Strona główna > Uncategorized > „Wpierw trzeba mówić ludziom o Bogu, a gdy Jezus dotknie ich serca, to już później jakoś to pójdzie…”

„Wpierw trzeba mówić ludziom o Bogu, a gdy Jezus dotknie ich serca, to już później jakoś to pójdzie…”

Obraz Jezusa Miłosiernego pędzla Ludomira Sleńdzińskiego.
Sanktuarium Serca Jezusa Miłosiernego w Kaliszu.

Uciekam się do Twego miłosierdzia, Boże łaskawy, Któryś Sam jeden jest tylko dobry. Choć nędza moja wielka i przewinienia liczne, jednak ufam miłosierdziu Twemu, boś jest Bóg miłosierdzia i od wieków nie słyszano, ani nie pamięta ziemia, ani niebo, by dusza ufająca miłosierdziu Twemu została zawiedziona. O Boże litości, Ty Sam jeden usprawiedliwić mnie możesz i nie odrzucisz mnie nigdy, gdy się udaję skruszona do miłosiernego Serca Twego, u którego nikt nie doznał odmowy, choćby był największym grzesznikiem„.

Św. s. Faustyna Kowalska Dz. 1730

5.04.2022 r. miała miejsce premiera filmu „Powołany”, będącego fabularyzowanym dokumentem mówiącym o mocy, cudach nawrócenia i miłości Boga. Kilka dni temu miałam przyjemność obejrzeć ten film. Potem wracałam do niego przez kilka kolejnych dni. Przytoczone historie z życia ludzi nawróconych, mocno przypomniały mi moją własną historię nawrócenia. Między wierszami dialogów i monologów szukałam słów, które pomogłyby zrozumieć jeszcze bardziej…

Znalazłam stwierdzenie głównego bohatera części fabularyzowanej:
Ja wierzę, że Bóg w odpowiednim czasie wyjaśni nam, dlaczego życie miało taki, a nie inny kształt„. On wierzył, ja jestem tego już pewna! Na przykładzie swojej historii i pięknych historii z ludzkiego życia, przytoczonych w tym filmie. Z pewnością odezwą się głosy w postaci złośliwych komentarzy, jak choćby artykuł na łamach wyborczej.pl zaczynający się od słów: «Scenariusz „Powołanego” napisał rzekomo Duch Święty…» p. Dawida Dróżdża. To przypomina mi ciągle ironizującego ojca rodziny, z części fabularnej filmu. On też powtarzał jak zaprogramowany „Nie wierzę!” i wciąż szukał nowych argumentów na swoją niewiarę.

Dlaczego?

Bo nie zdążył doświadczyć miłości rodzicielskiej, bo nikt mu się powiedział o miłości Boga, nikt nie powiedział 11-letniemu chłopcu, że śmierć jego rodziców nie ma nic wspólnego z jego wyimaginowaną winą czy złośliwością Pana Boga. Przez resztę swojego dotychczasowego życia nosił ze sobą to ogromne zranienie, niezrozumienie, żal, smutek po stracie bezpiecznego dzieciństwa i nienawiść do Boga. Nikt mu nie wyjaśnił, że wypadki, nieprzewidziane tragedie, wojny, choroby, wreszcie sama śmierć fizyczna, nie są dziełem Pana Boga, a jedynie Jego towarzyszeniem w tych trudnych, często niezrozumiałych dla ludzi sytuacjach. Bóg nie jest policjantem, ekonomem, katem, prześmiewcą, który tylko czeka na nasze potknięcie, na trudności życia, by dołożyć jeszcze bardziej, by powalić nas na kolana.

Szkoda, że ów dorosły mężczyzna, ojciec rodziny, nie zdążył zobaczyć radości swoich bliskich, ich serdecznych rozmów po wyjściu kapłana. Wyszedł nagle, pospiesznie, uciekł zmieszany. Być może chciał ukryć swoje zakłopotanie przed dziećmi, uniknąć konfrontacji z poruszonym chwilę wcześniej w filmie tematem: tylko(!) propozycją aborcji i późniejszymi jej skutkami, w odniesieniu do jednego z bohaterów dokumentu. Pozostali domownicy doświadczyli już obecności i miłości Boga, o którą modlili się na początku wizyty.

On może wytłumaczyłby to sobie natchnieniem chwili, wpływem opowieści, oczarowaniem. Ale czy miłość nie jest oczarowaniem, natchnieniem chwili, impulsem, nagłym olśnieniem… Wszyscy nawróceni mówili o takiej chwili, o nagłym impulsie, o czymś, co ich nagle dotknęło, o ogromnej łasce, o sile i niewiarygodnym żarze przeszywającym wszystko. Tym czymś jest miłość i miłosierdzie Boga. To jest Jego głos, o który tak zawzięcie pytał cierpiący na duszy ojciec rodziny. Nie usłyszał głosu Pana Boga, bo go zakrzyczał w sobie, bo zamknął się na Niego, szukając w Bogu jedynie winowajcy i prześmiewcy swojego losu.

Najłatwiej postawić w tym miejscu Boga, bo On nie krzyczy, nie szarpie, nie domaga się, nie ironizuje, nie żąda, nie protestuje, nie szuka zawzięcie prawdy, bo sam jest Prawdą. Mówi cicho, spokojnie, czasem tajemniczo i dlatego niekiedy wolimy odwrócić się do Niego plecami, nie słuchać, nie próbować zrozumieć, nie wysilać się, nie czekać cierpliwie na Jego rozwiązania. To jest właśnie nasza wolna wola, którą dał nam Bóg, której często nie rozpoznajemy, nie identyfikujemy w sobie, nie pielęgnujemy, wyrzucając Bogu, że zabrania nam tego czy tamtego. Dlaczego? Odpowiedź pada w filmie:
»Są rzeczy, które chcemy dla naszych najbliższych już od samego początku ich istnienia i robimy to z miłości!«
Bóg z miłości do nas zesłał swego jedynego Syna, pozwolił Go wyszydzić, skatować na śmierć, poświecił Jego życie, by nas zbawić od śmierci wiecznej, od potępienia. Nikt z nas nie rodzi się grzesznikiem, jak mówił ksiądz — bohater filmu.
Śmierć to jedynie moment powrotu. […] Do tego, który nosił… (nas) w swoim sercu jeszcze przed stworzeniem świata. Jaki będzie ten powrót, zależy tylko od nas”. „Poprzez słowo Bóg ma moc kompletnie zmienić życie człowieka”.
Nasłuchujmy wiec tego słowa, nie zapominając, że żeby je usłyszeć, trzeba czasem zamilknąć choć przez chwilę. Inaczej niczego nie usłyszymy i nie zrozumiemy.
A zrozumieć wystarczy słowa Jezusa Miłosiernego: „Córko, oddaj mi nędzę twoją, bo ona jest wyłączną twoją własnością”.
Dz. 1318

– «Zdążyć złu powiedzieć „nie”.
Albo dobru powiedzieć „tak”.»

Zdążysz dzisiaj… ?
To najlepszy dzień na takie wyznania!

Kategorie:Uncategorized
  1. Brak komentarzy.
  1. No trackbacks yet.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

%d blogerów lubi to: