22 Październik 2014 Dodaj komentarz

Październik jest miesiącem wyjątkowej pamięci o różańcu – w parafiach są nabożeństwa różańcowe, w szkołach, na katechezach również bardzo mocno się zaznacza ten fakt. A dlaczego akurat różaniec? Bo różaniec to modlitwa wyjątkowa w swej prostocie, piękna, nieskomplikowana, a odmawiana z wiarą ma naprawdę wielką moc. Jet modlitwą ewangeliczną. Choć ma charakter typowo maryjny, ale warto zwrócić uwagę na to, że tak naprawdę skupiamy się w tej modlitwie na Jezusie, który jest owocem żywota Maryi, to tak naprawdę tajemnice z życia Jezusa kontemplujemy, co zauważył już Leon XIII:

Ze względu na swą kompozycję różaniec jest najdoskonalszą formą modlitwy. Stanowi mocną obronę naszej wiary, a w tajemnicach, będących przedmiotem naszej kontemplacji, wskazuje nam wzniosły wzór cnót. Pośród licznych form pobożności wobec Maryi najbardziej ceniona i rozpowszechniona jest piękna modlitwa różańca świętego. Przypomina w doskonałym zestawieniu wielkie tajemnice Jezusa i Maryi: ich radości, cierpienia i zwycięstwa.

Modlitwa różańcowa działa cuda, co zresztą widać, po wotach składanych w sanktuariach maryjnych. O czym mówił już papież Urban IV: Co dzień za sprawą różańca spływają na lud chrześcijański wszelkie dobrodziejstwa. Jakie cuda się zdarzają? Obrona miast, wychodzenie z nałogów i mnóstwo codziennych, małych cudów. Różaniec odmawiany z wiarą daje spokój serca, nadzieję, pomaga rozwiązać problemy, działa cuda takie maleńkie i często zauważane. Chwyć za Różaniec i w ten sposób zmieniaj siebie, zmieniaj świat! I to nie tylko w październiku!

Nie ma w życiu problemu, którego by nie można było rozwiązać za pomocą różańca.
Łucja dos Santos

Kategorie:modlitwy, różaniec

„Wiem, Komu zawierzyłam swoje życie”

21 Październik 2014 Dodaj komentarz

Wołał mnie Pan na swoją służbę bardzo wcześnie, jeszcze przed świtem. Urodziłam się w 1953 roku w wielodzietnej, zwyczajnej rodzinie na Podlasiu. Dzieciństwo moje było bardzo szczęśliwe. Bóg miał w naszej rodzinie swoje najważniejsze miejsce. Każdego dnia rano i wieczorem klękaliśmy wszyscy do wspólnej modlitwy. Mama pozostała dla mnie wzorem świętej kobiety i matki. Budowałam się zawsze jej głęboką wiarą. Wiara przekazana przez mamę pomaga mi w każdym dniu życia w klasztorze. Niedziele w naszym domu były dniem świętym, z obowiązkowym uczestnictwem we Mszy Św. Starsze rodzeństwo opiekowało się młodszym rodzeństwem i mądrze nas wychowywało, karcąc i ucząc uczciwości, szacunku do rodziców i sąsiadów. Czasami żyliśmy bardzo skromnie, ale zawsze było rodzinnie, radośnie i szczęśliwie. Gdy miałam 14 lat zmarł nagle nasz tata. Jego śmierć jeszcze bardziej złączyła nasza rodzinę. Wszyscy pomagali mamie w różnych pracach.
Gdy miałam 5 lat, starsza o 11 lat siostra wstąpiła do klasztoru. Zapamiętałam ten dzień, bo wszyscy w domu bardzo płakali. Nie rozumiałam wówczas tego wydarzenia. Nie znałam sióstr zakonnych, bo nigdy nie pracowały w naszej parafii. Siostra rzadko przyjeżdżała do domu, bo przed Soborem Watykańskim II (1962-1965) siostry zakonne nie mogły korzystać z urlopów i wyjazdów do domów rodzinnych. Tylko w wyjątkowych sytuacjach (ciężka choroba lub śmierć rodziców i rodzeństwa) odwiedzały swoją rodzinę. Często pisaliśmy do siostry listy i z wielką niecierpliwością czekaliśmy na odpowiedź. Siostra miała poczucie humoru, pracowała jako katechetka i czasami barwnie opisywała różne historie ze swojego życia zakonnego. Mama z babcią i starszą siostrą jeździła do klasztoru na uroczystości obłóczyn i ślubów zakonnych siostry, a po przyjeździe opowiadała nam swoje przeżycia. Słuchaliśmy wszyscy jej opowiadań z wielkim zainteresowaniem.
W wieku 7 lat rozpoczęłam naukę w szkole podstawowej. Ze starszym rodzeństwem, koleżankami i kolegami chodziłam do szkoły. W starszych klasach, lubiłam wracać nieraz ze szkoły sama. Modliłam się wtedy różaniec.
Gdy byłam w klasie piątej, czasami myślałam o tym, by tak jak moja siostra być siostrą zakonną, ale wstydziłam się mówić o tym komukolwiek. Gdy kończyłam klasę VII, zmarł nagle nasz tata. Siostra przyjechała na pogrzeb w towarzystwie innej siostry. Widok dwóch sióstr zrobił na mnie wielkie wrażenie. Byłam wtedy już w sercu pewna, że także będę zakonnicą. Tęskniłam już wówczas za klasztorem, byłam niezadowolona, że muszę czekać jeszcze rok i obowiązkowo chodzić do kl. VIII. Gdy ukończyłam szkolę podstawową napisałam list do siostry: przyjeżdżaj po mnie natychmiast. Najtrudniej było mi powiedzieć o tym mojej mamie, wiedziałam, że będzie bardzo przeżywać. Gdy jej powiedziałam, długo płakała…Dziś wiem, że były to łzy bólu i radości zarazem. Krawcowa uszyła mi czarną sukienkę, mama kupiła potrzebne rzeczy. Kochana mama na pożegnanie powiedziała mi płacząc: Dziecko, jak ci będzie za ciężko, wracaj do domu. Dziś dziękuję jej za wolność jaką mi pozostawiła w wyborze mojej drogi życiowej, za zaufanie jakim mnie wówczas obdarzyła i za jej radość z mojego szczęścia. Starsze rodzeństwo było bardzo przeciwne mojej decyzji. Wszelkimi sposobami starali się odciągnąć mnie od niej. Stwierdzili, że jedna zakonnica w rodzinie wystarczy. Doradzali mi, bym skończyła jakąś szkołę ponadpodstawową. Im bardziej mi odradzali, tym większy miałam żar w sercu i pewność, że to moja droga, że muszę „tam” jechać. Nie da się tego opisać. W czasie długiej podróży do klasztoru siostra powiedziała mi, że w klasztorze będę mogła kontynuować naukę. Ucieszyłam się z tego bardzo.
Rozpoczęłam formację zakonną w postulacie, następnie odbyłam dwuletni nowicjat i w wieku 18 lat złożyłam pierwszą profesję zakonną. Chciałam uczyć się i pracować z dziećmi w domach prowadzonych przez Zgromadzenie (4 sierocińce prowadzone przez Zgromadzenie w latach 50-tych władze komunistyczne bezprawnie zamieniły na zakłady wychowawcze dla dzieci niepełnosprawnych intelektualnie). Siostry w nich pracujące, musiały mieć odpowiednie kwalifikacje pedagogiczne.
Przełożona prowincjalna chciała wysłać mnie najpierw do Liceum Pielęgniarskiego, lecz warunkiem przyjęcia, postawionym przez dyrekcję szkoły było zdjęcie habitu i kontynuacja nauki „na cywila”. Nie zgodziłam się na to. Były to czasy reżimu komunistycznego. Ze względu na przynależność sióstr do Zgromadzenia i noszony strój zakonny nie przyjmowano ich do szkół państwowych. Pogłębiałam więc swoją wiedzę religijną w 3–letnim Studium Katechetycznym. Dopiero w roku 1974 Opole zaczęło przyjmować zakonnice do LO wieczorowego. Z Katowic, 2 razy w tygodniu jeździłam z dziesięcioma siostrami po wiedzę do Opola. Po roku, już bez przeszkód przeniosłyśmy się do LO w Katowicach.
Po 6–latach formacji, złożyłam śluby wieczyste (na zawsze) 30 VIII 1977 r. Gdy byłam w nowicjacie, najmłodszy brat rozpoczął naukę w Niższym Seminarium Duchownym Ojców Oblatów. Po maturze wstąpił do ich Zgromadzenia. Po święceniach kapłańskich i przygotowaniach, wyjechał na misje do Kamerunu. Dla mamy był to wielki cios. Jeszcze nie zdążyła się nacieszyć jego kapłaństwem a on wyjechał aż do Afryki. Korespondencja zwrotna trwała 3 miesiące. O rozmowach telefonicznych nie było wówczas mowy. Na urlopy przyjeżdżał co 3 lata.
Mama zawsze bardzo dużo modliła się za nas ”trójkę” a szczególnie za brata misjonarza. Gdy spędzałam moje urlopy w rodzinnym domu, gdy mama żyła, często budził mnie w nocy szept jej modlitwy i szelest różańca. Mówiła sąsiadkom: To, że poszli służyć Bogu to mało. Muszę im wymodlić łaskę wytrwania do końca.
Korespondencja z bratem misjonarzem, jego przyjazdy na urlopy, literatura misyjna, zrodziły w moim sercu tęsknotę za pracą na misjach. Długo nad tym myślałam. Mając 34 lata zwróciłam się do Rady Generalnej Zgromadzenia z prośbą o wyjazd na misje. Niestety, zgromadzenie moje nie ma placówek misyjnych i taki wyjazd okazał się niemożliwy. Nie ustawałam w modlitwie w tych intencjach.
Od dnia wstąpienia do klasztoru, przez pierwsze 25 lat pracowałam z dziećmi (chłopcami) w Zakładzie Wychowawczym. Po maturze podnosiłam moje kwalifikacje zawodowe z zakresu pedagogiki. Ukończyłam 4–letnie studia magisterskie z pedagogiki opiekuńczo–wychowawczej. Następnie Studia Podyplomowe z Organizacji i Zarządzania w Pomocy Społecznej i różne inne specjalizacje potrzebne do pracy z dziećmi niepełnosprawnymi intelektualnie. W wolnych chwilach zajmuję się historią mojego Zgromadzenia.
Byłam inwigilowana przez Służbę Bezpieczeństwa. Funkcjonariusze SB chcieli mnie podstępnie i perfidnie wciągnąć do współpracy. Do dziś dziękuję Bogu za to, że zesłał mi wtedy swoje Światło, że nie dałam się zastraszyć funkcjonariuszom UB i byłam szczera wobec moich przełożonych, a przełożonym dziękuję za zaufanie jakim mnie wówczas obdarzyły. Pracowałam w placówkach Zgromadzenia (domach dla dzieci), pełniąc w nich różne funkcje.
Z okazji zbliżającego się srebrnego jubileuszu kapłaństwa brata miałam to szczęście odwiedzić go na jego misji w Kamerunie. Była to moja podróż życia. Z bratem przejechałam Kamerun wzdłuż i w szerz, odwiedzając po drodze misje na których pracują polscy misjonarze i misjonarki z różnych zgromadzeń. Miesiąc tam spędzony był najpiękniejszym czasem w moim życiu. Chłonęłam wszystko jak gąbka i zapisywałam głęboko w sercu. Ciężko mi było pakować się i wracać do Polski. Po powrocie ponownie zwróciłam się do Rady Generalnej z prośbą o możliwość utworzenia placówki misyjnej w Afryce i wzięcia mnie pod uwagę jako ochotniczki do tej pracy. Lecz i tym razem misyjny zapał musiałam ostudzić, ale nic nie dzieje się bez woli Bożej. W intencjach misyjnych Kościoła, misjonarzy i misjonarek ofiarowałam Bogu moje dalsze życie. Przez wszystkie lata kapłańskiego i misjonarskiego życia mojego brata staram się być jego „bankiem modlitwy”. Brat po 30-tu latach pracy misyjnej, ze względu na stan zdrowia w roku 2012 wrócił do Europy. Pracuje w Polskiej Misji Katolickie we Francji.
Dwa lata temu przypadkowo na portalu społecznościowym facebook znalazłam informacje dotyczące DDAK. Włączyłam się w jego piękną misję. Mam już kilku kapłanów „zaadoptowanych” na stałe, za których modlę się każdego dnia. Otrzymałam też miłą wiadomość, że moja siostra brat i ja zostaliśmy także „zaadoptowani” i objęci stałą modlitwą.
Po 46 latach spędzonych w klasztorze (2014 r.) dziękuję Mojemu Bogu za łaskę powołania i każdego dnia proszę, by mi dopomógł wytrwać w nim do końca. Nie mam żadnej wątpliwości, że idę dobrą drogą, a Zgromadzenie, w którym jestem, jest moim Zgromadzeniem. Wierzę, że jestem na swoim miejscu. W czasie minionych lat w Zgromadzeniu, Pan Bóg przeprowadził mnie przez wiele różnych trudnych sytuacji i nadal prowadzi przez radość i przez ból, przez to, co piękne, ale i przez to co trudne, na drodze mego życia zakonnego. Każdego dnia pokazuje mi swoją ogromną miłość i miłosierdzie i pozwala mi doświadczać swojej żywej obecności na modlitwie i w szarej codzienności. Wiem, Komu zawierzyłam swoje życie i wiem, że na Niego mogę zawsze liczyć. Wierzę Bogu jak dziecko, Jego Miłość jest wierna i wieczna.

s. Karina Domagała CSSH

Kategorie:powołanie, świadectwa

Św. Siostra Faustyna – wspomnienie

5 Październik 2014 Dodaj komentarz

SONY DSCDziś obchodzimy wspomnienie św. siostry Faustyny Kowalskiej – patronki DDASZ – u. Była to kobieta wyjątkowa, silna oraz pełna pokory i wiary. Zawsze, gdy zaglądam do jej Dzienniczka zadziwia mnie jej uległość względem Woli Bożej oraz jej wielka wiara. Dziś chciałabym się podzielić z Tobą kilkoma cytatami naszej patronki, które szczególnie do mnie przemawiają.

O Jezu, utrzymuj mnie w bojaźni świętej, abym nie marnowała łask. Dopomóż mi być wierną natchnieniom Ducha Świętego, dozwól, niech raczej mi pęknie serce z miłości ku Tobie, aniżelibym miała opuścić choćby jeden akt tej miłości.

O tak, piękne słowa. Tak często marnuję Twoje łaski, Boże, zapominając jak mocno mnie kochasz, jak wiele łask mi wylewasz, jak często tych łask nie zauważam.

O, jak słodko jest trudzić się dla Boga i dusz. Nie chcę spoczynku w boju, ale walczyć będę do ostatniego tchu życia o chwałę Króla i Pana swego. Nie złożę miecza, aż mnie wezwie przed tron swój; nie lękami się ciosów, bo tarczą moją jest Bóg. Lękać się powinien nas wróg, a nie my wroga.

Siostra Faustyna Kowalska jest dla nas świetnym przykładem walki o dobro, szerzenia Dobrej Nowiny, poświęcenia dla zbawienia dusz ludzkich, dla Boga Wielkiego i Miłosiernego. Czyż nie jest ono inspirujące i zachęcające do większej walki o dobro? Czyż to nie działa jak zachęta? Dla mnie na pewno.

O pokoro, piękny kwiecie, widzę, jak mało dusz cię posiada – czy dlatego, żeś taka piękna, a zarazem trudna, aby cię zdobyć? O tak, i jedno, i drugie. Sam Bóg w niej znajduje upodobanie. Nad duszą pokorną są uchylone upusty niebieskie i spływa na nią łask morze. O, jak piękna dusza pokorna; z jej serca wznosi się jak z kadzielnicy woń wszelka i nader miła, i przebija obłoki, i dosięga Boga samego, i napełnia radością Jego Najświętsze Serce.

Zawsze uważałam, że brakuje mi pokory, a siostra Faustyna jest idealną postacią, od jakiej można się tego uczyć! Cały jej Dzienniczek jest przesiąknięty postawą pełną pokory i tego można się od niej uczyć. Całą jej posługę mogłabym opisać w dwóch słowach – pokora oraz Miłosierdzie. Czy Ty też masz takie wrażenie?

Nie byliśmy Ci potrzebni wcale do szczęścia Twego, ale Ty, Panie, chcesz się podzielić własnym szczęściem z nami. Lecz podczas próby nie wytrwał człowiek; mógłbyś go ukarać, jak aniołów, wiecznym odrzuceniem, ale tu wystąpiło miłosierdzie Twoje i wzruszyły się wnętrzności Twoje litością wielką, i przyrzekłeś sam naprawić nasze zbawienie.

Kategorie:Uncategorized

“Franciszku, idź i odbuduj mój Kościół”

4 Październik 2014 Dodaj komentarz

franciszek3Św. Franciszek, jeden z najbardziej znanych i lubianych świętych. Uczy jak żyć i postępować zgodnie z Ewangelią. Daje entuzjastyczne świadectwo „radości doskonałej” wyrażonej w bezgranicznym posłuszeństwie i zaufaniu Najwyższemu Bogu. Jest idealnym wzorem na dzisiejsze czasy. Pokazuje nam, że poprzeczkę w życiu trzeba stawiać wysoko i dożyć do celu. Św. Franciszek rozumiał, że jego powołaniem jest czynienie dobra, wszędzie tam, gdzie jest to możliwe.

O Panie, uczyń z nas narzędzia Twojego Pokoju
Abyśmy siali miłość, tam gdzie panuje nienawiść
Wybaczenie, tam gdzie panuje krzywda
Jedność, tam gdzie panuje zwątpienie
Nadzieję, tam gdzie panuje rozpacz
Światło, tam gdzie panuje mrok
Radość, tam gdzie panuje smutek.
Spraw abyśmy mogli
Nie tyle szukać pociechy, co pociechę dawać
Nie tyle szukać zrozumienia, co rozumieć
Nie tyle szukać miłości co kochać
Albowiem dając, otrzymujemy
Wybaczając, zyskujemy przebaczenie
A umierając rodzimy się do wiecznego życia.

Kategorie:uroczystości, święci

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

1 Październik 2014 Dodaj komentarz

547

„Teresa od Dzieciątka Jezus i Najświętszego Oblicza jest najmłodszą pośród Doktorów Kościoła, ale jej żarliwe życie duchowe jest świadectwem tak wielkiej dojrzałości, a intuicje wiary zawarte w jej pismach są tak rozległe i głębokie, że pozwalają jej zająć miejsce pośród wielkich mistrzów duchowości”

- św. Jan Paweł II.

„Zrozumiałam, że gdyby wszystkie małe kwiatki chciały być różami, natura straciłaby swą wiosenną krasę, pola nie byłyby umajone kwieciem…. Podobnie dzieje się w świecie dusz, w tym ogrodzie Jezusa. Spodobało Mu się stworzyć wielkich świętych, których można porównać do lilii i róż, lecz stworzył także tych najmniejszych, którzy winni się zadowolić, że są stokrotkami i fiołkami, przeznaczonymi, by radować oczy Pana Boga, gdy je skieruje na ziemię.”

św. Teresa od Dzieciątka Jezus

teresa

Święta Tereso, której niebem jest czynienie dobra na tej ziemi.
Racz rzucić na nas obfity deszcz róż łask Jezusowych.

Boże, któryś rzekł: Jeśli nie staniecie się jako dziatki, nie wejdziecie do Królestwa niebieskiego, daj nam, prosimy w pokorze i prostocie ducha tak w ślady świętej Dziewicy Teresy wstępować, byśmy wieczną nagrodę otrzymać mogli. Który żyjesz i królujesz z Bogiem Ojcem w jedności Ducha Świętego, Bóg na wieki wieków. Amen.

O umiłowany Kwiecie Jezusa, uśmiechnij się do nas, a przez niewysłowioną słodycz Jego Dziecięctwa spełnił obietnicę twoją: rzuć na nas i na wszystkich ludzi deszcz róż, który by nam przypomniał nieskończoną miłość Boga naszego i wiekuiste wesele, jakie nam zgotował w niebie, gdzie mamy nadzieję wraz z tobą miłosierdzie Jego wyśpiewać na wieki. Amen.

O święta Tereso od Dzieciątka Jezus, przez przedziwną moc czynienia cudów jaką cię Bóg obdarzył, uproś mi łaskę …, o którą z ufnością proszę Boga, za twoim wstawiennictwem. Amen.

 

Kategorie:baza modlitw, święci

A co jeżeli ogarnie Cię bezsilność?

26 Wrzesień 2014 Dodaj komentarz

swieczka

Osobiście, nie lubię nudy, praktycznie jej nie znam – zawsze miałam dużo pasji i różnych ciekawych zajęć. Od kiedy pamiętam po zajęciach w przedszkolu, później w szkole, poza nauką miałam mnóstwo różnych innych – szkoła muzyczna, zajęcia plastyczne, wolontariat pod różnymi postaciami czy swoje własne pasje takie jak rękodzieło czy czytanie książek. W tym wszystkim rodziła mi się szalona myśl: Tak, chcę zmienić świat, chcę zrobić coś dobrego. Angażowałam się w kolejne akcje czy wydarzenia, ale później ogarniała mnie taka bezsilność z myślami, o tym, że tak naprawdę nie mogę nic zrobić, żeby uczynić świat lepszym, że moje wysiłki nie mają najmniejszego sensu. Ale jednak później uświadomiłam sobie co w tym było nie tak, czego brakowało – modlitwy, trwania przed Chrystusem. Olśniło mnie i czuję, że to było tchnienie samego Ducha Świętego, który podpowiedział co jest nie tak.

Ważne jest to, żeby w swojej chęci czynienia dobra, pamiętać o modlitwie. A jeszcze ważniejsze jest to, żeby w momentach bezsilności – nie pozwolić się jej ogarnąć, nie wpadać w panikę, złość czy strach, ale paść na kolana i się gorliwie modlić. Zawsze możesz zrobić coś, żeby zrobić dobrego, coś, żeby cokolwiek zmienić.

Pamiętaj! Jeżeli czujesz się bezsilny i wydaje Ci się, że już nic nie możesz zrobić – módl się, módl się mocno i wytrwale!

Uroczystość Najświętszej Maryi Panny Częstochowskiej

26 Sierpień 2014 Dodaj komentarz

MB częstochowska

Jest zakątek na tej ziemi,
Gdzie powracać każdy chce,
Gdzie króluje Jej Oblicze,
Na Nim cięte rysy dwie.
Wzrok ma smutny, zatroskany,
Jakby chciała prosić cię,
Byś w matczyną Jej opiekę oddał się.

Jasna Góra z obrazem Matki Boskiej Częstochowskiej jest głównym ośrodkiem kultu Matki Bożej w Polsce, a sierpień jest miesiącem pielgrzymowania do stóp naszej Matki. Przybywający do Jasnogórskiej Pani pątnicy, wypraszają za jej wstawiennictwem wiele łask. W Częstochowie, w tej twierdzy wiary i nadziei, mamy również i ognisko miłości. Tu płonie serce gorejące miłością, Serce Matczyne. I chyba nie ma na świecie Polaka, który nie znałby tego obrazu, znanego i wśród obcokrajowców jako „Ikona Czarnej Madonny”.

Uroczystość Matki Boskiej Częstochowskiej jest jednym z największych świąt maryjnych. Dzisiejsza uroczystość powstała z inicjatywy bł. Honorata Koźmińskiego, który po upadku powstania styczniowego starał się zjednoczyć naród wokół Królowej Polski – Maryi. Wraz z ówczesnym przeorem Jasnej Góry, o. Rejmanem, wyjednał on u św. Piusa X ustanowienie w 1904 r. święta Matki Bożej Częstochowskiej. Papież Pius XI rozciągnął w 1931 r. ten obchód na całą Polskę.

 

Kategorie:Maryja, uroczystości
Obserwuj

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.

Dołącz do 1 932 obserwujących.