XXII Niedziela Zwykła

Weźcie moje jarzmo na siebie i uczcie się ode Mnie,
bo jestem cichy i pokorny sercem. ”(Mt 11,29ab)

dr3czb

Weźcie, uczcie się. Owe polecenia daje nam Pan Jezus w jutrzejszej Liturgii Słowa. Nie od kogo innego mamy się uczyć się od samego Boga, który jest:

  • cichy- a to nie znaczy, że nic nie mówi, że jego życie jest milczeniem. Owszem, wiele w jego trwaniu przy Ojcu było milczenia, nawet napisane jest, że szedł na zabicie jak owca nie ma, jako milczący Baranek. Jednak bycie cichym, nie oznacza milczenia. Oznacza trwanie w cichości serca, ku Bożym sprawom. Tak jak Maryja, która „(…) zachowywała wszystkie te sprawy w swoim sercu”

  • pokorny- tak często się mówi, ze komuś brak pokory, ze się wywyższa. Bycie pokornym to uniżenie ale nie zgnębienie czy trwanie w ucisku. Uniżenie, które pięknie jest ujęte w hymnie Magnificat „[Pan] strącił władców z tronu a wywyższył pokornych”. Pokorny czyli ufający. Trwający w wielkiej łasce, którą daje Pan Bóg. Pokora to także przyznanie się do własnych słabości „Domine, non sum dignus, ut intres sub tectum meum: sed tanto dic verbo, et sanabitur anima mea”

Pozbyć się pychy i uniżyć się przed Panem Niebieskim możemy szczególnie podczas Mszy Świętej. Cisza, którą tak trudno odnaleźć a tak łatwo zgubić. To ona kształtuje Twoje wnętrze. Przypatrz się nieskończonemu Majestatowi chwały Jezusa, który uniżył się na krzyżu i został na nim wywyższony. O ileż owa tajemnica Ciała i Krwi naszego Pana jest czymś wielkim, pięknym i nieskończonym o tyleż śmierć każdego grzesznika jest wołaniem o ulitowanie się nad nim. Jeszcze nie jest za późno aby wziąć na siebie jarzmo i nieść krzyż każdego dnia, z coraz większym trudem.

„Nie bój się, wierz tylko!” Mk 5, 36b

12115693_848981981881941_8240644254055933485_n.jpgCo sprawia, że się boję? Co sprawia, ze tracę wiarę, nadzieję, być może nawet i miłość? W czym pokładamy tak na prawdę nadzieję i kto jest naszym największym Panem i Zbawicielem?

Wiara, choć pierwsza z trzech cnót, jest chyba najtrudniejszą do utrzymania ale przede wszystkim najtrudniejszą kwestią, której mamy się trzymać my, katolicy. Wiara. Łącząca się z nią bojaźń Boża jako jeden z siedmiu darów Ducha Świętego. Wszelkie komponenty naszej wiary się uzupełniają, zasklepiają niczym koła zębate w zegarku. Czas. Wiara wymaga poświęcenia Panu Bogu wiele czasu. Nie tylko na modlitwę i Mszę Świętą, ale i podczas zwykłych codziennych czynności domowych, zawodowych czy szkolnych. Tak łatwo jest zapomnieć o Panu Bogu. Tak łatwo odłożyć Go na półkę pełną kurzu.

Dlaczego taki wstęp? Otóż nasz strach wypływa z braku wiary. Wiele razy w Piśmie Świętym słyszymy, czytamy słowa „ZAUFAJ”. Czu ufam Panu Bogu? Tekst powstaje w kolejnym ciężkim dla mnie momencie życia, chociaż nie jest on tak ciężki jakby niektórym mógł się wydawać. Jednak ja znów zmagam się ze swoimi słabościami.

Owszem ufam ale na raty. Raz je spłacam, mówiąc <<Panie, jestem Twoja, czyń ze mną co chcesz, uczyń mnie Twoim narzędziem działania>>, a znów innym razem <<Nie masz racji Panie, nie Twoja wola ale moja niech się stanie, nie ma Cię obok mnie gdy tego potrzebuję>>. Pan Bóg nie jest Bogiem na raty. On jest Bogiem 24/7 i przez 12 miesięcy w roku. Jest codziennie i codziennie wypowiadaj słowa <<JEZU UFAM TOBIE>>.

A w Piśmie Świętym powiedziano „Nie bój się, wierz tylko!” albo „Będę się chlubić ze swoich słabości (…) Wszystko mogę w tym, który mnie umacnia”.

Boję się, bo za bardzo pokładam nadzieję, mam wiarę i miłość… do siebie! Egoizm. Choć w wielu przypadkach jest, wbrew pozorom, dobry. Lecz równie w wielu- tragiczną w skutkach. Pokładając nadzieję w sobie, zapominam o Panu Bogu, tym samym tracę wiarę i miłość, bo kocham siebie twierdząc, że ta miłość mi wystarczy.

Czy i Ty tak masz , przyjacielu?

Jeżeli odpowiedź jest twierdząca- odmawiamy Koronkę do Miłosierdzia Bożego prosząc, o miłosierdzie nad nami. Jeżeli przecząca- Koronka za ludzi, którzy są przepełnieni egoizmem, pychą, którym brakuje wiary, nadziei i miłości do Jedynego Pana i Zbawiciela.

 

 

 

 

Co dał mi wyjazd na ŚDM Kraków 2016?

18 Sierpień 2016 Dodaj komentarz
DSC_1453 kopia

Czuwanie na Brzegach

DSC_1395 kopia

Asia – wolonatriusz

Światowe Dni Młodzieży Kraków 2016 już za nami. Emocje opadają jak po bitwie kurz. Kiedy powiedziałam, że chcę jechać na ŚDM – rodzina i znajomi odradzali… Bo terroryści, bo bombę podłożą, bo zamach będzie. A do tego jeszcze media podkręcały atmosferę… Jeszcze nie bardzo z kim miałabym jechać. Z mojej parafii – większość sporo młodszych ode mnie i dziwnie wśród nich się czułam. Chłopak, z którym byłam w związku wtedy gdy po raz pierwszy pojawiła mi się myśl o wyjeździe stwierdził, że nie pojedzie, bo terroryści, a poza tym rodzice go nie puszczą (pomijając fakt, że chłopak 25 lat). Gdzieś w tamtym czasie zgadałam się z niepełnosprawną koleżanką (dziewczyna na wózku), że pojechałabym, ale nie mam z kim, a ona akurat szukała opiekuna… I tak zaczęła się nasza ŚDMowa przygoda. Znalazłyśmy Stowarzyszenie, które organizowało wyjazd na ŚDM dla niepełnosprawnych, załatwiłyśmy nocleg, pociąg i w drogę. Dwie kobiety, jedna chodząca, druga na wózku. Dwa plecaki ze stelażem, dwa razy bagaż podręczny i w drogę. Bałam się, nie powiem. Choć z J. znamy się już prawie 10 lat i niejednokrotnie jej pomagałam – to był nasz pierwszy tak długi wyjazd ze wszystkimi urokami – braniem prysznica, podróżą pociągiem i nocnymi wypadami do toalety. Bałam się czy dam sobie radę, zwłaszcza, że sama mam problemy ze stawami (reumatoidalne zapalenie stawów), które przed wyjazdem jakoś mocno się odzywały. Zwłaszcza w nadgarstkach, które były mi tak potrzebne, chociażby do prowadzenia wózka. Bałam się czy nie zrobię krzywdy J., czy zrobię wszystko tak jak trzeba… Ale dałyśmy radę. Jak dotarłyśmy w poniedziałek (25.07) do Krakowa i przeżyłyśmy podróż tramwajem z naszymi 2 wielkimi plecakami ze stelażem nie robiąc ani sobie ani nikomu innemu krzywdy – stwierdziłyśmy, że damy sobie radę już ze wszystkim… Bo On nad tym wszystkim czuwa… Podczas tego wyjazdu bardzo sobie uświadomiłam, że On pilnuje wszystkiego, że naprawdę wszystkim się troszczy… Nie było terrorystów, ataków bombowych… Podczas całonocnego czuwania na Brzegach nie złapał nas deszcz…

DSC_1414 kopia

Papież Franciszek tak blisko❤

Co dał mi wyjazd na Światowe Dni Młodzieży?

-Przede wszystkim przekonałam się, że On jest wielki i miłosierny i nad wszystkim czuwa.

-Przekonałam się, że narodowość, płeć, wiek czy język, w jakim się mówi – nie stanowi bariery w porozumiewaniu się. Tam, gdzie Miłość – tam można się porozumieć. Tam nie ma Wieży Babel.

-Inne, nowe spojrzenie na niepełnosprawnych.

-Znalazłam swoje miejsce w Kościele – pomoc niepełnosprawnym.

-Poznałam wielu, wspaniałych ludzi – mnóstwo wolontariuszy ze Stowarzyszenia, innych pielgrzymów, w tym także tych niepełnosprawnych… Włocha na wózku, z którym koślawo próbowałam się dogadać, ale jakaś nić porozumienia między nami powstała. Dwóch chłopaków z Togo. Grupkę z USA… Portugalczyków, którzy później podpisali mi plecak…

-Zapomniałam ze sobą słuchawek (były potrzebne do słuchania tłumaczeń), a mój język włoski (Papież mówił głównie po włosku) jest na dość… niskim poziome. (Z angielskim radzę sobie o wiele lepiej, a nad włoskim wypadało by jeszcze popracować). Ale parę zdań zrozumiałam, nauczyłam się kilku nowych zwrotów… Podszkolenie języka gwarantowane.

-Wiele radości i pokoju w sercu, ale wiecie, tej Bożej.

-To co zrozumiałam z tego co Papież mówił po włosku – wyjątkowo głęboko zostanie w moim sercu.

-Spotkanie wolontariuszy z Papieżem. Idąc na nie – zmokłam straszliwie.. Ale warto było, naprawdę warto było. Franciszek tak blisko, koncert, tłum wolontariuszy z całego świata, spotkania z dawno niewidzianymi ludźmi…

-Pragnienie w sercu, żeby za 3 lata pojechać do Panamy. Nieważne, że daleko, nieważne, że bilet w jedną stronę kosztuje kilka tysięcy złotych. Ale pojechać, poznać kolejnych ludzi…

 

DSC_1454 kopia

Spotkanie wolontariuszy z Papieżem.

Media aż huczały od informacji na temat rzekomo planowanego terrorystycznego zamachu bombowego. Jasne, była taka szansa, ale na dobrą sprawę mieszkając we Wrocławiu równie dobrze może mnie przyatakować terrorysta – wystarczy, że pójdę na Juwenalia, Jarmark Świętojański czy cokolwiek innego, co skupia ludzi. Ale wiecie co mnie bardzo zaskoczyło, ale tak pozytywnie? Że tam w Krakowie, podczas tych dni od ludzi nie pałała nienawiść, tylko miłość, radość i życzliwych. Jedni drugich pozdrawiali, błogosławili, przytulali, użyczali wody czy kawałka koca. Ludzie śpiewali, rozmawiali ze sobą z radością i życzliwością w oczach. Jasne, na pewno była część ludzi, którzy przyjechali na ŚDM nie z racji wiary, a bardziej w celach towarzysko – rozrywkowo – turystycznych, ale to co tam widziałam i zaobserwowałam było dalekie od nienawiści i chęci pomordowania niewiernych. Z tego co widziałam, ludziom zależało o wiele bardziej na uwielbianiu Boga i zawieraniu przyjaźni. Czy tak nie może być na co dzień?

Wiecie co? Miałam takie chwile podczas Dni, kiedy miałam wszystkiego serdecznie dość. Kiedy byłam niewyspana, kiedy wszystko mnie bolało, kiedy nieraz nie miałam nawet chwili, żeby w spokoju skorzystać z toalety, wziąć prysznic czy cokolwiek zjeść. Wtedy wystarczyła radość na twarzach i w oczach podopiecznych, wystarczyło jedno zdanie czy jedna pieśń, żeby stwierdzić, że warto było.

Panie, chwała Ci i dzięki za te Dni!

 

 

Post ukazał się także na moim blogu Bo ja lubię kawę i książki.

Kategorie:Uncategorized

Czy zapominamy?

16 Sierpień 2016 Dodaj komentarz

Przyznajcie się – czasem też tak macie? Zapominacie o najważniejszych rzeczach, a o błahych nawet we śnie myślicie? Ja tak mam, ale do jakiegoś stopnia (i walczę z tym, w końcu nie mam zamiaru zapomnieć kiedyś o Tym Najważniejszym). Czasem już tak jest, nasza pamięć płata nam figle.

Ale czy zdolni jesteśmy zapomnieć o naszej Mamie?

Artykuł miał ukazać się wczoraj, niestety – nie każdy uważa ten dzień za ważny i godny odpoczynku. Moi pracodawcy wyszli z założenia, że pracować ktoś musi, więc nawet w Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny pojawiłam się w pracy. I żeby jeszcze był spokój, w końcu kto tego dnia chciałby cokolwiek kupować? Otóż bardzo zasmucił mnie fakt, że ludzi w sklepie było mnóstwo. Czasem był przestój, jednak co chwila drzwi się otwierały i do środka wchodził klient. Na około siedemdziesięciu ludzi tylko jedna pani przeprosiła i powiedziała, że w taki dzień to aż wstyd iść do sklepu.

Według mnie – tak, to wstyd.

Ale jeszcze większym wstydem jest zapomnieć o uroczystości związanej z naszą Mamą. Przyszedł do sklepu mój znajomy. Rozmawiamy, wypytujemy się jak się mamy i tak dalej. Mniej więcej tak wyglądała rozmowa.

Ja: U mnie wszystko dobrze, tylko wolałabym mieć dzisiaj wolne. W końcu święto…

Kolega: No tak, ktoś mi mówił. Dzisiaj jest Wojska Polskiego?

Ja: (cisza i konsternacja) Też. Ale wolne jest, ponieważ dzisiaj jest Uroczystość Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny.

Kolega: No dobra, ale przez to wojsko też chyba. Widziałem dzisiaj jak jechali. A chciałem sobie załatwić coś w urzędzie, przychodzę, a tu zamknięte. Do sklepu chciałem iść, zamknięte. Chociaż dobrze, że tu otwarte.

Konkluzja moja była taka: skoro nawet w niedzielę sklepy są otwarte, to dlaczego ludzie odmawiają nam tych kilku dni wolnych w tygodniu? Nikt nie buntuje się kiedy wszystko jest pozamykane 1 i 3 maja. Ale kiedy sklepy zamykają swoje drzwi 15 sierpnia, wszyscy są przerażeni i nie wiedzą co ze sobą zrobić.

Dlaczego? Czy już zapominamy że Bóg też potrzebował jednego dnia wolnego? Dlaczego wszyscy zapominają, że my, ludzie, też musimy odpoczywać?

Maryja całe życia pracowała. Podejrzewam że bycie Matką Jezusa było najcięższą pracą, a punkt kulminacyjny był pod krzyżem. Jednak i Ona zaznała spokoju i odpoczęła. W końcu „uciekła” do swojego Syna😉 (patrz: obrazek).

Pamiętajcie o tym, by odpoczywać. I dać innym odpocząć. Chociażby takiego pięknego dnia 15 sierpnia.

Ave!

Kocham Cię… cały czas!

13 Sierpień 2016 Dodaj komentarz

Kiedy przychodzimy do świątyni stajemy przed Bogiem a w sercu wypowiadamy modlitwę. Każdy dziękuje, przeprasza i prosi o łaski. Czasem zdarza nam się w tej modlitwie odpłynąć, pomyślimy czy zupa została zdjęta z gazu, czy telewizor jest wyłączony itd….

W tym wszystkim widzimy, że nasza modlitwa nie jest doskonała, że zawsze będzie coś co będzie nas próbowało od Boga odciągnąć. Może zdarzyć się tak, że przez to nie będziemy odczuwać obecności Boga i będziemy się od Niego oddalać. Bóg doskonale o tym wie. I co więcej pozwala na to!

Święta Siostra Faustyna miała też takie problemy. Czytając jej dzienniczek widzimy, że wiele razy jej głowę zaprzątały złe myśli lub nie był skupiona na modlitwie. Choć objawiał się jej Jezus miała trudności w rozmowie z Nim. Pytała Go czemu tak się dzieje, czemu gdy człowiek chce poznać Boga wtedy pojawiają się trudności?! Dostała odpowiedź, która może nas zdziwić. Bóg cieszy się z naszych trudności, cieszy się, że nie podobają nam się te modlitewne trudności. Cieszy się, że człowiekowi nie wystarczy tylko wyklepanie paru modlitw. Cieszy się z tego, że może przez godzinę będziemy walczyć ze złymi myślami próbując skupić się na modlitwie a tylko minutę tak serio z Nim pogadamy!

Jezus Miłosierny wiedział, że człowiek nieustannie będzie musiał walczyć. I dlatego by nas do siebie zbliżyć daje nam wiele dowodów swojej miłości. Jednym z tych dowodów jest Jego zstąpienie na ziemię. Uniżył siebie i stał się człowiekiem!

Trwają wakacje, może ktoś ma urlop lub na niego czeka. Kolejne wakacje, wyjazdy… Kolejne tygodnie odpoczynku. Każdemu się przecież należy! Ale czy ten czas zbliży nas do Boga? Może właśnie kilka dni ze swojego odpoczynku warto oddać Bogu? Pomyśl co wydarzyło się w twoim życiu od ostatnich wakacji!? Czy przez ten czas Bóg wyraźnie działał w Twoim życiu? Jeśli tak to jest znak, że warto ofiarować Bogu chociaż jeden dzień ze swojego urlopu. Nie mówię o niedzieli. Może warto pojechać do jakiegoś sanktuarium i tam za wszystko podziękować?

Ale Jezus wiedział, że nie będzie łatwo…. Zaraz znajdzie się coś co będzie nas próbowało od tych planów odciągnąć. Może kolega zaproponuje lepszy wyjazd? Może szef nie da urlopu? Może nie będziemy mieli pieniędzy by gdzieś wyjechać bo trzeba oszczędzać? Wszystko może się zdarzyć!

I Jezus wychodzi do nas po raz kolejny! Każe namalować obraz. Obraz, który powinien być w każdym domu. Ale nie tylko w domu ale też i w sercu….

Obraz Jezusa Miłosiernego to wyraźne wyjście Boga do człowieka. Bóg znów zstępuje na ziemie i na nowo pokazuje swoje oblicze. Znów przypomina swoje słowa:  MIŁUJCIE SIĘ WZAJEMNIE JAK JA WAS UMIŁOWAŁEM!!! Jezus znów przypomina swoje słowa. Dzięki tym słowom na nowo zagości w nas pokój i radość. Tylko jak się wzajemnie miłować?

Jezus umiłował nas kładąc ręce na krzyż. I powiedział róbcie to co Ja! Ale nie każe nam się krzyżować. On każe wziąć swój krzyż a nawet pomóc nieść krzyże innych. Każe pomagać czynem, słowem i modlitwą. Dzięki temu zrozumiemy słowa Miłości – Boga, bo Bóg jest Miłością. A jeśli zrozumiemy sowa Boga wszystko stanie się prostsze. Nasza choroba, ten wypadek, uzależnienie…. Wszystko stanie się prostsze i może nie od razu wygramy ale Miłość ogarnie nas i da nam siłę i odwagę na walkę! Jedyne co trzeba zrobić to oddać się bliźnim. To każe sam Bóg! Mówi oddaj się innym a wtedy zrozumiesz, poznasz, pokochasz!

Ale szatan tez daje nam wskazówkę, jak zniszczyć całe swoje życie. I wybiera ją coraz więcej osób. Zamiast słów Boga wybierają słowa szatana, które są o wiele prostsze i łatwiejsze do wypełnienia. Kochajcie się wzajemnie! Szatan mówi tylko tyle i aż tyle. On nie chce naszego szczęścia. Mamy się kochać nie ważne jak… Fizycznie, psychicznie… Róbcie co chcecie, zmieniajcie partnerów, kochanki/ów. Szczęśliwy masz być tylko ty nie druga osoba i tak mówi do każdego. To o wiele prostsze bo prowadzi do upadku. Wielkiego upadku. Spójrzmy na dzisiejszy świat. Przykazanie diabła wybiera coraz więcej osób i świat upada… Czy rządzący na świecie kierują się dobrem każdego człowieka? Czy tylko swoim lub swojego narodu? Wybierają prostsze wezwanie, prostsze ale chodzi tu nie o czysta miłość jaką daje nam Bóg ale brudną, zanieczyszczoną – diabła.

Często człowiek ma problem w rozróżnieniu głosu Boga od diabła. W końcu diabeł też został stworzony przez Boga i niósł siwiało. I teraz też nosi światło tylko, że prowadzi nas ono do ciemności…. Bóg daje tez światło – Maryję i ona prowadzi nas do Boga!

Ale każdy z nas ma sumienie czyli mały, cichy głos swoim sercu. Od nas zależy kto będzie przemawiał do nas. Od nas zależy komu oddamy mikrofon do naszego serca. Możemy oddać internetowi, telewizji ale czy zawsze mówią prawdę? Możemy oddać mamie, koledze… Ale czy nie lepiej oddać ten mikrofon Bogu? Wystarczy tylko narodzić się na nowo! Czyli iść do spowiedzi i oczyścić swoje sumienie. I po pewnym czasie znów mikrofon naszego sumienia wpadnie w ręce Boga, który już szykuje dla Ciebie kolejne wspaniałe historie, w których jeszcze nie raz Cię zdziwi i pokaże jak bardzo Cię kocha!

I jeszcze jedna rada Jezusa, która pomoże nam w wielu problemach:

 ZA DUŻO LICZYŁEŚ NA SIEBIE, A ZA MAŁO NA MNIE!

Czym jest miłosierdzie?

9 Sierpień 2016 Dodaj komentarz

logonapis15_sdm

Drodzy czytelnicy!

Hasłem tegorocznych ŚDM były słowa jednego z ośmiu Błogosławieństw wypowiedzianych przez Jezusa. BŁOGOSŁAWIENI MIŁOSIERNI ALBOWIEM ONI MIŁOSIERDZIA DOSTĄPIĄ. Piękne słowa ale jak dla mnie były one nie zrozumiałe…

Czym jest miłosierdzie? Jak miłować innych, osoby, których nie znam, które niezbyt lubię? Jak miłować innych w codzienności? Nie chciałem uczyć się na pamięć formułki z katechizmu na temat miłosierdzia ale chciałem aby Bóg mi to objawił.

I właśnie podczas tego wielkiego wydarzenia  zrozumiałem znaczenie tych słów. Dowiedziałem  się co to znaczy być miłosiernym. I objawił mi to jak myślę sam Bóg.

Święta S. Faustyna zapisała słowa Jezusa, który powiedział by miłować czynem, słowem i modlitwą.

Mógłbym podawać miliony przykładów, w których Bóg za pomocą bliźnich mi to ukazał ale podam tylko jeden najważniejszy, który rozjaśnił mi wszystko i wydarzył się podczas ŚDM.

Ostatniego dnia przed wyjazdem zmęczeni wróciliśmy na nasze pole namiotowe. Nagle zerwała się gwałtowna burza, wicher i nasze namioty po prostu latały. Wszystko zostało zalane. I właśnie wtedy ukazało mi się znaczenie tego hasła. Miłosierdzie to nie patrzenie na własne nieszczęście, niedolę ale pomimo tego wszystkiego pomoc innym. Gdy zamiast ratować swoje rzeczy przed zalaniem pomagaliśmy innym. Każdy z nas zostawił swoje rzeczy w kałuży i biegł ratować ubrania osób, którzy nie miały siły zanieść ich do schronienia. Pomimo bolących nóg biegaliśmy pomagając innym. Niektóre osoby przez taką pomoc spały w mokrych ubraniach, niektórzy oddawali swoje by im pomóc, by jakoś przetrwać tą noc.

To jest właśnie miłosierdzie. Taki prosty gest. Mogliśmy nie pomagać, martwić się o siebie. I patrzeć jak inni tracą swoje rzeczy. Ale jeśli nie okażemy miłosierdzia to jak go mamy dostąpić?

I jaką nagrodę otrzymaliśmy za taką pomoc? Największą nagrodę jaką ja mogłem otrzymać to uśmiech na twarzach osób, którym pomogłem, które pomimo zalanych rzeczy uśmiechały się i ze smutkiem oczekiwały powrotu do domu. Czemu ze smutkiem? Bo będzie brakować nam wspólnych śniadań, zapchanego autobusu, katechez biskupów, Mszy Świętych, spotkań z papieżem i po prostu bycia razem.

Światowe Dni Młodzieży ukazały nam jak ważne jest bycie miłosiernym. Pokazały, że zawsze mamy pomagać innym. Ukazały, że pomimo zmęczenia na modlitwę zawsze ma się siłę. Po 8 godzinach w pociągu mieliśmy tyle energii na Mszy Świętej o 22, że razem zatańczyliśmy taniec miłosierdzia i modliliśmy się za nasze parafialne wspólnoty, które od ponad roku wspierały nas modlitewnie.

Podczas tego krótkiego tygodnia wypełniliśmy polecenie Jezusa i miłowaliśmy czynem, słowem i modlitwą i idąc za radą Papieża Franciszka nie idziemy na przedwczesną emeryturę ale jesteśmy  i głosimy Wam Boga, którego lepiej poznaliśmy na ŚDM i będziemy Go głosić co Wam obiecuję zawsze i wszędzie!

ŚDM ukazało mi imię Boga, mój Bóg ma na imię MIŁOSIERDZIE!

Dziękuję za modlitwę i proszę o nią nadal szczególnie w intencji rozpoznania mojego życiowego powołania!

 

Bajka prawdę Ci powie

7 Sierpień 2016 Dodaj komentarz

Znacie taką bajkę „Lis i pies”? Zapewne niektórzy z Was ją kojarzą, być może część oglądała jako dziecko.

Bajka opowiada o małym lisku o imieniu Tod, i szczeniaku o pięknym imieniu Miedziak nawiązującym do koloru jego sierści, którzy się zaprzyjaźnili pomimo przeciwności (właścicielem psa jest myśliwy łakomy na każde dzikie zwierzę). Razem się bawili, bardzo dobrze się rozumieli, byli bratnimi duszami.

Do czasu.

Miedziak wyrusza ze swoim panem i jeszcze jednym psem na łowy. Wrócić dopiero mają wiosną, więc możemy tylko się domyślać, że po powrocie nie będzie już tym samym roztrzepanym i miłym szczeniakiem, ale młodym psem nauczonym tropienia, węszenia i polowania na zwierzynę.

Tod jest przekonany że Miedziak jest nadal tym samym słodkim psiaczkiem. Ale okazuje się, że czas na polowaniu oraz towarzystwo w jakim spędził ostatnie miesiące bardzo go zmieniło. Gdy obaj chcą porozmawiać, jak za dawnych dobrych czasów, stary myśliwski kundel zaczyna polować na rudą kitę Toda. Miedziak chce go uratować, ale splot wypadków prowadzi do tego, że stary kundel zostaje potrącony przez pociąg, spada do rzeki i prawie umiera. Miedziak jest przekonany że to wszystko wina lisa, że to on skrzywdził jego przyjaciela, a myśliwy tylko bardziej utwierdza go w tym przekonaniu.

A teraz moi drodzy zadajcie sobie pytanie: czy znacie kogoś, kogo relacja z Jezusem jest podobna do relacji Toda i Miedziaka? Wielu z nas w dzieciństwie uważa Jezusa za swojego przyjaciela, później jednak różne obowiązki i znajomi odciągają nas od Niego. Po latach do Niego wracamy (Pierwsza Komunia Święta, bierzmowanie, sakrament małżeństwa), ale jesteśmy inni i Jezus to widzi. Czasem oskarżamy Go o coś, co tak naprawdę stało się przez nas (złamaliśmy nogę bo pomimo ostrzeżeń dalej skakaliśmy ze schodów), nie widzimy w tym swojej winy, a to tylko sprawia, że jeszcze bardziej się od Niego oddalamy.

Zadajcie sobie pytanie: czy chcę, aby moja relacja z Jezusem przypominała tę po „polowaniu” czy przed? Chcemy mieć w Jezusie przyjaciela czy wolimy patrzeć na Niego jako na wroga? Czy chcemy obdarzać Go taką samą miłością jaką On nas ukochał?

Kategorie:Uncategorized
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 3 594 obserwujących.