Poszukujemy nowych osób do Ekipy!

30 grudnia 2022 Dodaj komentarz

Potrzebujemy rąk do pomocy!
Poszukujemy 2 redaktorów oraz 1 osobę do aktualizacji Księgi Adoptowanych Sióstr.

Poszukiwana osoba powinna:
-być rzetelna i odpowiedzialna
-mieć trochę czasu wolnego czasu
-w miarę nieograniczony dostęp do komputera i Internetu

W wypadku redaktora powinna być to ponadto osoba:
-kreatywna
-mająca wciąż nowe pomysły na nowe artykuły
-pisząca względnie poprawnie po polsku (bez rażących błędów ortograficznych czy językowych i mająca na klawiaturze komputera polskie znaki)

Cała działalność odbywa się na zasadzie wolontariatu/działalności charytatywnej.


Chętnych proszę o kontakt!
hadziczka13@wp.pl

Kategorie:ddasz, Ogłoszenia

Jezus się narodził! ❤️

28 grudnia 2022 Dodaj komentarz

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył. J 1,1-18

Narodził się Jezus Chrystus – po raz kolejny. Ale czy tym razem naprawdę w naszych sercach? Na czym tak naprawdę skupił*ś się podczas tych Świąt – na 12 potrawach, drogich prezentach i umyciu okien czy na przyjęciu Jezusa do swojego serca i przyjęciu Jego chwały? Co było dla Ciebie ważniejsze – idealny porządek i unikający się stół czy na relacjach i miłości bliźniego, byciu odzwierciedleniem Jezusowej miłości?

Co prawda od Świąt Bożego Narodzenia minęło już kilka dni, ale w końcu przyszedł czas, w którym i ja, jako założycielka, składam Wam życzenia

Życzę:

-prawdziwej miłości w czasach zarazy

-radości z każdego spotkania (również tego on-line)

-docenienia każdej relacji i każdego spotkania

-radości z przyjścia Jezusa

-prawdziwego spotkania z Nowonarodzonym

-prawdziwej, Bożej radości i miłości

Asia Hadzik

w imieniu całej Ekipy DDASZ

12 urodziny DDASZ

27 listopada 2022 Dodaj komentarz

12 urodziny DDASZ.
Nawet nie wiem, kiedy to zleciało. Naprawdę.

1357 adoptowanych sióstr.
1554 adopcji.
Ponad 1490 to adopcje stałe.
Czyli 95,8% adopcji to adopcje stałe.
To naprawdę niesamowite!

Jeszcze naprawdę sporo sióstr czeka na modlitwę.

W ramach urodzin Dzieła chciałabym podziękować.
Dziękuję:
ekipie Dzieła za pomoc przy codziennym tworzeniu akcji
Tej aktualnej, ale również wszystkim, którzy przez te 12 lat włączali się w funkcjonowanie Dzieła
–księdzu Andrzejowi – opiekunowi za obecność i wspieranie akcji
moim bliskim, którzy są przy mnie – przede wszystkim mojemu Tacie, Partnerowi oraz przyjaciołom
Wam wszystkim, którzy włączyliście się w Dzieło przez modlitwę

Choć Dzieło funkcjonuje 12 lat – tak naprawdę nie napisałam jak to się wszystko zaczęło, jakie były początki DDASZ, ale to jest pisanina już na oddzielny post. Chcielibyście przeczytać?

Jeżeli w jakikolwiek sposób chcesz pomóc (reklamowanie Dzieła, pisanie artykułów itp.) – napisz do mnie maila – hadziczka@wp.pl

Zachęcam również do wsparcia zrzutki Dzieła – zbieramy na znaczki, materiały promocyjne, domenę itp.

Kategorie:ddasz, Podziękowania

Czas oczekiwania…

Wielu mówi ostatnio: „nastały trudne czasy”. Wojna, kryzys gospodarczy, wszechobecne podwyżki, niepewność w sprawach zdrowia, … można wyliczać bez końca. Tylko czy wyliczanie, skupianie na tym, co jest i z czym się zmagamy, przyniesie jakieś rozwiązanie, natychmiast? Czy w rzeczywistości to nasze biadolenie na wszystko, nie jest zawłaszczaniem naszego czasu, myśli, działania, ufności i odwagi? Zatrzymaliśmy się w miejscu i czasie. Ten czas często wyznaczamy za pomocą nowego tygodnia pracy, nowego odcinka ulubionego serialu, nowej serii programów rozrywkowych czy nowej gazetki promocyjnej, nowego katalogu kosmetyków. Nie zauważamy, że czas biegnie, a my ugrzęźliśmy omotani ciężarem życia codziennego i konsumpcją. Za dwa tygodnie staniemy znów przed rozpoczynającym się Adwentem. Wielu ponownie skojarzy ten czas w pierwszej kolejności z przygotowaniami do Świąt Bożego Narodzenia, z krzątaniem się, porządkami, zakupami, ozdobami i prezentami.

To wszystko jest potrzebne. Zgoda! Tak jak w domu, tak i w Twoim sercu i duszy.

Zanim zaczniesz wpadać ponownie w tę samą pułapkę czasu, weź głęboki oddech i spróbuj w tym roku zacząć porządki od swojej duszy, od prezentu dla siebie. Proponuję Ci spędzenie jedynie kilku chwil w ciągu dnia z Jezusem. Takie spotkanie przyjaciół, przed Świętami przez kilka tygodni. Zapytasz Go, czego tak naprawdę chce, byś przygotował(-a), nim przyjdzie w gościnę, w grudniu…

Błogosławieństwo dziewiąte…

7 października 2022 1 komentarz

Różaniec — wieniec róż dla Matki Bożej. Dziś przecież Jej wspomnienie. Może najważniejsze, bo wskazujące na Nią jako na Tę, która przyjęła ufnie zamysł Boga, biorąc na swoje słabe dziewczęce ramiona Jego wielki plan, jak Jezus, gdy przyjął krzyż upadków całego świata, by zwyciężyć śmierć.

Poprzez te małe paciorki przesuwane w naszych dłoniach, kontemplujemy w tajemnicach całe Ich ziemskie życie w odniesieniu do objawionego „Słowa Bożego”. Maryja staje się pośredniczką naszych próśb, dziękczynień, naszych błagań przed tronem Bożym.

Mówią: dobrze! ale to długa i monotonna modlitwa…

„Błogosławieni zabiegani, stojący w kolejkach i korkach, dojeżdżający środkami komunikacji miejskiej” Dlaczego? Bo mogą w każdej takiej chwili wypełniać swoje oczekiwanie kolejną dziesiątką różańca. Zamiast psioczyć, rzucać gromami, tracić nerwy i czas, można ten czas wykorzystać z nawiązką.

Nawet nie zauważysz, jak któregoś dnia, okaże się, że tych pięciu dziesiątek zabraknie i zaczniesz dokładać następne 😉

Zbiorowa odpowiedzialność

Ostatnimi czasy można zaobserwować, że pomimo zjawiska silnego i zdecydowanego promowania jednostki, zauważa się jednocześnie wzrost znaczenia czy raczej nadużywania tzw. odpowiedzialności zbiorowej w stosunku do grup społecznych czy religijnych. I tak mamy przełożenie w mowie narodowej na pedofilii w odniesieniu do kapłanów, dziwki w odniesieniu do kobiet, również sióstr zakonnych, fanatyków wśród wszystkich wierzących, złodziei w odniesieniu do polityków i pracodawców, nierobów w odniesieniu do pracowników, chuliganów i ćpunów wśród uczniów, przygłupich starców dających się manipulować Radiu Maryja czy marketingowcom albo „okradać na wnuczka” itd. Patrząc na ten przekrój można by rzec, całe nasze społeczeństwo jest moralnie do poprawki, jeśli nie do likwidacji. Bo przecież każdy gdzieś się odnajdzie, w jednej z tych grup. Więc jak to naprawdę jest z nami? Czy zbyt często nie ulegamy manipulacjom, nie wchodzimy bezwiednie ciągnięci za nos, w zachowania charakterystyczne dla psychologii tłumu?

To, że kogoś nie lubię, nie popieram, nie zgadzam się z jego punktem widzenia, nie upoważnia mnie jeszcze do wydawania o nim krzywdzącej opinii, osądu na resztę życia. Co chcę zyskać w ten sposób, przyklejając do niego nierzeczywisty obraz? Skrzywdzić drugiego człowieka, bo jest inny niż ja? Poprawić własne mniemanie o sobie? Dodać sobie kilka centymetrów wyższości nad innymi? Kiedyś oburzaliśmy się siedząc przed ekranem telewizora na oprawców niewolnicy Izaury, dziś staliśmy się sami oprawcami, niewolnikami własnych ograniczonych poglądów i haseł promowanych w telewizji i innych mediach. Staliśmy się często wytresowanymi agitatorami powtarzającymi bezwiednie ten sam schemat: to nie ja, to on, to oni wszyscy są winni, to czasy, epoka są winne, że taki jestem! Zapominamy chętnie, że to od nas zależy jacy jesteśmy, zrzucając przy tym wszystkie winy na wymyślone przeszkody.

Druga rzecz to generalizowanie. Ktoś coś przeskrobie, a my chętnie ukarzemy wszystkich podobnych. Po co wyciągać brudy tylko temu jednemu, można przecież dołożyć wszystkim, których nie lubię. Za jednym zamachem oburzyć się na resztę podobnych jemu, choćby z wyglądu, bez wysiłku zrównać całą społeczność, tak na wszelki wypadek. W ten sposób nie tylko uczymy niesprawiedliwości, ale i pogłębiamy jeszcze bezczelną pewność siebie u tych, którzy powinni znaleźć się na cenzurowanym. Skoro temu jednemu winnemu nic się nie stanie, nie poniesie konsekwencji, skoro wszyscy będą współwinni, to wina będzie lżejsza, bo rozleje się na wielu, również tych niewinnych. Rozmyje się i rozejdzie po kościach prowodyra. To nic, że ten czy tamten nie wytrzyma presji winy, bo w rzeczywistości jest niewinny, a że czasem załamie się i odbierze sobie życie; „bo widocznie jednak coś miał na sumieniu!” Brakuje nam konsekwencji w wyodrębnianiu i nazywaniu zła. Nauczyliśmy się jako społeczeństwo bagatelizować zło, wyszarzać, wybielać, mijać się z prawdą, oszukiwać dla zysku, lawirować, łgać, neutralizować, być mega tolerancyjnymi, a jednocześnie poprawnie neutralnymi, bo tak jest nam wygodnie. Może więc trzeba zastanowić się nam nad naszą nierozwagą w ocenianiu, począwszy od siebie? Czy próbą jest milczenie w grupie, by nie ulec manipulacjom? To trudny wybór, ale nie niemożliwy. Człowiek pokorny nie spieszy się z osądami, pozostawia je Bogu. Milczenie to nie tylko cierpliwość, ale sprawdzian dla mojej wiary; czy potrafię przyjąć prawdę o sobie? Bo być obsesyjnym cynikiem to nie to samo, co być altruistycznym katolikiem.

Czwarta góra

Jutro, 15 sierpnia będziemy obchodzić uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny, popularnie zwaną także Matki Boskiej Zielnej. Chcę przy tej okazji wspomnieć o innym miejscu na świecie, również związanym z Matką Bożą. Podobnie jak Jasna Góra i Klasztor OO. Paulinów tak i to miejsce związane jest z górą, wzniesieniem i opactwem.

Matka Boska Częstochowska,
Sanktuarium na Jasnej Górze w Częstochowie


Opactwo Matki Bożej w Montserrat – znajduje się w masywie górskim o tej samej nazwie. To benedyktyński klasztor męski, położony w Katalonii, 40 km na północny zachód od Barcelony. Jest znany z kultu figury Matki Boskiej o ciemnej twarzy, tzw. „Czarnulki” (es La Moreneta). Jest to jednocześnie miejsce, od którego św. Ignacy Loyola rozpoczął gruntowną zmianę swojego życia. Sam klasztor usytuowany jest na skale, na wysokości ok. 1000 m n.p.m. To drugie co do ważności, zaraz po Santiago de Compostela centrum pielgrzymkowe w Hiszpanii, a także ośrodek patriotyzmu i nacjonalizmu katalońskiego. Tak jak na Jasnej Górze spotyka się wielu pątników, którzy przybywają, by oddać pokłon „Czarnej Madonnie”, tak i do Montserrat przed oblicze Matki Boskiej o ciemnej twarzy, zdążają tłumy pielgrzymów. Jedni idą z dziękczynieniem za otrzymane łaski, inni, by o te łaski prosić Boga przez matczyne wstawiennictwo Maryi. Bo to wyjątkowe wstawiennictwo Matki już nie jednemu uratowało życie, to fizyczne i to duchowe.

Matka Boska o ciemnej twarzy,
Opactwo w Montserrat

Dla mnie punktem zwrotnym było spotkanie św. Ignacego z Loyoli na drodze życia. Oczywiście, że wcześniej były młodzieńcze bunty i zachwyty św. Franciszkiem z Asyżu, wyjazdy na Oazy w czasie lata, wzloty i upadki szalonej młodości, która ma swoje prawa, radości i smutki dnia codziennego w małżeństwie. Powierzenie się Maryi w Żywym różańcu i św. o. Pio, który uczył mnie modlitwy wstawienniczej. To wszystko odnalazłam w Kościele, przez kolejne lata życia. Wszystko, co najlepsze jednak zaczęło się w wieku dojrzałym, od Ćwiczeń duchownych. Ktoś, w dramatycznym duchowo momencie mojego życia, wśród zawirowań, ogromnych trudności, wspomniał o Rekolekcjach ignacjańskich, zasugerował, że byłyby pomocne dla mnie.

Ojciec Żmudziński SJ, podsumowując Rok św. Ignacego, założyciela Towarzystwa Jezusowego, tak powiedział o Ćwiczeniach duchownych:

„Uzdalniają one człowieka wierzącego do podejmowania wolnych, dojrzałych decyzji oraz są skutecznym narzędziem w odkrywaniu swojego powołania i miejsca w Kościele”


Myślę, że to prawda. Dlaczego? Bo po przejściu przez nie, przez kolejnych sześć lat, zauważyłam ważne zmiany w swoim życiu. Nauczyłam się odkrywać swoje powołanie, odnajdywać siebie nieznaną, ale prawdziwą w świetle miłości Chrystusa. Nauczyłam się podejmować wolne, odpowiedzialne decyzje. Poznałam wartość szczerego dialogu z drugim człowiekiem. To pociągnęło za sobą, z czasem, radykalne zmiany we wszystkich aspektach życia. Niby nic takiego. Zdarzyło się! A jednak! Nigdy wcześniej nie czułam się tak kochana, obdarowana i szczęśliwa, silna i odważna wobec problemów, jakie wciąż się w życiu pojawiają. One nie zniknęły, ale zmienił się mój sposób patrzenia, sposób odbioru rzeczy ważnych i nieistotnych.

Św. Ignacy uczył, że „Bóg potrzebuje ludzi angażujących się w zmianę świata”. Może warto więc w obecności Maryi postanowić od dziś, że zaangażuję się w te tak wyczekiwane i pożądane zmiany, zaczynając od siebie! Może nie zmienię świata wokół mnie od razu, może nie zatrzymam i nie uciszę toczących się konfliktów zbrojnych, nie nakarmię wszystkich głodnych, ale mogę powierzyć siebie Maryi i poprosić o Jej opiekę. Mogę zacząć jak św. Ignacy od czuwania przed Matką Bożą, od solidnego rachunku sumienia i spowiedzi. Mogę zaczerpnąć wzór od wojowniczego szlachcica i kochliwego rycerza, upartego Baska, by pójść jego drogą nawrócenia, którą opisał w Ćwiczeniach duchownych dla potomnych. Skoro jemu się udało zawojować świat z Jezusem, w trudnych czasach Inkwizycji, to może nie jest to tak nieosiągalne dla nas również…
Więcej o św. Ignacym z Loyoli, o jego drodze, zmaganiach, przygodach i nawróceniu można przeczytać sięgając po autobiografię pt: „Opowieść pielgrzyma”.

Trzy góry

(Galacjan 2:20)

W zeszłym tygodniu w Kościele obchodziliśmy święto Przemienienia Pańskiego. Zaprowadziło nas ono za Chrystusem, z Piotrem, Jakubem i Janem, na Górę Tabor. Po co to wszystko? By ich wzmocnić, pokrzepić, rozpalić tajemnicą Bóstwa przed Swoją śmiercią. Wzmocnić ich a z nimi, nas. W Ewangelii ta Góra prowadzi za chwilę na inną górę, na górę męki, cierpienia, opuszczenia i śmierci, na Golgotę.

W życiu potrzebujemy przeżyć wzniosłych i budujących entuzjazm, bo nasza droga życia zawsze, wcześniej czy później, również prowadzi przez naszą golgotę. Miłość zawsze staje w perspektywie krzyża, bo Miłość to rozdawanie, tracenie siebie, przeciwstawienie się własnemu „ego”. Kto nie traci, ten nie miłuje! To paradoks Ewangelii. Jeśli tak popatrzymy na krzyż, to jawi się on jako krzyż chwalebny, pełen ofiary z siebie. Tak właśnie powinien być odczytywany. Przecież stał się narzędziem Zmartwychwstania i odkupienia.

Czy jesteśmy zdolni do ofiary z siebie, do rozdawania siebie innym? Czy potrafię zaprzeć się siebie, by naśladować Jezusa? Uklęknąć u stóp krzyża i odrzucając własne „ego” wyznać przed nim, że jest moim Panem? Co mi przeszkadza? Jakich strat obawiam się najmocniej? Co mnie przywiązuje i uniemożliwia przejście z mojej góry własnego bóstwa na Górę śmierci Chrystusa? Czego nie potrafię oddać, w czym obumrzeć, by móc żyć dla Niego? Co jest moim wzniesieniem egocentryzmu i nie pozwala mi zejść do poziomu Miłości, by najpierw stracić, by potem zyskać?

Stracony czas…

Połowa lipca już za nami. Niektórzy będą mieć trochę dłuższe wakacje. Zaczęliśmy baczniej zwracać uwagę na pogodę. Jedni widzą w niej udany czy nieudany urlop, inni źródło niepokoju o zdrowie, o życie, jeszcze inni martwią się na zapas, o plony i zyski. A mnie przychodzi na myśl jej zmienność i nasz dystans zachowywany lub nie, do żywiołów. Jak łatwo tracimy zdrowy rozsądek a zyskujemy poczucie bezradności wobec przyrody, pogody i żywiołów. Ilu w czasie tych wakacji straci zdrowie i życie z własnej głupoty czy na skutek splotu nieszczęśliwych okoliczności? Wyjeżdżamy daleko w wymarzoną podróż: w góry, nad wodę, do innego kraju, zabierając ze sobą ciężki bagaż. Czy pakujemy też doń naszą wiarę, modlitwę, powinności, rozwagę i rozsądek? Jak często refleksja przychodzi po czasie, gdy się już coś wydarzy! Bo zostawiliśmy w domu wyjeżdżając na wakacje: Boga, Mszę świętą, naszą wiarę, Anioła stróża, naszych patronów, uważność, koncentrację, skupienie, robiąc sobie wolne od wszystkiego.

Uprzedmiotowiliśmy nasze duchowe wnętrze, ścieśniając do niepotrzebnego pudełka po zapałkach, które nigdzie już się w bagażu nie zmieściło! Co takiego ważniejszego skłania nas, że nagle codzienną modlitwę, Mszę świętą zamieniamy na dodatkową kąpiel w morzu czy wycieczkę w góry? Przecież na tę wycieczkę możemy zaprosić również Jezusa.

Modlitwa codzienna jest rozmową z Nim, dziękczynieniem za to, że nas darzy bliskością, opieką, otacza troską i miłością. Jest dzieleniem się z Nim również radością z wyjazdu, wspólnym odpoczynkiem, kontemplacją piękna otaczającej nas przyrody. Ta miłość musi być jednak odwzajemniona, by przynosiła owoce w postaci dialogu. Bo jeśli rozmawiamy z Nim tylko wtedy, gdy mamy interes do załatwienia, to raczej trzeba by mówić o naszym wyrachowaniu i prostactwie, a nie o miłości, jaką rzekomo deklarujemy. Wtedy często potrafimy nasze troski tak wyolbrzymiać i tyle o nich opowiadać, jakbyśmy chcieli Boga zagadać na śmierć. Zapominamy dać mu choćby sekundę w tym monologu, na Jego odpowiedź. Zamiast tego, żądając natychmiast(!) zmian, obrażamy się, że milczy! A kiedy niby miał zacząć mówić? Czy miał Swoje pięć minut?

Dzisiejsze słowo (Łk 10,38-42) zachęca nas do zatrzymania się i zasłuchania w Jego słowa. By przystanąć w pędzie życia i usiąść jak Maria u Jego stup. Posłuchać, zasłuchać się, potrwać chwilę w bezruchu, w ciszy, w milczeniu, by dać Bogu przestrzeń do rozmowy, by usłyszeć poruszenia własnego serca, usłyszeć Boga w sobie! To nie będzie stracony czas!

Bilans zysków i strat

Krzyż na Giewoncie.

Kończy się maj. Juto, rozpocznie czerwiec, miesiąc poświęcony Sercu Pana Jezusa.

Mija pół roku i może warto pokusić się o jakieś połowiczne podsumowanie…
Co przez te pół roku zdążyłam/-łem zrealizować ze swoich planów hucznie ogłaszanych w Sylwestra? Ile z nich odłożyłam/-łem do szuflady zapomnienia, już następnego dnia? Bo zapał wraz z fajerwerkami wypalił się po nocy sylwestrowej? Ile nawet nie drgnęło z miejsca?

A wystarczy tak niewiele – „chcieć”.

W życiu nie chodzi o życie marzeniami, a o ich spełnianie. Wtedy przynoszą zadowolenie i inicjują nasz rozwój. Maryja zechciała zostać Matką Boga i tak jak my, nie wiedziała zupełnie u początku drogi, ile będzie musiała przejść? Dziś wspominaliśmy początek tej drogi, pierwsze 150 km przez góry, które pokonała z radością i pośpiechem, idąc samotnie do krewnej Elżbiety. Ta droga zaprowadzi ją po 33 latach na inny szczyt, pomiędzy inne skały, by czuwać i oczekiwać Zmartwychwstania.

Warto więc wzorując się na Maryi chcieć, zdecydować się, zaufać Bogu, który zachęca. Pamiętać, że krzyż ma zawsze dwie strony: Śmierć i Zmartwychwstanie. My z reguły, uciekamy z pośpiechem, zauważając zaledwie tę pierwszą stronę. Krzyż kojarzy się nam jedynie z cierpieniem, bólem, śmiercią i tak go często odczytujemy zapominając, że dzięki Maryi i Jezusowi krzyż jest dla nas symbolem Zmartwychwstania, odkupienia i życia.

Z jaką łatwością przychodzi nam ufać obcym? Nagminnie dajemy się oszukiwać, okradać, manipulować sobą. Chętnie i bezmyślnie przystawiamy „łapki”, dajemy pozwolenia, stawiamy podpisy, nawet nie czytając tego, co wytłuszczono w druku. Wierzymy często na słowo ludziom, których zupełnie nie znamy. Dlaczego więc tak trudno przychodzi nam uwierzyć i zaufać Bogu, którego znamy i o którym wiemy, że nas nie skrzywdzi? Dlaczego boimy się dobra a chętnie przystajemy na zło w naszym życiu? Mylimy nagminnie te obie wartości, odczytując je zupełnie na opak… Dlaczego?

Żyjmy prawdziwie, realizujemy dobre, wartościowe marzenia, pokonując przeciwności z Jezusem i Maryją za rękę, idąc bez lęku po skalistych bezdrożach naszego życia. Do odważnych duchem i wiarą świat należy.

Kategorie:kryzys wiary, Maryja