„Ty pójdź za Mną” J 21,22

17 Kwiecień 2015 Dodaj komentarz

00090876443

Słowa Pana Jezusa wypowiedziane do Szymona Piotra.  Łagodny szept, który, jeśli tylko pozwolimy Panu mówić- usłyszy, każdy z nas. ” Pójdź za Mną i wypełniaj Moją świętą wolę”.  Niby proste a w praktyce jakie trudne. Ciężko uciec od porównań z sytuacją innych ludzi: bo ten ma lepiej a u mnie ciągle pod górkę, temu wszystko się układa a u mnie wszystko się sypie. Każdy ma jakieś plany i marzenia.

Zaakceptowanie życia, które Pan wyznaczył. Dostrzeganie dobra jakie wyłania się pośród problemów. Zgoda na to, co jest. Wiara,że Pan kieruje moim życiem, droga choć trudna pełna jest łaski i błogosławieństw. Nadzieja ostatecznego powołania-nieba. Nie mająca kresu miłość.

Spójrz w oczy Jezusowi, i tak każdego dnia do końca życia. On jest bardzo blisko. Czeka na ciebie. Chce być twoim jedynym Pasterzem. Skup się na Nim. On wie lepiej. Każda chwila to nowa okazja, by się do Niego zbliżyć i znaleźć radość.

Droga pełna jest  przygód, niebezpieczeństw i wyzwań.  Podążaj za Tym, który cię podniesie, podtrzyma i ocali.

Kategorie:refleksje

RACHUNEK SUMIENIA z książki „Opowieści Pielgrzyma”

Tekst, który poniżej umieszczam może jest i długi i nie przykuwa uwagi tak jak wszystkie inne, ale na pewno jest wartościowy- wiem to z autopsji. Jeden ze sposobów rachunku sumienia, dodam, że skuteczny i warty polecenia :)

„[…] Pierwszym, najważniejszym moim pragnieniem było odbyć rekolekcje, wyspowiadać się i przystąpić do świętych Chrystusowych sakramentów w tym błogosławionym miejscu i dlatego zatrzymałem się jak najbliżej Bożych błogosławionych, żeby łatwiej mi było chodzić do Bożej świątyni. Przyjął mnie do swej chaty dobry, stary Kozak, a ponieważ mieszkał samotnie, było mi u niego spokojnie i cicho. W ciągu tygodnia, gdy szykowałem się do spowiedzi, przyszła mi do głowy myśl, by wyspowiadać się jak najdokładniej. Zacząłem wspominać i przyglądać się moim grzechom, jeszcze od czasów młodości, i to jak najszczegółowiej, by tego wszystkiego nie zapomnieć. Co sobie tylko przypomniałem, zacząłem zapisywać w najdrobniejszych szczegółach, i tak zapisałem wielki arkusz. Dowiedziałem się, że siedem wiorst od Kijowa, w pustelni kitajewskiej, żyje spowiednik, bardzo mądry i rozsądny, asceta. Kto tylko przyjdzie do niego otworzyć swą duszę, zaraz ogarnia go uczucie wzruszenia i wraca ze zbawczym pouczeniem, lekki na duchu. Bardzo mnie to ucieszyło i zaraz do niego poszedłem. Poradziłem się go, porozmawiałem i daję mu swój arkusz z notatkami, żeby je przejrzał.

Przeczytał to i powiada — Napisałeś, miły przyjacielu, wiele rzeczy niepotrzebnych. Posłuchaj! Po pierwsze, nie należy się spowiadać z grzechów, które już wyznałeś, za które żałowałeś i które miałeś odpuszczone, chyba że się powtarzały, bo byłoby to brakiem wiary w moc sakramentu spowiedzi. Po drugie: nie należy mówić o innych osobach, mających związek z twoimi grzechami, a obwiniać tylko siebie. Po trzecie: święci ojcowie zabraniają wyznawania grzechów ze wszystkimi szczegółami, a polecają czynić to w ogólności, by poprzez szczegółowe rozpatrywanie ich nie wzbudzać pokus w sobie samym i w spowiedniku. Po czwarte: przyszedłeś żałować, a nie żałujesz tego, że nie potrafisz żałować, bo skruchę wyrażasz ozięble i niedbale. Po piąte: wyliczyłeś wszystkie drobiazgi, ale tego, co najważniejsze, nie zauważyłeś, nie wyjawiłeś bowiem grzechów najcięższych, nie uświadomiłeś ich sobie: nie zapisałeś tego, że Boga nie kochasz, bliźniego nienawidzisz, Słowu Bożemu nie wierzysz, 20131127134314uidże przepełnia cię pycha i ambicja. Te cztery grzechy zawierają w sobie całą otchłań zła i całą deprawację naszego ducha. To one są korzeniami głównymi, to z nich wyrasta cała gęstwina naszych grzechów, upadków.

Usłyszawszy to, zdziwiłem się i mówię — Jakże to, wielebny ojcze, można nie kochać Boga, Stwórcy i Obrońcy naszego! Komu mamy wierzyć, jeśli nie Bożemu słowu, wszystko w nim jest prawdziwe i święte. A każdemu bliźniemu życzę dobra, za cóż miałbym go nienawidzić? Pysznić się nie mam czym: poza mymi niezliczonymi grzechami, co mogę opowiedzieć, czym się pochwalić? A z moją biedą i chorobami, gdzie mi do pożądliwości i rozpusty! Pewnie, gdybym był wykształcony albo bogaty, na pewno znalazłbym swą winę w tym, co powiedziałeś.

— Szkoda, mój miły, że tak mało zrozumiałeś z tego, co ci mówiłem. Żeby ci to lepiej wyjaśnić, dam ci tu parę wskazań, według których sam się zawsze spowiadam. Przeczytaj je, a zobaczysz wyraźnie dowody na to, co ci teraz mówiłem.

Spowiednik podał mi kartkę i zacząłem czytać.

Wyznanie wiodące człowieka wewnętrznego ku pokorze

Uważnie przyglądając się sobie i obserwując bieg mojego życia wewnętrznego, przekonałem się pośród doświadczeń, że Boga nie kocham, brak we mnie miłości do bliźniego, nie wierzę niczemu z dziedziny religii, a przepełniony jestem pychą i ambicją. Wszystko to rzeczywiście w sobie znajduję rozważając, jakie są moje uczucia i czyny:

 

  1. Nie kocham Boga, bo przecież gdybym Go kochał, to wciąż bym o Nim myślał ku radości mego serca, a każda myśl o Bogu przynosiłaby mi radosną słodycz. Przeciwnie, znacznie częściej i chętniej rozmyślam o sprawach zwyczajnych, codziennych, a rozmyślanie o Bogu przynosi mi utrudzenie i oschłość. Jeślibym Boga kochał, to rozmowa z Nim poprzez modlitwę ożywiałaby mnie, napełniała słodyczą i pociągała ku stałemu z Nim obcowaniu, ale jest przeciwnie: nie tylko nie rozkoszuję się modlitwą, ale zajmując się nią odczuwam utrudzenie, zmagam się z niechęcią, osłabiam się poprzez oddawanie się lenistwu i gotów jestem z chęcią zająć się czymkolwiek błahym, byle tylko modlitwę przerwać lub całkiem jej zaprzestać. Podczas pustych zajęć czas mija mi niezauważenie, a gdy zajmuję się Bogiem, stając w Jego obecności, czuję, że każda godzina jest długa jak rok. Jeśli kochasz kogoś, to w ciągu dnia myślisz o nim nieustannie, wyobrażasz go sobie, troskasz się o niego, a podczas wszystkich zajęć umiłowany przyjaciel twój nie znika ci z myśli. A ja w ciągu dnia przecież ledwie godzinkę znajdę na to, by głęboko rozmyślać o Bogu, rozpalać się Jego miłością, a przez dwadzieścia trzy godziny ochoczo, gorliwie, składam ofiary idolom moich namiętności… Podczas rozmów o rzeczach marnych, dalekich od spraw ducha, jestem rześki, czuję zadowolenie, a podczas rozmyślania o Bogu czuję oschłość, nudę i rozleniwienie. Nawet jeśli mimo woli ktoś pociągnie mnie ku pobożnej rozmowie, to zaraz staram się zmienić ją na rozmowę schlebiającą moim namiętnościom. Niestrudzenie ciekaw jestem nowości, rozporządzeń władz, wydarzeń politycznych, chciwie poszukuję sposobów zaspokojenia mojej ciekawości w zakresie światowej nauki, sztuki, wynalazków, a pouczenia o Prawie Pańskim, poznawaniu Boga, o religii nie robią na mnie wrażenia, nie sycą mej duszy i uważam to nie tylko za mało istotne zajęcie dla chrześcijanina, ale jakby za sprawę uboczną, nieważną, którą winienem się zajmować przecież tylko w wolnym czasie, przy okazji odpoczynku. Krótko mówiąc: jeśli miłość ku Bogu rozpoznać można po wypełnieniu Jego przykazania — Jezus mówi przecież: „Jeśli Mnie miłujecie, będziecie zachowywać moje przykazania” (J 14,15) — a ja przykazań Jego nie tylko nie przestrzegam, ale nawet mało się o nie troszczę, to istotnie należy wnioskować, że Boga nie kocham… Potwierdza to Bazyli Wielki mówiąc: „Dowodem tego, że człowiek nie kocha Boga i Jego Pomazańca (Chrystusa) jest to, że nie przestrzega Jego przykazań”.
  2. Nie ma we mnie miłości do bliźniego, ponieważ nie tylko nie mogę zdecydować się na oddanie życia za bliźniego (według Ewangelii), ale dla dobra bliźniego nie poniosę uszczerbku na moim dobrym imieniu, nie poświęcę mych dóbr i spokoju. Jeśli kochałbym go stosownie do nakazu Ewangelii, jak siebie samego, to jego nieszczęście dotykałoby i mnie, a jego pomyślność wprawiałaby mnie w zachwyt. A jest inaczej: z ciekawością słucham opowieści o nieszczęściach bliźnich, nie smucę się, a bywam obojętnym, lub, co gorsza, znajduję w tym jakby zadowolenie i złe postępki mego brata rozgłaszam, potępiając je, miast spuszczać na nie zasłonę miłości. Dobrobyt, sława i szczęście mego brata nie zachwycają mnie tak jak moje, przeciwnie, jak wszystko, co mi obce, nie wywołują we mnie uczucia radości, a delikatnie pobudzają ku zawiści czy pogardzie.
  3. Nie wierzę w nic z dziedziny religii, ani w nieśmiertelność, ani w Ewangelię. Jeśli wierzyłbym mocno i byłbym przekonany, że po śmierci czeka mnie życie wieczne i odpłata za ziemskie czyny, to wciąż bym o tym myślał, a sama myśl o nieśmiertelności napełniałaby mnie przerażeniem i prowadziłbym życie przybysza gotującego się wkroczyć do swej ojczyzny. Przeciwnie, nawet nie pomyślę o wieczności, a kres ziemskiego życia traktuję jako granicę mego istnienia. Skrycie tkwi we mnie myśl: kto wie, co będzie po śmierci? Jeśli nawet mówię, że wierzę w nieśmiertelność, to mówię to tylko rozumem, bo serce moje dalekie jest od pewności, o czym wyraźnie świadczą moje czyny i stała stroska o dobre urządzenie się w życiu zmysłowym. Jeśli też święta Ewangelia byłaby z wiarą przyjęta do mego serca jako Słowo Boże, to bezustannie bym się nią zajmował, zgłębiał ją, rozkoszował się i nawet spoglądałbym na nią ze czcią. Niezmierzona mądrość, dobroć i miłość, ukryte w niej wprawiałyby mnie w zachwyt, i dniem, i nocą rozkoszowałbym się zgłębianiem Prawa Bożego, syciłbym się nim jak codziennym pokarmem i sercem przykładałbym się do pełnienia jego zasad. Nic ziemskiego nie byłoby w stanie powstrzymać mnie od tego. Jest przeciwnie: jeśli z rzadka czytam lub słucham Słowa Bożego, to albo z konieczności, albo z ciekawości, a i to bez głębokiej uwagi, czując oschłość i brak zainteresowania, jakby to była zwykła lektura. Zostaję bez żadnych owoców i chętnie zamieniłbym ją na lekturę światową, w niej znajduję bowiem więcej zadowolenia, więcej nowych zajmujących mnie spraw.
  4. Przepełniony jestem pychą i zmysłową miłością własną. Potwierdzają to wszystkie moje czyny: widząc w sobie dobro, zaraz pragnę je uwidocznić albo obnoszę się z nim przed innymi, albo w mym wnętrzu zachwycam się sobą. Chociaż na zewnątrz okazuję pokorę, to jednak wszystko przypisuję swoim siłom, uważam siebie za lepszego od innych, albo przynajmniej, że nie jestem od innych gorszy. Jeśli zauważam w sobie jakąś wadę, zaraz staram się ją usprawiedliwić, ukryć ją za maską konieczności albo niewinności. Złoszczę się na tych, którzy mnie nie szanują, uważam, że nie potrafią ocenić ludzi. Chwalę się, gdy kogoś obdarzę, nieudane przedsięwzięcia uważam za obraźliwe dla mnie, szemrzę, cieszę się z nieszczęść mych wrogów, a jeśli już dążę do czegoś dobrego, to mam w tym jakiś cel: pochwałę lub duchowe wyrachowanie, albo światową pociechę. Jednym słowem wciąż czynię z siebie idola, którego nieustannie otaczam czcią, szukając we wszystkim zmysłowych rozkoszy i pożywki dla mych namiętności i zachcianek, które przepełnia pożądliwość.

Na podstawie tego, co przedstawiłem, uważam się za człowieka pysznego, zmysłowego, bez wiary, nie kochającego Boga i nienawidzącego swego bliźniego. Jaki stan może być jeszcze bardziej grzeszny? Stan duchów ciemności lepszy jest od mojej sytuacji: chociaż nie kochają one Boga, człowieka nienawidzą, żyją sycąc się pychą, ale przynajmniej wierzą, wierzą i drżą. A ja? Czy może być los gorszy od tego, który jest moim udziałem? I za co może być wyrok sądu sroższy i bardziej karzący, niż za taką obojętność i lekkomyślne życie, które sobie uświadamiam! […]”

Alleluja! Pan Zmartwychwstał!

5 Kwiecień 2015 Dodaj komentarz

alleluja

Pierwszego dnia po szabacie Maria Magdalena poszła do grobowca wcześnie, gdy jeszcze było ciemno, i zobaczyła, że kamień jest od grobowca odsunięty. Pobiegła zatem i przybyła do Szymona Piotra i do drugiego ucznia, którego Jezus lubił, i powiedziała im: „Zabrali Pana z grobowca i nie wiemy, gdzie Go złożyli”. Wyszedł więc Piotr i ten drugi uczeń i udali się do grobowca. Obaj biegli razem. Ten jednak drugi uczeń pobiegł szybciej niż Piotr i pierwszy przybył do grobowca. Pochylił się i zobaczył leżące płócienne pasy, jednak nie wszedł tam. Nadszedł potem Szymon Piotr, który za nim podążał. Wszedł on do grobowca i obejrzał leżące płócienne pasy oraz chustę, która była na Jego głowie. Była ona nie razem z płóciennymi pasami, lecz leżała osobno, zwinięta, w jednym miejscu. Dopiero wówczas wszedł także ten drugi uczeń, ten, który pierwszy przybył do grobowca. Zobaczył i uwierzył. Bo dotąd jeszcze nie rozumieli Pisma, że trzeba, aby On zmartwychwstał. (J 20, 1-9)

Cieszmy się i radujmy! Nasz Pan – Jezus Chrystus pokonał śmierć! On Zmartwychwstał!
To najpiękniejsza wiadomość, jaką możemy dostać!

Życzę Wam, żeby Jezus naprawdę zmartwychwstał w Waszym życiu i Waszych sercach!

Kategorie:Uncategorized

Maryja Wielkiej Soboty

4 Kwiecień 2015 Dodaj komentarz

Wielka Sobota… wielka cisza i oczekiwanie. Czas próby dla uczniów Jezusa…wtedy i dziś. Dla uczniów, którzy po Jego śmierci rozpierzchli się. Jedyną osobą, która w tym czasie cały czas trwała w  wierze jest Maryja.Matka, której w cudowny sposób powierzono przed laty Dziecię, a której ludzie odebrali Syna w brutalny sposób.Ona trwa… Jedyna Osoba na ziemi, która zachowała wiarę pomimo tego co doświadczyła, pomimo tego co widziała, dzięki temu co słyszała. Matka Nadziei, której siłę pokazała w najtrudniejszych chwilach życia. Arcybiskup Mediolanu Carlo Maria Martini mówi: Maryja przeżywa swoją Wielką Sobotę we łzach, lecz jednocześnie mocą swej wiary wspiera kruchą nadzieję uczniów. To w czasie tej soboty, między cierpieniem Krzyża i radością Paschy, uczniowie doświadczają milczenia Boga, ciężaru Jego pozornej porażki, rozpaczy z powodu nieobecności Nauczyciela, który – po ludzku sądząc – dostał się do niewoli śmierci. To w czasie tej Wielkiej Soboty Maryja czuwa w oczekiwaniu. Nie traci wiary w spełnienie obietnicy Bożej. I mocy nadziei, która wskrzesza zmarłych. Wielką Sobotę uczniowie przeżywają w wielkiej samotności po śmierci Jezusa, a więc Tego, który był opoką ich wspólnoty. Maryja pozostaje z uczniami, pociesza ich, jednoczy, dodaje odwagi. W czasie milczenia Boga i pozornej porażki ukrzyżowanej Miłości jest łączącym ogniwem, świadkiem współczującej miłości i mającej wkrótce nastąpić nowej przyszłości. Pełna Ducha Świętego przygotowuje się w Wieczerniku, wraz z uczniami, na przyjęcie daru nowego początku, który stał się możliwy dzięki zmartwychwstaniu Jezusa. Wiara, nadzieja i miłość Maryi mogą nam pomóc zrozumieć, że czas – także nasz czas – jest jakby jedną, wielką „sobotą”. Żyjemy między „już” pierwszego przyjścia Pana i „jeszcze nie” Jego powtórnego przyjścia – jako pielgrzymi podążający w stronę „ósmego dnia”, niekończącej się niedzieli, którą On sam rozpocznie na końcu czasów. Nie możemy zatrzymywać się w mroku Wielkiego Piątku, w swego rodzaju „chrześcijaństwie bez zbawienia”. Nie możemy jednak także przyśpieszać pełni objawienia paschalnego zwycięstwa, które dokona się z chwilą powtórnego przyjścia Syna Człowieczego. Powinniśmy żyć jak pielgrzymi w nocy rozjaśnionej nadzieją wiary i ogrzewanej autentycznością miłości. Tak jak Maryja w Wielką Sobotę Jej wiary przepełnionej miłością. A wtedy, w „sobotę czasów”, oczy nasze dostrzegą przebłyski obiecanego świtu. Rozjaśnią się pierwszymi promieniami dnia, który nie przemija, Ósmego i Ostatniego, pierwszego dnia życia wiecznego dla wszystkich zmartwychwstałych w Zmartwychwstałym (Arcybiskup Mediolanu Carlo Maria Martini, 6 sierpnia 2000 r.).

Kategorie:Maryja

Droga Krzyżowa na Wielki Piątek

3 Kwiecień 2015 Dodaj komentarz

1.Pan Jezus skazany na śmierć.
„Go ujrzeli arcykapłani i słudzy, zawołali: «Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!» Rzekł do nich Piłat: «Weźcie Go i sami ukrzyżujcie! Ja bowiem nie znajduję w Nim winy». Odpowiedzieli mu Żydzi: «My mamy Prawo, a według Prawa powinien On umrzeć, bo sam siebie uczynił Synem Bożym».” (J 19, 6-7)
Pomyśl, kim dla Ciebie jest Chrystus… Czy i dla Ciebie jest Synem Bożym? Czy uważasz, że są siebie nim uczynił? Przyjąłeś go do swojego serca czy i ty skazujesz Go na śmierć krzycząc w anonimowym tłumie: «Ukrzyżuj! Ukrzyżuj!»?

2.Pan Jezus bierze krzyż na swe ramiona.
„Lecz On się obarczył naszym cierpieniem,
On dźwigał nasze boleści,
a myśmy Go za skazańca uznali,
chłostanego przez Boga i zdeptanego.” (Iz 53, 4)
Jezus wziął krzyż, wziął ciężar naszych grzechów, wziął pokornie niczym baranek. A czy Ty potrafisz wziąć swój własny krzyż i swoje własne cierpienie? Czy potrafisz być jak On – pokorny i… silny w walce ze słabościami? Jak traktujesz Jezusa niosącego krzyż Twoich boleści? Jak skazańca czy jak Zbawiciela?

3.Pierwszy upadek Pana Jezusa.
Upadł. Ciężar krzyża Go przygniótł. Ale wstał i poszedł dalej, choć wiedział, że dalej wcale nie będzie łatwiej. A Ty co robisz, gdy przygniotą Cię Twoje grzechy? Leżysz pod nimi dalej, czy oddajesz je Temu, który wie jak z nich powstawać?

4.Pan Jezus spotyka swą matkę.
Jezus spotkał swoją Matkę, Matkę, która cierpiała wraz z Nim i nie mogła nic z tym zrobić. A On mimo cierpienia i bólu, wciąż patrzy się na nią z Miłością. A jak Ty się zachowujesz na spotkaniach z Maryją? Jak zachowujesz się na spotkaniach z rodzicami? Czy mimo swojego bólu i cierpienia wciąż potrafisz rozmawiać z nimi z Miłością? Czy górę bierze zawiść, zadry i ból?

5.Szymon Cyrenejczyk pomaga nieść krzyż Jezusowi.
„Następnie wyprowadzili Go, aby Go ukrzyżować. I przymusili niejakiego Szymona z Cyreny, ojca Aleksandra i Rufusa, który wracając z pola właśnie przechodził, żeby niósł krzyż Jego.” (Mk 20b-21)
Pomyśl… kiedy ostatni raz komuś pomogłeś? Kiedy ostatni raz pomogłeś komuś nieść jego krzyż? Jaki przykład dajesz swoim dzieciom, wychowankom? Najbardziej spektakularna pomoc zaczyna się od małych gestów – od podania paczki chusteczek płaczącej osobie, ustąpienia miejsca w tramwaju czy szczery uśmiech, który odmieni komuś dzień

6.Święta Weronika ociera twarz Pana Jezusa.
Miała odwagę, żeby podejść i otrzeć Jezusowi twarz, dzięki temu na jej chuście i w jej samej odbiło się prawdziwe Chrystusowe odbicie. Vera eikon („prawdziwy wizerunek”) – Weronika… A czy Ty masz jej odwagę? Czy dasz odbić w sobie prawdziwy wizerunek Chrystusa, bez zniekształceń, bez czyiś wymysłów i dopowiedzeń?

7.Pan Jezus upada pod krzyżem po raz drugi.
Kolejny upadek, kolejne powstanie, kolejna droga do przodu, do Zbawienia. Czy masz w sobie tę siłę do powstawania, którą daje Pan?

8.Pan Jezus pociesza płaczące niewiasty
„A szło za Nim mnóstwo ludu, także kobiet, które zawodziły i płakały nad Nim. 28 Lecz Jezus zwrócił się do nich i rzekł: „Córki jerozolimskie, nie płaczcie nade Mną; płaczcie raczej nad sobą i nad waszymi dziećmi!  Oto bowiem przyjdą dni, kiedy mówić będą: „Szczęśliwe niepłodne łona, które nie rodziły, i piersi, które nie karmiły”. Wtedy zaczną wołać do gór: Padnijcie na nas; a do pagórków: Przykryjcie nas!” (Łk 23,27-31).

 9.Trzeci upadek Pana Jezusa.
Ostatni upadek. Nikt nie powiedział, że będzie łatwo. Kolejny upadek, po którym wstać coraz trudniej. Ale da się. Miłość do człowieka dodała Ci, Panie, sił, żeby wstać i iść dalej – na śmierć. Dziękuję.

10.Pan Jezus z szat obnażony.
Pomyśl, kiedy ostatni raz się obnażyłeś, ale z tych szat duchowych. Czy potrafisz się obnażyć? Przyznać się do błędu? Pokazać swoje słabości? Jezus jako Bóg nie miał słabości, ale jako człowiek miał na pewno jakieś niedoskonałości psychiczne. Obnaż się przed Bogiem, jak przed lekarzem, któremu pokazujesz bolące miejsce i mówisz: „Tu boli. Uzdrów, proszę.”

11.Pan Jezus przybity do krzyża.
„Gdy przyszli na miejsce, zwane „Czaszką”, ukrzyżowali tam Jego i złoczyńców, jednego po prawej, drugiego po lewej Jego stronie. Lecz Jezus mówił: „Ojcze, przebacz im, bo nie wiedzą, co czynią”. Potem rozdzielili między siebie Jego szaty, rzucając losy.” (Łk 23, 33-34)

12.Pan Jezus umiera na krzyżu.
Było już około godziny szóstej i mrok ogarnął całą ziemię aż do godziny dziewiątej. Słońce się zaćmiło i zasłona przybytku rozdarła się przez środek. Wtedy Jezus zawołał donośnym głosem: Ojcze, w Twoje ręce powierzam ducha mojego. Po tych słowach wyzionął ducha.” (Łk 23, 44-46)

13.Pan Jezus zostaje zdjęty z krzyża.
Ciało Jezusa zostaje zdjęte z krzyża, Matka je wtula do swojego serca, a Józef z Arymatei przejmuje nad Jego ciałem opiekę. A jak wygląda Twoja opieka? Jak wygląda to jak bierzesz za kogoś odpowiedzialność? Jesteś jak Józef czy jesteś jego przeciwieństwem?

14.Pan Jezus złożony do grobu
Był tam człowiek dobry i sprawiedliwy, imieniem Józef, członek Wysokiej Rady. Nie przystał on na ich uchwałę i postępowanie. Był z miasta żydowskiego Arymatei, i oczekiwał królestwa Bożego. On to udał się do Piłata i poprosił o ciało Jezusa. Zdjął je z krzyża, owinął w płótno i złożył w grobie, wykutym w skale, w którym nikt jeszcze nie był pochowany. Był to dzień Przygotowania i szabat się rozjaśniał. Były przy tym niewiasty, które z Nim przyszły z Galilei. Obejrzały grób i w jaki sposób zostało złożone ciało Jezusa. Po powrocie przygotowały wonności i olejki; lecz zgodnie z przykazaniem zachowały spoczynek szabatu.” (Łk 23, 50-56)

Fotografie stacji drogi krzyżowej pochodzą ze strony internetowej parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Kluczborku

Kategorie:Uncategorized

„Czyńcie to na moją pamiątkę” (Łk 22, 19b)

eucharystia-sacrumWielki Czwartek, który jest pamiątką ustanowienia Sakramentu Eucharystii i Kapłaństwa, skłania nas ku refleksji nad istotą powołania. Odkrycie powołania musi rodzić się w miłości, miłości Boga do człowieka ale przede wszystkim miłości człowieka do Boga. „Oto mój Sługa, którego podtrzymuję, Wybrany mój, w którym mam upodobanie”(Iz 42, 1)

Wielki Czwartek stawia nas, ludzi ochrzczonych i powołanych do służby w Kościele we wszelaki sposób, na miejscu Ostatniej Wieczerzy, kiedy to Chrystus po raz ostatni przed śmiercią zasiada do wspólnego stołu ze swoimi uczniami. Tak samo my dziś mieliśmy okazję zasiąść do tego samego stołu po raz ostatni przed naszym powtórnym nawróceniem.

W tym dniu należy w szczególności mieć w pamięci kapłanów, którzy mogą sprawować codziennie pamiątkę Ostatniej Wieczerzy.

Dlatego składamy na Wasze ręce, drodzy kapłani, życzenia obfitości łask Bożych, opieki Niepokalanej każdego dnia, ale przede wszystkich rozkochania się w krzyżu, na którym z miłości, oddał za nas swoje życie Jezus Chrystus. Aby Wasze powołanie było osadzone na najsilniejszym fundamencie jakim jest krzyż i miłość Chrystusa. Abyście upadając potrafili się podnieść, a radując się, przekazywali radość nam wszystkim.

„Każdy bowiem arcykapłan z ludzi brany, dla ludzi bywa ustanawiany w sprawach odnoszących się do Boga, aby składał dary i ofiary za grzechy. Może on współczuć z tymi, którzy nie wiedzą i błądzą, ponieważ sam podlega słabości. I ze względu na nią powinien jak za lud, tak i za samego siebie składać ofiary za grzechy. I nikt sam sobie nie bierze tej godności, lecz tylko ten, kto jest powołany przez Boga.” (z Listu do Hebrajczyków)

„Hosanna! Błogosławiony Ten, który przychodzi w imię Pańskie” (Mk 11, 9a)

msterium kornelNiedzielą Palmową zaczynamy w kościołach katolickich Wielki Tydzień, który kończy się Triduum Paschalnym a następnie Świętem Zmartwychwstania naszego Pana Jezusa Chrystusa. Najważniejsze święta dla nas katolików, powinny być nie tylko czasem
refleksji i zadumy nad życiem, śmiercią i zmartwychwstaniem, ale przede wszystkim przyjęciem z wiarą wydarzeń z życia Chrystusa i pełnym uczestnictwem w wydarzeniach jakie daje nam w te dni Kościół.

To właśnie tej niedzieli, po raz pierwszy usłyszymy Mękę Chrystus czytaną  z Ewangelii św. Marka (w Wielki Piątek zaś z Ewangelii św. Jana). Opis całej drogi Chrystusa na krzyż, na Golgotę. Zawsze ten obraz napawa mnie strachem i lękiem. Najpierw lud woła „Hosanna!” witając wjeżdżającego do Jerozolimy Króla- Chrystusa, a w kilka dni później zostaje wydany na śmierć przez tych samych ludzi. Ile razy to my jesteśmy tak fałszywi, by wydawać kogoś na śmierć przez doznawanie przez niego zniewag, obelg, szyderstw? Ile razy w codziennym życiu skazujemy kogoś na śmierć przez niepodanie ręki, przez brak pomocy? Ile razy skazujemy powtórnie na śmierć samego Chrystusa, przez nieprzyznawanie się do Niego?

Wielki Tydzień daje nam czas, by wszystko co w naszym życiu takie ważne ustawić na właściwym miejscu a przede wszystkim Chrystusa postawić na tym właściwym pierwszym miejscu. Poświęć swój czas, ofiaruj go Bogu, daj mu swoją modlitwę, skupienie i skruchę, by w Zmartwychwstanie wejść razem z Nim w chwale!

Przygotowaniem do dobrego przeżycia Niedzieli Palmowej jak i całego Wielkiego Tygodnia mogą okazać się organizowane przez wielu ludzi, zgromadzenia czy grupy duszpasterskie, Misteriów opracowanych o konkretny scenariusz. Są one tworzone na sposób tradycyjny bądź też nowoczesny.

W minioną niedzielę sama wzięłam udział w  takiego widowisku, które zorganizowali alumni III roku  Wyższego Seminarium Duchownego „HOSIANUM” Archidiecezji Warmińskiej w Olsztynie.
Wystawione Misterium Męki Pańskiej na pierwszy rzut oka nie wyróżniało się niczym spośród znanych i często wystawianych Misteriów. Jednak zamysł reżysera pozostawia widza z ciszą na przemyślenia, która widoczna jest w przerwach między poszczególnymi scenami (m.in. sąd Kajfasza, Annasza, Piłata czy  scena ukrzyżowania). Specyficznego charakteru nadają mu także efekty dźwiękowe oraz utwory m. in. Gorzkich żali, a uboga scenografia dodaje smaku i skupia na tym co właściwe. Użyta gra cieni w scenie biczowania czy ukrzyżowania staje się dla widza zagadką, czymś, co warto odkryć. Genialna gra aktorska aktorów amatorów wzbogaca spektakl objawiając się zafascynowaniem na twarzach widowni.

Nie da się opisać wszystkiego, co na tym Misterium mogłam przeżyć a także zobaczyć. Moje słowa mogą okazać się niezrozumiałe bądź nie adekwatne do tego, o co właściwie chodziło aktorom, wystawiającym to Misterium. Dlatego szczególnie polecam takie widowiska wszystkim, którzy mają jeszcze okazję je zobaczyć.

Niech Wielki Tydzień będzie refleksją, przemyśleniem i skupieniem nad życiem jedynego Zbawiciela oraz nad życiem każdego z nas, ludzi grzesznych lecz dążących do spotkania z Chrystusem.

Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 3 179 obserwujących.