Prośba o Ducha

images

Panie, dzisiaj prosimy by Twój Duch zstąpił na nas.

Otwórz nasze oczy, abyśmy widzieli Ciebie na nowo.

Otwórz nasze usta, abyśmy mogli głosić Twe słowo.

Gdyż chcemy być Panie blisko Ciebie.

Chcemy patrzeć na Ciebie i Ciebie słuchać.

Duchu Święty, otwieraj nas na słowa Pana

Obmywaj nasze serca z wszelkich ran, obdarzaj je Jego pokojem.

Ześlij na nas płomień, który nigdy nie gaśnie.

Daj nam ufność, byśmy dali się porwać Jego tchnieniu.

.

Kategorie:baza modlitw, Duch Św.

Święty Józef – modlitwa o pracę

2012-05-01-Sw-Jozef-Patron-RobotnikowDziś krótko. W życiu każdego człowieka jest ten moment, że poszukuje się pracy,  pracuje, albo tę pracę właśnie się traci. Pocieszeniem, nadzieją, wiarą dla katolika jest modlitwa. Św. Józef, jako Oblubieniec Maryi ale i wierny pracownik wypełniający wszystkie ideały dobrej pracy, staje się wzorem dla ludzi związanych z pracą na różnym poziomie. Dziś modlitwa do św. Józefa Robotnika (którego uroczystość świętujemy 1 maja).

 Chwalebny Józefie Święty, wzorze wszystkich pracujących, uproś mi łaskę bym i ja pracował w duchu pokuty, w celu zadośćuczynienia za me liczne grzechy: bym pracował sumiennie raczej z poczucia obowiązku niż dla swojego upodobania, bym pracował z weselem i z wdzięcznością dla Boga, upatrując swą chlubę w życiu i rozwijaniu przez pracę darów odebranych od Boga, bym pracował w porządku, spokojnie, w miarę moich sił i cierpliwie, nie cofając się przed znużeniem lub trudnościami; bym pracował przede wszystkim w czystej intencji i z zapomnieniem o sobie, mając nieustannie przed oczyma śmierć i rachunek, który muszę złożyć za czas stracony, ze zmarnowanych talentów, z opuszczenia dobrego, z próżnej dumy w powodzeniu, tak szkodliwej w dziełach Bożych. Wszystko dla Jezusa, wszystko przez Maryję, wszystko na Twój wzór, o Święty Patriarcho Józefie. To będzie moim hasłem w życiu i przy zgonie. Amen.

(Modlitwa do Świętego Józefa  autorstwa Papieża Piusa X)

 

Kategorie:modlitwy

Wniebowstąpienie Pańskie

I rzekł do nich: Idźcie na cały świat i głoście Ewangelię wszelkiemu stworzeniu! Kto uwierzy i przyjmie chrzest, będzie zbawiony; a kto nie uwierzy, będzie potępiony. Tym zaś, którzy uwierzą, te znaki towarzyszyć będą: w imię moje złe duchy będą wyrzucać, nowymi językami mówić będą; węże brać będą do rąk, i jeśliby co zatrutego wypili, nie będzie im szkodzić. Na chorych ręce kłaść będą, i ci odzyskają zdrowie. Po rozmowie z nimi Pan Jezus został wzięty do nieba i zasiadł po prawicy Boga. Oni zaś poszli i głosili Ewangelię wszędzie, a Pan współdziałał z nimi i potwierdził naukę znakami, które jej towarzyszyły. (Mk 16,15-20)

Warto odczytać dzisiejsze Słowo Boże jako konkret, a nie ciekawą metaforę czy figurę retoryczną. Otóż Jezus przed swoim odejściem do Ojca posyła uczniów na cały świat, aby głosili Ewangelię wszelkiemu stworzeniu. W dzisiejszych czasach wielu mogłoby się oburzyć, a nawet zgorszyć. Czy Jezus jest tolerancyjny? Czy nie dyskryminuje innych ludzi, ich przekonań? Przecież każdy ma prawo wierzyć, w co chce lub nie wierzyć wcale. I z pewnością ktoś może się poczuć urażony, dyskryminowany! A jednak nasz Pan odrzuca takie myślenie i posyła z pełną Ewangelią do każdego, niezależnie od tego, kim jest, co robi i co zrobi z Jego Dobrą Nowiną. Posyła, bo bardziej woli zaryzykować czyjeś odrzucenie, urażenie niż potępienie! Bo kto nie uwierzy, będzie potępiony! I nawet jeśli brzmi to strasznie, Jezus nie wyraził się inaczej. On nikogo nie zwodzi, ale też nikogo nie zawodzi.

Kolejnym konkretem Jezusowym są obietnice czynienia cudów. Być może wielu z nas zadaje sobie teraz pytanie: dlaczego ja tego nie doświadczam? Jezus mówi, że te znaki niezwykłe będą towarzyszyć tym, którzy głoszą Ewangelię (jako potwierdzenie jej prawdziwości) oraz tym, którzy uwierzyli, czyli zaczęli sami żyć Ewangelią, bez jej rozwadniania. Każdy wie, że dopóki dolewamy wody do wina, nie posmakujemy go takiego, jakim jest naprawdę, choćbyśmy pili je codziennie. Jeśli w przyjęciu Dobrej Nowiny nie pójdziemy „na całość”, nawet w tych punktach, które są dla nas niewygodne lub wydają się nam zupełnie niedzisiejsze, nie doświadczymy mocy Bożej, o której mówi Jezus. Nie będziemy mogli delektować się stuprocentowym smakiem wina, który zawiera Dobra NoWINA!

Często w poszukiwaniu zdrowia lub tego, co wydaje się nam uszczęśliwiające, idziemy do „uzdrowicieli”, szarlatanów, oszustów, którzy… nawet czynią cuda. Jak poznać podstęp złego? Jezus daje nam dziś jasne wskazówki: pytaj, w czyje imię ktoś dokonuje owych niezwykłych rzeczy! Sprawdź, czy te cuda są potwierdzeniem głoszonej najpierw Ewangelii i czy przynoszą innym owoce głębszej wiary w Słowo Boże! Jeśli ktoś czyni cuda, a nie głosi wpierw Ewangelii Chrystusowej, nie jest posłany przez Boga.

Jezus odchodzi do Ojca, ale dalej współdziała i potwierdza naukę znakami. Pan posyła nas, by wszyscy ludzie przyjęli zbawienie, by wszyscy żyli. I to nie tylko przez ten krótki czas, ale na wieczność, tam, gdzie On sam jest! Posyła mnie i Ciebie. Jeśli więc chcesz doświadczyć całej mocy Ewangelii, zaryzykuj, przyjmij ją tak, jak została ogłoszona!

s. Maria Magdalena OSU

 

Kategorie:Uncategorized

List o modlitwie

oo543332

Polecam przeczytanie tego tekstu, naprawdę warto <3

Pytasz mnie: po co się modlić? Odpowiadam ci: aby żyć. Tak, by naprawdę żyć, trzeba się modlić. Aby żyć i kochać, bo życie bez miłości nie jest życiem. To samotność w pustce, więzienie i smutek. Tylko ten, kto kocha, prawdziwie żyje. I tylko ten kocha, kto czuje się kochany, ogarnięty i przemieniony przez miłość.
Jak roślina wydaje owoce tylko wtedy, gdy ogarną ją promienie słońca, tak ludzkie serce nie otworzy się na pełne i prawdziwe życie, jeśli nie dotknie go miłość. A zatem miłość rodzi się ze spotkania i żyje dzięki spotkaniu z miłością Bożą, największą i najprawdziwszą miłością ze wszelkich możliwych miłości, a nawet miłością wykraczającą poza wszelkie nasze definicje i wszystkie nasze możliwości. Modląc się, pozwalamy miłować się Bogu i wciąż od nowa rodzimy się do miłości. Dlatego też ten, kto się modli, żyje w czasie i dla wieczności. A ten, kto się nie modli? Taki człowiek wystawia się na ryzyko wewnętrznej śmierci, gdyż prędzej czy później zabraknie mu powietrza do oddychania, ciepła do życia, światła, by widzieć, pożywienia do wzrastania iradości, żeby nadać sens życiu.Odpowiadasz mi: ale ja nie potrafię się modlić! Pytasz mnie: jak się modlić? Odpowiadam ci: zacznij od poświęcania nieco czasu dla Boga. Na początek ważne będzie nie to, ile czasu poświęcisz, ale czy poświęcisz Mu go wiernie. Sam wyznacz, ile czasu poświęcisz każdego dnia dla Pana i daruj Mu ten czas wiernie, codziennie, gdy czujesz się na siłach i gdy nie masz na to sił. Poszukaj sobie spokojnego miejsca, gdzie jeśli to możliwe, będzie jakiś znak przypominający o obecności Boga (krzyż, ikona, Pismo Święte, tabernakulum z Najświętszym Sakramentem…). Skup się w milczeniu: wezwij Ducha Świętego, żeby to On wołał w tobie „Abba, Ojcze!”. Przedstaw Bogu swe serce, nawet jeśli targają nim rozterki. Nie bój się powiedzieć Mu wszystkiego, nie tylko o trudnościach i bólach, o twoim grzechu i braku wiary, ale również o swoim buncie i protestach, jeśli czujesz je w sobie.
Złóż to wszystko w Bożych dłoniach: pamiętaj, że Bóg jest Ojcem-Matką w miłości, że wszystko przyjmuje, wszystko przebacza, wszystko oświeca, wszystko zbawia. Wsłuchaj się w Jego ciszę: nie oczekuj natychmiastowych odpowiedzi. Wytrwaj. Jak prorok Eliasz przemierzaj pustynię, zdążając ku Bożej górze. Gdy zbliżysz się do Niego, nie szukaj Go w wichrze, w trzęsieniu ziemi lub w ogniu, znakach siły i wielkości, lecz w mowie delikatnej ciszy (por. 1 Krl 19,12). Nie staraj się pochwycić Boga, lecz pozwól, by On przeszedł przez twoje życie i twe serce, dotknął twej duszy i dał się kontemplować, nawet gdy Go nie widzisz.Wsłuchuj się w głos Jego ciszyWsłuchuj się w Jego słowo życia: otwórz Pismo Święte, rozważaj je z miłością, pozwól, by słowo Jezusa mówiło do samej głębi twego serca. Czytaj psalmy, w których znajdziesz to wszystko, co chciałbyś powiedzieć Bogu. Wsłuchuj się w apostołów i proroków. Rozmiłuj się w historiach patriarchów i narodu wybranego oraz rodzącego się Kościoła, gdzie spotkasz się z doświadczeniem życia przeżywanego w perspektywie przymierza z Bogiem. Gdy już wysłuchasz słowa Bożego, podążaj jeszcze długo po ścieżkach ciszy, pozwalając, aby to Duch Święty złączył cię z Chrystusem, wiecznym Słowem Ojca. Pozwól, by to Bóg Ojciec kształtował cię swymi dwoma dłońmi: Słowem i Duchem Świętym.

Na początku może ci się zdawać, że czas przeznaczony na to jest zbyt długi, że nigdy się nie skończy. Wytrwaj jednak z pokorą, dając Bogu cały czas, jaki potrafisz Mu poświęcić, nigdy jednak mniej niż tyle, ile postanowiłeś Mu poświęcać każdego dnia. Przekonasz się, że ze spotkania na spotkanie twoja wierność będzie wynagradzana. Zorientujesz się, iż powoli rozsmakujesz się w modlitwie i to, co na początku wydawało ci się nieosiągalne, będzie stawać się coraz łatwiejsze i piękniejsze. Zrozumiesz, że tym, co się liczy, nie są odpowiedzi, lecz oddanie się do dyspozycji Boga. Zobaczysz, że to, co przedstawisz na modlitwie, będzie stopniowo przemieniane.

Gdy więc zaczniesz się modlić z niespokojnym sercem, jeśli wytrwasz, przekonasz się, że po długiej modlitwie nie znajdziesz odpowiedzi na pytania, ale że same pytania znikną jak śnieg w promieniach słońca, a wielki spokój ogarnie twoje serce. Spokój płynący z poczucia, że Bóg trzyma cię w swych dłoniach i prowadzi cię z wielką łagodnością tam, gdzie sam zechce. Wówczas twoje odnowione serce będzie mogło wyśpiewać pieśń nową, Magnificat Maryi spontanicznie wyjdzie z twych ust i będzie brzmiał cichą wymownością twych czynów.
Po prostu nadal wierz

Wiedz jednak, że nie zabraknie w tym wszystkim trudności. Czasem nie uda ci się uciszyć hałasu, który jest wokół ciebie i w tobie. Niekiedy trudno będzie ci się modlić, może nawet wręcz poczujesz niesmak na myśl o modlitwie. Czasem twoja wrażliwość będzie tak niecierpliwa, że będzie ci się wydawać, iż jakikolwiek czyn byłby lepszy od „tracenia” czasu na przebywanie na modlitwie przed Bogiem. W końcu poczujesz pokusy złego, który na wszelkie sposoby będzie się starał oddalić cię od Pana, oddzielić od modlitwy. Nie lękaj się: te same doświadczenia, które ty przeżywasz, były takżeudziałem świętych, żyjących przed tobą, czasem nawet były one o wiele cięższe od twoich. Ty po prostu nadal wierz. Wytrwaj, wytrzymaj i pamiętaj, że jedyną rzeczą, którą tak naprawdę możemy dać Bogu, jest dowód naszej wierności. Dzięki wytrwałości uratujesz swą modlitwę i swe życie.

Nadejdzie godzina „nocy ciemnej”, w której wszystko, co dotyczy spraw Bożych, wyda ci się jałowe, wręcz absurdalne, ale nie lękaj się. W owej godzinie wraz z tobą będzie walczył sam Bóg. Usuń wszelki swój grzech za sprawą pokornej i szczerej spowiedzi ze swych win i przez sakramentalne przebaczenie. Ofiaruj Bogu jeszcze więcej swego czasu. Pozwól, by noc zmysłów i ducha stała się dla ciebie godziną uczestnictwa w męce Pańskiej. Wówczas to sam Jezus będzie niósł twój krzyż ipoprowadzi cię ku radości wielkanocnej. Nie zdziwi cię zatem to, że uznasz wręcz tę noc za coś przyjemnego, gdyż ujrzysz, jak przemienia się ona w noc miłości, pełną radości z obecności Umiłowanego, przenikniętej wonią Chrystusa, rozjaśnioną światłem Wielkanocy.

Nie lękaj się więc doświadczeń i trudności podczas modlitwy. Pamiętaj, że Bóg jest wierny i nigdy nie ześle na ciebie prób bez dania ci drogi wyjścia. Nigdy też nie wystawi cię na pokusę, bez obdarzenia cię siłą do przezwyciężenia jej. Pozwól Bogu, by cię ukochał. Jak kropla wody wyparowuje pod promieniami słońca, wznosi się i powraca na ziemię jako żyzny deszcz lub rosa pełna pociechy, tak ty pozwól, by całe twe istnienie było przemieniane przez Boga, kształtowane przez miłość Trzech Osób Boskich, wchłonięte w Nich i oddane historii jako płodny dar. Pozwól, aby dzięki modlitwie wzrosła w tobie wolność od wszelkiego lęku, odwaga i śmiałość w miłości, wierność wobec osób, które Bóg ci powierzył i sytuacji, w jakich cię postawił, bez szukania wykrętów lub tanich pociech. Modląc się, naucz się cierpliwie oczekiwać czasów Boga, które nie są naszymi czasami, i podążać Bożymi drogami, które często nie są naszymi drogami.
Szkoła miłości i prawdziwy dar
Szczególnym darem, którym obdarzy cię wytrwałość na modlitwie, jest miłość bliźniego oraz sensus Ecclesiae. Im więcej będziesz się modlił, tym większe miłosierdzie będziesz odczuwał wobec wszystkich, będziesz starał się bardziej pomagać cierpiącym, będziesz odczuwał większy głód i pragnienie sprawiedliwości dla wszystkich, zwłaszcza dla najuboższych i najsłabszych, łatwiej będzie ci obciążać się grzechem innych, by dopełnić w sobie to, czego brakuje cierpieniom Chrystusa dla dobra Jego Ciała, którym jest Kościół. Modląc się, poczujesz, jak wspaniale jest przebywać w Piotrowej łodzi, solidarnie z innymi, poddając się kierownictwu pasterzy, będąc wspierany modlitwą wszystkich, gotowy służyć innym bezinteresownie, niczego nie chcąc w zamian. Modląc się, poczujesz, jak będzie rosnąć w tobie pragnienie jedności Ciała Chrystusa i całej ludzkiejrodziny. Modlitwa jest szkołą miłości, ponieważ to w niej możesz poczuć się miłowany nieskończoną miłością i odradzać się do hojności, która bierze początek z przebaczenia i bezinteresownego daru, wykraczającego poza wszelkie miary zmęczenia.

Modląc się, uczymy się modlić, smakując owoce Ducha Świętego, które czynią życie prawdziwym i pięknym: „miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość, dobroć, wierność, łagodność, opanowanie” (Ga 5,22-23). Modląc się, stajemy się miłością, a życie zyskuje sens i piękno, dla których Bóg je stworzył. Modląc się, odczuwa się z coraz większą siłą palącą potrzebę niesienia wszystkim Ewangelii, aż po krańce ziemi. Modląc się, odkrywa się nieskończone dary Umiłowanego i uczy się coraz bardziej dziękować Mu za wszystko. Modląc się, żyje się. Modląc się, kocha się. Modląc się, wielbi się. I jest to największe uwielbienie, radość i pokój naszego niespokojnego serca w czasie i w wieczności.
Gdybym więc miał życzyć ci najpiękniejszego daru, gdybym modlił się do Boga o niego dla ciebie, nie wahałbym się prosić Go o dar modlitwy. Proszę Go o to i ty również nie zwlekaj z proszeniem Boga o ten dar dla mnie. I dla siebie. Miłość Boga Ojca, łaska naszego Pana Jezusa Chrystusa i dar jedności w Duchu Świętym niech będą z tobą. A ty w Nich: gdyż modląc się, wchodzisz w serce Boga, ukryty z Chrystusem w Nim, otoczony Ich wieczną, pełną oddania i zawsze nową miłością. Już wiesz, że ten, kto modli się z Jezusem i w Nim, kto modli się do Jezusa lub do Ojca Jezusa albo wzywa Ducha Świętego, nie modli się do jakiegoś nieokreślonego i dalekiego Boga, lecz modli się w Bogu, w Duchu Świętym przez Syna do Ojca. I od Ojca, za przyczyną Jezusa, w boskim tchnieniu Ducha Świętego otrzyma wszelki dar doskonały, odpowiedni dla siebie, od zawsze dla niego przygotowany i upragniony. Dar, który czeka na nas. Dar, który czeka na ciebie.

ks. abp Bruno Forte

Kategorie:Przemyślenia, życiowe

Introibo ad altare Dei

TheMass„Domine, non sum dignus, ut intres sub tectum meum: sed tantum dic verbo, et sanabitur anima mea”

Msza Wszechczasów, Msza sprawowana w Klasycznym Rycie Rzymskim, Nadzwyczajna forma Rytu Rzymskiego czyli najprościej mówiąc Msza Trydencka. Jak to właściwie jest, z czym to się je i w zasadzie po co powrót do łaciny?

Msza Wszechczasów to przedsoborowa liturgia zwana starą lub trydencką. Cechy charakterystyczne: język- łacina, kapłan odwrócony tyłem do ludu albo raczej zwrócony w stronę krzyża, wielka cisza, Komunia przyjmowana na klęcząco, ornat skrzypcowy wraz z manipularzem i kobiece mantylki. Układ Mszy również różni się od tych sprawowanych w Novus Ordo, ponieważ współcześnie odeszło się od modlitwy u stopni ołtarza, Confiteor odmawianego najpierw przez celebransa a później przez lud, Pater noster odmawianego przez celebransa ( lud włącza się na Sed libera nos a malo) i wielu innych czynników, które każdy może odkryć sam uczestnicząc w takiej Mszy Świętej.

Swoją pierwszą Mszę trydencką przeżyłam w zeszłym roku w wakacje, kiedy to jeden z kapłanów obecnych w mojej rodzimej parafii zaczął interesować się tą formą sprawowania liturgii. Na początku nie zachwyciło mnie w niej nic szczególnego. Całą Mszę przeklęczałam (warto też wspomnieć, że postawa na Mszy nie ma większego znaczenia, wyznacznikami mogą być obecni na Mszy ministranci, a kiedy ich brak, to osoby uczestniczące w liturgii, które są bardziej obeznane niż my). Łacina akurat nie była dla mnie wyzwaniem czy zaskoczeniem gdyż byłam z nią obyta poprzez trzyletnią naukę w szkole średniej. Każda kolejna Msza była głębszym odkrywaniem Chrystusa żywego i prawdziwego w Eucharystii ale przede wszystkim w istniejącej na Mszy ciszy oraz niezwykłym skupieniu, delikatności i dokładności celebransa. Wszystkie te cechy składają się na przeżycia, o które czasem trudno na Mszy współczesnej (choć nie jest to reguła).

Powrót do łaciny, powrót do korzeni ciągnie za sobą coraz większą liczbę osób. Nie dlatego żeby przeciwstawić się współczesnym liturgiom sprawowanym w kościołach katolickich, nie dlatego by zrobić komukolwiek na złość czy żeby pokazać jaki to jestem święty bo chodzę na trydencką. Powrót ma na celu uświadomienie piękna i majestatu liturgii, która przecież jeszcze niedawno była sprawowana na porządku dziennym. Powrót ma na celu przywrócenie historii o którą każdy tak bardzo zabiega.

„Loquebar de testimoniis tuis in conspectu regum, et non confundebar: et meditabar in mandatis tuis, quae dilexi nimis.(…) Beati immaculati in via: qui ambulant in lege Domini.”

Kategorie:Bóg Tagi:

Biblijna historia w osobach: Rut

Hugues Merle "Rut w polu"

Hugues Merle „Rut w polu”

Wydarzenia, które chcę pokrótce dziś opisać są historią jednej z wielu kobiet opisanych w Piśmie Świętym, która zawarta jest w Księdze Rut. Jest to opowieść o Moabitce, która po śmierci męża wyemigrowała do Moabu, a następnie powróciła ze swoją teściową do Judy. Tam poślubiła Booza, krewnego swojego zmarłego męża, zgodnie z prawem lewiratu (stanowiło ono, że starszy brat miał obowiązek poślubić bezdzietną wdowę po zmarłym bracie). Z tego małżeństwa urodził się Obed, który był dziadkiem Dawida. Tak też Rut stała się prababką króla Dawida.

Początek Księgi Rut opowiada o smutnych wydarzeniach dla Noemi, która po śmierci męża i swoich dwóch synów wróciła do Moabu a wraz z nią synowe: Orpa, która w ostateczności wróciła do swego kraju oraz Rut, która została z teściową, co wyraża w słowach:

„Nie nalegaj na mnie, abym opuściła ciebie i abym odeszła od ciebie, gdyż:
gdzie ty pójdziesz, tam ja pójdę,
gdzie ty zamieszkasz, tam ja zamieszkam,
twój naród będzie moim narodem,
a twój bóg będzie moim Bogiem.
Gdzie ty umrzesz, tam ja umrę
i tam będę pogrzebana.
Miech mi Pan to uczyni
i tamto dorzuci,
jeśli co innego niż śmierć
oddzieli mnie od ciebie!” (Rt 1, 16b-17)

Rut, poprzez przebywanie z rodziną Noemi, nawraca się, przyjmuje wiarę w jedynego Boga. Tak też staje się patronką pogan poszukujących Boga. Było skromna, pracowita i pokorna. Choć wielu z nas może uważać Rut za nieprzyzwoitą poprzez jej zachowanie względem Booza, to stała się wzorem dla wielu kobiet w relacjach teściowa-synowa.

Osobiście odnajduję w Rut kobietę odważną. Kobietę, która stawiła czoła wszelkim przeciwieństwom, które spotkały ją w całym życiu. Jest też pod tym względem dla mnie wzorem, a potwierdzają to słowa:

„Nie lękaj się więc, moja córko; wszystko, co powiedziałaś, uczynię dla ciebie, gdyż wie każdy mieszkaniec mego miasta, ze jesteś dzielną kobietą” (Rt 3, 11)

Kategorie:ciekawe postacie

Spotkanie z Matką

30 Kwiecień 2015 Dodaj komentarz

9999

W maju, w sposób szczególny nasze myśli skierowane są ku Matce Bożej. Zarówno w kościołach, kapliczkach, jak i przy przydrożnych figurkach spotykają się wierni, aby poprzez swą modlitwę oddać cześć Najświętszej Maryi Pannie.

Warto zwrócić uwagę na niezwykle ważne słowa, które zapisał w Traktacie o prawdziwym nabożeństwie do Najświętszej Maryi Panny św. Ludwik Maria Grignon de Montfort:

Ilekroć myślisz o Maryi, Maryja zamiast Ciebie myśli o Bogu, i dlatego ilekroć wielbisz i czcisz Maryję, Maryja wraz z tobą wielbi i czci Boga. (…) Jeśli powiesz „Maryja”, Ona powie „Bóg”. Elżbieta wielbiła Maryję i nazwała Ją błogosławioną, bo uwierzyła; Maryja zaś jako wierne echo zaintonowała: „Magnificat anima mea Dominum: Wielbi Pana dusza moja”. Co Maryja wówczas uczyniła, to czyni codziennie. Gdy Ją wielbisz, chwalisz lub Jej coś ofiarujesz, to wielbisz, kochasz i czcisz Boga, i Bogu dajesz przez Maryję i w Maryi.

Przyzywajmy pomocy i opieki Matki Bożej i prośmy Boga za Jej wstawiennictwem o łaski potrzebne nam i naszym bliskim. Uwielbiajmy  naszą Matkę.

Chwalcie łąki umajone,
Góry, doliny zielone.
Chwalcie, cieniste gaiki,
Źródła i kręte strumyki!

Co igra z morza falami,
W powietrzu buja skrzydłami,
Chwalcie z nami Panią Świata,
Jej dłoń nasza wieniec splata.

Ona dzieł Boskich korona,
Nad Anioły wywyższona;
Choć jest Panią nieba, ziemi,
Nie gardzi dary naszymi.

Wdzięcznym strumyki mruczeniem,
Ptaszęta słodkim kwileniem,
I co czuje, i co żyje,
Niech z nami sławi Maryję!

Kategorie:Maryja
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 3 220 obserwujących.