i przekleństwa. Decydował o sprawach swoich dzieci, wybierał mężów swoim córkom, czy żony synom. Miał władzę nad żonatymi synami i ich rodzinami, czyli mieszkali pod jednym dachem. Był też głową rodziny jeżeli chodzi o sprawy religijne. Raz w roku prowadził rodzinę do Świątyni Jerozolimskiej na pielgrzymkę. W każdą sobotę wieczorem przewodniczył Świętu Paschy. Był stróżem tradycji religijnych, moralnych, obyczajowych i miał decydujące słowo.

Czym dla nóg starca wspinanie się po zboczu piaszczystym, tym żona gadatliwa dla spokojnego męża. (Syr 25,20)

Rola kobiety była zdecydowanie drugorzędna. Było i jest nader powszechne w krajach ludów Bliskiego i Dalekiego Wschodu. Posłannictwo kobiety sprowadzało się do pomocy mężczyźnie. Głównym zadaniem kobiety było urodzenie i wychowanie potomstwa. Za niewierność kobieta skazywana była na śmierć poprzez ukamienowanie. Godne politowania było położenie kobiety bezpłodnej. Były one uważane za największe grzesznice, skoro Bóg dotknął je tak straszliwą dolegliwością. Sytuacja niewolnic stawała się lepszą, kiedy była konkubiną. Kobiety niewolnice były wykorzystywane do najprostszych i podstawowych posług w domu pana. Najkorzystniejsza wśród kobiet była sytuacja matek. Szanowano je ze względu na macierzyństwo. Same matki były świadome swojej wielkiej macierzyńskiej godności. Matki były szanowane nie tylko za macierzyństwo, ale i za wartości, które wprowadzały: dobroć, miłość, delikatność, życzliwość.

Kto ojca znieważa, a matkę wypędza, jest synem bezecnym, zhańbionym. (Prz 19,26)

Ze względu na rozpowszechniony kult płodności w krajach wschodu, bardzo ceniono sobie potomstwo, widząc w nim fizyczne przedłużenie egzystencji narodu. W ustawodawstwie ST dziecko było podmiotem ogromnej troski. Szczególnymi względami cieszył się pierworodny syn, który miał prawo dziedziczenia po śmierci ojca. Po śmierci ojca głową rodziny stawał się pierworodny syn, któremu przysługiwał przywilej błogosławieństwa przy śmierci ojca, cenniejsze od wszystkich dóbr świata. Pierwszym przejawem troski rodziców o dziecko było poddanie syna obrzezaniu i nadanie imienia ósmego dnia po narodzeniu. Poprzez obrzezanie każdy izraelita przynależał do narodu wybranego.

  • NOWY TESTAMENT

Nowy Testament dosyć często porusza problematykę małżeństwa i rodziny. Faryzeusze wystawiają Pana Jezusa na próbę pytając, czy mężczyzna może dać list rozwodowy żonie. Chrystus cofa się w wypowiedzi do Księgi Rodzaju, że na początku tak nie było. Autorem listu rozwodowego był Mojżesz, który napisał go ze względu na zatwardziałość, słabość i grzeszność ludzkiego serca. Jednak nie jest on po myśli Stwórcy. Chrystus przypomina to co było pierwszym zamysłem Boga wobec małżeństwa:

„Dlatego opuści mężczyzna swego ojca i swoją matkę, a złączy się ze swoją żoną, tak że się staną jednym ciałem” Rdz 2,24

Kulminacyjnym momentem odpowiedzi Jezusa faryzeuszom jest danie kościołowi Sakramentu Małżeństwa:

Co Bóg złączył, człowiek niech nie rozdziela

 W tym wierszu Jezus kładzie fundamenty pod sakramentalność małżeństwa. Małżeństwo, mówi Chrystus, pochodzi z ustanowienia Bożego. Tak więc żaden człowiek nie ma władzy rozdzielać tego co Bóg złączył. Małżonków może rozdzielić tylko śmierć jednego z nich. Chrystus podkreśla, że małżonkowie, którzy się rozwodzą, albo żyją w separacji, nadal są małżonkami i nie maja prawa zawierać ślub z inną osobą. Jeżeli to popełnią, dokonują grzechu cudzołóstwa.

Ewangelia, która pojawiła się 2 tys. lat temu w basenie Morza Śródziemnego dokonała rewolucji dziejach ludzkości. Wprowadziła takie prawdy jak: miłość bliźniego, sprawiedliwość, pokój, zbawienie dla wszystkich niezależnie od rasy, pochodzenia czy stanowiska. To wstrząsnęło tamtymi cywilizacjami; szczególnie helleńską i rzymską.

Jednym z najważniejszych punktów w rewolucji, którą wprowadził Chrystus, była rewolucja w dziedzinie pojmowania rodziny. Wprawdzie świat antyczny; grecki, rzymski i egipski szanował rodzinę, ale jedynie jak instytucję, która zabezpieczała dobra materialne; szczególnie mężów i żon. Według praw tych społeczności żona i dzieci były własnością męża, który był absolutnym panem i sędzią. Wyroki męża nie podlegały w wątpliwość i kontroli. Także w aspekcie religijnym rodzina przedchrześcijańska miała wprawdzie swoją wewnętrzną organizację opartą głównie na kulcie przodków, ale rodzinom tym brakowało zdecydowanie sakralności i świętości życia poszczególnych członków rodziny. Rodzina przedchrześcijańska nie miała wewnętrznej dynamiki zbawczej. Bożej iskry, którą daje sakrament małżeństwa. Brak poczucia sakralności w rodzinach przedchrześcijańskich oraz degradacji życia seksualnego (aborcja, zrzucanie dzieci i chorych ze skał, związki homoseksualne, rozwody) powodowały rozpad starożytnych małżeństw i rodziny, a co za tym idzie prowadziły do rozpadu starożytnych cywilizacji. W takiej sytuacji upadku moralnego wśród małżeństw i rodzin starożytnych pojawia się chrześcijaństwo, które na te tereny wprowadza nowe wartości, nowe sposoby życia.

Chrześcijaństwo podkreśla, co w tamtych czasach było rewolucją, równość mężczyzny i kobiety co do godności, równość rodziców i dzieci i wezwanie wszystkich do zbawienia. Małżeństwo z woli Chrystusa nie jest już instytucją, ale sakramentem – miejscem spotkania człowieka z Bogiem. W pierwszych wiekach chrześcijaństwa rodziny spełniały funkcję kościołów. Przed prześladowaniem, przed zejściem do katakumb, w domach rodzinnych odprawiano msze, czytano Pismo święte, głoszono Słowo Boże i się modlono. Dopiero ok. V wieku, gdy włączono do Kościoła Chrystusowego plemiona germańskie, celtyckie i słowiańskie, życie religijne przeniesiono z domów rodzinnych chrześcijan do budowli zwanych kościołami, w których mogło się pomieścić kilkaset lub kilka tysięcy ludzi.

  • RODZINA DZISIAJ

W XXI w. Kościół szczególnie walczy o rodzinę. Jest ona atakowana z każdej strony, dzisiejszy świat chce zniszczyć rodzinę i postawić na niej nową, „nowoczesną” rodzinę, opartą na kłamstwie, alkoholu, seksie, narkotykach, braku miłości i poszanowania. Dzisiejszy świat nie stawia na rodzinę lecz na „wolne związki”. Jedynie Kościół, któremu Jezus zostawił najpiękniejszy Sakrament – Małżeństwo da człowiekowi szczęście. W tym sakramencie, w odpowiednim przygotowaniu można znaleźć prawdziwą miłość. Miłość zbudowana na mocnym fundamencie – Jezusie przetrwa każdą burzę, każdy sztorm! Oczywiście jest to trudne, dziś nie ma czasu na rozmowę, na wspólne pójście do Kościoła ale jeśli miłość narzeczonych jest prawdziwa to musi znaleźć się czas i na miłość, na złość ale też dla Jezusa. Dla Jezusa, który chce tylko aby człowiek każdą decyzje (małżeństwo, kapłaństwo, rodzicielstwo) opierał na Nim a wtedy wszystko będzie łatwiejsze!

„Nazaret uczy nas, czym jest rodzina, jej wspólnota miłości, jej surowe i proste piękno, jej święty i nierozerwalny charakter. Uczmy się od Nazaretu, że wychowanie rodzinne jest cenne i niezastąpione i że w sferze społecznej ma ono pierwszorzędne i niezrównane znaczenie.”( Paweł VI, kazanie w Nazarecie, 1964)

Trzy najważniejsze słowa w małżeństwie: proszę, przepraszam, dziękuję. Papież Franciszek mówi, że kłótnie w małżeństwie to normalna rzecz. – Czasami fruwają talerze, ale nie bójcie się kiedy coś takiego się zdarzy. Dam wam jedną rade, nigdy nie kończcie dnia bez zawarcia pokoju. Wiecie dlaczego? Bo zimna wojna jest bardzo niebezpieczna  – mówi. Nie trzeba dużo mówić, wystarczy jeden gest. Jeden taki gest załatwia wszystko a jest nim klęknięcie razem przed Jezusem i powtarzanie słów Modlitwy Pańskiej, aż do zakończenia kłótni, aż do momentu wybaczenia….

13533182_1750134518598265_4116075235819816657_n

Jak bronić się przed Złym?

Zwycięstwo-modlitwy-różańcowej-na-Filipinach

Każdy ma zapewne własne sposoby czy motywy które dominują w jego katolickim życiu, służące obronie przed złem, grzechem.  Przede wszystkim jest to przyjmowanie Sakramentów. Nie zawsze jednak potrafimy ustrzec się przed upadkiem i grzeszymy. Jak jednak po ludzku, prostymi sposobami poradzić sobie zapobiegając przewinieniom? Osiem przymiotów, cech, do wykorzystania w codziennym życiu.

  1. Uśmiech, pogodna twarz, radość

„ Pan zapytał Kaina: <<Dlaczego jesteś smutny i dlaczego twarz twoja jest ponura? Przecież, gdybyś postępował dobrze, miałbyś twarz pogodną; jeżeli zaś nie będziesz dobrze postępował, grzech leży u wrót i czyha na ciebie, a przecież ty masz nad nim panować>>.”
(Rdz 4,6-7)

  1. Bycie dzielnym, odważnym, bez lęku

„ Nie lękaj się więc, moja córko; wszystko , co powiedziałaś, uczynię dla ciebie, gdyż wie każdy mieszkaniec mego miasta, że jesteś dzielną kobietą.”
(Rt 3,11)

„Nie lękaj się, bo Ja jestem z tobą; nie trwóż się, bo Ja jestem twoim Bogiem. Umacniam cię, a także wspomagam, podtrzymuję cię moją prawicą sprawiedliwą.”
(Iz 41, 10)

„Ponieważ drogi jesteś w moich oczach, nabrałeś wartości i Ja cię miłuję. (…) Nie lękaj się, bo jestem z tobą”
(Iz 43, 4ab;5a)

  1. Wierność

„Ustanowię sobie kapłana wiernego, który będzie postępował według mego serca i pragnienia. Zbuduję mu dom trwały, a on będzie chodził przed obliczem mego pomazańca po wszystkie dni”
(1Sm 2,35)

„ Bo Pan się brzydzi przewrotnym, a z wiernymi obiecuje przyjaźnie”
(Prz 3, 32)

„Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego Pana”
(Mt 25,21)

  1. Czystość myśli i serca

„ Z całą pilnością strzeż swego serca, bo życie tam ma swoje źródło”
(Prz 4, 23)

  1. Zaufanie

„Z całego serca Panu zaufaj, nie polegaj na swoim rozsądku. Poznawaj Go na każdej swej drodze, a On twe ścieżki wyrówna”
(Prz 3,5-6)

  1. Ostrożność

„ Uważaj, gdzie krok masz postawić, wszystkie swe drogi uważaj za pewne. Nie zbaczaj na lewo ni w prawo, odwróć swą nogę od złego”
(Prz 4, 26-27)

  1. Miłość

„ Ci, którzy Mu zaufali, zrozumieją prawdę, wierni w miłości będą przy Nim trwali, łaska bowiem i miłosierdzie dla Jego wybranych.”
(Mdr 3, 9)

  1. Wiara

„Przeto tak mówi Pan Bóg:
<<Oto Ja kładę na Syjonie kamień, kamień dobrany, węgielny, cenny, położony jako fundament. Kto wierzy nie potknie się. I wezmę sobie prawo za miarę, a sprawiedliwość za pion>> Ale grad zmiecie schronisko kłamstwa, a wody zaleją kryjówkę. Wasze przymierze ze Śmiercią zostanie zerwane.”
(Iz 28, 16-18a)

 

 

Szukałem Was, teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję

1 września 2017 Dodaj komentarz

Wyobraźmy sobie wszyscy przybyli na przyjęcie i czekają tylko na ciebie, a Ty nie przybywasz. Gospodarz przygotował miejsce i liczę na ciebie, liczy że się pojawisz. Tak naprawdę zależy mu tylko na tym abyś przybył, a Ty nie przychodzisz. I gospodarz myśli sobie czekać czy nie. I sam wyruszam. wyrusza w drogę by cię znaleźć. Idzie tam gdzie Ty przebywasz, gdzie możecie cię spotkać bo chce przyprowadzić Cię na miejsce świętowania i nie spocznie dopóki cię nie spotka. A kiedy już cię zobaczy, kiedy z daleka dostrzeże twoją sylwetkę biegnij, prosi abyś przybył na miejsce świętowania. A Ty będziesz upierał się że w sumie to nie jest Ci źle, że tak naprawdę dobrze Ci z tym towarzystwem w którym teraz się znajdujesz. A gospodarz będzie nadal czekam nadal prosiłaś aż wykonasz jakiś ruch ale nie będzie cię do niczego zmuszał. Zrobisz jak zechcesz, on liczy się z tym, wie, że możesz go zlekceważyć, odejść, już nie wrócić. Ale ten gospodarz pójdzie za tobą i będzie czekał tak długo aż ty przyjdziesz bo bez ciebie nie rozpoczną świętowania.

Ta historia świetnie ukazuje relację Boga z człowiekiem. Relację Boga z Tobą, mną i każdym z nas, ludzi.

Bóg nieustannie walczy o człowieka pokazuje to wyraźnie historia zbawienia. Na początku Bóg zawarł przymierze z Izraelem, wyprowadził go z niewoli egipskiej, gdy zbłądził posyłał proroków, wreszcie posłał swojego syna. Dziś Jezus działa przez swój Kościół, posługuje się ludźmi w sakramentach, w czynieniu znaków i głoszeniu słowa. I mógłbym tak wymieniać w nieskończoność. Jezus – Bóg nie przestaje cię szukać. A gdy się znajduje umacnia w chorobie i opatruje rany jeśli trzeba i myślę że te rany trzeba opatrywać szczególnie w dzisiejszych czasach gdzie młodzi ludzie tak często są uwikłani w różne uzależnienia, gdzie rodzice nie mają z czego nakarmić swoich dzieci. Jezus pragnie abyśmy pozwolili się wziąć w jego ramiona i przyprowadzić do domu do domu Ojca Niebieskiego. Nie do takiego domu w którym może matka lub ojciec są uzależnieni od alkoholu, w którym nie ma szczęścia ale chcę przeprowadzić się do domu w którym Wszyscy czekają na ciebie, aby wspólnie świętować.

Szukałem Was teraz przyszliście do mnie i za to wam dziękuję.

Czy te słowa nie są piękne? Wypowiedział je Jan Paweł II, właściwie  wyszeptał je w dniu swojej śmierci. Spójrzcie jak autentyczne są te słowa. Jezus szuka nas od ponad dwóch tysięcy lat. Gdy tak nas szukamy przychodzimy do niego, przychodzimy do niego w każdej Mszy Świętej,  w każdej modlitwie. Każdy przychodzi do niego inaczej, ma swoją drogę do zbawienia. Czasem wybiera to łatwiejszą czasem może trudniejszą.

I za to wam dziękuję. Jak dziękuję nam Jezus? To proste On daje nam siebie, pomaga nam na tej trudnej drodze. Jezus nie oczekuje niczego w zamian, ale chce byśmy przychodzili do niego. Chce byśmy karmili się Jego ciałem i  Jego krwią. Nie chce pieniędzy, bo przecież to on nam je dał, to wszystko co chce otrzymać od nas to miłość. Chce abyśmy go kochali.

Te słowa początkowe Świętego Jana Pawła II zostały wypowiedziane do młodzieży, która na placu Świętego Piotra czuwała przy nim w dniu jego śmierci, i myślę że słowa Jana Pawła to dziś słowa Jezusa który wypowiada je do każdego z nas. Szukałem Was a teraz wy przyszliście do mnie i za to wam dziękuję.

Drodzy bracia i siostry! Jezus dziękuję Ci gdy ty przychodzisz do niego. Dlatego zastanów się teraz jak często Jezus może te słowa w Twoim życiu wypowiadać…

4-Bó-szuka

SACRUM w czystej postaci

dzien_7_00238.JPGKomża z firanki, firanka na głowie i ogólnie wszędzie firanki. Takie babcine, sprzed wieku.
I w ogóle ci tradycjonaliści to faryzeusze bez serca, zapatrzeni tylko w swoje egoistyczne zamiary sprawowania bądź uczestniczenia tylko w takiej liturgii.
„-Idziesz na NOM?
-A co to?”

Postrzeganie tradycjonalistów w ten sposób jest (niestety) na porządku dziennym. Ilość „hejtów” wystosowanych w ich kierunku jest tak wielka jak rów mariański.

Powrót do tradycji. Każdy ma jakąś i każdy jakąś szanuje, przestrzega czy ustanawia. Ta tradycja nie sięga aż tak odległych czasów. Więc jej odkrywanie i powracanie do niej nie wiąże się ze zdmuchiwaniem kurzu z ksiąg, przedmiotów i ołtarzy.
Powrót do tradycji kościoła to przede wszystkim powrót do utraconego w wielu przypadkach poczucia SACRUM podczas sprawowania Najświętszej Ofiary. Tym też, odrestaurowaniem poczucia sacrum w Kościele, bądź po prostu jego odczuciem zajmowali się uczestnicy warsztatów ARS CELEBRANDI odbywających się w Licheniu w dniach 20-27 lipca br. Jest to już czwarta edycja tego wydarzenia.

dzien_7_00174

UCZESTNICY

Rozpiętość wiekowa to 61 lat miedzy najmłodszym a najstarszym uczestnikiem. Ilość kobiet to około 1/4 ogółu uczestników. Jedni przyjechali by nauczyć się sprawować liturgię, inni by nauczyć się do niej posługiwać jako ministrant czy ceremoniarz,
kolejna grupa zasiliła wokalne warsztaty śpiewu gregoriańskiego i polifonicznego oraz grupa ostania, która przybyła na osobiste rekolekcje uczestnicząc we wspólnych punktach programu warsztatów.
Warto zwrócić uwagę, że wydarzenie nie przyciągnęło tylko ludzi z Polski ale także z zagranicy m.in z Białorusi czy z USA.

dzien4_0066

WARSZTATY I LITURGIA

Charakterystycznym dla nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego jest poczucie ciszy, skupienia, dokładności i zebrania wszystkich elementów składowych w jedną całość. Versus Deum – tak określa się pozycję, postawę w jakiej znajdują się
wszyscy uczestnicy liturgii-> w stronę Boga.
Liturgia sprawowana tyłem do ludzi ma pokazać ważność sakramentu jakim jest Eucharystia, ma pokazać ważność Boga.
Skupienie, uwaga, dokładność, piękno- tego uczą się warsztatowicze dzięki zajęciom teoretyczno-praktycznym. Dodatkowo każdy może podszkolić się w łacinie 😉
Wykwalifikowana kadra, poprzez swoje sugestie, spostrzeżenia i zaangażowanie w dbałość o liturgię, pomaga dojść uczestnikom do perfekcji a na pewno wejść na jej drogę, aby każdy mógł zasmakować nadzwyczajnej formy rytu rzymskiego w najlepszej postaci.
Każdy z uczestników poprzez uczestnictwo w Ars Celebrandi wkłada swoje siły i możliwości, dobro, prawdę i piękno, szlachetność i swoje dobre serce, by liturgia była rzeczywiście SACRUM W CZYSTEJ POSTACI.

 

DLACZEGO POWRÓT DO TRADYCJI?

To nie jest „widzi mi się”, bo „mam taki kaprys” lub po prostu „bo tak”. Sens tkwi w odkrywaniu piękna i świętości bez pośpiechu, odkrywaniu zapomnianej a bardzo dobrej liturgii. To zaczęło pociągać młodych ludzi, którzy w dobie Internetu, „snapów”, Instagrama etc. nie są w stanie ogarnąć się bez telefonu czy komputera. Co jeszcze? Chociażby fakt pójścia pod prąd wbrew temu, co myślą znajomi, bliscy czy rodzina (sama jestem przykładem człowieka,którego nikt nie był w stanie zrozumieć dlaczego „trydenty”, bo przecież wyszłam z oazy). Dlaczego tak dużo młodzieży na tradycyjnych liturgiach? Chociażby przez ciekawość świata i robieniem na przekór całej ludzkości, co szczególnie charakteryzuje młodych ludzi 😉

KILKA SŁÓW OD UCZESTNIKA

Byłam, widziałam, uczestniczyłam. To mój pierwszy raz na Ars Celebrandi choć tradycyjną liturgią interesuję się od przeszło ponad 3 lat. Moje pierwsze Msze były przeklęczane i przeoglądane, bez żywego uczestnictwa i jakiegokolwiek zaangażowania. Ale trzeba było to zmienić. Zatroszczyły się o to osoby mi bliskie z sekcji męskiej- otrzymałam Mszalik a pół roku później mantylkę. W miarę możliwości uczestniczyłam we Mszach w Gdyni, Gietrzwałdzie, Olsztynie (roraty) a obecnie już w co miesięcznych Mszach Warmińskiego Środowiska Tradycji.
Co dały mi warsztaty? Przede wszystkim poczucie jedności. Nikt nie wytykał mi moich tradycyjnych upodobań, nikt nie traktował jako faryzeusza bez serca (chyba, że żartobliwie). Warsztaty dały mi okazję do poczucia prawdziwego sacrum i prawdziwego piękna. Zaczerpnęłam co nie co z warsztatów chorału gregoriańskiego, w których
miałam okazję uczestniczyć. Nowe doświadczenia, świetne znajomości i odpoczynek, choć plan warsztatów rozciągał się od 6:00 do prawie 23:00.

dzien4_0081
POLECAM! I za rok też tam będę 🙂

więcej na stronie http://www.arscelebrandi.pl http://www.unavocepolonia.pl http://www.mszatrydecka.pl http://www.stabilnagrupa.pl

POST SCRIPTUM- trochę żartobliwie

Najczęściej mówi się, że po co odgrzebywać coś, co zostało zmienione? A po co wraca się np. do babcinego przepisu na sernik przekazywanego z pokolenia na pokolenie? Bo jest najlepszy, ma smak, jest wyjątkowy, przypomina i kojarzy się z czymś dobrym. Tak samo jest z liturgią- potrzeba poprawności według przepisów, dokładności, by w ostateczności otrzymać „produkt” dobry, z poczuciem smaku i estetyki.

 

Zdjęcia są autorstwem Pana Tomasza Mreńca http://www.fotobreak.pl