Pustynia serca #8

Podsumowanie

Gdy się modlicie, nie bądźcie jak obłudnicy. Oni lubią w synagogach i na rogach ulic wystawać i modlić się, żeby się ludziom pokazać. Zaprawdę powiadam wam: otrzymali już swoją nagrodę. Ty zaś gdy chcesz się modlić, wejdź do swej izdebki, zamknij drzwi i módl się do Ojca twego, który jest w ukryciu. A Ojciec twój, który widzi w ukryciu, odda tobie.

Mt 6, 5-6

Jak rozumieć te słowa w odniesieniu do własnej modlitwy?

To oznacza, że nie należy się chełpić i pokazywać ludziom, że się jest pobożnym. O naszej modlitwie powinien wiedzieć tylko Bóg. To wystarczy. Modlitwa powinna bowiem służyć tylko do przemiany serca, które jest właśnie „izdebką”, a nie do budowania pozytywnego wizerunku siebie samego w oczach innych, bo wówczas przestaje być bezinteresowna i nie wypływa z potrzeby serca, i z miłości bliźniego. 

Modlitwa tradycyjna

Zapewne swojej pierwszej modlitwy większość z nas uczyła się od rodziców czy dziadków. Warto uświadomić sobie, że były to nasze pierwsze słowa, zdania, uczucia wypowiadane przez dziecko do Boga Ojca. Potem przyszedł czas na dłuższe, trudniejsze, bardziej złożone. Jak w mowie tak i tu, istnieje język, którego można się biegle nauczyć przez słuchanie, używanie i regularne ćwiczenie oraz dzięki wskazówkom bardziej zaawansowanych. Język modlitwy ma również swoje słownictwo, gramatykę, idiomy. Spotykamy więc na tej drodze modlitwy klasyczne, tradycyjne, modlitwę z Pismem Świętym, inne lektury duchowe, psalmy, Liturgię Godzin, modlitwę wstawienniczą, Różaniec, litanie, koronki, nabożeństwa, godzinki, medytację, kontemplację, Modlitwę Jezusową, modlitwę liturgiczną. W Kościele istnieje bardzo wielka różnorodność sposobów modlitwy. Każdy może więc znaleźć coś dla siebie, wybrać z tej różnorodności według upodobania, temperamentu, czy innych charakterystycznych cech. Ważne jest w tym wszystkim, by znaleźć czas na stałą łączność z Bogiem i nie zaniedbywać jej. Gdy te tradycyjne modlitwy duchowo wejdą nam w krew, staną się pożywką dla umysłu i serca, a wtedy pomogą nam zrozumieć nasze życie w komunii z wiarą, jaką wyrażają. Można karmić nimi język naszej modlitwy, ubogacać go, poszerzać, co będzie trochę przypominało naukę obcojęzycznych słówek. 

Modlitwa z Pismem Świętym

Jeśli chcemy pozwolić na rozwój tej modlitwy pierwszą rzeczą jakiej musimy się nauczyć jest słuchanie. W tym miejscu koniecznie przytoczę słowa Boga do człowieka, które wypowiada by skierować nasze zainteresowanie na milczenie, skupienie i uważność. By wskazać nam dyskretnie początek i kierunek wspólnej drogi od przykazań, rozpoczynając pierwsze z nich słowami:

Słuchaj, Izraelu, Pan jest naszym Bogiem – Panem jedynym.

Pp 6,4

Dla chrześcijan takim słowem, wciąż żywym jest Pismo Święte. Czytając je jednocześnie uczymy się słuchać Boga, który wciąż mówi do nas. Bo sam tekst choć spisany tysiące lat temu, żyje również tu i teraz, współczesnym nam życiem i odnosi się ponadczasowo również do nas. Można je studiować na różne sposoby, opierając się o gotowe komentarze, spoglądać na wybrane fragmenty lub całe księgi. Można szukać wśród całości, tematycznie wybranych zagadnień. Można również czytać je bardzo powoli, tak jak w czasie medytacji, oddzielając chwilą milczenia każdą frazę, myśl, słowo; zastanawiając się nad ich sensem, odnosząc je do własnego życia i koncentrując umysł na Bogu.

Modlitwa litaniami

Miesiące maj i czerwiec są szczególnymi w ciągu roku, w czasie których bardzo łatwo można posmakować regularnie, tego rodzaju modlitwy. Są niejako najlepszym sposobem na naukę tej właśnie. Codzienne nabożeństwa majowe i czerwcowe pomogą zauważyć nam, że kolejne aklamacje tworzą tutaj zwięzłą medytację na kanwie litanii. Każde wezwanie stanowi pochwałę i uwielbienie. To najlepsza atmosfera do nauki adoracji i wysławiania przymiotów Boga, Maryi, świętych.

Modlitwa godzinkami

Godzinki stanowią jedną z modlitw paraliturgicznych, mającą najczęściej charakter wstawienniczy. Ułożone są według poszczególnych godzin brewiarzowych, ale nie stanowią elementu samej Liturgii Godzin. Najczęściej odmawiane są ciągiem i wykonywane powinny być jako śpiewany chóralny kanon w postaci dialogu, ale mogą być również modlitwą indywidualną, recytowaną. W Kościele na przestrzeni wieków ukształtowały się i do dziś znane są różne rodzaje godzinek: ku czci Boga, Maryi, świętych, a także odnoszące się do poszczególnych okresów liturgicznych w Kościele i świąt, za zmarłych i do Miłosierdzia Bożego.

Modlitwa liturgiczna

Gdy modlitwa osobista osiągnie w naszym życiu pewien stały poziom, pojawia się chęć włączenia się coraz bardziej w modlitwę liturgiczną Kościoła. Może to oznaczać częstszy udział w Eucharystii, również w ciągu tygodnia albo zobowiązanie się do udziału w modlitwie Kościoła zwanej Liturgią Godzin, mającej postać rytmicznie powtarzanego Oficjum w ciągu całego dnia. Modlitwa liturgiczna jest najpiękniejszą szkołą modlitwy, ponieważ jest to modlitwa Kościoła, zakorzeniona we wspólnocie wiary poprzez wieki. Uświadamia nam, że nigdy nie jesteśmy sami, iż zawsze należymy do wspólnoty, która wykracza poza określenia ilościowe. Jesteśmy przecież członkami Kościoła, członkami Ciała Chrystusa. Wielką zaletą Liturgii Godzin, zwanej inaczej Brewiarzem, jest prosta struktura. Wykorzystuje ona również rytm roku liturgicznego oraz świąt. Psalmy zawarte w Oficjum, otwierają szeroką paletę ludzkich emocji i odniesień do Boga. Mogą pomóc nam nauczyć się wyrażać całe swoje „ja” przed Bogiem. Psalmy nazywamy „lustrem duszy”, bo jak żadne inne teksty, mogą nam pomóc zaakceptować siebie albo przynajmniej stanąć przed sobą w prawdzie, na modlitwie. Kluczem do tego, aby Brewiarz stał się naszą modlitwą osobistą, jest sprawienie, by oficjalne teksty oddychały razem z naszym duchem. Powinniśmy je uczynić tak osobistymi, jak to tylko możliwe i przygotować się na to, że wymagają od nas poświęcenia pewnego czasu. Warto tu przypomnieć, że tylko osoby duchowne są zobowiązane odmawiać Brewiarz w całości. W przypadku świeckich nie jest istotne, by odmawiać wszystkie godziny, co ze względu na różne zajęcia, pracę i życie rodzinne byłoby ogromną trudnością. Wystarczy skupić się tylko na wybranych np. porannych i wieczornych: Wezwaniu, Jutrzni, Nieszporach i Komplecie.

Jaki człowiek, taka i jego modlitwa. To, czym jesteśmy, wynika ze sposobu naszego odnoszenia się do Boga. Człowiek, który się wcale nie modli, to ktoś, kto próbował uciec od samego siebie, ponieważ uciekł od swego Stwórcy. (…) Modlitwa rodzi się za natchnieniem Bożym z głębin naszej nicości. Jest to poruszenie uczuć ufności, wdzięczności, uwielbienia lub żalu, które stawia nas w obliczu Boga, każąc nam oglądać Jego i siebie w świetle prawdy. (…) Każda prawdziwa modlitwa głosi w jakiś sposób naszą zależność od Pana życia i śmierci. Stwarza więc również głęboki, żywotny kontakt z Tym, którego znamy nie tylko jako Pana, ale jako Ojca. (…) Jeżeli nie będziemy stale dążyć do czegoś wyższego, rzadko będziemy prawdziwie się modlić. Bo jeśli zadowolimy się modlitwą, w której nie myślimy o niej, ani o Bogu, to znaczy, że nie mamy jasnego pojęcia, kim jest Bóg, i nie oceniamy należycie łaski i przywileju zwracania się wprost do Niego

T. Merton – Nikt nie jest samotną wyspą

Komunikacja to coś więcej niż język. Odwołuje się do naszej najgłębszej zdolności ludzkiego rozumienia, uczucia i empatii: dotyczy umysłu, duszy i serca. Dużo łatwiej jest zrozumieć jak ludzie porozumiewają się, jak słuchają się nawzajem, niż to, jak porozumiewamy się z Bogiem. Trudność pojawia się wtedy, gdy próbujemy zrozumieć wyjątkową relację Boga do nas, relację naszego Stwórcy, w którym żyjemy, poruszamy się i jesteśmy. Słuchanie Boga, we właściwym rozumieniu tego słowa oznacza, że musimy dostroić swoje serce i nasze istnienie do ciszy, w której On przemawia. Musimy nauczyć się odnajdywać Go w swoim sercu jako samo źródło swojego istnienia. Modlitwa jest tym samym, co każdy inny rodzaj słuchania: należy tylko zwolnić przestrzeń potrzebną Bogu przy słuchaniu wszystkich innych rzeczy, pozwolić, by wpłynęły one na powierzchnię naszej świadomości i znaleźć osobiste miejsce, które moglibyśmy oddać Bogu. Błędem jest myślenie, że modlitwa wiąże się z ucieczką od tego całego wewnętrznego bałaganu i hałasu, jaki nosimy w sobie. Bo nie trzeba wcale przenosić się gdzie indziej, aby odnaleźć Boga. Oznaczałoby to tylko ucieczkę od siebie, żeby odnaleźć Jego, a to jest przecież niemożliwe. Właśnie poprzez uświadomienie sobie, że mamy siebie, nawet jeśli jest to świadomość małostkowa i podła, jest jedyną świadomością, jaka pozwala nam uświadomić sobie istnienie Boga. Nie powinniśmy zniechęcać się tym wszystkim, co w jakikolwiek sposób jest w nas przeszkodą. Modlitwa jest początkiem czegoś wyjątkowo pięknego: ciszy, której zaczynamy słuchać i przestrzeni gdzie możemy odnaleźć siebie. To, że możemy być tam dla Boga, jest Jego darem dla nas. W milczeniu Bóg przejmuje prowadzenie w naszej modlitwie. To Jego sposób, by nauczyć nas tego, kim jesteśmy, by oczyścić nasze serce, by dać nam czas na pojednanie i uzdrowienie, by pomóc odzyskać nam integralność i szczerość. To Jego dar z danego nam czasu, którego bardzo nam potrzeba, by dorosnąć do pełnej miary w Chrystusie.

Późno Cię umiłowałem

Późno Cię umiłowałem,
Piękności tak dawna, a tak nowa, 
późno Cię umiłowałem.

W głębi duszy byłaś,
a ja się po świecie błąkałem i tam szukałem Ciebie,
bezładnie chwytając rzeczy piękne, które stworzyłaś.
Ze mną byłaś, a ja nie byłem z Tobą.

One mnie więziły z dala od Ciebie
– rzeczy, które by nie istniały, gdyby w Tobie nie były.

Zawołałaś, krzyknęłaś,
rozdarłaś głuchotę moją.
Zabłysnęłaś, zajaśniałaś jak błyskawica,
rozświetliłaś ślepotę moją.

Rozlałaś woń, odetchnąłem nią
– i oto dyszę pragnieniem Ciebie.
Skosztowałem – i oto głodny jestem, i łaknę. 
Dotknęłaś mnie – i zapłonąłem tęsknotą za pokojem Twoim.

(…)

Jakże wielki jesteś, Panie. Jakże godzien, by Cię sławić.
Wspaniała Twoja moc. Mądrości Twojej nikt nie zmierzy.
Pragnie Cię sławić człowiek, cząsteczka tego, co stworzyłeś (…).

Stworzyłeś nas bowiem jako skierowanych ku Tobie.
I niespokojne jest serce nasze, 
dopóki w Tobie nie spocznie.

Któż mi da spoczynek w Tobie?
Kto sprawi, że wnikniesz w serce moje, że je upoisz?
Niechbym zapomniał o niedolach moich
i tak przycisnął do piersi jedyne moje dobro, Ciebie…

Czymże Ty jesteś dla mnie?
O, sprawić racz, żebym to umiał wyrazić.
Ach, Panie Boże mój, ulituj się nade mną
i objaw mi, czym jesteś dla mnie.

Powiedz duszy mojej: „Zbawieniem twoim jestem”.
Tak powiedz, abym usłyszał.
Czeka na Twój głos dusza moja, przemów do niej,
powiedz duszy mojej: „Zbawieniem twoim jestem”.

Pobiegnę za tym głosem,
pochwycę Ciebie, Panie!

Święty Augustyn, Wyznania, przeł. Z. Kubiak, Warszawa 1982. Księga I i X.

Pustynia serca #7

Pustynię upiększa to, że gdzieś w sobie kryje studnię.

Antoine de Saint-Exupéry — Mały Książe

Modlitwa Jezusowa jest łatwiejsza niż różaniec.” Jej prostota polega na tym, że pojedyncza modlitwa wyrażona jest w postaci zdania: „Panie Jezu Chryste, Synu Boży, zmiłuj się nade mną.” Wielu rzeczywiście uważa tę modlitwę za łatwiejszą, bo skierowaną bezpośrednio do Chrystusa. Istnieje elastyczność polegająca na możliwości rozwinięcia tego podstawowego wezwania. Może mieć zastosowanie również w konkretnych medytacjach nad życiem Jezusa.

Są różne stopnie modlitwy Jezusowej. Można je pogłębiać odkrywając w Imieniu nowe tajemnice. Powinna rozpoczynać się jako forma podobna do adoracji i poczucia obecności, która następnie stanie się po prostu obecnością Zbawiciela (to w istocie oznacza Imię Jezusa). Przyzywanie Imienia jest tajemnicą zbawienia i przynosi wyzwolenie. Wymawiając Imię jednocześnie otrzymujemy to, czego potrzebujemy. Otrzymujemy to wszystko w Jezusie i przez Niego; On jest nie tylko Darem, ale i Tym, który obdarowuje. Jego Imię udziela pokoju kuszonym. Czy zamiast toczyć dyskusje z pokusą, przyglądać się szalejącej wokół „burzy”, odwracając wzrok od Jezusa (na tym polegał błąd Piotra, choć swoje pierwsze kroki krocząc po jeziorze postawił dobrze), nie lepiej utkwić wzrok w Jezusie i iść do Niego po rozszalałych falach, chroniąc się w Jego Imieniu?

Charakterystyczną zaletą tej modlitwy jest to, że łatwo staje się tłem naszej rozmowy z Bogiem, osiągając poziom serca. Jest narzędziem, które pomaga nam modlić się, stając się kotwicą w świecie pełnym hałasu, nieporządku, która utrzyma nas przy modlitwie i w zadaniu wytrwania w niej. Trudnością będzie pewnie dłuższe wytrwanie w ciszy modlitwy, w kompletnym bezruchu. Bo nasze myśli będą z pewnością ulegać rozproszeniu, odlatywać, powracać do spraw z przeszłości, zajmować się przyszłymi planami i powracać do obecnych trosk. Będzie w nas pojawiał się niepokój, rozproszenie. Nasze ciało może omdlewać i usilnie szukać odpoczynku, oparcia. Gdy tylko spróbujemy milczeć, odkryjemy istnienie wszelkich innych hałasów w sobie, które drażnią. Jedyne co można w takiej chwili zrobić, to ściągać swoje myśli do „tu i teraz”, cierpliwie i łagodnie wracać ciagle do siebie i sprowadzać nasze myśli do tej modlitwy. Na początku może to stanowić trudność, ale z czasem ćwiczenie kierowania uważności na Chrystusa nabierze realnego kształtu. Nie chodzi tu o ćwiczenie intensywnego skupienia, bo problem polega na tym, że nie ma w niej nic, na czym można by się skupić. A ten stan rzeczy powoduje, że wszystko inne dochodzi do głosu, przekrzykując modlitewne trwanie i bezruch. Raczej chodzi o świadomość obecności Jezusa, o zauważenie Jego obecności poprzez zwolnienie tempa i wyciszenie, skupienie myśli na tym spotkaniu, na dostrzeganiu elementów Jego obecności, na zdaniu sobie sprawy, że jestem tu i teraz przed Zbawicielem i staję taki jaki jestem, autentyczny z wszystkim co jest we mnie. Nasze przyzwolenie na narodziny Bożego słowa w naszym sercu, będą jednocześnie naszą zgodą na wkroczenie w ciszę serca, w ciszę Bożej łaski i Jego miłości.

Wierne praktykowanie modlitwy Jezusowej ma doprowadzić do modlitwy serca. Co to znaczy? Serce oznacza totalność człowieka i to, co decyduje o tym, kim on jest.

Szymon Hiżycki OSB, opat klasztoru Ojców Benedyktynów w Tyńcu

Dwa serca, jeden rytm #3

Weszliśmy już w czerwiec, miesiąc w sposób szczególny poświęcony czci Najświętszego Serca Pana Jezusa. Kult Serca Jezusowego wywodzi się z czasów średniowiecza i początkowo miał charakter prywatny.

Główna zasługa w rozpowszechnieniu nabożeństwa do Najświętszego Serca Pana Jezusa przypadła skromnej zakonnicy, wizytce, św. Małgorzacie Marii Alacoque.

Stolica Apostolska dopiero po dokładnych badaniach zezwoliła na obchodzenie święta i na oddawanie czci wizerunkom Serca Jezusowego w formach powszechnie przyjętych. Święto Serca Pana Jezusa obchodzimy w piątek, który pierwotnie kończył oktawę Bożego Ciała. To Jezus polecił ustanowić święto Serca Jezusowego w piątek po oktawie Bożego Ciała. Intencją Komunii Świętej, przyjętej w tym dniu, powinno być wynagrodzenie za zniewagi, jakich czasami doznaje Najświętszy Sakrament w czasie wystawienia.

Kościół pośrednio zatwierdził objawienia, dane św. Małgorzacie Marii Alacoque, kiedy po surowym procesie wyniósł ją do chwały ołtarzy. Jej beatyfikacja odbyła się w roku 1864, a kanonizacja w roku 1920. Pierwszym z papieży, który zatwierdził nabożeństwo do Serca Pana Jezusa, a także święto dla niektórych diecezji i zakonów, był Klemens XIII w roku 1765 – a więc prawie sto lat po objawieniach. Decydującym jednak w tej sprawie stał się memoriał biskupów polskich wysłany do tego papieża w 1765 roku. Papież Pius IX w roku 1856 rozszerzył święto Serca Pana Jezusa na cały Kościół. Leon XIII 31 grudnia 1899 roku oddał Sercu Jezusowemu w opiekę cały Kościół i rodzaj ludzki.

Sam Chrystus nadał temu nabożeństwu kierunek ekspiacyjny (ekspiacja z łac. expiatio – odpokutowanie za winę, oczyszczenie – ludzkie działanie o charakterze religijnym, mające na celu przywrócenie jedności z Bogiem naruszonej grzechem samego pokutującego lub innego człowieka czy społeczności). Ma ono uwrażliwiać nas na grzech, mobilizować w imię miłości Chrystusa do walki oraz do wynagradzania za tych, którzy ranią to Serce. Bóg jest miłością. Dowodem tej niepojętej miłości jest to, że zesłał swojego Syna, by nas wykupił od śmierci wiecznej i pokonał grzech. Uosobieniem tej największej Bożej miłości jest Serce Jezusowe. Ta właśnie miłość do rodzaju ludzkiego kazała Jezusowi przyjść na ziemię, przyjąć dla naszego zbawienia okrutną mękę i śmierć na Siebie. Z miłości tego Serca powstał Kościół, sakramenty i Eucharystia. To tę miłość odnajdujemy w spojrzeniu Eleusy, tę zgodę i pełne zaufanie Bogu.

Dzień później czcimy Niepokalane Serce Maryi.

Prawda o Niepokalanym Poczęciu Maryi jest dogmatem wiary. Ogłosił go uroczyście 8 grudnia 1854 r. bullą Ineffabilis Deus papież Pius IX.

Ogłaszamy, orzekamy i określamy, że nauka, która utrzymuje, iż Najświętsza Maryja Panna od pierwszej chwili swego poczęcia – mocą szczególnej łaski i przywileju wszechmocnego Boga, mocą przewidzianych zasług Jezusa Chrystusa, Zbawiciela rodzaju ludzkiego – została zachowana nietknięta od wszelkiej zmazy grzechu pierworodnego, jest prawdą przez Boga objawioną i dlatego wszyscy wierni powinni w nią wytrwale i bez wahania wierzyć.

Maryja od momentu swojego poczęcia została zachowana nie tylko od wszelkiego grzechu, którego mogłaby się dopuścić, ale również od dziedziczonego przez nas wszystkich grzechu pierworodnego. Stało się tak, chociaż jeszcze nie była wtedy Matką Boga. Bóg jednak, ze względu na swoje zamiary, ze względu na przyszłe Zwiastowanie, uchronił Maryję przed grzesznością. Maryja była więc poczęta w łasce uświęcającej, wolna od wszelkich konsekwencji wynikających z grzechu pierworodnego (np. śmierci – stąd w Kościele obchodzimy uroczystość Jej Wniebowzięcia, a nie śmierci). O Sercu Maryi jako pierwszy pisał św. Łukasz (Łk 2, 19. 51). Na wielką skalę kult Serca Maryi rozwinął św. Jan Eudes a 13 października 1942 roku, w 15. rocznicę zakończenia objawień fatimskich, papież Pius XII ogłosił całemu światu, że poświęcił rodzaj ludzki Niepokalanemu Sercu Maryi. Polecił także, aby uczyniły to poszczególne kraje w swoim zakresie. Prymas Polski, kardynał August Hlond w obecności całego Episkopatu Polski i pielgrzymów uczynił to 8 września 1946 r. na Jasnej Górze przed obrazem Matki Bożej Częstochowskiej. Objawienia fatimskie ukierunkowały kult Serca Maryi do czci Jej Serca Niepokalanego. Nadto nadały mu charakter wybitnie ekspiacyjny, w czym bardzo upodobnił się do kultu Serca Pana Jezusa, propagowanego w objawieniach danych św. Małgorzacie Marii Alacoque.

Samo święto Serca Maryi zapoczątkował św. Jan Eudes już w roku 1643. Wyznaczył je dla swoich rodzin zakonnych na dzień 8 lutego. Dla całego Kościoła święto Niepokalanego Serca Maryi wprowadził papież Pius XII dnia 4 maja 1944 roku. Posoborowa reforma liturgiczna przesunęła je na sobotę po uroczystości Najświętszego Serca Jezusowego.

Maryja i Jezus pokazują nam, że te dwa policzki na ikonie i dwa serca, przytulone do siebie, bijące jednym rytmem miłości, wielkiej ufności i posłuszeństwa Bogu, są kluczem. Serca przepełnione tak wielkim uczuciem, jakiego tylko Matka i jej dziecko doświadczyć mogą w czułym przytuleniu pełnym poczucia bezpieczeństwa i macierzyńskiej miłości. Bo jak nazwać inaczej to spotkanie się dwóch policzków i dwóch serc, jeśli nie miłością doskonałą? Czy choć odrobinę próbuję upodobnić swoją miłość do tej miłości? Czy w ten tandem serc mam odwagę wpasować swoje nieśmiałe, nieporadne i słabe ludzkie serce? By nauczyło się bić taką samą miłością, by czerpało siłę do miłości z tych dwojga serc?

Pustynia serca #6

Zachód Słońca, Wschód, Zmierzch, Podróży, Wieczorem

Na pustyni jest się trochę samotnym. Równie samotnym, jak wśród ludzi…

Antoine de Saint-Exupéry – Mały książę

Podstawowa różnica między medytacją a kontemplacją polega na roli i aktywności rozumu. By wyjaśnić Ci drogi czytelniku różnicę ogólną, posłużę się łacińskimi źródłosłowami tych pojęć:

  • medytacja – łac. meditatio – zagłębianie się w myślach, rozważanie, rozmyślanie, rozpamiętywanie, przemyśliwanie, dumanie, zamyślanie się.
  • kontemplacja – łac. contemplatio – przypatrywanie się, oglądanie, stan, w którym człowiek mistycznie odczuwa obecność Boga, który jest Absolutem.

W medytacji rozum jest aktywny: rozważa, rozmyśla, rozumie i odnosi wszystko do własnego życia; w kontemplacji zaś pozostaje możliwie bierny. Szuka ciszy, nie rozważa, nie rozmyśla i nie manipuluje – zachowuje pasywność. Pozostaje tylko proste uczestniczenie i doświadczanie tego, co obserwujemy. Kontemplacja zakłada pewne wyciszenie, zatrzymanie się, tracenie czasu dla Boga i z Bogiem. W kontemplacji bardziej skupiamy się na obrazach, mniej na słowach. Uczymy się patrzeć oczami dziecka, które potrafi fascynować się i zadziwiać prostotą myśli, uczuć, obrazów. Kontemplacja jest pokornym powierzeniem się woli Boga i przeżywaniem jej. Uczy nas, jak bardziej przylgnąć do Niego. Jest prostym dzieleniem towarzystwa z Jezusem w samotności.

Kontemplacja jest milczącą miłością.

św. Jan od Krzyża

Można więc powiedzieć, że medytacja czyni mnie obserwatorem. Kontemplacja zaś czyni mnie uczestnikiem życia Jezusa.

Tu już nie chodzi o rozmyślanie i o rozumienie samego siebie. Tu chodzi o przeżywanie obecności Jezusa i odnajdywanie siebie w tej obecności. Medytacja nad samym sobą uczy nas kontaktu z samym sobą, rozpoznawania stanów, jakie są w nas, nazywania emocji, uczuć, myśli, postaw. Kontemplować – to z prostotą uczestniczyć w życiu Jezusa czując, widząc, słysząc, smakując, dotykając, przeżywając relację z Nim. I tu już nie chodzi o obserwowanie, analizowanie i rozumowanie. Tu chodzi o proste doświadczanie relacji. Odwracam wzrok od samego siebie i kieruję go na Jezusa. Z prostotą patrzę na Niego, słucham Jego słów, wsłuchuję się w tembr głosu, oddycham tym samym co On powietrzem i przeżywam całe spektrum emocji, jakie w tym spotkaniu się rodzą. Bez analizowania, cenzurowania, oceniania. Jedynie przeżywam.

To jest pewien proces. Co oznacza, że rozum wycisza się powoli, stopniowo. Nie da się tego wymusić, ani osiągnąć natychmiast. Doświadczenie takiej ciszy wewnętrznej jest z jednej strony łaską, a z drugiej wymaga cierpliwego praktykowania takiej formy modlitwy – latami.

Kontemplacja jest stanem, kiedy nie potrzeba już słów, czy obrazów, aby trwać przed Bogiem. Potrzeba uwagi, potrzeba miłości – trwania w Jego obecności.

Kontemplacja to najwyższy przejaw intelektualnego i duchowego życia człowieka. To właśnie owo życie, w pełni przebudzone, w pełni czynne, w pełni świadome tego, że żyje. To duchowy cud. To nagłe zatrwożenie świętością życia i zachwyt nad nią. To wdzięczność za życie, za świadomość i za istnienie.

Thomas Merton – Nowe źródła kontemplacji

Dwa serca, jeden rytm #2

Sokółka: rocznica przeniesienia Cząstki Ciała Pańskiego do kaplicy MB  Różańcowej
Komunikant przemieniony w cząstkę Ciała Pańskiego w Sokółce

Wiesz już drogi czytelniku, że Eleusa jest Maryją pasyjną. To jest to wyjątkowe znaczenie słowa „czuła”. Mająca realny współudział w Pasji – Męce i Śmierci Jezusa. Jej głębia wzroku, wyraz oczu i przytulenie policzka nabierają tu nowego znaczenia. To nie tylko wtulenie się Jezusa i kurczowe trzymanie Matki za szyję, jakby szukanie schronienia w ramionach najczulszej z Matek, przed nadchodzącym strachem i cierpieniem, ale i przytulenie serca do serca, serc które za chwilę będą współodczuwały mękę i śmierć. Maryja jako pierwsza zrozumiała też Zmartwychwstanie. Nie było jej przecież wśród kobiet idących do grobu w niedzielę rano, by namaścić ciało Syna. Nie było jej w Wieczerniku, razem z przerażonymi uczniami, niepewnymi jutra, zawiedzionymi w swoich nadziejach na stanowisko w Królestwie Bożym. Ona nie czekała na niewiadome. Ona wiedziała! Spotkała Zmartwychwstałego Jezusa najwcześniej, jako ta pierwsza, wybrana. W tej miłosnej jedności dwóch serc, od początku można zauważyć, że Maryja i Jezus pokornie zgadzają się na wszystko, przyjmują plan Boga, ufają Mu bezgranicznie. Najświętsze Serce Jezusa i Niepokalane Serce Maryi są zjednoczone w tej ufności aż po Pasję i Zmartwychwstanie. Męka rozpoczyna się ustanowieniem Najświętszego Sakramentu, którego pamiątkę Kościół obchodzi w Wielki Czwartek. Bo Wielki Czwartek to przede wszystkim celebracja Ciała i Krwi Chrystusa, i aby mogło się to dokonać Jezus sam ustanawia sakrament Kapłaństwa i Eucharystię, stając się Kapłanem i Ołtarzem, rozdając Siebie jako sługa, który umywa nogi innym. Potem wchodzi już w Mękę i nie ma tu miejsca na uroczystą adorację Ciała i Krwi.

Dlatego od XIII wieku Kościół obchodzi osobną uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Chrystusa (zwaną potocznie Bożym Ciałem). Uroczystość ta ma na celu podziękowanie za ten niezwykły dar Chrystusowi. Kościół od początku wierzył w realną obecność Pana Jezusa w Najświętszym Sakramencie i dlatego Eucharystię uczynił centrum. Na czym ta obecność polega? Opłatek, który jest wypieczonym chlebem pszennym, po wypowiedzeniu przez kapłana słów Przeistoczenia, mocą Ducha Świętego, staje się Ciałem Pana Jezusa, a wino – Jego Krwią. O co więc tak naprawdę chodzi w Przeistoczeniu? Jako wyjaśnienie przytoczę tu słowa o. Jana P. Strumiłowskiego OCist, który na łamach PCh24 pisał:

„W języku metafizyki substancja oznacza istotę rzeczy, samo jej sedno, to czym sam byt jest. W takim znaczeniu substancja jest czymś różnym od przypadłości (czyli od tego, jakie coś jest)”, zaś „podczas konsekracji przypadłości nie zmieniają się, natomiast zmienia się sama substancja”. „Jeśli konsekracja powoduje przemianę samej istoty, a nie przypadłości, to znaczy, że nawet właściwości chleba nie zostają przez konsekrację zmienione. Stąd też gluten w konsekrowanej hostii nadal szkodzi osobom uczulonym na gluten” – dodaje.

Sekwencja na Uroczystość Najświętszego Ciała i Krwi Pańskiej

Taką doniosłą i odpowiedzialną władzę powierzył kapłanom sam Chrystus, kiedy powiedział przy Ostatniej Wieczerzy: „To czyńcie na moją pamiątkę” (Łk 22, 19). Tymi słowami polecił Apostołom i ich następcom przeistaczanie (przemienianie) chleba w Ciało Pańskie, a wina w Krew Pańską. Spełniła się w ten sposób obietnica: „A oto Ja jestem z wami przez wszystkie dni, aż do skończenia świata” (Mt 28, 20). W Najświętszym Sakramencie jest obecne Ciało i Krew Pana Jezusa, Jego Osoba, jest On cały. Nie ma bowiem ciała Pana Jezusa osobno poza Jego Osobą.

Według nauki Kościoła Pan Jezus jest obecny w Eucharystii pod każdą widzialną cząstką konsekrowanej Hostii. Dlatego z taką troskliwością kapłan uważa, aby najmniejsze okruchy zebrać do kielicha, obmyć wodą i spożyć. Ta czynność nazywana jest puryfikacją.

Pan Jezus jest cały i żywy tak pod postacią chleba, jak i pod postacią wina. Gdzie jest bowiem prawdziwe Ciało Chrystusa, tam jest i Jego Krew, i cała Jego osoba. Podobnie, gdzie jest Krew Pana Jezusa, tam jest i Jego Ciało.


Ciąg dalszy nastąpi…

Dwa serca, jeden rytm

Właśnie zakończył się miesiąc maj poświęcony czci Maryi Panny a weszliśmy w czerwiec, miesiąc poświęcony Sercu Pana Jezusa.

Kilka tygodni temu dane mi było ponownie przeżyć warsztaty pisania ikon pod czujnym okiem o. Jacka SJ. Tematem była Matka Boża Czuła zwana Eleusą. Przedstawiona jest jako ta, która trzyma na rękach małego Jezusa i przytula swój policzek do Jego policzka. Jezus zasiada na jej przedramieniu jak na tronie. Jego wzrok utkwiony jest w twarzy Matki Bożej. Jak sama nazwa wskazuje Matka Boża jest na tego typu ikonie pełna czułości, delikatności, pełna tkliwości do syna, w ujęciu przytulenia policzkiem do policzka małego Jezusa. Ale jest jeden szczegół, na który mało doświadczony widz nie zwróci uwagi. Wzrok Matki nie patrzy na syna a przed siebie, skupiony jest na na widzu i pełen smutku. Dlaczego w takiej chwili Matka Boża jest smutna? Wydawałoby się, że to sytuacja, w której każda matka powinna być radosna, cieszyć się, obserwować i spoglądać na swoje dziecko. Okazuje się, że słowo czuła ma tu inne znaczenie. Czuła to nie tylko pełna czułości, ale i współczująca, współodczuwająca. Maryja wie o przyszłości Jezusa. Przecież już Symeon spotkany w Świątyni Jerozolimskiej…

(…) błogosławił Ich i rzekł do Maryi, Matki Jego: «Oto Ten przeznaczony jest na upadek i na powstanie wielu w Izraelu, i na znak, któremu sprzeciwiać się będą. A Twoją duszę miecz przeniknie, aby na jaw wyszły zamysły serc wielu».

Łk 2, 34-35

Maryja zachowywała te wszystkie słowa w sercu, rozważała je i miała przeczucia. Domyślała się, że życie Jezusa nie będzie tak proste i radosne, jakby się mogło wydawać. Zaufała Bogu i wiedziała, że do tej pory wszystko, co usłyszała od Anny i Symeona czy Anioła, spełniało się w Jej życiu. Miała świadomość bycia Matką Pomazańca Bożego. Miała też świadomość, że jako ta wybrana na Matkę Zbawiciela, będzie miała udział w Jego misji. Będzie towarzyszącą Chrystusowi we wszystkim, co Bóg Mu wyznaczył. Pamiętając o słowach Symeona, zdawała sobie sprawę, że misja Zbawiciela nie będzie wiązała się tylko z chwałą, że będzie w tym również wielkie cierpienie. Jej posłannictwo będzie trwało przez cały czas, będzie tą, która towarzyszy Jezusowi aż pod krzyż i aż po grób. Te dwa złączone policzki na ikonie przywodzą mi na myśl dwa serca, tak samo przytulone do siebie, bijące jednym rytmem miłości, wielkiej ufności i posłuszeństwa Bogu. Serca przepełnione tak wielkim uczuciem, jakiego tylko matka i jej dziecko doświadczyć mogą w czułym przytuleniu pełnym poczucia bezpieczeństwa i macierzyńskiej miłości. Bo jak nazwać inaczej to spotkanie się dwóch policzków i dwóch serc, jeśli nie miłością doskonałą? Maryja jeszcze trzyma małego Syna w ramionach, jeszcze stara się chronić przed złem, ale w swoich przeczuciach już wie, że za chwilę będzie musiała się zgodzić na Jego mękę i śmierć.

Jezus nie tylko doświadczy śmierci, ale i opuszczenia, samotności, absurdalności piekła, które zagraża człowiekowi, i to w tym samym sensie co człowiek. To będzie taka samotność do której nie przenika żadne słowo, to będzie tak głębokie opuszczenie.

Dlatego tak ważne jest to przytulenie: policzków i serc…


Ciąg dalszy nastąpi…

Uroczystość Trójcy Przenajświętszej

Andriej Rublow, Trójca Święta

Prawda o Bogu w Trójcy jedynym jest podstawą religii chrześcijańskiej. Prawda ta jest tajemnicą wiary, która została objawiona w zaraniu Nowego Przymierza między Bogiem a ludzkością. Odsłania nam ona tajemnicze życie Boże, którego uczestnikami stajemy się przez Chrzest święty. Cały kult Kościoła dąży do uwielbienia Boga w Trójcy Jedynego. Odrębne święto zostało wprowadzone w IX w., a w wieku XIV rozciągnięte na cały Kościół. We Mszy św. wielbimy niezgłębioną tajemnicę i dziękujemy za miłosierdzie okazane nam w dziele Odkupienia.

Mszał Rzymski, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1963

Pustynia serca #5

Oaza, Pustynia, Drzwi, Jezus, Open, Szkło, Ciepła

Wydmy zmieniają swój kształt na wietrze, jednak pustynia zawsze pozostaje taka sama. I tak będzie z naszą Miłością.

Paulo Coelho, Alchemik

Dziś chcę przybliżyć nieco i wprowadzić Ciebie drogi czytelniku w temat medytacji chrześcijańskiej. „Medytować znaczy ćwiczyć umysł w poważnej refleksji. Jest to możliwie najszersze znaczenie słowa medytacja.” Tak opisuje znaczenie tej modlitwy Thomas Merton w swojej książeczce „Kierownictwo duchowe i medytacja.” Medytacja, jak każda modlitwa, jest spotkaniem dwóch osób. Jeśli się zaangażuję, wejdę w nią z postawą otwartości, oczekiwania, czuwania, uważności; Bóg odpowie na moje pytania, wcześniej czy później, a ja usłyszę Jego głos w sercu. Trudność tkwi w tym, że usłyszeć to jeszcze nie jest równoznaczne z rozpoznać. Dopiero kiedy oddam Mu swoje życie i powierzę się prowadzeniu, będę w stanie powiedzieć, że rozpoznaję głos Boga w sobie. „Boga bardzo trudno przyłapać na gorącym uczynku, ale poznaje się Go później, po owocach.” Gdy zacznę zauważać owoce, mogę zaryzykować stwierdzenie, że wewnętrzny radar mojej duszy zaczął działać prawidłowo. Jest jak GPS, jak mapa pisana sympatycznym atramentem, podgrzana Jego miłością. Wtedy wszystko zaczynamy widzieć w innym świetle i nic już nie wygląda tak samo. Medytacja przypomina opalanie się na słońcu. Muszę podjąć decyzję, używając swojej wolności, wyjść z cienia, wystawić się na ciepło Jego promieni, wystawić swoje ciało na ekspozycję, regularnie, co jakiś czas. Muszę stanąć przed Bogiem na bosaka i czekać cierpliwie na efekty tego opalania. Opalanie to przecież proces. Modlitwa też dzieje się w czasie – ma swoje etapy, w przestrzeni mojej wiary czy niewiary.

Jeśli modlę się mając swój pomysł na życie i gotową receptę, a brak mi tylko środków i chcę je znaleźć prosząc o pomoc Boga, by użył swej mocy; to znaczy, że chcę posłużyć się Bogiem, by wykorzystać interesownie jego moc. Czy wtedy rzeczywiście się modlę, czy tylko wyliczam przed Nim swoje pragnienia, żądam i nakazuję ich realizację?

Modlitwa wiary odbywa się w przestrzeni, w której uznaję Boga za stwórcę, autora mojego życia, ufam Jego mądrości, wiem, że On chce mojego dobra, dlatego pragnę Go lepiej poznać, zrozumieć, słuchać, iść Jego śladami, opierając się o Jego wskazówki, jakie zostawia na mojej drodze. Chcę się zadziwić Jego cichą obecnością w moim życiu.

Medytacja nie jest ograniczona wyłącznie do refleksji religijnej, ale pociąga za sobą poważną umysłową aktywność, zaabsorbowanie i koncentrację, która nie pozwala naszym myślom błąkać się bez celu lub pozostawać ospałym, bez kontroli. Nie odwołuje się jednak tylko do intelektualnej aktywności czy samego rozumowania. Refleksja ta angażuje nie tylko umysł, ale również serce i całą naszą istotę.

Medytacja jest również źródłem wiedzy o życiu i Bogu. Jest wejściem w intymny kontakt z Bogiem, w najgłębsze aspekty życia i rzeczywistości, przeżywając je w Jego obecności. Jest środkiem prowadzącym do tego celu, jest nazwą procesu, w którym nasze serce i umysł ćwiczą się w ciągu wewnętrznych działań przygotowujących nas do zjednoczenia z Bogiem. Cechą charakterystyczną wyróżniającą religijną medytację jest fakt, iż jest ona poszukiwaniem prawdy, która wypływa z miłości. Medytacja jest również nazywana modlitwą myślną. Sposób w jaki każdy może medytować, zależy w dużej mierze od jego temperamentu i naturalnych darów. Jasność, która płynie z duchowej intuicji tego co prawdziwe, jest tym światłem, które urzeka całą duszę. Ważnym elementem w modlitwie myślnej jest ćwiczenie, które święty Ignacy Loyola nazywa zastosowaniem zmysłów.

Innymi słowy: musimy wybrać konkretny religijny przedmiot – scenę z Ewangelii i uzmysłowić sobie, wszystkie widzialne elementy tak, by stały się wyraźne i rzeczywiste w naszej wyobraźni. Umiejscawiamy siebie, w tej scenie, na ile potrafimy, w obecności Chrystusa, i wewnętrznie zachowujemy się tak, jakbyśmy rozmawiali osobiście z Nim. To co Jezus powiedział dwadzieścia wieków temu jest również w tym momencie skierowane do nas. W ten sposób może On być fizycznie obecny, tu i teraz, żywy pośród nas. Bóg patrzy zawsze z życzliwością i zatroskaniem, a w konsekwencji Chrystus, który żyje i mówi, staje się dla nas o wiele bardziej prawdziwie realny, niż osoby wokół nas, z którymi rozmawiamy w życiu codziennym. Dlatego też w żadnym przypadku, nie jest tylko grą wyobraźni, stawanie w obecności Chrystusa w wybranej scenie z Nowego Testamentu. Trzeba przede wszystkim pamiętać, że funkcją tego sposobu modlitwy jest rozbudzenie w nas aktów cnót teologicznych: wiary, nadziei i miłości, które są oznaką nadprzyrodzonej obecności Chrystusa w naszych duszach. Dlatego prawdziwa kulminacja chrześcijańskiej medytacji jest identyczna z kulminacją Modlitwy Liturgicznej i sakramentów: jest nią głębsze zjednoczenie przez łaskę i miłość ze słowem wcielonym, Jezusem Chrystusem, który jest jedynym pośrednikiem między Bogiem a człowiekiem. O wiele łatwiej jest odczuć i docenić miłość Boga, kiedy widzimy ją skonkretyzowaną w ludzkiej miłości Jezusa Chrystusa do nas. Funkcją medytacji jest przede wszystkim umożliwić spojrzenie na doświadczenie tajemnic życia Chrystusa jako realnych momentów obecnych w naszej, duchowej egzystencji. By uczynić to doświadczenie głębszym i bardziej osobistym, medytacja zmierza do odczytania wewnętrznego znaczenia znaków ukrytych pod powierzchnią, a także do tego, by odnieść historyczne wydarzenie Ewangelii do naszego własnego życia duchowego, umiejscawiając je tu i teraz.


W oparciu o Thomas Merton „Kierownictwo duchowe i medytacja”

Zesłanie Ducha Świętego

File:La Pentecôte.jpg
Jehan Fouquet, La Pentecôte, XV w.

W dniu Pięćdziesiątnicy około godziny 9 przed południem Duch Święty zstąpił pod postacią wichru i ognia na uczniów zgromadzonych w wieczerniku. Msza świąteczna odprawiana dziś jest uroczystym obchodem rocznicy tego wydarzenia i świadomi swojej słabości prosimy Ducha Świętego, aby umocnił to, czego dokonał w nas przez sakramenty Chrztu i bierzmowania, i nieustannie obdarzał nas swoimi natchnieniami.

Mszał Rzymski, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1963

Chrystus wstąpiwszy ponad wszystkie niebiosa i siedząc na prawicy Bożej zesłał w dniu dzisiejszym obiecanego Ducha Świętego na przybrane dzieci. Dlatego cały okrąg ziemi tonie w nadmiarze radości.

z prefacji o Duchu Świętym

O Duchu Święty, Duszo mej duszy, uwielbiam Cię. Oświecaj, kieruj, wzmacniaj i pocieszaj mnie. Powiedz mi co mam robić i rozkaż mi co wykonać. Obiecuję Ci uległość we wszystkim, co z woli Twojej mnie spotka, tylko okaż mi Twoją wolę.

Modlitwa o siedem Darów Ducha Świętego

Duchu Przenajświętszy,

  1. racz mi udzielić daru mądrości, abym zawsze umiejętnie rozróżniał dobro od zła i nigdy dóbr tego świata nie przedkładał nad dobro wieczne;
  2. daj mi dar rozumu, abym poznał prawdy objawione na ile tylko jest to możliwe dla nieudolności ludzkiej;
  3. daj mi dar umiejętności, abym wszystko odnosił do Boga, a gardził marnościami tego świata;
  4. daj mi dar rady, abym ostrożnie postępował wśród niebezpieczeństw życia doczesnego i spełniał wolę Bożą;
  5. daj mi dar męstwa, abym przezwyciężał pokusy nieprzyjaciela i znosił prześladowania, na które mógłbym być wystawiony;
  6. daj mi dar pobożności, abym się rozmiłował w rozmyślaniu, w modlitwie i w tym wszystkim, co się odnosi do służby Bożej;
  7. daj mi dar bojaźni bożej, abym bał się Ciebie obrazić jedynie dla miłości Twojej.

Do tych wszystkich darów, o Duchu Święty dodaj mi dar pokuty, abym grzechy swoje opłakiwał i dar umartwienia, abym zadośćuczynił Boskiej sprawiedliwości.

Napełnij Duchu Święty serce moje Boską Miłością i łaską wytrwania, abym żył po chrześcijańsku i umarł śmiercią świątobliwą. Amen. 

Wniebowstąpienie Pańskie

Wniebowstąpienie Pańskie obchodzone jest corocznie w 40. dniu po Zmartwychwstaniu Pańskim. W Polsce oraz w krajach, gdzie dzień ten nie jest ustawowo wolny od pracy, obchody uroczystości, zgodnie z dekretem Kongregacji ds. Kultu Bożego i Dyscypliny Sakramentów, zostały od 2004 roku przeniesione na najbliższą niedzielę – VII Niedzielę Wielkanocną.

Wniebowstąpienie jest ukoronowaniem Zmartwychwstania. Pascha — przejście Pańskie osiąga w tej tajemnicy swój kres. Człowieczeństwo Zbawiciela otrzymuje najwyższą chwałę w nagrodę za doskonałe posłuszeństwo wobec Ojca. Wejście Chrystusa do nieba to wejście Arcykapłana Nowego Testamentu do świętego świętych «aby wstawiać się za nami». Wniebowstąpienie jest również triumfem ludzkości. Chrystus umieścił bowiem po prawicy Ojca ułomną ludzką naturę. «Gdyśmy byli umarłymi przez grzechy… (Bóg) wzbudził (nas) z martwych, dozwolił zasiadać na niebiosach w Chrystusie Jezusie» (Ef. 2, 5-6). Tajemnica Wniebowstąpienia dopełni się ostatecznie wówczas, gdy wejdą do nieba również członki Jego Mistycznego Ciała. Całe życie Kościoła jest przygotowaniem na dzień, w którym Chrystus wróci, aby wprowadzić odkupionych do chwały Ojca. Teksty Mszy św. wysławiają Wniebowstąpienie jako triumfalny pochód Zbawiciela. Modlitwy są wyrazem chrześcijańskiej nadziei.

Mszał Rzymski, Wydawnictwo Pallottinum, Poznań 1963

Ciesz się, Królowo Anielska, *
Wesel się, Pani Niebieska! *
Wszyscy Ci dziś winszujemy, *
Z weselem wyśpiewujemy: *
Alleluja!

Że Syn Twój już zmartwychwstały, *
W niebiosa wszedł do swej chwały; *
Któregoś Ty godna była, *
Żeś Go na ręku nosiła. *
Alleluja!

Ciesz się i wesel się w niebie, *
Proś Go za nami w potrzebie, *
Byśmy się też tam dostali *
I na wiek wieków śpiewali: *
Alleluja!