Aby święcić!

Między naszymi atutami a słabościami zwykle zachodzi bezpośredni związek. Bardzo długo nie chciałam wykorzystywać swoich atutów, bo wtedy musiałabym zmierzyć się ze swoimi słabościami. Upłynęło wiele czasu, zanim zrozumiałam, że Bogu przydaje się i jedno i drugie. Jeszcze później uświadomiłam sobie, że czasem Bóg wybiera nas z powodu naszych słabych, a nie mocnych stron. Regina Brett, „Jesteś cudem”

Czy nie jest Wam znajomy fragment z listu do Koryntian o tym, żeby się chlubić z własnych słabości, z niedostatku i, że wszystko mogę w tym, który mnie umacnia? Dlaczego nasze słabości są takie ważne? Dlaczego każdy z nas je posiada?
Fakt ten jest o tyle budujący, że nasze słabości budują nasza osobę. Nie ma ludzi idealnych, z tym zgodzi się każdy, ale czyż właśnie ludzie posiadający mocne i słabe strony, zalety i wady nie są przypadkiem ludźmi idealnymi? Każdy z nas szuka dusz pokrewnych, czegoś co nas łączy. Często są to właśnie słabości albo kwestia ich zrozumienia i przyjęcia.

Po cóż ten wstęp? Tak jest z osobami konsekrowanymi. Ban Bóg przeznaczył te osoby na to, by żyły w pełnym złączeniu z Panem Bogiem. Jeszcze pełniej niż my możemy tego doświadczyć. To specjalne powołanie, które nie jest przeznaczone każdemu. Swoje talenty pomnażają dzięki hojności Pana Boga, wykorzystują je do codziennej służby, która niewątpliwie jest pracą. Tak wykonać swój obowiązek, aby później móc usiąść i stwierdzić, że zrobiłem to co do mnie należało oraz w pełni wykorzystując dane od Boga hojne „dary”.

Ściślejszy związek z owym powyższym wstępem znajdziemy we właściwym święcie, którym jest Ofiarowanie Pańskie. Tak właściwie określa się dzień 2 lutego, który jest pamiątką ofiarowania Pana Jezusa w świątyni jerozolimskiej. Wtedy to starzec Symeon nazywa Jezusa „światłem na oświecenie pogan i chwałę ludu Izraela”. Ten dzień jest obfity w symbolikę światła. Sami dobrze wiemy, że w ciemności nie jest łatwo znaleźć drogę, wejście bądź wyjście z jakiegoś pomieszczenia, trudno znaleźć potrzebny w danym momencie przedmiot. Tak samo jest również z kłamstwem i prawdą. Można je przyrównać do ciemności i jasności. Światło daje nam życie. Czym byłoby codzienne życie w ciemnościach. Owe Światło symeonowe jest Drogą i Prawdą i Życiem. Jest samym Jezusem Chrystusem. Tu rozgrywa się kluczowa rola dlaczego życie konsekrowane, dlaczego światło, dlaczego Jezus i po co było to ofiarowanie.

W Polsce owe święto ma charakter bardzo maryjny. Jest nazywane świętem Matki Boskiej Gromnicznej. Towarzyszy wiernym tego dnia obrzęd poświęcenia świec, a w słowach wypowiadanych przez kapłana jest prośba aby„ wszyscy, którzy zgromadzili się w tej świątyni z płonącymi świecami, mogli kiedyś oglądać blask chwały Chrystusa”. Kolejny znak blasku, światła i jak widać w ostateczności chwały. Dziś przypada także pierwsza sobota miesiąca, a skoro o Maryi mowa wyżej to kto jeszcze nie zdążył a ma okazję (komunia, różaniec i rozważanie tajemnic różańcowych)!

I na koniec piosenka: TUTAJ

Autor: Magdalena Ewertowska

Reklamy
Kategorie:Uncategorized

Da mihi animas…

W pieszyckiej kaplicy Sióstr Salezjanek widnieje napis Da mihi animas, caetera tolle – Daj mi duszę, resztę zabierz. Co znaczą te słowa? Kim jest Święty, który założył Rodzinę Salezjańską zrzeszającą blisko pół miliarda ludzi na świecie? Św. Jan Bosko – kapłan, wychowawca, pracownik, mistyk, święty. Ks. Bosko jest świętym, który na każdym kroku, w każdym momencie swojego życia uświadamia nas, że świętość jest dla każdego, że przepis na świętość jest prosty. Mawiał, że aby młodzież nas kochała, kochajmy to, co kocha młodzież   dziś, gdyby ks. Bosko żył pośród nas zapewne miałby facebooka, instagrama, wiedział jak obsługuje się najnowszego iphone’a i znał wszystkie nowości na listach przebojów eski i nie tylko. Dlaczego? Bo kochał młodych i chciał zdobywać ich serca dla Chrystusa przez serce Maryi Wspomożycielki Wiernych, której nie odstępował na krok. Oratoria salezjańskie, szkoły, placówki wychowawcze, Biuletyn Salezjański, misje,czas poświęcony dzieciom i młodzieży, czyli wszystkie dzieła ks. Bosko, są kontynuowane do dziś w każdym domu salezjańskim. Od lat Salezjanie i Salezjanki każdego dnia poświęcają swoje życie dla dobra dzieci i młodzieży, każdego dnia spotykają się z wieloma trudnościami związanymi z wychowaniem nowego pokolenia, każdego dnia wychodzą młodym na przeciw, ponieważ kontynuują myśl św. Jana Bosko, by młodych prowadzić do świętości i pomagać im w każdym wymiarze. Zawierzając Wspomożycielce każdy swój krok ks. Bosko mówił do młodych – Zaufajcie Maryi, a zobaczycie czym są cuda. Tego nam dziś trzeba, prostoty w przeżywaniu wiary i bezgranicznej ufności do Matki Bożej, która chce otaczać nas swoim płaszczem. Być radosnym, dobrze czynić i pozwolić ptakom ćwierkać – oto najlepsza filozofia.
Kategorie:Uncategorized

Absolutny Gigant!

kol. Mikołaj Kaczmarek

8 stycznia obchodziliśmy 125 urodziny św. Maksymiliana Marii Kolbe. To był niewątpliwie gigant umysłu, gigant przebojowości, ale przede wszystkim gigant wiary.

Znany jest nam przede wszystkim jako franciszkanin konwentualny, z długą brodą, który zginął w obozie w Auschwitz, w sierpniu 1941 roku. Ale jak zginął? Jakie było Jego życie wcześniej? Czy znany jest z czegoś jeszcze? TAK! Św. Maksymilian założył Rycerza Niepokalanej, najbardziej znane do dziś pismo o tematyce religijnej, stworzył Niepokalanów – największy klasztor męski na świecie (700 zakonników), z jedyną na świecie strażą pożarną składającą się z zakonników. Stworzył kopię Niepokalanowa i Rycerza Niepokalanej w Japonii. Chciał założyć własne radio i pragnął, by Rycerz Niepokalanej był znany na całym świecie, więc marzył (a w zasadzie chciał) by stworzyć własny pojazd kosmiczny.

Św. Maksymilian… oddał swoje życie za Franciszka Gajowniczka, który wspominał niebywałą rozmowę Maksymiliana z żołnierzem niemieckim, który słuchał Świętego i prowadził z Nim dialog – co się wcześniej nie zdarzało.

W bunkrze znajdował się o. Kolbe do naga rozebrany i czekał na śmierć głodową. Zaduch był straszny, posadzka cementowa, tylko wiadro na potrzeby naturalne. Ojciec Kolbe nigdy nie narzekał. Głośno się modlił tak, że i jego współtowarzysze mogli go słyszeć i razem z nim się modlić. Z celi, w której znajdowali się ci biedacy, słyszano codziennie głośne odprawianie modlitw, różańca i śpiewy, do których przyłączali się też więźniowie z sąsiednich cel.  

Dlaczego o takiej śmierci, w czasie trwania okresu Bożego Narodzenia? Na ziemię zstąpiła Miłość, Słowo stało się Ciałem i „wywróciło” cały nasz świat. Maksymilian mówił, że tylko Miłość jest twórcza.

Kategorie:Uncategorized

Czy w Twoim sercu narodził się Jezus?

25 grudnia 2018 Dodaj komentarz

5224332969_0fd6063db6_z

Na początku było Słowo, a Słowo było u Boga, i Bogiem było Słowo. Ono było na początku u Boga. Wszystko przez Nie się stało, a bez Niego nic się nie stało, co się stało. W Nim było życie, a życie było światłością ludzi, a światłość w ciemności świeci i ciemność jej nie ogarnęła. Pojawił się człowiek posłany przez Boga, Jan mu było na imię. Przyszedł on na świadectwo, aby zaświadczyć o Światłości, by wszyscy uwierzyli przez niego. Nie był on światłością, lecz posłanym, aby zaświadczyć o Światłości. Była Światłość prawdziwa, która oświeca każdego człowieka, gdy na świat przychodzi. Na świecie było Słowo, a świat stał się przez Nie, lecz świat Go nie poznał. Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli. Wszystkim tym jednak, którzy Je przyjęli, dało moc, aby się stali dziećmi Bożymi, tym, którzy wierzą w imię Jego, którzy ani z krwi, ani z żądzy ciała, ani z woli męża, ale z Boga się narodzili. Słowo stało się ciałem i zamieszkało między nami. I oglądaliśmy Jego chwałę, chwałę, jaką Jednorodzony otrzymuje od Ojca, pełen łaski i prawdy. Jan daje o Nim świadectwo i głośno woła w słowach: „Ten był, o którym powiedziałem: Ten, który po mnie idzie, przewyższył mnie godnością, gdyż był wcześniej ode mnie”. Z Jego pełności wszyscyśmy otrzymali łaskę po łasce. Podczas gdy Prawo zostało nadane przez Mojżesza, łaska i prawda przyszły przez Jezusa Chrystusa. Boga nikt nigdy nie widział. Jednorodzony Bóg, który jest w łonie Ojca, o Nim pouczył. J 1,1-18

Dziś dzień Bożego Narodzenia. Minęło 24 dni adwentu i kilka tygodni wszędobylskiej, przesłodzonej, świątecznej komercji. Po wczorajszej wigilijnej kolacji w domach pachnie smażonym karpiem, w salonach stoi święcąca się choinka, stoły uginają się pod ogromem przygotowanego jedzenia, wszyscy odświętnie ubrani wręczają sobie prezenty. Niby miło, niby wszyscy czekają na Święta, niby wszyscy się cieszą. Jeden przed drugim zaczyna się popisywać, a w tym wszystkim zaczną się rodzinne przytyki, kłótnie o to kto daje miód do kutii, a kto nie, o to kto przytył, kto schudł i kto jak się ubrał. W wielu domach leje się alkohol, w tle leci telewizja lub radio i podkręca atmosferę. Kłótnie wchodzą na kolejny poziom – zaczyna się tematy w klimacie polityki, pieniędzy, lepszego wychowywania dzieci, porażek wychowawczych. Pada wiele słów, bardzo często bolesnych i bardzo często nawet w życzeniach typu: zrzuciłabyś tego brzucha.

Ale czy w tym wszystkim czegoś nie zabrało? Zabrakło. Jezusa.

Jezusa, który jako Słowo zszedł na Ziemię do ludzi. Jezusa, który jest Miłością. W naszych świątecznych spotkaniach najczęściej brakuje właśnie Najważniejszego Gościa. Narodził się 2000 lat temu w betlejemskim żłobie, ale czy tak naprawdę urodził się w naszych sercach? Gdyby się urodził, nie było by zwad i kłótni, a w naszych spojrzeniach i relacjach byłaby miłość, życzliwość, dobro, bo On przecież jest Miłością.

A czy w Tobie narodziła się Maleńka Miłość?

Czy może jesteś jedynym z tych, do których
Słowo Przyszło do swojej własności, a swoi Go nie przyjęli?

Co dominuje w Twoich relacjach?

Wierzysz Bogu?

Wierzysz w Boga? – Oczywiście.

A wierzysz Bogu? – hmmm…

Przychodzi taki czas w dojrzewaniu w swojej wierze, gdy zadajemy sobie pytanie jaki ten Pan Bóg jest? Czy jest taki, jak przekazywano nam na katechezie, w Kościele, na różnych spotkaniach? Czyli jaki? Dobry, miłosierny, zawsze wysłuchujący. Często można odnieść wrażenie, że Pana Boga się NAUCZYLIŚMY, a nie POZNALIŚMY. W Piśmie Świętym każda historia opowiada o spotkaniu z Bogiem, z Bogiem żywym. To ten żywy Bóg wskrzesił córkę Jaira,wskrzesił Łazarza, przemienił wodę w wino, oślepił Szawła, który Go prześladował. Dlaczego tak często nie ufamy Bogu, skoro Jego SŁOWO STAŁO SIĘ CIAŁEM. Nie są to tylko słowa znane nam z Ewangelii, czy z kolęd, które już za chwilę będziemy śpiewać. Ale są to słowa, które Bóg kierował do ludzi przez proroków – zapowiedział przyjście swojego Syna.

W czasie adwentowym pochylmy się także nad Mędrcami, którzy przybyli ze Wschodu. W Ewangelii czytamy, że gdy stanęli przez Chrystusem uradowali się, bo spotkali Tego, na którego wszyscy czekali. Spotkali Boga żywego.Największego z największych, a jednocześnie najbardziej ubogiego z ubogich. Tak często nasze wyobrażenie o Bogu przysłania nam Jego obecność w naszej codzienności. Mędrcy także mogli wyobrażać sobie pałac, w którym narodził się Chrystus, a Król królów leżał w żłobie. Chrystus jest wśród nas codziennie. Nie tylko w kościele, ale także w ludziach, których tak często omijamy. Święta Matka Teresa z Kalkuty mówiła, że zawsze kiedy milkniesz, by wysłuchać, jest Boże Narodzenie (…)  Zawsze, ilekroć pozwolisz, by Bóg pokochał innych przez ciebie, jest Boże Narodzenie. Świat dziś potrzebuje naszego świadectwa, więc bądźmy takim lustrem dla świata, w którym przez nas może działać Bóg. Całe niebo jest pełne Świętych, którzy Bogu ufali, bo wiedzieli, że tylko z Nim i dla Niego warto żyć. Oni w swoich sercach poczuli pragnienie nie tylko słuchania Boga, ale poznania Go, a Boga poznaje się w modlitwie.

Prawdziwie pisał Adam Mickiewicz: Wierzysz, że Bóg narodził się w betlejemskim żłobie, lecz czy narodził się w Tobie?  Zmieniajmy świat codziennie, zaczynając od nas samych, by zawsze było Boże Narodzenie.  

Najdoskonalszy Owoc życia Maryi

3 grudnia 2018 Dodaj komentarz

Hail_Mary_Polish_DC

Niemalże każdego dnia odmawiamy modlitwę „Zdrowaś Maryjo”. Znamy ją od dziecka. Jakże piękna jest treść tej modlitwy. Czas jaki obecnie przeżywamy zaprasza nas do jej pogłębienia. Zatrzymajmy się na moment na fragmencie pozdrowienia anielskiego. Tak często wypowiadamy te słowa: „… błogosławiony owoc żywota Twojego Jezus…”. Nie ma wątpliwości, że najpiękniejszym, najdoskonalszym i najwspanialszym owocem życia Maryi jest Jej Jedyny Syn. Każde poczęte dziecko jest cudem, jest pięknym owocem miłości małżonków. Jezus jest darem Boga, ale i owocem życia Maryi. To jej wsłuchanie się w Boży głos, Jej posłuszeństwo, Jej gotowość i zgoda na wolę Bożą doprowadziła do wydania na świat takiego Owocu. Trzeba nam jednak zwrócić uwagę na jeszcze jeden szczegół. Kiedy Wysłannik przychodzi do Maryi, by oznajmić wolę Boga, Maryja ostatecznie odpowiada: „Oto Ja Służebnica Pańska”. Służba jest owocem miłości a w życiu Maryi ten owoc przyniósł kolejny – Jezusa. Owoc jest symbolem dojrzałości. Tylko dojrzały owoc dobrze smakuje. Maryja niewątpliwie była dojrzała w swoich decyzjach, ale i w postawie służby. Jezus – błogosławiony owoc Jej żywota – jest dla każdego człowieka najpiękniejszym darem jaki możemy otrzymać. Odmawiając modlitwę „Zdrowaś Maryjo”, adorując i kontemplując Boże Dziecię pomyślmy o owocach naszego życia. Sam Jezus mówił, że „po owocach ich poznacie” (por. Mt 7,20). Nas także poznają po owocach. Warto więc w tym czasie zwrócić uwagę na swoją codzienność. Czy jest ona czasem owocowania dobra w życiu moim, moich bliskich i tych wszystkich, których spotykam. Dojrzały chrześcijanin to ten, który niesie Jezusa w swoje środowisko. Niesie Go słowem, dobrymi czynami, uśmiechem, podarowanym czasem. To takie proste gesty a jakże ważne w dzisiejszym świecie. Czasem ma się wrażenie, że trudno spotkać szczęśliwego, uśmiechniętego człowieka. Każdy ma przecież swoje problemy, troski i kłopoty. I tak jest, ale przecież to nie cała nasza rzeczywistość. Mamy w Kościele wszystkie potrzebne środki do tego, by być szczęśliwym i przynosić dobre owoce w życiu. Napełnieni w sakramentach Bożą łaską możemy nią promieniować na innych. To jest nasz dar, owoc naszego życia w zjednoczeniu z Bogiem. Także my, na wzór Maryi, możemy przynosić w życiu błogosławione owoce – owoce miłości Boga i bliźniego. Nie ma w życiu nic piękniejszego. Spróbujmy więc w tych dniach szczególniejszą uwagę zwrócić na to, co sami otrzymujemy i na to, czym możemy podzielić się z innymi, by ich życie uczynić choć trochę lepszym, choć trochę piękniejszym a może i spokojniejszym…. Może jest wokół nas ktoś, kogo warto w odwiedzić, do kogo trzeba by zadzwonić czy napisać. Może ktoś czeka na moje dobre słowo lub gest. Otwórzmy szeroko oczy i serca a na pewno zauważymy kogoś, kto z utęsknieniem czeka na piękny owoc naszego życia.

s.M. Damiana Szmidt

Kategorie:refleksje

8 urodziny Dzieła, czyli 8 lat zaufania…

27 listopada 2018 Dodaj komentarz

8 lat

8 lat.

8 lat mojego życia, czyli jego 32%.
Setki, o ile nie już nie tysiące godzin włożonych w Dzieło.
Mnóstwo zarwanych nocy na dopieszczanie DDASZa.
Całe tysiące odebranych i wysłanych e-maili.
Setki poznanych ludzi – zarówno osobiście, jak i wirtualnie.
Tysiące słów – w większości bardzo życzliwych, ale zdarzały się również także te mniej miłe.
I całe morze Radości, satysfakcji i doświadczania Boga.
A przede wszystkim mnóstwo zaufania Jemu.

Bo to JEGO Dzieło.

Ponad 530 tysięcy wejść.
Prawie 1400 adopcji.
Ponad 100 sióstr czekających na modlitwę.
Na mnie robi to ogromne wrażenie.
Jednak największe wrażenie robi czas trwania Dzieła.
I tego, że On wybrał mnie na swoje narzędzie.

Wtedy… 8 lat temu…
Miałam 17 lat. Mieszkałam w internacie i uczyłam się u Urszulanek, jednak niezmiernie zafascynowana byłam Elżbietankami. To właśnie u nich spędziłam pewien listopadowy weekend na dniach skupienia i podczas pewnej rozmowy padł temat modlitwy za zakonnice. Pomyślałam sobie, że da się zrobić. Przez 2 tygodnie biłam się z myślami. A tak naprawdę to była Jego walka we mnie z Szatanem. I z moich strachem. Podjęcie wtedy tej decyzji było dla mnie sporym aktem zaufania. I do dziś Dzieło uczy mnie ufności.

Przez te 8 lat w moim życiu naprawdę sporo się zmieniło.
Poznałam mnóstwo ludzi.
Doświadczyłam wielu pięknych relacji.
Skończyłam liceum, byłam na jednych (inżynierskich) studiach, które rzuciłam.
Zaczęłam pracować i studiować zaocznie.
Ze zbuntowanej nastolatki zmieniłam się w kobietę, która nadal łamie schematy, chociażby swoimi czerwonymi włosami.
Dużo się zmieniło w moim przeżywaniu wiary.
Dużo zmieniło się w relacji z Nim, łącznie z całym mnóstwem wątpliwości przeplatanymi chęciami wstąpienia do klasztoru. Uprzedzając pytania – nie jestem w klasztorze i nie zamierzam;)

Zmieniłam się także zewnętrznie.
Ale to pokażą zdjęcia – jedno z 2009 (rok przed powstaniem Dzieła) i aktualne

9 lat

Po tych 8 latach już standardowo czas na podziękowaniu.

Dziękuję:

-wciąż, nieustannie i przede wszystkim Bogu.
Bo to On wszystko trzyma w ryzach i wszystkiego pilnuje.
Bo to Jego Dzieło.
ks. Andrzejowi – opiekunowi Dzieła,
który bywa także naszym merytorycznym wsparciem
Ekipie – Magdzie i Kamili,
za nieocenioną pomoc
-za bliskie mi osoby, które cały czas są obok i mnie wspierają i chociażby potrafią dobudzić po ciężkiej nocy przed komputerem, wysłuchują mojego gadania o dziełowych sprawach i potrafią doradzić. Przede wszystkim moim Rodzicom, którzy są od początku istnienia Dzieła i bardzo mnie w nim wspierają. Moim Przyjaciołom i Partnerowi, za to, że po prostu są i rozumieją moje działanie.
Wam – adoptującym, adoptowanym, kibicującym

Pamiętam o Was w modlitwie i proszę Was o to samo, o modlitwę za mnie, za całą Ekipę oraz za całe Dzieło.

 

A jeżeli chcesz pomóc Dziełu i dołączyć do Ekipy – zapraszam TU.

Kategorie:ddasz, Podziękowania